Dobrawa pisze CV

Bardzo cenię sobie dobrą literaturę, która nie męczy za bardzo umysłu. Dlatego często sięgam po książki na poważne tematy, ale pisane prostym stylem. I jedną z takich książek jest trzecia już powieść Janiny Lesiak pt. Dobrawa pisze CV. Tytuł brzmi co najmniej dziwnie, ale nie zniechęca – w moim przypadku było wręcz odwrotnie.

Tytuł: Dobrawa pisze CV
Autor: Janina Lesiak
Wydawnictwo: MG

Tym razem mamy do czynienia z opowieścią o kolejnej królowej. Mowa jest o Dobrawie Przemyślidce, córce Bolka Srogiego, władcy Czech. Nie ma ona łatwego życia, choć jest na tak wysokiej pozycji. Wszędzie czają się podstępne układy, nikt nie patrzy, kim jest. Przeżywa trudne chwile i owocem jednej z nich jest jej synek, Hekosz. Jednak kocha go z całego serca, mimo że poczęła go w straszny sposób. Wkrótce Dobrawa musi oddać syna, a sama zostaje zmuszona do poślubienia przyszłego króla Polan, Mieszka. Nie uśmiecha się jej to, ale nie ma wyboru. W czasach, w których żyje, polityka wkraczała nawet na te tereny.

Nie mija dużo czasu, a wychodzi za Mieszka. Ale tutaj zaczynają się pierwsze spory i trudności. Ona, chrześcijanka, nie może znieść obyczajów swojego pogańskiego męża. Więc powoli, powoli, za pomocą swojej niezwykłej inteligencji, uroku i przepięknych oczu, naprowadza go na dobrą stronę.

Dobrawa jest utkana niczym patchwork. Połączona z kawałków najrozmaitszych tkanin. Są tu tkaniny miękkie, delikatne, bogate i zwyczajne, proste, szorstkie. Nie jest ona zwykłą kobietą. Ma ogromną intuicję i przeczuwa, że nawet jeśli ona nie zmieni dużo w nowym kraju, to jej synowie, a w szczególności Bolko, zmienią o wiele więcej. Jest spokojna do końca swoich dni. To kobieta niezwykła, ponadprzeciętna, inteligentna i w żadnym razie próżna, czy pusta. Mało tego, szczerze wierzy, że szerzenie wiary chrześcijańskiej jest jej misją.

Czytałam każdą z powieści Janiny Lesiak. Wspomnienie o Cecylii bardzo mnie poruszyło, ale ze względu na temat i to, co się w niej działo, troszkę mnie obrzydziła i jestem pewna, że każdego z was, kto czytał tę książkę, w żadnym stopniu to nie zdziwi. Pokochałam ją, ale po jej zakończeniu poczułam pewien niesmak. I podziw dla autorki. Karoca Anny J. była lekturą równie pasjonującą, wyjątkową i wyróżniającą się na tle innych książek. Polubiłam ją i zajęła honorowe miejsce na mojej półce. Jednak w każdej z nich czegoś mi brakowało. I w tej chwili w mojej ręce wpadła Dobrawa pisze CV.

I choć miałam mieszane uczucia – nie mogłam pozbyć się wrażenia, że autorka nie napisze nic lepszego od wcześniejszych książek, zaczęłam czytać. I myliłam się. Bardzo się myliłam i przepraszam, że tak oceniłam pisarkę. Okazało się, że w swojej trzeciej już powieści, Janina Lesiak postarała się jeszcze bardziej i stworzyła arcydzieło. Ten tom, moim zdaniem pobił wcześniejsze. Chociaż niczym się nie wyróżnia – styl jest ten sam, bohaterka poruszającą, jednak jest coś takiego, co w rankingu książek pani Lesiak, Dobrawę stawia u mnie na pierwszym miejscu. Wspaniale się przy niej bawiłam, czytałam z ciekawością, nie mogąc doczekać się, co będzie dalej.

Mimo że opowiada o historii i postaciach historycznych, Dobrawę czyta się szybko i lekko. Jak już nieraz pisałam w recenzjach wcześniejszych książek, bardzo często są one pisanie ciężkim językiem, przesycone są faktami i nie zachęcają w żaden sposób do zapoznania z nimi. Tutaj jest inaczej.

Bardzo szanuję panią Janinę, że podjęła się tak trudnego zadania i że mu podołała. Sam pomysł był genialny. Cieszy mnie to, że ktoś podjął się takiego zadania. I z niecierpliwością czekam na kolejne wspaniałe powieści opisujące kolejne zapomniane królowe. Gdybym teraz cofnęła się w czasie o półtora roku i powiedziała sobie, że kiedyś polubię takie książki, to tamta Marlena parsknęłaby śmiechem. Bo jak pisałam wcześniej, nie lubię historii.

A to oznacza, że pani Lesiak ma w sobie to coś.

Ze wszystkich bohaterek najbardziej lubię Dobrawę. Podczas lektury podziwiałam ją za to, jaka jest. Była niezwykle silną kobietą. Wytrwała niesamowicie ciężkie chwile i rozstania. Jestem pewna, że kto inny, będąc na jej miejscu, nie zniósłby takiego bólu. Jej odwaga, wytrwałość, wiara, a  także spokój serca i duszy sprawiły, że była wyjątkową kobietą, z której, jak sądzę, każda z nas powinna brać przykład.

logo-MG-2

Pax, czyli siła przyjaźni

Zawsze fascynowały mnie powieści o zwierzętach. Uwielbiałam czytać dzieła Jacka Londona czy Jamesa Olivera Curwooda. Niektórzy mogą uznać to za dziwne, ale sposób, w jaki tworzyli powieści, był dla mnie czymś niezwykłym. Opisywali oni uczucia zwierząt tak, jakby sami nimi byli. Uwielbiałam to i szalałam na punkcie tych książek.

Tytuł: Pax
Autor: Sara Pennypacker, Jon Klassen (ilustracje)
Wydawnictwo: IUVI
Egzemplarz recenzencki otrzymany od: czytam.pl
 

 

Potrafiłam je czytać po 10 razy i wcale nie przesadzam, pisząc to.

A gdy zwierzę przyjaźniło się z człowiekiem, to popadałam całkowicie w ten inny, zwierzęcy świat.

W głównej mierze to właśnie to moje zamiłowanie sprawiło, że od razu, gdy tylko zobaczyłam Paxa, wiedziałam, że jest to książka idealna dla mnie, która poruszy moje serce do granic możliwości i zostanie w nim na długo. Tak jak zostały w nim Biały KiełZew Krwi, Szara Wilczyca czy Bari, syn Szarej Wilczycy. Te lektury, czytane przeze mnie w wieku 10 lat, na zawsze zostaną w moim sercu. A ostatnio dołączył do nich również pewien lisek imieniem Pax i chłopiec Peter.

Peter miał 8 lat, gdy w lesie znalazł małego liska, zaledwie 2-tygodniowego. Zwierzątko było osierocone, nie miało matki ani rodzeństwa. Samo nie dałoby rady przetrwać. Chłopiec zabrał je do domu, by się nim zająć. Nazwał je Pax. I tak narodziło się coś pięknego, coś, co nazywane jest przyjaźnią…

Lisek stał się kimś więcej niż tylko liskiem. A chłopiec kimś więcej niż tylko chłopcem. Stali się nierozłączni, nikt nie mógł ich rozdzielić. A przynajmniej tak myśleli. Ojciec chłopca idzie do wojska, a syna wysyła do dziadka mieszkającego setki kilometrów od domu Petera. Jednak Pax nie może jechać z nim. Ojciec każe go wypuścić do lasu. I tak też się dzieje.

Jednak Pax nigdy nie był na wolności. Nie potrafi polował, nauczony był życia z ludźmi. Mała szansa, że sam sobie poradzi, i Peter bardzo dobrze o tym wie. Jednak ojciec jest nieubłagany, odjeżdża z piskiem opon, zostawiając zdezorientowane zwierzę same w obcym dla niego miejscu.

Ich przyjaźń jest zbyt silna. Peter mimo swojej bezsilności nie potrafi zostawić Paxa samego. Już pierwszego dnia pobytu u dziadka wymyka się z domu i rusza do oddalonego o setki kilometrów liska. A w tym czasie lisek musi nauczyć się żyć w swoim naturalnym środowisku i przetrwać w nadziei, że ukochany chłopiec powróci po niego.

Jednak nie jest to takie proste. W szczególności gdy jest się 12-letnim dzieckiem, a dookoła zaczyna panoszyć się wojna. Czy dwoje przyjaciół w końcu się odnajdzie?

Nie sądziłam, że ta opowieść mnie aż tak poruszy. Nadal jest mi trudno uwierzyć w to, co się ze mną stało. Nie wierzę, że gdy dotarłam do ostatnich stron, w moim oczach pojawiły się łzy. Nie mogłam uwierzyć, że to już koniec mojej przygody z Peterem i Paxem. To skończyło się zbyt szybko. 

Nie dość że pokochałam niesamowitą okładkę, to jeszcze stała się ona częścią mojej zbłąkanej duszy. Już sama okładka uświadczyła mnie w przekonaniu, że trafiłam na wartościową, przepełnioną pięknem pozycję. I nie zawiodłam się, 

Opowieść ta budzi w człowieku pewnego rodzaju tęsknotę, której sami do końca nie rozumiemy. Skąd się bierze? Dlaczego się pojawia? Wydaje mi się, że to tęsknota za prawdziwą wolnością. Tą, którą utraciliśmy razem z postępem cywilizacji. Dlatego właśnie kocham takie powieści, bo pokazują one, jak wiele już nie mamy. Nie potrafimy być prawdziwie wolni, nie potrafimy prawdziwie kochać. Torturujemy się, by się ukarać za coś, na co nie mieliśmy wpływu. Nie pozwalamy sobie być wolni. 

Pax wzbudził we mnie mnóstwo emocji. Porusza on uniwersalne tematy, ma w sobie to coś, co sprawia, że czytelnik zaczyna rozmyślać nad samym sobą. Pokazuje obowiązek wobec przyjaciela, ból duszy, miłość i przyjaźń. A także poświęcenie się dla ważnych wartości i siebie, aby ktoś inny zyskał dzięki temu prawdziwą wolność. Czasami wydaje się nam, że dobrze robimy, jednak nigdy nie mamy pewności, że na pewno tak jest.

Pax to opowieść, która wzrusza i porusza najdelikatniejsze struny serca. Opowiada o prawdziwej przyjaźni między człowiekiem a zwierzęciem.

Słyszałam porównania tej powieści do Małego Księcia. Nie wierzyłam. Aż do chwili, gdy dotarłam do ostatniej strony Paxa. Łzy zebrały się w moich oczach i ujrzałam prawdę. Ujrzałam to, co chciała przekazać autorka.

Książka ta stała się dla mnie częścią mojego serca. Zakochałam się w niej już od pierwszej litery, choć nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. Tak samo jak powieści Jacka Londona czy Jamesa Olivera Curwooda, ta także zakorzeniła się w moim sercu.

Jest niesamowita. Tak bardzo niesamowita, że trudno jest to opisać. Musicie sami to zrozumieć. Ta książka sama wam to pokaże, tylko musicie jej dać szansę. Żadna sekunda przy niej spędzona nie jest stracona. Możecie tylko zyskać. Sami się przekonajcie, co mam na myśli.

Napisany z niezwykłą lekkością, a mimo to pełny akcji i emocji. Obdarzony przez Jona Klassena przepięknymi rysunkami, delikatny niczym piórko, ale prawdziwy i szczery. Taki właśnie jest Pax.

Pozwólcie sobie poznać siłę przyjaźni. Siłę wolności i wiatru we włosach. Tupot łap pośród listowia, szelest myszy. Siłę nadziei i wytrwałość. Tęsknotę i miłość pośród niebezpieczeństwa. Poznajcie Petera i Paxa.

Pamiętnik lesbijki

Niepokojąca, mroczna, magiczna i szokująca. A także niezwykle inteligentna, sprawiająca wrażenie dzieła, które jest powyżej każdego z nas. Napisana językiem, jaki nie każdy zdoła zrozumieć, choćby starał się ze wszystkich sił. Ten ogromny intelekt wzbudza nieufność i przerażenie, a z drugiej strony mamy ochotę wgłębić się w myśli bohaterki jeszcze bardziej. Budzi uczucia, które długo spały gdzieś w głębi nas. Szarpie umysł, zmusza do głębszego rozumowania i przeżycia całym sobą przedstawionej historii. Nieważne, że możemy nie dać rady.

TytułPamiętnik lesbijki
Autor: Eryk Edwardsson
Wydawnictwo: Wieża Czarnoksiężnika

 

Główna bohaterka wydaje się niezwykła, świadoma i jednocześnie nieświadoma, kim tak naprawdę jest. I to wzbudza w nas poczucie, że trafiliśmy na powieść, która wyszła nie spod pióra pisarza, człowieka, ale kogoś, kto stoi wyżej. Ciężko jest uwierzyć, że istota ludzka potrafi rozumować w tak złożony i jednocześnie wspaniały sposób. Taki właśnie wydaje się Pamiętnik lesbijki, stworzony z miłością, oddaniem oraz pasją, byśmy mogli poznać myśli, jakich normalnie doświadczają tylko niektórzy z nas. 

W książce tej wpadamy ze skrajności w skrajność; jest prowokująca, pełna filozofii, socjologii, samotności pośród ludzi, a także po brzegi przepełniona inteligencją. Raz nas bawi, raz smuci, innym razem przeraża i wzrusza. Możemy ją albo z całego serca pokochać, albo znienawidzić.
 
Nati, studentka socjologii, jest niezwykle inteligentna, wydaje się jej, że nikt, kto nie dorównuje jej mądrością, nie ma prawa z nią rozmawiać. Nikogo do siebie nie dopuszcza, gdyż nie jest jej wart. Tylko jej ukochana przyjaciółka Pati jest osobą, która zna ją doskonale i wspiera w ciężkim, przesiąkniętym beznadzieją życiu. Typowi faceci, czyli ci, którzy myślą tylko o tym, by zaliczyć kolejną dziewczynę, wzbudzają w Natalii obrzydzenie; potrafi bezbłędnie rozpoznać takiego osobnika, nawet za bardzo się nie wysilając. Wystarczy jedno spojrzenie na minę, ruchy, oczy i dokładnie wie, czego on tak naprawdę od niej chce. 
 
Dlaczego nie mogę być taka jak wszyscy? Nieskomplikowana, z niewielkimi wymaganiami, gruboskórna, niezdolna do wzruszeń. Taka jak ci faceci. Te wredne skurwiele. Chcą tylko jednego od życia – cielesnych doznań, hedonistycznego upojenia w seksualnej orgii, którą mają czelność nazywać miłością?
 
Gdy podczas zajęć zagaduje do niej Manat, Nati jest wobec niej bardzo podejrzliwa. Jednak jej rozmówczyni okazuje się kimś całkowicie innym niż na początku sądziła. Zadziwia ją bystrością umysłu, spostrzegawczością i niezwykłą zdolnością do kojarzenia faktów. Rozpala w niej iskrę, jakiej nikt nie potrafił wzniecić. Intryguje ją ta dziewczyna, która mimo jasnych sygnałów, że powinna dać jej spokój, nie poddaje się, dając popis umiejętności swojego umysłu. Czyżby Natalia po raz pierwszy się pomyliła?
 
Wkrótce, zniesmaczona swoimi znajomymi dresiarzami, pozwala Manat na wciągnięcie do swojego świata. Natalia trafia do miejsca przepełnionego gothami, fanatykami wampiryzmu oraz innymi dziwadłami, i powoli zaczyna popadać w ogromny konflikt pomiędzy przyjaźnią a odkrytą miłością. Spór ten zaczyna niszczyć jej życie, przyjaciółka staje się ukochaną, jej chłopak obiektem nienawiści, nowa znajoma wzbudza podejrzenia. Nic już nie jest takie jak wcześniej. 
 
Czy Natalii uda się wyplątać z sideł, które coraz mocniej zacieśniają na niej swoje macki? A może zostanie przez nie pochłonięta i pożarta, bez krzty zawahania? 
 
Bo w życiu chodzi o coś więcej niż tylko przeżycie do śmierci.
 
Spodziewałam się czegoś całkowicie innego. Jednak dostałam coś, co praktycznie rozwaliło mój mózg na kawałki. Myślałam, że ta książka będzie płytka, przepełniona seksem, może odrobiną miłości i fantazji. Jednak już od pierwszej strony, pierwszej linijki, zrozumiałam, jak bardzo się pomyliłam. Jest mi wstyd, że w ogóle pomyślałam w taki sposób. Kap, kap, kap… Zaparowane szyby ociekającego deszczem tramwaju. Zapocone szkło, przez które sączą się do środka fragmenty rzeczywistości. Już pierwsze zdanie wzbudziło we mnie iskrę, która wkrótce zmieniła się w płomień, paląc mnie od środka i spływając palcami na strony. Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że książka ta będzie całkowicie inna niż każda, jaką do tej pory przeczytałam. 
 
Ruszyłam więc w podróż, w głąb myśli głównej bohaterki. Zachwyciła mnie swoją niezwykłą, co prawda aż przerośniętą, lekko pokrętną inteligencją i miłością, która z prostej, usłanej płatkami róż ścieżki, zwiodła ją na drogę poznaczoną krwią, łzami oraz smutkiem. Choć z całego serca się starałam, nie potrafiłam zrozumieć jej toku myślenia, każdy swój błąd, każdą złą chwilę, każdą decyzję, rozważała ona w tak filozoficzny sposób, rozpatrując każdy aspekt, każde zagadnienie, dokładnie tłumacząc sobie, dlaczego tak się stało, co było przyczyną, co przeszkodziło. Zafascynowała mnie tak bardzo, że z całego serca chciałam ją poznać, z nią porozmawiać, nawet jeśli mogłabym zostać przez nią odrzucona. W końcu Natalia nie dopuszczała do siebie nikogo, nikt nie był wart jej uwagi, jeśli nie wydawał się tak inteligentny jak ona. 
 
W końcu mogę się nieco zabawić, bez zbędnego zaangażowania się w interakcję z jakimiś niedorobionymi ludkami. Tylko ja i muzyka przemieszana z kaskadą kolorowych świateł i oszałamiającymi rozbłyskami stroboskopów. Mogę zanurzyć się w tych chromatycznej gamy toniach i zapomnieć na chwilę o wszystkim, co mnie kiedykolwiek trapiło, skupiając się jedynie na tym ekscytującym fakcie, że żyję, że jestem…
 
Pragnęłam, nawet za cenę poniżenia, odrzucenia, zobaczyć tę kobietę przed sobą. Nigdy nie miałam do czynienia z osobą tak wybitnie inteligentną i nadwrażliwą na otaczający ją świat. Była samotna, bo tak chciała, nie dlatego, że na taki los skazali ją inni. W jakiś sposób wydaje mi się podobna do mnie. Podziwiam ją za to, kim była. 
 
Choć już skończyłam czytać tę książkę, wciąż nie mogę uwierzyć, że napisał ją człowiek. Jak genialny umysł musi mieć autor, skoro wymyślił powieść o prostej fabule, a jednocześnie pełną intelektu, mądrości i głębi, która przenika od pierwszych słów. 
 
Jednak pan Eryk zaskoczył mnie nie tylko umiejętnością pisania w niezwykle inteligentny sposób, ale także zwrotami akcji, jakich nawet się nie spodziewałam, gdy zdecydowałam się zrecenzować tę książkę. Zawarł w niej tyle wartości, że nawet brak mi słów, by je opisać. Sami musicie się przekonać, jak niezwykła jest ta książka, jak wspaniały jest autor, że zdołał stworzyć coś takiego. 
 
To nie powieść dla każdego. Nie każdy ją zrozumie, ja nie do końca zrozumiałam, jeszcze do niej nie dojrzałam, ale pokochałam całym sercem. I na pewno jeszcze nieraz do niej wrócę.

Miłosna kareta Anny J.

Nigdy nie lubiłam historii. Ta, której uczono nas w szkołach, wydawała mi się nudna i nieciekawa. Udawałam, że słucham, a tak naprawdę jednym uchem wpuszczałam, a drugim wypuszczałam. Jednak pewien element historii uwielbiałam. Wynalazki i opowieści o królowych. Polskich, tureckich, starożytnych. Zawsze intrygowało mnie, jakie one były, jak wyglądały, w co się ubierały, a także to, co zrobiły dla swojego kraju.

Tytuł: Miłosna kareta Anny J.
Autor: Janina Lesiak
Wydawnictwo: MG

Tak naprawdę mało która królowa doczekała się czegoś więcej na swój temat niż wspomnień. Jeśli nie miała wielkich zasług, to pamiątką po niej jest tylko imię. Dlatego też z całego serca podziwiam Janinę Lesiak za to, że obrała sobie tak trudny, ale i szlachetny cel do wykonania.

Bo prawda jest taka, że napisanie powieści o dawnej polskiej władczyni wcale nie jest takie proste. Ważne jest to, aby wyszukać informacje na jej temat, wczuć się w opisywaną historię. Znamy je jako królowe, ale nie jako kobiety. Trudno jest okazać uczucia, cechy, myśli osoby, która od dawna nie żyje. I nawet jeśli ziarnko z tego nie jest prawdą, tylko domysłami, to i tak wymaga talentu i otwartego umysłu.

Wcześniej czytałam debiut Lesiak, Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej. Pamiętam, że byłam zachwycona, jak wspaniale autorka ukazała Cecylię. Każda jej myśl i przeżycia sprawiały, że mimo ogromnego smutku, jaki za sobą niosły, wzdychałam z zachwytu.

Tym razem w moje ręce trafiła druga powieść autorki. Niesamowita i niezwykle wciągająca Miłosna kareta Anny J.

Tym razem główną bohaterką jest Anna Jagiellonka. Osoba, o której wiemy wiele jako o królowej, ale nie wiemy, jaką kobietą była. Wydaje się nam, że ją znamy, ale prawda jest zupełnie inna. Ta licząca zaledwie 213 stron opowieść przybliży nam ją bardziej, niż może się wydawać. Poznamy kobietę nieładną, córkę wielkiej Bony, monarchini o ognistym temperamencie, w której żyłach płynie włoska krew. Anna nie jest taka, przy matce jest ledwie świecą, która co prawda płonie, ale ledwo widocznie. Nie jest piękna, choć figurę ma miłą dla oka, nie jest śmiała, choć jeśli chce, może zatrząść całym królestwem. Jest siostrą, narzeczoną, żoną i ciotką czterech polskich królów.

Trzyma ona w dłoni pokerową karetę. Czterech polskich królów, których kochała. Jej brat, Zygmunt August, niedoszły mąż Henryk Walezy, prawdziwy mąż Stefan Batory i ukochany siostrzeniec Zygmunt I Waza. Choć ona obdarzała ich ogromną miłością, nigdy nie dostała jej w zamian. Potrafiła oddać całą siebie, a dostawała obelgi, obrazę, obrzydzenie. Jedynie jej siostrzeniec był inny. Pragnęła miłości, zrozumienia, przyjaźni. Pragnęła czuć się pożądana, uwielbiana, potrzebna. Całe życie żyła w cieniu królów. Aż w końcu postanowiła zawalczyć sama o należne jej wartości.

„Grała z mistrzami, więc ten królewski poker nie mógł się dla niej dobrze skończyć! Anna J. to kolejna bohaterka sprzed stuleci przypominająca się współczesnym czytelnikom i licząca na to, że zrozumieją oni jej walkę o siebie i o miłość, lepiej ją poznają i może polubią…”

Ja polubiłam ją z całego serca. Wydaje mi się, że w jakiś sposób jest do mnie podobna. Sądzę, że i wy ją polubicie.

Sposób pisania autorki jest delikatny, ale niezwykle wciągający. Potrafi ona w doskonały sposób opisać uczucia Anny. Zachwycają mnie też opisy ubioru, na których pani Janina skupiła dużą uwagę, co jest ogromnym plusem tej powieści. Ale jest w niej o wiele więcej plusów! Sposoby leczenia różnych dolegliwości, odrobina polityki, opisy miejsca akcji…

Jako że akcja obejmuje całe życie Anny J., może się wydawać, że jest w niej przesyt. Ale wcale tak nie jest, wręcz przeciwnie! Po skończeniu powieści pragniemy więcej, mamy uczucie, jakby było tego o wiele za mało! Zachwycające jest to, że w tak krótkiej powieści autorka zawarła tyle treści i wartości.

Powieść czyta się szybko i przyjemnie. Jestem pewna, że na długo zapadnie czytelnikom w pamięć. Jest niebanalna i niesamowicie ciekawa. Nie pozostaje nic więcej, jak tylko czytać!

logo-MG-2

Pani Furia

Alia wygląda jak gwóźdź: jest za wysoka, za chuda, ma za dużo włosów. I nie pochodzi z Belgii. Nie powinno jej tu być. Jest inna niż wszyscy, nie jest częścią białej układanki. Nie pasuje do niej i nic dla niej nie znaczy. Nawet do czarnej nie pasuje.

Równie dobrze mogłoby jej nie być. Dla matki jest wyłącznie pomocą domową, musi wszystko za nią robić, zajmować się braćmi, gotować, sprzątać, robić zakupy. Alia nie ma czasu na naukę, nie ma chęci, by żyć inaczej. Chłopak traktuje ją jak kolejny numer w katalogu podbojów, a zawarte małżeństwo to tylko kontrakt wart ogromnej sumy pieniędzy. Jedynie dla ojca coś znaczyła.

 

Tytuł: Pani Furia
Autor: Grażyna Plebanek
Wydawnictwo: Znak 

 

To on nauczył ją boksować, nadał jej imię po wielkim kongijskim bokserze. Jego opowieści były niezwykłe, pochodzące prosto z serca i z otaczającego ich świata. Jednak i on zawiódł.

Dziewczyna coraz częściej czuje złość. Wie, że nie może jej okazać. Jednak to nie jest takie proste. Kobiecie nie wolno pokazywać złości, zwłaszcza jeśli jest obca. Samotność przepełnia ją, wylewając się z czary. Tyle ludzi jest wokół niej, jednak i tak jest sama. Stara się uspokoić, jednak furia, raz rozbudzona, będzie krążyć w ciele aż do ostatniego tchu. Już nic jej nie uśpi.

Pani Furia to opowieść o samotności, bólu, furii, strachu, złości. Do cna przepełniona emocjami, które w większości nie są dobre. Poruszyła mnie tak bardzo, że trudno mi cokolwiek na jej temat napisać. Brakuje mi słów, a jedyne, co w tej chwili jest w mojej głowie, to pytanie „dlaczego?”. Dlaczego w tych czasach nadal nienawidzimy osób czarnoskórych, imigrantów, dusz niby takich samych jak my, jednak w naszym widzeniu innych.

Jak to wytłumaczyć? Czy to są nasze pierwotne instynkty, które każą nam bronić swojego terytorium, które każą nam tępić odmienność? Tyle się mówi o tolerancji, o wzajemnej miłości. Słyszymy o tym na każdym kroku, jednak nie potrafimy się do tego zastosować. Problem ten omijany jest szerokim łukiem, byleby tylko nie przysporzyć bólu sobie. Po co mamy się tym zadręczać? Mamy swoje sprawy. Ale prawda jest taka, że chociaż wydaje się nam, że nas to nie dotyczy, tak naprawdę siedzimy w tym po same uszy. Bo to właśnie nasza ignorancja napędza koło nienawiści.

Nikt o tym nie mówi, nikt nie pisze. Dlatego z całego serca podziwiam Grażynę Plebanek za to, że odważyła się napisać o tym problemie.

Pani Furia to opowieść inna niż wszystkie. Nie tego się po niej spodziewałam, myślałam, że dostanę coś całkowicie innego. Czyta się ją niesamowicie lekko, mimo problemów, które opisuje. Narracja prowadzona jest z gracją, wciąga w czeluście samotności, odmienia nasze myślenie, sprawia, że zmienia się nasz punkt widzenia. Po tej książce już nigdy nie pomyślimy źle o osobach obcych. Nie jest ona czystymi faktami, choć jest na nich wzorowana.

Dlaczego osoby o innym kolorze skóry, o innej kulturze zdecydowały się wyjechać ze swojego kraju? Co tam przeżyły, czego doświadczyły?

Problem, który opisała autorka, jest w naszych czasach wszędzie: w Ameryce, w Belgii, we Francji, w Polsce. W każdym kraju. Ludzie mają w swoich głowach zakodowane, że imigranci, wszyscy co do joty, każda osoba o innym kolorze skóry, a w tym najbardziej czarnoskórzy to nie ludzie. Nie zważamy na to, że ktoś potrzebuje schronienia, że ktoś szuka lepszego życia. Dla nas czarny to czarny. A co to oznacza? Bójki, rozboje, morderstwa. Osoby o ciemnym kolorze skóry traktujemy właśnie w ten sposób. Zawsze gdy stanie się coś złego, jako pierwszy podejrzany jest czarnoskóry. Często oskarża się ich, nawet jeśli są niewinni. Dla wielu z nas nie są oni ludźmi. Wpędzamy ich w samotność.

Nawet jeśli w głębi serca są dobrymi ludźmi, w naszych oczach są tylko stereotypy, które zasłaniają nam prawdę. Ja zawsze o tym wiedziałam.

Jeśli szukacie powieści, która wam to uświadomi, poruszy was, pokaże wam, jaki naprawdę jest dzisiejszy świat, to Pani Furia jest właśnie dla was. Jest w niej sama prawda, ta, którą staramy się omijać. Styl, w jakim książka jest utrzymana, sprawia, że czyta się ją szybko, nie jest ciężka, nie osiądzie na sercu, ale delikatnie zakwitnie w umyśle. Jeśli pozwolicie jej wykiełkować, wasze myślenie się zmieni. Czytanie jej jest przyjemnością samą w sobie, mimo że na podstawie opisu z tyłu książki możemy wnioskować, że będzie wręcz odwrotnie.

Pozwólcie się zaskoczyć. A na pewno nie pożałujecie. Nie jest to lektura tylko dla wybranych. Każdy powinien ją przeczytać. Takie książki jak ta powinny być lekturami w szkole. Pełne prawdy, furii, strachu. Właśnie takie powieści dają najbardziej do myślenia.

znak_basic_250

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia