Zbuki

Zawsze gdy ktoś zdobędzie to, czego my pragnęliśmy od dawna, ale jeszcze nam się nie udało, czujemy coś w środku. Z jednej strony cieszymy się, że mu się udało, ale z drugiej coś bardzo mocno ściska nas za serce i żołądek, wprawiając we wściekłość. Zapiera nam dech, ale nie z wrażenia…
 
Tytuł: Zbuki, czyli jak bardzo boli nas cudzy sukces
Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
 
Nie możemy złapać tchu, bo ból cudzego sukcesu zaciska się coraz mocniej na naszych płucach.
Nie potrafimy się go pozbyć, choćbyśmy tego bardzo chcieli. To uczucie jest w nas bardzo głęboko zakorzenione, w naszej naturze, sercu, umyśle, człowieczeństwie. Nie ma na świecie osoby, która by choć raz w życiu tego nie poczuła. Wyrastają na nas różne kwiaty, które przypominają o tym, czego pragniemy, gdy widzimy to u drugiego człowieka.
Ona nas pali, drąży nasze żyły od środka, powoduje dziwne uczucie. To zazdrość.
 
Konstancjusz Klo po kilku latach spędzonych w więzieniu w końcu z niego wychodzi. Nie mogąc znaleźć pracy (kto by przyjął do roboty kryminalistę?), wpada na genialny pomysł! Będzie skupował ludzkie świństwa, by ludzie marzący o tym, by drugiemu powinęła się noga, nie cierpieli z powodu wyrzutów sumienia. On świństwa skupuje, uwalniając przy tym od poczucia winy. Nikt nawet by się nie spodziewał, że tak szybko się to rozwinie i będzie przynosiło tyle pieniędzy!
 
Niektóre świństwa Konstancjusz połyka, inne sadzi w doniczkach, jeszcze inne zamyka w blaszanych puszkach i szafkach w swoim domu. Dużo z nich jest nieszkodliwych, jednak są takie, które strasznie rozrabiają, a także takie, które przy połykaniu kłują straszliwie w gardle i w żołądku.
 
Klo nawet nie spodziewał się, że interes tak szybko się rozwinie. Wkrótce zaczyna mu brakować miejsca i sam coraz gorzej się czuje. Trzęsienie ziemi, które wydarzyło się dokładnie w sylwestra, spada na niego i resztę mieszkańców miasteczka jak grom z jasnego nieba. Zostają oni oddzieleni od innych miast, żyją, podróżując pociągiem.
 
Nagle wszystko traci sens, nie ma już komu poczynić świństw, więc panuje harmonia. Nie ma powodów do zazdrości, bo nikt nic nie ma.
 
Jednak chwilowy spokój wkrótce się kończy. Ludzie zaczynają gnić od środka, a zazdrość ich zabija. Na nowo stają się zgniłymi jajkami. Zbukami.
 
Zbuki są książką wyjątkowo dziwną. Czyta się ją średnio, a to przez ciężki styl pisania. Została napisana w sposób tak nierealny i odstający od wielu innych pozycji, że naprawdę miałam z nią problemy. Sama historia w niej zawarta wydaje się ciekawa, jednak styl pisania Nataszy jest po prostu słaby. Wiem, że to jedna z pierwszych jej książek i zapewne taka właśnie miała być. Są chwile, gdy wciąga, a język, którym została napisana, nam nie przeszkadza, ale to dosłownie kilka stron. Zmusiłam się, aby ją przeczytać, bardzo mnie odpychała.
 
Mimo że styl pisania jest słaby, to treść, którą pani Socha chciała przekazać, wydaje się naprawdę pouczająca. Pokazuje ona nie tylko, jak bardzo boli nas, gdy ktoś czuje się szczęśliwie, gdy ma to, co my bardzo pragniemy mieć, ale także to, że często jesteśmy w stanie zrobić wszystko, by go tej radości pozbawić. Upokorzyć, zniszczyć kawałek po kawałku, zmieszać z błotem, byle tylko nie widzieć jego osobistego raju. Niektórzy z nas chcą kogoś nawet skrzywdzić cieleśnie, choć nigdy by się do tego nie przyznali. „Przecież nie obchodzi mnie, że ona ma chłopaka! A w myślach: Ty głupia dziewucho, nie zasługujesz na niego! To ja powinnam mieć chłopaka, nie ktoś taki jak ty!
 
W chwilach, gdy zżera nas zazdrość, nawet przyjaźń schodzi na bok, traci znaczenie.
 
Jest to straszne, prawda?
 
Natasza Socha pokazała w swojej książce, jacy jesteśmy, dając nam mocno do myślenia. Więc jeśli chcesz użerać się z potwornym językiem, ale wynieść z tego coś więcej, to serdecznie zapraszam do przeczytania powieści. Sądzę, że są osoby, którym może się spodobać. W moim przypadku słabo to wyszło, jednak choć nie jestem do tej książki całkowicie zrażona, nigdy nie przeczytam jej kolejny raz. Nie zdzierżę więcej stylu, w jakim jest napisana.
 
Po inną książkę Sochy na pewno sięgnę, nie skreślę jej tylko dlatego, że jedna powieść okazała się niewypałem. Zauważyłam w tej autorce ogromny potencjał i z przyjemnością przeczytam coś, co nie powstało 10 lat temu.
 
A wy jesteście zbukami?

Wojownicy. Ucieczka w dzicz

Pierwszy raz czytałam Wojowników, będąc 10-, może 12-letnim dzieckiem. Było to tak dawno, że nawet tego nie pamiętam. Wiem jednak jedno: wtedy ta cudowna książka pozostawiła mnie z niezwykłym uczuciem w głębi serca. Przygody kocich wojowników poruszyły mną i sprawiły, że sama zapragnęłam stać się jednym z nich. Jako dziecko nie do końca zrozumiałam głębszy sens przedstawionej mi historii, nie widziałam w niej tej ogromnej siły uczuć ani przesłania. Byłam zbyt młoda, by w pełni pojąć wartości, jakie chciały przekazać autorki.

Tytuł: Wojownicy. Ucieczka w dzicz
Autor: Erin Hunter
Wydawnictwo: Nowa Baśń

 
Wojownicy to starsza seria, która po kilku latach została wznowiona przez wydawnictwo Nowa Baśń. Wcześniej wydawało ją inne wydawnictwo, ale zaprzestało na drugim tomie, co jak pamiętam, zabolało mnie ogromnie, gdyż Ognista Łapa, Szara Łapa, a nawet Żółty Kieł, stały się dla mnie przyjaciółmi. Jako 10-letnie dziecko, targane ogromnymi wątpliwościami, zbyt dojrzałe jak na swój wiek, odnalazłam w nich ukojenie i spokój. Wiedziałam, że autorki (Erin Hunter to pseudonim, tak naprawdę serię tę tworzyły trzy dziewczyny, które przyjęły taką nazwę) tworzą kolejne części i jeśli się nie mylę, powstało ich mnóstwo. Jakiż wielki był mój ból, że nie dane będzie mi dalej uczestniczyć w tych wspaniałych przygodach. Długo jeszcze się smuciłam, aż ból w sercu w końcu zelżał. Mimo to nigdy nie zapomniałam o moich przyjaciołach.
 
Do pewnego dnia, kilka miesięcy temu. Dowiedziałam się, że seria została wznowiona. Rozbudziła się we mnie nadzieja, że oto właśnie nadszedł czas, gdy poznam całą historię. Choćbym miała skończyć ostatnią część w wieku 30 czy 40 lat, nie było to dla mnie ważne.
 
Dlatego też dziś przybywam do was, by uczynić z was kocich Wojowników! Nadszedł czas, by każdy z nas zawalczył w obronie klanu i o swoje przeznaczenie. Jesteście gotowi, by razem z Ognistą Łapą, zwykłym domowym kociakiem, stać się wspaniałym wojownikiem, który ruszy na spotkanie ze swym przeznaczeniem?
 
Rdzawy jest zwykłym domowym kotem o przepięknej ognistorudej sierści. Jest młody, wyjątkowo silny i pewny siebie. Dobrze żyje mu się w domu, na skraju lasu. Każdego dnia ma pełną miskę, może się wylegiwać w słońcu, a w razie deszczu ukryć w środku cieplutkiego domu i położyć się na mięciutkim posłaniu, mrucząc pod dotykiem ręki swojego właściciela. Jego życie jest beztroskie i przyjemne.
 
Mogłoby się wydawać, że nie potrzeba mu nic więcej do szczęścia. Jednak Rdzawy za każdym razem, gdy patrzy na las za domem, czuje, jak ten go woła, ciągnie do siebie, prosi, by powrócił na łono matki natury. Nieraz rudy kociak śni o wspaniałej wyprawie na polowanie do lasu, gdzie zapachy otoczą go ze wszystkich stron, a cudowny wiatr w sierści podaruje wolność. Tęsknota aż wylewa się z jego serca, czuje on, że nie jest tam, gdzie powinien być.
 
Pewnego razu postanawia ruszyć przed siebie, do lasu, choćby na chwilę, by przekonać się, jak smakuje tak upragniona przez niego wolność. Tam niespodziewanie zmuszony jest do walki, zostaje zaatakowany przez dzikiego kota, Szarą Łapę, członka Klanu Pioruna. Rdzawy jest zafascynowany życiem w klanie i bez zastanowienia postanawia do niego dołączyć. Jednak życie w klanie nie jest tak kolorowe, jak mogło mu się wydawać. Między wszystkimi czterema frakcjami kotów trwa nieustanna i bezwzględna walka o przetrwanie. Walczą nie tylko o tereny i pożywienie, ale także o własnych członków, o życie, które tak bardzo kochają.
 
Każdy klan szkoli Wojowników. Rdzawy, przyjęty do Klanu Pioruna, zostaje uczniem i przyjmuje nowe imię Ognista Łapa. Nie wie on, że stosunki między klanami są coraz gorsze i wisi nad nimi proroctwo; że jest ktoś, kto uratuje trawione zniszczeniem frakcje. Tylko ogień będzie w stanie uratować Klan Pioruna.
 
Przez chwilę życie w Klanie Pioruna jest idyllą, panuje tam spokój, przyjaźń otacza każdego członka, a pożywienia nie brakuje. Jednak nagle rozpoczynają się straszne zdarzenia, Klan Wiatru gdzieś znika, a Klan Cienia łypie złowrogo na pozostałe klany. Rozpoczyna się walka, która może albo uratować Klan Pioruna, albo doszczętnie go zniszczyć. Ataki na obóz są coraz częstsze, giną kolejni wojownicy. Jednak Klan Pioruna nie poddaje się i walczy. Lojalność wobec swojej rodziny przepełnia ich serca i są gotowi zginąć, byle tylko obronić swój dom i życie przyjaciół.
 
Tak zaczyna się cudowna seria, która już po raz drugi, jeśli nie kolejny, zawładnęła moim sercem, jednak tym razem w nowym, świeżutkim i niesamowitym wydaniu. Nawet mimo że wiele wątków pamiętałam, a tajemnice w niej zawarte nie były mi obce, bawiłam się przy tej książce wybornie. Gdy tylko zaczęłam czytać, ledwo mój wzrok spoczął na pierwszym słowie, a zostałam wciągnięta w ten fantastyczny świat, biegałam razem z kociakami przez połacie lasu, przeżyłam swoje pierwsze polowanie, pokonałam wielu wrogów i odnalazłam wspaniałych przyjaciół.  Nim się obejrzałam, odkryłam, że została mi tylko jedna strona. Zakończyłam książkę z ogromnym bólem, a jedyne, czego pragnęło moje serce, to znów być na wolności i razem z moimi druhami biec przed siebie, niczym nieskrępowana. Łańcuchy oplotły moje ręce i nogi, a na szyi zadzwonił dzwoneczek. Nie mogę się doczekać, aż znów je z siebie zrzucę, by ponownie poczuć wiatr we włosach, czytając Ogień i Lód. Na szczęście nie jest do tego daleko.
 
Dzięki tej książce uświadomiłam sobie, że wielu z nas jest oplecionych łańcuchami. Boimy się walczyć o swoje marzenia, zamykamy je w głębi sobie, tworząc wokół siebie fałszywą bańkę szczęścia. Nie pozwalamy sobie cieszyć się wolnością. Sami zamykamy się coraz bardziej w sobie, boimy się tego, co może nas czekać, gdy sięgniemy po to, o czym marzymy. Może się wydawać, że Wojownicy jest powieścią dla tych młodszych czytelników. Jednak zapewniam was, że tak nie jest.
 
Książka ta młodszych będzie bawić, wciągnie w swoją niesamowitą fabułę, sprawiając, że zakochają się w tych cudownych kotach. Jednak dorosły człowiek także znajdzie w niej coś dla siebie.
 
Ucieczkę w dzicz czyta się błyskawicznie, styl pisania jest prosty, dostosowany do młodszych czytelników, jednak nie ujmuje to treści i nie czyni z niej zdziecinniałego dzieła, które dorośli czytelnicy mogą odrzucić. Nim się obejrzycie, nastanie ta ostatnia strona. Ostania strona, którą tak strasznie znienawidziłam. Zapragniecie więcej i więcej. Wasza czytelnicza dusza zostanie pośród liter, czekając na kolejną kocią przygodę, a serce będzie z wyczekiwaniem bić, pełne nadziei, że już wkrótce poznacie ciąg dalszy.
 
Nie będę pisać o kocich bohaterach. Nie chcę pozbawić was frajdy poznawania ich wyjątkowych charakterków i uczuć. Mogę powiedzieć wam tylko jedno: nie musicie mieć w sobie krwi pradawnych klanów, by móc stać się Wojownikami. Wystarczy, że sięgniecie po tę wyjątkową książkę, a staniecie się nimi razem z Ognistą Łapą.
 
I pamiętajcie: przyjaźń i lojalność zdoła pokonać wszystko. Wystarczy tylko w to uwierzyć i ruszyć z przed siebie z podniesionym… ogonem.
 
Na okładce jest napisane Jest równie dobra, co Harry Potter czy Władca pierścieni. Mocne słowa? Są w pełni zasłużone. Wiecie, co ja wam powiem? Ta jedna część podbiła moje serce nawet bardziej niż ukochany Harry. Dlatego też w pełni się z tym stwierdzeniem zgadzam. Nawet nie potrafię wyrazić podziwu i szacunku do autorek. Stworzyły wspaniałą serię, która, mimo iż ma już swoje lata, chwyta za serce i zostaje w pamięci na zawsze. Nie sposób jest tak po prostu o niej zapomnieć. Ja nie zapomniałam, choć minęło już tyle lat.
 
Bardzo dziękuję wydawnictwu Nowa Baśń za danie mi szansy i za to, że postanowiło na nowo wydać tę wyjątkową serię. Nawet nie wiecie, jak bardzo byłam zadowolona, gdy wyciągałam tę książkę z paczki. Moje serce wtedy niezwykle urosło. Mam nadzieję, że poprowadzicie serię do cudownego końca, nieważne, ile wam to zajmie. I dziękuję za tę niezwykłą oprawę graficzną – książka prezentuje się pięknie na mojej maleńkiej półeczce. Wciąż tylko patrzę na nią, wyciągam, gładzę złote, wytłaczane litery i wpatruję się w niezwykle piękną postać Ognistej Łapy.

Marzenia, które stają się koszmarem

Los Angeles, miasto wiecznych imprez, hedonistyczne niebo dla klubowiczów. Tutaj są najlepsze imprezy i największe gwiazdy. To tutaj możesz stać się kimś, na kogo widok wszyscy krzyczą i piszczą. Ale jest jeden warunek: musisz dać z siebie wszystko – im więcej siebie oddasz, tym lepiej.

Tytuł: Niezrównani
Seria: Beautiful Idols tom 1
Autor: Alyson Noel
Wydawnictwo: Harper Collins

Jak wiele zrobisz, by zyskać sławę? Do czego jesteś zdolny, byle tylko być na pierwszych stronach gazet?

Sunset Boulevard najlepiej oglądać w ciemnych okularach i z grubym portfelem w kieszeni. Jest szansa, że jakimś cudem dostaniesz się na listę VIP-ów. A wtedy… wszystkie najlepsze nocne kluby stoją dla ciebie otworem. Tutaj królują ci piękni i bogaci. Istnieje tylko ryzyko, że gdy wstąpisz do tego świata, to zostaniesz przez niego doszczętnie pochłonięty i już się nie wyrwiesz. Ale czego się nie robi dla sławy?

Poznaj Laylę, Aster i Tommy’ego, trójkę zwykłych-niezwykłych nastolatków. Każdy z nich ma swoje marzenia, które wymagają od nich dużo pracy. To właśnie oni wejdą do kręgu wybrańców.

Gdy dowiadują się o pewnym konkursie, w którym można zdobyć nie tylko pieniądze, ale i sławę, od razu postanawiają wziąć w nim udział. Ich celem jest zostanie promotorami i przyciągnięcie jak największej liczby celebrytów znajdujących się na otrzymanej liście. Jednak najbardziej zapunktują, gdy uda się im przyciągnąć najpopularniejszą, niezwykle piękną i tajemniczą dziewczynę, młodziutką gwiazdę Hollywood, która mimo tak młodego wieku zdobyła o wiele więcej niż większość celebrytów.

Nagroda jest tak duża, że warto zrobić dla niej wszystko. Pieniądze, które otrzyma zwycięzca, są duże.

Jednak mimo iż na początku wszystko idzie dobrze, uczestnicy mają kolejne pomysły i walczą między sobą o wygraną, a gdy jeden z konkurentów jest bliski zwycięstwa, staje się coś strasznego. Madison zaginęła. Czyżby ktoś ją porwał? A może została zamordowana?

Promotorzy są przerażeni. Co mogło się jej stać? Jakie tajemnice skrywa największa młoda gwiazda Hollywood? Kim tak naprawdę jest?

Po opisie można stwierdzić, że nie warto zawracać sobie tą książką głowy. Wydaje się typową młodzieżówką, która nie jest zbyt atrakcyjna i nie niesie głębszego przesłania. Trójka nastolatków, która bierze udział w konkursie, by zdobyć pieniądze i sławę. Mamy wrażenie, że książka jest płytka. Jednak nic bardziej mylnego…

Już od pierwszych stron wiemy, że bohaterowie nie są zwykli. Każdy z nich wyróżnia się nie tylko marzeniami, ale także zachowaniem, sposobem bycia, talentami. Nie są to mdłe, pozbawione życia postacie śniące tylko o pieniądzach. Oni żyją od samego początku, są z krwi i kości, tacy sami jak my. Layla – pełna pasji bloggerka, o ostrym charakterku, zadziorna, nienawidząca gwiazd, z całego serca pragnąca zostać dziennikarką. Aster – niezwykle piękna, obdarzona talentem aktorskim, wyrazista i ognista. Tommy – przystojny, marzący o zostaniu muzykiem, skrywający pewien sekret, którego nikomu nie może wyjawić; a raczej może, ale boi się, jak zostanie przyjęty. W szczególności: jak przyjmie go osoba, której on dotyczy.

Bohaterowie wykreowani przez Alyson są doskonali. Każdy z  nich jest inny, na swój sposób wyjątkowy. Każdy się czymś wyróżnia. Nie mówię już nawet o bohaterach pobocznych takich jak Madison, Ryan czy właściciel klubów i organizator konkursów Ira.

Wygrana w konkursie może spełnić marzenia naszych bohaterów. Jednak czy warto? Czy cena nie jest zbyt wysoka?

Książkę czyta się niezwykle szybko. Nie jest gruba, liczy sobie 334 strony. Rozdziały są krótkie, historia jest dawkowana i opowiadana po trochu z perspektywy każdego bohatera. Raz narratorką jest Aster, innym razem Tommy – i tak w kółko. Zazwyczaj nie lubię, gdy powieść jest tak napisana, bo jak się wciągnę w wydarzenia, których doświadcza jeden bohater, to nagle jego opowieść zostaje przerwana w najciekawszym momencie i muszę czytać historię kolejnego. Jednak w Niezrównanych nie przeszkadzało mi to tak bardzo. Co prawda na początku byłam zirytowana, ale czego się miałam spodziewać, skoro mamy nie jednego, ale trzech głównych bohaterów? Rekompensatą były dla mnie poruszane przez Alyson wątki, a także kierunek, w jakim ruszyła opowieść. Z sielanki zamieniła się pod koniec w delikatny kryminał. Niesamowicie mi się to spodobało!

Niesamowicie podoba mi się okładka, jest przepiękna! Jednak samo wydanie już nie za bardzo. Mam na myśli grubość obwoluty. Moim zdaniem jest zbyt cienka, przez co łatwo się wygina. Jednak nie ma to aż takiego znaczenia w treści książki, więc nie będę się nad tym więcej rozwodzić.

Niezrównani są tak świetną książką, że gdy czytałam ją w czytelni, siedziałam z otwartą buzią, nie mogąc się oderwać nawet na sekundę, by pójść do ubikacji bądź pobiec na autobus. Przez nią pojechałam godzinę później, a i tak miałam ochotę siedzieć tak do końca świata i nie kończyć jej w ogóle. Mimo że nie jest to lektura, która wniosła do mojego życia wiele wartości i nie zmieniła mojego światopoglądu, nie odwróciła go o 180 stopni i nie sprawiła, że piałam z zachwytu, to i tak jestem w niej zakochana.

I nie mogę się doczekać kolejnego tomu! Modlę się o to, by jak najszybciej się pojawił. Chcę odkryć tajemnice, jakie skrywa w sobie ta niezwykła seria! A czuję, że szykuje się coś naprawdę wspaniałego!

logo_harper_collins

Aleksandra – Osyp Nazaruk

Jestem pewna, że wielu z was oglądało serial Wspaniałe stulecie. Opowieść o wielkiej miłości sułtana Sulejmana Wspaniałego i niewolnicy pochodzącej z Rosji, przepięknej Roksolany, Hurrem, Aleksandry. Opowieść, która w niezwykle piękny i jednocześnie dostojny sposób opowiada o nieszczęściu, smutku, tęsknocie, zauroczeniach, nienawiści, miłości przetkanej wiciami intryg i walką o władzę.

Serial ten na całym świecie zdobył ogromną popularność, w Polsce był wspominany przez tysiące osób – nawet te, które go nie oglądały. Naszymi sercami zawładnęła nie tylko niezwykła historia, ale także przepiękne stroje i miejsca, w których był nagrywany.

Remedium

źródło
Ból po utracie ukochanej osoby może zniszczyć. Najpierw jest tęsknota, niedowierzanie, człowiek na siłę wmawia sobie, że jego dziecko, matka, siostra żyje. Ma się wrażenie, że za chwilę wyjdzie zza rogu, uśmiechnie się i powie, że wszystko będzie dobrze. Chcesz znów usłyszeć jej głos, znów ujrzeć znajomą twarz…
Ale to niemożliwe. 
I wtedy nadchodzi gniew, przerażenie, smutek. Żal jest tak ogromny, że zaczynasz wariować. Nikt nie jest zdolny, aby wytrzymywać coś takiego. Może się to skończyć czymś strasznym, zniszczyć całe życie. Całe rodziny. 

TytułRemedium
CyklProgram (tom 0)
Autor: Suzanne Young
Wydawnictwo: Feeria Young
Quinlan McKee jest sobowtórem. Jest 17-letnią dziewczyną, która posiada niezwykły dar – od najmłodszych lat pomaga rodzinom, które straciły dziecko. Lubi to uczucie, gdy jest kochana, choć doskonale zdaje sobie sprawę, że miłość, którą darzą ją jej chwilowi rodzice, jest kierowana nie do niej, ale do osoby, którą jest w tej chwili. Niesie ze sobą ulgę. Pomaga rodzinie zmarłego nastolatka przetrwać żałobę, na nowo otworzyć się na życie. Jak to robi? Staje się nią. Dzieckiem, które stracili. Ubiera się jak ono, nosi takie same fryzury, a także po obejrzeniu filmów i zdjęć z denatem przybiera jego zachowanie. Nie jest to dla niej żaden problem, jest najlepsza w wydziale żałoby, mimo swojego krótkiego życia rozwiązała już wiele spraw i uratowała wiele rodzin zrozpaczonych po stracie dziecka. 
Jednak mimo dobrych stron jej praca ma też pewien minus. A nawet kilka. 
Przez mnogość zleceń, które wykonała, często nie potrafi rozpoznać, kim tak naprawdę jest. Pamięta wspomnienia, które nie są jej. Myli własną przeszłość z losami tych, których role odgrywała. A jedyne, czego pragnie, to być sobą i być kochaną. Bycie sobowtórem nie jest łatwe. Grozi jej szaleństwo. A warunek ma tylko jeden: nie wolno jej angażować się emocjonalnie. Bo to może ją zniszczyć.
Sobowtór musi przejawiać empatię i zrozumienie w stosunku do swoich klientów. Musi zawsze zachowywać się profesjonalnie, zwłaszcza gdy jest w trakcie realizacji zlecenia (…) Celem jest wykorzystanie wspomnień klienta do zamknięcia pętli żałoby. Chodzi o umożliwienie klientowi pogodzenia się z nową sytuacją życiową. Sobowtór pomaga klientom odnaleźć swoje miejsce w nowym świecie, w którym zabrakło zmarłej bliskiej osoby, i zachować przy tym kruchą równowagę między wyparciem a akceptacją. Sobowtór wspiera klientów, zachowując się w sposób nieoceniający i uważny
Jednak Quinn jest zwykłym człowiekiem. Nie potrafi się odciąć od cierpienia innych, choćby bardzo chciała. Nie potrafi być tak nieczuła wobec osób, które przez tych kilka dni, gdy u nich jest, obdarzają ją większą miłością niż ta, jakiej doświadczyła ze strony własnego ojca. 
Doskonale wie, że jest to zabronione. Jednak gdy dostaje kolejne, bardzo poważne zlecenie, już od początku okazuje się, że nie będzie to takie proste, jak się jej wydawało. Teraz jest Cataliną Barnes, ładną blondynką, która umarła w niewiadomy sposób. Między Quinn a chłopakiem Cataliny zaczyna się rodzić więź. 
Quinn odkrywa, że odgrywana przez nią dziewczyna miała pewne tajemnice. Ale najdziwniejsze jest to, że nie przekazano jej informacji, w jaki sposób zginęła dziewczyna. To dopiero początek trudności. Rozpoczyna śledztwo, które ma okryć tajemnice. Gdy Quinlan poznaje prawdę o śmierci Cataliny, komplikacji przybywa. 
Śmierć ta mogła nastąpić w wyniku epidemii… 
Remedium to wspaniały prolog, wstęp do Plagi Samobójców. Mamy tutaj nie tylko ukazane początki epidemii, ale także niezwykle ciekawą historię dziewczyny, która zagubiła siebie, wcielając się w obce osoby i z takimi osobami przebywając. Jest to niezwykle mądra dziewczyna, niezwykle uczuciowa, pragnąca pomóc rodzinom pogrążonym w żałobie. 
Ale zacznijmy od początku. 
Cała opowieść jest naprawdę intrygująca, czyta się ją szybko, z ogromną ciekawością, co nastąpi za chwilę. Jeśli jeszcze nie czytaliście serii Program, to radzę wam zacząć od tej części. Ja żałuję, że nie przeczytałam jej jako pierwszej. Jest ona ciekawym wstępem do pierwszego tomu serii, po części wprowadza nas w całą historię, przy okazji ukazując, jak funkcjonował świat na początku epidemii. Poznajemy sobowtórów, osoby, które poświęcają swoje prywatne życie, aby uratować rodziny pogrążone w żałobie. Co prawda mają z tego duże wynagrodzenie, ale praca ta jest dla nich ogromnym zagrożeniem. Mogą stracić siebie, mogą oszaleć. Nie jest to warte nawet wszystkich pieniędzy świata. 

Zamknęłam oczy i w ciszy zaczęłam rozmyślać o swojej przyszłości. Jeszcze tylko sześć miesięcy udawania kogoś, kim nie jestem, i będę mogła nareszcie zacząć żyć swoim życiem. Ale czy wtedy ktokolwiek zechce ze mną być? Czy ktoś pokocha mnie – prawdziwą mnie, czy będę zasługiwać na czyjeś uczucie tylko wtedy, gdy stanę się kimś innym, niż jestem?
Jednak najgorsze jest to, jak odbiera ich społeczeństwo. Ludzie nie potrafią zrozumieć, jak można przejmować czyjeś życie. Nie potrafią zrozumieć, że terapia przeprowadzana przez nich naprawdę pomaga. Ludzie brzydzą się tym, wyzywają osoby wcielające się w innych od najgorszych, myślą, że zależy im tylko na kasie i tak naprawdę nie są prawdziwymi ludźmi. 
Bardzo trudno było mi podczas czytania obserwować tę nienawiść. Poznałam Quinlan, jej myśli, pragnienia, obawy i dziwiłam się, jak ludzie mogą tak reagować. Tak, to jest dziwne, ale sobowtóry nie robią nic złego. Ich zadaniem jest pomoc, nie przejęcie czyjegoś życia. 
Mimo że książka jest napisana prostym, ciekawym językiem, na początku jakoś nie mogłam się do niej przekonać. Czytałam jakby na siłę, zasłaniając palcami numery stron. Cały czas coś mnie od niej odrywało, myślami cały czas wracałam do Sloane z pierwszej części serii i jej historii. Nie pasowało mi to, że opowieść przedstawiona przez Suzanne tak bardzo różni się od tej, którą już znałam. Równie dobrze mogłaby to być w ogóle oddzielna książka. 
Jednak gdzieś po 150 stronach, gdy fabuła zaczęła się rozwijać, zrozumiałam, jak duży błąd popełniłam, twierdząc, że ten tom nie jest potrzebny w żadnym stopniu w serii. Choć początek był lekko nużący, a bohaterka wydawała mi się mdła (zapewne dlatego, że nigdy tak naprawdę nie jest sobą), czytałam dalej. Odkrywałam każdą emocję, każdą tajemnicę, obserwowałam, jak rozwija się sytuacja. 
I tak, nim się obejrzałam, została mi ostatnia strona. Bolesne rozstanie się z Quinlan i Deaconem, a nawet nieżyjącą przecież Cataliną. Ta prosta opowieść przepełniona bólem skradła moje serce, mimo że na początku nie wydawało się, aby kiedykolwiek tak się stało. 
I jestem pewna, że wasze także skradnie. Bohaterowie są wyraziści, stworzeni w taki sposób, aby na długo zostali w pamięci. A sama historia, niebędąca, szczerze mówiąc, niczym niezwykle odkrywczym i wyjątkowym, ma w sobie pewien urok. 
Jednak sami musicie się przekonać, jaka jest ta książka. Jestem pewna, że fani serii na pewno po nią sięgną. A tym, którzy o Programie słyszą pierwszy raz, polecam, aby nie zastanawiali się długo, tylko zapoznali się z tą historią, bo naprawdę warto. 
Nie jest to powieść o prostej tematyce, jest przepełniona bólem i cierpieniem, jednak w tym bólu jest także niezwykłe piękno. Mam nadzieję, że odważycie się wgłębić w świat, w którym panuje epidemia samobójców. 
I koniecznie zacznijcie swoją przygodę od Remedium.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia