Remedium

źródło
Ból po utracie ukochanej osoby może zniszczyć. Najpierw jest tęsknota, niedowierzanie, człowiek na siłę wmawia sobie, że jego dziecko, matka, siostra żyje. Ma się wrażenie, że za chwilę wyjdzie zza rogu, uśmiechnie się i powie, że wszystko będzie dobrze. Chcesz znów usłyszeć jej głos, znów ujrzeć znajomą twarz…
Ale to niemożliwe. 
I wtedy nadchodzi gniew, przerażenie, smutek. Żal jest tak ogromny, że zaczynasz wariować. Nikt nie jest zdolny, aby wytrzymywać coś takiego. Może się to skończyć czymś strasznym, zniszczyć całe życie. Całe rodziny. 

TytułRemedium
CyklProgram (tom 0)
Autor: Suzanne Young
Wydawnictwo: Feeria Young
Quinlan McKee jest sobowtórem. Jest 17-letnią dziewczyną, która posiada niezwykły dar – od najmłodszych lat pomaga rodzinom, które straciły dziecko. Lubi to uczucie, gdy jest kochana, choć doskonale zdaje sobie sprawę, że miłość, którą darzą ją jej chwilowi rodzice, jest kierowana nie do niej, ale do osoby, którą jest w tej chwili. Niesie ze sobą ulgę. Pomaga rodzinie zmarłego nastolatka przetrwać żałobę, na nowo otworzyć się na życie. Jak to robi? Staje się nią. Dzieckiem, które stracili. Ubiera się jak ono, nosi takie same fryzury, a także po obejrzeniu filmów i zdjęć z denatem przybiera jego zachowanie. Nie jest to dla niej żaden problem, jest najlepsza w wydziale żałoby, mimo swojego krótkiego życia rozwiązała już wiele spraw i uratowała wiele rodzin zrozpaczonych po stracie dziecka. 
Jednak mimo dobrych stron jej praca ma też pewien minus. A nawet kilka. 
Przez mnogość zleceń, które wykonała, często nie potrafi rozpoznać, kim tak naprawdę jest. Pamięta wspomnienia, które nie są jej. Myli własną przeszłość z losami tych, których role odgrywała. A jedyne, czego pragnie, to być sobą i być kochaną. Bycie sobowtórem nie jest łatwe. Grozi jej szaleństwo. A warunek ma tylko jeden: nie wolno jej angażować się emocjonalnie. Bo to może ją zniszczyć.
Sobowtór musi przejawiać empatię i zrozumienie w stosunku do swoich klientów. Musi zawsze zachowywać się profesjonalnie, zwłaszcza gdy jest w trakcie realizacji zlecenia (…) Celem jest wykorzystanie wspomnień klienta do zamknięcia pętli żałoby. Chodzi o umożliwienie klientowi pogodzenia się z nową sytuacją życiową. Sobowtór pomaga klientom odnaleźć swoje miejsce w nowym świecie, w którym zabrakło zmarłej bliskiej osoby, i zachować przy tym kruchą równowagę między wyparciem a akceptacją. Sobowtór wspiera klientów, zachowując się w sposób nieoceniający i uważny
Jednak Quinn jest zwykłym człowiekiem. Nie potrafi się odciąć od cierpienia innych, choćby bardzo chciała. Nie potrafi być tak nieczuła wobec osób, które przez tych kilka dni, gdy u nich jest, obdarzają ją większą miłością niż ta, jakiej doświadczyła ze strony własnego ojca. 
Doskonale wie, że jest to zabronione. Jednak gdy dostaje kolejne, bardzo poważne zlecenie, już od początku okazuje się, że nie będzie to takie proste, jak się jej wydawało. Teraz jest Cataliną Barnes, ładną blondynką, która umarła w niewiadomy sposób. Między Quinn a chłopakiem Cataliny zaczyna się rodzić więź. 
Quinn odkrywa, że odgrywana przez nią dziewczyna miała pewne tajemnice. Ale najdziwniejsze jest to, że nie przekazano jej informacji, w jaki sposób zginęła dziewczyna. To dopiero początek trudności. Rozpoczyna śledztwo, które ma okryć tajemnice. Gdy Quinlan poznaje prawdę o śmierci Cataliny, komplikacji przybywa. 
Śmierć ta mogła nastąpić w wyniku epidemii… 
Remedium to wspaniały prolog, wstęp do Plagi Samobójców. Mamy tutaj nie tylko ukazane początki epidemii, ale także niezwykle ciekawą historię dziewczyny, która zagubiła siebie, wcielając się w obce osoby i z takimi osobami przebywając. Jest to niezwykle mądra dziewczyna, niezwykle uczuciowa, pragnąca pomóc rodzinom pogrążonym w żałobie. 
Ale zacznijmy od początku. 
Cała opowieść jest naprawdę intrygująca, czyta się ją szybko, z ogromną ciekawością, co nastąpi za chwilę. Jeśli jeszcze nie czytaliście serii Program, to radzę wam zacząć od tej części. Ja żałuję, że nie przeczytałam jej jako pierwszej. Jest ona ciekawym wstępem do pierwszego tomu serii, po części wprowadza nas w całą historię, przy okazji ukazując, jak funkcjonował świat na początku epidemii. Poznajemy sobowtórów, osoby, które poświęcają swoje prywatne życie, aby uratować rodziny pogrążone w żałobie. Co prawda mają z tego duże wynagrodzenie, ale praca ta jest dla nich ogromnym zagrożeniem. Mogą stracić siebie, mogą oszaleć. Nie jest to warte nawet wszystkich pieniędzy świata. 

Zamknęłam oczy i w ciszy zaczęłam rozmyślać o swojej przyszłości. Jeszcze tylko sześć miesięcy udawania kogoś, kim nie jestem, i będę mogła nareszcie zacząć żyć swoim życiem. Ale czy wtedy ktokolwiek zechce ze mną być? Czy ktoś pokocha mnie – prawdziwą mnie, czy będę zasługiwać na czyjeś uczucie tylko wtedy, gdy stanę się kimś innym, niż jestem?
Jednak najgorsze jest to, jak odbiera ich społeczeństwo. Ludzie nie potrafią zrozumieć, jak można przejmować czyjeś życie. Nie potrafią zrozumieć, że terapia przeprowadzana przez nich naprawdę pomaga. Ludzie brzydzą się tym, wyzywają osoby wcielające się w innych od najgorszych, myślą, że zależy im tylko na kasie i tak naprawdę nie są prawdziwymi ludźmi. 
Bardzo trudno było mi podczas czytania obserwować tę nienawiść. Poznałam Quinlan, jej myśli, pragnienia, obawy i dziwiłam się, jak ludzie mogą tak reagować. Tak, to jest dziwne, ale sobowtóry nie robią nic złego. Ich zadaniem jest pomoc, nie przejęcie czyjegoś życia. 
Mimo że książka jest napisana prostym, ciekawym językiem, na początku jakoś nie mogłam się do niej przekonać. Czytałam jakby na siłę, zasłaniając palcami numery stron. Cały czas coś mnie od niej odrywało, myślami cały czas wracałam do Sloane z pierwszej części serii i jej historii. Nie pasowało mi to, że opowieść przedstawiona przez Suzanne tak bardzo różni się od tej, którą już znałam. Równie dobrze mogłaby to być w ogóle oddzielna książka. 
Jednak gdzieś po 150 stronach, gdy fabuła zaczęła się rozwijać, zrozumiałam, jak duży błąd popełniłam, twierdząc, że ten tom nie jest potrzebny w żadnym stopniu w serii. Choć początek był lekko nużący, a bohaterka wydawała mi się mdła (zapewne dlatego, że nigdy tak naprawdę nie jest sobą), czytałam dalej. Odkrywałam każdą emocję, każdą tajemnicę, obserwowałam, jak rozwija się sytuacja. 
I tak, nim się obejrzałam, została mi ostatnia strona. Bolesne rozstanie się z Quinlan i Deaconem, a nawet nieżyjącą przecież Cataliną. Ta prosta opowieść przepełniona bólem skradła moje serce, mimo że na początku nie wydawało się, aby kiedykolwiek tak się stało. 
I jestem pewna, że wasze także skradnie. Bohaterowie są wyraziści, stworzeni w taki sposób, aby na długo zostali w pamięci. A sama historia, niebędąca, szczerze mówiąc, niczym niezwykle odkrywczym i wyjątkowym, ma w sobie pewien urok. 
Jednak sami musicie się przekonać, jaka jest ta książka. Jestem pewna, że fani serii na pewno po nią sięgną. A tym, którzy o Programie słyszą pierwszy raz, polecam, aby nie zastanawiali się długo, tylko zapoznali się z tą historią, bo naprawdę warto. 
Nie jest to powieść o prostej tematyce, jest przepełniona bólem i cierpieniem, jednak w tym bólu jest także niezwykłe piękno. Mam nadzieję, że odważycie się wgłębić w świat, w którym panuje epidemia samobójców. 
I koniecznie zacznijcie swoją przygodę od Remedium.

Srebrny chłopiec

źródło
Gdy tylko skończyłam Szklane dzieci, od razu zabrałam się do lektury tomu drugiego, Srebrnego chłopca. Co prawda spodziewałam się opowieści o Billie, ale to, co dostałam, okazało się o wiele lepsze i niesamowicie intrygujące. Nawet bardziej niż pierwsza część!

Tytuł: Srebrny chłopiec
Cykl: Szklane dzieci (tom 2)
Autor: Kristina Ohlsson
Wydawnictwo: Media Rodzina

Tym razem głównym bohaterem jest przyjaciel Billie, Alladin. 
Po wydarzeniach z pierwszej części wydawało się, że do Ahus w końcu zawitał spokój. Zagadka nawiedzonego domu dziewczynki została rozwiązana, a ona sama w końcu pokochała swój dom. Jednak w miasteczku jeszcze długo nie będzie spokojnie. Do portu przybija łódź z uchodźcami, którzy nie wychodzą z niej nawet na chwilę. Jakby tego było mało, rodzina Alladina, mieszkająca wcześniej w barce, teraz w wieży ciśnień, na której szczycie prowadzi restaurację, popada w kryzys finansowy. 
Interes nie idzie najlepiej, a na dodatek z kuchni restauracji zaczyna znikać jedzenie. Nikt nie wie, kto je podkrada, a wszelkie próby przyłapania złodzieja kończą się fiaskiem. Alladin bardzo często natyka się na dziwnego chłopca, swojego rówieśnika, ubranego mimo bardzo mroźnej pogody wyłącznie w stary sweter i krótkie spodenki. Niby nie byłoby to nic takiego, gdyby nie fakt, że pojawia się on i znika niespodziewanie, nie pozostawiając za sobą żadnych śladów. Czyżby do Ahus znów przybyły duchy? 
Trójka przyjaciół ze wszelką cenę próbuje zdemaskować złodzieja. Od tego, czy go złapią, zależy naprawdę wiele. Jednak zajmują się także inną, niezwykle intrygującą sprawą. Dowiadują się o pewnej legendzie, która, jeśli okaże się prawdą, może być ogromnym wsparciem w czasie finansowego kryzysu. Rozpoczynają poszukiwanie zaginionego skarbu. Dowiadują się, że kilkadziesiąt lat temu, w miejscu, gdzie dziś stoi wieża ciśnień, swój warsztat miał pewien złotnik, który został okradziony z ogromnej ilości srebra. Skarbu nigdy nie odnaleziono, a całkiem możliwe, że miejsce jego ukrycia jest bardzo blisko. 
Mimo iż strach paraliżuje dzieci, za wszelką cenę chcą odkryć dręczącą Ahus tajemnicę. To, czego się dowiedzą, będzie niezwykłe. 



W chwili gdy sięgnął po karton z żarówkami, zerknął przez przypadek w lustro. Najpierw zobaczył tylko siebie, ale potem spojrzał jeszcze raz i poczuł, jak serce mu zamiera. 



Za nim stał chłopiec w krótkich spodenkach. 


Alladin wydał z siebie krótki krzyk.

W tym momencie lampa pod sufitem zgasła i zrobiło się kompletnie ciemno.

Najlepsze w tej serii jest to, że może przeczytać ją każdy. Dla dziecka będzie wspaniałą, prawie że magiczną przygodą, od której nie będzie mogło się oderwać, a dorosły odnajdzie w niej skrawek swojego dzieciństwa, chwilę odprężenia i spokoju. Co prawda dziecko będzie o wiele bardziej zachwycone przekazaną na stronach historią, ale starszy czytelnik także znajdzie coś dla siebie. 
Mogłoby się wydawać, że książka przeznaczona dla dzieci nie będzie zawierała w sobie głębszych wartości, ale jest dokładnie odwrotnie. Oprócz ciekawej tajemnicy mamy też problemy, jakie spotykają każdego z nas, dzięki którym opowieść staje się prawdziwsza. Bohaterowie są jak żywi, bardzo łatwo można się z nimi utożsamić, nie są sztuczni. Podczas czytania cały czas ma się wrażenie, jakoby stali oni obok nas, a nie ukrywali się między literami na kartce. Są wiarygodni i niezwykle sympatyczni. 
Najlepsze jednak jest to, że momentami nawet ja miałam delikatne ciarki. Srebrny chłopiec, tak samo jak Szklane dzieci, wciąga niesamowicie i subtelnie przeraża. Nazwanie tej książki horrorem dla dzieci nie jest całkowicie trafne, ale sądzę, że w pewnym stopniu do niej pasuje. Obie części można czytać oddzielnie, mimo że są połączone w serię. Aby zapoznać się ze Srebrnym chłopcem, nie musimy znać pierwszej części. Ale lepiej jest przeczytać obie. 
Srebrny chłopiec to książka niezwykle ciekawa, która młodszych czytelników zachwyci, a i starszym może się spodobać. Wydanie jest równie piękne jak w przypadku pierwszej części. Cudowna okładka, twarda oprawa, powiększone litery, które ułatwiają czytanie osobom noszącym okulary i nie męczą oczu. Coś świetnego! 
Mogę z czystym sercem polecić ją każdemu, bez względu na wiek. Kristina Ohlsson jest niezwykle zdolną pisarką i mimo iż zwykle pisze kryminały, idealnie poradziła sobie w tego typu powieści. Widać, że potrafi się wgłębić w odczucia młodszych i zrozumieć, co jest dla nich warte uwagi, jednocześnie sprawiając, że starsi czytelnicy również nie będą zawiedzeni.

Szklane dzieci

źródło
Szklane dzieci to moje pierwsze spotkanie z Kristiną Ohlsson. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, ale nie ma się czemu dziwić. Jest ona pisarką kryminałów, a ja kryminały zaczęłam czytać dopiero w styczniu tego roku. Jednak po przeczytaniu tej książki jestem pewna, że jeszcze nie raz i nie dwa do niej wrócę. Skoro napisany przez nią horror dla dzieci wydaje się taki świetny, to kryminał spod jej pióra musi być czymś niemal boskim.
Tytuł: Szklane dzieci
Cykl: Szklane dzieci (tom 1)
Autor: Kristina Ohlsson
Wydawnictwo: Media Rodzina

Przez wielu nazywana królową kryminałów, tym razem postanowiła napisać coś innego. I choć mogłoby się wydawać, że nie powinna odbiegać od obranego sobie gatunku, to moim zdaniem zrobiła bardzo dobrze.

Szklane dzieci to pierwszy tom nowego cyklu przeznaczonego dla dzieci. Kolejne części to Srebrny chłopiec i Kamienne anioły.

Może wydawać się, że książka przeznaczona dla dzieci nie spodoba się starszym. Ale w tym przypadku jest całkowicie odwrotnie. Ja, 18-letnia, poważna dziewczyna, która czyta książki pokroju Dziewczyny z ogrodu Parnaz Foroutan bądź Zwilczonej Adrianny Trzpioty, zakochałam się w cyklu pani Kristiny. Gdy zgodziłam się ją zrecenzować, nawet nie spodziewałam się tak ciekawej powieści. A świadomość, że przeznaczona jest młodszym czytelnikom, nie pomagała.

Główna bohaterka Szklanych dzieci to 12-letnia Billie. Gdy umiera jej ojciec, razem z matką przeprowadza się z Kristianstad do maleńkiej miejscowości Ahus. Rozpoczynają nowe życie w starym, drewnianym domu. Nie jest ona tym zachwycona i przeraźliwie tęskni za swoim dawnym miejscem pobytu. Dom, w którym musi teraz zamieszkać, przeraża ją tak samo jak fakt, że wygląda, jakby jego poprzedni właściciele w każdej chwili mieli wrócić. Opuszczając dom, pozostawili wszystkie swoje rzeczy, tak jakby uciekali w wielkim pośpiechu. Jedyną oznaką, że nie wrócą, jest ogromna warstwa kurzu pokrywająca wszelkie sprzęty. Wydaje się, że wszystko będzie dobrze. Minie trochę czasu, dziewczynka przyzwyczai się do nowego miejsca zamieszkania i wkrótce będzie cieszyć się, że teraz tu mieszka.

Ale ten dom skrywa pewną tajemnicę, która dręczy nowych mieszkańców. Już pierwszego dnia w nocy słychać stukanie w okno w znajdującym się na piętrze pokoju dziewczynki; w salonie zawieszona na haku lampa buja się bez żadnego powodu. W pomieszczeniu nie ma przeciągu…

Jakby tego było mało, ktoś na starej gazecie zostawia groźby, a na dachu słychać dziwne tupanie. Farba z elewacji odchodzi płatami, mimo iż nie powinna. Coś tu jest nie tak. Czyżby w tym domu były duchy? Billie nie wierzy w tego typu istoty i nawiedzone domy. Ale wszystko wskazuje na to, że tym razem musi uwierzyć. Najgorsze jednak wydaje się to, że dziewczynka na początku zmuszona jest sama uporać się ze swoim strachem, jej mama nie wierzy jej, starając się wszystko prosto wytłumaczyć.

Billie podeszła do stoliczka i pochyliła się, żeby go podnieść. Zamarła. Musiało jej się zdawać. Ukucnęła, żeby lepiej się przyjrzeć (…) Nad kreską, którą sama zrobiła z kurzu, ktoś zostawił odcisk bardzo małej dłoni. Jakby do domu weszło dziecko, kiedy się kąpały, położyło rękę na zakurzonej powierzchni i wyszło.

Jednak Billie nie daje się przestraszyć. Razem z Alladinem i Simoną rozpoczynają śledztwo. To, co odkryją, zmrozi im krew w żyłach.

Czytelnikowi także…

Jeśli szukasz książki, która przypomni ci, jak to jest być dzieckiem, to Szklane dzieci są idealne dla ciebie. Czytając, ma się wrażenie, jakby powieść nie była pisana teraz, ale przed kilkunastoma latami. Budzi ona w czytelniku tęsknotę za dzieciństwem. Wtedy, gdy człowiek był bardziej odważny, bystrzejszy. Jest ona jak powrót do Dzieci z Bullerbyn, Ani z Zielonego Wzgórza, Psa, który jeździł koleją. Niezwykle swojska, prosta i jednocześnie intrygująca, na długo pozostanie w naszej pamięci.

Dla dorosłych czytelników jest idealną książką, gdy chcemy się zrelaksować, odpocząć od trudów życia; wydaje się lekka i z dreszczykiem emocji, który nie wystraszy docelowych młodzików. Może nie przejmiemy się aż tak bardzo historią w niej zawartą, ale na pewno nie odłożymy jej. Jest klimatyczna, wciągająca, bohaterowie raczej nie zachwycają, ale nie są także obojętni! Dzieci będą się przy niej niesamowicie bawić, a opowieść na pewno pochłonie je na długie godziny. I pewne jest, że jak dorosną, to wrócą do niej nie raz i nie dwa.

Wydanie jest genialne. Przepiękna okładka, twarda oprawa. I niezwykle przyjemne są też powiększone litery, które nie obciążają oczu, tak jak większość dzisiejszych książek. Czytelnik, który nosi okulary, tak jak ja, nie będzie się męczył, a czytanie stanie się dla niego czystą przyjemnością!

No Game, No Life

źródło

Shiro i Sora są rodzeństwem graczy. I to nie byle jakich graczy. Są w tym, co robią, tak genialni, że nikt nie potrafi z nimi wygrać. Życie dla nich nie istnieje; od zawsze uważali, że oboje urodzili się w złym świecie. Rzeczywistość jest dla nich, jak to mawiają, gównianą grą, w której nie ma zasad i każdy robi, co chce. Wiele by oddali, by było inaczej.

Tytuł: No Game, No Life
Autorzy: Mashiro Hiiragi & Yuu Kamiya
Wydawnictwo: Waneko
Shiro to 12-letnia, genialna dziewczynka, która nie tylko uczy się błyskawicznie szybko, ale także jest doskonała w każdej grze, a szachy są jej asem w rękawie. Nikt nie potrafi z nią wygrać. Jest niezwykle słodka, pełna sarkastycznego humoru i intuicji, której dzieci w jej wieku raczej nie mają. To Hikikomori, czyli osoba, która nie wychodzi z domu i unika kontaktu z innymi ludźmi. Jedynym człowiekiem, z jakim ma styczność, jest jej brat. Ale relacje z nim są trochę powyżej normalnych związków między siostrą a bratem, o czym przekonałam się już praktycznie na samym początku mangi. 
Sora, brat Shiro, jest 18-letnim prawiczkiem (co od samego początku było bardzo mocno podkreślane i przez całą mangę przypominane, mimo iż wydaje się inaczej; naprawdę bardzo ją to urozmaica, czasami nawet mnie to bawiło), społecznie upośledzonym, tak jak jego siostra, i tak jak ona uzależnionym od gier geniuszem. Dla niego wygrana w grze wydaje się ważniejsza od wszystkiego, z wyjątkiem jego siostry. Za nią oddałby wszystko. Jest niezwykle zręczny i silny, mimo iż nie ćwiczy. To właśnie gra w gry uczyniła go takim, jaki się wydaje. Bo skoro trzeba wygrać, grając czterema postaciami naraz, gdy twoja siostra śpi, a każdą postać kieruje się oddzielnie, to wtedy Sora myszkę od komputera, a raczej cztery myszki, łapie do rąk i… stóp.
Tak, wiem, brzmi to co najmniej dziwnie. Ale tak było! Naprawdę, moje początki z tym komiksem wyglądały tak, że przez dłuższą chwilę siedziałam i gapiłam się w dany obrazek, z miną mówiącą: co to, kurczaczek, jest? Jak on to niby robi?
Oboje grają jako Blank, czyli bohater, który w nazwie konta ma puste miejsce.

Życie jest gównianą grą. 
Każdy robi co chce. 
Nie ma zasad.
Życie to gówniana gra.
Gdyby istniał świat, o jasno określonych zasadach, to tam właśnie chcielibyśmy się znaleźć. 
Bo życie to gówniana gra.
Dlatego też, gdy Sora i Shiro otrzymują zaproszenie do gry w szachy, a dziewczyna po raz pierwszy przegrywa, kiedy dostają oni informację, że świat, w którym króluje gra, w którym wszystko rozgrywa się za pomocą prostych gier, naprawdę istnieje, to nie mogą w to uwierzyć. Jednak gdy tajemniczy bóg przenosi ich do swojej rzeczywistości, tego o którym była mowa w wiadomości, nie potrafią uwierzyć w swoje szczęście. Praktycznie od razu się w nim odnajdują, stają się potężni. I tak oto Blank zaczyna przejmować władzę w świecie, do którego został przeniesiony przez pewnego potężnego boga. A ogranicza ich tylko 10 zasad, które istota im przedstawiła. Ale ich spryt i ogromna moc rozumu pozwoli im obejść nawet i zasady ustanowione przez stwórcę tej krainy. 
Mają oni do wykonania w wymarzonym świecie wiele, uwielbiają go. Jednak dlaczego zawsze w grach czy opowieściach bohater, który został zesłany z innej rzeczywistości, wkrótce zaczyna tęsknić za swoim domem? Tego Sora i Shiro nie potrafią zrozumieć, choćby tego bardzo chcieli. Im w Disboard bardzo się podoba. Czy powierzone im zadanie nie będzie dla nich zbyt trudne?

Mnie osobiście manga ta spodobała się tak bardzo, że gdy dowiedziałam się, że drugiego tomu jeszcze nawet autorzy nie wydali i raczej się to nie stanie, to bardzo się zasmuciłam. Zakochałam się nie tylko w niezwykłej kresce, ale także kolorowych, wyjątkowych wklejkach. Nie wspomnę już nawet o  bosko i z humorem wykreowanych bohaterach, którzy praktycznie cały czas nabawiali mnie palpitacji serca w emocjonujących momentach czy śmiechu, gdy ich zachowanie było powyżej normy, którą widzimy w powieściach. No dobrze, powiem szczerze, że uwielbiam takie zboczone momenty! Są one niezwykle śmieszne (mimo iż mogą się takie nie wydawać, ale zachowanie rodzeństwa, na skraju szaleństwa i powagi, podszyte niewinnością, w szczególności u Shiro, jest naprawdę cudnym połączeniem! I daje niesamowity efekt), a te sceny, które normalnie by nas oburzyły, tutaj okraszone śmiesznym tekstem, myślami bohaterów wprawiają w zachwyt! Naprawdę!
Fabuła ta wciąga bardzo mocno, trudno się oderwać, ale niestety – trzeba, bo manga liczy sobie zaledwie 140 stron. Zostawia po sobie niedosyt i chęć sięgnięcia po ciąg dalszy, którego zapewne nigdy nie poznamy w papierowej wersji, gdyż jak wspominałam wcześniej, druga część jeszcze nie powstała. Jeśli jednak spodoba się wam to dzieło, a naprawdę bardzo będziecie chcieli dowiedzieć się, jak rozwija się fabuła, to wiedzcie, że powstało anime. Odcinków liczy sobie chyba 12, są tworzone na podstawie nowelek, więc fabuła jest kompletna. Ja jeszcze go nie obejrzałam, utknęłam na 5 odcinku, bo nie mam kiedy oglądać, ale jestem pewna, że na pewno obejrzę całość.
Mandze tej daję ocenę 8/10, ale tylko dlatego, że autorzy nie tworzą kolejnych części. Za to odjęłam jeden punkt. Drugi zaś odliczyłam za to, że fabuła, mimo iż świetna, ma w sobie pewne luki, które nie są później wytłumaczone, nawet w anime. Może i jest w tym moja wina, bo nie obejrzałam całości, jednak nie potrafię inaczej. Manga ta ma naprawdę cudne rysunki, widać, że osoba, która je malowała, doskonale się na tym zna i ma ogromny talent.

Serdecznie polecam wam tę mangę. Jestem pewna, że wielu z was przypadnie do gustu jej fabuła i zawarty w niej świetny humor, a także mnóstwo innych rzeczy.

Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej

źródło
Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej jest próbą przypomnienia Cecylii Renaty, żony Władysława IV. To nieco fantastyczny zapis jej ostatnich trzech dni życia. Jest pełen wielu wspomnień, dzięki czemu poznajemy również wcześniejsze życie królowej, przesycone dużą liczbą opisów ubioru, jaki wówczas był noszony. Ukazuje piękno, którego nie widać, a jednocześnie przygnębienie oraz ból, jakie wypełniają go w całości, od pierwszej do ostatniej strony. Gwarantuję, że los tej cudownej kobiety poruszy wasze serca i zostanie w nich na długo, tak jak stało się to w moim przypadku. 

Tytuł: Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej 
Autor: Janina Lesiak
Wydawnictwo: MG

Pragnieniem praktycznie każdej kobiety jest zostać matką. Móc tulić maleńkie ciałko, czuć jego ciepło i oddech. Słyszeć śmiech, płacz, krzyk swojego dzieciątka. Cecylii było dane to tylko raz, później tragedia goniła tragedię, czyniąc z pięknej, uśmiechniętej, młodej dziewczyny smutną, przerażoną, praktycznie do cna martwą, której jedyną nadzieją na szczęście stało się wydanie na świat zdrowego potomka, jakiego tak bardzo pragnęła. Jednak wszystko wskazuje na to, że jej dziecko jest martwe. Cecylia jednak nie chce dopuścić do siebie tej myśli. 
Udręczona kobieta załamuje się, zamiast należytego szacunku zostaje napiętnowana pełnymi pogardy, oziębłymi spojrzeniami. Nieszczęśliwa matka, żona, ofiara czasów, w jakich musiała żyć. Kochała piękno, choć sama nie była piękna. Wydawała się serdeczna, rozsądna i dumna, ale ludzie odbierali ją całkowicie inaczej. Zniszczyli ją, choć starała się pomagać ze wszystkich sił i być godna miana królowej.
To przez nich król zapomniał, że ona – pochodząca z cesarskiego rodu – zasługuje na szacunek nawet przez imię, jakie nosi: Cecylia Renata, a więc ze śmierci do życia odrodzona przez chrzest, jasna i prosta jak srebrna struna miłośniczka porządku, wierna dobru i pięknu.
Nawet nie spodziewałam się, że książka ta będzie tak bardzo poruszająca. Wypełniona smutkiem, pragnieniem szczęścia i miłości, mimo wszystko nie obciążała mojego serca, wbrew wszelkim pozorom. Co prawda zasmuciła mnie niesamowicie, ale jednocześnie napawała nadzieją. Czułam ból królowej Cecylii i cierpiałam razem z nią. Wciąż nie potrafię uwierzyć, że kiedyś my, kobiety, miałyśmy tak straszne życie. Rozumiem chłopka, ale królowa? Jak można tak poniżać matkę przyszłego króla, osobę o tak dobrym, czystym sercu, pełnym dobroci i współczucia, czyniąc ją tym samym zmęczoną, słabą oraz zniechęconą do życia? 
Moja percepcja, w jakiej widziałam dawne królowe, została całkowicie zaburzona. Teraz już wiem, że tak naprawdę moja wiedza na ten temat jest zbyt mała. Mam nadzieję, że książki pani Lesiak powiększą ją i sprawią, że spojrzę na to z całkiem innej perspektywy. Wspomnienie o Cecylii już w pewnym stopniu zmieniło mój sposób widzenia. Pokazało prawdę. 
Książkę czyta się szybko i nie można się od niej oderwać, mimo iż nasze serce praktycznie krwawi, gdy widzimy, jak Cecylia była traktowana przez ukochanego męża oraz resztę. Wciąga niesamowicie i choć wydaje się na początku, że będzie nieciekawa, to nie jest tak. Sama przyłapałam się na takiej myśli, ale zaczęłam czytać z ogromnym zaciekawieniem. Sposób pisania pani Janiny jest lekki, a jednocześnie bardzo przytłaczający, ale nie mam na myśli użytych słów, a fabuły przepełnionej ogromnym bólem, która momentami wprawia w osłupienie i zdumienie.
Pisarka przedstawiła tę krótką historię w ciekawy, momentami wypełniony magią sposób. Pokazała nam dotąd nieznaną królową w sposób niezwykle piękny, a jednocześnie niesamowicie zasmucający. 
Podeszłam do tej książki bardzo sceptycznie, miałam wrażenie, że nie będzie ona niczym ciekawym, choć opis podpowiadał mi coś całkowicie innego. Nie spodziewałam się, że zapałam do niej większą sympatią i w pełni zagłębię się w tę specyficzną powieść. Bo tak, jest specyficzna, ale we wspaniały sposób. Jedyna w swoim rodzaju. Widać, że autorka zna się na rzeczy i pisała ją z ogromną miłością i oddaniem. Jest to doskonały debiut, nie tylko dla fanów powieści historycznych. Sprawił on, że z ogromną chęcią zapoznam się z kolejnymi dziełami tejże autorki, gdy tylko się pojawią.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia