Srebrny chłopiec

źródło
Gdy tylko skończyłam Szklane dzieci, od razu zabrałam się do lektury tomu drugiego, Srebrnego chłopca. Co prawda spodziewałam się opowieści o Billie, ale to, co dostałam, okazało się o wiele lepsze i niesamowicie intrygujące. Nawet bardziej niż pierwsza część!

Tytuł: Srebrny chłopiec
Cykl: Szklane dzieci (tom 2)
Autor: Kristina Ohlsson
Wydawnictwo: Media Rodzina

Tym razem głównym bohaterem jest przyjaciel Billie, Alladin. 
Po wydarzeniach z pierwszej części wydawało się, że do Ahus w końcu zawitał spokój. Zagadka nawiedzonego domu dziewczynki została rozwiązana, a ona sama w końcu pokochała swój dom. Jednak w miasteczku jeszcze długo nie będzie spokojnie. Do portu przybija łódź z uchodźcami, którzy nie wychodzą z niej nawet na chwilę. Jakby tego było mało, rodzina Alladina, mieszkająca wcześniej w barce, teraz w wieży ciśnień, na której szczycie prowadzi restaurację, popada w kryzys finansowy. 
Interes nie idzie najlepiej, a na dodatek z kuchni restauracji zaczyna znikać jedzenie. Nikt nie wie, kto je podkrada, a wszelkie próby przyłapania złodzieja kończą się fiaskiem. Alladin bardzo często natyka się na dziwnego chłopca, swojego rówieśnika, ubranego mimo bardzo mroźnej pogody wyłącznie w stary sweter i krótkie spodenki. Niby nie byłoby to nic takiego, gdyby nie fakt, że pojawia się on i znika niespodziewanie, nie pozostawiając za sobą żadnych śladów. Czyżby do Ahus znów przybyły duchy? 
Trójka przyjaciół ze wszelką cenę próbuje zdemaskować złodzieja. Od tego, czy go złapią, zależy naprawdę wiele. Jednak zajmują się także inną, niezwykle intrygującą sprawą. Dowiadują się o pewnej legendzie, która, jeśli okaże się prawdą, może być ogromnym wsparciem w czasie finansowego kryzysu. Rozpoczynają poszukiwanie zaginionego skarbu. Dowiadują się, że kilkadziesiąt lat temu, w miejscu, gdzie dziś stoi wieża ciśnień, swój warsztat miał pewien złotnik, który został okradziony z ogromnej ilości srebra. Skarbu nigdy nie odnaleziono, a całkiem możliwe, że miejsce jego ukrycia jest bardzo blisko. 
Mimo iż strach paraliżuje dzieci, za wszelką cenę chcą odkryć dręczącą Ahus tajemnicę. To, czego się dowiedzą, będzie niezwykłe. 



W chwili gdy sięgnął po karton z żarówkami, zerknął przez przypadek w lustro. Najpierw zobaczył tylko siebie, ale potem spojrzał jeszcze raz i poczuł, jak serce mu zamiera. 



Za nim stał chłopiec w krótkich spodenkach. 


Alladin wydał z siebie krótki krzyk.

W tym momencie lampa pod sufitem zgasła i zrobiło się kompletnie ciemno.

Najlepsze w tej serii jest to, że może przeczytać ją każdy. Dla dziecka będzie wspaniałą, prawie że magiczną przygodą, od której nie będzie mogło się oderwać, a dorosły odnajdzie w niej skrawek swojego dzieciństwa, chwilę odprężenia i spokoju. Co prawda dziecko będzie o wiele bardziej zachwycone przekazaną na stronach historią, ale starszy czytelnik także znajdzie coś dla siebie. 
Mogłoby się wydawać, że książka przeznaczona dla dzieci nie będzie zawierała w sobie głębszych wartości, ale jest dokładnie odwrotnie. Oprócz ciekawej tajemnicy mamy też problemy, jakie spotykają każdego z nas, dzięki którym opowieść staje się prawdziwsza. Bohaterowie są jak żywi, bardzo łatwo można się z nimi utożsamić, nie są sztuczni. Podczas czytania cały czas ma się wrażenie, jakoby stali oni obok nas, a nie ukrywali się między literami na kartce. Są wiarygodni i niezwykle sympatyczni. 
Najlepsze jednak jest to, że momentami nawet ja miałam delikatne ciarki. Srebrny chłopiec, tak samo jak Szklane dzieci, wciąga niesamowicie i subtelnie przeraża. Nazwanie tej książki horrorem dla dzieci nie jest całkowicie trafne, ale sądzę, że w pewnym stopniu do niej pasuje. Obie części można czytać oddzielnie, mimo że są połączone w serię. Aby zapoznać się ze Srebrnym chłopcem, nie musimy znać pierwszej części. Ale lepiej jest przeczytać obie. 
Srebrny chłopiec to książka niezwykle ciekawa, która młodszych czytelników zachwyci, a i starszym może się spodobać. Wydanie jest równie piękne jak w przypadku pierwszej części. Cudowna okładka, twarda oprawa, powiększone litery, które ułatwiają czytanie osobom noszącym okulary i nie męczą oczu. Coś świetnego! 
Mogę z czystym sercem polecić ją każdemu, bez względu na wiek. Kristina Ohlsson jest niezwykle zdolną pisarką i mimo iż zwykle pisze kryminały, idealnie poradziła sobie w tego typu powieści. Widać, że potrafi się wgłębić w odczucia młodszych i zrozumieć, co jest dla nich warte uwagi, jednocześnie sprawiając, że starsi czytelnicy również nie będą zawiedzeni.

Szklane dzieci

źródło
Szklane dzieci to moje pierwsze spotkanie z Kristiną Ohlsson. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, ale nie ma się czemu dziwić. Jest ona pisarką kryminałów, a ja kryminały zaczęłam czytać dopiero w styczniu tego roku. Jednak po przeczytaniu tej książki jestem pewna, że jeszcze nie raz i nie dwa do niej wrócę. Skoro napisany przez nią horror dla dzieci wydaje się taki świetny, to kryminał spod jej pióra musi być czymś niemal boskim.
Tytuł: Szklane dzieci
Cykl: Szklane dzieci (tom 1)
Autor: Kristina Ohlsson
Wydawnictwo: Media Rodzina

Przez wielu nazywana królową kryminałów, tym razem postanowiła napisać coś innego. I choć mogłoby się wydawać, że nie powinna odbiegać od obranego sobie gatunku, to moim zdaniem zrobiła bardzo dobrze.

Szklane dzieci to pierwszy tom nowego cyklu przeznaczonego dla dzieci. Kolejne części to Srebrny chłopiec i Kamienne anioły.

Może wydawać się, że książka przeznaczona dla dzieci nie spodoba się starszym. Ale w tym przypadku jest całkowicie odwrotnie. Ja, 18-letnia, poważna dziewczyna, która czyta książki pokroju Dziewczyny z ogrodu Parnaz Foroutan bądź Zwilczonej Adrianny Trzpioty, zakochałam się w cyklu pani Kristiny. Gdy zgodziłam się ją zrecenzować, nawet nie spodziewałam się tak ciekawej powieści. A świadomość, że przeznaczona jest młodszym czytelnikom, nie pomagała.

Główna bohaterka Szklanych dzieci to 12-letnia Billie. Gdy umiera jej ojciec, razem z matką przeprowadza się z Kristianstad do maleńkiej miejscowości Ahus. Rozpoczynają nowe życie w starym, drewnianym domu. Nie jest ona tym zachwycona i przeraźliwie tęskni za swoim dawnym miejscem pobytu. Dom, w którym musi teraz zamieszkać, przeraża ją tak samo jak fakt, że wygląda, jakby jego poprzedni właściciele w każdej chwili mieli wrócić. Opuszczając dom, pozostawili wszystkie swoje rzeczy, tak jakby uciekali w wielkim pośpiechu. Jedyną oznaką, że nie wrócą, jest ogromna warstwa kurzu pokrywająca wszelkie sprzęty. Wydaje się, że wszystko będzie dobrze. Minie trochę czasu, dziewczynka przyzwyczai się do nowego miejsca zamieszkania i wkrótce będzie cieszyć się, że teraz tu mieszka.

Ale ten dom skrywa pewną tajemnicę, która dręczy nowych mieszkańców. Już pierwszego dnia w nocy słychać stukanie w okno w znajdującym się na piętrze pokoju dziewczynki; w salonie zawieszona na haku lampa buja się bez żadnego powodu. W pomieszczeniu nie ma przeciągu…

Jakby tego było mało, ktoś na starej gazecie zostawia groźby, a na dachu słychać dziwne tupanie. Farba z elewacji odchodzi płatami, mimo iż nie powinna. Coś tu jest nie tak. Czyżby w tym domu były duchy? Billie nie wierzy w tego typu istoty i nawiedzone domy. Ale wszystko wskazuje na to, że tym razem musi uwierzyć. Najgorsze jednak wydaje się to, że dziewczynka na początku zmuszona jest sama uporać się ze swoim strachem, jej mama nie wierzy jej, starając się wszystko prosto wytłumaczyć.

Billie podeszła do stoliczka i pochyliła się, żeby go podnieść. Zamarła. Musiało jej się zdawać. Ukucnęła, żeby lepiej się przyjrzeć (…) Nad kreską, którą sama zrobiła z kurzu, ktoś zostawił odcisk bardzo małej dłoni. Jakby do domu weszło dziecko, kiedy się kąpały, położyło rękę na zakurzonej powierzchni i wyszło.

Jednak Billie nie daje się przestraszyć. Razem z Alladinem i Simoną rozpoczynają śledztwo. To, co odkryją, zmrozi im krew w żyłach.

Czytelnikowi także…

Jeśli szukasz książki, która przypomni ci, jak to jest być dzieckiem, to Szklane dzieci są idealne dla ciebie. Czytając, ma się wrażenie, jakby powieść nie była pisana teraz, ale przed kilkunastoma latami. Budzi ona w czytelniku tęsknotę za dzieciństwem. Wtedy, gdy człowiek był bardziej odważny, bystrzejszy. Jest ona jak powrót do Dzieci z Bullerbyn, Ani z Zielonego Wzgórza, Psa, który jeździł koleją. Niezwykle swojska, prosta i jednocześnie intrygująca, na długo pozostanie w naszej pamięci.

Dla dorosłych czytelników jest idealną książką, gdy chcemy się zrelaksować, odpocząć od trudów życia; wydaje się lekka i z dreszczykiem emocji, który nie wystraszy docelowych młodzików. Może nie przejmiemy się aż tak bardzo historią w niej zawartą, ale na pewno nie odłożymy jej. Jest klimatyczna, wciągająca, bohaterowie raczej nie zachwycają, ale nie są także obojętni! Dzieci będą się przy niej niesamowicie bawić, a opowieść na pewno pochłonie je na długie godziny. I pewne jest, że jak dorosną, to wrócą do niej nie raz i nie dwa.

Wydanie jest genialne. Przepiękna okładka, twarda oprawa. I niezwykle przyjemne są też powiększone litery, które nie obciążają oczu, tak jak większość dzisiejszych książek. Czytelnik, który nosi okulary, tak jak ja, nie będzie się męczył, a czytanie stanie się dla niego czystą przyjemnością!

No Game, No Life

źródło

Shiro i Sora są rodzeństwem graczy. I to nie byle jakich graczy. Są w tym, co robią, tak genialni, że nikt nie potrafi z nimi wygrać. Życie dla nich nie istnieje; od zawsze uważali, że oboje urodzili się w złym świecie. Rzeczywistość jest dla nich, jak to mawiają, gównianą grą, w której nie ma zasad i każdy robi, co chce. Wiele by oddali, by było inaczej.

Tytuł: No Game, No Life
Autorzy: Mashiro Hiiragi & Yuu Kamiya
Wydawnictwo: Waneko
Shiro to 12-letnia, genialna dziewczynka, która nie tylko uczy się błyskawicznie szybko, ale także jest doskonała w każdej grze, a szachy są jej asem w rękawie. Nikt nie potrafi z nią wygrać. Jest niezwykle słodka, pełna sarkastycznego humoru i intuicji, której dzieci w jej wieku raczej nie mają. To Hikikomori, czyli osoba, która nie wychodzi z domu i unika kontaktu z innymi ludźmi. Jedynym człowiekiem, z jakim ma styczność, jest jej brat. Ale relacje z nim są trochę powyżej normalnych związków między siostrą a bratem, o czym przekonałam się już praktycznie na samym początku mangi. 
Sora, brat Shiro, jest 18-letnim prawiczkiem (co od samego początku było bardzo mocno podkreślane i przez całą mangę przypominane, mimo iż wydaje się inaczej; naprawdę bardzo ją to urozmaica, czasami nawet mnie to bawiło), społecznie upośledzonym, tak jak jego siostra, i tak jak ona uzależnionym od gier geniuszem. Dla niego wygrana w grze wydaje się ważniejsza od wszystkiego, z wyjątkiem jego siostry. Za nią oddałby wszystko. Jest niezwykle zręczny i silny, mimo iż nie ćwiczy. To właśnie gra w gry uczyniła go takim, jaki się wydaje. Bo skoro trzeba wygrać, grając czterema postaciami naraz, gdy twoja siostra śpi, a każdą postać kieruje się oddzielnie, to wtedy Sora myszkę od komputera, a raczej cztery myszki, łapie do rąk i… stóp.
Tak, wiem, brzmi to co najmniej dziwnie. Ale tak było! Naprawdę, moje początki z tym komiksem wyglądały tak, że przez dłuższą chwilę siedziałam i gapiłam się w dany obrazek, z miną mówiącą: co to, kurczaczek, jest? Jak on to niby robi?
Oboje grają jako Blank, czyli bohater, który w nazwie konta ma puste miejsce.

Życie jest gównianą grą. 
Każdy robi co chce. 
Nie ma zasad.
Życie to gówniana gra.
Gdyby istniał świat, o jasno określonych zasadach, to tam właśnie chcielibyśmy się znaleźć. 
Bo życie to gówniana gra.
Dlatego też, gdy Sora i Shiro otrzymują zaproszenie do gry w szachy, a dziewczyna po raz pierwszy przegrywa, kiedy dostają oni informację, że świat, w którym króluje gra, w którym wszystko rozgrywa się za pomocą prostych gier, naprawdę istnieje, to nie mogą w to uwierzyć. Jednak gdy tajemniczy bóg przenosi ich do swojej rzeczywistości, tego o którym była mowa w wiadomości, nie potrafią uwierzyć w swoje szczęście. Praktycznie od razu się w nim odnajdują, stają się potężni. I tak oto Blank zaczyna przejmować władzę w świecie, do którego został przeniesiony przez pewnego potężnego boga. A ogranicza ich tylko 10 zasad, które istota im przedstawiła. Ale ich spryt i ogromna moc rozumu pozwoli im obejść nawet i zasady ustanowione przez stwórcę tej krainy. 
Mają oni do wykonania w wymarzonym świecie wiele, uwielbiają go. Jednak dlaczego zawsze w grach czy opowieściach bohater, który został zesłany z innej rzeczywistości, wkrótce zaczyna tęsknić za swoim domem? Tego Sora i Shiro nie potrafią zrozumieć, choćby tego bardzo chcieli. Im w Disboard bardzo się podoba. Czy powierzone im zadanie nie będzie dla nich zbyt trudne?

Mnie osobiście manga ta spodobała się tak bardzo, że gdy dowiedziałam się, że drugiego tomu jeszcze nawet autorzy nie wydali i raczej się to nie stanie, to bardzo się zasmuciłam. Zakochałam się nie tylko w niezwykłej kresce, ale także kolorowych, wyjątkowych wklejkach. Nie wspomnę już nawet o  bosko i z humorem wykreowanych bohaterach, którzy praktycznie cały czas nabawiali mnie palpitacji serca w emocjonujących momentach czy śmiechu, gdy ich zachowanie było powyżej normy, którą widzimy w powieściach. No dobrze, powiem szczerze, że uwielbiam takie zboczone momenty! Są one niezwykle śmieszne (mimo iż mogą się takie nie wydawać, ale zachowanie rodzeństwa, na skraju szaleństwa i powagi, podszyte niewinnością, w szczególności u Shiro, jest naprawdę cudnym połączeniem! I daje niesamowity efekt), a te sceny, które normalnie by nas oburzyły, tutaj okraszone śmiesznym tekstem, myślami bohaterów wprawiają w zachwyt! Naprawdę!
Fabuła ta wciąga bardzo mocno, trudno się oderwać, ale niestety – trzeba, bo manga liczy sobie zaledwie 140 stron. Zostawia po sobie niedosyt i chęć sięgnięcia po ciąg dalszy, którego zapewne nigdy nie poznamy w papierowej wersji, gdyż jak wspominałam wcześniej, druga część jeszcze nie powstała. Jeśli jednak spodoba się wam to dzieło, a naprawdę bardzo będziecie chcieli dowiedzieć się, jak rozwija się fabuła, to wiedzcie, że powstało anime. Odcinków liczy sobie chyba 12, są tworzone na podstawie nowelek, więc fabuła jest kompletna. Ja jeszcze go nie obejrzałam, utknęłam na 5 odcinku, bo nie mam kiedy oglądać, ale jestem pewna, że na pewno obejrzę całość.
Mandze tej daję ocenę 8/10, ale tylko dlatego, że autorzy nie tworzą kolejnych części. Za to odjęłam jeden punkt. Drugi zaś odliczyłam za to, że fabuła, mimo iż świetna, ma w sobie pewne luki, które nie są później wytłumaczone, nawet w anime. Może i jest w tym moja wina, bo nie obejrzałam całości, jednak nie potrafię inaczej. Manga ta ma naprawdę cudne rysunki, widać, że osoba, która je malowała, doskonale się na tym zna i ma ogromny talent.

Serdecznie polecam wam tę mangę. Jestem pewna, że wielu z was przypadnie do gustu jej fabuła i zawarty w niej świetny humor, a także mnóstwo innych rzeczy.

Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej

źródło
Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej jest próbą przypomnienia Cecylii Renaty, żony Władysława IV. To nieco fantastyczny zapis jej ostatnich trzech dni życia. Jest pełen wielu wspomnień, dzięki czemu poznajemy również wcześniejsze życie królowej, przesycone dużą liczbą opisów ubioru, jaki wówczas był noszony. Ukazuje piękno, którego nie widać, a jednocześnie przygnębienie oraz ból, jakie wypełniają go w całości, od pierwszej do ostatniej strony. Gwarantuję, że los tej cudownej kobiety poruszy wasze serca i zostanie w nich na długo, tak jak stało się to w moim przypadku. 

Tytuł: Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej 
Autor: Janina Lesiak
Wydawnictwo: MG

Pragnieniem praktycznie każdej kobiety jest zostać matką. Móc tulić maleńkie ciałko, czuć jego ciepło i oddech. Słyszeć śmiech, płacz, krzyk swojego dzieciątka. Cecylii było dane to tylko raz, później tragedia goniła tragedię, czyniąc z pięknej, uśmiechniętej, młodej dziewczyny smutną, przerażoną, praktycznie do cna martwą, której jedyną nadzieją na szczęście stało się wydanie na świat zdrowego potomka, jakiego tak bardzo pragnęła. Jednak wszystko wskazuje na to, że jej dziecko jest martwe. Cecylia jednak nie chce dopuścić do siebie tej myśli. 
Udręczona kobieta załamuje się, zamiast należytego szacunku zostaje napiętnowana pełnymi pogardy, oziębłymi spojrzeniami. Nieszczęśliwa matka, żona, ofiara czasów, w jakich musiała żyć. Kochała piękno, choć sama nie była piękna. Wydawała się serdeczna, rozsądna i dumna, ale ludzie odbierali ją całkowicie inaczej. Zniszczyli ją, choć starała się pomagać ze wszystkich sił i być godna miana królowej.
To przez nich król zapomniał, że ona – pochodząca z cesarskiego rodu – zasługuje na szacunek nawet przez imię, jakie nosi: Cecylia Renata, a więc ze śmierci do życia odrodzona przez chrzest, jasna i prosta jak srebrna struna miłośniczka porządku, wierna dobru i pięknu.
Nawet nie spodziewałam się, że książka ta będzie tak bardzo poruszająca. Wypełniona smutkiem, pragnieniem szczęścia i miłości, mimo wszystko nie obciążała mojego serca, wbrew wszelkim pozorom. Co prawda zasmuciła mnie niesamowicie, ale jednocześnie napawała nadzieją. Czułam ból królowej Cecylii i cierpiałam razem z nią. Wciąż nie potrafię uwierzyć, że kiedyś my, kobiety, miałyśmy tak straszne życie. Rozumiem chłopka, ale królowa? Jak można tak poniżać matkę przyszłego króla, osobę o tak dobrym, czystym sercu, pełnym dobroci i współczucia, czyniąc ją tym samym zmęczoną, słabą oraz zniechęconą do życia? 
Moja percepcja, w jakiej widziałam dawne królowe, została całkowicie zaburzona. Teraz już wiem, że tak naprawdę moja wiedza na ten temat jest zbyt mała. Mam nadzieję, że książki pani Lesiak powiększą ją i sprawią, że spojrzę na to z całkiem innej perspektywy. Wspomnienie o Cecylii już w pewnym stopniu zmieniło mój sposób widzenia. Pokazało prawdę. 
Książkę czyta się szybko i nie można się od niej oderwać, mimo iż nasze serce praktycznie krwawi, gdy widzimy, jak Cecylia była traktowana przez ukochanego męża oraz resztę. Wciąga niesamowicie i choć wydaje się na początku, że będzie nieciekawa, to nie jest tak. Sama przyłapałam się na takiej myśli, ale zaczęłam czytać z ogromnym zaciekawieniem. Sposób pisania pani Janiny jest lekki, a jednocześnie bardzo przytłaczający, ale nie mam na myśli użytych słów, a fabuły przepełnionej ogromnym bólem, która momentami wprawia w osłupienie i zdumienie.
Pisarka przedstawiła tę krótką historię w ciekawy, momentami wypełniony magią sposób. Pokazała nam dotąd nieznaną królową w sposób niezwykle piękny, a jednocześnie niesamowicie zasmucający. 
Podeszłam do tej książki bardzo sceptycznie, miałam wrażenie, że nie będzie ona niczym ciekawym, choć opis podpowiadał mi coś całkowicie innego. Nie spodziewałam się, że zapałam do niej większą sympatią i w pełni zagłębię się w tę specyficzną powieść. Bo tak, jest specyficzna, ale we wspaniały sposób. Jedyna w swoim rodzaju. Widać, że autorka zna się na rzeczy i pisała ją z ogromną miłością i oddaniem. Jest to doskonały debiut, nie tylko dla fanów powieści historycznych. Sprawił on, że z ogromną chęcią zapoznam się z kolejnymi dziełami tejże autorki, gdy tylko się pojawią.

Królowa Lodów z Orchard Street

źródło
Jest rok 1913. Pewna żydowska rodzina ucieka z ogarniętej porewolucyjnym szałem Rosji. Wśród nich jest mała Malka Treynovsky, której życie później potoczy się w najmniej spodziewany sposób, jakiego nikt się nawet nie spodziewał. Jest dziewczynką pełną radości, o niewyparzonym języku, która praktycznie nie cichnie. To ona namawia ojca, by zamiast do Afryki, popłynęli całą rodziną do Ameryki, w której życie będzie łatwe i przyjemne. Przecież to właśnie tam ulice są wysadzane złotem, z fontann płynie miód i mleko, a wszyscy mają pracę i żyją w przybytku.
Tytuł: Królowa Lodów z Orchard Street 
Autor: Susan Jane Gilman 
Wydawnictwo: Czarna Owca

Mama Malki nic o tym nie wie. Zanim wyjechali, prosiła córkę tylko o jedno: Nikomu nie pozwalaj tknąć swojego płaszczyka; gdy ktoś będzie chciał ci go zabrać, to zrób mu takie curie, jakiego jeszcze nie słyszał. W kurteczce, w ukrytej pod pachą kieszonce, były bowiem bilety do Afryki i wszelkie pieniądze, jakie im zostały…
Tuż po przybyciu do Ameryki okazuje się, że wcale nie jest tam tak cudownie, jak opowiadała maleńka Malka. Cała rodzina: ojciec, matka, Malka i jej dwie siostry Flora i Róża, mieszkają w małej klitce, w jednym pokoju, który udostępnił im krawiec. W zamian za to matka i ojciec mają dla niego pracować. Jednak jest to za mało, by mogli przetrwać. Dziewczynki są więc wysyłane do pracy w okolicy, a jeśli nie chcą tam pójść, grozi im, że nie dostaną nic do jedzenia następnego dnia. 
Rodzinie się nie przelewa, nie mają zbyt dużo pieniędzy, ledwo starcza im na wyżywienie. Dzieci nie mają wyboru: albo będą pracować, albo będą zwijać się z głodu. 
Pewnego dnia, kilka miesięcy po przybyciu do Nowego Jorku, Malka ulega groźnemu wypadkowi. Zostaje stratowana przez konia ciągnącego wózek z lodami pana Dinello. Jest ciężko okaleczona, niezdolna do dalszej pracy, dlatego zostaje porzucona. Wydaje się, że zostanie już sierotą. 
Jednak opanowany wyrzutami sumienia pan Dinello przygarnia ją mimo sprzeciwów swojej rodziny i postanawia się nią opiekować. Dostaje ona ultimatum – jeśli chce żyć z nimi, nie może być bezczynna. Musi na to zapracować. Tak też, zmuszana do pracy, mimo poważnego okaleczenia i surowego wychowania, uczy się zaradności i sprytu. A także fachu, który praktykuje cała rodzina Dinello. Tworzenia lodów. A w nich zakochała się już wtedy, gdy pierwszy raz spróbowała ich pośród brudu ulicy i wszechogarniającego bólu, głodu i smrodu, z maleńkiej, białej filiżaneczki. 
Malka nie jest piękna, tak jak inne dziewczyny. W domu jej przybrany brat strasznie jej dokucza, do tego żaden chłopak nie patrzy na nią przychylnie. Dlatego też państwo Dinello wysyłają ją na studia. Wątpią, że ktoś ją zechce. Jest ona wyjątkowo inteligentna i szybko się przystosowuje do nowych warunków. Tam poznaje wyjątkowo przystojnego mężczyznę, Alberta, i zakochuje się w nim bez pamięci. I to z wzajemnością, czego się nie spodziewała i o czym długo marzyła.
Wkrótce oboje wyruszają w podróż po Ameryce. Nie jest im łatwo, bieda doskwiera im każdego dnia, a trawiący kraj kryzys wcale nie pomaga. Jednak nie poddają się. Uczą się jak przetrwać w czasach porachunków gangów, prohibicji i wojny między państwami. To wszystko czyni z Malki silną, młodą, niezależną kobietę, która dobrze wie, jak sobie poradzić w życiu oraz czego pragnie. 
Nie daje ona sobie w kaszę dmuchać, walczy o to, czego chce. Nic jej od tego nie odwiedzie. To ona już niedługo przemieni się w Lillian Dunkle, nieugiętą bizneswoman, stojącą na czele ogromnego, lodowego imperium, które sama wraz z ukochanym zbudowała. I nikomu nie pozwoli go tknąć, nieważne kim ta osoba dla niej jest. 
Charakter Lilian (Malki) wydaje się tak mocny, że nikt nie potrafi go przebić. Mimo że została okaleczona, a wszyscy uznawali ją za kalekę, bardzo często nic niewartą, nigdy się nie poddała. Walczyła o swoje, nikt nie mógł jej przeszkodzić w osiągnięciu celu, o którym marzyła. Jej niewiarygodna siła, wiara i moc nieraz sprawiały, że wpatrywałam się w jej słowa ze zdumieniem i ogromnym podziwem. Mało kto potrafi odnaleźć w sobie ten potencjał i władczość, której nauczyło ją życie. Każdy, kto zadarł z Malką, wkrótce przekonywał się, jak duży błąd popełnił. Nic i nikt nie mogło jej pokonać. Nigdy by na to nie pozwoliła.
Dlatego też połączenie jej ze spokojnym, jąkającym się Albertem było dla mnie momentami po prostu absurdalne! Kobieta o tak ostrym temperamencie, która dobrze wie, czego chce, osoba o pancerzu tak twardym, że przebić go nie było łatwo i nigdy nie udało się to do końca, i mężczyzna ciągle żyjący w strachu, skryty w sobie, do głębi serca bardzo zraniony, który nie potrafi się nawet dobrze wysłowić, gdyż jąka się strasznie, bez większych ambicji i pragnień. To się tak bardzo kłóci, że aż prosi się o to, by nie było prawdą. Jednak tak właśnie działa miłość. Miłość, która w ich przypadku była wyjątkowo mocna i przepełniała ich na wskroś, niszcząc tak ogromną przepaść między ich charakterami. 
Albert dla Lilliany stał się tak samo ważny, jak rozwijająca się firma lodziarska. 
Ale czy ważniejszy? 
Może.
Cała historia, opowiedziana z pierwszej osoby przez samą Lillian, okraszona humorem, werwą, śmiałością, wciąga niesamowicie! Pomysłowość głównej bohaterki, kreatywność, niezwykły, choć z lekka zadziwiający humor, połączenie lodów i życia w Ameryce jest czymś cudownym. Nawet wtedy, gdy historia toczy się całkowicie inaczej, niż się spodziewaliśmy. Sprawia ona, że nie tylko chcielibyśmy poznać tę niezwykłą kobietę i zobaczyć, czy naprawdę taka jest, ale także spróbować tych pyszności, które wychodziły spod jej ręki i umysłu. 
Czytając tę naprawdę wyjątkową książkę, od samego początku do końca ma się wrażenie, że jest ona autobiografią. Dlaczego? Bo główna bohaterka i inne postaci zostały wykreowane tak dobrze, że trudno jest uwierzyć, że one tak naprawdę nie istniały. Gdybym nie wiedziała, że to wszystko powstało w głowie Susan Jane Gilman, to nigdy bym nie uwierzyła, że Lillian nie istniała. Do tego jeszcze ogromna ilość informacji na temat przemysłu lodowego, opisane w szczegółach, jakie mało kto zna, jest na to dowodem! Naprawdę, Susan włożyła w tę książkę tyle pracy, czasu i pasji, że ominięcie jej byłoby największą krzywdą, jaką człowiek może sobie wyrządzić. 
Jest to powieść, którą każdy powinien przeczytać. Bo pokazuje ona nie tylko początki przemysłu lodowego, pierwsze sposoby tworzenia lodów, ale także to, jaki był Nowy Jork w czasach tak dla nas odległych. Wydaje się nam, że w Ameryce zawsze było tak dobrze, wspaniale, że każdy żył w przepychu, szczęściu i nie umierał z głodu, tak jak w innych krajach. Nawet nie spodziewalibyśmy się, że w tamtych czasach życie potrafiło być tak okrutne i bolesne, o czym świadczy historia Malki.
To właśnie życie uczyniło z niej co prawda zaradną i sprytną kobietę, ale także bezwzględną, o sercu twardym jak skała, która nikogo do siebie nie dopuszczała. Nawet własnego syna nie potrafiła tak naprawdę pokochać. Życie sprawiło, że postanowiła walczyć o swoje, po części gubiąc siebie. 
Książka ta daje do myślenia. Mimo że pisana jest z humorem, werwą, pasją, śmiałością, a także pewną dozą wyzwania, można odczytać w niej pewną gorycz, smutek, ból, jaki skrywa w sobie Malka. 
Jestem pewna, że wiele z was zakocha się w tej książce tak samo jak ja. I jestem pewna, że Malka, mimo iż tak niedostępna, stanie się waszą przyjaciółką, tak jak stała się moją. Jej historia zawładnie waszym sercem i na długo pozostanie w waszej pamięci. 
Niech żyją lody!

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia