Miłosna kareta Anny J.

Nigdy nie lubiłam historii. Ta, której uczono nas w szkołach, wydawała mi się nudna i nieciekawa. Udawałam, że słucham, a tak naprawdę jednym uchem wpuszczałam, a drugim wypuszczałam. Jednak pewien element historii uwielbiałam. Wynalazki i opowieści o królowych. Polskich, tureckich, starożytnych. Zawsze intrygowało mnie, jakie one były, jak wyglądały, w co się ubierały, a także to, co zrobiły dla swojego kraju.

Tytuł: Miłosna kareta Anny J.
Autor: Janina Lesiak
Wydawnictwo: MG

Tak naprawdę mało która królowa doczekała się czegoś więcej na swój temat niż wspomnień. Jeśli nie miała wielkich zasług, to pamiątką po niej jest tylko imię. Dlatego też z całego serca podziwiam Janinę Lesiak za to, że obrała sobie tak trudny, ale i szlachetny cel do wykonania.

Bo prawda jest taka, że napisanie powieści o dawnej polskiej władczyni wcale nie jest takie proste. Ważne jest to, aby wyszukać informacje na jej temat, wczuć się w opisywaną historię. Znamy je jako królowe, ale nie jako kobiety. Trudno jest okazać uczucia, cechy, myśli osoby, która od dawna nie żyje. I nawet jeśli ziarnko z tego nie jest prawdą, tylko domysłami, to i tak wymaga talentu i otwartego umysłu.

Wcześniej czytałam debiut Lesiak, Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej. Pamiętam, że byłam zachwycona, jak wspaniale autorka ukazała Cecylię. Każda jej myśl i przeżycia sprawiały, że mimo ogromnego smutku, jaki za sobą niosły, wzdychałam z zachwytu.

Tym razem w moje ręce trafiła druga powieść autorki. Niesamowita i niezwykle wciągająca Miłosna kareta Anny J.

Tym razem główną bohaterką jest Anna Jagiellonka. Osoba, o której wiemy wiele jako o królowej, ale nie wiemy, jaką kobietą była. Wydaje się nam, że ją znamy, ale prawda jest zupełnie inna. Ta licząca zaledwie 213 stron opowieść przybliży nam ją bardziej, niż może się wydawać. Poznamy kobietę nieładną, córkę wielkiej Bony, monarchini o ognistym temperamencie, w której żyłach płynie włoska krew. Anna nie jest taka, przy matce jest ledwie świecą, która co prawda płonie, ale ledwo widocznie. Nie jest piękna, choć figurę ma miłą dla oka, nie jest śmiała, choć jeśli chce, może zatrząść całym królestwem. Jest siostrą, narzeczoną, żoną i ciotką czterech polskich królów.

Trzyma ona w dłoni pokerową karetę. Czterech polskich królów, których kochała. Jej brat, Zygmunt August, niedoszły mąż Henryk Walezy, prawdziwy mąż Stefan Batory i ukochany siostrzeniec Zygmunt I Waza. Choć ona obdarzała ich ogromną miłością, nigdy nie dostała jej w zamian. Potrafiła oddać całą siebie, a dostawała obelgi, obrazę, obrzydzenie. Jedynie jej siostrzeniec był inny. Pragnęła miłości, zrozumienia, przyjaźni. Pragnęła czuć się pożądana, uwielbiana, potrzebna. Całe życie żyła w cieniu królów. Aż w końcu postanowiła zawalczyć sama o należne jej wartości.

„Grała z mistrzami, więc ten królewski poker nie mógł się dla niej dobrze skończyć! Anna J. to kolejna bohaterka sprzed stuleci przypominająca się współczesnym czytelnikom i licząca na to, że zrozumieją oni jej walkę o siebie i o miłość, lepiej ją poznają i może polubią…”

Ja polubiłam ją z całego serca. Wydaje mi się, że w jakiś sposób jest do mnie podobna. Sądzę, że i wy ją polubicie.

Sposób pisania autorki jest delikatny, ale niezwykle wciągający. Potrafi ona w doskonały sposób opisać uczucia Anny. Zachwycają mnie też opisy ubioru, na których pani Janina skupiła dużą uwagę, co jest ogromnym plusem tej powieści. Ale jest w niej o wiele więcej plusów! Sposoby leczenia różnych dolegliwości, odrobina polityki, opisy miejsca akcji…

Jako że akcja obejmuje całe życie Anny J., może się wydawać, że jest w niej przesyt. Ale wcale tak nie jest, wręcz przeciwnie! Po skończeniu powieści pragniemy więcej, mamy uczucie, jakby było tego o wiele za mało! Zachwycające jest to, że w tak krótkiej powieści autorka zawarła tyle treści i wartości.

Powieść czyta się szybko i przyjemnie. Jestem pewna, że na długo zapadnie czytelnikom w pamięć. Jest niebanalna i niesamowicie ciekawa. Nie pozostaje nic więcej, jak tylko czytać!

logo-MG-2

Pani Furia

Alia wygląda jak gwóźdź: jest za wysoka, za chuda, ma za dużo włosów. I nie pochodzi z Belgii. Nie powinno jej tu być. Jest inna niż wszyscy, nie jest częścią białej układanki. Nie pasuje do niej i nic dla niej nie znaczy. Nawet do czarnej nie pasuje.

Równie dobrze mogłoby jej nie być. Dla matki jest wyłącznie pomocą domową, musi wszystko za nią robić, zajmować się braćmi, gotować, sprzątać, robić zakupy. Alia nie ma czasu na naukę, nie ma chęci, by żyć inaczej. Chłopak traktuje ją jak kolejny numer w katalogu podbojów, a zawarte małżeństwo to tylko kontrakt wart ogromnej sumy pieniędzy. Jedynie dla ojca coś znaczyła.

 

Tytuł: Pani Furia
Autor: Grażyna Plebanek
Wydawnictwo: Znak 

 

To on nauczył ją boksować, nadał jej imię po wielkim kongijskim bokserze. Jego opowieści były niezwykłe, pochodzące prosto z serca i z otaczającego ich świata. Jednak i on zawiódł.

Dziewczyna coraz częściej czuje złość. Wie, że nie może jej okazać. Jednak to nie jest takie proste. Kobiecie nie wolno pokazywać złości, zwłaszcza jeśli jest obca. Samotność przepełnia ją, wylewając się z czary. Tyle ludzi jest wokół niej, jednak i tak jest sama. Stara się uspokoić, jednak furia, raz rozbudzona, będzie krążyć w ciele aż do ostatniego tchu. Już nic jej nie uśpi.

Pani Furia to opowieść o samotności, bólu, furii, strachu, złości. Do cna przepełniona emocjami, które w większości nie są dobre. Poruszyła mnie tak bardzo, że trudno mi cokolwiek na jej temat napisać. Brakuje mi słów, a jedyne, co w tej chwili jest w mojej głowie, to pytanie „dlaczego?”. Dlaczego w tych czasach nadal nienawidzimy osób czarnoskórych, imigrantów, dusz niby takich samych jak my, jednak w naszym widzeniu innych.

Jak to wytłumaczyć? Czy to są nasze pierwotne instynkty, które każą nam bronić swojego terytorium, które każą nam tępić odmienność? Tyle się mówi o tolerancji, o wzajemnej miłości. Słyszymy o tym na każdym kroku, jednak nie potrafimy się do tego zastosować. Problem ten omijany jest szerokim łukiem, byleby tylko nie przysporzyć bólu sobie. Po co mamy się tym zadręczać? Mamy swoje sprawy. Ale prawda jest taka, że chociaż wydaje się nam, że nas to nie dotyczy, tak naprawdę siedzimy w tym po same uszy. Bo to właśnie nasza ignorancja napędza koło nienawiści.

Nikt o tym nie mówi, nikt nie pisze. Dlatego z całego serca podziwiam Grażynę Plebanek za to, że odważyła się napisać o tym problemie.

Pani Furia to opowieść inna niż wszystkie. Nie tego się po niej spodziewałam, myślałam, że dostanę coś całkowicie innego. Czyta się ją niesamowicie lekko, mimo problemów, które opisuje. Narracja prowadzona jest z gracją, wciąga w czeluście samotności, odmienia nasze myślenie, sprawia, że zmienia się nasz punkt widzenia. Po tej książce już nigdy nie pomyślimy źle o osobach obcych. Nie jest ona czystymi faktami, choć jest na nich wzorowana.

Dlaczego osoby o innym kolorze skóry, o innej kulturze zdecydowały się wyjechać ze swojego kraju? Co tam przeżyły, czego doświadczyły?

Problem, który opisała autorka, jest w naszych czasach wszędzie: w Ameryce, w Belgii, we Francji, w Polsce. W każdym kraju. Ludzie mają w swoich głowach zakodowane, że imigranci, wszyscy co do joty, każda osoba o innym kolorze skóry, a w tym najbardziej czarnoskórzy to nie ludzie. Nie zważamy na to, że ktoś potrzebuje schronienia, że ktoś szuka lepszego życia. Dla nas czarny to czarny. A co to oznacza? Bójki, rozboje, morderstwa. Osoby o ciemnym kolorze skóry traktujemy właśnie w ten sposób. Zawsze gdy stanie się coś złego, jako pierwszy podejrzany jest czarnoskóry. Często oskarża się ich, nawet jeśli są niewinni. Dla wielu z nas nie są oni ludźmi. Wpędzamy ich w samotność.

Nawet jeśli w głębi serca są dobrymi ludźmi, w naszych oczach są tylko stereotypy, które zasłaniają nam prawdę. Ja zawsze o tym wiedziałam.

Jeśli szukacie powieści, która wam to uświadomi, poruszy was, pokaże wam, jaki naprawdę jest dzisiejszy świat, to Pani Furia jest właśnie dla was. Jest w niej sama prawda, ta, którą staramy się omijać. Styl, w jakim książka jest utrzymana, sprawia, że czyta się ją szybko, nie jest ciężka, nie osiądzie na sercu, ale delikatnie zakwitnie w umyśle. Jeśli pozwolicie jej wykiełkować, wasze myślenie się zmieni. Czytanie jej jest przyjemnością samą w sobie, mimo że na podstawie opisu z tyłu książki możemy wnioskować, że będzie wręcz odwrotnie.

Pozwólcie się zaskoczyć. A na pewno nie pożałujecie. Nie jest to lektura tylko dla wybranych. Każdy powinien ją przeczytać. Takie książki jak ta powinny być lekturami w szkole. Pełne prawdy, furii, strachu. Właśnie takie powieści dają najbardziej do myślenia.

znak_basic_250

Epidemia

Jak byś się czuła, gdyby okazało się, że całe twoje dotychczasowe życie jest jednym wielkim kłamstwem? Ty nigdy nie istniałaś tak naprawdę, grasz kogoś innego. To nie jesteś ty. Nigdy nie byłaś sobą, choć nie miałaś o tym pojęcia. W twojej pamięci są dziury, których nic nie może załatać. Czujesz pustkę, która wypełnia cię od środka. Wszystko legło w gruzach, już nic nie jest takie samo. I nagle okazuje się, że jest ktoś, dzięki komu możesz odzyskać wspomnienia. Jednak by to się udało, musisz wycierpieć jeszcze wiele. Czy odkrycie prawdy jest tego warte?

Kim jesteś? Kim, tak naprawdę, jesteś?
Co się stało z twoją pamięcią?

Zbuki

Zawsze gdy ktoś zdobędzie to, czego my pragnęliśmy od dawna, ale jeszcze nam się nie udało, czujemy coś w środku. Z jednej strony cieszymy się, że mu się udało, ale z drugiej coś bardzo mocno ściska nas za serce i żołądek, wprawiając we wściekłość. Zapiera nam dech, ale nie z wrażenia…
 
Tytuł: Zbuki, czyli jak bardzo boli nas cudzy sukces
Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
 
Nie możemy złapać tchu, bo ból cudzego sukcesu zaciska się coraz mocniej na naszych płucach.
Nie potrafimy się go pozbyć, choćbyśmy tego bardzo chcieli. To uczucie jest w nas bardzo głęboko zakorzenione, w naszej naturze, sercu, umyśle, człowieczeństwie. Nie ma na świecie osoby, która by choć raz w życiu tego nie poczuła. Wyrastają na nas różne kwiaty, które przypominają o tym, czego pragniemy, gdy widzimy to u drugiego człowieka.
Ona nas pali, drąży nasze żyły od środka, powoduje dziwne uczucie. To zazdrość.
 
Konstancjusz Klo po kilku latach spędzonych w więzieniu w końcu z niego wychodzi. Nie mogąc znaleźć pracy (kto by przyjął do roboty kryminalistę?), wpada na genialny pomysł! Będzie skupował ludzkie świństwa, by ludzie marzący o tym, by drugiemu powinęła się noga, nie cierpieli z powodu wyrzutów sumienia. On świństwa skupuje, uwalniając przy tym od poczucia winy. Nikt nawet by się nie spodziewał, że tak szybko się to rozwinie i będzie przynosiło tyle pieniędzy!
 
Niektóre świństwa Konstancjusz połyka, inne sadzi w doniczkach, jeszcze inne zamyka w blaszanych puszkach i szafkach w swoim domu. Dużo z nich jest nieszkodliwych, jednak są takie, które strasznie rozrabiają, a także takie, które przy połykaniu kłują straszliwie w gardle i w żołądku.
 
Klo nawet nie spodziewał się, że interes tak szybko się rozwinie. Wkrótce zaczyna mu brakować miejsca i sam coraz gorzej się czuje. Trzęsienie ziemi, które wydarzyło się dokładnie w sylwestra, spada na niego i resztę mieszkańców miasteczka jak grom z jasnego nieba. Zostają oni oddzieleni od innych miast, żyją, podróżując pociągiem.
 
Nagle wszystko traci sens, nie ma już komu poczynić świństw, więc panuje harmonia. Nie ma powodów do zazdrości, bo nikt nic nie ma.
 
Jednak chwilowy spokój wkrótce się kończy. Ludzie zaczynają gnić od środka, a zazdrość ich zabija. Na nowo stają się zgniłymi jajkami. Zbukami.
 
Zbuki są książką wyjątkowo dziwną. Czyta się ją średnio, a to przez ciężki styl pisania. Została napisana w sposób tak nierealny i odstający od wielu innych pozycji, że naprawdę miałam z nią problemy. Sama historia w niej zawarta wydaje się ciekawa, jednak styl pisania Nataszy jest po prostu słaby. Wiem, że to jedna z pierwszych jej książek i zapewne taka właśnie miała być. Są chwile, gdy wciąga, a język, którym została napisana, nam nie przeszkadza, ale to dosłownie kilka stron. Zmusiłam się, aby ją przeczytać, bardzo mnie odpychała.
 
Mimo że styl pisania jest słaby, to treść, którą pani Socha chciała przekazać, wydaje się naprawdę pouczająca. Pokazuje ona nie tylko, jak bardzo boli nas, gdy ktoś czuje się szczęśliwie, gdy ma to, co my bardzo pragniemy mieć, ale także to, że często jesteśmy w stanie zrobić wszystko, by go tej radości pozbawić. Upokorzyć, zniszczyć kawałek po kawałku, zmieszać z błotem, byle tylko nie widzieć jego osobistego raju. Niektórzy z nas chcą kogoś nawet skrzywdzić cieleśnie, choć nigdy by się do tego nie przyznali. „Przecież nie obchodzi mnie, że ona ma chłopaka! A w myślach: Ty głupia dziewucho, nie zasługujesz na niego! To ja powinnam mieć chłopaka, nie ktoś taki jak ty!
 
W chwilach, gdy zżera nas zazdrość, nawet przyjaźń schodzi na bok, traci znaczenie.
 
Jest to straszne, prawda?
 
Natasza Socha pokazała w swojej książce, jacy jesteśmy, dając nam mocno do myślenia. Więc jeśli chcesz użerać się z potwornym językiem, ale wynieść z tego coś więcej, to serdecznie zapraszam do przeczytania powieści. Sądzę, że są osoby, którym może się spodobać. W moim przypadku słabo to wyszło, jednak choć nie jestem do tej książki całkowicie zrażona, nigdy nie przeczytam jej kolejny raz. Nie zdzierżę więcej stylu, w jakim jest napisana.
 
Po inną książkę Sochy na pewno sięgnę, nie skreślę jej tylko dlatego, że jedna powieść okazała się niewypałem. Zauważyłam w tej autorce ogromny potencjał i z przyjemnością przeczytam coś, co nie powstało 10 lat temu.
 
A wy jesteście zbukami?

Wojownicy. Ucieczka w dzicz

Pierwszy raz czytałam Wojowników, będąc 10-, może 12-letnim dzieckiem. Było to tak dawno, że nawet tego nie pamiętam. Wiem jednak jedno: wtedy ta cudowna książka pozostawiła mnie z niezwykłym uczuciem w głębi serca. Przygody kocich wojowników poruszyły mną i sprawiły, że sama zapragnęłam stać się jednym z nich. Jako dziecko nie do końca zrozumiałam głębszy sens przedstawionej mi historii, nie widziałam w niej tej ogromnej siły uczuć ani przesłania. Byłam zbyt młoda, by w pełni pojąć wartości, jakie chciały przekazać autorki.

Tytuł: Wojownicy. Ucieczka w dzicz
Autor: Erin Hunter
Wydawnictwo: Nowa Baśń

 
Wojownicy to starsza seria, która po kilku latach została wznowiona przez wydawnictwo Nowa Baśń. Wcześniej wydawało ją inne wydawnictwo, ale zaprzestało na drugim tomie, co jak pamiętam, zabolało mnie ogromnie, gdyż Ognista Łapa, Szara Łapa, a nawet Żółty Kieł, stały się dla mnie przyjaciółmi. Jako 10-letnie dziecko, targane ogromnymi wątpliwościami, zbyt dojrzałe jak na swój wiek, odnalazłam w nich ukojenie i spokój. Wiedziałam, że autorki (Erin Hunter to pseudonim, tak naprawdę serię tę tworzyły trzy dziewczyny, które przyjęły taką nazwę) tworzą kolejne części i jeśli się nie mylę, powstało ich mnóstwo. Jakiż wielki był mój ból, że nie dane będzie mi dalej uczestniczyć w tych wspaniałych przygodach. Długo jeszcze się smuciłam, aż ból w sercu w końcu zelżał. Mimo to nigdy nie zapomniałam o moich przyjaciołach.
 
Do pewnego dnia, kilka miesięcy temu. Dowiedziałam się, że seria została wznowiona. Rozbudziła się we mnie nadzieja, że oto właśnie nadszedł czas, gdy poznam całą historię. Choćbym miała skończyć ostatnią część w wieku 30 czy 40 lat, nie było to dla mnie ważne.
 
Dlatego też dziś przybywam do was, by uczynić z was kocich Wojowników! Nadszedł czas, by każdy z nas zawalczył w obronie klanu i o swoje przeznaczenie. Jesteście gotowi, by razem z Ognistą Łapą, zwykłym domowym kociakiem, stać się wspaniałym wojownikiem, który ruszy na spotkanie ze swym przeznaczeniem?
 
Rdzawy jest zwykłym domowym kotem o przepięknej ognistorudej sierści. Jest młody, wyjątkowo silny i pewny siebie. Dobrze żyje mu się w domu, na skraju lasu. Każdego dnia ma pełną miskę, może się wylegiwać w słońcu, a w razie deszczu ukryć w środku cieplutkiego domu i położyć się na mięciutkim posłaniu, mrucząc pod dotykiem ręki swojego właściciela. Jego życie jest beztroskie i przyjemne.
 
Mogłoby się wydawać, że nie potrzeba mu nic więcej do szczęścia. Jednak Rdzawy za każdym razem, gdy patrzy na las za domem, czuje, jak ten go woła, ciągnie do siebie, prosi, by powrócił na łono matki natury. Nieraz rudy kociak śni o wspaniałej wyprawie na polowanie do lasu, gdzie zapachy otoczą go ze wszystkich stron, a cudowny wiatr w sierści podaruje wolność. Tęsknota aż wylewa się z jego serca, czuje on, że nie jest tam, gdzie powinien być.
 
Pewnego razu postanawia ruszyć przed siebie, do lasu, choćby na chwilę, by przekonać się, jak smakuje tak upragniona przez niego wolność. Tam niespodziewanie zmuszony jest do walki, zostaje zaatakowany przez dzikiego kota, Szarą Łapę, członka Klanu Pioruna. Rdzawy jest zafascynowany życiem w klanie i bez zastanowienia postanawia do niego dołączyć. Jednak życie w klanie nie jest tak kolorowe, jak mogło mu się wydawać. Między wszystkimi czterema frakcjami kotów trwa nieustanna i bezwzględna walka o przetrwanie. Walczą nie tylko o tereny i pożywienie, ale także o własnych członków, o życie, które tak bardzo kochają.
 
Każdy klan szkoli Wojowników. Rdzawy, przyjęty do Klanu Pioruna, zostaje uczniem i przyjmuje nowe imię Ognista Łapa. Nie wie on, że stosunki między klanami są coraz gorsze i wisi nad nimi proroctwo; że jest ktoś, kto uratuje trawione zniszczeniem frakcje. Tylko ogień będzie w stanie uratować Klan Pioruna.
 
Przez chwilę życie w Klanie Pioruna jest idyllą, panuje tam spokój, przyjaźń otacza każdego członka, a pożywienia nie brakuje. Jednak nagle rozpoczynają się straszne zdarzenia, Klan Wiatru gdzieś znika, a Klan Cienia łypie złowrogo na pozostałe klany. Rozpoczyna się walka, która może albo uratować Klan Pioruna, albo doszczętnie go zniszczyć. Ataki na obóz są coraz częstsze, giną kolejni wojownicy. Jednak Klan Pioruna nie poddaje się i walczy. Lojalność wobec swojej rodziny przepełnia ich serca i są gotowi zginąć, byle tylko obronić swój dom i życie przyjaciół.
 
Tak zaczyna się cudowna seria, która już po raz drugi, jeśli nie kolejny, zawładnęła moim sercem, jednak tym razem w nowym, świeżutkim i niesamowitym wydaniu. Nawet mimo że wiele wątków pamiętałam, a tajemnice w niej zawarte nie były mi obce, bawiłam się przy tej książce wybornie. Gdy tylko zaczęłam czytać, ledwo mój wzrok spoczął na pierwszym słowie, a zostałam wciągnięta w ten fantastyczny świat, biegałam razem z kociakami przez połacie lasu, przeżyłam swoje pierwsze polowanie, pokonałam wielu wrogów i odnalazłam wspaniałych przyjaciół.  Nim się obejrzałam, odkryłam, że została mi tylko jedna strona. Zakończyłam książkę z ogromnym bólem, a jedyne, czego pragnęło moje serce, to znów być na wolności i razem z moimi druhami biec przed siebie, niczym nieskrępowana. Łańcuchy oplotły moje ręce i nogi, a na szyi zadzwonił dzwoneczek. Nie mogę się doczekać, aż znów je z siebie zrzucę, by ponownie poczuć wiatr we włosach, czytając Ogień i Lód. Na szczęście nie jest do tego daleko.
 
Dzięki tej książce uświadomiłam sobie, że wielu z nas jest oplecionych łańcuchami. Boimy się walczyć o swoje marzenia, zamykamy je w głębi sobie, tworząc wokół siebie fałszywą bańkę szczęścia. Nie pozwalamy sobie cieszyć się wolnością. Sami zamykamy się coraz bardziej w sobie, boimy się tego, co może nas czekać, gdy sięgniemy po to, o czym marzymy. Może się wydawać, że Wojownicy jest powieścią dla tych młodszych czytelników. Jednak zapewniam was, że tak nie jest.
 
Książka ta młodszych będzie bawić, wciągnie w swoją niesamowitą fabułę, sprawiając, że zakochają się w tych cudownych kotach. Jednak dorosły człowiek także znajdzie w niej coś dla siebie.
 
Ucieczkę w dzicz czyta się błyskawicznie, styl pisania jest prosty, dostosowany do młodszych czytelników, jednak nie ujmuje to treści i nie czyni z niej zdziecinniałego dzieła, które dorośli czytelnicy mogą odrzucić. Nim się obejrzycie, nastanie ta ostatnia strona. Ostania strona, którą tak strasznie znienawidziłam. Zapragniecie więcej i więcej. Wasza czytelnicza dusza zostanie pośród liter, czekając na kolejną kocią przygodę, a serce będzie z wyczekiwaniem bić, pełne nadziei, że już wkrótce poznacie ciąg dalszy.
 
Nie będę pisać o kocich bohaterach. Nie chcę pozbawić was frajdy poznawania ich wyjątkowych charakterków i uczuć. Mogę powiedzieć wam tylko jedno: nie musicie mieć w sobie krwi pradawnych klanów, by móc stać się Wojownikami. Wystarczy, że sięgniecie po tę wyjątkową książkę, a staniecie się nimi razem z Ognistą Łapą.
 
I pamiętajcie: przyjaźń i lojalność zdoła pokonać wszystko. Wystarczy tylko w to uwierzyć i ruszyć z przed siebie z podniesionym… ogonem.
 
Na okładce jest napisane Jest równie dobra, co Harry Potter czy Władca pierścieni. Mocne słowa? Są w pełni zasłużone. Wiecie, co ja wam powiem? Ta jedna część podbiła moje serce nawet bardziej niż ukochany Harry. Dlatego też w pełni się z tym stwierdzeniem zgadzam. Nawet nie potrafię wyrazić podziwu i szacunku do autorek. Stworzyły wspaniałą serię, która, mimo iż ma już swoje lata, chwyta za serce i zostaje w pamięci na zawsze. Nie sposób jest tak po prostu o niej zapomnieć. Ja nie zapomniałam, choć minęło już tyle lat.
 
Bardzo dziękuję wydawnictwu Nowa Baśń za danie mi szansy i za to, że postanowiło na nowo wydać tę wyjątkową serię. Nawet nie wiecie, jak bardzo byłam zadowolona, gdy wyciągałam tę książkę z paczki. Moje serce wtedy niezwykle urosło. Mam nadzieję, że poprowadzicie serię do cudownego końca, nieważne, ile wam to zajmie. I dziękuję za tę niezwykłą oprawę graficzną – książka prezentuje się pięknie na mojej maleńkiej półeczce. Wciąż tylko patrzę na nią, wyciągam, gładzę złote, wytłaczane litery i wpatruję się w niezwykle piękną postać Ognistej Łapy.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia