Balsamiarka – Izabela Kawczyńska

źródło

Byłoby
wielkim nietaktem zdradzić w recenzji jakikolwiek szczegół z tej książki. Odważna,
brawurowa! Na okładce dodałabym napis „czytasz na własne ryzyko”. Tylko dla
ludzi o silnych nerwach! 

Tytuł: Balsamiarka
Autor: Izabela Kawczyńska
Wydawnictwo: Videograf

Należy na początek zaznaczyć, że ta książka na pewno nie należy do literatury
lekkiej. Na początku musiałam czytać po 5-10 stron i przerywać, wracać po jakimś
czasie, ale nie dlatego, że książka nie zachęcała rozwojem wydarzeń, tylko w
związku z faktem, że wprowadzenie do świata bohaterki jest dość specyficzne. Musiałam
przywyknąć do zdecydowanie odważnych komentarzy dotyczących śmierci, do
specyficznego – to chyba najlepsze słowo – budowania nastroju i jeszcze bardziej
odważnej tematyki. Wybierając tę książkę spodziewałam się powieści, która
obudzi we mnie nieco lęku, ale nie spodziewałam się, że dostanę gęsiej skórki,
że można w taki sposób wprowadzać czytelnika w świat bohaterów.

Główna bohaterka z pewnością nie sprawia wrażenia osoby normalnej w pospolitym
tego słowa znaczeniu. Ma  obsesję na
punkcie śmierci. Autorka buduje jej  portret psychologiczny bardzo precyzyjnie,
odwołując się, moim zdaniem, do założeń psychoanalizy. Poznajemy dziewczynę z trudnym
charakterem, wychowywaną przez ortodoksyjną babkę. Postać matki także wzbudza mieszane uczucia.
Tutaj z pewnością brakuje typowej relacji matka-dziecko, brakuje zdrowego  przywiązania, bezpieczeństwa, brakuje chyba
wszystkiego, co mogłaby zaoferować kochająca matka. Nieco wyolbrzymiając,
czasem odnosiłam wrażenie, że wszyscy bohaterowie to pacjenci szpitala
psychiatrycznego, o silnych zaburzeniach.

Motywem przewodnim Balsamiarki jest śmierć i wszystko co z nią związane –
zwłoki, pogrzeby, duchy.  Nie ulega
wątpliwości, to trudny temat, a tutaj od pierwszych stron musimy się z nim
oswoić. Bohaterka niemalże w każdym zdarzeniu w swoim życiu potrafi znaleźć
elementy czy okoliczności charakterystyczne dla umierania. Oprócz tego
pojawiają się liczne odwołania do  Boga.
Niby-ateistka ciągle prowadzi specyficzny monolog z Panem, 
dokonując swego rodzaju profanacji. Ale to nie koniec odważnych wątków –
zmieszanie budzi także fragment o masturbacji w kościele, krojeniu zwierząt,
kazirodczym seksie i wiele innych.

Reasumując, moim zdaniem, to mocna i odważna książka. Przeczytanie Balsamiarki to na pewno ciekawe doświadczenie. Uważam, że sposób wprowadzania w świat
przedstawiony naprawdę jest wyjątkowy, inny, specyficzny.  Cóż w książkach jest najbardziej
fascynującego? Podczas czytania we własnej wyobraźni tworzymy obrazy i muszę
przyznać, że niektórych namalowanych podczas tej lektury z pewnością przez
długi czas nie pozbędę się z pamięci. Dzieło dla odważnych, żądnych grozy ludzi
o mocnych nerwach albo po prostu ciekawych wszystkiego, którzy chętnie
przeczytają coś odmiennego niż większość pozycji na sklepowych półkach. Na
koniec chcę tylko zaznaczyć, że Balsamiarka nie powinna trafić w ręce dzieci,
bo może obudzić w nich silne lęki.

Kącik poetycki – o ludziach aniołach

źródło
Szeptem modlę się do słonecznego nieba o zwykły
chleb uśmiechu (parafrazuję odrobinkę). Lubię dni takie jak ten, gdy słońce
wstaje, jeszcze zanim otworzę oczy, gdy wplata mi we włosy swoje złote
palce, gdy muska moje serce, wlewając w nie złotym lejkiem promienistą
nadzieję. W dni takie jak ten cała ziemia jest poematem o słońcu, które otula
złocistym blaskiem twój uśmiech i moje problemy, a może mój uśmiech i twoje
problemy, problemy i uśmiechy, łzy i szczęście. Słońce na bezchmurnym niebie
i słońce, które mogę dziś tobie prawdopodobnie ofiarować. 

nie wiem czyś czarny czy biały
nie wiem czy głowę Twą ozdabia
lśniąca niczym złoto aureola

nie wiem nawet czy ze złych snów
budzi mnie trzepot skrzydeł czy rzęs
serce jednak wybija kroków Twych melodię
czuję gdy czasem chwytasz za rękę
bym nie zawadziła o leżący na rozgrzanym
asfalcie kamień


czuję Twój ciepły szept
gdy radzisz jak powinnam żyć
czuję jak pieścisz mą duszę
gdy tocząca się łza rozbija
ją na miliony mikrocząstek


i lubię gdy czasem spoglądasz
na mnie oczyma nieznanego niemowlęcia
bo tylko w niewinnym spojrzeniu
zdolny jesteś nakreślić me serce

ANIELE
Czy życie bez słońca jest możliwe? Teraz już
pewnie tak, ale co to by było za życie? Jakieś takie sztuczne, jałowe. Siedzę w
zatłoczonym tramwaju, spoglądam w okno, zaczynam się uśmiechać i nagle nachodzi
mnie niepokojąca myśl: „co ja robię, pomyślą, że jestem nienormalna, uśmiecham
się sama do siebie, a przecież nie jestem zakochana ani nie spotkało mnie
wielkie szczęście”. Uśmiecham się dziś, bo słońce. Bo drzewo. Bo kościół. Bo
zamek. Bo zielony liść. Bo przystojny mężczyzna. Bo ładna witryna. Bo. Potem
znów się krzywię, wpadając w schemat świata, w schemat ludzi wciąż wykrzywiających w grymasie twarz. Gdy znów siedzę w tramwaju, moje kąciki ust samodzielnie
lekko się unoszą, nadając sobie kształt na wzór uśmiechu. Czemu? Bo do
zatłoczonego pojazdu weszła pani z dziecięcym wózkiem i zajęła w nim, według
większości i pewnie według mnie też, zbyt dużo miejsca. Po chwili opuszcza mnie jednak uczucie zafrasowania i
złości i pozwalam kącikom ust malować najpiękniejszy obraz na mojej twarzy. 

W
zajmującym zbyt dużo miejsca wózku siedzi mały człowiek o rumianej twarzyczce,
prześlicznych niebieskich oczętach, niesfornych blond lokach i ma coś jeszcze,
coś, co zdecydowanie wyróżnia go z tłumu – uśmiecha się. Ja też się uśmiecham,
więc on uśmiecha się jeszcze bardziej, słychać już gdzieś delikatnie między
odgłosem telefonu, rozmową studentów, narzekaniem starszej pani, głos jego
dźwięczącego uśmiechem serca. Jawi się mały blond chłopiec jako anioł ubrany w
granatowy kaftanik, anioł przypięty beżowymi szelkami do naszej rzeczywistości,
porwany na chwilę niebu. Na dłuższą chwilę, mam nadzieję. Jutro pewnie spadnie
z pokrytego czarnymi chmurami nieba deszcz, pewnie ubiorę od niechcenia bluzę i stare
sprane dżinsy, pewnie o porannej godzinie zadzwoni telefon zwiastujący złą
nowinę, pewnie zagubię się w tym szaleńczym biegu ku lepszemu życiu, które
nigdy nie nadejdzie. Wtedy we śnie albo pośród bezsennej nocy wróci do mnie
uśmiech blond aniołka. A może popołudniową porą w dusznym, ciasnym autobusie,
gdy sama będę zajmować o kilka miejsc więcej, bo ciężko posadzić na jednym
fotelu sfrustrowaną twarz, podkrążone oczy, sklejone od deszczu włosy, może
wtedy właśnie spotkam starszą panią z krótszą lewą nogą albo dojrzałego
mężczyznę w zielonym szaliku, może właśnie oni uprzejmie poproszą moje
podkrążone oczy, by ustąpiły im miejsca albo po prostu wyproszą je z autobusu,
posyłając ku mnie szczery uśmiech, rozświetlą choć na sekundę moje serce. 

Uśmiech to rzecz łatwa i najtrudniejsza zarazem. Czasami możemy uśmiechać się
ot tak, do świata, afirmować ze wszystkich sił, czasem uformowanie twarzy w
uśmiech kosztuje zbyt wiele, zbyt wiele bólu ma się w sobie, by być zdolnym
posłać komuś słońce, ale wtedy najbardziej potrzebujemy ludzi aniołów, którzy
spojrzą w nasze załzawione codziennością oczęta i prześlą cząstkę siebie. Ta
cząstka powróci w trakcie bezsennej nocy, skradzione uśmiechy zawsze powracają
w najmniej oczekiwanych momentach. Dlatego wybieram się czasem do cukierni po
drożdżówki albo po trzy kilogramy słońca, bo wiem, że sprzedawczyni-anielica
zawsze zapakowuje sprawunki w paczuszkę zawiązaną uśmiechem. Bawmy się czasem w
anioły, proszę, to zabawa dla każdego, nie tylko dla dzieci, choć one najlepiej
znają reguły; bawmy się, gdy tylko nas na to stać, bo nigdy nie wiadomo, kto
dziś jest nieszczęśliwy i potrzebuje, by jakieś słońce, choćby z innej planety,
rozświetliło planszę jego życia. Mnie dziś stać, dlatego osłodzę ci kawę
uśmiechem zamiast cukrem, podam na stół spaghetti z uśmiechem zamiast bazylią,
zmienię kanał w telewizorze uśmiechem, a nie pilotem, uplotę córce warkocze
uśmiechem, a nie sprawnymi dłońmi, i wepnę w nie uśmiech, a nie różową wstążkę.
Dziś potrafię, dziś mnie stać. Dlatego ślij do mnie uśmiech, świecie, proszę,
każdego dnia, gdy mój już pęknięty na pół leży schowany w szufladzie pod stertą
zimowych swetrów. Ślij, proszę, dopóki nie zrozumiem, że dziś moja kolej na
granie głównej roli w poemacie o słońcu.

Muzyczne inspiracje

źródło
Skaldowie
– zespół ponadczasowy! Podobnie jak nazwa nawiązuje do grupy poetyckiej, tak
teksty piosenek również brzmią jak poezja. Byłaś ze mną tu i będziesz, w
huraganie słów i w szepcie, w kakofonii dnia i w ciszy, w kolorowych snach o
niczym…



Zespół
powstał w Krakowie w 1965 roku (debiut na II Krakowskiej Giełdzie Piosenki),
zatem w roku bieżącym świętuje swoje pięćdziesięciolecie. Do członków należą:
Jan Budziaszek, Konrad Ratyński, Jerzy Tarasiński, Andrzej Zieliński. Uprawiany
przez nich gatunek muzyczny to przede wszystkim rock. Zostali uhonorowani
orderem Gloria Artis. Na swoim koncie mają wiele sukcesów, m.in. I miejsce w
Koncercie Młodości przy KFPP w Opolu, nagrodę dziennikarzy za piosenkę W żółtych płomieniach liści (Opole 1970),  a ponadto Grand Prix za całokształt
twórczości artystycznej (Opole 2009) oraz tegoroczną nagrodę specjalną TVP z okazji
50-lecia zespołu. Koncertują zarówno w Polsce, jak i za granicami naszego
kraju. Trafiają do szerokiego grona publiczności, są doceniani przez osoby
starsze, dojrzałe, ale nawet przez młodzież. Ich piosenki zdecydowanie łączą
pokolenia. Któż nie potrafi zanucić Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał?

Wierniejsza od marzenia
Byłaś ze mną tu i będziesz 
W huraganie słów i w szepcie 
W kakofonii dnia i w ciszy 
W kolorowych snach o niczym 

Wbiegasz ze mną w deszcz i w słońce 
Gubisz własny cień po drodze 
Czasem tłuczesz coś na szczęście 

Najważniejsze to, że jesteś 

Wierniejsza od marzenia 
Weselsza niż wspomnienia 
Cenniejsza od zaszczytów 
Piękniejsza od zachwytów 

Wierniejsza od marzenia 
Otwarta na spojrzenia 
Silniejsza niż nadzieja 
Pogodna jak niedziela 


Jesteś ze mną tu i będziesz 
W wietrze sponad gór, w kolędzie 
W labiryncie szos i w róży 
W odpoczynku po podroży 


Mylisz ze mną dni i noce 
Piątek zmieniasz mi w sobotę 
Pociech z tobą sto i dwieście 

Najważniejsze to, ze jesteś 

Wierniejsza od marzenia 
Weselsza niż wspomnienia 
Cenniejsza od zaszczytów 
Piękniejsza od zachwytów 

Wierniejsza od marzenia 
Otwarta na spojrzenia 
Silniejsza niż nadzieja 
Pogodna jak niedziela

Cóż robi z nami miłość? Doprowadza do szaleństwa!
Powoduje, że stajemy się nieco bardziej roztargnieni. Towarzyszy w każdym
życiowym kroku, każdej decyzji, każdej wielkiej i małej sprawie. 

A jaka jest
idealna kobieta? Wierniejsza od marzenia, weselsza niż wspomnienia, cenniejsza, od zaszczytów, piękniejsza od zachwytów, wierniejsza od marzenia, otwarta na spojrzenia, silniejsza niż nadzieja, pogodna jak niedziela.

Reperować żywych – Maylis de Kerangal

źródło

Jak
mówi znana piosenka: Młodość nie chce
wiedzieć o tym, że życie, choć piękne, tak kruche jest, wystarczy chwila, by
zgasić je, życie, choć piękne, tak kruche jest, zrozumie ten, kto otarł się o
śmierć
. Czy życie dzieli się na to ziemskie i pozagrobowe? Dlaczego
większość ludzi tak bardzo potrzebuje wierzyć, że zamknięcie powiek nie jest
końcem wszystkiego? A co, jeśli koniec staje się początkiem? Alfa i Omega. 


Tytuł: Reperować żywych
Autor: Maylis de Kerangal
Wydawnictwo: Literackie
Maylis
de Kerangal w powieści Reperować żywych stawia trudne pytania i nie podaje jednoznacznych odpowiedzi, zmusza czytelnika do głębszej
refleksji. Porusza trudne dla każdego kwestie i tematy. To
trudna książka, tyle z pewnością mogę powiedzieć na początek. 
Najbardziej
moją uwagę zwróciły rozbudowane opisy chwil, na pozór niemal nieuchwytnych momentów.
Autorka jakby wstrzymuje świat, zmusza do postoju pędzący z zawrotną
prędkością pociąg zwany życiem, a robi to po to, żeby ukazać, jakie myśli kłębią się w ludzkiej głowie, jak wiele można czuć, nosić w sercu, jak wrażliwą
istotą jest człowiek. 


Nie zamykać oczu,
słuchać piosenki, policzyć butelki nad kontuarem, przyjrzeć się kształtom
kieliszków, przeczytać napisy na wywieszkach, gdzie wciąż pobrzmiewa twoje
echo. Tworzyć sobie ułudę, odeprzeć przemoc. Powstrzymać obrazy Simona, które
formułują się w błyskawicznym tempie i napierają na nią kolejnymi falami, jak
wataha barbarzyńców, odepchnąć je, waląc na oślep, jeśli to możliwe, a już
przekształcają się we wspomnienia, dziewiętnaście lat pamięciowych sekwencji,
nieprzebrana masa. Trzymać to wszystko w bezpiecznej odległości.


Po
drugie i najistotniejsze – główny wątek, budowany subtelnie, ale z dystansem.
Poznajemy po kolei bohaterów, ich historie, a wszystko dzieje się jakby wokół
jednego chłopaka, którego historia powoli dobiega końca, choć pojedyncze organy
mogą jeszcze wziąć udział w niejednej opowieści. Co ciekawe, stykamy się
bezpośrednio z tematem śmierci mózgowej młodego chłopaka, a jednak inaczej niż
dotychczas możemy spojrzeć na to zagadnienie. Poznajemy rozterki załamanych bliskich, którzy nie potrafią pogodzić się z tragedią. Ponadto wczuwamy się w rolę lekarzy, którzy również zdają sobie sprawę z dramatyzmu sytuacji, jednakże
wiedzą doskonale, że podobne tragedie mogą stać się ocaleniem dla innych. To dość oryginalne podejście – ukazać od medycznej i jednocześnie ludzkiej strony specjalistów, którzy muszą poprowadzić rodzinę przez
kręte labirynty wątpliwości dotyczących nieodwracalnego zjawiska śmierci, pomóc uwierzyć jej członkom w nieodwracalność losu, w linearność czasu. Autorka sprytnie wplata również wątek
dotyczący aborcji, używek, kruchości życia, a jednocześnie trwających niemalże
wieczność dni tych, którzy oczekują na drugą szansę, drugie, nowe życie.
Na
początku denerwowała mnie mnogość wątków, opisy każdej pojawiającej się na
nowej karcie osoby, bohatera. Jednakże po dłuższym namyśle doszłam do wniosku,
że wszystko to zaplanowany zabieg autorki, żeby uwydatnić fakt, iż każdego dnia
zdarzają się tragedie wielkie i małe, szczęścia wielkie i małe, że świat nie
zawsze jest sprawiedliwy i że każdy pisze swoją własną historię; że świat
utkany jest z opowieści o nas.
Reasumując,
uważam, że książka Maylis de Kerangal Reperować
żywych
to dzieło odważne i chyba jedyne w swoim rodzaju. Autorka pochyla się
nad kruchym życiem człowieka, które zawsze stanowi niewiadomą i którego nie da
się przewidzieć. Czasem jednak warto zastanowić się nad śmiercią, nigdy nie
jest za wcześnie, żeby udzielić samemu sobie odpowiedzi na pewne pytania. Być może
wieczność zaczyna się dziś.

Kącik poetycki – czas umierania

źródło

Kohelet
uczy, że wszystko ma swój czas i jest
wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem
, i choć jestem pewna, że
ma rację, to właśnie czas umierania sprawia tak wiele bólu, to z nim często nie
możemy się pogodzić, jeszcze niegotowi, tak bardzo niegotowi na rozstanie z kimś,
kto dał nam cząstkę siebie. 

***

pamiętam Cię roześmianą,
gdy tańczyłam w za dużych  sukniach,
udając, że jestem primabaleriną.


pamiętam lekki grymas  twarzy,

gdy przypadkowo wyrwałam Ci kosmyk włosów, 

udając, że jestem sławną stylistką.



pamiętam, jak kupowałaś ode mnie

klocki lego na kilogramy, 

wiernie udając, że to smaczne landrynki,

kiedy po wizycie w sklepie nagle zapragnęłam 

zostać sprzedawczynią.



pamiętam, jak kradłaś dla mnie gałązki akacji,

bo bez nich piaskowe ciasto nie smakowałoby 

tak samo.



pamiętam, jak częstowałaś czekoladkami

przechowywanymi  na dnie szafy w kieszeni

pomarańczowego fartucha.



pamiętam. 

i kocham za serce z całego serca.



teraz siedzimy razem na werandzie,

która pamięta moje pierwsze kroki.

chyba nawet jestem od Ciebie wyższa.

popijamy herbatę z cytryną i to ja
opowiadam 

kolejny raz o sprawach wielkiego świata.



nie zostałam primabaleriną,

stylistką ani sprzedawczynią,

ale zostałam

rozpieszczona miłością.



mam prośbę. rozkapryszona

proszę Cię o jeszcze.

o jeszcze jedną radę,

o jeszcze jedno serce.



wierzę, że jeszcze porwiesz mnie

w to miejsce o zapachu akacji,

bo bez Ciebie 

życie nie będzie smakować tak samo.



pomów, przytul, pobądź ze mną jeszcze,

nauczyłaś mnie kochać

sercem za serce.



nastawię wodę na jeszcze jedną herbatę.

Podmiotem lirycznym jest młoda kobieta, która prawdopodobnie
zdaje sobie sprawę, że teraz ma swoje przysłowiowe „5 minut” na tym świecie; może właśnie wspina się po szczeblach
zawodowej kariery, otrzymując awans za awansem, może teraz opiekuje się gromadką
własnych dzieci i zmaga się z problemami dotyczącymi nowoczesnych metod wychowawczych,
może… Wydaje się spełniona, biorąc pod uwagę współczesne kryteria dobrze radzi sobie w „wielkim świecie”.
Chociaż utwór dotyczy w głównej mierze czasu umierania, to osoba mówiąca w wierszu
wcale nie wydaje się smutna. Oddaje się wspomnieniom odległych lat i stara się jakby
zatrzymać te chwile. Z humorem opowiada o naiwnej dziecięcej wierze, tysiącach
zainteresowań, pasji zmienianych z prędkością światła, pod wpływem sytuacji,
z godziny na godzinę coraz to nowych pomysłach. Jednakże najważniejszą
rzeczą,  o jakiej wspomina, jest miłość,
bo to właśnie dzięki miłości dziś jest osobą dojrzałą, spełnioną, dzięki
miłości wie, co stanowi sens życia. Zwraca się do staruszki, od której właśnie
uczyła się tego uczucia i znowu żartobliwie jakby wypowiada oburzonym tonem, że
została rozpieszczona i to właśnie przez to dziś nie może pogodzić się z
upływającym czasem. Za wszelką cenę chce zatrzymać przy sobie pomarszczoną
kobietę o coraz wolniej bijącym sercu, która nauczyła ją stawiać pierwsze kroki,
wypowiadać pierwsze słowa, budować pierwsze wieże z klocków i przede wszystkim nauczyła
miłości. Podmiot liryczny pragnie chociaż jeszcze przez chwilę poczuć się dzieckiem, tym kochanym, któremu ktoś udziela rad. 
Nie wyobraża sobie dalszego życia bez towarzyszącej obok i służącej dobrym słowem matki, babci, prababci, opiekunki. Chociaż osoba mówiąca jest już dorosła i żyje swoim nowym życiem, wdzięczne serce nadal pamięta naukę wczesnych
lat, serce, w które codziennie wlewana była miłość. Stąd chyba właśnie wynika
prośba o jeszcze jedną herbatę, jeszcze chwilę razem, krzyk rozpaczy, tęsknoty, ponieważ obie zdają sobie sprawę, że do jednej z nich zbliża się koheletowy czas
umierania
.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia