Muzyczne inspiracje

źródło
Edyta Geppert – cóż można rzec na jej temat, będąc
słuchaczem amatorem? Zachwyca, porywa, przenosi do innej krainy, dociera do
zakamarków serca, a robi to w wyjątkowy sposób. Kobieta z gracją, kobieta z
pasją, a przede wszystkim – z ogromnym talentem.

Początki jej kariery muzycznej możemy datować na rok
1984, kiedy to po raz pierwszy wystąpiła przed większą publicznością i zyskała
uznanie, czego ukoronowaniem było zdobycie I nagrody na V Przeglądzie Piosenki
Aktorskiej we Wrocławiu oraz Grand Prix XXI Krajowego Festiwalu Polskiej
Piosenki w Opolu. Artystka sama o sobie mówi, że po prostu śpiewa piosenki (nie
lubi określenia „poezja śpiewana”), a hasło „piosenka”
definiuje jako rodzaj wiersza, choćby
krótkiego, do którego dodaje się muzykę, aby był śpiewany przy okazjach
towarzyskich, a nawet samemu, jeśli się chce oddalić znudzenie, jeśli się jest
bogatym lub lżej znosić nędzę, jeśli się jest biednym.
Bardzo wiele utworów
z jej repertuaru stało się ponadczasowymi, międzypokoleniowymi hitami. Teksty
piosenek są między innymi autorstwa: Jacka Cygana, Agnieszki Osieckiej, Jerzego
Ficowskiego, Wojciecha Młynarskiego. Geppert została także odznaczona Czerwoną Kokardką, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a także Honorowym Złotym Mikrofonem, ponadto odebrała Srebrny Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis

Że nie dałaś mi mamo zielonookich snów. 
Nie, nie żałuję. 
Że nie znałam klejnotów ni koronkowych
słów. 

Nie żałuję.


Że nie mówiłaś mi, jak szczęście kraść
spod lady, 

i nie uczyłaś mnie życiowej maskarady. 
Pieszczoty szarej tych umęczonych dni, nie
żal mi, 

nie żal mi.
 Nie, nie żałuję. 


Przeciwnie, bardzo ci dziękuję, kochana, 
żeś mi odejść pozwoliła, po to, bym żyła
tak jak żyłam. 



Że nie dałeś mi szczęścia, pierścionka ani psa. 
Nie żałuję. 
Że nie dzwonisz po nocach: kochanie, tak
to ja. 
Nie żałuję.



Że nie załatwisz mi posady sekretarki, 
i że nie noszę twojej szarej marynarki. 
Że patrzysz na mnie jak teatralny widz, 
to nic, to nic. 
Nie, nie żałuję.


 Przeciwnie, bardzo ci dziękuję, kochanie,
za to, że jesteś królem karo, 
że jesteś zbrodnią mą i karą. 


Że w tym kraju przeżyłam tych parę trudnych lat. 
Nie żałuję. 
Że na koniec się dowiem: ot, tak się toczy
świat. 

Nie żałuję. 


Że nie załatwią mi urlopu od pogardy, 
i że nie zwrócą mi uśmiechu jak kokardy. 
Pieszczoty szarej tych udręczonych dni, 
nie żal mi, nie żal mi. 
Nie, nie żałuję.


 Przeciwnie, bardzo ci dziękuję, mój kraju,
za jakiś czwartek, jakiś piątek, jakiś
wtorek, 

i za nadziei cały worek.
 Nie, nie żałuję. 


Przeciwnie, bardzo ci dziękuję, 
za to, że jesteś moim krajem, 
że jesteś piekłem mym i rajem.
 Nie żałuję. 
Nie żałuję. 
Nie żałuję.

Dojrzała
kobieta dokonuje niejako podsumowania
własnego życia. Usilnie pragnie przekonać samą siebie, że niczego w życiu nie
żałuje, że warto było przejść życiową ścieżkę w dokładnie taki sposób, w jaki to zrobiła. Moim zdaniem utwór ten
jest emocjonalnym koktajlem.

Kącik poetycki – bukiet magnolii

źródło
Siedzę sama na łóżku w pokoju i spoglądam przez okno, które chwilowo stało się moim łącznikiem z całkowicie ponurą dziś pogodą, z zakapturzonymi ludźmi pędzącymi w ulicznym tłumie spraw małych i wielkich. Tulę się do kubka wypełnionego gorącą, białą kawą i zaczynam znowu rozumieć, że tego właśnie mi potrzeba – ciepła, w każdym tego słowa znaczeniu. Temat miłości nigdy nie będzie przereklamowany.

Bukiet magnolii
Śniłam dziś najpiękniejszy 
sen świata.

Był maj. 
Byliśmy nadzy
w swych tajemnicach. 
Miałam na czole kilka
zmarszczek,
ty nie tak bardzo delikatne
dłonie.
Pożółkły welon,
zeschnięty bukiet magnolii.
Trzymałeś mnie za rękę,
nie bacząc na nie tak jędrne już piersi.
Dotykałeś ramieniem duszy.
Bystrymi oczyma podziwiałeś
zeschły bukiet. 

Magnolie zakwitają 
niespodziewanie
i bardzo obficie.


Maj. 
Za chwilę zostanę twoją żoną. 
Otulona bezpiecznym ciepłem zaczynam śnić. Uśmiecha się do mnie para starców stojąca na łące. Zachodzące słońce rzuca jeszcze blask na ich pomarszczone ciała. W oddali dostrzegam bagaż doświadczeń, który zabrali ze sobą w niekończącą się podróż. Torba wydaje się coraz cięższa, ciągle przybywa pamiątek z najróżniejszych zakątków, miast, wiosek. Starzec jest nieco wyższy od staruszki.

Na pomarszczonej twarzy bez trudu odnajduję kilka blizn, głowę przyozdabia garstka siwych włosów. W prawej ręce trzyma laskę, która nieco odciąża kręgosłup w trakcie spacerów. Z kolei lewą dłonią ujmuje chudą dłoń swej żony. Kobieta musiała być piękna za młodu, gdyż dziś nawet prezentuje się z gracją, choć czas oczywiście nie oszczędził nawet jej. Pajęczynowe włosy ma upięte w maleńkiego koka, zwiewna sukienka odsłania pomarszczoną szyję, dekolt, ramiona. Drobnymi palcami co chwilę poprawia niesforny kosmyk włosów. Do lewego ramiączka ma przypięte trzy pożółkłe magnolie.

Co najbardziej uderza mnie w ich widoku? Mądre oczy, które spoglądają głębiej. niż mogłoby się wydawać. Na chwilę przystają, podają sobie prawe dłonie jakby w powitalnym uścisku i stoją tak przez dłuższą chwilę, obdarci z tajemnic wiedzą o sobie więcej niż ktokolwiek inny. Jakby na niewidzialny znak zamykają jednocześnie oczy i w ich głowach maluje się ten sam obraz.

Plac przed kościołem. Wokół pełno gości. On prezentuje się nienagannie w szykownym fraku przylegającym do całkiem muskularnego ciała. Na pierwszy rzut oka wygląda pewnie, zachwyca brawurowym blaskiem, choć gdyby się przyjrzeć, to chyba delikatnie drży mu podbródek. Ona przyodziana w białą sukienkę, z welonem wijącym się po ziemi, zachwyca wszystkich dookoła. Wydaje się taka krucha, niewinna, jak ptak, który dopiero uczy się latać. W prawej dłoni ma bukiet świeżutkich magnolii i pod ich płaszczem ukrywa drżenie nadgarstka.

Oboje nieco przerażeni obietnicą spędzenia ze sobą reszty życia, którego przed nimi tak wiele. Magnolie zakwitają niespodziewanie i bardzo obficie, jak miłość, która pojawia się znienacka i obiecuje tak wiele. Obiecuje bezpieczną przystań w kochanych ramionach, obiecuje wygrzewanie się w słonecznym blasku tak dobrze znanych oczu drugiej osoby. To jest chyba to ciepło, którego tak bardzo pragniemy. Wielka sprawa, czego wam i sobie życzę.

Papusza – cygańska poetka

źródło
Iskierki w oczach powoli gasi
zimny wiatr, ciepłe dłonie delikatnie szczypie chłód, więc pozwólmy chociaż
sercu wciąż tętnić w gorących rytmach. Chcąc uwolnić się od melancholii, zapraszam wszystkich na wycieczkę drogą wyobraźni ku nieco innemu – od
codzienności – światu.

Wokół rozbrzmiewa flamenco, przystojni panowie o
kruczoczarnych oczach i hebanowych włosach, w obcisłych granatowych spodniach i
rozpiętych białych koszulach wygrywają na gitarach coraz to bardziej
rytmiczne dźwięki. Na środku sali szaleje płeć piękna, stukając radośnie
obcasami. Wirują panie przyodziane w dopasowane gorsety, barwne chusty wokół
bioder i niesamowite, falbaniaste suknie. Coraz to któraś, trzepocząc
wymalowanymi rzęsami, uwodzi pana, szepcząc potem do ucha: Oj, jak pięknie żyć, słyszeć
to wszystko! Oj, jak pięknie widzieć to wszystko!
Ten bardziej już ośmielony zastanawia się,
czy czasem nie porwać panny, by
dać jej wszystko, czego tylko zapragnie. Zachwycony odpowiada: Oj,
jak pięknie żyć, nocami chodzić nad rzekę, ryby zimne jak chłodna woda chwytać w ręce! Oj, jak pięknie grzyby zbierać, miłość nieść, ziemniaki piec w
ognisku… A koń cygański już czeka na murawie, kiedy wóz będzie gotów do drogi…
 

I tak pan zdobywa dla siebie serce tej kochanki,
która tańczy już tylko dla niego, dla niego wirują falbany jej liliowej sukni,
dla niego stukają obcasy, dla niego dźwięczą czarodziejsko złote bransolety na
jej delikatnych przegubach, dla niego szeleszczą miedziane kolczyki. Kochankowie
uwodzą się tak spojrzeniami jeszcze kilka godzin tej gwieździstej nocy i nagle,
niespodziewanie lądują razem w karocy, bo pan – oszołomiony niezwykłym wdziękiem –
postanowił mieć ją już do końca tylko dla siebie.  Panna jednakże wcale nie jest przerażona,
szepce mu wciąż do ucha: Patrzę tu,
patrzę tam – wszystko się chwieje! Śmieje się świat! Gwiazd zatrzęsienie nocą!
Gadają, mrugają, migocą. Gwiazdy! Kto je rozumie, ten nocą nie chce zasnąć, na
Mleczną Drogę spoglądam jasną, wiem, że to droga szczęśliwa, że w dobre strony
przyzywa.
I tak razem, uszczęśliwieni jadą pod osłoną nocy ku lepszemu
życiu, lecz na końcu tej ścieżki ktoś ich uśmiechem wita. To chłopiec w podartych dżinsach i wymiętej koszuli, który ucieka przed deszczem w listopadowy wieczór, więc to chyba koniec naszej podróży,  gdyż ni
na lewo, ni na prawo małej dróżki nie ma nawet. Gdzież pojedzie biedny Cygan,
co go obcy człowiek ściga. Tak żył kiedyś Cygan ubogi. Przeklęte są tamte
drogi!
Zatem – wróciliśmy do rzeczywistości…


Pozwoliłam sobie tym
tanecznym wstępem nawiązać do tradycji i kultury Romów, wykorzystując fragmenty cygańskiej poezji. Czyż ich świat nie
jest pełen bajkowych pierwiastków? Najrzetelniej chyba klimat i temperament
Cyganów oddają utwory Papuszy. Zapytasz mnie, czytelniku, kim jest Papusza?
Przecież nigdy o niej nie słyszałeś. Niestety, bardzo zasmucający jest fakt, że
wiedza Polaków o Cyganach ogranicza się do godzących w nich stereotypów. W związku z tym proponuję dzisiaj zapomnieć na chwilę o zarzutach i poznać
chociaż fragment ich dorobku kulturalnego. 

Zatem wróćmy do Papuszy. Papusza (po
polsku „lalka”) to pierwsza znana w Polsce cygańska poetka. Urodziła się w 1909
lub 1910 roku (nie znamy dokładnej daty); na chrzcie otrzymała imię Bronisława.
W wieku 16 lat, decyzją starszyzny, została wydana za mąż za 40-letniego
Bronisława Wajsa, pochodzącego z zamożnej rodziny harfiarzy. Co ciekawe, nigdy
nie chodziła do szkoły, czytać nauczyła ją mieszkająca w pobliżu Żydówka.
Jednakże sama Papusza przyznała w swym pamiętniku, iż czytała bardzo dużo,
nigdy jednak nie nauczyła się do końca pisać. Na życie kobiety duży wpływ wywarła znajomość z Jerzym Ficowskim (polskim
poetą, cyganologiem), który namówił ją do spisywania wierszy. To on
przetłumaczył jej utwory i tym sposobem pierwszy tomik ukazał się w 1956 roku.
Okazuje się też, że Papusza korespondowała przez pewien czas z Tuwimem.
Otrzymała nawet kilka nagród kulturalnych. Jej życie nie było jednak tak kolorowe,
jak wydawać by się mogło na pierwszy rzut oka. Została bowiem oskarżona o zdradzanie „cygańskich tajemnic”, a w związku z
tym wyklęta i wykluczona z cygańskiej społeczności. Zapadła na chorobę
psychiczną, do końca życia utrzymywała się z wróżenia. Zmarła w Inowrocławiu
w 1987 roku. Dziś wydaje się być często zapomnianą poetką, a może warto czasami
w melancholijny poniedziałek zagłębić się w świat poezji Papuszy? Pozwoli ona
na chwilę zapomnieć o zmęczeniu, pracy i stukającym za oknem deszczu, a przenieść się w świat wirujących barw…

Psychologia Junga

źródło

Myśli, uczucia, zachowanie – w tych kwestiach wiele do
powiedzenia ma jedna z najnowszych nauk społecznych – psychologia, a pośród psychologów
jeden z najbardziej znanych – Carl Gustav Jung. Czy można zbadać coś, co jest
nie tylko niewidoczne, ale nawet nieświadome? Śmiało odpowiada, że tak. Podróż po ludzkim umyśle zaskakuje
chyba każdego podróżnika, zatem pozwalam sobie zaprosić państwa na dość nietypową
wycieczkę. 

Jolande Jacobi, wieloletnia uczennica Junga, na kartach książki Psychologia C.G. Junga przedstawia główne myśli i teorie tytułowego mistrza. Jung to autor koncepcji
psychoanalitycznej, która poniekąd stanowi krytykę dla psychoanalizy. Książka
zawiera mnóstwo pojęć, które zakorzeniły się na dobre w  psychologii, przedstawionych w sposób dość
niezwykły, Jacobi udało się bowiem ująć definicje za pomocą obrazowego
i całkiem przystępnego języka. Praca została podzielona na dwie części:
teoretyczną oraz opisującą praktyczne zastosowanie, i trzeba przyznać, że ten zabieg
pozwala najpierw zaznajomić się z siatką pojęciową, niezwykle ważną w tej
dziedzinie, a kolejno umożliwia wgląd w tajniki niektórych procesów
psychicznych.  

źródło

Na szczególną aprobatę
zasługują przede wszystkim umieszczone na kartach książki fotografie i
schematy, które zdecydowanie ułatwiają precyzyjniejsze zrozumienie myśli Junga.
 Z nieco technicznego punktu widzenia
istotnym walorem wydaje się także zamieszczenie (na końcu dzieła) biografii Junga i
zbioru pojęć. Co zwróciło moją szczególną uwagę? Fragmenty poświęcone marzeniom sennym. Sen
to odwieczna zagadka dla niemal wszystkich ludzi. Budzimy się nieraz dręczeni
koszmarami, a nieraz żałujemy, że coś wyrwało nas ze snu, który moglibyśmy śnić
godzinami. Jung w charakterystyczny dla siebie sposób prezentuje ciekawą teorię,
pewnego rodzaju klucz do zrozumienia istoty snu. Ponadto muszę przyznać, że
zainteresowanie wzbudziło pojawiające się słowo ‘dusza’, co wynika z
moich subiektywnych doświadczeń, gdyż jako studentka drugiego roku psychologii,
z tym określeniem spotykam się niezwykle rzadko. Być może psychologowie
rezygnują z niego z powodu trudu związanego ze zdefiniowaniem słowa
lub w dzisiejszym świecie stało się ono po prostu passe, jednakże Jung odważnie
wielokrotnie się do niego odwołuje.

Komu polecam? Przede wszystkim studentom psychologii, wszystkim zainteresowanym
tematyką ludzkiego umysłu, psychoanalitycznym podejściem do pacjenta. Książka
zdecydowanie zachęca do dalszej lektury dotyczącej tej dziedziny. Mimo doskonałego języka, którym posługuje się autorka, w trakcie czytania trzeba obowiązkowo wykazać się zapałem do zrozumienia
podstaw teorii Junga i nie można pozwolić sobie na chwile mniejszego skupienia,
gdyż istotny wydaje się każdy (każdy!) fragment. To lektura zdecydowanie dla
pasjonatów tematu. 

Miłosna gra

   

źródło

Czyż to nie miłość od zawsze
pobudza nasze zmysły najsilniej, uwrażliwia najmocniej i staje się przyczyną scalania naszych roztopionych komórek w jeden organizm, jedno upojenie….?
Podejrzyjmy oczyma niezwykle dociekliwych detektywów, jak zdobywają się nawzajem
młodzi kochankowie, pochłonięci swą miłosną grą.

W pokoju Y siedzi mężczyzna,
zwyczajny mężczyzna, a może niezwyczajny, od kiedy się zakochał. Trzyma w dłoniach zdjęcie ukochanej
i już od wczoraj zastanawia się, cóż umieścić na bileciku znajdującym się przy
bukiecie róż, które pośle ot tak, bez okazji. I teraz zatrzymajmy na chwilę
kamerę. Spróbujmy odgadnąć, czy podąży śladami Gałczyńskiego, deklarując:
Kocham Cię w słońcu. I przy blasku świec. Kocham Cię w kapeluszu i berecie. W wielkim wietrze, na szosie i na koncercie. W bzach i brzozach, w
malinach, i w klonach. 
I gdy śpisz, i gdy pracujesz skupiona. A może jako nowoczesny człek w
podartych dżinsach, za które zapłacił tysiące, ot, przecież podarcia są modne,
porwie serce pannie, pisując twierdzisz, żeś w szachy nigdy przedtem nie
grywała, a przecie byś rada ich czasem zażywała. Prędka tedy nauka, sposób
łatwy prawie: Ty otwórz szachownicę, ja rocha postawię

Przenieśmy się do
pokoju X, gdzie pośród różowych ścian przed niewielkim lustrem kochanka
dokładnie szczotkuje swe włosy, by przy kolejnym spotkaniu móc nimi kochanka
uwodzić. Wtem do drzwi puka kurier i wręcza całkiem romantycznym gestem bukiet
czerwonych – niezwykle pachnących, będących symbolem chyba już wszystkiego –
róż. Kobieta niezwykle zaskoczona najpierw powoli pozwala sobie smakować
zapachu namiętności, potem dostrzega maleńki bilecik… A my znów, chcąc
wyłapać wszelkie szczegóły, zatrzymujemy kamerę. Pozostaje nam, jako
detektywom, zadać sobie pytanie, cóż za treści przesyła przedstawiony wcześniej
mężczyzna z pokoju Y. Nie znajdziemy odpowiedzi od razu, choć panna, widać
zadowolona, śle sms-a, by spotkali się jeszcze tego samego wieczoru i znów wraca
szczotkować swe włosy. Następnie, długo przed lustrem tańcując, wybiera najkrótszą
i najbardziej obcisłą, każdy kształt młodego ciała podkreślającą, można by rzec – najbardziej zmysły pobudzającą, sukienkę z modnym cekinowym pasem w talii. Dba
o każdy szczegół: makijaż naturalny, choć paradoksalnie to naturalny wymaga
najdroższych kosmetyków; perfumy trwałe, acz delikatne, biżuteria gustowna,
choć całkiem skromna, buty koniecznie wysokie (!), by podkreślić wysmukłość
sprężystych łydek, i wreszcie uśmiech nakłada niczym maskę (wybiera starannie
taki całkiem nieśmiały, choć uwodzący). Zadowolona z siebie wychodzi z mieszkania do czekającego już na nią mężczyzny. Witają się
słodkim buziakiem, ot tak, w policzek! Spędzają kolejne dwie godziny w teatrze,
a wychodząc, mężczyzna, choć całkiem speszony, pozwala sobie chwycić jej dłoń. 

Teraz już bardziej pewni, krokami miłości, wędrują ulicami małego miasteczka.
Co jakiś czas zatrzymują się, by móc nacieszyć serca smakiem swych warg. I tak
uśmiechnięci od ucha do ucha, nieświadomi nawet upływającego czasu, wracają do pokoju, który teraz możemy śmiało nazwać XY. Wciąż się śmieją, niby
to droczą, ach flirtują. I znów złośliwy detektyw pozwala sobie zatrzymać
kamerę… Przypomnijmy, że nie wiemy, cóż mężczyzna, który za dżinsy płaci
tysiące, napisał na bileciku. Brak tej wiedzy zmusza nas do snucia kolejnych
domysłów, dopasowując odpowiednio rozwój wydarzeń do kilku tych słów napisanych
wcześniej, choć nam nieznanych. W trakcie śledztwa udało się ustalić, że ich
serca biją szybciej, dłonie są splecione, oddechy coraz to głośniejsze, twarze
płoną od rumieńców, a wargi delikatnie drżą. I teraz niech każdy z nas
zadecyduje sam, według własnego życzenia: czy młody kochanek podążył śladami
Gałczyńskiego, czy pozostał nowoczesny nawet w miłości krainie? Jeżeli wybrał
cytat A, to zaiste – za chwilę spłoną razem w narzędziach rozkoszy, a on szepnie
jej rano do ucha, że lubi ten wstyd, co kobiecie zabrania przyznać się, że
czuje rozkosz, że moc pożądania zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia, gdy
szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia
. Jeżeli jednak wybrał wariant B, to
kochanka przeczyta rano kartkę z napisem: było miło. zadzwonię. A ty, cóż byś
napisał? Nie mów głośno… Zabaw się, proszę, w detektywa własnego serca i znajdź
odpowiedź, czy potrafisz jeszcze przeciwstawić się często trującej modzie? 

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia