Nie taka słaba płeć

źródło
Cameron Diaz, Leslie Mann, Kate Upton, Nicki Minaj – do wyboru, do koloru. Te cztery panie spróbują nas rozśmieszyć w komedii Inna kobieta; jeśli jednak komuś żadna z tych przedstawicielek płci pięknej nie przypadnie do gustu, może obejrzeć: kolejną część przygód Człowieka-Pająka (Niesamowity Spider-Man 2), Marion Cotillard jako Polkę (Imigrantka), kino akcji z nieco mniejszym budżetem (Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych), przyszłego arabskiego medyka (Medicus), poszukujących sensu życia Niemców (Oh, Boy!), słynną rzeźbiarkę (Camille Claudel, 1915), miłość okrutnego mafioza (Salvo. Ocalony) i małpkę kapucynkę (Amazonia. Przygody małpki Sai).

Niesamowity Spider-Man 2

źródło
Wielkimi krokami zbliża się
zakończenie liceum, ale Peter Parker ma ważniejsze rzeczy na głowie. Nie
potrafi sprostać obietnicy złożonej ojcu ukochanej Gwen i nadal się z nią
umawia, próbując balansować pomiędzy życiem prywatnym a łapaniem złoczyńców.
Wkrótce Człowiek-Pająk będzie musiał stanąć do walki z jeszcze trudniejszym
przeciwnikiem – Elektro.
Restart trylogii Sama Raimiego
sprzed dwóch lat wzbudził sporo dyskusji, pochwały przeplatały się z pukaniem w
czoło, a fani słynnego herosa łapiącego przestępców w sieć podzielili się na
pół. Druga część przygód Spider-Mana zebrała bardziej pozytywne recenzje –
większość jest zgodna, że w tym przypadku sequel przeskoczył pierwowzór.
O ile w pierwszym
segmencie można było mieć wątpliwości nad odpowiednim wyważeniem patosu i
zabawy, tutaj Marcowi Webbowi udało się znaleźć złoty środek pomiędzy tymi
czynnikami. Sceny akcji to popis choreografów i speców od efektów specjalnych, a
momenty zabawne są niewymuszone i dają chwilę na odetchnięcie od bardzo dobrej
pracy ekipy technicznej. Ponownie nie zawodzą aktorzy – pomiędzy Andrew
Garfieldem a Emmą Stone aż iskrzy (prywatnie stanowią oni parę), Dane
DeHaan udowadnia, dlaczego jest jedną z najlepszych nadziei kina, nawet Sally
Field dostaje swoje pięć minut. Rozczarowuje jedynie nieco przerysowany Jamie
Foxx, ale nie psuje on ogólnego pozytywnego wrażenia.

Inna kobieta

źródło
Żona i kochanka Marka Kinga
odkrywają, że ten zdradza je z tą trzecią.
Postanawiają połączyć swoje siły, by dać nauczkę niewiernemu mężczyźnie.
Nick Cassavetes nigdy nie należał
do tych reżyserów, którzy co roku zbierają nominacje do Oscarów i aplauz
krytyków. Jego filmy trafiały głównie w gusta pań, które miały wreszcie okazję
wykorzystać kupioną dzień wcześniej paczkę chusteczek. Raz z lepszym (Pamiętnik), raz z gorszym (John Q) skutkiem. Niestety Inna kobieta zalicza się do tej drugiej
grupy.
Oczekiwania nie były spore – powinna to być lekka, letnia komedia w sam raz na miłe spędzenie dnia.
Debiutująca scenarzystka Melissa Stack miała zapewnić godziwą rozrywkę głównie
dla pań. Wyszła jednak komedia nieśmieszna, 
której główną atrakcją są wdzięki głównych aktorek (nie przypadek, że w
obsadzie pojawiły się piosenkarka Nicki Minaj i słynna biuściasta modelka Kate
Upton). Zamiast krytykować szowinistycznych facetów i ukazywać siłę tkwiącą w
solidarności jajników, reżyser czyni coś całkowicie odwrotnego. Nieświadomie
prezentuje puste bohaterki, które łatwo omotać, a ich intrygi wydają się głupie i
nieprzemyślane.

Imigrantka

źródło
Początek lat 20. XX wieku. Dwie
młode siostry – Magda i Ewa – wyruszają do Ameryki w poszukiwaniu lepszego
życia. Podczas selekcji na Ellis Island chora na gruźlicę Magda zostaje
zatrzymana i poddana kwarantannie. Druga z kobiet od teraz zdana jest już tylko
na siebie. Szybko trafia na ulicę, gdzie jej przewodnikiem i opiekunem zostaje
Bruno. Mężczyzna wciąga kobietę w brudny świat prostytucji i przestępczości.
Imigrantka w początkowej fazie produkcyjnej zapowiadała się
ciekawie: znany reżyser, zdolne gwiazdy w obsadzie, premiera w konkursie
głównym Cannes. Jednak już zwiastun rozwiał wszelkie wątpliwości, a kolejne
miażdżące recenzje utwierdziły w przekonaniu – to jeden z najbardziej
rozczarowujących filmów roku. Marion Cotillard, Joaquin Phoenix i Jeremy Renner
to trójkąt, który mógłby uwieść niemal każdego kinomana, jednak w tym filmie wszyscy wypadają blado. Relacje pomiędzy nimi są nie tylko do bólu schematyczne,
ale także nieznośnie kiczowate. Interesujący z punktu widzenia Polaków był
pomysł na sportretowanie właśnie naszej rodaczki; szkoda, że Ewa to postać
przerysowana, bez wyrazu. Nawet tak dobra aktorka jak Cotillard nie dała rady w
jej wiarygodnym ukazaniu. Nie pomogło uczenie się trudnego języka polskiego,
kiedy scenariusz nie pozwalał na jakiekolwiek wybicie się ponad przeciętność.

Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych

źródło
Tajny detektyw Damien ma 24
godziny, by odszukać skradziony pocisk z głowicą nuklearną i zapobiec
katastrofie. Wszelkie wskazówki prowadzą go do okrutnego handlarza narkotyków
mieszkającego w odciętym od świata getcie Brick Mansions. W niebezpiecznej
misji Damienowi pomaga Lino, mistrz walk ulicznych, który ma własne warunki do
wyrównania.
Brick Mansions to ostatni film, w którym wystąpił zmarły w zeszłym
roku Paul Walker. Nie miał wielkiego talentu ani charyzmy, dlatego, oprócz
serii o szybkich i wściekłych, był skazany na tego typu produkcje. Debiut Camille Delamarrego to
tańszy odpowiednik mainstreamowych akcyjniaków, ale nie należący jeszcze do
kina klasy B. Mamy więc trochę walk, ale są one chaotycznie zmontowane, twardzi
bohaterzy też są, problem, że istnieją tylko na papierze. Brick Mansions brakuje lekkości, tempa i jakiegokolwiek napięcia
charakterystycznego dla kina akcji. Można obejrzeć, ale nie będzie to bardzo
przyjemnie spędzony czas.

Medicus

źródło
XI w., Anglia. Po śmierci
rodziców Rob Cole został przygarnięty przez wędrownego balwierza. Dzięki niemu
nauczył się zasad rządzących światem oraz opanował podstawy wiedzy medycznej.
Wędrowny lekarz dostrzega talent i młodzieńczy entuzjazm Roba, i namawia go na
studia medyczne pod kierunkiem słynnego lekarza perskich królów, Ibn Siby. Cole
podejmuje pełną niebezpieczeństw wyprawę do arabskiego Isfahanu.
Przenosząc na ekran słynną
książkę Noaha Gordona, reżyser Philipp Stölzl nie chciał zaniedbać żadnego z
jej licznych fanów. Dlatego nie uciął żadnego wątku, upychając w ciasnocie
przeróżne tematy: przygodę, miłość, męską przyjaźń, islam i naukę. Powstał z
tego jeden wielki miszmasz. Stölzl,
próbując opowiedzieć o wszystkim, nie mówi tak naprawdę o niczym. Chcąc nie
chcąc, powstał film pełen skrótów, przeskakujących nieskładnie wątków i słabo
zakreślonych bohaterów, szczególnie tych drugoplanowych.

Oh, Boy!

źródło
Niko to młody berlińczyk, który
porzuca właśnie studia. Spędza czas na wędrówkach po ulicach miasta, podczas
których przygląda się napotkanym przechodniom, poszukując własnego miejsca w
świecie.
Oh, Boy! można by potraktować jako męską odpowiedź na Frances Ha, gdyby tylko oba filmy nie
powstały w tym samym roku. Debiutancki obraz Jan Ole Gerstera łączy z produkcją
z Gretą Gerwig nie tylko czarno-biała taśma, ale przede wszystkim nostalgiczne
spojrzenie na współczesnych młodych ludzi około trzydziestki. Stojących na
rozdrożu, niepotrafiących odnaleźć swojego miejsca w tym poplątanym świecie, zdolnych,
ale zbyt leniwych, żeby umiejętnie wykorzystać swój talent. To nadal spojrzenie
świeże, pełne wdzięku i finezyjnego poczucia humoru. Berlin to w filmie miasto
żywe, wbrew obranej stylistyce pełne kolorów i żywiołów tkwiących w
sprzecznościach. Inteligentny portret niespełnionych współczesnych.

Camille Claudel, 1915

źródło
1915 r. Wysłana przez rodzinę do
ośrodka psychiatrycznego rzeźbiarka Camille Claudel oczekuje na wizytę brata,
Paula. Opuszczona przez krewnych, dręczona obsesjami, miota się między
obłąkaniem a marazmem. Postawa brata, zachwyconego dobrocią Boga, ale niepotrafiącego dostrzec jej bólu, napawa Claudel smutkiem. Artystka spędza w
szpitalu następne 30 lat, całkowicie zrywając ze sztuką.
Camille Claudel istniała
naprawdę. Wrażliwa i wybitnie uzdolniona, daleko wykraczała poza swoje czasy.
Skrzywdzona i osamotniona przez najbliższych, sławę i należytą część odzyskała
dopiero w czasach współczesnych. Film Bruno Dumonta to przejmujące studium
szaleństwa, stopniowego popadania w paranoję. Wspaniałej iskry życiowej
zduszonej przez zazdrosnych, pozbawionych talentu i zrozumienia ludzi. Dumont
nie zmienia swojego stylu i tka film z chłodnych obserwacji, długich sekwencji
oraz statystycznych kadrów. Nieprzyzwyczajonych do stylu Francuza ten obraz
zanudzi na śmierć, fani natomiast będą piać z zachwytu.

 

 

Salvo. Ocalony

źródło
Okrutny Salvo jest członkiem
sycylijskiej mafii. W akcie zemsty podkrada się do domu innego mafioza i go
zabija. Świadkiem mordu jest siostra ofiary – piękna, niewidoma Rita. Kiedy z
nieznanych sobie pobudek Salvo porywa dziewczynę, w jego życie nieoczekiwanie
wkracza miłość.
Salvo stanowi całkiem udane rozwinięcie Rity, krótkometrażowego debiutu Antonio Piazzy i Fabio
Grassadoniego. To kino studyjne, które należy chłonąć, w czym pomagają
wspaniałe zdjęcia. Pięknie skomponowane kadry i gra głównych aktorów,
opierająca się na subtelnej mowie werbalnej, dopełniają obrazu kochanków.
Scenariusz nie jest może zbyt oryginalny, ale autorzy z wyczuciem opowiadają o
miłości niemożliwej i trudnej.

Amazonia. Przygody małpki Sai

źródło
Sai, wychowywana w mieście małpka
kapucynka, nieoczekiwanie trafia w samo centrum amazońskiej dżungli. Zdana
tylko na siebie, będzie musiała poradzić sobie z nowymi wyzwaniami: zdobyciem
pożywienia, unikaniem niebezpieczeństw, koegzystencji z innymi zwierzętami. Sai
odkryje wkrótce różnorodny świat przyrody, o którym dotychczas nie miała
pojęcia.
Film przyrodniczy z fabułą – to
widok nieczęsty. Zwierzęta nie są zbyt dobrymi aktorami, kamera ich peszy, a
scenariusza trudno się nauczyć. Thierry Ragoberet podjął się tego karkołomnego
zadania; już dwa lata przed rozpoczęciem zdjęć oswajał zwierzątka z filmowym
sprzętem, zatrudnił profesjonalnych treserów. Efekt jest przyzwoity – Amazonia. Przygody małpki Sai to miła
dla oka produkcja dla dzieci, z pięknymi plenerami i ciekawymi bohaterami.

Słowem…

źródło
Niedawno
na stronie Redakcji ukazała się informacja o konkursie, w którym nagrodą było
właśnie Słowo o słowie. Każdy z uczestników odpowiedział na pytanie,
czym jest dla niego słowo. W tej recenzji i ja postaram się poruszyć tę
kwestię, choć konkurs zakończył się już dawno. Trzymam w ręce egzemplarz
recenzencki i swobodnie mogę posługiwać się wszystkim tym, co w nim zawarte. 

Jerzy Bralczyk
należy do grona najbardziej znanych językoznawców (piszą do niego nie tylko
Polacy, ale również obcokrajowcy uczący się języka polskiego na własną rękę).
Oprócz wykładania na Uniwersytecie Warszawskim i w Szkole Wyższej Psychologii
Społecznej zajmuje się również redagowaniem porad językowych – m.in. w
internetowej Poradni Językowej PWN – oraz prac naukowych z zakresu semantyki, pragmatyki,
języka reklamy i propagandy politycznej. W książce znajdziemy sporo wywodów
dotyczących właśnie tych dziedzin. Moim zdaniem profesor Bralczyk wykonał swoją
pracę niezwykle skrupulatnie, a samo Słowo o słowie to publikacja
staranna i pomocna (mimo że nie jest książką obszerną zawiera wiele przydatnych
porad, w których rozwiązano problem dogłębnie). 
Słowo o
słowie
powstało na podstawie
audycji radiowej prowadzonej przez Profesora w wielu rozgłośniach radiowych. W
finalnej części publikacji można znaleźć listę rozgłośni radiowych, które
nadawały ów program. 
Poradnik został
podzielony na siedem autonomicznych części, w których profesor Bralczyk porusza
podstawowe problemy językowe i rozwiewa wątpliwości związane z popełnianiem
błędów. Materiał spisany w tej książce uporządkowany został tak, aby
czytelnik z łatwością odnalazł ten temat, który go interesuje, a po części
tematycznej umieszczono spis haseł, które omówione zostały na poszczególnych
stronach publikacji. 
Co nieco o
języku i stylu, który niesamowicie przypadł mi do gustu swoją prostotą i
zwięzłością. Profesor Bralczyk posługuje się własnym, charakterystycznym
stylem; jego odpowiedzi mają charakter dowcipny, dzięki czemu czytelnikowi
wydaje się, że nie zwraca się do niego profesor (ten tytuł kojarzy nam się z
osobą poważną, posługującą się językiem, którego nikt z nas nie rozumie), ale
zwyczajny człowiek, który zgłębił tajniki polszczyzny i pragnie podzielić się
własną wiedzą z innymi. Czytając porady, można odnieść wrażenie, że Profesor
bawi się słowem, traktuje język z lekkością – i to urzeka najbardziej, a co za
tym idzie – sprawia, że czytelnik coraz bardziej zagłębia się w temat poradnika
i nie może odłożyć go, zanim nie przewróci jego ostatniej strony. 
Początkowo
miałam wrażenie, że nie rozumiem, o czym pisze autor w konkretnych
odpowiedziach, jednak po dłuższym zastanowieniu dotarłam do sedna sprawy. Język
poradnika nie jest trudny. Po prostu niektórych kwestii nie można w żaden
sposób wyjaśnić prościej. Toteż niekiedy należy czytać dwa razy tę samą poradę,
by po drugim czytaniu zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi.
Czytałam już
wiele publikacji językoznawców. Oczywiście miały one w sobie to coś, co
mnie do nich przyciągało, jednak ta zajmuje czołowe miejsce w mojej biblioteczce,
odkąd wzięłam ją do ręki… I odpowiadając na pytanie konkursowe (czym jest dla
mnie słowo), wyrażę się krótko, ale treściwie. Słowo jest dla mnie tym, czym
powietrze do życia. Bez słowa nie podejmiemy rozmowy, nie uzewnętrznimy
własnych uczuć, wreszcie: bez słowa nie jesteśmy w stanie żyć, bo co to za
życie, w którym pozostajesz w kontakcie jedynie z samym sobą? 
Uważam, że jest
to publikacja obowiązkowa dla osób, które interesują się językiem polskim,
pragną odkrywać jego sekrety i dowiadywać się coraz więcej, by udoskonalać
własną polszczyznę. Polecam gorąco! 
A tych, którzy
już wcześniej zapoznali się z tym poradnikiem, proszę o słowo na jego
temat w komentarzu 🙂

Wyprawa nie z tej ziemi

źródło
Sukces finansowy filmu Niebo
istnieje… naprawdę
(kosztujący 12 milionów dolarów obraz zarobił w
Stanach 90 milionów) dowodzi, że tematyka chrześcijańska jest ostatnio
niezwykle modna, o czym zresztą wspominałam w poprzednich częściach cyklu
premier. U nas spisała się bardzo dobrze, choć siły były nierówne – produkcja
Randalla Wallace’a miała do pokonania tylko niezależny dramat Pierwszy
wschód słońca
z homoseksualistami w roli głównej.

Niebo istnieje… naprawdę

źródło
Czteroletni Colton Burpo podczas operacji
znajduje się na granicy życia i śmierci. Kiedy przeżywa, opowiada rodzicom o
swej zadziwiającej wędrówce do nieba. Twierdzi, że opuścił swoje ciało, a w
zaświatach spotkał się z ludźmi, o których z racji swojego wieku nie mógł
wiedzieć. Jego opowieść obfituje w wiele szczegółów znanych z Biblii.

Niebo istnieje – próbują przekonać nas z pełną
wiarą twórcy filmu. Problem w tym, że jest to wiara dość dziecinna, oparta na
najprostszych schematach. Nikogo nie przekona taka ugrzeczniona, słodka wizja
świata, gdzie królują papierowe postacie i dialogowe banały. Drażni szczególnie
wizja tytułowego nieba, pełnego śnieżnobiałych chmurek, słodkich aniołków i
zielonej trawy. Takie przerysowane wyobrażenie razi tandetą i traktowaniem
widza niczym małe, głupiutkie dziecko. Ateistów prędzej rozśmieszy do łez, niż
pobudzi do szczerych refleksji. Większości katolików natomiast nie usatysfakcjonuje.
Szkoda tylko Grega Kinneara, diablo zdolnego aktora, którego stać na role w
zdecydowanie lepszych filmach.

Pierwszy wschód słońca

źródło
Paul i Kurt żyją w związku już od dwóch lat.
Odkrywając nocne życie Chicago, cieszą się każdą chwilą spędzoną razem.
Przypadkowo poznany Kevin burzy sielankę i sprawia, że Kurt zrywa z ukochanym.
Korzysta z całych sił z odzyskanej wolności, lecz cały czas rozmyśla o życiu z
Paulem. Spotkanie po kilku miesiącach dwóch mężczyzn doprowadza do wspólnych
wspomnień.
W swoim debiucie reżyserskim i scenopisarskim Chris Michael Birkmeier przygląda się idei wielkiej
fatalnej miłości, ale w nowoczesnym wydaniu, w którym Julia została zastąpiona
przez mężczyznę. Zmiana ta nie wpływa znacznie na całokształt opowieści – to
smutny melodramat, w którym namiętność zostaje zniszczona. Nie przez czynniki
zewnętrzne, nieubłagany los, ale autodestrukcyjne zachowania głównych bohaterów.
Nie ma w tym nic odkrywczego, ale dałoby się bez problemu przełknąć, gdyby
tylko Birkmeier posiadał większe doświadczenie w snuciu historii. Amatorstwo szczególnie widoczne jest w wyświechtanych dialogach, których słucha się z
rosnącą irytacją.

Czym pachnie lipiec…?

źródło

Jak co miesiąc, tak i dziś proponujemy Wam publikacje wydawnictw na wakacyjne popołudnia i wieczory. Wśród nich znajdą się zarówno przyjemne czytadełka, jak i sensacje mrożące krew w żyłach.

źródło

 

Tytuł: Oblężenie

Autor: Sandra Brown
Gatunek: sensacja
Liczba stron: 240
Data premiery: 9 lipca 2014 r.

Wydawnictwo: Świat Książki

Tiel
MCCoy, reporterka telewizyjna, wyrusza na urlop, jednak słysząc w radiu
informacje dotyczące tajemniczego porwania nastoletniej córki pewnego
multimilionera, zmienia trasę w zamiarze zajęcia się tą sprawą. Prawda
jest jednak taka, że Sabra, ofiara rzekomego porwania, ucieka z domu
wraz ze swym chłopakiem. Kochankowie i Tiel spotykają się w sklepie w
miasteczku Rojo Flats w zaskakujących okolicznościach. Reporterka
poznaje odpowiedzi na bardzo istotne pytania, chroniąc tych dwoje
przed… światem.
… I nici z urlopu – tak można by
podsumować tę historię. Jaką tajemnicę skrywają zdesperowani
kochankowie? Kolejna niebanalna pozycja dla fanów dobrej sensacji. Nie
przegapcie tego – atrakcje gwarantowane.
Sandra Brown
znów oczaruje czytelników swoją taktyką wprowadzania wątku kryminalnego
we współczesny romans. Powieści autorki są jednak na tyle zaskakujące,
że nie sposób przejść koło nich obojętnie. Z pewnością i ta nie
pozostanie bez echa wśród zapalonych miłośników sensacji.

źródło

Tytuł: Ostatni pasażer

Autor: Manel Loureiro
Gatunek: thriller
Liczba stron: 480
Data premiery: 9 lipca 2014 r.
Wydawnictwo: Muza

Sierpień, 1939 r. Niemiecki
transatlantyk Valkirie niemal zderza się z angielskim węglowcem. Trzej
marynarze, którzy zapuszczają się na jego pokład, odkrywają ślady obecności
setek pasażerów, ale znajdują tylko jednego – żydowskiego niemowlaka.
Czasy współczesne. Ambitna
dziennikarka dostaje okazję odkrycia tajemnicy Valkirii, kiedy pewien milioner
proponuje jej rejs nowo odbudowanym statkiem.
Fabuła książki brzmi bardzo
intrygująco. Statki-widma obecne są w kulturze od dawna i niezmiennie wzbudzają
dreszczyk emocji swoją tajemniczością. Manel Loureiro znany jest z chwalonego
przez czytelników cyklu o zombie Apokalipsa
Z
, umie więc układać interesujące historie i trzymać w napięciu. Pora
sprawdzić jak wypadł ten hiszpański twórca w dziele opowiadającym o czymś innym
niż o żywych trupach.
źródło

Tytuł: Serce w płomieniach

Autor: Richelle Mead
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 416
Data premiery: 9 lipca 2014 r.
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Sydney nie miała pojęcia, czy
zaufać alchemikom czy też własnym uczuciom. Podjęła zdumiewającą decyzję, po
której już nic nie było takie samo. Gdy do dziewczyny przyjeżdża jej siostra,
Zoe, Sydney zaczyna wątpić, czy zdoła utrzymać swoje sprawy w tajemnicy. Czy
uda jej skoncentrować na doskonaleniu magicznych umiejętności, kiedy co rusz
jej życiem rządzi miłość i pragnienie odwetu?
Richelle Mead ma wprawę w
zaspokajaniu pragnień nastoletniego targetu – odniosła w końcu spory sukces Akademią Wampirów, teraz powraca z
czwartą już częścią książkowego cyklu Kroniki
krwi
. To nic innego jak typowe fantasy dla dziewcząt zakochanych w tego
typu historyjkach pełnych nastoletniej namiętności, przystojniaków zakochanych
w głównej bohaterce i popkulturowych wampirów. Zachodnie fanki szykują już się
na premierę piątego tomu, szósty będzie można nabyć już za niecały rok.

źródło

 

Tytuł: Zapach cedru

Autor: Ann-Marie MacDonald
Gatunek: melodramat
Liczba stron: 558
Data premiery: 9 lipca 2014 r.

Wydawnictwo: Świat Książki

Trzynastoletnia
Libanka Materia postanawia uciec z domu ze stroicielem fortepianów,
Jakubem Pipperem. Wtedy to jej rodzice wyklinają ją, a jej najstarsza
siostra wyrusza na studia do Nowego Jorku. Ten fakt pogrąża rodzinę w
mrocznej tajemnicy i staje się przyczyną wstrząsających zdarzeń…

Od pewnego czasu rynek wydawniczy obfituje w autobiografie i sagi rodzinne. Zapach cedru jest
jedną z nich. Intrygi, tajemnice, relacje międzyludzkie – to trzy
wyznaczniki komedii, tragedii i melodramatu w jednym. Przeszłość splata
się z teraźniejszością, a sny stają się jawą. Historia wzruszająca, z
dreszczykiem emocji, poruszająca, ale prawdziwa. Ann-Marie MacDonald
prezentuje przegląd ludzkich charakterów, ale także dramatyczny los
rodziny i aktualne problemy społeczne. Słowem: wykłada życie na
poszczególnych stronach książki. Powieść nieprosta, ale z doskonale
poprowadzoną narracją. Zyskuje urok dzięki wnikliwym opisom i
przesłaniu, które autorka umiejętnie wplata między jej poszczególne
zdania.

źródło

Tytuł: Zaklęte uczucia

Autor: Nora Roberts
Gatunek: romans
Liczba stron: 544
Data premiery: 16 lipca 2014 r.
Wydawnictwo: Mira

Zaklęte uczucia to dwie książki w jednym: Zniewolenie i Urzeczona.
Główny bohater pierwszej, Nash
Kirkland, poszukuje pomysłu na nowy film. Sądzi, że w pisaniu scenariusza
pomoże mu Morgana Donovan, uważana w okolicy za czarownicę. Kobieta szybko
zawróciła mu w głowie, stając się jego obsesją. Kirkland z całych sił próbuje
obronić się przed uczuciem, którego tak naprawdę nie rozumie.
Bohaterem Urzeczonej jest Sebastian Donovan, mężczyzna o nadzwyczajnym
talencie słyszenia myśli innych ludzi i dostrzegania przeszłych oraz przyszłych
zdarzeń. Kiedy poznaje Mel, wie, że związek z nią to tylko kwestia czasu.
Kobieta natomiast jest nastawiona do niego sceptycznie, nawiązuje z nim kontakt
dopiero po prośbie zrozpaczonej przyjaciółki, która czuje, że tylko Donovan
jest w stanie odnaleźć jej dziecko.
Książki Nory Roberts należy traktować
z odpowiednim dystansem. To trochę lepsze harlequiny, z obowiązkowymi
papierowymi postaciami i wielkimi miłościami czającymi się za rogiem. Dla
urozmaicenia autorka dokłada trochę paranormalnych smaczków, w tym przypadku
wątek jasnowidzenia. Całość można traktować jak względnie miły przerywnik
między poważnymi dramatami lub thrillerami. W sam raz na lato.

źródło

Tytuł: Krew Illapa

Autor: Robert Kilen
Gatunek: sensacja
Liczba stron: 404
Data premiery: 17 lipca 2014 r.
Wydawnictwo: Bellona

Andrzej
Benesz, utrzymujący, że jest potomkiem rodu Amaru, wydobywa ze schowka
umieszczonego pod progiem zamku ołowianą rurę, w której znajduje się
istotny dokument. Najprawdopodobniej jest to testament spisany inkaskim
pismem Quipu, jednak żadne inne fakty nie są znane. Najdziwniejsze
jest to, że wynalazca rury ginie w wypadku samochodowym w
niewyjaśnionych okolicznościach.

Początki historii
sięgają wieku XVIII, kiedy to zamek Niedzica zamieszkiwali Indianie z
potężnego rodu Amaru. Niedzica miała być dla nich schronieniem przed
czyhającymi na nich prześladowcami z Ameryki Południowej.

Polski
rynek wydawniczy obfituje w wiele powieści sensacyjnych, jednak jak
dotąd nie stworzono czegoś podobnego. Miłośnicy kryminałów będą mieli co
robić w te wakacje. Robert Kilen
stworzył powieść sensacyjną, w której nie brak zwrotów akcji i krętactw.
Oj, będzie się działo.

 

źródło

Tytuł: Zatoka tajemnic

Autor: Rosanna Ley
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 448
Data premiery: 24 lipca 2014 r.
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Trzy kobiety prowadzą zwyczajne życie, do momentu, aż nie okazuje się, że łączy je wspólna historia.
W
Hiszpanii trwa wojna. Julia szuka schronu w barcelońskim klasztorze.
Podejmuje też pracę jako wolontariuszka w klinice położniczej, żeby nie
stracić kontaktu z otaczającym światem. Julia będzie musiała podjąć
decyzję, jak daleko może posunąć się, chcąc pomóc podopiecznym.
Tymczasem
w Anglii, sześć miesięcy po tragicznej śmierci rodziców, Ruby pakuje
rzeczy i wystawia dom na sprzedaż. Odkrywa też tajemnicę, którą rodzice
ukrywali przed nią przez cały czas.

Różne miejsca, różne osoby, ale historia połączy wszystko w jedną całość. Rosanna Lex po napisaniu swojego bestsellerowego Domu na Sycylii przechodzi
do nieco innej historii, jednak technika pozostaje ta sama – sekrety i
jeszcze raz sekrety. Osobom, które lubują się we wszelkiej maści
powieściach sensacyjnych i obyczajowych ta publikacja może przypaść do
gustu, dostarcza bowiem emocji, przy czym jest lekka i przyjemna w
odbiorze. Z pewnością nie zabraknie w niej ciekawych zdarzeń na tle
pięknego krajobrazu słonecznych Wysp Kanaryjskich.

źródło

Tytuł: Bohaterki Powstańczej Warszawy

Autor: Barbara Wachowicz
Gatunek: literatura faktu
Liczba stron: 704
Data premiery: 30 lipca 2014 r.
Wydawnictwo: Muza

Książka o kobietach i
dziewczętach walczących w powstaniu warszawskim. Każdy rozdział poświęcony jest
innej postaci, a jest ich aż 18. Autorka przybliża losy m.in. Henryki
Dziakowskiej-Zarzyckiej (łączniczki i sanitariuszki batalionu Parasol) czy Danuty Zdanowicz-Rossmanowej (komendantki Wojskowej Służby
Kobiet Batalionu Ostoja), odkrywa
nieznane wojenne losy słynnych aktorek – Danuty Szaflarskiej i Aliny Janowskiej.
O powstaniu warszawskim mówi się
coraz więcej – niedawno temu w kinach mogliśmy oglądać pokolorowany dokument
będący zbiórką zachowanych materiałów z tamtych dni; szerokie dyskusje wywołał także zwiastun
superprodukcji (jak na polskie warunki) Miasto
44
kładący nacisk na efektowną akcję i przekaz trafiający w gusta młodzieży.
Książka Barbary Wachowicz wydaje
się o tyle ciekawa, że przybliża losy nieznanych bohaterek powstania – kobiet.
Wojna to sprawa męska, ale nie zapomnijmy, że wiele młodych dziewcząt
postanowiło w równym stopniu przysłużyć się ojczyźnie, co mężczyźni. W
katorżniczych warunkach starały się nieść pociechę i pomoc. Pora dowiedzieć się,
czego dokonały te uśmiechnięte dziewczęta z okładki.

źródło

Tytuł: Dzieciobójczynie

Autor: Bohdan Lach, Przemysław Słowiński
Gatunek: literatura faktu
Liczba stron: 290
Data premiery: 30 lipca 2014 r.
Wydawnictwo: Videograf

Książka przedstawia morderstwa, na które społeczeństwo jest szczególnie
wrażliwe – te popełnione na dzieciach. Dodać do tego, że wykonane przez ich
własnych rodziców, a otrzymamy jeden z najbardziej przerażających snów. Twórcy
prezentują okoliczności śmierci dzieci, rekonstruują przebieg śledztwa i
procesu, ukazują dalsze losy rodzin ofiar. Każda historia wzbogacona jest o
komentarz profilera policyjnego.
Z doświadczenia wiem, że istnieją ludzie, dla których każda historia o
mordercach jest ciekawa. Dzieciobójczynie
to wprawdzie nie rasowy kryminał, a powieść dokumentalna rejestrująca nagie
fakty, ale fanom gatunku powinna przypaść do gustu. Pozostaje tylko nadzieja,
że autorzy książki nie stworzyli swojego dzieła tylko po to, żeby wpasować się
w medialny szum wokół polskich dzieciobójczyń. W końcu wszyscy mamy już po
dziurki w nosie gorących informacji z pierwszych stron gazet o wiadomej pani z
Sosnowca.
źródło

Tytuł: Podróż na sto stóp

Autor: Richard C. Morais
Gatunek: powieść obyczajowa

Liczba stron: 312
Data premiery: 30 lipca 2014 r.
Wydawnictwo: Bellona

Hasanna Haji jest osobą, dla której smak to coś niezwykle istotnego. Niegdyś w Bombaju prowadził własną restaurację, jednak zmuszony został do emigracji, w wyniku której przeniósł się do francuskiej wsi Lumiere, gdzie również założył restaurację. Jak zakończy się ta historia?

Świetna historia na lato. W sam raz dla tych, którzy w książkach doszukują się smaczkówPodróż na sto stóp to lekka, niezobowiązująca lektura. Autorka zabiera czytelnika w kulinarną podróż, podczas której może on degustować to, co przygotowuje główny bohater, i wraz z nim zachwycać się potrawami. Nie jest to jednak zwykła książka o gotowaniu, których mamy już przesyt; przede wszystkim to historia o dążeniu do celu, o spełnianiu marzeń i przełamywaniu barier.

Na sierpień tego roku zaplanowano ekranizację tej powieści. Fanów kulinarnej kinematografii – choć nie tylko – serdecznie zapraszamy (najlepiej z półmiskiem smakołyków w ręku, coby nie zgłodnieć)!

Namiętności nie stwierdzono

źródło
Nie udał się Brianowi De Palmie powrót do kina, oj, nie udał się. Namiętność nie rozgrzała serca ani krytyków, ani widzów, i tym samym została zdetronizowana przez konkurencję: futurystyczny pociąg pełen podziałów społecznych (Snowpiercer. Arka przyszłości), Toma Hardy’ego zamkniętego w samochodzie (Locke), cynicznych kelnerów (Zaklęte rewiry), mieszkańców amerykańskich prowincji z lat 30. (Kiedy umieram), horrowego śmiałka (13 grzechów) i zagubionego polskiego nastolatka (Gabriel).

Snowpiercer: Arka przyszłości
źródło
Niedaleka przyszłość. Ziemia
uległa zagładzie, zapanowała wieczna zima. Jedynymi, którzy przeżyli, są
pasażerowie Snowpiercera – ultraszybkiego pociągu napędzonego rewolucyjnym
silnikiem. W środku pojazdu panuje określony podział – bogaci żyją na koszt
biednej większości. Wkrótce jednak dojdzie do buntu.
Snowpiercer to pierwsze amerykańskie dziecko koreańskiego twórcy
Joon-ho Bonga. W swoim ojczystym kraju tworzył świetne, ekscentryczne filmy, w
Hollywood przepadł z kretesem. Reżyser nie wyważył odpowiednio dramatu, akcji i
absurdu, przez co jego film składa się z nierównych odcinków. Scenariusz jest
napisany bardzo źle, zapełniony nielogicznymi, absurdalnymi zdarzeniami,
odbierającymi jakąkolwiek przyjemność z oglądania. Nie zawodzi jedynie oprawa
audiowizualna – piękne zdjęcia Kyung-Pyo Honga
porażają szorstką brutalnością i realizmem.
Locke
źródło
Ivan Locke wiedzie szczęśliwe
życie – ma kochającą rodzinę, świetną pracę, a wkrótce ma nastąpić ukoronowanie
jego kariery zawodowej. Jego życie zmienia się w jedną noc z Birmingham
do Londynu, podczas której odbiera telefony od: swojej żony, synów, dawnej
współpracownicy, szefa, który go zwalnia, i pracownika, mającego go zastąpić w
najważniejszym zawodowym wyzwaniu.
One man show to ciężki kawałek chleba. W końcu jeden aktor
zamknięty w ciasnym pomieszczeniu to ogromne wyzwanie dla twórcy i widza
przyzwyczajonego do filmowych podróży międzykontynentalnych. Jeśli Ryanowi Reynoldsowi udała się ta sztuka w Pogrzebanym,
to Tom Hardy zasłużył na najwyższe laury.
Historia jest prosta, ale reżyser
wyciska z niej najwięcej, ile tylko się da. Sprzeczne emocje targane bohaterem
udzielają się widzowi, który przez cały seans siedzi jak na szpilkach. Duża w
tym zasługa Hardy’ego, który posiada tyle charyzmy, aby przykuć do ekranu nawet
na dłużej niż te 85 minut. Kreuje postać zwyczajnego człowieka w ekstremalnej
sytuacji, twardziela ponoszącego konsekwencje swoich czynów, i raz jeszcze
udowadnia, jakim elektryzującym aktorem jest.
Zaklęte rewiry
źródło
Roman Boryczko, młody chłopak ze
wsi, rozpoczyna pracę w restauracji. Początkowo pracuje jako pomywacz, z czasem
przechodzi przez dalsze stopnie hierarchii. Odkrywa, że żeby awansować, musi stać się
pochlebcą i cwaniakiem, z dumą znoszącym upokorzenia podwładnych. Roman próbuje
zachować wrażliwość i nie doprowadzić siebie do moralnej klęski.
Kto by się spodziewał takiego
zdeprawowania po środowisku kelnerów? Janusz Majewski odsłonił niewygodną
prawdę i bez ogródek ukazał to, co kryje się za kurtuazyjnymi uśmiechami i
czystymi obrusami. Stworzył świetny dramat, jeden z najlepszych polskich
obrazów lat 70. Młody wówczas Marek Kondrad i Roman Wilhelmi dają popis
znakomitych kreacji, jakich dzisiaj nie zastaniemy w rodzimej kinematografii. Klasyka,
którą możemy ponownie obejrzeć w kinach, tym razem w wersji odnowionej cyfrowo.
Kiedy umieram
źródło
Południe Ameryki, lata 30. Rodzina
Addie Bundren próbuje spełnić jej ostatnią wolę i pochować jej zwłoki niedaleko
miasta Jefferson. Prości ludzie z oślim uporem dążą do wyznaczonego celu,
broniąc swoich racji oraz familii.
James Franco mierzy wysoko –
zamiast rozwijać reżyserską technikę w komediodramatach, stawia na ekranizacje
prozy Cormaca McCarthy’ego i Williama Faulknera. I wychodzi z tego zadania z połowicznym
sukcesem.
Próbując poradzić sobie z
polifonią dzieła Faulknera, stosuje wizualne sztuczki, dzieli ekran na kilka
części, nakłada na siebie dialogi. To jednak za mało, żeby uchwycić ducha
powieści. W tym natłoku sztuczek ulatuje gdzieś kwintesencja dzieła, jej
finezja i prostota w jednym. Z drugiej strony Franco umiejętnie prowadzi
aktorów, z dbałością i rozmysłem tworzy piękną oprawę audiowizualną. Widać w
nim zalążek talentu i odwagę, które odpowiednio pielęgnowane mogą w przyszłości
przynieść obfite owoce.
Namiętność
źródło
Atrakcyjna Christine za maską
pewności siebie skrywa bezlitosną i manipulatorską osobowość. Nie pozwoli, by
ktokolwiek zagroził jej wysokiej pozycji zawodowej. Kiedy nowa pracownica
Isabelle zbyt szybko wspina się po szczeblach firmowej kariery, Christine
rozpocznie z nią swoją kolejną grę. Próbuje ją oczarować, aby w końcu
skompromitować w oczach wszystkich. Kobieta nie zdaje sobie jednak sprawy, że
trafiła na godną siebie rywalkę.
Polski dystrybutor długo zbierał
się z wpuszczeniem tego filmu do kin – w końcu minęły już dwa lata od jego
powstania, podczas których najnowsze dzieło Briana De Palmy zdążyło pojawić się
w telewizji. Nie było potrzeby się starać, gdyż Namiętność to powrót do kina de Palmy, jakiego nie życzyłby sobie
żaden reżyser.
Fabuła pozostaje wierna
francuskiemu oryginałowi z 2010 r., niestety w złym tego słowa znaczeniu. Film
przypomina telenowelę i kiepskie powieści z dreszczykiem jednocześnie.
Bohaterowie to reprezentanci stereotypowej klasy wyższej, w której erotyka,
władza i bezwzględność nierozerwalnie się ze sobą łączą. Są pretensjonalni,
średnio zagrani, a ich poczynania powodują u widza tylko irytację. De Palma
miesza nieprzystające do siebie stylistyki, jakby sam nie wiedział, jaki film
chciałby nakręcić. W przypadku tak rażących błędów chęć obejrzenia jego
następnego dzieła gwałtownie spada.
13 grzechów
źródło
Elliotowi nie wiedzie się
najlepiej – jest pogrążony w długach, a niedługo bierze ślub z
miłością swojego życia. Pewnego dnia tajemniczy głos z telefonu informuje go,
że bierze udział w grze, a przez cały czas filmują go kamery. Jeżeli mężczyzna
wykona prawidłowo 13 zadań, otrzyma 6,2 miliona dolarów. Pierwsze z nich –
zabicie muchy – jest banalnie proste, ale kolejne zmuszają go do ekstremalnych
zachowań.
Amerykanie rozmiłowali się w
przenoszeniu na własny grunt azjatyckich horrorów. 13 grzechom bliżej jest jednak do Piły czy Telefonu niż The Ring – Krąg i Nieodebranego połączenia. Daniel Stamm powiela klisze jeszcze
większej liczby dreszczowców, co sprawia, że jego produkt jest nieświeży i
bardzo odtwórczy. Reżyser nie proponuje nic ponad to, co możemy oglądać w
pierwszym lepszym horrorze. Wymyślane przez niego twisty są marne i, co zabija
każdy dobry pomysł, przewidywalne. Ot, przeciętniak, niczym poprzedni film
Stamma, Ostatni egzorcyzm.
Gabriel
źródło
12-letni Tomek mieszka z
dziadkami, ale wciąż tęskni do ojca, z którym nie widział się od lat. Jego
pasją są wyścigi samochodowe, a najlepszym przyjacielem mechanik.
Chłopiec wyrusza w pełną niebezpieczeństw wyprawę, aby odnaleźć rodziciela.
Pomaga mu Gabriel, tajemniczy przyjaciel, który roztacza nad nim troskliwą
opiekę. Tomek jest coraz bliżej poznania zarówno sekretu ojca, jak i swojego anioła stróża.
W dziedzinie kina familijnego (i
nie tylko) Polacy muszą się jeszcze sporo nauczyć. Wprawdzie Magiczne drzewo wniosło świeżość do
naszego stęchłego światka i zostało docenione nawet za granicą, jednak od tego czasu
nie udało się nam nakręcić nic godnego uwagi najmłodszych. Twórcy Gabriela nie starają się nawet wypełnić
tej luki. Ich film wydaje się kręcony najmniejszym kosztem: najtańszy
scenariusz, pierwszy lepszy reżyser, budżet niski nawet jak na polskie warunki.
To nie mogło zaowocować dobrym kinem; obraz Mikołaja Haremskiego jest
pozbawiony wszystkiego, co atrakcyjne dla małoletniego widza – ciekawych
bohaterów, uroku i żwawej fabuły.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia