Niebiesko mi

źródło

Na pasjonatów
bezpretensjonalnego kina czeka niezależny amerykański film drogi Blue
Highway
.

Poszukujący w kinie innych wrażeń mogą udać się na: komiksowe
widowisko 300: Początek imperium, adaptację szkolnej lektury Kamienie na
szaniec
, najnowszy film Jima Jarmuscha Tylko kochankowie przeżyją,
izraelskie kino zemsty Duże złe wilki, What the Fuck? z
wygłupami Rémiego Gaillarda, animację Pan Peabody i Sherman i
klasykę kina Cud w Mediolanie.


300: Początek
imperium
źródło
Film na podstawie najnowszej
powieści graficznej Franka Millera pt: Kserkses,
nakręcony w stylu hitu kinowego 300,
to kolejny rozdział sagi opowiadający — tym razem w scenerii bitwy morskiej —
historię greckiego generała Temistoklesa, który próbuje zjednoczyć Grecję, idąc
na bitwę, która zmieni bieg wojny. 300:
Początek imperium
ukazuje losy Temistoklesa stającego przeciwko wielkiej
inwazji wojsk perskich, którymi dowodzą Kserkses,
śmiertelnik obdarowany boskimi siłami, oraz Artemizja, mściwa dowódczyni
perskiej floty morskiej.
Twórcy filmu stanęli przed
trudnym zadaniem: zapewnić przegiętą, specyficzną rozrywkę w stylu 300 bez Zacka Snydera za reżyserskim
stołkiem. Film miał problemy z premierą, która została przesunięta o pół roku, ostatecznie
jednak zarobił więcej, niż się spodziewano. Druga część hitu Snydera to film o
klasę niższy od swojego poprzednika. Nadal z każdego kąta wylewa się CGI, mowy
bohaterów są przepełnione patosem, a męskie torsy i kobiece ciała fetyszyzowane
aż do przesady. Brakuje jednak tej ironii i luzu, które cechowały 300. Mimo wszystko seans drugiej części
można zaliczyć do udanych – akcja trzyma tempo, sceny bitew są widowiskowe, a
pod względem stylistycznym to kopia oryginału.

Kamienie na szaniec
źródło
Alek, Zośka i Rudy to harcerze
oraz maturzyści z liceum, których ambitne plany na przyszłość zostały brutalnie
przerwane przez wybuch II wojny światowej. Wkroczyli w dorosłość w niezwykle trudnych
czasach, które stawiały ich przed dramatycznym wyborem – przetrwać za wszelką
cenę czy przyłączyć się do walczących o wolność ojczyzny, ryzykując własnym
życiem. Chłopcy, kształtowani przez patriotyczne ideały,
postanowili walczyć. Stali się żołnierzami i choć codziennie zaglądali w oczy
śmierci, potrafili żyć pełnią życia.
Robert Gliński stanął przed
niezwykle trudnym zadaniem przeniesienia na ekran sztandarowej pozycji
gimnazjalistów, osiągnięcia nie tylko pewnego sukcesu komercyjnego, ale także
artystycznego, co pozwoliłoby mu na wielki powrót na salony polskiego światka filmowego.
Z zadania wywiązał się połowicznie. Z jednej strony stworzył obraz pod gusta
współczesnej młodej widowni – słynni harcerze wydają się u niego wyjęci wprost
z ery Facebooka i selfie, lecz zarazem zatracają swój historyczny rys. To
świetnie, kiedy można utożsamiać się z bohaterami, jednak nie należy za wszelką
cenę przekonywać widzów, że nastolatkowie sprzed 70 lat są niemal identyczni
jak ci widziani za naszym oknem. Na plus trzeba jednak zaliczyć reżyserowi, iż
udało mu się odbrązowić pomniki Zośki, Rudego i Alka i przedstawić ich przede
wszystkim jako pełnych wątpliwości o słuszność swoich działań młodych ludzi.
Do głównych ról Robert Gliński
zatrudnił świeże, zupełnie nieopatrzone młode twarze. Tomasz Ziętek i Kamil
Szeptycki spisują się nieźle, ale to Marcel Sabat kradnie im cały film. Czyżby urosła nam wielka nadzieja polskiego kina?

Tylko kochankowie
przeżyją
źródło
Adam jest unikającym popularności
i światła słonecznego niezależnym muzykiem. Żyje w zapadłej części Detroit,
kolekcjonuje gitary, słucha winyli i tworzy elektroniczną muzykę pełną
melancholijnych dźwięków. Jego samotność zmienia się po długo oczekiwanym przyjeździe
ukochanej Ewy. Razem jeżdżą nocami po opuszczonym Detroit w hipnotycznym rytmie
muzyki, świętując każdą spędzaną razem chwilę. Jednak ich spokojna egzystencja zostanie wystawiona na próbę, kiedy niespodzianie dołączy do
nich nieprzewidywalna i wygłodniała siostra Ewy – Ava.
Ten film nie
jest przeznaczony dla widzów poszukujących w kinie ciągłych wrażeń. Tempo akcji
jest tu nieśpieszne, reżyser bardziej snuje swoją opowieść, niż posuwa do
przodu. Jednych to wynudzi, drudzy zachwycą się niezwykłą dawką melancholii
wylewającą się z każdego kadru. Wampiry dla Jima Jarmuscha to istoty nad wyraz
uczuciowe, rozmiłowane w sztuce, literaturze, muzyce. Nie mają w sobie nic z
popkulturowej kiczowatej otoczki, jaka przez ostatnie lata wokół nich narosła.
Jeśli chce się użyć tu jakiegokolwiek porównania, to zdecydowanie najbliżej im do wizerunku
zagadkowych wampirów z czarno-białych obrazów o Nosferatu. Film stara się
uchwycić ten dawny, prawie zapomniany wampirzy urok, co udaje mu się poprzez
znakomite budowanie klimatu. Miejsce akcji (opuszczone Detroit) jest
wyśmienite, a aktorzy świetnie odczytują intencje reżysera, trzymając przez
cały czas bardzo wysoki poziom.

Duże złe wilki
źródło
Pewnym zwyczajnym izraelskim
miasteczkiem wstrząsa seria brutalnych morderstw. Głównym podejrzanym zostaje
nieśmiały nauczyciel, jednak nie zostają przeciwko niemu znalezione dowody wystarczające na zatrzymanie. Jeden z policjantów postanawia samemu wymierzyć
sprawiedliwość. Nieoczekiwanie powstrzymuje go ojciec jednej z ofiar. Choć
pragnie odwetu, ma własny plan. Nagle jednak przestaje być oczywiste, kto tutaj
jest mordercą, kto ofiarą, a kto mścicielem.
Obraz reklamuje szumne hasło Najlepszy film 2013 roku. Quentin Tarantino.
Coroczne listy Tarantino słyną z nieprzewidywalności, cudownej mieszanki kina
ambitnego z oczywistym chłamem, tak bardzo charakterystycznej dla tego
reżysera. Dużym złym wilkom bliżej
jest do tej pierwszej grupy, choć wielu widzów zakwalifikuje ją do drugiej. To
dzieło oryginalne, bawiące się konwencjami, lecz we własnym stylu, nie
kopiującym  w żaden sposób reżysera
Bękartów wojny. To izraelskie kino wojny – brutalne, nie bojące się ukazywania
bezwzględności zwykłych obywateli, ale przepełnione rozluźniającym atmosferę
czarnym humorem, dawkowanym w idealnych proporcjach.

Blue Highway
źródło
Dillon przeprowadza się z Alabamy
do Kalifornii, by tam rozpocząć nowe życie. W drodze towarzyszy mu Kerry. Lubią
swoje towarzystwo i zanim będą musieli rozstać się na dłużej, odbywają podróż
szlakiem ulubionych filmów. Szczęśliwi i wolni zatrzymują się po drodze pod
byle pretekstem. Odkrywają Amerykę i przy okazji siebie nawzajem.
Największym osiągnięciem
początkującego reżysera Kyle’a Smitha jest odświeżenie przerabianego na
wszelkie możliwe sposoby kina drogi. W gatunku, w którym powiedziano już
wszystko, pozostaje już tylko skorzystać z dorobku przodków. Smith czyni to w
sposób twórczy – jego bohaterowie ruszają w spontaniczną podróż szlakiem swych
ulubionych filmów, sami stając się bohaterami kolejnego. Jest wiec w ich
wędrówce sporo nostalgii i ciepłego spojrzenia na otaczającą rzeczywistość. To
prosta historia spod znaku kina niezależnego, w niezobowiązującym tonie
opowiadająca o potrzebie bliskości i posiadania kogoś, z kim można dzielić
piękno codziennych spraw.

What the Fuck?
źródło
Rémi Gaillard pod wpływem swojej
narzeczonej postanawia porzucić zajmowanie się byle czym i próbuje zostać na poważnie kimś. Czy powrót na drogę poprawności i norm społecznych stanie się dla Rémiego nowym celem w życiu? Czy
znajdzie w sobie siłę, by dla miłości porzucić cząstkę swojej buntowniczej natury?
Popularny internetowy prowokator
Rémi Gaillard uznał, że to, co bije rekordy oglądalności na YouTubie, tak samo
dobrze sprzeda się w kinie. Nie zrozumiał jednak, że widzowie nie zechcą płacić
za bilet, skoro to samo mogą obejrzeć w domowym zaciszu. Rémi wprowadził
wprawdzie do swojego filmu wątek fikcyjny, ale jest on tak banalny i oklepany,
iż więcej psuje, niż pomaga w zbudowaniu filmowego świata. Francuski
skandalista wykazał się niebywałym lenistwem, sklecił swój obraz z wielu
klipów, które można znaleźć w sieci i dla niepoznaki dodał do niego napisany w
pięć minut na kolanie wątek miłosny. Zdecydowanie nie.

Pan Peabody i Sherman
źródło
Pan Peabody to najmądrzejszy pies
na świecie, naukowiec, który wynalazł wehikuł czasu, laureat nagrody
Nobla i doradca prezydentów. Gdy jego podopieczny, chłopiec o imieniu Sherman,
wyrusza w podróż wehikułem czasu, najsłynniejsze wydarzenia z historii wymykają
się spod kontroli, a efektem jest wielka katastrofa. Niezwykły pies i jego pan muszą załatać dziurę w czasie, zanim nasz
świat zmieni się raz na zawsze.
Postacie Pana Peabody i Shermana
polscy widzowie mogą kojarzyć z nadawanego na stacji RTL7 (dzisiejsze TVN7)
serii Rocky i Łoś Superktoś. Tam
pełnili drugoplanową rolę, teraz dostąpili zaszczytu i otrzymali własny
film. Najnowsze dzieło DreamWorks przypomina typowe obrazy tego studia – jest
kolorowo, ciekawie, banalnie, z licznymi odwołaniami intertekstualnymi. To
animacja skierowana przede wszystkim do dzieci, choć dorośli również mogą
nieźle się na niej zabawić. Pomijając nudny początek, całość trzyma szybkie
tempo, charakterystyczne dla filmów DreamWorks.

Cud w Mediolanie
Stara
Lolotta znajduje w zagonie kapusty… niemowlę. Po jej rychłej śmierci mały Totò
trafia do sierocińca, a później w zimny świat samotnej dorosłości. Obdarzony
łaską czynienia cudów, ratuje swych przyjaciół z tarapatów i sprawia, że ulatują
na miotłach do nieba, zostawiając za sobą pałace możnych, lepianki żebraków i
przepych Duomo.

Cud w Polsce! Czarno-biały film
Vittorio de Sica z 1951 r. można obejrzeć w polskim kinach w odrestaurowanej
wersji. To arcydzieło nie tylko włoskiego kina  jest jedną z najpiękniejszych
baśni wyprodukowanych przez przemysł filmowy. Portret powojennej włoskiej
biedoty utrzymany w baśniowym tonie, która jednak nie pozbawia jej dramaturgii.
Klasę filmu doceniono, przyznając mu Złotą Palmę na festiwalu w Cannes.

Zac Efron i spółka

źródło
W tym tygodniu Zac Efron i wschodzące gwiazdy Hollywoodu (Michael B. Jordan i Miles Tiller, którzy zagrają razem w nowej wersji Fantastycznej Czwórki, oraz Imogen Poots) spróbują nas rozśmieszyć w komedii Ten niezręczny moment.

Oprócz tego cały wysyp różnorodnych premier: najnowszy film braci Coen Co jest grane, Davis?, przygodowo-wojenni Obrońcy skarbów, thriller akcji z Liamem Neesonem Non-Stop, nominowany do Oscara dokument Scena zbrodni, holenderski Borgman, reprezentujący kino artystyczne Nieznajomy nad jeziorem i polskie Nic wielkiego.

 

Co jest grane, Davis?
źródło
Tytułowy Davis to przenoszący się
z jednej kanapy na drugą, z podrzędnego nowojorskiego baru do kolejnego,
intrygujący muzyk. Davis szuka nie tylko swojego miejsca w świecie, ale także
wciąż uciekającego mu kota. Po drodze marzy o zrobieniu wielkiej kariery
muzycznej. Gra co prawda z Justinem Timberlakiem, ale nie da się ukryć, że
muzycy mijają się w doborze repertuaru. Davis na pewno nie jest mistrzem w
podejmowaniu właściwych decyzji. Nieustająco zostawia i zabiera rzeczy od dziewczyny przyjaciela, z którą sam miał romans.
Filmy braci
Coen zawsze były doceniane i nagradzane – zarówno przez krytyków, jak i przez
widzów. Tym bardziej zaskakujący wydaje się fakt, iż ich najnowszy obraz nie otrzymał worka nagród, zdobywając jedynie kilka wyróżnień w drugorzędnych
kategoriach. Niesłusznie, gdyż Inside
Lleywin Davis
utrzymuje poziom ostatnich dzieł słynnego rodzeństwa. Film
zanurzony jest w niezwykłym klimacie sceny folkowej lat 60., a przez to wydawać się
może dość egzotyczny dla polskiego widza. Warto jednak kupić bilet do tego świata.
Coenowie zabierają nas w melancholijną podróż wzbogaconą świetnym aktorstwem
(zupełnie niedoceniony Oscar Isaac w głównej roli) i cudowną muzyką. Dodatkowo
miłośnicy amerykańskiego duetu reżyserskiego przeżyć w kinie mogą niemałą frajdę,
odnajdując kolejne smaczki i odwołania do najsłynniejszych dzieł swoich idoli.

Obrońcy skarbów
źródło
Lata II wojny światowej. Na
polecenie Hitlera naziści grabią największe dzieła sztuki, wśród nich
arcydzieła Michała Anioła i Leonarda da Vinci. Dekretem prezydenta Stanów
Zjednoczonych kilku skromnych historyków musi przekształcić się w grupę agentów
do zadań specjalnych i na własną rękę odnaleźć i ocalić zrabowane skarby
kultury. Porzucają wszystko, czym do tej pory żyli, i trafiają w wir działań
wojennych.
George Clooney wybrał się na
wojnę i zabrał ze sobą plejadę hollywoodzkich gwiazd. Szkoda tylko, że w jego
militarnym ekwipunku nie znalazło się miejsce na dobry scenariusz. Obrońcy skarbów zgłębiają modną ostatnio
tematykę kradzieży dzieł sztuki przez nazistów. Na ten temat wydano ostatnimi
czasy kilka książek, jedną z nich podjął się zekranizować Clooney. Po
ostatnich, dosyć gorzkich w wymowie, filmach zdecydował się obrać zupełnie
przeciwny kierunek. Nie zachował jednak umiaru, przez co jego dzieło stało się lukrowaną
laurką, z wyblakłymi, nudnymi bohaterami. To nie jest obraz zły, ale przede
wszystkim rozczarowujący. Mogło powstać inteligentne dzieło w duchu wojennej przygody,
ale Clooney zabłądził, a wraz z nim reszta obsady.
Non-Stop
źródło
Agent federalny Bill Marks ma za
zadanie bronić bezpieczeństwa pasażerów linii lotniczych. Nie znosi latać, a
swoją pracę traktuje jako zło konieczne. Ale dzisiejszy lot będzie daleki od
rutyny. Chwilę po starcie na jego szyfrowany telefon przychodzi wiadomość z
żądaniem 150 milionów dolarów okupu. W przypadku odmowy co 20 minut ginąć
będzie kolejny pasażer. Wkrótce okaże się jednak, że przestępcom nie chodzi o
pieniądze. Stawka jest znacznie wyższa.
Liam Neeson dał się ostatnio
zaszufladkować jako twardziel kina akcji. Szkolił Batmana, walczył z wilkami i
mroźną zimą (Przetrwanie) ganiał w
poszukiwaniu córki (Uprowadzona) i
żony (Uprowadzona 2). Tym razem jest
jedyną osobą mogącą uratować pasażerów samolotu.
Jako agent Neeson spełnia się
znakomicie, ale to wiemy już od dawna. Jest męski, wszelkie problemy rozwiązuje
starymi sposobami: pięść i broń najlepszym sposobem na przestępców, a kiedy rzuca
one-linerami, wiemy, że mamy przechlapane. Aktor całkowicie przyćmiewa nudny
drugi plan, zapełniony sztandarowymi postaciami stewardess i pasażerów
prezentujących różne typy osobowościowe. Akcyjniaki z Neesonem przyzwyczaiły
nas do prostej, żeby nie powiedzieć prostackiej, fabuły, ale tym razem
scenarzyści przesadzili. Absurdalne i nielogiczne wydarzenia skutecznie niszczą
przyjemność z oglądania filmu, co przecież ma być jego główną zaletą.

Ten niezręczny moment
źródło
Prędzej czy później każda
dziewczyna zada swojemu chłopakowi kłopotliwe pytanie: I co dalej?. Potem jest już tylko gorzej – tak przynajmniej myślą
Jason, Daniel i Mikey – trzech kumpli, którzy na własnej skórze przekonali się,
że związki na dłuższą metę nie są dla nich. Przyjaciele
zawierają pakt: będą imprezować i podrywać laski, ale żaden z nich nie
zaangażuje się na poważnie. Czy uda im się wytrwać?
Zac Efron po krótkim romansie z
kinem nieco ambitniejszym, aczkolwiek przyjętym z mieszanymi uczuciami (Pokusa, Bez względu na cenę, Parkland),
i problemach prywatnych (odwyk) powraca do korzeni. Ten niezręczny moment nie jest, rzecz jasna, kolejną komedią, w
której Efron gra słodkiego chłopca z liceum, ale to wciąż ta sama przynależność
gatunkowa. To jednak skok w górę – gagi są zabawne, aktorzy grają dobrze (Miles
Teller kradnie niemal każdą scenę reszcie obsady), a całość jest przyjemną rozrywką
pomimo zdecydowanie oklepanego motywu (młodzi podrywacze zdają sobie sprawę z
wartości stałego związku, czy już tego gdzieś nie widzieliśmy?)

Scena zbrodni
źródło
Reżyser Joshua Oppenheimer
spędził siedem lat z emerytowanymi
dowódcami brygad śmierci w Indonezji. Gdy proponuje im filmowe odtworzenie
dokonywanych zbrodni, z wigorem załatwiają aktorów, dekoracje, kostiumy i
dyskutują o możliwych scenariuszach rekonstrukcji. Praca przy filmie obiera
jednak nieoczekiwany kierunek…
Wstrząsający dokument
przeznaczony tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Razem z reżyserem na niemal
dwie godziny zagłębiamy się w historię bestialskich mordów dokonywanych
podczas indonezyjskiego puczu w latach 60. Co mają do powiedzenia niegdysiejsi
oprawcy, czy odczuwają wyrzuty sumienia? Scena
zbrodni
szalenie intryguje podjętym tematem i wstrząsa do głębi
zaprezentowanymi historiami członków brygad śmierci. Niezwykłe to przeżycie
wysłuchać, co mają do powiedzenia po pół wieku od tamtych wydarzeń.
Borgman
źródło
Camiel Borgman – mężczyzna,
którego tożsamości nie znamy – ucieka ze swojej dotychczasowej kryjówki (labiryntu
podziemnych korytarzy w lesie) przed pogonią uzbrojonych mężczyzn. Schronienie
znajduje w mieszczańskim domu na przedmieściach. Pojawienie się Borgmana
spowoduje serię niepokojących i zagadkowych wydarzeń i odkryje prawdziwe
oblicze zamożnej, przykładnej rodziny: Mariny i Richarda, trójki ich dzieci
oraz niani…
Takiego kina nam brakuje. Borgman pokazuje, że Europejczycy
potrafią kręcić filmy intrygujące i oryginalne bez uciekania się w
pseudofilozoficzny bełkot. Obraz holenderskiego twórcy Alexa van der
Warmerdama, którego możemy kojarzyć z takich filmów, jak Ostatnie dni Emmy Blank czy Grimm,
operuje tajemnicą i niedopowiedzeniami, które z każdą sekundą coraz bardziej
wciągają widza w fabułę. Tytułowy osobnik z jednej strony fascynuje, a z drugiej
budzi autentyczne przerażenie. Niezwykle ciekawie wypada spotkanie między
tajemniczym lokatorem a bogaczami, ich wzajemne stosunki pełne manipulacji i agresji.
Film nie jest pozbawiony specyficznego czarnego humoru, a więc zdecydowanie nie
spodoba się wszystkim kinomanom.
Borgman pokazywany był na
zeszłorocznym festiwalu w Cannes, został też holenderskim kandydatem do Oscara.

Nieznajomy nad
jeziorem
źródło
Podczas cruisingu po plaży dla
gejów główny bohater zaprzyjaźnia się wprawdzie z brzuchatym outsiderem, ale
jego serce zdobywa charyzmatyczny wąsacz, który okazuje się… Nagrany w jednej
lokacji film wciąż zmienia tonacje: od porno thrillera, przez parodię do
metafory.
Ze wszech miar oryginalne kino
zapierające się rękami i nogami przed zaszufladkowaniem jako typowy film
gejowski ze sztampową historią i bohaterami odczuwającymi niezrozumienie ze
strony całego świata. To przede wszystkim interesujący thriller o
fatalistycznym pożądaniu, który doprowadza bohaterów na skraj życia i śmierci,
tyle że postacie to zupełnie nadzy mężczyźni, a akcja dzieje się nad jeziorem.
Film bawi się konwencjami, gładko przechodząc w kolejne stylistyczne maski. Aż
roi się tu od niecodziennej symboliki, podczas seansu musicie
więc przygotować się na ciągłe łamanie głowy w jej odgadywanie.

Nic wielkiego
źródło
Historia rodzeństwa Zosi i
Stasia, ich wspólnego dzieciństwa, relacji z rodzicami, w końcu wejścia w
pełnoletniość i dorosłość. Okres dojrzewania to ten specyficzny czas, kiedy
podejmujemy różne decyzje, których znaczenie będziemy rozumieć dopiero za kilka
lat. To także, a może przede wszystkim, czas kształtowania charakteru i szukania
siebie. Czasami taka podróż do własnego wnętrza jest, tak jak w przypadku
Stasia, zaskakująca i kręta. Młody chłopak może nie być gotowy na to, co tam
odkryje.
Teoretycznie jest to premiera
kinowa, praktycznie Nic wielkiego nie
było pokazywane prawie nigdzie. Przyczyn takiego stanu rzeczy należy upatrywać
w kilku czynnikach. Po pierwsze – jest to debiut Jana Gazickiego, młodego twórcy,
który zajął się również napisaniem scenariusza i pracą operatorską. Film
dysponował mikrobudżetem, co rzuca się w oczy w każdej jego sekundzie. Aktorzy
albo nie mają zbyt dużego doświadczenia, albo to po prostu zwyczajni
naturszczycy, m.in. uczniowie łodzkiego ogólniaka. Rzecz jasna, nikt nie
oczekuje od młodego debiutanta dzieła na miarę Jamesa Camerona, ale zdaje się,
że całość mogła wypaść zdecydowanie lepiej. Najgorzej sprawdza się scenariusz, pełen sztywnych i niezbyt głębokich dialogów. Fabuła jest chaotyczna, a reżyserowi
nie udaje się zaciekawić widza choćby na minutę. To dosłownie nic wielkiego.

Podstarzali agenci znów w modzie

źródło
Kevin Costner nie przejmuje się tykającym zegarem i w najnowszym filmie 72 godziny wciela się w rolę emerytowanego agenta, który (jakżeby inaczej) powraca do swojego fachu, by wykonać ostatnie zadanie.

Pozostałe premiery tygodnia to: Tajemnica Filomeny z nominowaną do Oscara Judi Dench, widowisko katastroficzne inspirowane historią Pompeje, brytyjski Mam talent o zwycięzcy tegoż konkursu, niemiecka komedia Mężczyzna prawie idealny i międzygwiezdna animacja Rodzinka nie z tej Ziemi.

Tajemnica Filomeny
źródło
Filomena Lee jest prostą,
religijną Irlandką. Jako młoda dziewczyna zaszła w ciążę  i zhańbiona,
została odesłana do klasztoru. Tam urodziła dziecko, które zakonnice oddały do
adopcji. 50 lat później Filomena postanawia odnaleźć syna. Pomaga jej Martin
Sixsmith – błyskotliwy dziennikarz polityczny, zainteresowany kontrowersyjnym
tematem.
Tajemnica Filomeny jest chyba najskromniejszym, obok Nebraski, filmem nominowanym do Oscara w
kategorii najlepszego obrazu roku. To skromna historia pozbawiona
wirtuozerskiej fantazji Grawitacji czy
szalonej jazdy bez trzymanki Wilka z Wall
Street
. Ten z pozoru niewyróżniający się dramat ujmuje całkiem innymi
wartościami. Przede wszystkim poruszającą fabułą. Stephen Frears zgłębia
dawne grzechy Kościoła Katolickiego, ale bez uciekania się w antychrześcijańską
propagandę. Najważniejsze są tu losy Filomeny, jej droga do odnalezienia syna,
a przy tym do wybaczenia dawnym oprawcom i samej sobie. Całość dopełnia bardzo
dobre, standardowe dla Judi Dench i Steve’a Coogana aktorstwo. Niekiedy siła
tkwi w prostocie i Frears to udowadnia.
Pompeje
źródło
Jest 79 rok naszej ery. Rzymskie
miasto Pompeje znajduje się w rozkwicie i na pozór nic nie zapowiada
nadchodzącej katastrofy. Milo, niewolnik i gladiator, przybywa do miasta, by
stoczyć walkę, która może dać mu wolność i prawo do ubiegania się o rękę
ukochanej Flavii. Kiedy Wezuwiusz wybucha, wyrzucając z
siebie potoki śmiercionośnej lawy, Milo musi wydostać się z areny, aby uratować
życie ukochanej kobiety, podczas gdy majestatyczne Pompeje pochłania żywioł.
Ten film spodoba się niemal
wyłącznie fanom Paula W.S. Andersona, twórcy cyklu Resident Evil i najnowszych Trzech
Muszkieterów
. Ci, którzy przebrnęli przez te dzieła, rozumieją, co mam na
myśli. Anderson zawsze raczy widzów nieprawdopodobną historią, pozbawioną
jakichkolwiek zasad logiki. Wady jego filmów można wymieniać godzinami:
chaotyczny montaż, irracjonalny scenariusz czy wreszcie kiepska reżyseria nie
potrafiąca zlepić wszystkich elementów w jeden sensowny kształt.
Tym razem widzowie nie dali się
nabrać na kino klasy B ukryte za etykietką z budżetem 100 milionów i nie
ruszyli tłumnie do kin. Film ten sprzedaje się na rynku międzynarodowym bardzo
przeciętnie i najprawdopodobniej z trudem wyjdzie na zero w finansowym rozrachunku.
72 godziny
źródło
Agent CIA Ethan Runner dowiaduje
się, że jest śmiertelnie chory. Postanawia wykorzystać ostatnie miesiące życia
i odbudować zaniedbane relacje z żoną i córką. Jednak przedwczesna emerytura
nie jest mu pisana. Z Ethanem – specem od zwalczania terroryzmu – kontaktuje
się agentka CIA, która proponuje mu układ. Jeśli w ciągu 72 godzin namierzy i
zlikwiduje niebezpiecznego przestępcę o pseudonimie Wilk, dostanie eksperymentalne lekarstwo,
które ocali mu życie.
Nie tak dawno temu ganiłam Luca
Bessona za ogromny spadek formy i zajmowanie się głównie drugorzędnym kinem
sensacyjnym. Nie minęło zbyt dużo czasu i mogę powtórzyć moje słowa, gdyż na
polskie ekrany zawitał najnowszy film z jego stajni produkcyjnej. 72 godziny to obraz w stylu nowego
Bessona. Klisze gonią tu klisze, scenariusz razi przeciętnością, a aktorzy z
trudem odnajdują się w źle napisanych rolach. W założeniu wątki sensacyjne
miały zostać wzbogacone rodzinnym zapleczem – problemami z dorastającą córką i
dawno niewidzianą żoną, ale tu także scenariusz wypada schematycznie,
zdecydowanie zbyt ckliwie i melodramatycznie. Minęło sześć lat, odkąd moglibyśmy
zobaczyć Kevina Costnera w głównej roli, szkoda, że na swój powrót wybrał taki projekt.
Masz talent
źródło
Oparty na prawdziwych
wydarzeniach film opowiada historię niezdarnego Paula Pottsa, od pełnej
przeciwności losu młodości, do udziału w brytyjskiej edycji programu Mam talent. Tym występem wzbudził
absolutną sensację i wzruszył miliony widzów oraz internautów na całym świecie.
Zanim jednak Potts zdobył wielką sławę i rozpoczął
wymarzoną karierę, musiał poznać kogoś, kto uwierzy w niego na długo przed
jurorami słynnego talent show…
Wszyscy
znamy takie historie: biedny pucybut marzący o lepszym życiu, dzięki ambicji i
wytrwałym dążeniu do celu, spełnia swoje marzenia i odnosi sukces. Klasyczny
american dream tym razem można obejrzeć w wersji brytyjskiej. Niemal wszyscy
słyszeliśmy niegdyś o niepozornym grubasku, który zdobył ogromną popularność i
wygrał brytyjską edycję Mam talent,
tym razem możemy przekonać się, jak wyglądała jego droga do sukcesu. Oczywiście
nie dowiemy się z filmu kilku ciekawych smaczków, takich jak np. to, że Paul
nie był kompletnym amatorem, jak to przedstawiano w telewizyjnym show. To nie
pasowałoby do nieco przesłodzonej i optymistycznej wymowy dzieła. To ma być komedia,
której zadaniem jest bawić nas, wzruszyć i spowodować, że zaczniemy wierzyć we własne
możliwości.
Mężczyzna prawie
idealny
źródło
Henrik i Tone bardzo się kochają.
Niedawno wprowadzili się do nowego mieszkania, kupili niezły samochód, a przede
wszystkim spodziewają się pierwszego dziecka. Ale 35-letni Henrik przechodzi
kryzys tożsamości. Z jednej strony chce ignorować dorosłość, z drugiej – musi
wreszcie stać się mężczyzną i zadbać o Tone i dziecko. Niezdolność do wyrażania
własnych emocji, a zwłaszcza nieumiejętność ich
komunikowania prowadzi Henrika do dziecinnego buntu, który staje się
zagrożeniem dla jego relacji z Tone.
Niemcy nie
mają ostatnio szczęścia do produkcji komedii – po zeszłotygodniowym Jezus mnie kocha na ekrany polskich kin
zawitał produkt jeszcze mniej udany. Tytułowy mężczyzna nie jest „prawie idealny”, to wręcz wcielenie
infantylizmu, człowiek irytujący do granic możliwości. Kolejne sytuacje, które
stają się jego udziałem, budzą raczej zażenowanie niż szczery śmiech. To, że
bohater jest niedojrzały, nie oznacza, że film też musi taki być.
Rodzinka nie z tej
Ziemi
źródło
Astronauta Scorch Supernova
uchodzi za bohatera narodowego populacji planety Baab. Podczas kolejnej
kosmicznej wyprawy jego celem staje się Ziemia, z której odebrano tajemniczy
sygnał S.O.S. Międzyplanetarny podróżnik nie zdaje sobie sprawy, że jej
mieszkańcy nie zareagują przyjaźnie na widok przybysza z innej planety.
Tkwiącemu po uszy w tarapatach bohaterowi przychodzi z pomocą brat Gary, a gdy
on również wpadnie w pułapkę Ziemian, na ratunek ruszy cała rodzinna flotylla Supernowych.
Animacja debiutanta Carla
Brunkera trafiła do Polski po ponad rocznej światowej premierze. Wielu widzów
zdążyło więc Rodzinkę… obejrzeć, a
ci, którzy jeszcze tego nie zrobili, nie muszą mieć do siebie pretensji. To
miła dla oka i ucha bajka o sile rodziny oraz potrzebie tolerancji, ale
niewyróżniająca się spośród innych przedstawicieli gatunku. Można wybrać się do
kina lub też poczekać na pojawienie się na wielkim ekranie podobnej w duchu
historii, co zapewne niedługo nastąpi.

Tydzień zakochanych


źródło

Można mówić wiele o cudownym wymiarze Święta Zakochanych, jednoczenia się ludzi i celebrowania wspólnych chwil z najbliższymi. Prawda jest jednak zdecydowanie brutalniejsza – to przede wszystkim komercyjne święto mające nam wcisnąć kolejne czerwone świecidełko, na które w normalnej sytuacji nie zwrócilibyśmy uwagi. W tym roku dystrybutorzy sumiennie odrobili zadanie domowe i przygotowali widzów na różnorodne oblicza miłości – dla dorosłych (Zimowa opowieść), nastolatków (Miłość bez końca), fanów: polskich (Facet (nie)potrzebny od zaraz) i niemieckich (Jezus mnie kocha) komedii, oryginalnych historii (Ona) oraz Indii (Smak curry). Pomyślano także o singlach, którzy mogą zobaczyć argentyński dramat Anioł śmierci.

Ona
źródło
Samotny pisarz – Theodore kupuje
nowy system operacyjny, który jest tak zaprojektowany, aby spełnić wszystkie
potrzeby użytkownika. Między nim a jego systemem operacyjnym rozwija się
romans…
Spike Jonze nie często zasiada na
stołku reżyserskim, parając się przede wszystkim produkcją teledysków, ale
kiedy to robi, możecie być pewni, że zaserwuje wam produkt najwyższej jakości.
To twórca niebanalny, który zawsze tworzy ciekawą historię okraszoną
nietypowymi rozwiązaniami fabularnymi i co najmniej bardzo dobrym scenariuszem
(tym razem oscarowym), za którym podąża takież samo aktorstwo.
Dziejąca się w niedalekiej
przyszłości historia okraszona jest niezobowiązującą ramką science-fiction,
w gruncie rzeczy jest to bowiem uniwersalna opowieść o ludzkich lękach, emocjach i,
oczywiście, miłości. Jak zawsze u Jonzego – daleko jest od truizmów i banalnych
stwierdzeń. W spojrzeniu Jonzego na nas samych czuć świeżość tak bardzo
potrzebną dzisiejszemu Hollywoodowi. Naprawdę warto.
Zimowa opowieść
źródło
Film opowiada historię, która
dzieje się w mitycznym Nowym Jorku na przestrzeni ponad stu lat. To opowieść o
cudach, przeplatających się losach i odwiecznej walce dobra ze złem.
Akiva Goldsman to scenarzysta,
którego teksty od zawsze z lepszym (Piękny
umysł
) czy też gorszym (Batman i
Robin
) skutkiem przeplatały ze sobą banał i wciągającą historię. Bycie
stałym skrybą Rona Howarda mu nie wystarczyło i postanowił zająć się tym razem
reżyserią. Lepiej jednak, żeby poprzestał na pisaniu scenariuszy. Jego debiut
jest bowiem filmem wyjątkowo niespójnym, bez pomysłu łączącym kolejne wątki. Goldsman
wyszedł z założenia, że wszyscy widzowie zapoznali się wcześniej z książką,
która stanowi podstawę tej ekranizacji, i ani myśli tłumaczyć reguł, jakimi
rządzi się świat przedstawiony.
Największą wadą filmu jest jednak
przede wszystkim nuda, sprawiająca, że poczynania bohaterów będziemy śledzić z
coraz mniejszym zaangażowaniem. Pozostaną nam zupełnie obojętni, a po co nam obraz
z wyblakłymi postaciami, o których zapominamy tuż po seansie?
Miłość bez końca
źródło
Historia Jade i Davida, których
romans staje się tym bardziej intensywny, im bardziej rodzice dziewczyny
próbują ich rozdzielić.  Po ukończeniu szkoły średniej żyjąca pod kloszem
Jade zaczyna odczuwać fascynację Davidem. Młodzi zakochują się w sobie.
Spędzając ze sobą niezapomniane lato, młodzi kochankowie wbrew wszelkiej logice
pozwalają, aby wszechogarniająca namiętność stała się fundamentem ich wspólnej
przyszłości.
Miłość bez końca to melodramat stworzony z myślą o nastolatkach, co
pociąga za sobą określone konsekwencje. Podziały klasowe są maksymalnie
widoczne, na ekranie ujrzymy więc krystalicznie czystych biednych i
snobistycznych bogatych. Młodzi symbolizują nieskrępowaną wolność i namiętność,
dorośli natomiast nieustannie krygują ich staroświeckimi zakazami i poglądami. Młodym
widzom może się spodobać, starszym zdecydowanie odradzam seans, gdyż dostrzegą
oni tylko jego cukierkowość i schematyczność.
Facet (nie)potrzebny
od zaraz
źródło
Zosia rozstaje się z chłopakiem
po tym, jak nakrywa go w swoim mieszkaniu z inną dziewczyną. Zdradzona staje
przed koniecznością ułożenia sobie życia na nowo. Dodatkowo sytuację świeżo
upieczonej singielki komplikuje stary zakład, zgodnie z którym Zosia nie może
przyjść samotnie na ślub Anny – koleżanki z lat szkolnych. Za namową
przyjaciółki  Patrycji postanawia odszukać facetów,
którzy byli kiedyś ważni w jej życiu, i sprawdzić, czy gdzieś po drodze nie
przegapiła wielkiej miłości i czy któryś z byłych
nie jest tym jedynym.
Polskie
wytwory filmopodobne przeżyły wyraźny spadek zainteresowania po sromotnej
klęsce obśmianej przez wszystkich Kac
Wawy
, marnej kopii Kac Vegas.
Minęło jednak trochę czasu, rany się zabliźniły i producenci, licząc na
krótkotrwałą pamięć polskich widzów, wypuścili do kin kolejne komedie z „gwiazdorską” obsadą. Wkręceni ze stycznia tego roku bardzo dobrze poradzili sobie w box
office, a taki sam los spotkał Faceta
(nie)potrzebnego od zaraz
. I chociaż nie jest to film bardzo zły, to nie
warto oczekiwać od niego niczego nowego – ot, kolejna komedyjka na poprawę
humoru na weekend. Czyli całkiem dużo jak na rodzimy debiut.

Smak curry
źródło
Ila, wciąż młoda i piękna,
postanawia dodać trochę koloru swemu bezbarwnemu małżeństwu. Kobieta ma wielką
nadzieję, że nowa potrawa, której smak doprowadziła do doskonałości,
przyspieszy bicie serca jej wiecznie nieobecnego męża.
Specjalna przesyłka z jedzeniem, wysłana do niego do biura, przez pomyłkę
trafia w ręce innego mężczyzny. Podejrzewając, że ktoś obcy zjada przygotowane
przez nią posiłki, następnego dnia Ila wkłada do przesyłki nie tylko obiad, ale
też liścik. Wieczorem dostaje od nieznajomego odpowiedź…
Uwaga,
uwaga, film z Indii! Importując niemal wyłącznie kino amerykańskie i
brytyjskie, polscy dystrybutorzy raz na jakiś czas postarają się o film spoza
głównego nurtu kinowego. Smak curry
to nie Bollywood pełną gębą (czyli w skrócie połączenie kiczowatej historyjki i
piosenek w każdym, nawet najbardziej dramatycznym momencie), ale obraz
przesycony egzotyką, pomimo to pozostający uniwersalną opowieścią. Reżyser
Ritesh Batra z wyczuciem prezentuje kiełkującą miłość, a jego słodko-gorzki
styl opowiadania może spodobać się wszystkim bez względu na szerokość
geograficzną.
Anioł śmierci
źródło
W 1960 roku na patagońskiej
pustyni niemiecki lekarz spotyka argentyńską rodzinę i dołącza do jej obozu.
Córka Argentyńczyków, Lilith, zakochuje się w dużo starszym od siebie,
tajemniczym przybyszu. Po pewnym czasie rodzina odkrywa przerażającą tożsamość
mężczyzny.
Kiedy jest tuż po II wojnie
światowej, a ty spotykasz bogatego, inteligentnego Niemca zainteresowanego
badaniami nad bliźniakami, to wiedz, że coś się dzieje. Niestety, nie
przychodzi to do głowy bohaterom filmu. A szkoda, zaoszczędziliby sobie i
widzom cennego czasu. Anioł śmierci
stara się być zagadkowym thrillerem, ale zupełnie mu to nie wychodzi. Sama
historia ma w sobie dość spory potencjał na intrygujący dramat, lecz zupełnie
niewykorzystany. Postacie są tu zbyt czarno-białe, a  twórcom brakuje odwagi i talentu potrzebnego
do wciągnięcia widza w opowiadaną historię.
Jezus mnie kocha
źródło
Trzydziestoletnia Marie porzuca przed
ołtarzem swojego drobnomieszczańskiego narzeczonego. Nie chce skończyć jak jej
matka i pielęgnować życia w słodkiej iluzji. Postanawia szukać miłości… Ale
Marie nie idzie na łatwiznę i kandydatom na jej chłopaka stawia wysokie wymagania. Poznaje Jeshuę, który wydaje się miły i
wrażliwy. Czy to partner idealny? Marie chciałaby tak myśleć, ale niepokoi ją fakt,
że Jeshua podobno nigdy nie jadł pizzy i twierdzi, że to ona pokazała mu, jak
wyglądają pomidory…
Pomysł, by Boga i wszelkich
biblijnych zbawicieli przedstawić w tonie komediowym, nie jest może nowy, ale
nadal ciekawy i wciąż niewyeksploatowany. Biorąc pod uwagę dość luźny stosunek
Niemców do religijnych nakazów, można snuć podejrzenia, że Jezus mnie kocha to niepoprawna politycznie komedia naigrywająca
się z prawd wiary i mesjanistycznych wyobrażeń. Nic bardziej mylnego. Okazuje
się, że nasi zachodni sąsiedzi poszli po linii najmniejszego oporu i stworzyli
typowe dziełko romantyczne – nieodstające od standardowych przedstawicieli swego
gatunku.

Polski Bond wkracza do akcji

W tym tygodniu najgorętszą propozycją dla kinomanów będzie z pewnością Jack Strong – fabularyzowana historia najsłynniejszego polskiego szpiega w reżyserii Władysława Pasikowskiego i z główną rolą Marcina Dorocińskiego jest po prostu skazana na sukces (czego dowodzi rewelacyjny wynik frekwencyjny). Dla fanów amerykańskiego kina pozostał najnowszy RoboCop i komediowy Wykapany ojciec; na miłośników artystycznych wrażeń czekają Wielkie piękno, Matterhorn oraz Goltzius and the Pelican Company. Wszyscy natomiast mogą wybrać się na animację dziejącą się w świecie klocków Lego LEGO® PRZYGODA.

Jack Strong
źródło
Film sensacyjny opowiadający prawdziwą historię pułkownika Ryszarda Kuklińskiego – człowieka, który – tkwiąc w środku systemu – podejmuje współpracę z CIA i staje się kluczowym (choć niewidocznym) aktorem czasu zimnej wojny.

Władysław Pasikowski powrócił z impetem do polskiego kina. W zeszłorocznym Pokłosiu podjął temat masakry Żydów dokonanej przez Polaków w Jedwabnem, czym wywołał sporą burzę w polskim światku show-biznesowym. Pasikowski nie przestraszył się szalonej krytyki – i w swoim następnym filmie wziął na warsztat kolejną kontrowersyjną historię, tym razem życie słynnego polskiego szpiega Ryszarda Kuklińskiego.

Pasikowskiego można krytykować za wiele czynności, ale nie można odmówić mu rzemieślniczej sprawności. Od strony wizualnej jego dzieło spełnia się bardzo dobrze, zdjęcia i montaż stoją na wysokim poziomie. Film trzyma tempo, starając się być polską odpowiedzią na słynne amerykańskie produkcje szpiegowskie. Nie jest to oczywiście żadna nowość u Pasikowskiego – w końcu większość jego obrazów czerpie pełnymi garściami z kanonów i fabularnej estetyki kina hollywoodzkiego. Tym razem również udało mu się zaciekawić widza.

RoboCop 

źródło
Rok 2028. Alex Murphy, kochający mąż, wzorowy ojciec i doskonały policjant, daje z siebie wszystko, aby powstrzymać falę przestępstw w Detroit. Gdy zostaje ciężko ranny na służbie, międzynarodowa korporacja OmniCorp dostrzega szansę, by urzeczywistnić plany stworzenia hybrydy maszyny i człowieka – policyjnego cyborga. Potentaci nie wiedzą jednak, że w maszynie bezgranicznie oddanej służbie sprawiedliwości może wciąż kryć się prawdziwy człowiek.

RoboCop z 1987 roku to filmowa klasyka posiadająca wielu zagorzałych fanów. Produkcja remake’u budziła więc sporo mających podstawy niepokojów. Przede wszystkim narzekano na PG-13, czyli maksymalne wygładzenie filmu, tak aby mógł być oglądalny dla nastoletnich widzów. To spory zarzut, gdyż o sile oryginału stanowiła bezkompromisowość podsycana surowością zastosowanych środków i niskim budżetem. Miłośnicy filmu Verhovena na pewno wyjdą z kina zawiedzeni, narzekając później na współczesną hollywoodzką maszynkę przerabiającą kultowe obrazy na niestrawne gnioty. Inni, mający nieco bardziej obiektywny osąd, zauważą, że film brazylijskiego twórcy Joségo Padilhy nie jest wcale produkcją złą. Wręcz przeciwnie, to całkiem ciekawe, trzymające w napięciu kino. Wprawdzie nie tak świeże jak pierwowzór (który nie był także bez wad, o czym niektórzy zwykli zapominać), ale wciąż interesujące i zapewniające przyzwoitą dawkę akcji.

Wielkie piękno  

źródło
Jep Gamberdella – przystojny, czarujący mężczyzna – pomimo pierwszych oznak starzenia się w pełni korzysta z miejskiego życia. Chodzi na szykowne kolacje i przyjęcia, na których jego bystry dowcip i przyjemne towarzystwo są zawsze mile widziane. Na tarasie jego rzymskiego apartamentu z widokiem na Koloseum wydaje przyjęcia, na których ludzka aparatura rozbierana jest do naga i gdzie rozgrywana jest komedia nicości.

Po krótkim romansie z kinem amerykańskim, którego owocem był przyjęty z mieszanymi uczuciami przez widzów i znacznie korzystniej przez krytyków film Wszystkie odloty Cheyenne’a, Paolo Sorrentino powrócił do rodzinnej Italii. Tym razem niemal wszyscy są zgodni – Wielkie piękno jest jednym z najlepszym obrazów minionego roku. Włoski twórca dzięki zastosowaniu karykaturalnych środków stylistycznych idealnie przedstawił kryzys świata głównego bohatera, sztuczność i pychę elity, do której przynależy. Niezwykle ciekawy obraz Rzymu, miasta przeżartego zakłamaniem, które wydaje się jeszcze bardziej upadłe niż za czasów ostatnich cesarzy. Klasę filmu doceniono, przyznając mu nagrodę za najlepszy europejski film, a przede wszystkim, Oscara dla produkcji obcojęzycznej.

LEGO® PRZYGODA  

źródło
Historia Emmeta, zwyczajnej, nie wychylającej się i zupełnie przeciętnej minifigurki LEGO, którą przypadkowo wzięto za bardzo niezwykłą postać stanowiącą klucz do ocalenia całego świata. W ten sposób Emmet dołącza do niesamowitej drużyny, która ma do wykonania pełną przygód i niebezpieczeństw misję powstrzymania złowrogiego tyrana – misję, do której Emmet jest kompletnie nieprzygotowany.

Któż z nas nie bawił się w dzieciństwie klockami słynnej duńskiej firmy? Ci, którzy nadal czynią to ochoczo, seans z Lego® Przygoda mają na liście najpilniejszych spraw już od dawna. Film twórców Klopsików i innych zjawisk pogodowych to znakomita animacja, która zadowoli dosłownie wszystkich, małych i dużych, fanów Lego oraz tych, którzy woleli bawić się lalkami Barbie albo żołnierzykami. Ci pierwsi odnajdą w nich całą galerię barwnych postaci, które zjadają na śniadanie bohaterów innych animacji. Dla drugich będzie to nostalgiczna podróż do czasów wczesnej młodości i doskonała zabawa w odnajdywanie wśród gąszczu postaci ulubionych zabawek. Film pełen jest popkulturowych smaczków i pomysłowych zabiegów (odgłosy dzieci naśladujące ruch motoryzacyjny jako tło!), które będziecie odkrywać z prawdziwą frajdą.

Film stał się ogromnym sukcesem finansowym zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Polsce. Pewne jest już, że będzie to pierwszy film tego roku, który zarobi 100 milionów dolarów. Szefowie Warner Bros podjęli już decyzję o kontynuacji, którą ujrzymy za dwa lata.

Wykapany ojciec  

źródło
Dave Wozniak 20 lat temu zarabiał jako dawca banku nasienia. Nie rozważał konsekwencji, liczyła się forsa. Dziś Dave niewiele się zmienił – jest beztroskim facetem, zupełnie nieprzygotowanym na wiadomość, że jest ojcem 533 dorosłych już dzieci, z których 142 złożyło pozew o ujawnienie tożsamości ojca… czyli Dave’a. W jednej chwili jego życie staje na głowie, a jedno okazuje się pewne – nigdy nie będzie mógł już narzekać na samotność…

Amerykańska komedia z Vincem Vaughnem – to mówi samo przez siebie. Ostatnie dokonania tego niegdyś popularnego aktora budziły raczej zażenowanie niż salwy śmiechu. Ten remake kanadyjskiej produkcji wypadł jednak nieco lepiej od ostatnich dokonań Vaughna. Całość jest oczywiście standardową (choć z absurdalnym pomysłem wyjściowym) produkcją, która ma nas przekonać o cudowności posiadania potomka. Lekko, dość ciekawie, bez załamywania rąk i uciekania z kinowej sali.

Matterhorn  
źródło
Spokojny świat domu samotnego wdowca i kalwina Freda znika, gdy trafia do niego biedny wędrowiec Theo. Fred niczym dobry Samarytanin daje mu pracę w ogrodzie i przyjmuje go pod swój dach. Niesubordynowany, lekko opóźniony Theo bez skrupułów zaburza spokój domu.

Matterhorn to kolejny już reprezentant europejskiego kina niezależnego (niedawny Molier na rowerze), który za swoją siłę obiera starcie dwóch całkowicie przeciwstawnych charakterów. I tak jak w tamtej francuskiej produkcji, spotkanie to wypada całkiem udanie. Głównie za sprawą bardzo dobrej gry aktorskiej mężczyzn, której udało się nie popaść w karykaturę i zbanalizowanie, jakiego można się obawiać po takim temacie.

Goltzius and the Pelican Company  
źródło

Druga część trylogii Holenderscy mistrzowie, rozpoczętej portretem Rembrandta, którą ma zakończyć biografia Hieronima Boscha. XVI-wieczny malarz, rysownik i ilustrator, Hendrik Goltzius, usiłuje przekonać margrabię Alzacji do sfinansowania drukarni, dzięki której mógłby wydać erotyczną, obrazkową wersję Starego Testamentu. Wraz z kolejnymi występami otwarty i szczycący się wolnością słowa dwór margrabiego staje się coraz mniej tolerancyjny, szczególnie gdy okazuje się, że władcę olśniła uroda jednej z zamężnych aktorek.

Goltzius…
przemknął przez polskie kina zupełnie niezauważony. To z jednej strony całkiem naturalne – w końcu to film bardzo offowy, pokazany na niewielkiej liczbie kopii, z drugiej strony, aż dziw, że któryś z polskich kleryków nie odsądził twórców od czci i wiary. Spojrzenie Petera Greenawaya na Biblię jest całkowicie bezkompromisowe. Pismo Święte to dla amerykańskiego twórcy nie księga pokory i oświecenia, ale spis bezeceństw, okrucieństwa i aktów odważnej erotyki. Oburzyć może przede wszystkim chrześcijan, dla reszty seans może nie wydawać się równie ciekawym doświadczeniem, tym bardziej że za kolejnymi ekscesami reżysera nie kryje się żadna głębsza treść.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia