Nuda i banał w polskiej komedii

źródło

Dawno, dawno temu, nie za górami i nie za lasami, istniały takie czasy, w których Borys Szyc uznawany był za jednego z najlepszych młodych polskich talentów. Dziś znany jest głównie z tabloidów i występów w wątpliwej jakości komediach. Aktor nie potrafi uczyć się na własnych błędach i tak oto do kin trafiło nieśmieszne Dżej Dżej z nim w roli głównej.

Jeśli chcecie obejrzeć w kinie coś innego, do wyboru macie: baśniową Czarownicę, nową komedię twórcy Teda, czyli Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie, biograficzny Yves Saint Laurent, jeden z najlepszych debiutów 2014 r. Babadook, francuski Eastern Boys, dotykający tematu hiszpańskiej wojny domowej Gdy budzą się demony, rosyjski Gagarin oraz film o fanach motocykli Co nas kręci.

Czarownica
źródło
Czarownica była
kiedyś dobrą i piękną dziewczyną. Jej beztroską młodość przerywa brutalna
wojna, podczas której bohaterka walecznie broni własnej ojczyzny. Jednak
zdrada, której doświadcza, zmienia jej czyste serce w kamień… Spragniona
odwetu, rzuca klątwę na Aurorę, malutką córkę następcy tronu wrogiego
królestwa.
Jeśli ktokolwiek
bierze się za przeróbkę znanego wcześniej pomysłu, musi odświeżyć popularny temat, przefiltrować przez własną wrażliwość i przedstawić na nowo. Chociaż
twórcy Maleficent dość mocno
rozbudowali oryginalną historię, to oparli ją na tak wielkiej liczbie klisz i
schematów, że oczywiste staje się, że nie zamierzali stworzyć filmu
spoglądającego na bohaterkę w nowy, ciekawszy sposób. Całość zdaje się tak mało
wiarygodna i pełna nielogiczności, że z góry wiadomo, iż przeznaczona została
tylko dla najmłodszych.
Warstwa wizualna
także nie robi jakiegoś specjalnego wrażenia. Zbyt dużo tu niepotrzebnych
efektów specjalnych w scenach, które wyglądałyby tak samo bez nich. Fantastycznie
wygląda tu tylko Angelina Jolie, która, niestety, nie ma zbyt wiele do
zagrania.
Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie
źródło
Kiedy Albert, tchórzliwy
hodowca owiec, wymiguje się od udziału w strzelaninie, rzuca go jego kapryśna
dziewczyna. Tajemnicza nieznajoma, która właśnie przybywa do miasteczka, pomaga
mężczyźnie odzyskać wiarę w siebie. Kiedy bohaterowie zaczynają mieć się ku
sobie, w mieście zjawia się mąż kobiety, nałogowy przestępca, żądając zemsty. I
oto Albert zostaje zmuszony do przetestowania ledwie odzyskanego męstwa.
Komedia w
konwencji westernu to rzadki przypadek i możliwość oryginalnego wykorzystania
mitu Dzikiego Zachodu. Seth MacFarlane, opromieniony sukcesem Teda, nie wykorzystał leżącego w pomyśle
potencjału i nakręcił po prostu kolejną sprośną komedię, tyle że rozgrywająca
się wśród mężczyzn z kapeluszami i strzelbami u boku. Za dużo tu momentów, w
których śmiech (w zamierzeniu) ma być powodowany wydzielaniem z ludzkiego ciała
różnego rodzaju substancji. MacFarlane może i nigdy nie był fanem subtelnego
dowcipu, ale jego poprzednie dokonania przynajmniej śmieszyły. 
Yves Saint Laurent
źródło
Paryż, 1957 r.
Niezwykle nieśmiały i nadwrażliwy Yves Saint Laurent tworzy swoją pierwszą
kolekcję dla renomowanego domu mody Dior. Skutek jest olśniewający – cały Paryż
pada u stóp 21-letniego projektanta. Podczas pokazu Yves poznaje miłość swojego
życia; od tego momentu pasja będzie przeplatała się z cierpieniem miłosnym, a
rozkoszne momenty – z okresami zwątpienia.
Nie tylko
Francuzi kochają Yves Saint Laurenta, ale to oni ostatnio eksploatują historię
projektanta do potęgi – najpierw w filmie dokumentalnym sprzed kilku lat, teraz
w aż dwóch biografiach w tym samym roku. Niedawno temu do polskich kin wszedł Saint Laurent w reżyserii Bertranda
Bonello, wcześniej jednak mieliśmy okazję zapoznać się z wersją Jalila Lesperta. Miejmy
nadzieję, że Bonello nie powtórzył licznych błędów Lesperta. Jego Yves Saint Laurent to standardowa
biografia, realizująca jej wszystkie dawno określone schematy, jak i
powielające wciąż te same błędy. Zamiast skupić się na jednym etapie z życia
projektanta, scenarzyści kreślą jego cały życiorys, nie skupiając się dogłębnie
na żadnym z momentów jego kariery. Dodatkowo reżyser tak naprawdę nie pokazuje,
na czym polegała wielkość artysty, skupiając się na dość oklepanych perypetiach
miłosnych. Mimo wszystko dzieło Lesperta nie jest filmem bardzo złym – sprawdza
się przede wszystkim jako klasyczna biografia, z ładnymi widokami i przyjemną
dla ucha muzyką.
Babadook
źródło
Matkę oraz jej
sześcioletniego synka nawiedza nocą dziwny, tajemniczy stwór. Czy to zagadkowe
zjawisko jest realne, czy stanowi tylko wynik pogłębiającego się wyobcowania i
psychozy bohaterów?
Babadooka łatwo można nie zauważyć, przeglądając kinowy repertuar i przyjmując ten australijski horror za typowy
kiepski straszak, jakie goszczą zazwyczaj w kinach. Nie dajcie się zwieść, film ten stoi bowiem o przynajmniej kilka klas wyżej. Debiutantka Jennifer
Kent zdaje sobie sprawę, co stoi za sukcesem horroru, i tworzy sugestywną, tajemniczą
atmosferę. Najczęściej boimy się nie tego, co pokazane z detalami, ale
tego, czego nie widzimy lub jesteśmy niepewni. Zagadka, czy Babadook istnieje
naprawdę, czy jest odbiciem alienacji postaci, napędza widzom niemałego stracha.
Wspomagany jest on poprzez stare dobre sztuczki, takie jak sekretne szmery czy
odbicia nieznanego pochodzenia. Kent korzysta z klasyki kina, by wytworzyć
niepokojący nastrój i utrzymać widza w ciągłej niepewności. Wspomagana jest
przy tym doskonałą pracą operatora Radosława Ładczuka. 
Eastern Boys
źródło
Pochodzą z całej
Europy Wschodniej. Najstarszy z nich może mieć najwyżej 25 lat, wiek
najmłodszego pomińmy milczeniem. Całe dnie spędzają, włócząc się po francuskim
dworcu Gare du Nord. Mogą być męskimi prostytutkami. Daniel, mężczyzna w
średnim wieku, nie może oderwać wzroku od jednego z nich – Marka. W końcu
zaczepia chłopaka, który zgadza się przyjść do jego mieszkania. Daniel nie
zdaje sobie sprawy z tego, co się za chwilę wydarzy.
Robin Campillo dzieli swoją
opowieść na rozdziały różniące się od siebie przyjętą konwencją. Zaczyna od
niemal dokumentalnej obserwacji, przechodzi przez obrazową medytację, aby
zakończyć zwyczajowym romansem. Reżyserowi nie udaje się jednak wygrać tych
gatunków. Film przepełnia nuda, a scenariusz zapełniony jest nielogicznymi
rozwiązaniami i papierowymi postaciami, które potrafią zaciekawić tylko dzięki dobrej grze aktorskiej. Bardzo mało jak na zwycięzcę nawet
pozakonkursowej sekcji na festiwalu w Wenecji.
Gdy budzą się demony
źródło
Dziennikarz
Robert Torres wyrusza w podróż do Hiszpanii. Ma się tam spotkać ze swoim ojcem,
ale przede wszystkim będzie szukał materiału do nowej książki o Josemaria
Escriva, założycielu Opus Dei. Okazuje się, że ojciec bohatera był w
dzieciństwie najlepszym przyjacielem Escrivy. Jak to się stało, że jeden z nich
wybrał drogę kapłaństwa, a drugi zaangażował się w wojnę domową? Robert jest
bliski odkrycia zaskakującej prawdy…
Film Rolanda Joffé’a
trafił do naszych kin po trzech latach od powstania i nie wzbudził szerokiego
odzewu wśród polskiej publiczności. Ci, którzy na Gdy budzą się demony się udali, podzielili się dwa obozy:
zarzucających filmowi propagandowe zobrazowanie wojny domowej w Hiszpanii oraz
wprost nim zachwyconych. Czy film jest przerysowany i teatralny, czy wzruszający
i piękny, tego musicie dowiedzieć się sami. Uprzedzam tylko, że przeciwników
tego dzieła jest nieco więcej.
Dżej Dżej
źródło
Jerzy urozmaica
sobie życie, nadając martwym przedmiotom cechy ludzkie. Nie spodziewa się, że
dzięki temu odnajdzie miłość swego życia. Carmen jest wyjątkowa. Chce, żeby
mężczyzna był tylko jej i traktował ją jak księżniczkę. Marzą się jej dalekie
wędrówki. To ona prowadzi, zna każdą trasę na świecie i nie pozwoli, żeby ktoś
nią rządził. Do czego jest zdolny zakochany mężczyzna, jeśli jego ukochana to tak
wymagająca „kobieta”?
Wstępny opis tej
nowej polskiej produkcji przywodzi na myśl świetną Oną z zeszłego roku, stoi jednak o kilkanaście poziomów niżej od
filmu Spike’a Jonzego. Skracając: film trzyma poziom standardowej rodzimej
komedii. Mamy więc i czerstwe, od dawna nieśmieszne dowcipy, i kompletne
niewykorzystanie dobrych aktorów, i bezładną plątaninę wątków. Szkoda przede
wszystkim Borysa Szyca, który kiedyś był wielkim objawieniem polskiego kina, a teraz
jest synonimem obciachu i głupkowatości. Jego obecny wizerunek idealnie
wpasowuje się w tę naprawdę słabą i źle napisaną komedię.
Gagarin
źródło
Trwa zimna
wojna. Wyścig zbrojeniowy USA i ZSRR sięga zenitu. Dwa państwa zaciekle rywalizują
o to, które z nich pierwsze wyśle człowieka w przestrzeń kosmiczną. Spośród
dwóch tysięcy najlepszych radzieckich pilotów zostaje starannie
wyselekcjonowana dwudziestka. 12 kwietnia 1961 r. z kosmodromu Bajkonur
startuje statek kosmiczny Wostok 1. Na pokładzie przebywa Jurij Gagarin,
pierwszy człowiek, któremu udało się polecieć w kosmos.
Gagarin to film zrobiony przez Rosjan i
przeznaczony głównie dla Rosjan. Wybiera on bowiem jednego tamtejszego bohatera
i na jego podstawie ukazuje, jak szlachetnymi obywatelami są nasi sąsiedzi.
Prosty cel wzmocnienia narodowej dumy udaje się znakomicie, problem w tym, że
dla nie-Rosjan będzie to zbyt propagandowy przekaz. Owszem, kino amerykańskie
od zawsze opiera się na typowych opowieściach o herosach, ale robi to przeważnie w
lepszym tonie, w którym nie przeszkadzają pretekstowe dialogi i nieskazitelni
bohaterowie.
Co nas kręci
źródło
Film o pasji
zwykłych ludzi zakochanych w dwóch kółkach, ale także o historii motocyklizmu z
migawkami trójkołowych pojazdów, pierwszych cafe racerach i wyścigu Daytona
200. Fani motocykli opowiadają o tym, co ich kręci, niezależnie od wieku, płci
czy wykonywanego zawodu.
Reżyser Bryan H.
Carrol nie miał, niestety, dobrego pomysłu na swój reżyserski debiut. Próbował
sklecić zwarty dokument z krótkich fragmentów kilkudziesięciu wywiadów z
pasjonatami motocyklizmu. Przez ten zabieg sprowadził film do wyliczanki
banałów (co nas kręci? – wolność, pasja, wiatr we włosach), dodatkowo
wyśpiewanej w pełnym patosu, amerykańskim stylu. O ile lepiej byłoby, gdyby
autor skupił się na kilku przypadkach zapaleńców. Zamiast tego wtrąca zbyt
wiele taniego sentymentalizmu i oczywistych frazesów.

Kiedy tak trudno jest oddychać…

Wydawnictwo Feeria rozpoczyna rok od powieści obyczajowych. W styczniu 2015 r. przygotowano premiery: Oddychając z trudem, Pośród żółtych płatków róż Gabrieli Gargaś oraz Zac & Mia, która inauguruje nową serię REAL LIFE.

źródło

Tytuł: Oddychając z trudem
Autor: Rebecca Donovan
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 544
Data premiery: 14 stycznia 2015 r.
Druga część
serii Oddechy. Emma przeżyła
dramatyczną noc w domu swojej ciotki, ale niewiele z niej pamięta. Teraz Carol
nie może jej nic zrobić, ale ceną za to jest utrata kontaktów z Jackiem i
Laylą. Dziewczyna po powrocie ze szpitala próbuje prowadzić zwyczajne życie
nastolatki, ale nie jest to łatwe, kiedy wciąż budzi się zlana potem, a na
ulicach męczą ją ciekawskie spojrzenia. Gdy decyduje się zamieszkać ze swoją
matką, sytuacja tylko się pogarsza.
Tak jak w
pierwszym tomie Rebecca Donovan i tu bardzo dobrze przedstawiła trudne emocje
targające główną bohaterką. I chociaż nie jest to tak przygnębiająca pozycja jak poprzednia część, na wrażliwych czytelnikach na pewno odciśnie swoje
piętno. Autorka ukazała, jak trudno pozbyć się demonów przeszłości, które
oplątują życie człowieka i wyzwalają w nim zachowania autodestrukcyjne,
pozostawiając głęboką pustkę.
źródło
Tytuł: Pośród żółtych płatków róż
Autor: Gabriela Gargaś
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 312
Data premiery: 14 stycznia 2015 r.
Kilka osób,
przeróżne życiowe drogi, rozliczne wybory, nie zawsze jasne motywacje.
Bohaterowie tej książki – Zuza, Joanna, Robert, Michał, Wojtek, ciocia Zosia i
jej ukochany Zygmunt – podejmują trudne, czasami budzące kontrowersje decyzje,
wiążą się z niewłaściwymi partnerami, szukają siebie i nie zawsze
odnajdują.  Zawsze jednak dążą do
szczęścia, desperacko poszukując miłości. Bo miłość to uczucie, które nadaje
sens ich życiu.
Trudno cokolwiek
stwierdzić po tak ogólnikowym opisie oprócz tego, że książka przedstawia po
prostu życiowe perypetie różnych osób. Poprzednie powieści Gabrieli Gargaś
budziły jednak pozytywny odzew czytelniczek, które doceniały zabawne i
wzruszające losy bohaterów. Autorka tworzyła pozycje urocze, dobrze
napisane, idealne do czytania z kubkiem herbaty w ręku.
źródło
Tytuł: Zac & Mia
Autor: A.J. Betts
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 320
Data premiery: 14 stycznia 2014 r.
17-letni Zac
choruje na raka. Praktycznie mieszka w szpitalu i z pełnym rezygnacji
optymizmem znosi wszelkie niewygody takiego życia. Coś się zmienia, gdy do
pokoju obok wprowadza się kłótliwa, wściekła na cały świat Mia. W prawdziwym
świecie by się nie poznali, w szpitalu obowiązują jednak inne zasady. Ich
niepozorna relacja staje się coraz silniejsza. Czy Zac i Mia spotkają się poza
ośrodkiem i już razem pozostaną?
Książka A. J.
Betts powstała na fali popularności Gwiazd
naszych wina
. Chociaż nie dorównuje powieści Johna Greena, sprawdza się
jako dość dobra lektura przepełniona humorem i wzruszeniem. Ciekawy jest tu
bohater męski – autentyczny i sarkastyczny Zac, gorzej z Mią, która wydaje się
po prostu wredną, egoistyczną jędzą. Związek dwójki nastolatków przypomina
bardziej przyjaźń niż romans, został ładnie wyważony i nie przedramatyzowany.

All you need is love

źródło

Prószący śnieg
za oknem, przepyszny aromat domowych wypieków dobiegający z kuchni,
niecierpliwe wyglądanie pierwszej gwiazdki… Czego brakuje w tym zestawieniu?
Oczywiście dobrego świątecznego filmu. I nie, nie mam tu na myśli Kevina po ran
enty maltretującego włamywaczy, ale jedną z najlepszych komedii wszech czasów – To właśnie miłość.
Film Richarda
Curtisa dzieli się na kilka przeplatających się historyjek. Nowo zaprzysiężony
premier Wielkiej Brytanii będzie musiał poradzić sobie nie tylko z
odpowiedzialnym stanowiskiem, ale także z zauroczeniem jedną z pracownic jego
biura. Będąca w długoletnim związku Karen zauważa, że jej mąż coraz bardziej
się od niej oddala. Jamie wyjeżdża za granicę, aby podreperować złamane serce, i
niespodziewanie odnajduje tam miłość. Młody chłopiec pragnie rozbudzić
zainteresowanie najpopularniejszej uczennicy w szkole. Przebrzmiały gwiazdor
rocka próbuje w wielkim stylu powrócić na scenę. I tak dalej, i tak dalej…
Takie natężenie
różnorodnych opowieści grozi zawsze zredukowaniem fabuły do szeregu
standardowych frazesów. Lecz Curtis przekuwa wady w zalety i dzięki nowelowej
formule unika scenariuszowej nudy, sklejając swój film z samych głównych
atrakcji. W mistrzowski sposób potrafi w zaledwie trzech scenkach (ba, niekiedy
nawet w jednym ujęciu) uchwycić esencję swoich bohaterów. W ciągu kilku minut
charakteryzuje postacie lepiej niż niejeden reżyser w dwugodzinnym filmie. Do
tego w doskonały sposób łączy wszystkie nowele, subtelnie zacieśnia je ze sobą,
tworząc zgrabną całość.
źródło
Miłość ma wiele
twarzy – zdaje się mówić Curtis, gdyż przedział wiekowy w jego filmie jest
spory. Każdy z widzów odnajdzie w którymś z bohaterów cząstkę własnych
pragnień, obojętnie czy utożsami się z szarą biurową myszką czy ze świeżo
upieczonym wdowcem. Reżyser oddaje emocje każdej z osób z wyczuciem. Nikogo nie
bagatelizuje, z empatią traktuje osobiste rozterki bohaterów. Każdy jest dla
niego ważny, bo każdy szuka miłości i bliskości drugiej osoby na swój sposób.
Lwią przysługę
oddają filmowi aktorzy. Zarówno starsi wyjadacze (Rickman, Thompson, Nighy,
Neeson), jak i nowa brytyjska śmietanka (Knightley, Freeman, Lincoln) spisują
się znakomicie. Ich naturalność dodaje całości bezpretensjonalnego uroku. Bezbłędnie
wykorzystują wszystkie zabawne bądź wzruszające gagi sytuacyjne, a tych jest w
filmie sporo. Jeśli waszych serc nie poruszy ciche miłosne wyznanie Marka czy scena
z Samem na lotnisku, to znaczy, że są one z kamienia.
źródło
Aby bańka
słodkiego świątecznego klimatu nie urosła do horrendalnych rozmiarów, Curtis
wzbogaca ją o gorzkie spostrzeżenia. Nie ukrywa, że, jak w prawdziwym życiu,
nie wszystkich czeka szczęśliwe zakończenie. To, jak na standardy komromów,
bardzo rzadki punkt widzenia. I dlatego właśnie Love Actually, mimo zaledwie 11 lat na karku, należy już do klasyki gatunku. Perfekcyjnie łączy bowiem skrajne
przeciwieństwa – to cudowny feel-good movie, ale podszyty smutkiem, obraz
słodki, ale jednocześnie gorzki, prawdziwy i bajkowy w jednym momencie.

Posłuchaj innych

źródło
Tematyka LGBT, stanowiąca w Polsce temat tabu, jest szeroko omawiana w bogatych krajach europejskich. Polscy widzowie mają okazję przyjrzeć się fińskiemu spojrzeniu na transseksualność w filmie Powiem ci wszystko lub też wybrać się na blockbuster X-Men: Przeszłość, która nadejdzie, najnowszy film Terry’ego Gilliama Teoria wszystkiego, polską Karuzelę, przenoszący do czasów PRL-u Mundial. Gra o wszystko, animację Czarnoksiężnik z Oz: Powrót Dorotki i starego bohatera z dzieciństwa w Listonosz Pat i wielki świat.

X-Men: Przeszłość, która nadejdzie
źródło

Kontynuacja
losów kultowych superbohaterów, kulisy ich zatargów i walki o akceptację.
X-Meni pojednują się, by walczyć o przetrwanie gatunków w dwóch epokach. Starzy
bohaterowie łączy siły z młodszymi wersjami samych siebie i przenoszą się w
przeszłość, aby ocalić naszą i ich przyszłość.

Namnożyły się w
kinie te X-Meny. Zaczęło się czternaście lat temu od Bryana Singera; wartę
później obejmowali Brett Ratner, Gavin Hood i Matthew Vaughn, aby historia zatoczyła
koło i wróciła ostatecznie do Singera. A on, jak nikt inny, najlepiej czuje
uniwersum mutantów. Amerykańskiemu reżyserowi udała się niebywała trudność
sprawnego połączenia kilku filmów z wieloma bohaterami w różnym wieku. To
patchwork niezwykle udany, mimo swej złożoności zaskakujący płynnością i
oryginalnością. Nietypowość Przeszłości,
która nadejdzie
kryje się w dobrze skrojonym scenariuszu, który z odwagą
usuwa sylwetkę czarnego charakteru, zamiast tego skupiając się na kilku
mniejszych, ale ważnych dylematach.
Najnowsi X-Meni to świetne kino przede wszystkim
dla fanów komiksowej serii. W końcu mogą oni obejrzeć większość swoich
ukochanych bohaterów na wielkim ekranie. Nieobeznani z poprzednimi częściami
będą czuli się zdezorientowani wielością wątków i pokomplikowaniem fabuły.
Zostanie im wprawdzie widowiskowa akcja, ale to mało, żeby czerpać pełną
przyjemność z dzieła Singera.

Teoria wszystkiego
źródło

Bliska przyszłość.
Ludzie zostali pozbawieni resztek prywatności, a odpowiedzią na każde ich
pytanie są wszędobylskie komputerowe usługi. Ukrywający się przed światem
geniusz Qouen otrzymuje od szefa potężnej korporacji sekretną misję.
Korzystając z wszelkich dostępnych środków ma odkryć sens istnienia
wszechświata. Zanim rozwiąże tę zagadkę, musi poradzić sobie ze swoimi lękami i
obsesjami.

Czuć w tym
filmie charakterystyczny sznyt Terry’ego Gilliama. Mamy tu i oryginalną formę,
i nadpobudliwych ekscentryków, i starcie bezbronnej jednostki z wszechwładną
korporacją. Choć Gilliam ma w zanadrzu parę ciekawych pomysłów, czeka go smutny
los Tima Burtona – facet po prostu za często się powtarza. Powielanie stale
tych samych schematów sprawia, że nawet najwykwintniejsze opakowanie traci ze
swojej świeżości. Teoria wszystkiego
zbliża się poziomem do przedobrzonego Parnassusa
– za mało w nim sensownej treści i jakiegokolwiek morału, by można było go
nazwać choćby dobrym kinem.

Karuzela
źródło

Czwórka głównych
postaci wchodzi właśnie w dorosłe życie. Dwójka przyjaciół zakochała się kiedyś
w tej samej kobiecie i zdaje się, że przeszła ten trudny test męskiej przyjaźni
zwycięsko. Pod powłoką pozorów istnieją jednak sekrety, które mogą przekreślić
wszystko. Kiedy skutki wyborów sprzed lat wyjdą na światło dzienne, okaże się,
jak iluzoryczne jest szczęście zbudowane na kłamstwie.

Robert
Wichrowski osiem lat po swoim kinowym debiucie i chałturach w polskich
serialach, powraca do wielkiego ekranu. Francuski
numer
był rozczarowujący, ale Wichrowski miał jeszcze szanse na rozwinięcie
swojego warsztatu, szkoda że stracił je na pracę przy telenowelach. Jego drugi
film niestety sprawia wrażenie kinowego przedłużenia któreś z rodzimej
produkcji spod znaku M jak miłość. Karuzela to splot nudnych i słabo ze
sobą powiązanych historii, które ratują chyba tylko zdjęcia Adama Bajerskiego.
Ten utalentowany operator, który odpowiadał także za oprawę Sztuczek czy
Imagine, wciąż czeka na swój wielki film, w którym będzie mógł w pełni objawić
swój talent. Karuzeli do nich nie
zaliczyć nie będzie można.

Mundial. Gra o wszystko
źródło

Dokument o
przeplatających się więzach sportu i polityki. Występ polskich piłkarzy w
Hiszpanii z 1982 r. poznajemy z perspektywy zawodników próbujących sprostać nie
tylko swoim celom, ale także wielkiej presji ze strony kibiców i komunistycznej
propagandy. Ich grę śledzą także internowani członkowie Solidarności,
dziennikarze i cenzorzy wycinający z transmisji telewizyjnych wszelkie przejawy
opozycji. Film korzysta m.in. z archiwalnych materiałów TVP i animowanych zdjęć
z obozu dla internowanych.

Podróż w
przeszłość do czasów PRL-u, gdzie wszystkie dziedziny życia skażone były
polityką. Obserwujemy zdarzenia, w których piłka nożna nie była tylko piłką
nożną, a każdy z pozoru zwyczajny gest mógł nieść wyższe przesłanie. Dokument
przedstawia mundial ’82 z dwubiegunowej perspektywy: zarówno piłkarzy
zdobywających dla Polski medal, jak i internowanych przebywających w obozach. Michał Bielawski
gładko łączy oba światy, które w rzeczywistości nie były tak odległe, jak się
na pierwszy rzut oka wydaje. To nie tylko ciekawa opowieść z czasów, kiedy
nasza reprezentacja potrafiła wygrywać z najlepszymi pomimo ogólnej biedy
sprzętu, ale także fascynujący portret wykorzystywania piłki dla własnych celów
– przez obie strony ówczesnego konfliktu.

Czarnoksiężnik z Oz: Powrót Dorotki
źródło

Dorotka ponownie
przenosi się do krainy Oz, na prośbę swoich przyjaciół – Blaszanego Drwala,
Stracha na wróble i Tchórzliwego Lwa. W tym czasie władzę w magicznym świecie
przejął Błazen, niesympatyczny i przebiegły brat Złej Czarownicy z Zachodu. Aby
pokonać przeciwnika Dorotka musi wybrać się na wędrówkę do Szmaragdowego Grodu.
W czasie podróży spotka starych przyjaciół oraz pozna nowych, niespodziewanych
sprzymierzeńców.

Twórcy najnowszego
Czarnoksiężnika z krainy Oz łatwymi
sposobami próbują przypiąć się do znanej marki, ożywionej w zeszłym roku po
dobrze przyjętym przez widzów Ozu Wielkim
i Potężnym
. Tamten film, choć nie grzeszył inteligencją, stanowił jednak
niezłą rozrywkę dla całej rodziny. Ten obraz, choć w zamierzeniu skierowany do
dzieci, najmłodsi oglądać nie powinni. Choć plastikowa animacja wygląda co
najwyżej przeciętnie, to kryjące się w niej przerażające wydarzenia mogą
odstraszyć nie tylko najmłodszych. To miało stanowić chyba jedyny wyróżnik
obrazu Dana St. Pierre’a i Willa Finna. Całość wypada bowiem wyjątkowo blado,
począwszy od kiepsko zrealizowanej animacji 3D, po nijakie piosenki.

Powiem ci wszystko
źródło

Maarit jest
transseksualistką, sprząta w gabinecie psychoterapeuty i wciąż czuje się
wyalienowana w społeczeństwie. Wszystko się zmienia, gdy pewnego dnia jej
pracodawca wyjeżdża z miasta. Kiedy kobieta sprząta jego biuro i dla zabawy
udaje psychologa, do gabinetu wkracza przeżywający kryzys małżeński mężczyzna.
Sami odnajduje bratnią duszę w osobie Maarit, a życie kobiety coraz bardziej
się komplikuje. Czy między nią a przypadkowo poznanym mężczyzną narodzi się
miłość?

Problem
osamotnienia osób homoseksualnych i transseksualnych to dość często spotykana
tematyka w kinie nowoczesnej Europy. Tej fińskiej produkcji udaje się jednak
opowiedzieć o losach głównej bohaterki unikając wciąż powtarzających się schematów.
Simo Halinen, dla którego to dopiero drugi film, zręcznie opowiada o świecie, w
którym królują etykietki i krzywdzące stereotypy. Wystarczy gdzieś zasłyszana
pogłoska, żeby obrzucić drugiego człowieka fałszywymi osądami. Choć reżyser
chwali asertywność i odważną walkę o swoje, przedstawia także drugą stronę
medalu – szczęście może być budowane na czyimś nieszczęściu i być przejawem
samolubstwa. Halinen nie osądza swoich bohaterów, przedstawia różne punkty
widzenia i zawiłe ludzkie losy.

Listonosz Pat i wielki świat
źródło

Listonosz Pat z
małego miasteczka pragnie wziąć udział w bijącym rekordy popularności show Gwiazdą być! W tym celu musi wyruszyć do
wielkiej metropolii pełnej gwiazd i telewizyjnych osobistości. Będzie to dla
niego ogromna, niebezpieczna przygoda, na szczęście Pat może liczyć na pomoc
przyjaciół z rodzinnego miasteczka, dzięki którym odkryje, że od rozgłosu,
uznania i świateł wielkiego miasta znacznie ważniejsza jest grupa bliskich, z
którymi nigdy nie można się nudzić.

Listonosz Pat był jednym z ulubieńców
naszych rodziców. Przygody flegmatycznego urzędnika uczyły i bawiły całe
pokolenie, dostarczając zarówno rozrywki, jak i czysto dydaktycznych wartości.
Brytyjska animacja to jednoczesna próba wskrzeszenia sentymentu oraz
zainteresowania Patem współczesnych dzieciaków, wychowywanych na nieco innych
filmach. I tak, zamiast dawnych kukiełek, zapanowała dość sztuczna (w tym
przypadku) animacja komputerowa. Ta zmiana dobrze odzwierciedla fabułę opierającą
się na walce ze zgubnymi pokusami wielkiego świata. O ile Pat nie zmienia się
pod wpływem telewizyjnego show, to twórcy tego obrazu zatracają gdzieś
staroświecki urok oryginału. Listonosz
Pat i wielki świat
staje się przez to kolejną animacją, którą można
obejrzeć między obiadem a zabawą z dzieckiem.

Młodzieżowa Gwiazdka

Jeśli na Święta pragniecie obdarować książką fankę młodzieżowych seriali i powieści, to spójrzcie na propozycje wydawnictwa Feeria. Na grudzień przygotowało ono premiery książki Lei Michele oraz nowej sagi twórców Pięknych istot.

źródło

Tytuł: Piękna i ambitna. Mój styl
Autor: Lea Michele
Gatunek: poradnik
Liczba stron: 208
Data premiery: 3 grudnia 2014 r.
Poradnik Lei
Michele, gwiazdy serialu Glee.
Aktorka dzieli się w nim swoimi doświadczeniami oraz radami dotyczącymi
zdrowego stylu życia. Wskazuje nie tylko, jak dbać o urodę i odnaleźć się w
świecie mody, ale także jak zachować wewnętrzną siłę. Opowiadając o
własnych losach, uczy, jak stawiać czoła wyzwaniom i przezwyciężać trudności,
aby osiągnąć sukces i w pełni korzystać z życia.
Pierwsza książka
Lei Michele to połączenie pamiętnika, poradnika i modowego przewodnika. Nie
wróżę tej zbiorczej pozycji wielkiego sukcesu w naszym kraju – Glee swoje chwile popularności przeżyło
kilka lat temu i teraz odgrywa znacznie mniejszą rolę na tłocznym telewizyjnym
rynku. O samej Michele mówiło się ostatnio jedynie w kontekście jej młodo
zmarłego partnera – zarówno w serialu, jak i w życiu – Cory’ego Monteitha. Natomiast sama
forma z cyklu: jak się nie przejmować i
odnaleźć wewnętrzną siłę
 wydaje się mało interesująca.
źródło
Tytuł: Niebezpieczne istoty
Autor: Kamil Garcia, Margaret Stohl
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 320
Data premiery: 3 grudnia 2014 r.
Ridley to bardzo
niegrzeczna dziewczynka. Nie można ufać nie tylko jej, ale nawet sobie samemu,
gdy znajduje się w jej pobliżu. Jej partner Link to rockowy muzyk. Para
wyjeżdża razem do Nowego Jorku, gdzie chłopak chce rozpocząć karierę. Wkrótce
okaże się, że może to być ich ostatnia podróż, bo cena za ich życie jest bardzo
wysoka…
Niebezpieczne istoty inaugurują nową
serię, będącą spin-offem znanych wśród nastolatków Pięknych istot. To niezła powieść dla młodzieży, której głównym
atutem jest to, że wciąga w świat przedstawiony. Tempo akcji utrzymuje się na
stałym poziomie, by pod koniec przyspieszyć i zostawić czytelnika z odwiecznym
pytaniem: co dalej? Oprócz fantasy
znajdą się w tej pozycji także wątki sensacyjne i kryminalne.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia