Październikowe cuda

źródło
Jesień w pełni – studenci rozpoczęli rok akademicki, uczniowie przeżywają pierwsze sprawdziany, a za oknem mieszanka różnobarwnych liści i rzęsistego deszczu. Lubimy długie spacery, ale kiedy na dworze plucha, warto sięgnąć po którąś z najnowszych książkowych pozycji. Oto nasz przegląd październikowych premier literackich.

źródło

Tytuł: Tuf Wędrowiec

Autor: George R.R. Martin
Gatunek: science-fiction
Liczba stron: 460
Data premiery: 6 października 2014 r.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Haviland
Tuf to wędrowiec i drobny międzygalaktyczny handlarz. Dzięki
niecodziennemu zbiegowi okoliczności staje się posiadaczem
ogromnego, starego statku, bazy ziemskiego Inżynierskiego Korpusu
Ekologicznego. Ów niezwykły przyrząd potrafi za pomocą technik
klonowania i nowoczesnej inżynierii genetycznej produkować
niezliczone gatunki zwierząt i roślin. Tuf postanawia
zmienić zawód i za pomocą statku próbuje rozwiązać problemy
okolicznych światów.
George
R. R. Martin to sprawdzona marka, twórca wielu znakomitych powieści
z gatunku fantasy i science-fiction. Tym razem zabiera nas w wyprawę
przyjemną w odbiorze i nie tak surową jak poprzednie jego dzieła.
Tuf Wędrowiec
to książka zabawna i wciągająca od samego
początku. Martin uczynił z głównego bohatera ekscentryka
przemierzającego kolejne światy w celu przewodzenia ekologicznej
misji i w tej kwestii bez wątpienia należą mu się punkty za oryginalność.
Tuf rozbudza zainteresowanie czytelnika, które nie słabnie przez
cały czas czytania.

źródło
Tytuł: Rogi
Autor: Joe Hill
Gatunek: powieść sensacyjna
Liczba stron: 376
Data premiery: 14 października 2014 r.
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ignatius budzi się pewnego ranka z potężnym kacem. Jest
przekonany, że poprzedniej nocy sporo narozrabiał, ale nic z tego
nie pamięta. Ku swemu przerażeniu odkrywa, że od tego czasu na
głowie urosły mu… rogi. Dostrzega też inną specyficzną
zdolność – poprzez dotyk jest w stanie poznać wspomnienia, myśli
i przeszłość zupełnie obcych ludzi. Czy nowy dar pozwoli
mężczyźnie odkryć, kto zgwałcił i zamordował rok temu jego
dziewczynę?
Joe Hill jest w Polsce dość mało znany, a jeśli już, to przede
wszystkim fanom Stephena Kinga – to w końcu syn mistrza horrorów.
Rogi to jego następna powieść po głośnym debiucie, dzięki któremu niektórzy skrajni optymiści nazywali Hilla nowym talentem
na miarę Kinga. Nepotyzm nepotyzmem, ale faktem jest, że Hill nie
próbuje podciągnąć się pod ogromny sukces swojego ojca, ale
szuka własnej ścieżki. A talent do opowiadania odziedziczył w
genach – Rogi to nie tylko książka z fascynującym, choć
lekko absurdalnym, pomysłem wyjściowym. Hill stworzył nietypową,
ciekawą fabułę, która czasami wzrusza, czasami zaskakuje, a
czasem przeraża (mimo że to nie horror).
31 października na ekrany polskich kin wejdzie ekranizacja Rogów w
reżyserii Alexandra Aja, dotychczas specjalisty głównie od kina
spod znaku grozy (Wzgórza mają oczy, Lustra). W
głównych rolach Daniel Radcliffe i Juno Temple.
źródło

Tytuł: Posłaniec

Autor: Markus Zusak
Liczba stron: 352
Data premiery: 15 października 2014 r.

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

 

Ed Kennedy to zwyczajny taksówkarz, który mieszka w ruderze na
przedmieściach i kocha się w swojej koleżance Audrey. Kiedy
pewnego dnia powstrzymuje napad na bank, jego przepełnione rutyną
życie zmienia się nie do poznania. Wtedy Kennedy zostaje Posłańcem.
Wybrany, wędruje przez miasto, pomagając i cierpiąc, aż zostaje
mu tylko jedno pytanie: kto stoi za jego misją?
Markus Zusak zawładnął sercami miłośników literatury
bestsellerową Złodziejką książek. Popularność autora
przyniosła za sobą kolejne wydanie jego książki Posłaniec.
Ci, którzy zachwycili się kunsztownie napisaną Złodziejką,
mogą przeżyć rozczarowanie, jeśli oczekują podobnie wysokiego
poziomu. Posłaniec został napisany prostym językiem, ale
zawiera w sobie ciekawe refleksje. Ukazuje interesującą przemianę do
bólu zwyczajnego człowieka we wrażliwego i z chęcią niosącego
innym ludziom pomoc. Opowiadając o Edzie, który stawia czoła
własnym lękom, pisarz mówi o empatii i monotonii, która owleka
nasze życie i nie pozwala nam w pełni się z niego cieszyć.
źródło

Tytuł Barca. Życie, pasja, ludzie

Autor: Jimmy Burns
Gatunek: literatura faktu
Liczba stron: 472
Data premiery: 22 października 2014 r.

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Historia jednego z najsłynniejszych i najbardziej prestiżowych
klubów piłkarskich na świecie – FC Barcelona. Tętniąca życiem
opowieść o piłkarzach, trenerach, kibicach, jak i samej Katalonii.
Zawodnik podpisujący kontrakt po pijaku, prezydent klubu
rozstrzelany przez frankistów, kibice wygwizdujący zwyciężającą
drużynę i wiele, wiele innych…
To doskonała książka dla wszystkich fanów futbolu, a dla
zagorzałych kibiców Barcy pozycja wręcz obowiązkowa. Autor
prezentuje niezwykłe losy tego hiszpańskiego klubu, biorąc pod
uwagę także jego wpływ na kreowanie katalońskiej tożsamości.
Powstał dzięki temu żywy obraz pełen nie tylko czysto sportowych
ciekawostek, ale także patrzący na Barcelonę z szerszej
perspektywy. Historia stu lat istnienia klubu podana w ciekawy
sposób, przeznaczona nie tylko dla zagorzałych fanów.
źródło
Tytuł: Coś, o czym chciałam ci powiedzieć
Autor: Alice Munro
Gatunek: literatura obyczajowa
Liczba stron: 304
Data premiery: 22 października 2014 r.
Wydawnictwo: Świat Książki
Zbiór trzynastu opowiadań z głównymi kobiecymi bohaterkami –
babciami, mamami, córkami, ciotkami oraz przyjaciółkami. Wszystkie
żyją miłością, wiarą, złością, zmagając się z
przeszłością, teraźniejszością i oczekując na przyszłość.
To już kolejna propozycja polskiego wydawnictwa od Alice Munro.
Mistrzyni krótkiej formy po raz kolejny przygląda się zwyczajnej
codzienności, uchwytując to, o czym często zapominamy lub na co nawet
nie zwracamy uwagi. Z oczywistych względów ta książka przypadnie
do gustu przede wszystkim kobietom – to w końcu przedstawicielki
płci pięknej bierze pod lupę autorka. Każda z nas będzie w
stanie odnaleźć siebie w którejś z postaci Munro, niezależnie od
statusu materialnego czy liczby w dowodzie. Intrygująca pozycja
pełna empatii i inteligentnych przemyśleń.

źródło

Tytuł: Gomorra. Podróż po imperium kamorry

Autor: Roberto Saviano
Gatunek: reportaż
Liczba stron: 336
Data premiery: 22 października 2014 r.

Wydawnictwo: Sonia Draga

Od momentu, gdy jako młody chłopiec zobaczył ofiarę mafijnych porachunków, Roberto Saviano bacznie obserwował zmiany zachodzące w rodzinnym Neapolu. Śledził mechanizmy działania kamorry, potężnej grupy mafijnej paraliżującej miasto. Zbadał i opisał ogromną siatkę przestępczą, zamieszaną nie tylko w handel narkotykami, ale także pokazy mody, odpadki i budownictwo.

Gomorra to bestseller nietypowy, bo nie skierowany do masowej publiki łaknącej prostego czytadła. Saviano odkrył nieznane szerzej karty we współczesnej przestępczości zorganizowanej, dając świadectwo niewiarygodne i bardzo dla niego ryzykowne. Neapolitańska mafia to już nie ta mafia z kodeksem moralnym, własnymi zasadami i hierarchią, ale wszechmocna grupa, dla której jedynym priorytetem jest zysk. Kiedy w grę wchodzą bajońskie sumy większe od budżetów rządów, sumienie zostaje przyćmione, aż wreszcie całkowicie zanika. Niezwykle interesująca książka zmuszająca do przewartościowania własnych poglądów.

źródło
 
Tytuł: Moja
kuchnia w Paryżu.

Przepisy i nowości
Autor: David Lebovitz
Gatunek: książka kulinarna
Liczba stron: 352
Data premiery: 22 października 2014 r.
Wydawnictwo: Pascal

100 przepisów na klasyczne oraz mniej znane dania święcące triumfy we francuskiej kuchni. Książka zawiera nie tylko znane i lubiane zupy cebulowe, kurczaka w winie czy tosty z szynką i serem, ale także te nieco mniej popularne, jak tadżin z jagnięciny, pieczony ziemniak z dukka i wieprzowina w sosie barbecue. Nie zabraknie oczywiście słodkości – babek z listkami laurowymi, kruchych ciasteczek, słonych sosów karmelowych…

Kolejna
na naszym rynku książka kulinarna Davida Lebovitza, Amerykanina,
który – jak wielu przed nim – rzucił Stany dla Francji.
Lebovitz przelewa swoją miłość do francuskiej kuchni na
czytelnika, odkrywając bardziej i mniej znane przepisy na tamtejsze
dania. Pisarz, z zawodu cukiernik, szczególne miejsce zostawia dla
pysznych wypieków, których grzechem jest nie przyrządzić i
posmakować. Kolejne przepisy wzbogacone są o zabawne, napisane z
dystansem anegdoty oraz dodające klimatu zdjęcia Paryża.
źródło

Tytuł: Wielka księga Basi i Franka

Autor: Zofia Stanecka
Gatunek: literatura dziecięca
Liczba stron: 160
Data premiery: 22 października 2014 r.

Wydawnictwo: Egmont

Franek jest jeszcze mały i nie wszystko rozumie. Na szczęście ma
też starszą siostrę, która z ochotą pokazuje mu świat.
Rodzeństwo poznaje liczby, kolory, zwierzęta, przeżywa przygody
z jedzeniem, ubieraniem i zasypianiem.
Książeczki dla dzieci z serii Basia muszą cieszyć się
sporym powodzeniem, skoro liczą już kilkadziesiąt pozycji. Nic w
tym dziwnego, w końcu Zofia Stanecka stworzyła przeuroczą
bohaterkę, której po prostu nie da się nie lubić. Nie ma tu
zaczarowanych kucyków, latających smoków czy innych
fantastycznych stworzeń, jest za to sama rzeczywistość. Dzieci uczą się,
jak radzić sobie z sytuacjami napotykanymi na co dzień. To nie
oznacza, że książka jest nudna, wręcz przeciwnie, Basia i Franek
potrafią przeżyć wiele zwariowanych przygód, które zaciekawią
dziecko w równym stopniu co opowieści o niejednych telewizyjnych
bohaterkach.
źródło

Tytuł: Półbrat

Autor: Lars Saabye Christensen
Gatunek: powieść psychologiczna
Liczba stron: 900
Data premiery: 23 października 2014 r.

Wydawnictwo: Literackie

Trzy pokolenia kobiet i dwaj chłopcy to norweska
rodzina, w której życie w ostatni dzień II wojny światowej wdarła
się historia. Jednym z bohaterów jest Barnum, uznany scenarzysta
filmowy, który w głębi serca wciąż pozostaje chłopcem
desperacko poszukującym swojego miejsca w świecie. Jego egzystencja
definiowana jest przez traumę, którą naznaczona jest cała jego
rodzina.
Klasyka literatury norweskiej, wielka (także dosłownie) saga rodzinna
o familii naznaczonej na zawsze przez Wielką Historię. Niezwykłe
wydarzenia obserwujemy z perspektywy Barnuma, inteligentnego,
przenikliwego chłopaka (a później mężczyzny) o nieposkromionej
wyobraźni i talencie pisarskim. Choć charakterystyka wszystkich
postaci została pogłębiona psychologicznie, wciąż mają oni
swoje niedopowiedzenia, które dodają aury tajemniczości.
Liczne symbole i ukryte znaczenia tworzą ciekawy, nieco romantyczny klimat.
źródło

Tytuł: Wielka encyklopedia zwierząt

Gatunek: książka przyrodnicza
Liczba stron: 544
Data premiery: 27 października 2014 r.

Wydawnictwo: Publicat

Encyklopedia prezentuje gatunki zwierząt zamieszkujących każdy
kontynent na Ziemi. Kolejne strony omawiają królestwa zwierząt,
następnie każda część jest podzielona na rozdziały prezentujące
mniejsze grupy w ramach każdej gromady. Książka jest skierowana do
wszystkich czytelników, ale najbardziej przyda się początkującym w
odkrywaniu fauny oraz uczniom klas gimnazjalnych i licealnych. To
szerokie kompendium wiedzy, obejmujące takie tematy, jak rozmnażanie,
budowa czy tryb życia. Bogaty materiał ilustracyjny (ponad 2000
obrazków) sprawia, że po tę encyklopedię mogą sięgnąć także
najmłodsi. Tym bardziej że książka zawiera dodatkowy rozdział,
opisujący nietypowe zachowania zwierząt z całego świata.

źródło

Tytuł: Wampiry wolą szatynki

Autor: Kerrelyn Sparks
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 320
Data premiery: 30 października 2014 r.

Wydawnictwo: Amber

Angus MacKay, będący od pięciuset lat wampirem, zakochuje się w Emmie, na jego nieszczęście pogromczynią wypijających krew istot. Chłopak, by ujść z życiem, nie mówiąc już o zbliżeniu się do dziewczyny, musi przekonać ją, że mają wspólnego, niezwykle niebezpiecznego wroga. Do tego celu wykorzysta swój nieodparty urok osobisty.

Fanki wampirzego romansu spod znaku Zmierzchu znają tę pozycję od dawna. Dzieło Kerrelyn Sparks to trzeci tom z liczącego piętnaście części cyklu Miłość na kołku (nasza recenzja Jak uwieść wampira tutaj). Autorka powinna skupić się jednak na jakości, a nie ilości. Ta seria to nudne popłuczyny po podobnych powieściach z wampirzymi romansowymi historiami. Banalna fabuła, nieciekawe wątki i ograne schematy – to proponuje amerykańska pisarka. Historia przedstawiana w kolejnych tomach nie broni się nawet jako lekka opowiastka dla nastolatek, które mają do wyboru znacznie lepsze pozycje.

Maszynka do zabijania

W tym miesiącu wydawnictwo Feeria przygotowało książki specjalnie z myślą o nastolatkach. Zarówno dziewczęta, jak i chłopcy znajdą w październiku coś dla siebie.

 
źródło





Tytuł: Chłopak nikt

Autor: Allen Zadoff
Gatunek: thriller
Liczba stron: 344
Data premiery: 8 października 2014 r.

Osierocony i wychowywany w ekstremalnym obozie tytułowy chłopak
wyrósł na perfekcyjną broń. Funkcjonuje niemal wyłącznie jako
narzędzie, które odbiera wrogom jego kraju możliwość czynienia
dalszych szkód. Nie ma własnego życia, planów czy pragnień.
Potrafi logicznie myśleć, przewidywać oraz posługiwać się
zaawansowaną technologią. Czy ma jakiś słaby punkt? Czy można go
zniszczyć? I czy warto to robić?

Nieczęsto spotykamy książkę z głównym czarnym bohaterem, za co
Allenowi Zadoffowi należą się punkty za oryginalność. Tytułowy
nastolatek to postać niejednoznaczna, niewzbudzająca tylko
negatywnych uczuć. Chłopak staje przed tragicznymi wyborami, które
przerosłyby niejednego dojrzałego osobnika. Przy tym pisarz
umiejętnie dawkuje napięcie, odrywając czytelnika od ciekawych
portretów psychologicznych.
źródło

Tytuł: Cena odwagi

Autor: Ewa Seno
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 336
Data premiery: 16 października 2014 r.

Nina po śmierci rodziców wyjechała za granicę, gdzie
dowiedziała się prawdy o swoim pochodzeniu – nie jest zwyczajną
dziewczyną, ale potomkinią królewskiego rodu Mendelaview, władającego tajemniczą planetą Mandorą. Teraz musi nauczyć się
posługiwać nowo odkrytymi mocami, które będą jej potrzebne w
walce z największym wrogiem jej rodzicieli – Alexusem. Podczas
podróży Nina zda sobie sprawę, że stworzenia, o których do tej
pory tylko czytała, istnieją naprawdę.
Wydawnictwo nie chce, żeby czytelnicy nowo powstałego cyklu Antilia zapomnieli o swej bohaterce. Pierwsza część sagi Ewy Seno została
wydana w czerwcu, a już teraz wychodzi kolejna. Tatuaż
z lilią
wzbudził dość entuzjastyczne recenzje, jest więc na
co czekać. To typowy przedstawiciel paranormal romance, ale dość
przyjemny, z akcją pędzącą przez 300 stron niczym superszybki
odrzutowiec kosmiczny. Seno, jak to debiutująca autorka, nie wyzbyła
się pewnych wad, jak wyidealizowanie głównej bohaterki czy
schematyczność, ale ma szansę poprawić się w następnym tomie.
Ciekawe, czy druga część podda się prawom natury i zostanie
utrzymana w mroczniejszym, jesiennym anturażu.

Potęga klasyki

Dzisiejsza recenzja nie będzie zwykłą recenzją, ale porównaniem dwóch opinii. Przedstawiamy wam Milenę i Klaudię – czytelniczki i recenzentki, zawsze szczere do bólu, ale wiedzące, czym jest poczucie humoru i obiektywizm. Tym razem postanowiły obie przeczytać Hobbita J.R.R. Tolkiena i podzielić się swoimi wrażeniami w podwójnej recenzji.

Są takie powieści, które każdy
szanujący się fan fantasy tknąć musi. Śródziemie J. R. R. Tolkiena chodziło za
mną od dawna. Dziesięciogodzinna odyseja Petera Jacksona bardzo mi się
spodobała, ale pomimo częstych telewizyjnych powtórek, nigdy drugi raz po nią nie
sięgnęłam. Później rozpoczął się szał na Hobbita,
który udało mi się skrzętnie ignorować. Co nie było wcale takie proste –
trwające od 2006 r. perturbacje wokół ekranizacji (sądowe batalie spadkobierców
pisarza, bankructwo studia MGM itd.), wreszcie kolejne filmy w 2012 i 2013 r.,
a pomiędzy nimi kampania promocyjna niedająca choćby na moment zapomnieć, że
oto niedługo wyjdzie kolejna część. W międzyczasie dzieło Tolkiena stało się
lekturą szkolną w polskich szkołach, ale mnie ten przywilej już ominął. I tak,
po długich zawirowaniach, trafił w moje ręce Hobbit, czyli tam i z powrotem.

W moim przypadku wyglądało to nieco inaczej. Byłam na początku czwartej klasy podstawówki – ogromnie przestraszona lekcjami języka polskiego, które odbywały się stosunkowo często. Pamiętam, że czytałam i robiłam wszystko, co musiałam, żeby nie dostać się w sidła nauczycielki. Jednak Hobbita nie przeczytałam. Męczyłam się, usilnie w to brnęłam, aż w końcu utknęłam na 24. stronie (o dziwo takich rzeczy się nie zapomina). Gdy, jak wspomina Milena, rozpoczął się szał na wszystko, co związane z tą powieścią, i choć były momenty, w których już miałam obejrzeć ekranizację, specjalnie mi się nie spieszyło. Do czasu… I tak, po długich zawirowaniach, trafił w moje ręce Hobbit, czyli tam i z powrotem. 


Bilbo Baggins jest przedstawicielem
niskich i krępych istot, zwanych hobbitami. Chociaż spokojne, sielskie
bytowanie ma wpisane we krwi, to gdzieś tam głęboko tkwi w nim żyłka przygody,
chęć wyrwania się z ciepłego fotela i przeżycia ekscytujących historii na
własnej skórze. I niespodziewanie dostaje ku temu okazję, kiedy zostaje, nieco
wbrew własnej woli, włączony do kompanii krasnoluda Thorina Dębowej Tarczy. Ich
cel jest ambitny – pokonanie siejącego strach, zniszczenie i ogień smoka
Smauga, a dzięki temu zdobycie niezliczonego skarbu i odzyskanie prawowitej
siedziby.

Martin Freeman jako Bilbo

Tym, co mnie od pierwszych
fragmentów zauroczyło, jest bogactwo świata Tolkiena. Autor, korzystając m.in. ze
staroangielskich legend i mitów, stworzył swoje własne, nieporównywalne z niczym
innym uniwersum. Książkę zaludnia mnóstwo przeróżnych stworzeń, od mądrych i
dobrych (choć zamieszkujących zapadniętą mrokiem puszczę) elfów, przez
bezlitosne gobliny, po dostojne orły, i znacznie, znacznie więcej.

Tym, co zaintrygowało mnie od pierwszej strony, jest niekonwencjonalny styl, którym posługuje się Tolkien. Autor niezwykle umiejętnie wprowadza czytelnika do świata przemyślanego w najdrobniejszych szczegółach, przesiąkniętego magią i niezwykle baśniowego. Hobbit wydaje się odpowiedzią na egzystencjalne pytania o źródła dobra i zła, które rodzą się w nas i ukrywają głęboko w naszym wnętrzu. Nie od dziś wiemy, że najlepszym sposobem na ukazanie prawdy jest stworzenie wyimaginowanego świata, kontrowersyjnego, zniekształconego – właśnie po to, by spojrzeć na rzeczywistość z nieco innej perspektywy. Przesłanie wypływające z oświeceniowych bajek zostaje zawarte również na kartach współczesnej literatury. 

Tolkien potrafi niesamowicie
pobudzić wyobraźnię. Chociaż książka jest dość krótka, to zawiera mnóstwo
szczegółów na temat świata przedstawionego i pojawiających się ras. Kiedy
narrator wspomina wydarzenia rozgrywające się setki lat temu, czuć, że mogłyby
powstać tysiące powieści o Śródziemiu, a i tak nie wyczerpałyby chociaż w
minimalnym stopniu jego potencjału.

To prawda. Wyobraźnia nawet przeciętnego czytelnika, w sposób szczególny niezagłębiającego się w literaturę, działa podczas lektury Hobbita na wysokich obrotach. Wszystko, co wykreował autor, znajduje miejsce w myślach i marzeniach czytelnika, mimo że często nie zdaje on sobie z tego sprawy. Dlaczego jest tak, że po obejrzeniu horroru boimy się zajrzeć do ciemnego pokoju, a przebywanie w samotności uniemożliwia nam błogi sen? I filmy, i książki działają na nas pobudzająco, sprawiając, że choć na moment zaglądamy do świata bohaterów i zapominamy o bożym świecie. Czy to dobrze, czy źle – niech każdy oceni już subiektywnie.

Nie ma co ukrywać, że Hobbit, choć mądry i przepełniony
prawdziwie ważnymi wartościami (a może właśnie dlatego), jest książką
skierowaną do młodszych czytelników. To w końcu lekka lektura przygodowa,
pozbawiona większych dramatów i bardzo przyjemna w odbiorze. Tolkien jednak ani
przez chwilę nie obraża inteligencji czytelnika. Nie ma tu jakiejkolwiek
infantylnej dydaktyki; piękne morały wynikają z kolejnych przygód i są podane
bez zbędnej dziecinady.

Scena z Pustkowia Smauga

Hobbit jest lekturą niesamowicie przyjemną, lekką i niewymagającą. Tolkien pokazał nam inną rzeczywistość, tę literacką, chcąc za jej pomocą przekazać nam pewną naukę, ale podczas lektury powieści czytelnik ma się dobrze bawić. Zwykle tak jest, że przyjemne łączy się z pożytecznym. Czytamy więc Hobbita, uśmiechamy się i łakniemy tej fantazji ukrytej w jego magicznym świecie, a jednocześnie zastanawiamy się, jaki sens właściwie ma ten zabieg, co powinniśmy z tej lektury wynieść, co zrozumieć. 

Ostatnia rzecz – język. Narrator przyjmuje
tu rolę wszechwiedzącego gawędziarza. Urzekł mnie Tolkien tym zabiegiem już od
pierwszych liter. Styl autora jest ciepły i ciekawy. Czytając książkę,
odnosiłam wrażenie, że siedzę na kolanach dziadka opowiadającego historię na
dobranoc. Nawet rodzaj czcionki w polskim wydaniu wprowadza trochę magii.

Postawienie się autora na miejscu gawędziarza jest świetnym zabiegiem. I rzeczywiście podczas czytania Hobbita można powrócić do dziecięcych lat, gdy opowiadano nam wymyślone bajki tylko po to, by nas zainteresować i pokazać nam inny świat. Ta beztroska dziecinność udziela nam się również wtedy, gdy w rękach trzymamy książki Tolkiena. Nie tylko Hobbita – bo przecież twórczość pisarza można już spokojnie zakwalifikować do klasyki literatury, i nikt z tym polemizować nie będzie. 

Cieszę się z tak wielkiej obecnie popularności Hobbita. To mądra, pouczająca i niezmiernie ciekawa książka, której umieszczenie na liście lektur stanowi świetny pomysł. To powieść, która porusza wyobraźnię i przenosi nas tam, gdzie nigdy byśmy nie zawędrowali. Po takim wprowadzeniu zyskałam ogromną ochotę na Władcę Pierścieni, a w międzyczasie oczywiście na filmy Petera Jacksona!


Muszę przyznać, że tym razem, przy drugim podejściu, już się nie męczyłam, ale bawiłam, zagłębiałam się w ten fantastyczny świat i przeżywałam niezwykłe przygody wraz z Bilbem, jego przyjaciółmi i wrogami. Zdecydowanie uważam, że do Hobbita trzeba nieco dorosnąć. Mimo że nie jest to książka wymagająca nie wiadomo jakich nakładów sił, to nie należy do gatunku bajek i baśni. Tę różnicę trzeba dostrzec. Ja miałam pewne odniesienie z racji tego, że czytałam (może odpowiedniejszym słowem byłoby: próbowałam czytać) tę powieść dawno, kiedy na świat patrzyłam jeszcze z perspektywy dziecka. Teraz, gdy w ręce trzymam dowód i mogę poszczycić się pełnoletnością, Hobbita pokochałam i jawnie się z tego powodu cieszę, bo nie sądziłam, że kiedykolwiek do niego powrócę. 

Casanova po pięćdziesiątce

źródło

Słysząc o Casanovie po przejściach, można by dojść do wniosku, że to nie film Johna Turturro, ale Woody’ego Allena. To wyraźnie zaznaczone nazwisko nowojorskiego komika rzuca się w oczy na plakacie, to on gra jedną z głównych ról i nie ma bata, żeby to on nie maczał palców przy tworzeniu scenariusza. Jeśli nie w smak wam kolejny obraz Allena Turturro, możecie w kinach obejrzeć: uginającą się pod ciężarem własnych ambicji Transcendencję, komedię Sąsiedzi, dramat non-fiction Powstanie Warszawskie, animację Rio 2, dokument o fotografce Szukajac Vivian Maier, niezależny projekt Chore ptaki umierają łatwo, duńskie Seks, narkotyki i podatki oraz zapis trasy koncertowej Violetta: Koncert.

Transcendencja
źródło

Grupa naukowców próbuje stworzyć
komputer, jakiego świat jeszcze nie widział: obdarzony inteligencją i czuciem.
Jeden z nich, Will Caster, zostaje zamordowany przez terrorystyczną
organizację widzącą w badaniach poważne zagrożenie dla rodzaju ludzkiego. Jego
żona Evelyn przenosi umysł badacza do pamięci powstającej maszyny. Caster
ożywa, ale efekty operacji będą miały poważne konsekwencje.

Transcendencja już teraz bywa określana największym rozczarowaniem
2014 roku. Pierwsze zapowiedzi dawały nadzieję na oryginalne i świeże kino
science-fiction, ze szczególnym naciskiem na science. Nie przeszkadzali debiutanci na reżyserskim i
scenopisarskim krześle, kiedy temat był ambitny, a obsada (w tym Johnny Depp
wreszcie bez pół tony tapety na twarzy) świeciła się od gwiazd. Tymczasem za
granicą film zdobył katastrofalne recenzje krytyków (19% świeżości na Rotten
Tomatoes).
W Polsce sytuacja prezentowała
się już nieco lepiej. Wprawdzie ganiono nagromadzenie zbyt wielkiej liczby wątków, niesatysfakcjonujące rozwiązania fabularne i zaskakującą bezpłciowość
aktorską, ale dostrzeżono również zalety filmu. Przede wszystkim ciekawe
refleksje na temat technologicznego postępu prowadzącego ludzkość do
autodestrukcji i dwuznaczność celów każdej ze stron.

Sąsiedzi
źródło

Kelly i Mac Radnerowie, świeżo
upieczeni rodzice, wprowadzają się do urokliwego domu na przedmieściach. Gdy
odkrywają, że są sąsiadami studenckiego bractwa, postanawiają wykorzystać tę
sytuację. Jednak imprezy organizowane przez młodych ludzi stają się coraz
hałaśliwsze. Żadna ze stron nie zamierza opuścić swojego domu; rozpoczyna się
sąsiedzka wojna.

Sąsiedzi to jedna z tych niewyszukanych komedii, w której nie brak
obrazoburczych żartów i śmieszących erotyzmem scenek, typu maluch bawiący się
zużytą prezerwatywą. Jeśli lubicie takie dzieła, wyjdziecie z najnowszego
filmu Nicholasa Stollera zadowoleni. Dowcipy balansują często na granicy
przesady, ale udaje im się nie raz rozśmieszyć. Przy tym twórcy wtrącają prostą
moralistykę – imprezy imprezami, ale kiedyś trzeba dorosnąć.

Powstanie Warszawskie
źródło

Obraz fabularny zmontowany w
całości z autentycznych materiałów z powstania warszawskiego. Główne wydarzenie
opowiadane jest z punktu widzenia Karola i Witka, dwóch braci dokumentalistów,
świadków walk sierpnia 1944.

W Powstaniu Warszawskim
imponuje przede wszystkim ogromna praca i serce twórców włożone w ten nietypowy
projekt. Aby stworzyć w miarę spójną historię, przejrzano sześć godzin
oryginalnych kronik, ślęczano mnóstwo czasu nad wiernych zrekonstruowaniem i
dokładnym pokolorowaniem czarno-białych taśm, konsultowano się z ekspertami od
architektury i militariów. Ta mrówcza praca przyniosła należyty efekt – powstał
pierwszy w dziejach kina dramat wojenny kręcony na rzeczywistych polach walki.
Film potrafi chwycić za serce
lepiej niż niejedna rzewna scena z tradycyjnego obrazu wojennego. Cały czas
zdajemy sobie sprawę, że na ekranie widzimy prawdziwych ludzi w autentycznych
sytuacjach, a nie aktorów, którzy pomiędzy jednym ostrzałem a drugim grywają w
tenisa i popijają kawę w wygodnych fotelach na planie zdjęciowym. Silne
wrażenie potęguje oglądanie całości w kolorze – to już nie zwyczajowe
czarno-białe ujęcia, które dodają anachroniczności. Niestety całość często bywa
niszczona przez okropnie dopasowany dubbing. Głosy brzmią bardzo sztucznie i są
kiepsko zsynchronizowane z resztą filmu.

Casanova po przejściach

źródło

Murray, właściciel antykwariatu,
ma coraz większe problemy finansowe. Namawia swojego nieśmiałego przyjaciela
Fioravante na spotkanie ze swoją dermatolog. Nie ma jednak na myśli zwyczajnej
lekarskiej wizyty, ale spełnienie najskrytszych seksualnych pragnień pani
doktor. Za pieniądze. Tak rozpoczyna się niespodziewany biznes dwójki starszych
panów, których sława dociera do coraz większej liczby łaknących rozkoszy pań.

Zapracowany Woody Allen, który z
dokładnością szwajcarskiego zegarka wypuszcza co roku po jednym własnym filmie,
powraca do występów przed kamerą. Jego rola w Casanovie po przejściach to chyba największa zaleta tej produkcji.
Murray to prostu cały Woody – gadatliwy, neurotyczny jąkała o rozwiniętej
gestykulacji. Zagarnia czas ekranowy dla siebie, choć reszta obsady, w tym John
Turturro, Sharon Stone i Vanessa Paradis, też daje radę. Film miewa swoje gorsze
momenty, sytuując się wśród tych mniej ambitnych projektów Allena, ale całość
stanowi miłą komedię na sobotnie popołudnie.

Rio 2

źródło

Julia, Blu oraz trójka ich
potomstwa wiodą szczęśliwe życie, ale Julia chciałaby, aby jej dzieci
dowiedziały się, co oznacza bycie wolną papugą. Niespodziewanie Blu przystaje
na życzenie ukochanej i przeprowadza się z rodziną do Amazonii. W dżungli na
ich trop wpada ich dawny wróg, Jewel.

Rio z 2011 roku było sympatyczną, kolorową animacją niemającą zbyt
wielu ambicji. Druga część nie wybija się pod tym względem żadnym ze swoich
elementów. Ptasie i nie tylko postacie są miłe dla oka i zabawne, a komputerowy
świat stworzony przez techników napawa nasze oczy tysiącem jaskrawych kolorów.
W porównaniu do części pierwszej dodano może nieco więcej musicalowej rozrywki,
tanecznych piosenek łatwo wpadających w ucho. W warstwie fabularnej to z kolei
następna animacja (dwa tygodnie wcześniej mogliśmy zobaczyć w kinie Amazonię. Przygody małpki Sai) niosąca
dzieciom ekologiczne przesłanie.

Szukając Vivian Maier

źródło

Prawdziwa historia Vivian Maier,
wybitnej fotografki, która większości swoich zdjęć nie wywołała. Z zawodu niania
dzieci z bogatych rodzin, w wolnych chwilach oddawała się swojej największej
pasji – fotografii. Kiedy kilka lat temu, niedługo po śmierci Maier, przypadkowo
znaleziono setki tysięcy jej negatywów, świat oszalał na punkcie tajemniczej
fotografki. Kim była i czy zdawała sobie sprawę ze swojego niezwykłego talentu?

Dokument Johna Maloofa i Charliego Siskela wzbudza emocje, ale
nie z powodu obranej formy, bo ta jest mało oryginalna, ale dzięki
fascynującemu tematowi. Przypadek Vivian Maier to niezwykle ciekawa historia
artystki z urodzenia, zwykłej kobiety, która sławy nigdy nie oczekiwała, a
którą ta spotkała niespodziewanie po śmierci. Skupia się przy tym nie tylko na
jej hobby. Maloof i Siskel próbują rozgryźć, kim była ta opiekunka, której prace wystawiają
teraz najznamienitsze galerie sztuki na świecie. Film odkrywa kolejne karty w
historii Vivian, także te najciemniejsze i najlepiej skrywane. Nie ucieka się
przy tym do zbyt łatwych osądów, przedstawiając całą złożoność psychiki
ludzkiej, wprost niemożliwą do zanalizowania.

Chore ptaki umierają łatwo

źródło

Grupa amerykańskich artystów
wyrusza do Gabonu, aby skosztować tam ibogi, mitycznej rośliny zawierającej
jeden z najsilniejszych psychotropów na Ziemi. Nie tylko wywołuje ona niezwykłe
wizje, ale podobno wyzwala z wszystkich uzależnień. Wędrowcy chcą w Gibonie
odnaleźć swój ziemski raj, odkryć odpowiedzi na nurtujące pytania i pozbyć się
nałogów.

Za oryginalnym tytułem kryje się
tu ciekawa treść poparta interesującym tematem. Chore ptaki umierają łatwo to dokument nietypowy, w warstwie
fabularnej dość naiwny (tęsknota za wyzbytą ze sztuczności dziczą), ale
ujmujący zabawą konwencjami. Reżyser czerpie po trochę z różnych gatunków,
łącząc zwariowaną komedię, mockument i kino przygodowe w bardzo udaną całość.
Swobodni i wiecznie naćpani hipisi czy gabońscy tubylcy to galeria barwnych
typów, których mógłby pozazdrościć niejeden fabularny film.
Nie można tego obrazu obejrzeć ze
zbyt wielu legalnych źródeł – jeśli nie widzieliście go na zeszłorocznym
festiwalu Nowe Horyzonty, pozostają kina studyjne.

Seks, narkotyki i podatki

źródło

Dwóch ekscentrycznych znajomych,
alkoholik i podrywacz Simon oraz prawnik i specjalista w prawie podatkowym
Mogens, postanawiają przejąć linie lotnicze. Zmieni to nie tylko przemysł
turystyczny, ale wpłynie na zmianę sceny politycznej ich kraju.

Film ten reklamowano jako europejski „Wilk z Wall Street” i w tym
porównaniu nie ma tylko łatwego przypięcia się do hollywoodzkiego hitu Scorsese.
Duński obraz łączy z amerykańskim odpowiednikiem oparcie historii na faktach oraz
skupienie na autentycznych wynaturzeniach kapitalizmu. Pytań o moralność
nieczystych zagrywek bohaterów jest jednak mniej; Christoffer Boe skupia się
głównie na skrupulatnym odzwierciedleniu epoki (akcja rozgrywa się w latach
60.) i kolejnych olśniewających ujęciach. Owszem, strona wizualna Wilka z Wall Street była wprost
zachwycająca i kipiała od emocji, jednak, wbrew pozorom, niosła za sobą nie
tylko świetne tempo, ale sporo gorzkich refleksji na temat stanu współczesnego
świata. Seks, narkotyki i podatki
natomiast nie tylko nudzi, ale nie mówi niczego, czego byśmy już nie wiedzieli.

Violetta: Koncert

źródło

Film uwiecznia europejską trasę
koncertową Violetty, czyli tytułowej bohaterki serialu Disney Channel. Koncert
został nakręcony w Mediolanie, a udział wzięło w nim 12 aktorów. Wykonali oni
największe serialowe hity, od En mi Mundo po V-lovers Nuestro Camino.

Violetta to dobra okazja dla dziecięcych fanek popularnej
disneyowskiej bohaterki na zapoznanie się z jej największymi hitami na wielkim
ekranie. Można będzie także zajrzeć za kulisy produkcji i sprawdzić,
ile emocji kryje się za przygotowaniem trasy koncertowej.

Jan Paweł II znów w kinach

źródło

Z okazji kanonizacji Jana Pawła
II polski dystrybutor przygotował dokument Jan Paweł II – Santo Subito.
Świadectwa świętości
. Ci, którzy wolą obejrzeć kolejny dokument o Karolu
Wojtyle w telewizji lub nie zamierzają tego robić wcale, nie mają zbyt dużego
wyboru. Czeka na nich horror Diabelskie nasienie i pokazywane w zeszłym
roku na festiwalu w Berlinie Lekcje harmonii.

Diabelskie nasienie

źródło

Samantha i Zach to świeżo poślubiona para, która w podróż poślubną wybrała
się na egzotyczną Dominikanę. Podczas jednej tajemniczej nocy małżonkowie tracą
świadomość, a po powrocie Samantha dowiaduje się, że znajduje się w nieplanowej
ciąży. Stopniowo ulega niezwykłej przemianie, co skłania jej męża do wniosku,
że w ciążę wmieszały się siły nieczyste.

Twórcy Diabelskiego nasienia zwrócili na siebie uwagę kampanią viralową, w
której krwiożercze dziecko w niepozornym wózku straszyło zwyczajnych mieszkańców
Nowego Jorku. Dość nietypowa promocja to jednak najlepsze, co przytrafiło się
temu filmowi. To typowy horrowy słabiak, w którym nuda goni nudę, a sceny,
które w zamierzeniu mają nas straszyć, raczej odstraszają swoją
schematycznością. Scenariusz jest bardzo zły, sprawia wrażenie zbioru klisz
przepisanych z tysiąca, ba, miliona innych produkcji. Nie pomaga również found
footage – to stylistyka już tak zużyta, że zdecydowanie bardziej wzbudza
rozdrażnienie niż szczerą ciekawość. 


Lekcje harmonii

źródło

W czasie badania lekarskiego nastoletni Aslan
zostaje upokorzony przed swoimi kolegami. To zdarzenie uruchamia w chłopcu
ukryte zaburzenia osobowości. Aslana zaczyna dręczyć obsesja czystości i
dążenia do perfekcji, co skutkuje coraz trudniejszymi sytuacjami. Jednym z jego
dręczycieli jest Bolat, który wymusza na młodszych dzieciach haracze.

Jeśli wytrzymacie pierwszą scenę tego filmu, nie
odrywając wzroku od ekranu, istnieje dużo prawdopodobieństwo, że zdołacie w
równym skupieniu obejrzeć cały film. Emir Baigazin przedstawia zaklęty krąg
przemocy i nie boi się jej sugestywnie ukazywać. Pierwszą kolebką zła staje się
szkoła, gdzie okrutni uczniowie znęcają się nad młodszymi. Później jest jednak
tylko gorzej – do aktów przemocy odwołują się nawet ludzie stojący po stronie
prawa. Tę bezwzględność reżyser kontrastuje z pięknymi pejzażami przyrody i
pełnymi poezji kadrami. Stosuje nieco banalną metaforykę, ale koniec końców
wychodzi zwycięsko z powierzonego sobie zadania.

Jan Paweł II – Santo Subito. Świadectwa świętości

źródło

Twórcy tego dokumentu za cel biorą sobie pytanie:
w jaki sposób Jan Paweł II obecny jest wśród ludzi na całym świecie? Odwiedzają
m.in. cudownie ozdrowioną Kostarykankę Floribeth Diaz, której lekarze nie
dawali żadnych szans na przeżycie. Przewodnikiem po kolejnych świadectwach jest
ks. Sławomir Oder, postulator procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych
papieża.
Świadectwa świętości można porównać
do sklepów z tandetnymi dewocjonaliami, iskrzących się od figurek z tańczącym
Jezusem czy długopisów z Marią Magdaleną. To produkt skierowany na zarobienie
pieniędzy na szkolnych grupach z katechetkami, które z okazji kanonizacji
papieża Polaka ustawiły się w długiej kolejce przed kasami biletowymi. Żeby jeszcze
próbowano oryginalnie spojrzeć na ograny temat! Na to nie ma co liczyć, bo
autorzy poszli po linii najmniejszego oporu i stworzyli film nudny oraz
ogromnie przeciągnięty, wychodząc z założenia, że po co się starać, skoro
szkoły pójdą.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia