Gwiazdą być

Po krótkiej przerwie wydawnictwo Feeria powraca z nowymi pozycjami. A wśród nich propozycje głównie dla pań – zarówno nastoletnich, jak i dojrzałych.

źródło

Tytuł: Dojrzała i szczupła

Autor: Magdalena Makarowska
Gatunek: książka kulinarna
Liczba stron: 256
Data premiery: 10 września 2014 r.

Autorka książki przedstawia
porady żywieniowe przeznaczone specjalnie dla pań w dojrzałym wieku. Prezentuje
kilkutygodniowy program odnowy dla kobiet, tak aby cyfry w dowodzie nie
przeszkadzały im w zdrowym gubieniu kilogramów.
Pozostać szczupłym w kwiecie
wieku – to zmora wielu pań. Metabolizm już nie taki szybki, na ciężkie
ćwiczenia fizyczne już nie to zdrowie, każda ciąża dodała parę kilogramów, a
pączki i ciastka niezmiennie smakują przepysznie. Doświadczona dietetyczka
Magdalena Markowska prezentuje skuteczne i zdrowe porady pomagające zachować smukłą
sylwetkę, piękną cerę, a do tego dodać energii potrzebnej do aktywnego spędzenia
czasu.

źródło

Tytuł: Selena Gomez. Księżycowa dziewczyna
Autor: Catherine de la Glétais
Gatunek: biografia
Liczba stron: 208
Data premiery: 10 września 2014 r.

Selena Gomez karierę aktorską
zaczynała w wieku 10 lat; kiedy miała 12, jej twarz rozpoznawały już miliony.
Była gwiazdką Disneya, grała w serialach, filmach, dawała koncerty, stała się
idolką nastoletniej widowni. Ostatnie dwa lata przyniosły w jej życiu zmiany na
gorsze – ciągłe rozstania i powroty z gwiazdorem Justinem Bieberem, problemy
alkoholowe i narkotyczne. Na jakim etapie obecnie znajduje się Gomez?
Z biografiami bywa różnie;
niektóre są skierowane wyłącznie dla fanów danej osobistości, inne mają przybliżyć
sylwetkę nieobeznanym w jej twórczości. Ta książka należy oczywiście do tej
pierwszej grupy – ludzie, którzy na dźwięk słów Selena Gomez dostają drgawek, ominą tę pozycję szerokim łukiem.
Pomijając bezsens tworzenia
biografii 22-latki, zastanawia mnie fakt, w jaki sposób wybrnięto z
przedstawienia współczesnych losów aktorki (polskie wydanie zostało uzupełnione
rozdziałami na ten temat autorstwa jednego z dziennikarzy muzycznych). Te przecież ciągle
się zmieniają; o zawirowaniach miłosnych i zawodowych Gomez gorączkowo
informuje nas wciąż prasa brukowa. Jednego przynajmniej możemy być pewni – Księżycowa dziewczyna to okazja do
uzupełnienia pustych luk w wiedzy fanek na temat swojej idolki.

Napędzani adrenaliną

źródło
Fani Formuły 1 nie są zbyt
rozpieszczani przez twórców kina. Sport ten nie cieszy się zbyt dużą estymą w
USA, a wielkie hollywoodzkie wytwórnie wolą bardziej przystępne i
efektowniejsze samochody, czego dowodzi dochodowość serii Szybcy i wściekli. Faktu nie polepsza obecny stan Formuły –
monotonia ciągłego jeżdżenia w kółko i ograniczenie ryzyka do minimum
sprawiają, że na ich transmisjach można dosłownie umrzeć w nudów. Żeby więc
wycisnąć z tego tematu emocjonujący i pełnokrwisty film, Wyścig musiał cofnąć się w
czasie.


Lata 70. Niki Lauda i James Hunt
poznają się w Formule 3 i, łagodnie mówiąc, nie pałają do siebie sympatią.
Lauda to sztywny perfekcjonista, który z konsekwentną logiką dąży do zwycięstwa;
Hunt to z kolei rzucający żartami na prawo i lewo playboy. Ich rywalizacja
zaostrza się jeszcze bardziej, kiedy obaj trafiają do pierwszej ligi i walczą o
zdobycie trofeum mistrzostw świata.
Pasjonująca rywalizacja Hunta i
Laudy to gotowy materiał na emocjonujący obraz. Ron Howard raz jeszcze
udowadnia, że nie bez przyczyny mówi się o nim jak o jednym z
najsolidniejszych rzemieślników Fabryki Snów. To, co nie mogło zostać zepsute,
nie zostało; co musiało wypaść wspaniale, wypadło. Reżyser idealnie wyważył
akcenty, dzięki czemu w jego filmie nie istnieje przesada – życie prywatne,
rodzinne i sportowe otrzymuje dokładnie tyle czasu, ile powinno. Sceny wyścigów
zostały wspaniale nakręcone, przywołują dreszczyk emocji i, przez lwią część
czasu, nie widać jak bardzo tani to film.

źródło
Ogląda się ten obraz z niebywałą
przyjemnością przede wszystkim dzięki aktorom, którzy tchnęli ducha w odgrywane
postacie. Łączenie i stykanie dwóch przeciwieństw to samograj, nie bez
przyczyny wyostrzono charaktery obu kierowców (w rzeczywistości Lauda i Hunt
nie różnili się aż tak diametralnie). Każda ich wspólna scena iskrzy się od
emocji, tarcia i niesnaski tylko podkręcają atmosferę. Daniel Brühl po raz
kolejny udowadnia, jak bardzo niedocenianym aktorem jest. Nie tylko mistrzowsko
skopiował charakterystyczną mimikę i gesty realnego Nikiego, ale także sprawił,
że jego bohaterowi, mniej swobodnemu i rześkiemu, kibicuje się z nieukrywaną
sympatią. Chris Hemsworth z kolei gra kolejną wariację na temat Thora. Idealnie sprawdza się jako
zmieniający kobiety jak rękawiczki przystojniak, ale udaje mu się nadać swojej
postaci pewien nerwowy rys, co uwidacznia się w motywie nadpobudliwego
zapalania zapalniczki. Olivia Wilde i Alexandra Maria Lara wykorzystują swoje
role pięknych dodatków do ekranu w 200%. Obie panie ogląda się z wielką przyjemnością;
podczas seansu nie wiemy tylko, którą darzyć większą miłością.
To, co nadaje rywalizacji Hunta i
Laudy szczególny rys, to powtarzane od czasu do czasu zbliżenie śmierci. Biorąc
udział w kolejnych wyścigach, kierowcy są w pełni świadomi, że następną podróż mogą
odbyć w trumnie. Żeby wyruszać regularnie z dwudziestoprocentowym
ryzykiem śmierci
(jak nielogicznie powtarza w filmie Lauda), trzeba być
ryzykantem, mającym w sobie iskrę szaleństwa. To zbliża rajdowców i pozwala
zacementować ich niełatwą przyjaźń.

źródło
Howard wykazał się tak wielkim
profesjonalizmem, iż trudno mu cokolwiek zarzucić. Jego film może i został
nakręcony nieco od linijki, widać w nim tylko solidność, jednak jest to solidność najwyższej próby. Reżyser wycisnął z tematu
100% i stworzył jeden z najbardziej ekscytujących filmów poprzedniego roku. Nie
tyle dzięki swoim niebywałym umiejętnościom, ale dlatego, że to pasjonująca
rywalizacja była.

Nie taka słaba płeć

źródło
Cameron Diaz, Leslie Mann, Kate Upton, Nicki Minaj – do wyboru, do koloru. Te cztery panie spróbują nas rozśmieszyć w komedii Inna kobieta; jeśli jednak komuś żadna z tych przedstawicielek płci pięknej nie przypadnie do gustu, może obejrzeć: kolejną część przygód Człowieka-Pająka (Niesamowity Spider-Man 2), Marion Cotillard jako Polkę (Imigrantka), kino akcji z nieco mniejszym budżetem (Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych), przyszłego arabskiego medyka (Medicus), poszukujących sensu życia Niemców (Oh, Boy!), słynną rzeźbiarkę (Camille Claudel, 1915), miłość okrutnego mafioza (Salvo. Ocalony) i małpkę kapucynkę (Amazonia. Przygody małpki Sai).

Niesamowity Spider-Man 2

źródło
Wielkimi krokami zbliża się
zakończenie liceum, ale Peter Parker ma ważniejsze rzeczy na głowie. Nie
potrafi sprostać obietnicy złożonej ojcu ukochanej Gwen i nadal się z nią
umawia, próbując balansować pomiędzy życiem prywatnym a łapaniem złoczyńców.
Wkrótce Człowiek-Pająk będzie musiał stanąć do walki z jeszcze trudniejszym
przeciwnikiem – Elektro.
Restart trylogii Sama Raimiego
sprzed dwóch lat wzbudził sporo dyskusji, pochwały przeplatały się z pukaniem w
czoło, a fani słynnego herosa łapiącego przestępców w sieć podzielili się na
pół. Druga część przygód Spider-Mana zebrała bardziej pozytywne recenzje –
większość jest zgodna, że w tym przypadku sequel przeskoczył pierwowzór.
O ile w pierwszym
segmencie można było mieć wątpliwości nad odpowiednim wyważeniem patosu i
zabawy, tutaj Marcowi Webbowi udało się znaleźć złoty środek pomiędzy tymi
czynnikami. Sceny akcji to popis choreografów i speców od efektów specjalnych, a
momenty zabawne są niewymuszone i dają chwilę na odetchnięcie od bardzo dobrej
pracy ekipy technicznej. Ponownie nie zawodzą aktorzy – pomiędzy Andrew
Garfieldem a Emmą Stone aż iskrzy (prywatnie stanowią oni parę), Dane
DeHaan udowadnia, dlaczego jest jedną z najlepszych nadziei kina, nawet Sally
Field dostaje swoje pięć minut. Rozczarowuje jedynie nieco przerysowany Jamie
Foxx, ale nie psuje on ogólnego pozytywnego wrażenia.

Inna kobieta

źródło
Żona i kochanka Marka Kinga
odkrywają, że ten zdradza je z tą trzecią.
Postanawiają połączyć swoje siły, by dać nauczkę niewiernemu mężczyźnie.
Nick Cassavetes nigdy nie należał
do tych reżyserów, którzy co roku zbierają nominacje do Oscarów i aplauz
krytyków. Jego filmy trafiały głównie w gusta pań, które miały wreszcie okazję
wykorzystać kupioną dzień wcześniej paczkę chusteczek. Raz z lepszym (Pamiętnik), raz z gorszym (John Q) skutkiem. Niestety Inna kobieta zalicza się do tej drugiej
grupy.
Oczekiwania nie były spore – powinna to być lekka, letnia komedia w sam raz na miłe spędzenie dnia.
Debiutująca scenarzystka Melissa Stack miała zapewnić godziwą rozrywkę głównie
dla pań. Wyszła jednak komedia nieśmieszna, 
której główną atrakcją są wdzięki głównych aktorek (nie przypadek, że w
obsadzie pojawiły się piosenkarka Nicki Minaj i słynna biuściasta modelka Kate
Upton). Zamiast krytykować szowinistycznych facetów i ukazywać siłę tkwiącą w
solidarności jajników, reżyser czyni coś całkowicie odwrotnego. Nieświadomie
prezentuje puste bohaterki, które łatwo omotać, a ich intrygi wydają się głupie i
nieprzemyślane.

Imigrantka

źródło
Początek lat 20. XX wieku. Dwie
młode siostry – Magda i Ewa – wyruszają do Ameryki w poszukiwaniu lepszego
życia. Podczas selekcji na Ellis Island chora na gruźlicę Magda zostaje
zatrzymana i poddana kwarantannie. Druga z kobiet od teraz zdana jest już tylko
na siebie. Szybko trafia na ulicę, gdzie jej przewodnikiem i opiekunem zostaje
Bruno. Mężczyzna wciąga kobietę w brudny świat prostytucji i przestępczości.
Imigrantka w początkowej fazie produkcyjnej zapowiadała się
ciekawie: znany reżyser, zdolne gwiazdy w obsadzie, premiera w konkursie
głównym Cannes. Jednak już zwiastun rozwiał wszelkie wątpliwości, a kolejne
miażdżące recenzje utwierdziły w przekonaniu – to jeden z najbardziej
rozczarowujących filmów roku. Marion Cotillard, Joaquin Phoenix i Jeremy Renner
to trójkąt, który mógłby uwieść niemal każdego kinomana, jednak w tym filmie wszyscy wypadają blado. Relacje pomiędzy nimi są nie tylko do bólu schematyczne,
ale także nieznośnie kiczowate. Interesujący z punktu widzenia Polaków był
pomysł na sportretowanie właśnie naszej rodaczki; szkoda, że Ewa to postać
przerysowana, bez wyrazu. Nawet tak dobra aktorka jak Cotillard nie dała rady w
jej wiarygodnym ukazaniu. Nie pomogło uczenie się trudnego języka polskiego,
kiedy scenariusz nie pozwalał na jakiekolwiek wybicie się ponad przeciętność.

Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych

źródło
Tajny detektyw Damien ma 24
godziny, by odszukać skradziony pocisk z głowicą nuklearną i zapobiec
katastrofie. Wszelkie wskazówki prowadzą go do okrutnego handlarza narkotyków
mieszkającego w odciętym od świata getcie Brick Mansions. W niebezpiecznej
misji Damienowi pomaga Lino, mistrz walk ulicznych, który ma własne warunki do
wyrównania.
Brick Mansions to ostatni film, w którym wystąpił zmarły w zeszłym
roku Paul Walker. Nie miał wielkiego talentu ani charyzmy, dlatego, oprócz
serii o szybkich i wściekłych, był skazany na tego typu produkcje. Debiut Camille Delamarrego to
tańszy odpowiednik mainstreamowych akcyjniaków, ale nie należący jeszcze do
kina klasy B. Mamy więc trochę walk, ale są one chaotycznie zmontowane, twardzi
bohaterzy też są, problem, że istnieją tylko na papierze. Brick Mansions brakuje lekkości, tempa i jakiegokolwiek napięcia
charakterystycznego dla kina akcji. Można obejrzeć, ale nie będzie to bardzo
przyjemnie spędzony czas.

Medicus

źródło
XI w., Anglia. Po śmierci
rodziców Rob Cole został przygarnięty przez wędrownego balwierza. Dzięki niemu
nauczył się zasad rządzących światem oraz opanował podstawy wiedzy medycznej.
Wędrowny lekarz dostrzega talent i młodzieńczy entuzjazm Roba, i namawia go na
studia medyczne pod kierunkiem słynnego lekarza perskich królów, Ibn Siby. Cole
podejmuje pełną niebezpieczeństw wyprawę do arabskiego Isfahanu.
Przenosząc na ekran słynną
książkę Noaha Gordona, reżyser Philipp Stölzl nie chciał zaniedbać żadnego z
jej licznych fanów. Dlatego nie uciął żadnego wątku, upychając w ciasnocie
przeróżne tematy: przygodę, miłość, męską przyjaźń, islam i naukę. Powstał z
tego jeden wielki miszmasz. Stölzl,
próbując opowiedzieć o wszystkim, nie mówi tak naprawdę o niczym. Chcąc nie
chcąc, powstał film pełen skrótów, przeskakujących nieskładnie wątków i słabo
zakreślonych bohaterów, szczególnie tych drugoplanowych.

Oh, Boy!

źródło
Niko to młody berlińczyk, który
porzuca właśnie studia. Spędza czas na wędrówkach po ulicach miasta, podczas
których przygląda się napotkanym przechodniom, poszukując własnego miejsca w
świecie.
Oh, Boy! można by potraktować jako męską odpowiedź na Frances Ha, gdyby tylko oba filmy nie
powstały w tym samym roku. Debiutancki obraz Jan Ole Gerstera łączy z produkcją
z Gretą Gerwig nie tylko czarno-biała taśma, ale przede wszystkim nostalgiczne
spojrzenie na współczesnych młodych ludzi około trzydziestki. Stojących na
rozdrożu, niepotrafiących odnaleźć swojego miejsca w tym poplątanym świecie, zdolnych,
ale zbyt leniwych, żeby umiejętnie wykorzystać swój talent. To nadal spojrzenie
świeże, pełne wdzięku i finezyjnego poczucia humoru. Berlin to w filmie miasto
żywe, wbrew obranej stylistyce pełne kolorów i żywiołów tkwiących w
sprzecznościach. Inteligentny portret niespełnionych współczesnych.

Camille Claudel, 1915

źródło
1915 r. Wysłana przez rodzinę do
ośrodka psychiatrycznego rzeźbiarka Camille Claudel oczekuje na wizytę brata,
Paula. Opuszczona przez krewnych, dręczona obsesjami, miota się między
obłąkaniem a marazmem. Postawa brata, zachwyconego dobrocią Boga, ale niepotrafiącego dostrzec jej bólu, napawa Claudel smutkiem. Artystka spędza w
szpitalu następne 30 lat, całkowicie zrywając ze sztuką.
Camille Claudel istniała
naprawdę. Wrażliwa i wybitnie uzdolniona, daleko wykraczała poza swoje czasy.
Skrzywdzona i osamotniona przez najbliższych, sławę i należytą część odzyskała
dopiero w czasach współczesnych. Film Bruno Dumonta to przejmujące studium
szaleństwa, stopniowego popadania w paranoję. Wspaniałej iskry życiowej
zduszonej przez zazdrosnych, pozbawionych talentu i zrozumienia ludzi. Dumont
nie zmienia swojego stylu i tka film z chłodnych obserwacji, długich sekwencji
oraz statystycznych kadrów. Nieprzyzwyczajonych do stylu Francuza ten obraz
zanudzi na śmierć, fani natomiast będą piać z zachwytu.

 

 

Salvo. Ocalony

źródło
Okrutny Salvo jest członkiem
sycylijskiej mafii. W akcie zemsty podkrada się do domu innego mafioza i go
zabija. Świadkiem mordu jest siostra ofiary – piękna, niewidoma Rita. Kiedy z
nieznanych sobie pobudek Salvo porywa dziewczynę, w jego życie nieoczekiwanie
wkracza miłość.
Salvo stanowi całkiem udane rozwinięcie Rity, krótkometrażowego debiutu Antonio Piazzy i Fabio
Grassadoniego. To kino studyjne, które należy chłonąć, w czym pomagają
wspaniałe zdjęcia. Pięknie skomponowane kadry i gra głównych aktorów,
opierająca się na subtelnej mowie werbalnej, dopełniają obrazu kochanków.
Scenariusz nie jest może zbyt oryginalny, ale autorzy z wyczuciem opowiadają o
miłości niemożliwej i trudnej.

Amazonia. Przygody małpki Sai

źródło
Sai, wychowywana w mieście małpka
kapucynka, nieoczekiwanie trafia w samo centrum amazońskiej dżungli. Zdana
tylko na siebie, będzie musiała poradzić sobie z nowymi wyzwaniami: zdobyciem
pożywienia, unikaniem niebezpieczeństw, koegzystencji z innymi zwierzętami. Sai
odkryje wkrótce różnorodny świat przyrody, o którym dotychczas nie miała
pojęcia.
Film przyrodniczy z fabułą – to
widok nieczęsty. Zwierzęta nie są zbyt dobrymi aktorami, kamera ich peszy, a
scenariusza trudno się nauczyć. Thierry Ragoberet podjął się tego karkołomnego
zadania; już dwa lata przed rozpoczęciem zdjęć oswajał zwierzątka z filmowym
sprzętem, zatrudnił profesjonalnych treserów. Efekt jest przyzwoity – Amazonia. Przygody małpki Sai to miła
dla oka produkcja dla dzieci, z pięknymi plenerami i ciekawymi bohaterami.

Słowem…

źródło
Niedawno
na stronie Redakcji ukazała się informacja o konkursie, w którym nagrodą było
właśnie Słowo o słowie. Każdy z uczestników odpowiedział na pytanie,
czym jest dla niego słowo. W tej recenzji i ja postaram się poruszyć tę
kwestię, choć konkurs zakończył się już dawno. Trzymam w ręce egzemplarz
recenzencki i swobodnie mogę posługiwać się wszystkim tym, co w nim zawarte. 

Jerzy Bralczyk
należy do grona najbardziej znanych językoznawców (piszą do niego nie tylko
Polacy, ale również obcokrajowcy uczący się języka polskiego na własną rękę).
Oprócz wykładania na Uniwersytecie Warszawskim i w Szkole Wyższej Psychologii
Społecznej zajmuje się również redagowaniem porad językowych – m.in. w
internetowej Poradni Językowej PWN – oraz prac naukowych z zakresu semantyki, pragmatyki,
języka reklamy i propagandy politycznej. W książce znajdziemy sporo wywodów
dotyczących właśnie tych dziedzin. Moim zdaniem profesor Bralczyk wykonał swoją
pracę niezwykle skrupulatnie, a samo Słowo o słowie to publikacja
staranna i pomocna (mimo że nie jest książką obszerną zawiera wiele przydatnych
porad, w których rozwiązano problem dogłębnie). 
Słowo o
słowie
powstało na podstawie
audycji radiowej prowadzonej przez Profesora w wielu rozgłośniach radiowych. W
finalnej części publikacji można znaleźć listę rozgłośni radiowych, które
nadawały ów program. 
Poradnik został
podzielony na siedem autonomicznych części, w których profesor Bralczyk porusza
podstawowe problemy językowe i rozwiewa wątpliwości związane z popełnianiem
błędów. Materiał spisany w tej książce uporządkowany został tak, aby
czytelnik z łatwością odnalazł ten temat, który go interesuje, a po części
tematycznej umieszczono spis haseł, które omówione zostały na poszczególnych
stronach publikacji. 
Co nieco o
języku i stylu, który niesamowicie przypadł mi do gustu swoją prostotą i
zwięzłością. Profesor Bralczyk posługuje się własnym, charakterystycznym
stylem; jego odpowiedzi mają charakter dowcipny, dzięki czemu czytelnikowi
wydaje się, że nie zwraca się do niego profesor (ten tytuł kojarzy nam się z
osobą poważną, posługującą się językiem, którego nikt z nas nie rozumie), ale
zwyczajny człowiek, który zgłębił tajniki polszczyzny i pragnie podzielić się
własną wiedzą z innymi. Czytając porady, można odnieść wrażenie, że Profesor
bawi się słowem, traktuje język z lekkością – i to urzeka najbardziej, a co za
tym idzie – sprawia, że czytelnik coraz bardziej zagłębia się w temat poradnika
i nie może odłożyć go, zanim nie przewróci jego ostatniej strony. 
Początkowo
miałam wrażenie, że nie rozumiem, o czym pisze autor w konkretnych
odpowiedziach, jednak po dłuższym zastanowieniu dotarłam do sedna sprawy. Język
poradnika nie jest trudny. Po prostu niektórych kwestii nie można w żaden
sposób wyjaśnić prościej. Toteż niekiedy należy czytać dwa razy tę samą poradę,
by po drugim czytaniu zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi.
Czytałam już
wiele publikacji językoznawców. Oczywiście miały one w sobie to coś, co
mnie do nich przyciągało, jednak ta zajmuje czołowe miejsce w mojej biblioteczce,
odkąd wzięłam ją do ręki… I odpowiadając na pytanie konkursowe (czym jest dla
mnie słowo), wyrażę się krótko, ale treściwie. Słowo jest dla mnie tym, czym
powietrze do życia. Bez słowa nie podejmiemy rozmowy, nie uzewnętrznimy
własnych uczuć, wreszcie: bez słowa nie jesteśmy w stanie żyć, bo co to za
życie, w którym pozostajesz w kontakcie jedynie z samym sobą? 
Uważam, że jest
to publikacja obowiązkowa dla osób, które interesują się językiem polskim,
pragną odkrywać jego sekrety i dowiadywać się coraz więcej, by udoskonalać
własną polszczyznę. Polecam gorąco! 
A tych, którzy
już wcześniej zapoznali się z tym poradnikiem, proszę o słowo na jego
temat w komentarzu 🙂

Wyprawa nie z tej ziemi

źródło
Sukces finansowy filmu Niebo
istnieje… naprawdę
(kosztujący 12 milionów dolarów obraz zarobił w
Stanach 90 milionów) dowodzi, że tematyka chrześcijańska jest ostatnio
niezwykle modna, o czym zresztą wspominałam w poprzednich częściach cyklu
premier. U nas spisała się bardzo dobrze, choć siły były nierówne – produkcja
Randalla Wallace’a miała do pokonania tylko niezależny dramat Pierwszy
wschód słońca
z homoseksualistami w roli głównej.

Niebo istnieje… naprawdę

źródło
Czteroletni Colton Burpo podczas operacji
znajduje się na granicy życia i śmierci. Kiedy przeżywa, opowiada rodzicom o
swej zadziwiającej wędrówce do nieba. Twierdzi, że opuścił swoje ciało, a w
zaświatach spotkał się z ludźmi, o których z racji swojego wieku nie mógł
wiedzieć. Jego opowieść obfituje w wiele szczegółów znanych z Biblii.

Niebo istnieje – próbują przekonać nas z pełną
wiarą twórcy filmu. Problem w tym, że jest to wiara dość dziecinna, oparta na
najprostszych schematach. Nikogo nie przekona taka ugrzeczniona, słodka wizja
świata, gdzie królują papierowe postacie i dialogowe banały. Drażni szczególnie
wizja tytułowego nieba, pełnego śnieżnobiałych chmurek, słodkich aniołków i
zielonej trawy. Takie przerysowane wyobrażenie razi tandetą i traktowaniem
widza niczym małe, głupiutkie dziecko. Ateistów prędzej rozśmieszy do łez, niż
pobudzi do szczerych refleksji. Większości katolików natomiast nie usatysfakcjonuje.
Szkoda tylko Grega Kinneara, diablo zdolnego aktora, którego stać na role w
zdecydowanie lepszych filmach.

Pierwszy wschód słońca

źródło
Paul i Kurt żyją w związku już od dwóch lat.
Odkrywając nocne życie Chicago, cieszą się każdą chwilą spędzoną razem.
Przypadkowo poznany Kevin burzy sielankę i sprawia, że Kurt zrywa z ukochanym.
Korzysta z całych sił z odzyskanej wolności, lecz cały czas rozmyśla o życiu z
Paulem. Spotkanie po kilku miesiącach dwóch mężczyzn doprowadza do wspólnych
wspomnień.
W swoim debiucie reżyserskim i scenopisarskim Chris Michael Birkmeier przygląda się idei wielkiej
fatalnej miłości, ale w nowoczesnym wydaniu, w którym Julia została zastąpiona
przez mężczyznę. Zmiana ta nie wpływa znacznie na całokształt opowieści – to
smutny melodramat, w którym namiętność zostaje zniszczona. Nie przez czynniki
zewnętrzne, nieubłagany los, ale autodestrukcyjne zachowania głównych bohaterów.
Nie ma w tym nic odkrywczego, ale dałoby się bez problemu przełknąć, gdyby
tylko Birkmeier posiadał większe doświadczenie w snuciu historii. Amatorstwo szczególnie widoczne jest w wyświechtanych dialogach, których słucha się z
rosnącą irytacją.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia