Na dobry początek

Znacie to motto: „Nowy rok, nowy ja”? Podejrzewam, że zadałam wyjątkowo głupie pytanie, ponieważ nie wiem, czy istnieje ktoś, kto przynajmniej raz o tym nie słyszał. W końcu to jeden z najbardziej popularnych tekstów ostatnich lat. Myślę, że nikt nie zaprzeczy, że bardzo chwytliwe. Jednak pewnie tak samo jak ja macie go dość. Dlatego ja postanowiłam, że nie będę wcale czekać na 1 stycznia, żeby zmienić coś w swoim życiu. Zrobiłam to miesiąc wcześniej i myślę, że to lepsze rozwiązanie niż robić tysiące noworocznych postanowień. 

Tytuł: Love Vegan. Gotowy jadłospis na 21 dni
Autor: Hanna Stolińska-Fiedorowicz, Violetta Domaradzka, Robert Zakrzewski
Wydawnictwo: Agora SA

Postanowiłam zapoznać się z książką trójki ekspertów – Love Vegan. Gotowy jadłospis na 21 dni. Nie myślcie sobie, że od razu przeszłam na wegetarianizm albo tym bardziej weganizm. Nic z tych rzeczy. Po prostu chciałam zgłębić bardziej tę tematykę i mieć jakąś własną książkę o gotowaniu, bo z tym u mnie raczej słabo. Trochę mnie bawi moja własna postawa, ale przyznaję, że nie żałuję, że zapoznałam się akurat z tą. Tylko teraz pojawia się pytanie: dlaczego?

Pomysł na napisanie książki nie należy do najbardziej oryginalnych, ponieważ tematyka jest w tej chwili popularna i ludzie szukają dokładnie takich pozycji. Oczywiście w tym przypadku pewnego rodzaju sztampowość jest bardzo pożądana. Po co pisać książkę, która nikogo w danej chwili nie interesuje? Sama wiem po swoich znajomych, że teraz tzw. wege stało się modne i coraz więcej ludzi decyduje się na zmianę diety. Dlatego potrzebują jakiegoś wyznacznika, a Love Vegan sprawdza się niemal idealnie w tym przypadku. 

Poradnik jest podzielony na dwie części, tak jak wskazuje sam tytuł. Pierwsza odpowiada za wytłumaczenie tematu oraz skupieniu się na radach, jak i kiedy zdecydować się na przejście na tę specyficzną dietę. Druga natomiast to najróżniejsze przepisy na 21 dni.  Właśnie na tej pierwszej części zawiodłam się chyba pod każdym względem. Jest to ok. 100 stron najróżniejszych informacji, co brzmi dobrze. Niestety tylko tak brzmi. Pomijam już fakt, że było to po prostu nudne. Od poradników nie trzeba wymagać nie wiadomo jakich zwrotów akcji, ale czegoś odkrywczego już tak. Dla mnie prawie wszystkie informacje podawane przez autorów były znane, co mnie wyjątkowo zniechęciło. Pewnie część z was pomyśli, że jeśli znam się na temacie, to nic dziwnego. Ale ja się w ogóle nie znam i do tej pory w ogóle go nie zgłębiałam go, więc moja wiedza jest naprawdę ograniczona. Jak to możliwe, że nie zostałam niczym zaskoczona?

Drugim moim „ale” do wprowadzenia jest fakt, że na każdej stronie są po prostu całe epopeje wychwalające dietę wegańską, a myślę, że nie do końca o to chodzi. Oczywiste, że książka ma do tego zachęcać, ale jest to w zły sposób zrobione, bo czasami wprost sugeruje, że jak zaraz na nią nie przejdziemy, to umrzemy na jakąś chorobę, której zagrożenie jest wywołane przez zbyt częste jedzenie mięsa, czy coś podobnego… To mnie właśnie zniechęcało. Tym bardziej że za przykłady były podawane niezliczone badania, niby potwierdzające opinię autorów. Tu się zaczynał dla mnie kolejny problem. Skąd brały się te badania? Kto je przeprowadzał? Jak mogę je potwierdzić? Czy były dobrze przeprowadzane metodologicznie? I czy nie są to po prostu korelacje? Takich pytań podczas czytania pojawiało się wiele. Przyznaję, że jeszcze nie znam się wystarczająco dobrze na tym, by ostatecznie kogokolwiek i cokolwiek oceniać, jednak podpowiada mi to zwykła logika. Choć sama nie planuję przejść na podobną dietę, to podziwiam ludzi, którzy to robią, i rozumiem ich, więc nie ma to nic wspólnego z moim uprzedzeniem i krytyką. 

Na szczęście przepisy ratują prawie całą książkę. Nie będę wam wmawiać, że wszystkie dokładnie sprawdziłam i to jeszcze w ciągu 21 dni. Moje umiejętności są zbyt ograniczone, żeby to zrobić, choćbym nie wiem jak bardzo chciała. Czasu też nie mam wystarczająco. Te łatwiejsze jednak sprawdziłam i naprawdę było warto. Niektóre są wyjątkowo ciekawe i pozytywnie zaskakują. Przy tym są ładnie i bardzo dokładnie opisane. Czasami miałam wrażenie, że aż zanadto. Pojawiają się zarówno takie, których wykonanie jest stosunkowo tanie, a produkty – łatwo dostępne, jak i bardziej wyrafinowane. 

Jednak największym niepodważalnym plusem książki Love Vegan jest jej wydanie – po prostu przepiękne pod każdym możliwym względem. Liczne ilustracje i zdjęcia sprawiają, że człowiek chce ją przeglądać, czytać i zmienić swoje życie na tak kolorowe jak te wszystkie opisywane dania. I ten papier… Może bardziej tusz. Niesamowity zapach. Czasami wolałam wąchać tę książkę niż ją czytać – jakkolwiek dziwnie to brzmi. 

Jest to dość specyficzny poradnik, do którego ostatecznie mam ambiwalentne odczucia. Na pewno nie żałuję, że się z nim zapoznałam, ale w wielu momentach mnie irytował. Jednak myślę, że dla nowicjuszy, którzy chcą się zaangażować w taką dietę, będzie przydatny. Dla bardziej zaawansowanych pewnie ciekawym dodatkiem będą przepisy. 

Święta i miłość

Minął już grudzień – miesiąc nadchodzącej zimy i niezwykle klimatycznych świąt Bożego Narodzenia. Niektórzy z was pewnie widzą teraz na dworze padający śnieg, a inni – jak ja – zwykłą jesienną pogodę, która w ogóle nie ukazuje, że już dawno nadszedł ten niezwykły czas. Mnie przypominają o tym tylko lampki wiszące na mojej szafce oraz, gdy wyjdę na dwór, ozdobiony rynek Torunia. Inaczej pewnie bym nawet w najmniejszym stopniu nie odczuwała tego, że niedawno zasiadłam przy stole wigilijnym. Jednak jakiekolwiek są moje odczucia, to nic nie zmieni tego, że święta co roku uderzają w nas z całą swoją potęgą. Przypuszczam, że większość z was ma z nimi związane niezwykłe wspomnienia, które skwapliwie pielęgnuje. Te wspomnienia to jedna z najlepszych części całego tego rytuału. Ale nie wszyscy dobrze wspominają ten magiczny okres. Dla niektórych wiąże się to z bólem i cierpieniem, pragnieniem miłości, której nigdy nie otrzymali, oraz olbrzymią samotnością. Czy takie osoby mają szansę na przeżywanie Bożego Narodzenia z bliskimi tak, jakby tak było zawsze?

Tytuł: Świąteczne marzenie
Autor: Amanda Prowse
Wydawnictwo: Kobiece

Minęły cztery lata, odkąd Meg zawitała w cukierni słynnych kuzynek – Pru i Milly. Od tego czasu tak wiele się zmieniło. Kobieta znalazła prawdziwy dom, gdzie bezpiecznie może wychowywać swojego małego synka. Teraz już wie, że cokolwiek się stanie, będzie miała wsparcie w postaci swojej nowej rodziny. Ta myśl sprawia, że Meg czuje się szczęśliwa. Jednak przed świętami postanawia zostawić swojego chłopaka i poszukać prawdziwej miłości. Los sprawia, że cukierniczka trafia do Nowego Jorku, a jak wszyscy wiedzą, w tym mieście może stać się dosłownie wszystko. Czy Meg odnajdzie miłość swojego życia? Czy poradzi sobie z demonami przeszłości, które jej nie odpuszczają? Czy przeżyje prawdziwe święta w gronie najbliższych sobie osób?

Z autorką zapoznałam się, gdy czytałam powieść Szczypta miłości. Zostałam naprawdę miło zaskoczona i wtedy postanowiłam sobie, że przeczytam inne dzieła pisarki. Niedługo po tym został w Polsce wydany kolejny bestseller Amandy Prowse – Świąteczne marzenie. Byłam niezwykle podekscytowana tym faktem, bo po prostu uwielbiam święta i wszystko, co z nimi związane. Nastawiłam się bardzo pozytywnie do tej książki i od razu, gdy tylko trafiła do moich rąk, zaczęłam ją czytać. Szybko poczułam rozczarowanie. To nie było to, czego się spodziewałam, pod żadnej względem.

Przyznam wam się bez bicia, że na początku nie wiedziałam, że ta opowieść jest jakoś powiązana ze Szczyptą miłości. Nie połączyłam imienia Meg z Pru. Dopiero kiedy zaczęłam wgłębiać się w historię tej kobiety, przypomniałam sobie, jak ważną rolę tam odgrywała. Bardzo mnie ucieszyło, że to właśnie ona jest główną bohaterką. Jednakże moja radość szybko przekształciła się w nudę, gdyż jej historia nie wyróżnia się niczym nadzwyczajnym. Jest schematyczna i w ogóle nie zaskakuje. Nie trzeba czytać książki, by przewidzieć podobny rozwój wydarzeń. Choć oczywiście do końca liczyłam, że coś mnie w niej oczaruje. Niestety, przeliczyłam się bardzo.

Chodzi o to, że pierwszych dwieście stron było po prostu strasznych i dziwię się, że przez nie przebrnęłam. Początki były przesłodzone do bólu i w żadnym stopniu życiowe. Lubię, jak do powieści są wtapiane wątki romantyczne, co akurat przy tym gatunku jest wręcz konieczne, ale ile można czytać o wielkiej miłości ludzi, którzy ledwie się znają. To miało być chyba po prostu urocze, ale takie nie było. Za to było irytujące. Przez to nie mogłam się wciągnąć w czytanie i Świąteczne marzenie czytałam niezwykle długo. Na szczęście im bliżej końca, tym lepiej. Akcja się rozkręciła, a ja już nie czytałam wyłącznie o słodkich słówkach i przytulaniu się. Zaczęło się coś dziać i mogłam obserwować rozwój wydarzeń oraz wyciągać z tego wnioski. Może miałabym inną opinię, gdyby cały ten klimat świąt był bardziej wyczuwalny. To właśnie on mnie zachęcił do tej książki, a tymczasem było go za mało.

Całą sytuację ratuje styl autorki. Nie jest bardzo charakterystyczny, ale do tego rodzaju powieści stanowczo wystarczający. Przyjemny i lekki, czyli idealnie pasujący do całej opowieści. Pojawiło się wiele rozbudowanych dialogów i to mnie cieszyło, bo łatwiej było mi się utożsamić z bohaterami. Opisy nie były za długie, czego w pewnym momencie się obawiałam. Razem stworzyło to przystępną całość.

Do samej Meg mam bardzo ambiwalentne odczucia. Na pewno zyskała moja sympatię, ponieważ jest radosną i dzielną kobietą, jednak bardzo często okazywała się niespójną postacią. Nie zawsze rozumiałam jej wybory oraz poczynania. Wydawała się inteligentna, ale miałam wrażenie, że sama o tym zapominała, przez co pakowała się w jeszcze większe kłopoty. Prezentowała się o wiele lepiej niż Edd, którego również polubiłam, ale okazał się mętnym i niezaskakującym bohaterem. Świąteczne marzenie bardzo ubarwia Guy, który jest po prostu świetnym facetem. Potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji, przy czym jest wrażliwy i wyrozumiały, choć ma też swoje pazurki.

Ta historia ukazuje, jak bardzo w życiu człowieka mogą być ważne święta. Są symbolem bezpieczeństwa, miłości i domowego ogniska. Aż strach myśleć, że są osoby, które tego nie znają. Dla mnie Boże Narodzenie było i nadal jest najpiękniejszym czasem w całym roku. Moje święta zawsze były magiczne i pełne miłości, co wspominam z sentymentem i radością. Jak można być wtedy samotnym? O takich osobach powinno się pamiętać, choć nie w każdym przypadku możemy im pomóc. Są ludzie, którym los dokopał, i to oni zacięcie muszą walczyć o swoje marzenia. Tymczasem my pamiętajmy o swoich bliskich.

Świąteczne marzenie okazało się przeciętną książką. Bardzo się zawiodłam, lecz oczywiście zdaję sobie sprawę, że mogło być o wiele gorzej. Na pewno o wiele większe wrażenie zrobiła na mnie Szczypta miłości. Jednak jeśli lubicie takie opowieści, to wam polecam tę. Ja tymczasem w najbliższym czasie postaram się zapoznać z pozostałymi dziełami autorki i mam nadzieję, że tym razem okażą się godne uwagi.

W świecie maszyn

Żyjemy na tym świecie jako jedyna dominująca rasa. To my dyktujemy warunki i podporządkowujemy sobie wszystkie żywe istoty. Mimo że nie zawsze nam się to udaje, to i tak my rządzimy. Wyobrażacie sobie, co by się stało, gdyby pojawił się jeszcze ktoś, ktoś z innej planety, kto jest o wiele potężniejszy od nas, ludzi? Trudno zaakceptować coś innego, a naszym naturalnym odruchem jest walka o przetrwanie i własne terytorium. Jednak czy w obliczu wspólnego zagrożenia jesteśmy w stanie walczyć razem?

W barwnych marzeniach

W naszym świecie istnieje pewien schemat dotyczący zawodu. Jeśli dziecko ma rodziców prawników lub lekarzy, powinno iść w ich ślady. Najczęściej rodzina i znajomi nawet nie biorą pod uwagę, że ten mały człowiek pragnie czegoś innego. Nie ma znaczenia, jakie ma talenty i czy w ogóle nadaje się, by wykonywać tę pracę. I tak wszystko załatwią rodzice, którzy chcą jak najlepiej dla swojej pociechy. Oczywiście jest wiele rodzin, które nie ulegają tej tendencji. Jednakże niewystarczająco wiele… A dzieci mają to do siebie, że ich marzenia są olbrzymie, a one są gotowe zrobić wszystko, by je spełnić. Kiedy tego nie spróbują, czują się niepewne i zranione. Czy nie powinno dawać się im wyboru?

Marzycielem powinno się być zawsze

Czuliście się kiedyś inni? Większość z was pewnie bez zastanowienia odpowie, że tak. W końcu każdy jest wyjątkowy i na swój sposób specyficzny. Tylko wtedy pojawia się pytanie, jak z tą innością się czujecie. Jesteście z niej dumni? Czy może właśnie uważacie za przekleństwo, które tylko przeszkadza wam w życiu? Myślę jednak, że największy problem jest wtedy, gdy szukacie swojej drugiej połówki, a przez waszą nieprzeciętność wydaje się to trudne. Kto by nie chciał znaleźć swojego ukochanego czy ukochanej łatwo i bezproblemowo. Ale wszyscy wiemy, że miłość nie wybiera. Trzeba trafić na tę odpowiednią osobę, która zaakceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy. 

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia