W świecie skandalu

Żyjemy w świecie, w którym nie wszystko jest oczywiste. Znamy moralne zasady swoje i innych i wiemy, co to jest bycie dobrym człowiekiem. Jednak mimo to przekraczamy najróżniejsze granice, zdając sobie sprawę, że nie powinniśmy. Nie czujemy przy tym wyrzutów sumienia ani też się nie wahamy. Tworzymy rozrywkę z cierpienia innych, nie zastanawiając się, czy to ma jakikolwiek sens. Czy nasz świat naprawdę musi tak wyglądać?

Tytuł: Show na żywo
Autor: Mateusz Kocowski
Wydawnictwo: E-bookowo

Główny bohater znalazł się w wyjątkowo trudnej sytuacji. Sam się na nią zdecydował, choć twierdzi, że nie ma innego wyjścia. Aczkolwiek w pewnym momencie zastanawia się, czy na pewno tak jest. W końcu oknami przecież też da się wyjść. Decyduje się na pewnego rodzaju teleturniej – show dla żądnej krwi publiczności. Słyszy rozemocjonowaną widownię, widzi innych uczestników i przypomina sobie, dlaczego biorą w tym udział. Zaraz się zacznie… Proszę państwa, przed wami rosyjska ruletka…

Wielokrotnie już wam wspominałam, że bardzo rzadko czytam opowiadania, lecz nie można zaprzeczyć, że stają się one obecnie coraz bardziej popularne. Są krótkie, dzięki czemu nie trzeba spędzać godzin nad książką, można poprzez nie przekazać naprawdę wiele, często nawet kwintesencję naszego życia. Pewnie się zastanawiacie, dlaczego w takim razie tak rzadko je czytam. Odpowiedź jest wyjątkowo prosta – jest mało pisarzy, którzy są w stanie zmierzyć się z opowiadaniem. Oczywiście, że pewnie większość z nas ma jakieś próby za sobą. Są lepsze i gorsze, ale jest naprawdę mało osób, które są w stanie stworzyć coś wyjątkowego. Tym razem odważyłam się przeczytać Show na żywo Mateusza Kocowskiego. Czy pisarz poradził sobie z tym wyzwaniem?

Pomysł na opowiadanie według mnie jest nietuzinkowy, gdyż wcześniej nie miałam w ogóle styczności z rosyjską ruletką. Przyznam się wam, że musiałam się nieźle skupić, by przypomnieć sobie, na czym dokładnie ona polega. Wbrew pozorom raczej rzadko się o niej mówi. Jest to mocne opowiadanie, które jest przedstawione za pomocą show oglądanego przez miliony ludzi. Brzmi to banalnie, jednak przecież nie chodzi o sam program, tylko o to, co on mówi o nas oraz do jakich skutków prowadzi.

Styl autor jest przyjemny, dlatego opowiadanie czyta się szybko i bezproblemowo. Przy tym nie czuć infantylności, do której współcześni pisarze mają jakąś tendencję. Dzięki temu można spokojnie skupić się na fabule, która nie jest zbyt wymagająca, ale też nie jest irytująca. W opowiadaniu występuje narracja pierwszoosobowa, co jest idealnym wręcz posunięciem. Powoli jesteśmy wprowadzani w fabułę przez głównego bohatera, o którym nie wiemy prawie nic, ale ma się poczucie, że dogłębnie go poznajemy i razem z nim myślimy nad sensem tego wszystkiego.

Jak już wspomniałam, pomysł wyjątkowo mi się podoba. Przedstawia coś więcej niż pozornie się przedstawia. Przyznam się wam, że mam ochotę usiąść tak jak w szkole i po kolei analizować pojedyncze fragmenty, by wyciągnąć z tego jak najwięcej. Na razie nawet nie jestem pewna, czy dobrze zrozumiałam, co chciał nam przekazać Mateusz Kocowski. Podchodzi do tego z humorem, ale i cynizmem, przy tym nie bagatelizując tematu. W końcu wyobrażacie się ruletkę rosyjską jako jeden z programów, które oglądacie wieczorem w telewizji? Nic takiego jeszcze nie było. Tylko słowem kluczem jest jeszcze. Właśnie do tego dąży nasze społeczeństwo, a przy tym znajdują się ludzie tak zdesperowani, że biorą w tym udział. Czasami wydaje im się, że nie ma innego wyjścia, a innym razem chcą coś innym udowodnić.

Cieszę się, że zapoznałam się z tym opowiadaniem, bo jest naprawdę warte przeczytania i skłania nas do refleksji nad swoim postępowaniem i jego konsekwencjami. Coraz częściej próbujemy ich uniknąć, a nie powinniśmy. Polecam Show na żywo każdemu, kto nie boi się prawdy i jest przygotowany na mocny wstrząs.

Trzeba walczyć mimo wszystko

Projekt_bez_tytu_u_3

Czasami nie mamy wyboru… Musimy walczyć mimo wszystko – zaciekle i do końca. Nie możemy sobie pozwolić choćby na chwilę zawahania, smutku i łez. Bo najczęściej w tej całej historii zwanej potocznie życiem nie chodzi tylko o nas. Chodzi również o nasze rodzinny, bliskich i ludzi, których jeszcze nie znamy, a oni w przyszłości zmienią całe nasze życie. Znacie to przerobione powiedzenie „tragedie chodzą po ludziach”? Na pewno; i właśnie z tego powodu najzwyklejszych ludzi spotyka coś strasznego, a oni nie dostaną nawet współczucia. Mogą tylko marzyć, że pewnego dnia przyjdą lepsze chwile, a oni otrzymają pomoc. I wiecie co? Pewnego dnia właśnie tak jest i to dla tych wydarzeń, przełomów w tragediach warto żyć.

Tytuł: Slammed
Cykl: Slammed (tom I)
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: YA!

Layken przeprowadza się do innego stanu, gdzie odtąd będzie jej nowe życie. Już sam ten fakt wydaje się przerażający, ale przecież ludzie przeprowadzają się z najróżniejszych powodów i często niosą one ze sobą radość. Jednak nie w tym przypadku… Dziewczyna porzuca swoje dawne życie i wspomnienia, które wiążą się z jej niedawno zmarłym ojcem. Problemy finansowe zmuszają ją, jej mamę i małego brata do spakowania walizek i wyjechania wiele kilometrów dalej. Lake nie jest zadowolona z tego faktu i nie wierzy, że może być jeszcze szczęśliwa, a na pewno nie tam, gdzie ma teraz zamieszkać. Jednak życie to jedna wielka ironia, więc młoda kobieta w ciągu pierwszych pięciu minut poznaje zabawnego, inteligentnego i przystojnego chłopaka, który w dodatku jest jej sąsiadem. Czy Layken przekona się do nowego miejsca zamieszkania? Czy da szansę tajemniczemu Willowi? I czy tragedie już na dobre o niej zapomniały? Pytań jest wiele, a odpowiedzi jeszcze więcej. 

Chyba nie muszę wam przedstawiać Colleen Hoover. Jest to pisarka, która zawładnęła sercami wszystkich nastolatków i młodych osób (przypuszczam, że tych starszych również). Wydawała książkę za książką, a każda z nich była podobno coraz lepsza, coraz bardziej niesamowita i sprawiająca, że łza kręciła się w oku. W całej tej sławie jej książek jakoś tak wyszło, że nigdy nie miałam okazji żadnej przeczytać. Przyznam się wam, że jakoś wybitnie ochoty też nie miałam. Niekoniecznie lubię czytać to, co akurat jest na świeczniku. Jednak kiedyś trzeba zapoznać się z kimś, kto zdobył tak wiele pozytywnych opinii. Podchodziłam do Slammed bardzo ostrożnie, gdyż miałam przeczucie, że nie jest to opowieść dla mnie. Nie myliłam się – powieść okazała się niesamowicie nudna i niedopracowana, żeby nie powiedzieć po prostu fatalna. 

Przede wszystkim styl samej pisarki jest tak banalny i w ogóle niecharakterystyczny, że aż nie mogłam uwierzyć. Spodziewałam się po tym aspekcie czegoś bardzo dokładnego i na wysokim poziomie. Oczywiście nie oczekiwałam, że będzie to napisane poezją czy nie wiadomo jak skomplikowanym językiem. To nie jest tego typu książka, ale jednak wydaje mi się, że to powinno być coś lepszego. Czasami czułam się tak, jakby autorka mówiła do małego dziecka i łopatologicznie tłumaczyła każdy najmniejszy aspekt. Nie lubię takiego języka. Slammed nie jest przeznaczone dla dzieci. Na domieszkę tego zawiodłam się na samym pomyśle. Określę go jednym słowem – sztampowy, pod każdym względem. 

O fabule nie mam co pisać, bo tak naprawdę to zbytnio jej nie było. Była po prostu nudna i bardzo niepłynna. Jak wreszcie działo się coś ciekawszego, to było to niedokładnie opisane, przez co cały potencjał ulatywał jak powietrze z balona. I kwestia emocji. Czegoś nie mogę zrozumieć – wszyscy opowiadają, że powieści Hoover są tak bardzo wzruszające. Byłam przygotowana nawet na to, że polecą mi łzy, a raczej staram się sobie na to nie pozwalać przy czytaniu książek. Tymczasem mam tak duże odczucie, że wszystko, co istotne i emocjonalne, w tej książce zostało spłycone pod każdym, najmniejszym względem. Problemy w rzeczywistości ważne były traktowane jako błahe i szybko pomijane. Czasami zauważałam też to, że pisarka chciała się skupić na czymś istotniejszym, a i tak kończyła na typowym nastolatkowym problemie, których w książek i zapewne w każdego życiu jest dużo. Jaki w tym wszystkim sens? 

Miałam nadzieję, że ostatecznie chociaż polubię Layken albo Willa. Niestety tak nie było. Lake okazała się rozpieszczonych bachorem, który uważa, że to wszyscy inni nie dbają o nią, nie zajmują się nią i w ogóle dla nich ona nie istnieje. Nie brała pod uwagę tego, że bliskie jej osoby tak samo jak ona muszą radzić sobie z problemami i tak samo jak ona potrzebują pomocy, a przy tym robią wszystko, by to właśnie jej pomóc. Jak można być takim egoistą? O Willu nie będę pisać dużo, bo po prostu nie przypadł mi do gustu i przy tym jego charakter w ogóle mi nie współgrał z tym, co przeżył. Na szczęście całą książkę choć trochę ratuje Eddie. To niesamowita dziewczyna – pełna pasji, o wielkim sercu, trudnej przeszłości i energii, którą rozdaje każdemu potrzebującemu, a przy tym wszystkim ekscentryczka, której nie da się nie polubić. 

Tak oto moje spotkanie z Colleen Hoover zakończyło się wielką katastrofą, a sam Slammed jest książką, której nikomu nie polecam. Nie zrozumcie mnie przy tym źle. Jeśli komuś się podoba, to nie ma w tym nic złego i jestem w stanie przyjąć, że niektóre aspekty powieści przypadły komuś do gustu. Zarazem nie przekreślam innych książek tej pisarki. Napisała ich tyle, że byłoby niesprawiedliwie ocenić jej twórczość akurat po tej jednej. Na pewno zrobię sobie przerwę na jakiś czas. Później dam jej drugą szansę. 

Tam, gdzie o niebie mówią

Nasze życie wydaje się bardzo rzeczywiste. Nie zastanawiamy się najczęściej nad tym, co nas otacza i co nie jest materialne. Bo po co? Mimo że większość z nas wyznaje jakąś religię, która jest nadnaturalna i nadaje sens naszemu życiu, to tak naprawdę mało kto skupia się na aspektach duchowych. Jak często zastanawiacie się, czy anioły istnieją? Już słyszę tę odpowiedź, że niezbyt często albo w ogóle. Przyznajmy się sami przed sobą – zapominamy o tej całej otoczce, w którą podobno wierzymy. A może to tam rozgrywają się rzeczy ciekawsze, a przy tym tragiczne, wzruszające i przede wszystkim prawdziwe. Nie chcielibyście się dowiedzieć, co się dzieje w niebie? 

Miłość i buty – połączenie doskonałe

Czasami jestem w melancholijnym nastroju i poświęcam wtedy dużo czasu na myślenie o życiu – moim, ale również innych osób. Ludzie są bardzo różni, ale łączy nas wszystkich zaskakująco wiele rzeczy. Mimo, że czasami zdarzają się wyjątki w postaci osób bardzo spontanicznych, które nigdy nie planują ani nie myślą o tym, co będzie jutro, większość z nas dąży do pewnego rodzaju stabilności. Chcemy wiedzieć, że rano pójdziemy do pracy czy szkoły, wieczorem wrócimy do domu, a tam będą te same osoby, co zawsze. Prawdopodobnie odbędzie się nawet jakiś codzienny rytuał, który nie wiadomo skąd się wziął, ale funkcjonuje, i to w dodatku bardzo dobrze. Czasami to wszystko staje się rutyną, ale rutyną dającą nam poczucie bezpieczeństwa. Gdy to wszystko nagle stanie pod wielkim znakiem zapytania, wpadamy w panikę i chcemy utrzymać nasze życie w ryzach. Jednak czy zawsze się da? W teorii życie musi każdemu dokopać – mniej czy bardziej, ale każdemu. Jaka jest praktyka?

Za oknem świata

Czasami mam wrażenie, że zbyt pochopnie oceniamy innych ludzi. Nie wiemy prawie nic o nich, a od razu wyrażamy swoje zdanie. Na czym je opieramy? Na plotce opowiedzianej przez dziesiątą osobę, na grze pozorów albo na ocenie teraźniejszej sytuacji, nie biorąc w ogóle pod uwagę przeszłości czy przyszłości? Jest to dość surowy sąd, ale myślę, że większość z nas właśnie tak się zachowuje. Przez to zapominamy o osobach, które potrzebują naszej pomocy i wręcz o nią błagają. Są tymi dziwakami, których się omija, przechodząc na drugą stronę ulicy. Dlaczego na to pozwalamy?

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia