Miłość nagle i niepotrzebnie…

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, co znaczy słowo „miłość”? Jestem pewna, że tak. W końcu mówimy tu o słowie, które określa całe nasze życie. Miłość jest naszą nieodłączną częścią. Nawet najbardziej zatwardziali jej przeciwnicy nie są w stanie bez niej żyć, choć nie wiem, jak bardzo by przeczyli. To ona dyktuje wszystkie warunki i ostatecznie to właśnie jej się podporządkowujemy. Brzmi to trochę przerażająco, ale tak naprawdę jest najpiękniejszą rzeczą, jaka nas spotyka i powinniśmy zawsze o tym pamiętać. Nawet w chwilach największego cierpienia.

Gdzie sport i magia łączą się

Pamiętacie te czasy, kiedy pierwsze książki z cyklu o Harrym Potterze pojawiały się na rynku wydawniczym? Ja sama niekoniecznie je pamiętam, bo wtedy nie było mnie jeszcze na świecie. Ale za to bardzo dobrze pamiętam, kiedy były wydawane kolejne tomy i przede wszystkim kiedy w kinach pojawiały się ekranizacje. Fascynowała mnie cała ta opowieść i świat, który wykreowała Rowling. Już wtedy w literaturze fantastyka była dość popularna, ale nie ma wątpliwości, że w późniejszych latach to właśnie Harry Potter dyktował warunki.

Po drugiej stronie miłości

Dom jest miejscem, które kojarzy nam się z bezpieczeństwem i rodziną. Tam nikt nam nie zrobi krzywdy, zawsze będziemy mogli liczyć na wsparcie i miłość najbliższych. Jest to coś pewnego i oczywistego dla większości z nas. Jednak nie każdy dom jest tak przyjemny i przytulny. Niektóre mieszkania są puste i pozbawione jakiegokolwiek wydźwięku miłości i radości. Każdy jest zajęty sobą, własną pracą i problemami. Nie ma czasu dla dzieci, a one pozostają samotne…

Tytuł: Koralina
Seria: Gaiman
Autor: Neil Gaiman
Wydawnictwo: MAG

Koralina wraz z rodzicami przeprowadza się do starego domu. Są wakacje, ona jest oddalona od wszystkich swoich przyjaciół. Jej rodzice są pochłonięci swoją pracą i nie poświęcają jej w ogóle czasu. Musi sama znaleźć sobie zajęcie, dlatego postanawia zostać badaczem. Zwiedza okolice domu oraz odwiedza sąsiadów, odkrywając dziwne fakty o nich. Wszystko się zmienia, gdy na dworze zaczyna padać deszcz i dziewczynka musi pozostać w mieszkaniu. To właśnie wtedy zaczyna je dokładnie oglądać i odkrywa dość zaskakującą rzecz. Czy Koralina jest w stanie pokonać swoją ciekawość? Czy prawdziwa miłość rodzicielska istnieje naprawdę czy tylko w pragnieniach dzieci?

Oglądałam kiedyś ekranizację Koraliny. Wtedy nie zdawałam sobie w ogóle sprawy, że jest to animacja na podstawie książki. I jak mam być szczera, to bardzo mi się nie podobała. Była z pogranicza horroru dla dzieci, co mnie przerażało bardziej niż typowe horrory, z którymi na co dzień spotykamy się w telewizji. Jednak kiedy dowiedziałam się, że jest to powieść Gaimana, czyli w moim umyśle tego od Gwiezdnego pyłu, od razu zapragnęłam zapoznać się z literacką wersją tej historii. Byłam ciekawa, jak naprawdę ujął to pisarz, którego uważam za wybitnego. Koralina spełniła wszystkie moje oczekiwania, lecz nadal nie należy do moich ulubionych opowieści.

Muszę przyznać Neilowi Gaimanowi, że zawsze potrafi mnie zaskoczyć. Co by nie napisał, to i tak jest to oryginalne i niepowtarzalne. Używa w swoich powieściach podobnych motywów, ale mimo to zachowuje unikatowość każdej książki. Są one od siebie tak odmienne, że po prostu nie mam pojęcia, skąd pisarz bierze na nie pomysły. Raz spotykamy się z opowieścią pełną gwiazd, innym razem z horrorem, a jeszcze następnym obserwujemy bogów, którzy nie chcą zostać zapomniani. Nie mogę skojarzyć, by jakikolwiek inny pisarz ośmielił się aż tak przekraczać własne granice wyobraźni.

Jak już nieraz i nie dwa wam wspominałam, Gaiman wykazuje się bardzo charakterystycznym stylem. Za każdym razem, gdy zapoznaję się z jego książkami, czuję się, jakbym wracała do dobrze znanej krainy, gdzie spotka mnie wiele przygód, o których nawet nie śniłam. Będę powtarzać w nieskończoność, że jest to wybitny baśniarz, nie bojący się żadnego tematu. Opowiada z pasją i pełnym zaangażowaniem. Wierzy w to, co mówi i sprawia, że my też chcemy w to uwierzyć. Wszystkie jego historie to po prostu wielkie metafory – nasze rzeczywiste życie ukryte za zasłoną magii i marzeń dzieci oraz dorosłych. Gaiman sprawia to wszystko za pomocą języka, który po prostu uwielbiam. Nie jest on wyjątkowo skomplikowany, ale za to wymagający. Pisarz daje wiele od siebie i tego również wymaga od nas.

Fabuła Koraliny jest wyjątkowo mroczna. I tym razem nie jest to ten przyjemny rodzaj skrywania tajemnic, który odczuwałam podczas czytania Księgi cmentarnej. Jest to horror w prawdziwej odsłonie, choć nie czuje się tego od pierwszych stron. On ma nas przerazić i dać wiele do myślenia. Trzyma w napięciu i sprawia, że chcemy dalej czytać, bo musimy dowiedzieć się, jak potoczą się losy Koraliny, jednak jesteśmy tym też zbyt przerażeni, by przewracać kolejne strony książki. Nie da się dokładnie przewidzieć, co się stanie. Możemy się spodziewać dobrego zakończenia, ale w takim samym stopniu również złego, wręcz tragicznego. Oczywiście Koralina to nie jest powieść Stephena Kinga, która mrozi krew każdemu. Co nie zmienia faktu, że ma w sobie więcej z horroru niż bajki.

Każdy bohater jest przedstawiony karykaturalnie, co ja osobiście uwielbiam i bardzo doceniam ten zabieg. Jest on na granicy fantazji, ale też zbyt bolesnej prawdy, by mówić ją na głos. Sama Koralina też jest niezwykłą postacią, lecz niestety nie polubiłam jej zbytnio. Była zbyt wścibska. To nie była ta ciekawość, która ciągnie dzieci, tylko wręcz chore odkrywanie świata i zaspokajanie nudy. Niemniej podziwiam ją za odwagę. Potrafiła walczyć o swoje, nie poddawała się nawet w najtrudniejszych sytuacjach i dokładnie wiedziała, czego chce. A jest to rzadkie wśród baśniowych bohaterów. Największą moją uwagę zwrócił Kot. Po prostu jestem nim oczarowana. I nie chodzi dokładnie o sam jego charakter, tylko kreację jego postaci. To co ukazał Gaiman na podstawie zwykłego zwierzęcia, przekracza czasami moje granice wyobraźni.

Tematyka jest mieszanką wszystkiego – przerażająca i przeurocza. To, co ukazuje, gryzie się ze sobą dokładnie tak, jak w naszym prawdziwym życiu. Możemy tam zaobserwować pozory, ale również bezwarunkową miłość dziecka, które nawet gdy zostanie zdradzone, nadal jest gotowe oddać wszystko za ten pierwiastek najpiękniejszego uczucia na świecie.

Koralina jest kolejną powieścią Gaimana, w której można rzec, że się zakochałam. Nie jest ona jego najlepszą książką, co nie zmienia faktu, że i tak wybitną. Jeśli jesteście otwarci na świat i lubicie poznawać to, co nieznane i często zapomniane, jest to opowieść stanowczo dla was. 

W poszukiwaniu przeszłości i samego siebie

Często zastanawiam się nad tym, o co dokładnie chodzi w życiu. Każdy z nas ma jakiś cel i zażarcie dąży do niego, zapominając często o tym, że żyjemy dokładnie w tej chwili. Lecz co by się działo, jakbyśmy nie myśleli o przyszłości? Nie wierzę, że miałoby to same pozytywne skutki. Zresztą nie raz i nie dwa przekonałam się o tym na własnej skórze. Przyszłość ma wpływ na teraźniejszość, ale tylko wtedy, gdy wierzymy w swoją przeszłość, teraźniejszość i właśnie przyszłość. Czy bylibyście w stanie zaufać swojej pamięci i marzeniom w stu procentach?

W ostatnich sekundach…

Nasze życie jest piękne – jest to jeden z tych banałów, które wypowiada co druga osoba, by pocieszyć innych i siebie. Tak naprawdę mało kto w to wierzy. W końcu nie ma człowieka, który nie przeżyłby jakieś osobistej tragedii. Gdyby życie było takie piękne, to takie rzeczy nie zdarzałyby się. Tylko takim tokiem myślenia to nasze istnienie nie ma sensu. Za często zapominamy, że mimo cierpienia, strachu i obojętności nadal mamy to życie i mamy gdzie na tym świecie żyć. Od dawna przepowiadają nam koniec świata, ale on jednak jeszcze nie nadszedł. Lecz co byśmy zrobili, gdyby nagle te wszystkie obawy stały się prawdziwe?

Tytuł: Apokalipsa
Cykl: Eel (tom II)
Autor: Krzysztof Bonk
Wydawnictwo: Self Publishing

Problemem Maxa był fakt, że nie może się odnaleźć w nowej rzeczywistości, która jest całkowicie odmienna od tej jemu znanej. Nie potrafił zrozumieć zasad panujących w XXIII wieku ani odnaleźć sensu życia. Jednak po tych wszystkich wydarzeniach, które musiał przeżyć, jego spojrzenie na świat zmieniło się. Już wie, po co tu jest i jaki ma cel. Może to właśnie to pozwala mu trwać podczas największej apokalipsy jaka dotknęła planetę Ziemię. Ma już powód, by dbać o siebie, ale również nie bać się oddać życia za innych. Czy naprawdę jest gotowy do walki? Czy ktoś w ogóle może przetrwać koniec świata?

Po ostatnim zapoznaniu się z pierwszym tomem byłam bardzo pozytywnie nastawiona do kolejnej części. Mimo że science fiction nadal nie jest do końca dla mnie, to i tak chcę dawać szansę historiom o przyszłości. Myślę, że w pewnym momencie zrozumiem, że przyszłość może być równie ciekawa co przeszłość. Gdy sięgałam po Apokalipsę, miałam tylko jedną jedyną obawę. Powieść jest krótka i miałam wątpliwości, czy zachowa poziom swojej poprzedniczki. To trudna sztuka, by na tak małej liczbie stron zamieścić historię, która wciąga, porusza i daje do myślenia. Krzysztof Bonk poradził sobie fantastycznie, więc nie miałam żadnych powodów, aby czegokolwiek się obawiać.

Naprawdę jestem pod olbrzymim wrażeniem drugiego tomu Eel. Spodziewałam się, że autor pociągnie dalej wątek Maxa i tego złego świata, który sami stworzyliśmy, pozwalając na zbyt gwałtowny przebieg rozwoju technologii. W pewnym sensie właśnie to zrobił, ale nie ograniczył się i w tym miejscu olbrzymie brawa dla niego. To bardzo niesztampowe myślenie. W książce został wykorzystany stary motyw znany nam z Genesis, ale również doszła tytułowa apokalipsa oraz tajemnice kosmosu.

Byłam w wielkim szoku, kiedy zdałam sobie sprawę, że druga część jest tak różna od pierwowzoru. Wtedy pierwszy tom był dla mnie główną historią. Teraz zrozumiałam, że było to fantastyczne wprowadzenie do czegoś większego. Wszystko dzieje się w tym samym świecie, ale cała fabuła skupia się na czymś innym, co jest tak samo pociągające jak technologia. Tym bardziej, że poszliśmy o krok dalej, bo wydarzenia na Ziemi możemy obserwować z kilku perspektyw, co daje o wiele większe możliwości.

O stylu Krzysztofa Bonka nie ma wiele co mówić, gdyż pozostał tak samo dobry. Lubię w nim to, że jest charakterystyczny, więc nie ma skojarzeń z innymi powieściami. I ten wręcz nienaturalny spokój, który z niego bije… To jest naprawdę dziwne i niekonwencjonalne, dlatego pewnie tak bardzo mi się podoba. Akcja jest niesamowicie szybka, a styl paradoksalnie wolny.

Fabuła jest wciągająca, na co po cichu liczyłam. Nie było po co odkładać książki. Tę opowieść trzeba poznać naraz. Wszystko działo się szybko. Nawet na chwilę nie zwalniało. Z jednej strony oglądałam codzienną scenę, a po chwili życie bohaterów i ludzi na całej Ziemi diametralnie się zmieniało. Muszę się do tego przyzwyczaić, bo jest to bardzo mocne. Gdy czytałam, miałam wrażenie, że oglądam film i pojawia się szereg kadrów, które w ciągu chwili wszystko wyjaśniają, ale również poruszają dogłębnie. Cała Apokalipsa jest właśnie taka. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co się dalej stanie. Nie ma czasu, żeby nad tym myśleć. Ważniejsze, co się dzieje tu i teraz. Tak samo duże wrażenie robi nawiązanie do Biblii. Jak już wspomniałam w recenzji poprzedniego tomu, pisarz wykorzystuje znany nam dobrze i popularny motyw biblijny, ale robi to w tak niekonwencjonalny sposób i często dość kontrowersyjny. Przeczy naszym zasadom, lecz mimo to zwraca również uwagę, jak ważne jest, by w coś wierzyć i być oddanym temu do końca.

Zaczęłam coraz bardziej lubić Maxa. Wcześniej czułam do niego sympatię, ale była ona bardziej uwarunkowana zrozumieniem i dozą współczucia. Po tej części po prostu go lubię. Widać tę zmianę w nim i mimo wątpliwości bohater wykorzystuje nowo odkryte w sobie cechy oraz pozwala się im ujawniać. Natomiast do Alli też zaczynam się przekonywać. Nadal nie należy do lubianych przeze mnie postaci, ale ma tę iskrę, dzięki której łatwiej mi ją tolerować. I Rode… W Genesis nie zwróciłam na nią zbytniej uwagi, ale tutaj przeszła samą siebie. Narwana, odważna i pełna wiary. Po prostu uwielbiam takie postacie i jestem im wierna do końca. Jeszcze dochodzą do tego utarczki jej i Alli. To jest wspaniałe połączenie, które ubarwia całą powieść. Nie wiem, jak to się stało, ale w tak krótkim czasie przywiązałam się do większości bohaterów. Zapamiętam ich na długo.

W Apokalipsie mamy niesamowite pokłady wiary i nadziei. Pisarz ukazał, jak ważną rolę mają one w życiu, nawet w tych ostatnich sekundach. Człowiek jest istotą, która chce wierzyć i robi to do końca. A jeśli dochodzi do tego jeszcze miłość i oddanie, to jest niepokonany, choćby przegrał z kretesem. Wizja apokalipsy jest przerażająca, ale jest też pewnym ostrzeżeniem pozwalającym zaakceptować naszą rzeczywistość.

Apokalipsa jest bardzo mocnym science fiction, które nie każdemu się spodoba. Jednak jeśli już człowiek się wciągnie, to przepada na zawsze. Świat zmienia się i na pewno będzie się zmieniał do końca swoich dni. Warto o tym pamiętać. Dlatego jestem w siódmym niebie, że zdecydowałam się zapoznać z trylogią Eel. Wam też to radzę, a tymczasem idę czytać ostatni tom.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia