Z wyciem wilków

źródło

Świat jest tajemnicą, która kryje w sobie wiele złych rzeczy, mrocznych opowiadań, ale również niesamowitych zjawisk. A gdyby tak nagle zobaczyć nasze królestwo w jej prawdziwych barwach? Zacząć widzieć wszystko takim, jakie jest? Czy jest to możliwe? Kira żyje wśród ludzi, jednak nie jest jedną z nich. Jest stworzeniem nadnaturalnym, a żeby było jeszcze ciekawiej hybrydą – połączeniem dwóch niebezpiecznych, magicznych istot, dzięki którym zyskała geny nadające jej cechy niespotykane u nikogo. Od trzech lat żyje spokojnie w małym mieście i zabija innych nadnaturalnych, którzy nie przestrzegają praw moralnych. Jej życie nadal biegłoby spokojnie i monotonnie, gdyby nie nagłe pojawienie się młodych wampirów, które nie panują nad swoim instynktem i zabijają każdą żywą istotę. Kto tworzy nowe wampiry i jaki ma w tym cel? Kim jest tajemniczy Flesh? Czy Kira zapanuje nad swoją prawdziwą naturą?





Tytuł: Ogar Boga. Popiół i Piach

Autor: Anna Gręda
Wydawnictwo: Novae Res
O tej książce słyszałam wiele dobrego. Gdy pierwszy raz zauważyłam ją, nie była jeszcze tak bardzo popularna jak obecnie. Była jedną z wielu powieści fantasty, które przewijają się w internecie. Trafiałam na nią wielokrotnie na Facebook’u, aż wreszcie zapragnąłem ją przeczytać. Bardzo lubię tego typu książki. Pozwalają mi oderwać się od rzeczywistości i zobaczyć świat, o którym jako dziecko marzyłam. Jednak nie mogę zaprzeczyć, że miałam co do niej pewne obawy. Opowieści o podobnej tematyce jest naprawdę wiele i często powtarzają one schemat, który początkowo był naprawdę ciekawy, ale z czasem stał się nudny i irytujący. Na szczęście okazało się, że Ogar Boga jest czymś nowym i jak na razie niepowtarzalnym.
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to świat wykreowany przez Annę Grędę. Od pierwszych stron zafascynował mnie. W początkowych rozdziałach można powiedzieć, że nie różnił się niczym od naszej rzeczywistości. Tylko główna bohaterka miała szczyptę magii i gdzieniegdzie pojawiały się jakieś wampiry czy wilkołaki. Nic nowego… na pozór. Odczuwałam dziwna aurę magii, która zapowiadała niesamowity świat, gdzie wszystko może się zdarzyć. Z czasem pojawiało się coraz więcej nadnaturalnych istot – demony, wróżki, elfy, szamani, czarodzieje… Cała gama bytów nadprzyrodzonych. Zrobiło to na mnie olbrzymie wrażenie. Mało który autor odważy się połączyć tyle legend, opowieści, wierzeń. Pomyślicie pewnie, że to wszystko spowodowało ogromny chaos. Właśnie nie… Te wszystkie stworzenia nadały wyjątkowy klimat historii. Razem stworzyły opowieść, która na długo zapada w pamięć.
Kolejnym plusem jest główna bohaterka – Kira. Jest ona wielką zagadką, której nie da się tak po prostu rozwiązać. Powoli dostajemy małe elementy, które z czasem mają utworzyć całość. Jednak te elementy nie są nam dawane prosto do ręki. Musimy sami je znaleźć, by ułożyć puzzle tworzące Kirę. Jej osobowość jest nieszablonowa, przez co cały czas intrygowała mnie i zmuszała do myślenie i rozumienia jej, a to nie było łatwe. Wiele w życiu przeszła, co ukształtowało ją, ale sprawiło też, że jej ludzka część zanikła. Jednak nie myślcie, że była maszyną do rozwiązywania tajemnic i zabijania. To nie tak. Miała własne poglądy na wiele spraw, które często odbiegało od normy. Powodem były jej uczucia, które motywowały ją do dalszego działania, ale były też przyczyną konfliktów i problemów.
W powieści pojawił się wątek kryminalny. Przyjęłam go bardzo pozytywnie, ponieważ był zapowiedzią wielu przygód i niebezpiecznych chwil. Niestety ten wątek ginął w ogromie historii bohaterów i ich spraw, które zazwyczaj odbiegały od głównego śledztwa. Żałuję, że główny motyw kryminalny nie był lepiej poprowadzony. Od razu domyśliłam się, kto jest sprawcą tych mrocznych zdarzeń. To było tak bardzo oczywiste. Prawdą jest, że autorka nie kryła przebiegu śledztwa i domysłów Kiry na ten temat. Jednak liczyłam na bardziej zawiłą sieć intryg. Mam nadzieję, że w drugiej części pojawi się ona, ponieważ zakończenie no to właśnie wskazuje. 
Książka zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Okazała się lepsza niż przypuszczałam, co miło mnie zaskoczyło i pozytywnie nastawiło na kolejne tomy, które na pewno przeczytam. Zbyt jestem ciekawa dalszego przebiegu zdarzeń, by tego nie zrobić. Nie jest to opowieść, która każdemu przypadnie do gustu. Dla fanów fantastyki to zapowiedź niesamowitej historii, natomiast dla miłośników kryminałów jest to miła odskocznia od typowych książek kryminalnych. 

Z ust rozpaczy i nadziei wyjęte

źródło
Druga wojna światowa zakończyła się już lata temu. Teraz pozostało tylko wspomnienie czasów, gdy okrucieństwo i śmierć panowały na tym świecie. Większość z nas uczy się o wojnie z podręczników, filmów, książek. Dla nas to tylko przeszłość. Czy na pewno dla wszystkich? Ile lat minęło, nim świat odrodził się i zakończył wszystkie wojny? Czy to się kiedykolwiek stało?

Tytuł: Odłamki
Autor: Ismet Prcić
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Ismet jest mieszkańcem Bośni. Mieszka razem z bratem i rodzicami. Można powiedzieć, że ma normalne życie, jednakże widmo wojny zabiera złudne marzenia o szczęściu. Jako dziecko musi obserwować wojnę, która niszczy wszystko wokół – budynki, parki, ludzi i wspomnienia. Nic nie pozostaje, oprócz nadziei i marzeń. Czy to wystarczy, by Ismet mógł żyć normalnie? Czy przykre wspomnienia pozwolą mu na rozpoczęcie nowego życia?
O Odłamkach już jakiś czas temu zrobiło się bardzo głośno. Na początku zignorowałam tę książkę, ale pozytywne opinie przyciągnęły moją uwagę. Zaintrygowała mnie. Nigdy nie czytałam powieści poświęconej takim tematom. Oczywiście nieraz czytałam książkę wojenną, ale nigdy nic o Bośni i jej mieszkańcach. To przeważyło szalę. Mój instynkt czytelniczy zdecydował za mnie. Czy pomylił się? Nie, to raczej niemożliwe, jednak nie do końca jestem zadowolona z jej przeczytania, ale o tym trochę później… 
Jeśli mam być szczera, to Odłamki posiadały tylko jedną wadę. Nie mogłam się odnaleźć w czasie. W części rozdziałów była napisana dokładna data, ale mimo to nie miałam pewności, kiedy odbywało się dane wydarzenie. To może wynikać z faktu, że książkę czytałam fragmentami. Trochę w domu, trochę w szkole i trochę w czasie podróży. To nie służy określeniu poprawnej chronologii. Zapewne gdybym przeczytała ją jeszcze jeden raz, nie miałabym takich problemów z odnalezieniem się w czasie. 
Jak wcześniej wspomniałam, poruszony jest w niej nietypowy temat. Pewnie wyobrażacie sobie, że są w niej opisane brutalne sceny wojenne, walka na frontach albo straszliwe straty. To wszystko pojawia się, ale nie w szablonowy sposób. Książka pokazuje nam dwa aspekty – wojny oraz emigracji. Można zaobserwować w niej zachowanie zwykłego, młodego człowieka, który chce być tylko szczęśliwy i spełnić swoje marzenia.

I teraz przechodzę do części, która bardzo oddziaływała na mnie. Książka jest wyjątkowo emocjonalna. Nie jestem w stanie wskazać, co wywołuje tyle emocji, uczuć, jednak to nie zmienia faktu, że nie mogłam się oderwać od powieści. Co chwila przeżywałam huśtawkę nastrojów. Obserwowałam wydarzenia, które przynosiły radość i nadzieję, ale byłam też świadkiem tych, które odbierały bohaterom wszystkie dobre emocje. Właśnie dlatego nie jestem zadowolona, że przeczytałam ją. Musiałam to wszystko przeżyć razem z Ismetem i innymi postaciami. Czułam ten obowiązek, który przytłaczał mnie. Wielokrotnie chciałam odłożyć Odłamki, ale nie mogłam. Byłam winna to tym wszystkim ludziom, którzy przeżyli ten ciężki czas w rzeczywistości. Chciałam im pomóc, a przeczytanie tej książki wydawało mi się jedynym sposobem.

Czy polecam książkę? Zaprzeczę sobie, ponieważ powiem, że tak. Myślę, że każdy człowiek powinien zapoznać się z nią, by choć odrobinę zrozumieć II wojnę światową, która niszczyła wszystko na swojej drodze (jak zresztą każda wojna). Najważniejsze jest jednak to, by zrozumieć ludzi, którzy musieli przeżyć ten czas. Nawet wolność nie była w stanie wymazać ich wspomnień.

Szkolne dzieje – powrót do „Dziadów”

źródło
Do przeczytania Dziadów prawie każdy był zmuszony lub będzie. Obowiązkowa lektura szkolna i w dodatku jedna z najważniejszych… To nie brzmi dobrze. To brzmi fatalnie. Jednak w przyszłości mam zamiar zdać jak najlepiej maturę z polskiego i postanowiłam po raz drugi spotkać się z Dziadami. Nie uznaję wyłącznie streszczeń. To jedna z najsławniejszych książek polskiego autora. Nawet pomijając maturę, powinnam ją znać.

Tytuł: Dziady, część III
Autor: Adam Mickiewicz
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Jeśli się nie mylę, Dziady, część II czytałam rok temu. Niestety kompletnie nie przypadły mi do gustu i jedynym jej plusem, który udało mi się znaleźć, była wiedza na temat obrzędu dziadów. Jednak w tym roku postanowiłam pozytywnie podejść do dzieła Mickiewicza. Moja krótka znajomość z Panem Tadeuszem (na razie mam za sobą pierwszą księgę, ale niebawem to się zmieni) dała mi nowe spojrzenie na autora. Dlaczego teraz nie miałoby tak być? W końcu byłam młodsza, inaczej postrzegałam świat, a lektury stanowiły dla mnie przykry obowiązek. Stąd też wziął się ten post, bo recenzją nie można tego nazwać. Jakim prawem mam oceniać dzieło polskiego wybitnego pisarza? Jestem młoda, brakuje mi doświadczenia, wiedzy, nie do końca znam jeszcze poprawną polszczyznę…  Podejrzewam, że zgodzicie się ze mną, że nie mam najmniejszego prawa do ocenienia tego dramatu. Natomiast mam prawo do uczuć towarzyszących mi przy jej czytaniu. I to właśnie nimi chcę się podzielić z wami.
Jak wcześniej pisałam, miałam wiele obaw co do kolejnej części. Dziady, część II naprawdę bardzo źle mi się kojarzą. Mam wrażenie, że ta książka, oprócz wiedzy historycznej i mentalności, nic więcej mi nie dała. Choć z drugiej strony, to i tak wiele. Jednak do kolejnej części (wiem, że Dziady były pisane nie po kolei. Cały czas będę miała na myśli część III)  podeszłam z nieskrywaną ciekawością. Wszystko we mnie wrzało, gdy tylko się okazało, że nie opisuje ona wyłącznie obrzędów ludowych. Nawiązania do historii, którą tak kocham i jestem w stanie umiejscowić w czasie wykorzystując swoją wiedzę, sprawiły że po raz kolejny zmieniłam swój pogląd na Mickiewicza. 
Niestety miałam problem z językiem. Okazało się, że wiele istotnych wydarzeń przegapiłam, ponieważ po prostu nie zrozumiałam jakiegoś symbolu, czy pomyliłam bohaterów, których swoją drogą było naprawdę dużo. To trochę mnie zniechęcało. Walczyły we mnie dwa wcielenia – jedno to ciekawskie, drugie to zdezorientowane. 
W ogóle Dziady, część III kojarzą mi się obecnie w dość nietypowy sposób. Gdy je czytałam, byłam chora i miałam gorączkę. Moja wyobraźnia przekroczyła niektóre granice, przez co cała opowieść została ubarwiona. Przy jej omawianiu trochę inne obrazy widzę, niż kiedy zagłębiałam się w nią pierwszy raz. To wszystko brzmi groteskowo i takie jest, ale nie zmieni to faktu, że mam ciekawe wspomnienia. 
Jakie są moje ostateczne odczucia? Ta część też mi nie przypadła do gustu. Nie jestem w stanie wskazać przyczyny tego, jednakże nie mogę też zaprzeczyć, że jest inaczej. Dziady na razie pozostają na liście moich nielubianych lektur. Kiedyś przyjdzie czas, kiedy jeszcze raz postanowię je przeczytać i wtedy wyrobię sobie ostateczne zdanie. Na przestrzeni lat wiele może się zmienić. A może czwarta część przypadnie mi do gustu?

Nocna otchłań

źródło
Jeden dzień, dwie katastrofy – zatonięcie statku oraz wybuch mostu, przez który jechał pociąg. Katastrofy zdarzają się często. Coś jednak łączy te dwa tragiczne wypadki… Dopiero po siedemdziesięciu latach, gdy wszyscy już zapomnieli, pewna młoda studentka trafia na dziwny list, który zmieni jej życie i zaprowadzi w rejony nieznane oraz pełne mrocznych tajemnic. Czy uda się rozstrzygnąć sprawę dwóch katastrof sprzed siedemdziesięciu lat? Czy Dirk Pitt podała niemożliwemu? Czy Stany Zjednoczone mogą pozostać nadal zjednoczone?

Tytuł: Na dno nocy
Autor: Clive Cussler
Wydawnictwo: Amber
Sensacja jest gatunkiem, który czytam rzadko, lecz z wielką przyjemnością. O Przygodach Dirka Pitta słyszałam wiele dobrego, ale niestety nigdy wcześniej nie miałam okazji poznać tego sławnego bohatera literackiego. Dlatego bardzo się cieszę, że Na dno nocy trafiło w moje ręce. Nareszcie mogłam sama się przekonać, czy warto spędzić czas z Dirkem i jego dziwnymi przygodami. I mogę powiedzieć, że mimo kilku wad jestem bardzo zadowolona z zapoznania się z tą lekturą. 
Książka jest dość gruba i posiada wiele opisów. Przypadło mi to do gustu, ponieważ lubię mieć obraz wydarzeń, miejsc czy ludzi występujących w powieści. Łatwiej było mi wyobrazić sobie to wszystko i poczuć klimat tej opowieści. Wiele wątków było bardzo rozbudowanych, więc panowała atmosfera tajemnicy i niesamowitych przygód. Czasami autor wprowadzał również monotonną atmosferę, lecz dawało to oddech, którego od czasu do czasu potrzebowałam. 
Bardzo przypadł mi do gustu Dirk Pitt. Jest to postać barwna i nadająca dodatkowych emocji książce. Jego charakter jest bardzo rozbudowany, lecz nie poznajemy go przez jego myśli, tylko przez wydarzenia, w których bierze udział oraz zachowania. Główna postać naprawdę udała się Cusslerowi. Niestety jednak kolejne postaci niekoniecznie były już takie rzeczywiste i sympatyczne. Bohaterów pojawiło się naprawdę wiele i miałam problem z rozróżnieniem ich. Wszystkie ich imiona, nazwiska, stanowiska myliły mi się i wprowadzały do głowy chaos, bo nie wszystko było logiczne. Część postaci była tak samo dobrze wykreowana jak główny bohater, ale niektóre były tylko papierowymi ludźmi, którzy mimo ważnej roli w lekturze byli pomijani. To sprawiło mi niezwykły problem ze zrozumieniem fabuły. 
W książce wielokrotnie pojawił się też wątek polityczny. Jak już wiele razy pisałam, zrozumienie go jest dla mnie trudne. Był on jednak ciekawy, co przy odpowiednim skupieniu pozwalało mi połączyć ze sobą postaci (jeśli pamiętałam o nich) i wydarzenia. Wtedy powieść robiła się przejrzysta i logiczna. 
Motyw katastrof i traktatu, który był głównym wątkiem, przypadł mi do gustu i dostarczył rozrywki. Powieść bardzo mnie wciągnęła i koniecznie chciałam się dowiedzieć, jakie będzie rozwiązanie wszystkich tajemnic i intryg. Bardzo kibicowałam Dirkowi, by i tym razem udało mu się dotrzeć do prawdy i zapomnianych zdarzeń z przeszłości. Często też wyobrażałam sobie, że i ja biorę udział w tej wyprawie, i również mam wpływ na wydarzenia toczące się w Stanach Zjednoczonych. 
Książka przypadła mi do gustu, choć nie do końca jestem przekonana do całej serii. Nie będę szukać poprzednich ani następnych części, lecz jeśli będę miała okazję je przeczytać, na pewno to zrobię z wielką przyjemnością. Jeżeli lubicie książki pełne przygód, akcji i tajemnic, to Na dno nocy jest idealna dla was.

Historia pewnego smoka

źródło

Stefan mieszka w Błękitnej Krainie.
Wszystko tam jest niebieskie. Drzewo, deszcz, trawa, warzywa przybierają
najróżniejsze odcienie tej barwy. Jednak Stefan często śni o tęczy, która jest
złożona z wielu barw. Bardzo chciałby zobaczyć to zjawisko i poznać inne
kolory. Udaje się w podróż do odległych krain, by odkrywać nowe lądy i – przede
wszystkim – kolory. Czy świat jest tylko w odcieniach błękitu? Czy Stefan pozna
inne stworzenia? Jak potoczy się historia małego smoka?

Tytuł: Błękitna Kraina
Autor: Anna Świąć
Wydawnictwo: Attyka
Jeśli już jakiś czas czytacie moje
recenzje, zapewne wiecie, że najbardziej lubię literaturę dziecięcą. Uwielbiam
czytać olbrzymie tomiska, które są naszpikowane metaforami i refleksjami nad
życiem, a mądrzy dorośli szukają odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Jednak
nawet taka powieść nie jest w stanie zastąpić książki dla dzieci. Pewnie
zastawiacie się, czy wiem, co mówię. Jak mogę porównywać opowiadanie dla dzieci
z grubą powieścią przeznaczoną dla dorosłych? Wiecie, żeby zacząć czytać takie
lektury, trzeba najpierw nauczyć się czytać, rozróżniać słowa, rozumieć je.
Najpierw coś musi nas ukształtować. Dopiero wtedy możemy porwać się na głębokie
wody. Dlatego tak bardzo szanuję książeczki dla dzieci. To one w dużej mierze
kształtują naszą przyszłość. I w dodatku są oczywiste. Nie posiadają tysiąca
metafor, które często nie zostaną odkryte przez czytelnika.
Jedną z książek dla dzieci jest Błękitna Kraina. Wielokrotnie spotykałam
się z nią w Internecie. Kolorowe obrazki, zachęcający tytuł i moje ulubione
smoki sprawiły, że zaintrygowała mnie ta opowiastka. Jestem szczęśliwa, że
mogłam się z nią zapoznać.
Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy,
jest język, jakim pisze autorka. Nie jest on banalny ani dziecinny. Na początku
zaczęłam się zastanawiać, czy małe dziecko jest w stanie zrozumieć wszystkie
słowa. Samo na pewno miałoby problem z całkowitym rozszyfrowaniem tekstu.
Jednak z drugiej strony jest to bardzo dobre, ponieważ taki maluch może nauczyć
się nowego słownictwa, które nieraz w życiu mu się przyda. Dzięki temu rozwinie
swój zasób słów i w przyszłości może to zaowocować piękną i poprawną
polszczyzną. 
Historia niesie też morał, który
niezwykle mi się spodobał. Namawia do wytrwałości, dzięki której w przyszłości
spełnią się nasze marzenia. Jestem idealistką i – jak większość dzieci – mam
taki pogląd na świat, że jeśli tylko zechcę coś osiągnąć, to mogę to zrobić,
tylko muszę zacząć. Wiem, że nie zawsze wszystko działa w ten sposób, ale wiara
w samego siebie jest w stanie uczynić cuda. Czemu dzieci miałyby w to nie
wierzyć, jeśli jest to prawda? Należy motywować dzieci, bo od tego właśnie
zależy ich przyszłość.
Poza tym w książeczce można znaleźć
wiele pięknych ilustracji, które zachęcają do czytania i pozwalają przenieść
się do magicznego świata. Wielką zaletą jest też duża czcionka. Na pewno
niektórych dorosłych zachęci do przeczytania jeszcze jednego rozdziału na
dobranoc… Czemu nie? Oczy się nie męczą.
Bardzo mi się spodobał sposób, w jaki
pisze autorka. Nie mam wątpliwości, że pani Świąć jest w stanie napisać książkę
dla młodzieży czy nawet dorosłych. Jeśli macie rodzeństwo lub małe dzieci w
domu, zachęcam do kupienia Błękitnej Krainy. Każde dziecko powinno dostać szansę
na odkrycie tego świata.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia