Już coraz bliżej…

źródło
Poszukiwania trwają nadal… ale to nic nie daje. Nikt nie wie, gdzie jest Ciri oprócz jej samej. Geralt nie poddaje się. Wierzy, że jego córka odnajdzie się i będą razem szczęśliwi. Wierzy w to nawet w noc Ekwinokcjum, gdy sny stają się prawdą, a upiory przychodzą po zemstę. Wiele strasznych rzeczy dzieje się w tę noc, a łączy je jeden sen, który przeraża wszystkich począwszy od zwykłych wieśniaków, a kończąc na królach i uczonych. Przesłanie dla większości wtajemniczonych jest jasne, ale czy na pewno? Yennefer nie może pogodzić się z tym, co zobaczyła. Wie, że może jeszcze wszystko naprawić, tylko potrzebuje czasu. Niestety nie ma go… Jak potoczą się losy Ciri? Co osiągnie kompania Geralta? Co planuje Yennefer?






Tytuł: Wieża Jaskółki
Autor: Andrzej Sapkowski
Wydawnictwo: SuperNOWA
Opowiadanie tej samej historii nie ma sensu, więc nie będę was zanudzać anegdotą, jak to zaczęłam czytać Sagę o Wiedźminie. Jeśli czytacie moje recenzje, znacie tę opowieść na pamięć. Jestem właśnie po przeczytaniu Wieży Jaskółki, czyli przedostatniej części serii. Czy i tym razem tak bardzo mnie zauroczyła? Nie mogłoby być inaczej. Sapkowski jak zawsze pokazał klasę i wybitne zdolności. 
Gdy byłam dzieckiem i zaczynałam jakiś cykl książek, chciałam jak najszybciej przeczytać wszystkie części, by poznać zakończenie. Przy wszystkich powieściach, które mi się podobały, żałowałam tego później. Z Sagą o Wiedźminie mam bardzo podobnie. Bardzo chcę dowiedzieć się, jak to wszystko się skończy. Jednak wiem, że później poczuję pustkę, gdy już zabraknie kolejnych tomów do czytania. Jestem coraz bliżej końca i z każdą chwilą bronię się przed tym, a nie jest to łatwe, gdy czuje się mijający czas, który jest końcem historii bohaterów, ale w pewnym sensie też moim.
Mam wrażenie, że w każdej recenzji o przygodach Geralta piszę to samo. I podejrzewam, że właśnie tak jest. Co nowego można napisać o książkach, które cały czas trzymają taki sam poziom? Że domyślam się zakończenia? Nie wiem, gdzie odbędzie się finał serii ani tym bardziej co się wydarzy, ale wiem, że nie jest to bajka, która ma dobre zakończenie. Mogę tylko marzyć i mieć nadzieję, że wszystko będzie dobrze, a bohaterowie będą żyli długo i szczęśliwie. Wiem również, że nie skończy się źle. Tu jest opisane nasze życie. Nie ma zakończeń ani dobrych, ani złych. Opowieść będzie trwać zawsze. Nawet wtedy, gdy wszyscy jej bohaterowie umrą. Pojawią się nowi, tylko ich dzieje niekoniecznie zostaną opisane. Ja miałam to szczęście, że nikt nie opowiedział mi wydarzeń, które zdarzą się w kolejnej części. Od początku nie wiedziałam, o czym jest książka ani jak potoczą się losy bohaterów. Wszystko odkrywałam sama i pewnie będzie tak do ostatniej strony.
W Sadze o Wiedźminie występuje częsta dynamizacja postaci. Zmieniali się na moich oczach pod wpływem codziennych wydarzeń, ale również rzeczy, które żaden człowiek nie powinien widzieć w swoim życiu. Obserwacja tych zmian często skłaniała mnie do głębokich refleksji na temat życia i śmierci. Spędziłam wiele chwil, zastanawiając się nad sensem istnienia oraz miłości. Ta książka uczy i otwiera oczy na świat.
Jeśli ktoś czytał poprzednie tomy, koniecznie musi kontynuować cykl. Nie kierujcie się tym, co wcześniej napisałam. To nie są obecnie popularne spojlery, tylko czyste przypuszczenia, a raczej przeczucia, bo nawet nie mogę przedstawić faktów. Natomiast jeśli nadal nie zaczęliście czytać Sagi o Wiedźminie, a jesteście fanami fantastyki, to musicie wreszcie to zrobić. Wielokrotnie podkreślałam, że nie każdej osobie spodoba się ta historia, ale chociaż spróbujcie, bo naprawdę warto. 

Pora na bycie sobą

źródło
Elisa jest księżniczką. Z dnia na dzień dowiaduje się, że ma wyjść za mąż. Wiedziała, że jej małżeństwo będzie zaaranżowane i nie będzie miała nic do powiedzenia na jego temat. Pogodziła się z tym faktem, jednakże przeraża ją, że ten moment nadszedł tak szybko. Ma dopiero szesnaście lat. Jest inteligentną osobą, ale otyłą i brakuje jej wdzięku, który posiada siostra. Boi się, że mąż nie pokocha jej. Pośpieszny ślub, noc poślubna i władanie olbrzymim państwem przerasta jej siły. W dodatku jest wybraną. Posiada Boski Kamień, więc w przyszłości będzie musiała wykonać misję, która może kosztować życie wielu osób. To wszystko za dużo dla szesnastoletniej dziewczyny, z którą od dziecka obchodzono się łagodnie. Czy Elisa poradzi sobie z nowym stanowiskiem? Jak będą się układać relacje między nią a mężem? Czy już jest pora, by przeznaczenie przejęło władzę nad życiem księżniczki? 

Tytuł: Dziewczyna ognia i cierni
Autor: Rae Carson
Wydawnictwo: Albatros
Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce, a ja najbardziej lubię powieści, o których nic nie wiem. Zaczynam powieść, nie mając żadnej opinii na jej temat. Nie wiem, czego się spodziewać, nie mam wypaczonego zdania przez inne recenzje. Jak odbiorę książkę i czy mi się spodoba, zależy wyłącznie ode mnie. To ja podejmuję decyzję. Dlatego jestem rada, że Dziewczyna ognia i cierni trafiła do mnie przed szumem, który obecnie tworzy się wokół niej. Teraz i ja przyłączę się do rozgłoszenia informacji. Czy jest warta przeczytania? Odpowiedź jest sprzeczna – tak i nie. Już dawno nie trafiłam na książkę, która wywołuje tak bardzo odmienne uczucia.
Najbardziej zafascynowała mnie główna bohaterka – Elisa. Lubię silne kobiety, które są piękne, pewne siebie i przede wszystkim odważne. To bardzo schematyczne, dlatego trochę się tego wstydzę. Nie ma idealnych osób, więc dlaczego szukam ich w książkach? To zwykłe okłamywanie siebie. Na początku byłam zawiedziona Elisą. Rozpieszczona księżniczka, która jest otyła, tchórzliwa i niepewna siebie. Całkowicie niezgodna z moim wyimaginowanym wizerunkiem głównej postaci w powieści. Zawiodłam się bardzo na niej… na początku. Moja irytacja zamieniła się w szacunek dla księżniczki. Elisa jest bohaterką dynamiczną. Wydarzenia, które są często traumatyczne, zmieniają ją. Przy tym jednak nadal pozostaje realna i niedoskonała. Ma swoje wady i lęki, lecz walczy z nimi, nie poddaje się.
Ktoś mnie chwyta z tyłu i obraca do siebie. To Cosme. Ściska mnie na tyle długo, by szepnąć:
– Nie bądź zimna, Eliso. Nie bądź taka jak ja.
Chwiejąc się, robię krok do tyłu. 
– Ale… to pomaga.
Potrząsa głową.
– Nie. Wydaje ci się, że tak, lecz wcale tak nie jest.

Na początku miałam też wrażenie, że opowieść jest schematyczna. Dziewczyna, która została wybrana, księżniczka, wojny… Wydaje mi się, że to gdzieś już było. Nie mogę skojarzyć w jakiej powieści albo filmie, ale o czymś takim już słyszałam. Jeśli nawet podobna historia istnieje, to jej szablonowość jest tylko pozorna. Czuje się w niej jakąś oryginalność, inność. Ma w sobie coś niezwykłego i niepowtarzalnego. W dodatku przez całą powieść czułam się inspirowana przez wydarzenia, postacie, słowa. Przemawiały do mnie i sprawiały, że motywowałam się do pracy, nauki. To brzmi komicznie, ale myślałam sobie, że jak bohaterka jest świadkiem tak ciężkich przeżyć i ciąży na niej tak wielkie brzemię, to ja muszę sobie poradzić z codziennym życiem. Dawno już książka nie wywołała u mnie podobnych odczuć. 
Sam styl autorki nie był idealny. Od początku czegoś mi w nim brakowało. Był niedopracowany i pewne szczegóły, które według mnie były istotne, umykały między innymi wydarzeniami. Nie wszystko było wyjaśnione, tak jak powinno być. Można powiedzieć, że w następnych częściach pojawi się upragnione uzasadnienie. Widać jednak, że po prostu autorka zapomniała o niektórych sprawach. Czasami miałam też wrażenie, że jest to bardzo dziecinna książka. Prawdą jest, że jest przeznaczona dla młodzieży, ale drastyczne zdarzenia kontrastowały ze stylem i opisami. Mimo to powieść niewiarygodnie wciągała i pozwalała odciąć się od rzeczywistości. Była bardzo emocjonalna i nieraz moje serce biło szybciej lub radowało się szczęściem bohaterów.
Trudno mi jednoznacznie ocenić ten tom. Wiele zależy od następnych części, lecz na tę chwilę jestem pewna, że sięgnę po nie, gdy tylko się ukażą w Polsce. Jest w niej wiele sprzeczności i wad, ale posiada też rzadko spotykane zalety, które bardzo cenię. Nie przypadnie ona wszystkim do gustu, jednak na pewno znajdzie się szerokie grono fanów.

Deutsch Aktuell

Nauka języków jest dla mnie bardzo ważna. Priorytetowym językiem jest angielski, jednakże wiele wysiłku wkładam również w naukę niemieckiego. Wiele państw używa tego języka w Europie i jest on popularnym przedmiotem szkolnym w różnych krajach. W dodatku znajomość drugiego języka jest bardzo porządną umiejętnością. I na studiach, i w pracy ludzie znający niemiecki są postrzegani za inteligentnych oraz dobrze wykształconych. Pomaga on w znalezieniu pracy i jest również użyteczny, gdy postanowimy przeprowadzić się do innego państwa. 
 

Tytuł: „Deutsch Aktuell”
Wydawnictwo: Colorful Media
 
Niemieckiego uczę się już cztery lata. Jest to obowiązkowy przedmiot szkolny, który niestety nie jest przeze mnie uwielbiany, jednakże czuję potrzebę kształcenia swoich umiejętności w tym zakresie. Nauka języków sprawia mi ogromny problem, który często mnie przerasta. Podręczniki nie są w stanie przekazać mi wiedzy, której potrzebuję, by biegle mówić niemieckim. Dlatego postanowiłam szkolić się dodatkowo na własną rękę. Taką możliwość daje mi magazyn „Deutsch Aktuell”. Słyszałam dużo o „English Matters”, które stało się nieodłączną częścią mojej nauki i to właśnie ten magazyn o nauce angielskiego sprawił, że dowiedziałam się, że istnieje również jego niemiecki odpowiednik. Z radością postanowiłam się z nimi zapoznać.
 
Na początku muszę przyznać, że miałam problem ze zrozumieniem artykułów. Jednak z czasem, gdy wciągnęłam się już w czytanie, mój umysł zaczął rozumieć teksty. Języka angielskiego uczę się o wiele dłużej i zrozumienie słówek przychodzi mi o wiele łatwiej, lecz „Deutsch Aktuell” okazał się również zrozumiały. 
 
Tłumaczenia słówek sprawiły, że zaczęłam rozumieć kontekst, przez co i treść. Uważam, że takie tłumaczenia trudnych zwrotów czy słów pod tekstem są bardzo przydatne, ułatwiają zrozumienie artykułu i o wiele łatwiej je zapamiętać. Tym bardziej, że możemy wejść na stronę tego magazynu i ściągnąć sobie listę słówek znajdujących się w danym numerze, a to bardzo motywuje do nauki. Mamy gotowy „podręcznik”, z którego wystarczy się uczyć. 
 
Nie można też zapomnieć o kodach, które pozwalają wysłuchać artykułów. Dzięki temu osłuchujemy się i możemy zaobserwować łączenie się słówek oraz ich poprawną wymowę. Już nieraz przekonałam się, że na pozór łatwe słówka wymawia się w inny sposób, niż mogłoby się wydawać. Słuchanie zawsze było dla mnie katastrofalnym przeżyciem. Nie potrafię wykorzystać swojego zasobu słownictwa, gdy mam mówić lub właśnie słuchać. Dlatego uważam za idealne rozwiązanie, najpierw przeczytać i zrozumieć tekst, a następnie wysłuchać go, wiedząc już, o czym jest.
 
Okładkowym artykułem jest Schweizer Traditionen (Szwajcarskie tradycje). I to właśnie on najbardziej mnie zaintrygował. O większości z tych tradycji słyszałam, jednak nie posiadałam dokładnej wiedzy. Dzięki temu reportażowi pogłębiłam swoją wiedzę oraz poznałam inną kulturę, która od zawsze mnie ciekawiła. Poza tym moją uwagę przykuła biografia Chrisopha Waltza. Nie słyszałam nigdy wcześniej o tym aktorze, a jak się okazało, nieraz oglądałam filmy, gdzie odgrywał główne role. Zaciekawiło mnie to, dlatego z olbrzymią uwagą przestudiowałam jego historię. 
 
Pojawił się też tekst poświęcony Albrechtowi Durerowi (niemiecki malarz, grafik, rysownik). Sztuka jest to temat, który zgłębiałam od momentu, gdy nauczyłam się używać kredek. Właśnie z tego powodu z dokładnością przeczytałam tę wypowiedź i polecam ją każdemu, kto przynajmniej troszkę interesuje się tą dziedziną kultury. Muszę też zwrócić uwagę na część poświęconą Bern. Jest to sławne miasto, które przyciąga wielu turystów. Teraz wiem, że i ja muszę tam się znaleźć. Poza tym pojawiło się jeszcze wiele ciekawych artykułów. 
 
Po przeczytaniu tego magazynu mam wrażenie, że jest on idealny. Jestem szczęśliwa, że w przyjemny sposób mogę rozwijać swoje umiejętności językowe, a przy tym poszerzać wiedzę. Jeśli choć trochę znacie ten język, polecam wam zapoznać się z „Deutsch Aktuell”. 
 
 

Pewna opowieść o miłości…

żródło
Życie Kiery nareszcie zaczęło się układać. Ma kochającego męża, lojalnych przyjaciół, naprawiła swoje błędy. Teraz pora ruszyć w drogę po sukces i spełnienie marzeń. Razem z zespołem Kellana jedzie do Los Angeles, gdzie Blagierzy mają nagrać swój pierwszy album. Członkowie zespołu są tym bardzo podekscytowani. Nareszcie dowiedzą się, czy są wystarczająco dobrzy, by słuchacze ich pokochali. Wyobrażają sobie piękne życie gwiazd, których uwielbiają fani, doceniają krytycy, a rodzina jest dumna i gotowa do poświeceń. Życie rockmanów jednak nie jest tak łatwe, jak myśleli… Czy podołają wymaganiom? Ile są w stanie zrobić dla sławy? Czy Kiera poradzi sobie jako żona? Czy Anna zaakceptuje fakt, że niedługo zostanie mamą?


Tytuł: Niepokorna
Autor: S.C. Stephens
Wydawnictwo: Akurat
Tak oto dosłownie przed chwilą przeczytałam ostatnią część serii Bezmyślna. Muszę przyznać, że bardzo niecierpliwie wyczekiwałam na nią. Poprzednie tomy nie zachwyciły mnie. Wielokrotnie irytowały. Wspomnienia pozostały jednak dobre. Właśnie dlatego chciałam się dowiedzieć, jak zakończy się ta trylogia. Nie spodziewałam się wiele po Niepokornej. Oczekiwałam lektury, przy której będę mogła odpocząć i zrelaksować się. Dokładnie to dostałam.
Na początku miałam duży problem z wciągnięciem się w fabułę. Opisy wydawały mi się nieistotne i nudne. Co chwila musiałam czytać o tym, co wydarzyło się w poprzedniej części. Swobodna była stosunkowo niedawno wydana i uważam, że w Niepokornej nie było potrzeby co drugi akapit przypominać o wydarzeniach z poprzedniej części. To okropnie nudziło i zniechęcało do lektury. Potrzebowałam dobrych kilkaset stron, aby nareszcie czytać z zaciekawieniem.

Również w początkowych częściach książki irytowała mnie główna bohaterka – Kiera. Jej rozważania wydawały mi się puste i bezsensowne. Miałam wrażenie, że zamiast żyć Kiera rozmyślała nad przeszłością i przyszłością. Brakowało mi teraźniejszości. Co chwila zapewniała o swojej miłości do Kellana, co powodowało u mnie wybuchy furii. O tym już wiem. Każdy, kto czytał poprzednie tomy, wie o tym bardzo dobrze. Na szczęście Kiera z czasem zmieniła się (albo ja się przyzwyczaiłam) i nareszcie udowodniła, że jest naprawdę wartościową osobą, która może wiele osiągnąć w życiu.  Jej przemiana stała się z czasem dla mnie tematem do refleksji. Na początku miała wielkie plany, ale nie realizowała ich. Później zaczęło się to powoli zmieniać, co wywołało u mnie wielkie zaintrygowanie.

Powieści brakowało też celu. Każda książka powinna go mieć. Nie musi się on spełnić, nie musi być nam znany, ale powinien być wyczuwalny. Niestety tutaj tego brakowało. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Czy nagle stanie się coś, co obróci życie bohaterów do góry nogami, czy może przez sześćset stron będę czytać o trasie koncertowej? W tego typu powieści było to bardzo niepożądane i szkodziło fabule.

Książka nie ma jednak samych wad. Skupię się teraz na pozytywnych aspektach. Przywiązałam się do bohaterów mimo ich wad i nie zawsze dobrej kreacji. Przez tyle setek stron podróżowałam z nimi, że zaczęłam doceniać ich obecność. Śmiałam się do otwartej książki jak do dobrego znajomego, który opowiedział świetny kawał. Gdyby ktoś mnie spytał, z czego się śmieję, nie byłabym w stanie odpowiedzieć. Po prostu to było zabawne i koniec kropka. Gdy tylko coś niepowołanego działo się, moje serce zaczynało szybciej bić, a ja czułam nieprzyjemne uczucie w klatce piersiowej, które zmagało się z obawami głównej bohaterki.

Jest to piękna opowieść, która wzruszy niejedną osobę. U mnie trudno wywołać płacz, lecz jestem pewna, że wiele pań uroniłoby przy Niepokornej kilka łez. Jest to historia, która motywuje, ale również przestrzega. Uczy, jak żyć i radzić sobie z problemami.

Niepokorną, jak i całą serię polecam kobietom wrażliwym i lubiącym opowieści o wielkiej miłości, gdzie na każdym kroku pojawia się przeszkoda. Natomiast odradzam czytelniczkom, które nie miłują romansów i opowieści o sławie. Ja będę miała dobre wspomnienia po całej serii Bezmyślna, lecz nie przypuszczam, żeby na dłużej zagościła w moim sercu.

W pogoni za prawdą

źródło
Zastanawialiście się co się dzieje, gdy wasze życie legło w gruzach w dosłownym znaczeniu tego zwrotu i nagle znajdujecie się w innej rzeczywistości i przede wszystkim w innym ciele? Nie? Mnie raczej taki scenariusz nie przyszedł nigdy do głowy. Jednak główny bohater Kodu nieśmiertelności właśnie takie coś przeżył. Colter budzi się w pociągu i z ostatnich godzin nie pamięta prawie nic. Wie tylko, że musi zadzwonić do ojca, by go przeprosić. Nie rozumie, co się dzieje i w jaki sposób znalazł w tym pociągu. Doznaje szoku, gdy w szybie widzi nie swoje odbicie, tym bardziej, że kobieta z naprzeciwka zna go i zwraca się do niego innym imieniem. To za dużo dla Coltera, ale życie potrafi być jeszcze bardziej okrutne. Pociąg wybucha… Żołnierz powinien umrzeć, jednak budzi się w dziwnej kopule i dowiaduje się, że ma tam jeszcze raz wrócić na osiem minut i dowiedzieć się, kto jest zamachowcem. Ile razy Colter będzie musiał przenieść się do tamtej rzeczywistości, by to odkryć? Jak to możliwe, że cały czas tam wraca? Co się naprawdę z nim stało? 


Tytuł: Kod nieśmiertelności
Reżyser: Duncan Jones
Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym filmie. Dopiero moja koleżanka poleciła mi go i razem go obejrzałyśmy. Z jej opowieści wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Nie do końca byłam przekonana, czy to film dla mnie, ponieważ raczej nie gustuję w tego typu historiach, ale ciekawość jak zawsze w moim wypadku wygrała. Trzeba co jakiś czas zmienić swoje upodobania, nieprawdaż? Jest to jeden z niewielu filmów, który obejrzałam naraz. Czy to oznacza, że tak bardzo mi się podobał? Szczerze, trudno mi go ocenić. Mam bardzo mieszane uczucia.
Na początku, mimo wyjaśnień mojej koleżanki, bardzo się gubiłam w fabule. Miałam problem z odróżnieniem głównego bohatera. Gdy już pamiętałam, kto nim jest, zaczęłam zastanawiać się nad całą fabułą. Na pewno celem było zagmatwanie jej i brak zrozumienia, lecz mnie to okropnie frustrowało. Wszystko było tak poplątane, że przerastało mój umysł. Oczywiście, z czasem zrozumiałam wszystko (prawie wszystko), ale był to bardzo powolny i męczący proces.
Teraz zaprzeczę poprzedniemu akapitowi. Mimo tej dość znacznej wady, fabuła sama w sobie była bardzo intrygująca i wciągająca. Może właśnie ta irytacja sprawiła, że zapragnęłam poznać dalszą część filmu. Nie mogłam oderwać oczu od komputera. Chciałam koniecznie dowiedzieć się, co będzie dalej, czy Colterowi uda się wypełnić misję, o co chodzi tym ludziom, dlaczego pociąg został wysadzony. Takich pytań pojawiało się tysiące, a ja musiałam poznać na nie odpowiedzi.
Nie mam zastrzeżeń co do gry aktorskiej. Jak mam być szczera, to nikt nie przykuł mojej uwagi ani pozytywnie, ani negatywnie. Aktorzy przekazali treść, odwzorowując rzeczywistość. Poza tym, moją uwagę skupiły efekty specjalne. Nie były one tak spektakularne jak w filmach fantasy, typowo science fiction czy też filmach akcji, jednak sprawiły, że przenosiłam się do tamtej rzeczywistości.
Nie jestem w stanie zbyt dużo powiedzieć na temat Kodu nieśmiertelności. Jestem zadowolona, że go obejrzałam. Przydała mi się zmiana. Jednak jest to film, który nie każdemu przypadnie do gustu. Osobom, które lubią tego typu produkcje, bez wątpienia się spodoba. Natomiast innych może męczyć, choć zapewniam, że jest interesujący. 

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia