Wystarczy jedna myśl

Każdy z nas ma w życiu swój cel. Czasami się zastanawiam, czy nie pojawia się od razu z dniem naszych narodzin. Część z was pewnie zaprzeczy i powie mi, że właśnie w życiu brakuje wam misji, którą macie spełnić. Może po prostu jeszcze o niej nie wiecie… Ja sama mam marzenie, które jest olbrzymie, ale możliwe do spełnienia. A zaczęło się od idei – małego pomysłu, który pojawił się, gdy byłam dzieckiem. Mimo że nie zdawałam sobie wtedy sprawy z jego obecności, on był. Aż pewnego dnia idea powróciła z całą swoją mocą i prowadzi mnie teraz przez życie. To niesamowite uczucie. Jestem pewna, że doświadczyliście go lub doświadczycie. Jednak gdyby się nagle okazało, że to nie był wasz pomysł? Że ktoś zamanipulował wami i wprowadził do umysłu myśl, która zaczęła się rozwijać i przejmować nad wami kontrolę? Że wasze sny nie są tak naprawdę waszymi snami?

Tytuł: Incepcja
Reżyser: Christopher Nolan
 
O Incepcji słyszałam wiele pozytywnych opinii. Jednak przykuła moją uwagę, ponieważ nadal jest znanym filmem, choć minęło już prawie sześć lat od premiery. Jest to spore osiągnięcie. Produkcje filmowe często pojawiają się z wielkim szumem, a odchodzą ciche i zapomniane. Mało który film wybija się tak, by być długo pamiętanym. Wiedziałam, że przyjdzie dzień, gdy i ja obejrzę Incepcję. Nie mogłoby być inaczej. Porusza ona motywy, które mnie interesują oraz gra w niej jeden z moich ulubionych aktorów. Dlatego spodziewałam się po nim bardzo dużo. Czy moje oczekiwania zostały spełnione? 
 
Gdy po raz pierwszy usłyszałam, na jakim pomyśle opiera się ten thriller, byłam zaskoczona. Jest to coś nowego. Na pozór wydaje się, że popularnego, bo mowa tu o oniryzmie, jednakże jest to coś niekonwencjonalnego w tym wydaniu. I właśnie to najbardziej przyciągnęło mnie do filmu. Uwielbiam, gdy pojawia się coś niespotykanego. Wtedy mogę zmierzyć się z nową rzeczywistością, która pozwoli mi zebrać nowe inspiracje. Incepcja pod tym względem spełniła swoją rolę. Dała mi świat, gdzie ludzie mogą podróżować po snach innych osób oraz w taki sposób manipulować innymi.
 
Thriller nie jest moim ulubionym gatunkiem. Jak mam być szczera, to omijam go wielkim łukiem. Zwykle nudzi mnie i ogranicza moją wyobraźnię. Szanuję ten odłam kinematografii, jednak niestety nie mogę znaleźć filmu, który przypadłby mi do gustu. Incepcja nie jest wyjątkiem. Pojawiło się dużo scen pełnych przemocy oraz pościgów, co kojarzyło mi się z filmem akcji, który również nie należy do lubianych przeze mnie. Nie twierdzę, że takie wydarzenia nie były potrzebne. Ubarwiały całą historię i pozwalały na odzwierciedlenie rzeczywistości. Niestety bardzo mnie zmęczyły. Produkcja sama w sobie jest długa, więc miałam poważny problem z usiedzeniem na miejscu i skupieniem się na zdarzeniach przedstawionych w tej opowieści. Jednak uważam, że fanom akcji i mrocznych tajemnic ta akurat część przypadłaby do gustu.
 
Bez wątpienia największym plusem są bohaterowie. Jak wcześniej wspomniałam, wiele spodziewałam się po tej produkcji, jednak w tych wymaganiach nie znalazły się jakieś większe oczekiwania w stosunku do bohaterów. Dlatego bardzo miłym zaskoczeniem był fakt, że występuje bardzo silna psychologizacja postaci. Byłam w stanie wszystko wybaczyć, dzięki tak dokładnie wykreowanym bohaterom. Oczywiście największa uwagę przykuwała główna postać, która walczyła z demonami przeszłości oraz własnym sumieniem. Jego historia opierała się przede wszystkim na przeszłości, która niszczyła go i skłaniała do podejmowania decyzji niekoniecznie korzystnych dla niego. 
 
Grę aktorską mogę określi jednym nazwiskiem – Leonardo DiCaprio. Bardzo szanuję tego aktora. Był moment, gdy zaczęłam się zastanawiać, czy nie jest to spowodowane jego specyficznym wyglądem, lecz ostatecznie stwierdziłam, że jest to po prostu wybitny aktor, który okazał się idealnym odtwórcą roli głównego bohatera w Incepcji. Nie wyobrażam sobie nikogo innego na jego miejscu. Tak naprawdę to on tworzy ten film. Pojawiły się również inne postacie, lecz z nich największą moją uwagę przykuła aktorka grająca Mal (Marion Cotillard). 
 
Incepcja okazała się inną produkcją niż się spodziewałam i muszę szczerze przyznać, że nie wiem, jak ją ocenić. Cieszę się, że wreszcie ją obejrzałam, jednakże zniszczył się obraz, który utożsamiałam z tym filmem. Na pewno nie spełnił wszystkich moich wymagań, ale jak najbardziej go polecam.

Kim naprawdę jestem?

Czy was też przeraża, że osoby dobre, pełne empatii i życia mają za sobą wiele ciężkich przejść i często, mimo tego, że są młodsze, większy bagaż doświadczeń? Znam niejednego takiego człowieka i za każdym razem, gdy przypomina mi się jego historia, czuję ogromny szacunek i przede wszystkim podziw. Miałam i mam idealne życie, którego może mi pozazdrościć większość ludzi. A co z innymi? Andrea musi borykać się z wielkim darem, a raczej przekleństwem. Jest w stanie przewidywać katastrofy. Można powiedzieć, że dzięki temu może ratować ludzkie życie. „Może” jest słowem kluczem. Choć bardzo by chciała, nie jest w stanie nic zrobić. Czuje cierpienie tych ludzi, czuje ich ból, ale nie może im pomóc. Dlatego właśnie dziewczyna udziela się w domu starców i w ośrodku wspierającym potrzebujących w Afryce. Jest ucieleśnieniem dobra. Nic nie było w stanie jej zagiąć – tajemnice przeszłości, trudne dzieciństwo i skrajna samotność z własnego wyboru. Ale ile czasu można być samotnym? Jak długo można radzić sobie samemu z tak olbrzymimi problemami?  

Przekraczając granicę…

Granica jest ruchoma. Bardzo łatwo ją przesunąć. Państwo za pomocą jednego papieru może zmienić losy wszystkich obywateli. Co dopiero człowiek, który sam wyznacza własną granicę? Nie ma żadnych ograniczeń. Tylko słowa, które mogłyby być nawet niewypowiedziane. Jak duże mają znaczenie? Ile razy sami nie dotrzymaliście obietnicy? Zenon ma tylko jedno pragnienie – chce być uczciwy. Jako dziecko patrzył, jak jego ojciec zdradza matkę i codziennie ją przeprasza. Ona natomiast sumiennie wybaczała mu. Wybaczenie to podstawa, ale czy na dłuższą metę można uniknąć konfliktów? Czy w konsekwencji ich syn spełni wszystkie swoje marzenia?

Po nowe życie

Niektóre osoby mają poczucie beznadziei. Wstają codziennie rano, idą do pracy, wykonują pilnie wszystkie obowiązki, po czym wracają do domu i zdają sobie sprawę, że jutrzejszy dzień też będzie tak wyglądać. To bardzo przykre, ale nie mogą oni tego zmienić. To nie ich wina. Po prostu nie mają wyboru – taka jest sytuacja w ich państwie, taka jest ich przyszłość. Jednak Eilis coś odmienia. Za namową rodziny i z pomocą księdza wyrusza do Ameryki, by tam zmienić swoje życie. Jest młoda, piękna i niepewna siebie. Lecz są ludzie, którzy mogą jej pomóc… Co wygra – tęsknota za rodzinnymi stronami czy możliwość lepszego życia?

Wiesz, co to jest prawdziwy ból?

Piękna, mała miejscowość. Znają się tam prawie wszyscy, a przede wszystkim dzieci. Codziennie mijają swoje domy, by spotkać się po chwili w szkole, a wieczorem zdobywać świat za pomocą wyobraźni. W końcu możliwości jest tak dużo. Jednak jeśli schemat powtarza się dzień w dzień, a sytuacje rodzinne nie są wcale takie piękne jak miasteczko, może zacząć się dziać coś niedobrego. Powiecie, że to tylko dzieci, które nie zdają sobie sprawy z tego, co robią. Rzeczywiście tak jest. Ale czy to się nie zmienia, gdy mają przyzwolenie dorosłego? Meg wraz ze swoją siostrą Susan wprowadza się do swojej ciotki, która nie wiedzieć dlaczego, nie akceptuje dziewczynek. Traktuje je z pogardą i lekceważeniem. Siostry muszą to przetrwać, lecz wszystko się zmienia, gdy Ruth pogłębia swoją nienawiść. Jak wiele może wytrzymać człowiek? Czy ludzie mogą stać się gorszymi potworami niż te z bajek?
Tytuł: Dziewczyna z sąsiedztwa
Autor: Jack Ketchum
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
 
 
O Dziewczynie z sąsiedztwa usłyszałam już dawno temu. Jedna z blogerek, której bardzo cenię opinię, stwierdziła, że jest to najbardziej przerażający horror, jaki kiedykolwiek czytała. Przykuło to moją uwagę. Zwykle nie czytam horrorów, choć przyznaję, że je lubię. Jej opinia i wytłumaczenie, czemu akurat ta książka, sprawiły, że zapragnęłam ją przeczytać. Jednak najpierw obejrzałam film. Zwykle nie oglądam ekranizacji przed przeczytaniem powieści, ale tym razem zrobiłam inaczej. Produkcja wstrząsnęła mną i upewniła w postanowieniu, by przeczytać tę historię. Jak widzicie, zrobiłam to. Jakie są moja odczucia? 
 
To nie jest horror, dlatego bo pojawiają się w nim fantastyczne postacie, krwawe sceny czy potwory, które śnią się nam po nocach. To nie jest to. Sama historia w sobie jest przerażająca, ale nic więcej. Gdyby nie jeden fakt… To się działo naprawdę. Jest to opowieść oparta na prawdziwych wydarzeniach i właśnie to sprawia, że jest to najpotworniejsze opowiadanie, z jakim spotkałam się w swoim życiu. To wywołało we mnie przerażenie. Do dzisiaj nie mogę uwierzyć, że to stało się naprawdę. Podejrzewam, że powieść jest trochę ubarwiona. Na pewno wiele wydarzeń jest naciąganych, lecz jest to zrozumiałe i nie zmienia ostatecznego przekazu – ludzie to najstraszniejsze potwory, jakie kiedykolwiek chodziły po tej ziemi. 
 
Styl zaskakuje od pierwszego zdania. Spodziewałam się, że będzie ciężki i trudny do zrozumienia, gdy tymczasem było całkowicie na odwrót. Okazał się lekki i przyjemny w odbiorze, lecz nie w ten naiwny i irytujący sposób. Po prostu idealnie pasował do tej historii, co przez paradoks pogłębiało jej przekaz. Zachęcał do dalszego czytania, by dowiedzieć się i zrozumieć wydarzenia przeszłości. W dodatku był naszpikowany ironią, co nadawało grozę powieści. Mimo to wydawał się naturalny. Miałam wrażenie, że rozmawiam z Davidem, który był narratorem opowieści. To było podobne wrażenie, gdy ktoś przed nami otwiera się i zdradza największe tajemnice całego swojego życia, oczekując od nas zrozumienia, ale – i co zadziwiające – oceny.
 
Sama fabuła wciąga. Jest to jedna wielka retrospekcja. Po latach, jeden z sąsiadów Meg i Susan opowiada, co się naprawdę tam wydarzyło. Jest to bardzo subiektywne, co oddziałuje na nasze emocje, ale pozwala nam na głębokie refleksje i poszukiwanie samych siebie. Cała ta historia jest nieprzewidywalna. Znałam zakończenie, lecz mimo to nie wiedziałam, co będzie dalej. W każdej chwili mogłam zostać zaskoczona przebiegiem akcji. I to pogłębiało jeszcze bardziej moje przerażenie.
 
Jednak największym plusem całej powieści jest główny bohater – David. To właśnie on opowiada tę historię. Ma bardzo głęboką osobowość. Popełnił w swoim życiu wiele błędów i patrzy na nie krytycznie. Ocenia sam siebie po latach i ta ocena nie wychodzi na jego korzyść. Tego samego oczekuje od nas, co może wywołać sprzeczne emocje. Tak naprawdę nie poznajemy do końca wszystkich postaci. Mają swoje cechy, które ukazali światu, ale również takie, które na zawsze pozostaną ukryte. 
 
Cieszę się, że zapoznałam się z tą książką. To nie jest tak, że mówię, że ona jest dobra i miałam pozytywne odczucia po jej przeczytaniu. To jest o wiele bardziej skomplikowany proces. Dlatego nie mogę jej polecić. Mogę tylko powiedzieć, że każdy powinien ją przeczytać…

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia