#KONKURS 27

W tym konkursie możecie zdobyć świetne gadżety: kubki i zakładki magnetyczne. Wystarczy napisać odpowiedź do polecenia w komentarzu na stronie.

Warunki konkursu

  1. Należy być fanem naszego profilu
  2. Opisz, jak wygląda twój idealny wieczór, zawierając w opisie przedmioty takie jak kubek i zakładka
  3. Macie czas do 10 listopada!

Joga – sposób na życie

Joga to praktyka, która staje się coraz bardziej popularna na całym świecie. Można powiedzieć, że jest modna, tak jak w wieku XX popularny był fitness. W dzisiejszych czasach jest to kolejna rzecz, która określa. Myślę, że każdy wie, czym jest joga, i słyszał o niej, ale nie można nazwać jej wyłącznie aktywnością fizyczną. To styl życia.

Tytuł: Yoga girl
Autor: Rachel Brathen
Wydawnictwo: Kobiece
Egzemplarz recenzencki otrzymany od: lovebooks.pl

Książkę napisała znana na całym świecie instruktorka jogi. Szczęśliwa mężatka, wkrótce także mama, mieszkająca na malowniczej wyspie o nazwie Aruba nad Morzem Karaibskim. Widząc zdjęcia z malowniczym krajobrazem i uśmiechniętą autorką, można by pomyśleć, że ma idealne życie, prawda? Lecz nie zawsze tak było.

Żeby pokochać to, co będzie, musisz pokochać to, co już było.

Rachel Brathen opisuje swoje trudne doświadczenia z dzieciństwa, czasu dojrzewania i z lat późniejszych. Na stronach książki towarzyszymy jej w drodze pełnej cierpienia, buntu i niepewności do odkrycia medytacji i jogi. Bardzo przy tym widać, że im bardziej wpuszczała do swojego życia praktykę tych dwóch starożytnych metod, tym stawało się ono pełniejsze, a ona bardziej świadoma i szczęśliwa.

Życie rzuca nam wyzwania, by pomóc nam wzrastać. Wszystko, co nam się przytrafia, dzieje się z jakiegoś powodu. Nie wycofuj się. Przyjmij złe momenty tak samo, jak przyjmujesz dobre.

Kiedyś nie lubiłam „mądrych sentencji”, uważając je za górnolotne, puste i niewiele warte słowa. Dzisiaj wiem, że jest inaczej. Ćwiczę jogę i zauważam, że zmienia się moje postrzeganie świata, który mnie otacza. Dostrzegam więcej niż dawniej i każdego dnia staram się być lepsza, dlatego dobrze rozumiem, co mówi w swojej książce Rachel. Jej rady są niesamowicie inspirujące, przydatne, a przy tym… jakże prawdziwe. Dodatkowo każdą z nich opiera na doświadczeniu ze swojego życia.

Wszyscy odpowiadamy za własne szczęście.

Yoga girl nie jest zwykłą fabularną powieścią ani wyłącznie autobiografią autorki. W każdym rozdziale znajduje się opowieść Rachel z innego etapu jej życia, a do tego w sposób tematyczny dołączone zostały inne elementy. Tak więc zdjęcia oraz szczegółowe opisy asan (pozycji jogi) są ściśle związane z treścią rozdziału i jego przekazem. Dodatkowo można znaleźć praktyczne wskazówki do codziennej praktyki jogi czy medytacji. Autorka dzieli się ciekawymi i zdrowymi przepisami na potrawy i koktajle. Wszelkie ważniejsze myśli skondensowane są w „Refleksjach pełnych miłości”, co wydaje mi się sercem tej książki. Dodając do tego klimatyczne i niesamowite zdjęcia, koniec końców mamy dobrze wydany poradnik, który można czytać, ale też oglądać z zachwytem.

Wspomnienia z życia Rachel Brathen opowiedziane z perspektywy jej teraźniejszości są napisane ciekawie i z pomysłem – żadnego zdarzenia nie pozostawia samemu sobie, żadne nie jest nieznaczące i pozbawione komentarza. Nie przedłuża, nie rozdrabnia, ale też nie pomija ważnych elementów. Przez książkę można przepłynąć jak przez absorbujące zajęcia jogi – szybko, z ekscytacją i niepostrzeżenie. Na koniec wychodzi się odświeżonym, przepełnionym energią, uśmiechniętym. I z chęcią na więcej! Dobrze, że można do niej wracać – wszystkich wskazówek nie sposób przyswoić za pierwszym razem, na dodatek zdjęcia ze słonecznej wyspy mogą pokrzepiać w ponure i zimne jesienne dni.

Jest jeszcze jedna rzecz: Rachel ma konto na Instagramie, na którym udostępnia nie tylko piękne zdjęcia i informacje o swoich lekcjach. Jest to dla niej również blog. Pod każdym zdjęciem opisuje emocje czy zdarzenia, które ją w danym momencie zajmują, martwią, cieszą. Daje część siebie i pokazuje swoje codzienne życie, podejście do niego. To jest swego rodzaju przedłużenie książki – warto pamiętać o wszystkich mądrych rzeczach tam opisanych, ale wiadomo, że w życiu często bywają gorsze dni. Najważniejsze jest to, żeby nie trwały długo.

Dla każdego, kto kiedykolwiek stanął na macie do jogi.
A także dla tych, którzy jeszcze tego nie zrobili…
szczególnie dla nich.

Sięgnęłam po tę książkę, ponieważ ćwiczę jogę i bardzo się nią interesuję. Myślę też, że można ją przeczytać, nawet jeśli się tego nie robi lub dopiero nad tym zastanawia. Yoga girl jest dla każdego, kto czuje się zagubiony, nieszczęśliwy, niepogodzony z przeszłością bądź „niepełny”. Właściwie każda pobudka jest dobra. Cytaty, które tutaj zamieściłam, to jedynie mała garść przekazu, którą niesie za sobą ta pozycja. Inspiruje, daje siłę i energię do działania. Pomaga odnaleźć się w dzisiejszych czasach. Ostatecznie jest pocieszeniem, którego czasami potrzeba każdemu. Nie tyle polecam, ile zachęcam – można w niej znaleźć wskazówki na stworzenie sobie szczęśliwego życia.

Dokąd zmierza ludzkość?

Człowiek zawsze chciałby mieć wszystko pod kontrolą. Podporządkował sobie naturę, zwierzęta, cały świat. Co najgorsze – wciąż myśli, że ma do tego prawo i absolutną rację. Nawet walcząc o życie i sprawiedliwość, robi to na swój sposób, zwykle nie patrząc szerzej. Czy takie przekonania mogą doprowadzić do zagłady ludzkości?

Tytuł: Historia pszczół
Autor: Maja Lunde
Wydawnictwo: Literackie

Colony Collapse Disorder – nazwa, która dla niezaznajomionych jest zjawiskiem, dla pszczelarzy tragedią, a dla ludzkości jako ogółu mrożącą krew w żyłach przepowiednią. Pszczoły zaczynają umierać masowo, a my znamy tego skutki. Najprościej: nie będzie robotnic, nie będzie nas. Tej globalnej katastrofie przyjrzała się w swojej książce Maja Lunde. Stworzyła całościowy obraz tego, jak ludzie rozpoczęli hodowlę pszczół oraz jak się to skończyło.

Mamy tutaj trzy historie, z pozoru zupełnie różne, a jednak coś je łączy: trzy miejsca – Hertfordshire, Autumn Hill, Syczuan; trzy czasy – 1852, 2007, 2098; trzej główni bohaterowie – naukowiec, hodowca, robotnica. Oprócz tego, że pokazują przełomowe momenty z „życia pszczół”, możemy także zajrzeć w codzienną egzystencję zwykłych ludzi, ich troski, radości, nadzieje i wzajemne relacje. Niby nic niezwykłego, a jednak w ogólnym kontekście nabiera znaczenia i wagi. Te historie dzieli tak duży odstęp czasu, tak inne środowisko, a mimo wszystko pewne rzeczy pozostają niezmienne. Uniwersalne.

Szczególnie ważny jest w tym przypadku wątek przedstawiający relację rodzic – dziecko poprowadzony z perspektywy tego pierwszego. W każdej historii pojawia się motyw pokładania nadziei w swojej latorośli, która stanowi jedyne dziedzictwo w tej niepewnej przyszłości. Ja nie mam jeszcze tego typu doświadczeń, więc nie mogę o tym powiedzieć wiele, odniosłam jednak wrażenie, że ta relacja jest szalenie ważna w życiu każdego rodzica, a dziecko często nie do końca zdaje sobie z tego sprawę.

Innym, a jednak związanym z tym tematem są pszczoły. Sporo ludzi nie odróżnia tych owadów od os, które nie są tak pożyteczne. Kiedyś znalazłam w internecie ich porównanie – pszczoły są puchate, miłe, zapylają rośliny, dają miód i żądlą tylko wtedy, gdy czują zagrożenie; osy mają żółto-czarne paski, są wredne i żądlą jak popadnie. Chyba nie trzeba tutaj nic więcej dodawać. W sytuacji, którą mamy teraz, zabijanie pszczoły dla własnego bezpieczeństwa jest zwyczajnie morderstwem. Po przeczytaniu książki czułam wielki strach na myśl, że to, co się tam dzieje, bardzo prawdopodobnie może stać się rzeczywistością (w zależności od tego, w jaki sposób ludzkość sobie z tym problemem poradzi).

Książka jest napisana lekko, z odpowiednio wyważonym nastrojem i opisem. Wciąga. Na początku poznajemy bohaterów w ich codziennym, stabilnym życiu, a zanim się obejrzymy, zaczyna się coś dziać. Sytuacje codzienne, normalne są opisane w taki sposób, że widać w tym magię i ulotność życia. Każda rzecz jest tutaj ważna, każdy element ma swoją symbolikę, która nadawana jest przez bohatera. I wcale nie jest przesadzona. Oszczędność formy i niedopowiedzenia to moje ulubione zabiegi w literaturze – czasami nie trzeba wielu słów, żeby przekazać coś ważnego.

Maja Lunde po mistrzowsku scaliła dwa tematy: życie ludzkie i życie pszczół. Niezaprzeczalnie jesteśmy ze sobą związani, potrzebujemy Natury, aby przetrwać. Kontrolujemy ją, aby mieć, aby wycisnąć z niej jak najwięcej. Niestety przez swoje działania sprawiamy, że ginie, umiera, odwraca się od nas. Bo ona wcale nas nie potrzebuje. Jeśli chcemy z niej korzystać, powinniśmy robić to na jej warunkach.

Chociaż powieść ma ponad pięćset stron, wcale tego nie odczuwamy. Można przez nią z łatwością przepłynąć w mgnieniu oka, nie jest wcale ciężkostrawna ani wymagająca. Już dawno nie czytałam książki, która jednocześnie byłaby tak przystępna i zarazem na bardzo wysokim poziomie. Według mnie jest to arcydzieło. Arcydzieło poruszające niesamowicie ważne i delikatne tematy – globalne, odwołujące się do naszego człowieczeństwa i uczuć. Nie jestem zdziwiona, że stała się bestsellerem w wielu państwach – zdecydowanie na to zasługuje. Każdy powinien ją przeczytać i zastanowić się nad tym, dokąd zmierza ludzkość.

literackie

Takie jest życie

Czy znacie opowieści swoich dziadków i rodziców o dawnych czasach? O wojnie, PRL-u, kilkukilometrowych kolejkach i pustych półkach? Założę się, że większości z was są one bliskie. Potrafimy przywołać w pamięci wspomnienia, które nie należą do nas, tylko do naszych albo czyichś przodków. Zwykle są barwne, ciekawe, nietypowe. Interesują nas, ponieważ dotyczą zupełnie innej rzeczywistości, która nam wydaje się całkiem nieprawdopodobna. Mathias Nawrat spisał podobne historie w jednej książce.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia