Miasteczko tajemnic

Kto z nas nie lubi nutki tajemniczości? Myślę, że większość moli książkowych wprost uwielbia poznawać sekrety. Jesienne mgły, mrok, deszcz, pustka na ulicach… To wszystko sprawia, że małe miejscowości wydają się wyludnione, nostalgiczne i owiane zagadką. Gdzieś w południowej części Polski znajduje się takie miasteczko – Mille. Tutaj wszystko ma swoje miejsce i  zasady. Czy wierzycie w przesądy albo zabobony? Czas stawić czoła historii z rodu Twin Peaks.

Tytuł: Tysiąc
Autor: Dagmara Andryka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Już od pierwszych stron książka wciąga nas w swoisty mroczny klimat, z którego ciężko jest się wyzwolić. Dagmara Andryka dobrze wie, jak zabrać czytelnika w niezapomnianą podróż. W taką właśnie wyprawę wyrusza główna bohaterka Marta Witecka. Jak w większości filmów grozy, nie był to docelowy punkt naszej dziennikarki. Dlaczego tu dociera i nie opuszcza tej (powiedzmy szczerze) dziwnej okolicy? Podejrzane terytorium i osobliwi mieszkańcy, którzy w bezpośredni sposób, bez ogródek liczą na jej szybki wyjazd. Marta, z początku zrezygnowana z powodu braku możliwości odjazdu, z czasem coraz bardziej zaczyna dociekać przyczyn klątwy. Niewyjaśnione okoliczności śmierci siostry miejscowego kowala stają się dla niej kluczem do rozwiązania zagadki. Tuż po jej przybyciu umiera także nauczycielka… Tysiąc mieszkańców i ani jednego więcej… Inaczej ktoś traci życie, by mógł żyć inny. Czy klątwa mająca swój początek w XIX wieku to wymysł, a może powód jest całkiem inny? Oprócz wątku kryminalnego odnajdziemy też miłosny. Kto okazał się wybrankiem Marty, zostawiam dla zainteresowanych czytelników.

Wraz ze wzrostem przeczytanych stron miałam wrażenie, że akcja nieco uległa zmniejszeniu, przez co książkę czytało się z mniej zapartym tchem. Być może to wynik specjalnie skonstruowanej atmosfery. Trwające śledztwo prowadzone przez główną bohaterkę stało się bardzo żmudne i lekko monotonne. Z drugiej strony ten marazm ma też swoje plusy. Ten stan zawieszenia, niepewności napędza nas na dalsze tory, aż w końcu następuje kulminacja i dość zaskakujący koniec. Mam wrażenie, że bohaterowie przedstawieni w Tysiącu żyją jak w szklanej kuli, odcięci od rzeczywistości panującej w innych miastach. Każdy dzień w Mille wygląda tak samo. W tym miasteczku każda osoba ma pracę, geje są społecznie akceptowani, a duchowny jest mile widziany w pobliskim barze. Sam opis tego miejsca jest bardzo ujmujący. Uroczy rynek, miejscowa piekarenka, z której zawsze dochodzą przyjemne zapachy, kwiaciarnia… To wszystko przyprószone jest niejednoznacznymi relacjami i nieczystymi interesami. Czy Mille faktycznie jest „inne” i jaki wyrok zapadnie z przeprowadzonego śledztwa? Zajrzyjmy do wnętrza kuli…

Pisarski debiut Dagmary Andryki z pewnością jest warty uwagi. Myślę, że taka lektura idealnie nadaje się na czekające nas dłuższe i bardziej mroczne wieczory. Z zaciekawieniem czekam na kolejne pozycje tej autorki, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia!

 

Przygoda pełna wrażeń

Kochasz podróżować? Interesujesz się kulturą? A może często oglądasz programy Martyny Wojciechowskiej? Jeśli choć na jedno z tych pytań odpowiedziałeś twierdząco – ten dziennik jest dla ciebie! Poręczna książka, którą możesz zabrać ze sobą w daleką podróż lub po prostu w krótką wyprawę do pracy. Ta pozycja nie pozwoli ci zasnąć w komunikacji miejskiej i na pewno wzbudzi zainteresowanie innych podróżujących.

Tytuł: Zapiski (pod)różne
Autor: Martyna Wojciechowska
Wydawnictwo: National Geographic

Zapiski (pod)różne dostarczają niezapomnianych wrażeń. Z jednego krańca świata na drugi przenosimy się zupełnie jak za pomocą czarodziejskiej różdżki. Podróż zaczynamy od wizyty u szamana w Ekwadorze, by zaraz potem poznać japońskie zwyczaje w Kioto. Kto by pomyślał, aby wyposażyć się w kapciuszki osobne do każdych pomieszczeń? Warto zaznajomić się z zasadami panującymi w tamtej części globu, bo nigdy nie wiadomo, czy nie popełnimy faux pas. Wraz z Martyną dostajemy się też w miejsca  z nutką tajemnicy, takie jak Islandia czy Alaska. Doznajemy też chwili bezradności, gdy ekipa próbuje ratować molestowaną dziewczynkę w Mongolii. Każdy medal ma dwie strony, a świat jest piękny i zarazem bezwzględny.

W tej pozycji nie liczą się tylko fakty, ale także osobiste odczucia autorki. Jej szczere wyznania powodują, że po takie właśnie książki sięga się z przyjemnością. Niewątpliwą zaletą są krótkie rozdziały pozwalające na szybką lekturę dla zabieganych oraz tych osób, które preferują różnorodność. Autorka interesująco przedstawia miejsca, które odwiedziła, nie szczędząc nam ciekawostek. Nie przeszkadzało mi to, że niektóre z fragmentów okazały się już znane z pierwszej części Kobiety na krańcu świata czy też z programu telewizyjnego. Aż trudno uwierzyć, że wszystkie opisane historie są prawdziwe. Na dowód tego znajdziemy liczne fotografie pobudzające naszą wyobraźnię.

Trzeba przyznać, że autorka ma lekkie pióro, które sprawia, że książkę czyta się z zapartym tchem i w bardzo szybkim tempie. Na pewno niejednokrotnie wrócę do jej czytania, by w szybki i prosty sposób przeżyć te historie jeszcze raz.

Trudno opisać wrażenia po przeczytaniu książki, w której każda przygoda wiąże się z wieloma przeżyciami, zdziwieniem, zaciekawieniem, a nawet zaskoczeniem, smutkiem czy radością. Książkę porównam do notatek akademickich, gdzie każdy zaznacza flamastrem wszystkie informacje, bowiem każdy rozdział jest wart tyle samo uwagi.

Wierzę w to, że „ludzie tworzą miejsca, a miejsce tworzy ludzi”, dlatego polecam zapoznanie się z Zapiskami (pod)różnymi.  Jak przygoda, to tylko przeżyta razem z Martyną Wojciechowską!

Kromka Chleba

Wspomnienia wciąż żywe

Są takie książki, które nie potrzebują swojej reklamy. Są też takie wydarzenia, które zostawiają piętno na ludzkiej psychice. Ta książka to dowód na to, że historia jest nieodłącznym elementem naszego życia. Warto ją poznać i spróbować zrozumieć, jakie emocje targają ludźmi, którzy przeżyli w swoim życiu niejedną próbę charakteru i wytrwałości.

Tytuł: Kromka chleba
Autor: Dagmara Dworak
Wydawnictwo: Rebis

Kawałek chleba nie spadnie z nieba – pracą na niego zarobić trzeba – brzmi jedno z polskich przysłów. Dla chleba należy się szacunek, czego uczono nas od dzieciństwa. Jednak tak naprawdę największym szacunkiem darzy się pieczywo wtedy, kiedy go zabraknie…

Kromka chleba to niewiarygodnie pouczająca i targająca wieloma emocjami lektura. Dzięki niej możemy poznać życie ludzi, którzy zostali skazani na wysiedlenie i tułaczkę przez Syberię, a później na życie daleko od domu. Historia bardzo przemawia do czytelnika ze względu na to, że są to wspomnienia dwójki najmłodszego rodzeństwa – Bogusława i Danusi. Ich wzruszająca opowieść zaczyna się od życia rodziny w Hajnówce. Jest to czas, by poznać piękne miejsce nazywane „bramą do Puszczy”, bowiem mieści się na skraju puszczy Białowieskiej. Małżeństwo Leonard i Sylwestra mieszka tu wraz z czwórką dzieci: Jadwigą, Różą, Danusią i Bogusiem. Tutaj wszystko się zaczyna i niestety kończy… 10 lutego 1940 roku – to data, którą mieszkańcy Hajnówki zapamiętali na długo. Rozpoczyna się czas tułaczki na miejsce zesłania, która trwa aż dwa miesiące. Bardzo trudno sobie wyobrazić, co musieli czuć ludzie, którzy zostali skazani na opuszczenie domu.

Książka podzielona jest na dziesięć rozdziałów, które stanowią podróż poprzez każdy etap życia rodziny. Ostatni, bardzo istotny etap, jakże bolesny, to podróż po 70 latach na miejsce zsyłki.

Najbardziej wzruszającymi i jednocześnie bardzo trudnymi dla czytelnika momentami w mojej ocenie to walka o chleb. Ludzie oddawali wszystko, co mieli, aby dostać kawałek chleba. Każda posiadana przez nich rzecz służyła za kartę przetargową, nawet drobna agrafka czy szmata… Osoby, które nie pracowały, nie mogły dostać swojego przydziału. Bywały także okresy, kiedy żywność nie docierała do miejsca zsyłki, co potęgowało głód i rozwijanie się chorób wśród ludności. Uwagę zwróciłam także na zachowanie dzieci, które potrafiły odnaleźć się bardzo dobrze w nowej sytuacji. Wykazywały się mądrością, pracowitością i dużym zrozumieniem. Pomagały rodzicom nawet w prostych czynnościach i dbały o siebie nawzajem.

Jest to wyjątkowa historia opowiedziana przez ludzi, którzy przeżyli w swoim życiu wiele chwil. Postanowili podzielić się przeżyciami z nami – czytelnikami. Czytając ich opowieść, miałam wrażenie, że bohaterowie siedzą tuż obok mnie. Nie są to proste i zrozumiałe dla nas wydarzenia, jednak ich poznanie okazało się bardzo cenną lekcją. Trudne warunki, z jakimi musieli zmagać się ludzie poddani wysiedleniu, dają nam do zrozumienia, jak wiele sił i wytrwałości potrzeba, by przeżyć…

Kromkę chleba czyta się z zapartym tchem, strona po stronie. Nie brakuje tu momentów humorystycznych, smutnych i podniosłych. Przeplatanka emocji, którą zapewniają nam wspomnienia Danuty i Bogusława to najlepsze chwile, które spędziłam ostatnimi czasy z lekturą historyczną. Książka stanowi cenny materiał, dzięki któremu powinniśmy zdać sobie sprawę, że należy cieszyć się z małych rzeczy. Wszystko, co posiadamy, może ulec straceniu. Ważne, by zachować siłę walki, empatię i jasność umysłu.

rebis

rzodkiewka

Królowa wiosny

Nowalijki! Kto z nas ich nie lubi. Smaczne warzywa, które można wyhodować/kupić tuż po mroźnej zimie. Są one pożądane w diecie człowieka ze względu na zawartość soli mineralnych i witamin. Królową nowalijek mianowałam rzodkiewkę!

Rzodkiewka uprawna pochodzi od rzodkwi zwyczajnej występującej w Azji. Już starożytni egipscy rolnicy zajmowali się jej uprawą. W XIII wieku zauważono, że występuje jej wiele odmian. Za najlepsze uważane są: szkarłatna z białym końcem, sopel lodu, różowa biała, ognista kula czy saxa. Stanowi dobre źródło witaminy C, a także witamin z grupy B (B1, B2, B3). Ze związków mineralnych występujących w rzodkiewce wyróżnić można: żelazo, wapń, siarka, magnez, miedź, mangan. Ze względu na zawartość żelaza, miedzi i manganu, spożywanie rzodkiewki polecane jest osobom chorującym na niedokrwistość. Dla obawiających się przypływu kilogramów, mam dobrą wiadomość – rzodkiewka posiada niską wartość kaloryczną, a więc można ją chrupać i chrupać…

Uprawa rzodkiewki przyniesie efekty na każdej żyznej glebie i nasłonecznionym miejscu. Nie trzeba jej nawozić, a odpowiednia ilość wody (brak wahań) sprawi, że część jadalna nie będzie pękać, a warzywo pozostanie delikatne. Wysiew można prowadzić od wczesnej wiosny do jesieni. Wybierając różne formy uprawy można spodziewać się różnego wzrostu. W tunelu foliowym roślina szybciej i obficiej przynosi plony. Wczesne odmiany charakteryzują się łagodnym smakiem, a późniejsze są bardziej wyraziste i ostre.

Najlepiej spożywać świeżo zerwane, bowiem przechowywanie powoduje, że roślina więdnie i staje się nieco gąbczasta. Oprócz wykorzystania do przyrządzenia surówki czy kanapek, idealnie nadaje się do zapieczenia, duszenia i sosów. Młode liście można również dodać do sałatki.

Kiełki roślin to bogate źródło składników pokarmowych. Wyhodowanie kiełek jest proste i szybkie, a efekty bardzo zadowalające. Kiełki rzodkiewki posiadają znacznie więcej witaminy C niż jej korzeń (ponad 2,5 razy). Korzystnie wpływają na stan włosów, skóry i paznokci. Działają też moczopędnie i przeciwzapalnie. Kiełki idealnie nadają się do sałatek, twarogu czy jaj. Do hodowli kiełek wystarczy zaopatrzyć się w nasiona i gazę. Nasiona wstępnie namacza się w letniej wodzie (4h) i tak przygotowane wykłada się na gazę wyłożoną na talerzu. Aby nasiona wypuściły pierwsze pędy na 2 doby przykrywamy całość drugim talerzem. Dbamy też o odpowiednie nawodnienie.

Taka domowa hodowla kiełek to również świetna zabawa, nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych! Jeśli jesteście szczęśliwymi posiadaczami przydomowego ogródka warto zostać małym ogrodnikiem i poczuć tę radość zbioru – nie tylko rzodkiewki.

Prawda jest blisko

Każdy z nas zostawia jakiś ślad, żyjąc. Miliony odcisków palców, włosy, naskórek… Ale to tylko ślady biologiczne. Jest cała masa innych przesłanek świadczących o naszym istnieniu. A jednak gdy ktoś ginie, okazuje się, że jesteśmy tylko małym elementem ziemskiej układanki. Choć uważa się, że każde życie jest tak samo cenne, wielokrotnie przekonujemy się, że to zaginione dzieci wywołują w ludziach skrajne emocje. Czasem prawda jest bliżej niż sądzimy, ale czy na pewno ona nas wyzwoli?

Tytuł: Para zza ściany
Autor: Shari Lapena
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Książka Para zza ściany to debiut pisarski Shari Lapeny. Zawsze z ciekawością podchodzę do takiej lektury. Znakomite recenzje tej książki dodatkowo zachęcają, aby do niej zajrzeć. Wszystko rozpoczyna się od kolacji u sąsiadów, która zmieni życie głównych bohaterów. W książce odnajdziemy intrygi, niedomówienia, kłamstwa, zdrady, nieodpowiedzialność, interesowność, bezradność i to, bez czego nie ma dobrego kryminału – akcję. Jeśli o niej mowa, nie jest standardowa jak w przypadku innych kryminałów. Głównie sprowadza się do kilku dni i domu rodziców porwanego dziecka. Bohaterami opisanej przez autorkę historii jest małżeństwo Anne i Marco, którzy mają piękną kilkumiesięczną córeczkę Corę. Wybierając się na kolację do sąsiadów, wspólnie postanawiają, że zostawią dziewczynkę w domu pod okiem elektronicznej niani. Ustalili też, że będą doglądać dziecka na zmianę o ustalonych porach, aby upewnić się, czy wszystko jest w porządku. Plan wyglądał dobrze, aczkolwiek czy rodzice powinni zostawić dziecko same? Czy nie przejmowali się, że pod ich nieobecność może wydarzyć się coś złego? Dlaczego nie wzięli dziecka ze sobą? Ich zachowanie daje wiele odpowiedzi, ale jeszcze więcej pytań.

Niestety, dobrze przemyślany plan okazał się złą decyzją, bowiem dziecko znika. Temat porwania jest bardzo poruszający, a sposób, w jaki autorka opisuje wydarzenia i uczucia bohaterów, jest specyficzny i dobrze poprowadzony. Wszystko za sprawą narratora, który nie wykazuje emocji i w sposób obiektywny przekazuje czytelnikowi informacje. Uczestnictwo czytelnika w śledztwie z perspektywy różnych bohaterów jest również bardzo wciągające. Z każdą przeczytaną stroną dowiadujemy się więcej, a nasze przypuszczenia o winowajcy są doszczętnie niszczone. W pewnym momencie zaczynamy podejrzewać każdego. Wszystko zaczyna się układać w całość pod koniec książki. Takie trzymanie czytelnika, nie tyle w napięciu, co w niewiedzy powoduje, że jak najszybciej chcemy dowiedzieć się, jak zakończy się historia.

Zaciekawił mnie dość mocno wycofany, a jednak skuteczny detektyw. Zabrakło mi trochę przemocy i dramaturgii, choć można wybaczyć to autorce, bo jest to thriller psychologiczny. Muszę przyznać, że wielokrotnie zmieniałam swoje przypuszczenia o porywaczu. Co ciekawe, sama wiedza, kto to jest, nie daje odpowiedzi na inne pytania, co powoduje wzmożone pragnienie czytania. Sam tytuł, który jest mylący, nasuwał mi gotowe rozwiązanie, które długo nie mogło opuścić mojego myślenia.

Książka z pewnością zapewni wam niezapomnianą przygodę kryminalną. Ja już czekam na kolejne zaskakujące pozycje książkowe Shari Lapeny. Życzę wam niezapomnianych wrażeń i przyjemnej lektury. Gorąco polecam!

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia