p1040132

Tajemnica czarnych dziur

Czarne dziury istnieją i trwają nad nimi badania. Wiadomo o nich dużo, ale jest to jedynie garść informacji w porównaniu do tych, które zebrano o innych elementach kosmosu. Czy ludzki umysł jest w stanie wyobrazić sobie coś tak ogromnego, czego nie można dostrzec?

Tytuł: Czarne dziury
Autor: Stephen Hawking
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Trudno uwierzyć w to, że Stephenowi Hawkingowi wystarczyły tylko dwa piętnastominutowe wykłady, aby przedstawić swoje dokonania na temat czarnych dziur. Zapis wspomnianych wykładów znanego naukowca wraz z komentarzami Davida Shukmana doczekał się opublikowania przez wydawnictwo Zysk i S-ka. Jak się okazuje, wtrącenia pracownika BBC są bardzo pomocne i wyjaśniają trudniejsze pojęcia.

Ta dość niewielkich rozmiarów książka (zawiera zaledwie 80 stron) to kompendium dotychczasowej wiedzy na temat czarnych dziur. Została ona przedstawiona w bardzo prosty sposób, dlatego zarówno osoby znające temat, jak i laicy nie pogubią się w natłoku informacji. Bardzo cenię sobie podejście Hawkinga do wykładów, które prowadzi, ale także do fachowych informacji, które przedstawia w swoich książkach. Nie zapomina on bowiem, że większość odbiorców to nie naukowcy, tylko osoby niemające na co dzień styczności z nauką. Dzięki temu, że potrafi on przekazywać swoją (jakże ogromną!) wiedzę w sposób przystępny i humorystyczny, każdy z nas może w pełni cieszyć się nowo przyswojoną dawką informacji. Teraz czas, aby pochwalić się nią przy rodzinnym obiedzie lub konwersacji ze znajomymi. Na pewno nikt nie przejdzie obok czarnej dziury, bo wciąga ona wszystko na swojej drodze… Tak jak i mnie wciągnęły wykłady Hawkinga.

Niestety Einstein nie miał racji, bo gwiazdy mogą się zapadać, co udowodnił Wheeler. On też wprowadził pojęcie „czarnej dziury”. Wykład rozpoczynamy od poznania teorii czarnych dziur, dowiadujemy się, czym jest horyzont zdarzeń, osobliwość czy kwazar. Poznajemy też kilku naukowców, m.in. Oppenheimera, Heisenberga, Pierre’a Simona de Laplace’a. Jak się okazuje, teoria mówiąca o tym, że czarne dziury pochłaniają wszystko i nic nie może się z niej wydostać, została obalona. Naukowiec, obserwując materię wokół czarnych dziur, odkrył, że emitują one cząstki i promieniowanie, które oczywiście nazwał tzw. promieniowaniem Hawkinga. Niestety, jak dotąd nie ma na nie jawnych dowodów, co pewnie spędza sen z powiek autorowi. Sam też żartuje, że mógłby przecież dostać za to nagrodę Nobla. Skoro pochłonięte przez czarne dziury elementy przepadają, czy – idąc tym tokiem myślenia – giną też informacje? Obecnie wyjaśniana jest teoria kodowania informacji w horyzoncie zdarzeń. I tutaj dochodzimy do dalszych konkluzji, które pozwalają nam sadzić, że jest możliwe opuszczenie czarnej dziury: na zewnątrz albo – co bardziej interesujące – do innego wszechświata. To dość odważna i prowokacyjna teoria, na której wyjaśnienie możemy trochę poczekać. Daje nam to jednak nadzieję, że czarne dziury nie są tak czarne i możemy z nich wyjść. Ta ciekawa i dość lekka lektura jest godna polecenia i zachęcam was do zapoznania się z nią.

Nauka wymaga czasu, a czas jest potrzebny do jej zbadania. Czarne dziury to wciąż tajemnica na miarę globalną. Może nie jest nam dane jej poznać, ale cieszmy się, że możemy ją zgłębiać. Sam autor w zabawny sposób uświadamia nam: „jeżeli czujesz, że jesteś w czarnej dziurze, nie poddawaj się – zawsze jest jakieś wyjście”. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak życzyć wam, abyście się nie poddawali i dążyli do poznania tajemnic – wszechświata i nie tylko.ZyskiS-ka-3

Magiczna muzyka duszy

Przenieśmy się na przedmieścia Nowego Orleanu z lat dwudziestych XX wieku. Gdzieś w krętej uliczce, starym budynku rozpoczęła się jazzowa historia. Historia, która zatacza koło i wciąż jest obecna w sercach wielu ludzi. Czy ktoś z was miał okazję czytać Ekscentryków Włodzimierza Kowalewskiego? To właśnie ta powieść wyzwoliła we mnie konieczność wsłuchania się w muzykę jazzową. Jesienny i zimowy klimat sprzyja słuchaniu muzyki lekkiej, nostalgicznej, improwizowanej, z której każdy utwór jest inny i wprawia nas w zadumę. W książce odnajdujemy poniższy fragment, który doskonale daje nam do zrozumienia, jaki jest sens jazzu:

„– No to po co, według pana, jest jazz?
– Po to, żeby wiedzieć, że życie nie jest ani złe, ani ciężkie, ani krótkie. Jeżeli człowiek zapomni, co w nim ludzkiego, to, żeby słysząc muzykę, sobie przypomniał”.

Myślę, że każdy, kto usłyszy jazzowe brzmienia wijące się z głośników radiowych, już wie, kto jest czołowym i jednym z bardziej znanych jazzmanów – Louis Armstrong. Jego charyzmatyczna osobowość i pamiętne trąbkowe solówki zostawiły trwały ślad w historii tego gatunku. To on dał zaczątek wielkim wydarzeniom, a późniejsze pojawienie się radia było kolejnym impulsem do wzrostu popularności tej muzyki na całym świecie.

Jazz to muzyka, której trzeba się nauczyć. Style jazzowe są bardzo różnorodne, aczkolwiek idea jest ta sama. Raczkującym w tej dziedzinie polecam przesłuchać Milesa Davisa – znakomitego trębacza. Osobiście uważam, że nie należy za bardzo skupiać się na całkowitym poznaniu tego gatunku. Szukanie powtarzających się schematów odrzuca pojęcie improwizacji, przez co tracimy przyjemność słuchania. W muzyce jazzowej cenię bowiem lekką nonszalancję, duży luz i dowolność interpretacyjną.

Taka muzyka to czysty relaks, gdy siedząc na fotelu, lekko przymykamy powieki; to postukiwanie nogami w rytm czy nucenie pod nosem podczas wykonywania codziennych czynności. Można to określić jako podróż w głąb ludzkiej duszy. Muzyka jazzowa jest również ciekawą propozycją taneczną – Dean Martin i jego Sway działa jak karuzela dla naszych bioder. Z kolei nasze nogi sprawnie będą poruszać się w takt Hit the Road Jack rozśpiewanego Raya Charlsa.

Polecam, abyście przesłuchali jazzowe propozycje piosenek związanych ze świątecznym klimatem. Jest ich naprawdę całkiem sporo, a każda z nich wytworzy wyjątkowy nastrój w tym wyjątkowym okresie. Przyznam, że podobnie jak Bing Crosby marzę o białych świętach! Zaprośmy do naszych domów wielkich muzyków i zaśpiewajmy razem z nimi wielkie przeboje.

Słuchając muzyki jazzowej, wpadamy do innego świata, niczym w niekończącą się przepaść. W dobie wszechobecnej muzyki popu i rocku zapominamy o klasyce. To, czego słuchamy, kształtuje naszą osobowość, a jazz z pewnością jest tym gatunkiem muzycznym, dzięki któremu zyskamy „nowe ja”. Nie da się ot tak włączyć jazzu bez aktywnego słuchania. A więc słuchajmy, podziwiajmy, wspominajmy… Jak śpiewał Armstrong – jaki cudny jest świat!

Dziedzictwo Majów w pigułce

Książka Sylwii Mróz to wyjątkowy przewodnik, dzięki któremu poczujemy się, jakbyśmy przemierzali najdalsze zakątki Meksyku w pełnym słońcu, zasłaniając twarz sombrero. Jak wspomina autorka, jest to kraj, który zadziwia i zostawia w naszej pamięci niezwykłe wspomnienia. Niewiele jest pozycji dających czytelnikowi tak prawdziwy, radosny portret i wizję życia w Meksyku. Zachęcona samą okładką i jej opisem zabrałam się do lektury i bliższego poznania tego uroczego miejsca na ziemi.

Tytuł: Pejzaż bez kolców. Meksyk słońcem malowany
Autor: Sylwia Mróz
Wydawnictwo: Muza
Egzemplarz recenzencki otrzymany od: czytam.pl

„Nie muszę jechać na żadne egzotyczne wakacje! Dlaczego? Bo cały ten Meksyk mam tutaj”. Takie właśnie odczucia towarzyszyły mi po przeczytaniu książki Sylwii Mróz. Choć w głębi duszy wiem, że gdyby trafiła się okazja podróży, na pewno bym z niej skorzystała. Przekładając kartki jedna za drugą, odsłaniałam kolejne elementy meksykańskiej układanki.  Sam tytuł daje wiele do myślenia. Pejzaż bez kolców? Przecież Meksyk to dom kaktusowatych. Jednakże to także „dom” wielu gorszych spraw mogących zaburzyć piękny obraz tego miejsca. Autorce jednak udało się przedstawić Meksyk dokładnie taki, jaki jest, nie ukrywając faktów, a przy tym nie powodując ukłucia w serce wielbicieli Meksyku, ale i osób, które chcą  go dopiero poznać.

Książka jest podzielona na rozdziały, z których każdy przedstawia szczegółowo odmienną tematykę i przepełniony jest ciekawymi informacjami. Przed lekturą myślałam, że znam Meksyk w większym stopniu, a jednak okazało się, że pomogła mi uzupełnić moją wiedzę. Myślę, że Pejzaż bez kolców zainteresować może zarówno pasjonatów przewodników, kultury innych krajów, jak i każdego, kto jest choć trochę ciekawy świata. Ciekawym uzupełnieniem książki są barwne ilustracje, które mogą pomóc nam wyobrazić sobie to, o czym czytamy.

Naszą podróż rozpoczynamy od historii Meksyku, poznania kultur Olmeków, Majów i Azteków, a potem podążamy przez czas dyktatury, rewolucji, aż znajdujemy się w czasach współczesnych. Pierwszych kilkadziesiąt stron to dość „suche” fakty i czasem mogą niektórych znużyć, ale nie zasypiajmy, bo już za chwilę przechodzimy do bardziej interesującego działu – kuchni! A tam czeka na nas wiele interesujących dań, minisłowniczek potraw i kilka prostych przepisów, które możemy przygotować w domu. Wszystko po to, aby poczuć zapach Meksyku bez wychodzenia z domu!

Jednym z bardziej interesujących dla mnie działów był ten poświęcony religii i wierzeniom. Na pewno i was wprawiłoby w osłupienie to, jakie magiczne rytuały do dziś są odprawiane przez rzesze ludzi w tamtych rejonach. Co ciekawe, to Matka Boska z Guadalupe (Czarna Madonna) jest czczona najbardziej. 12 grudnia, czyli dzień Matki Boskiej – Królowej Ameryk – jest szczególnym i największym świętem religijnym w Meksyku. O przywiązaniu do niej i jej wyjątkowości dowiadujemy się więcej z kilku podrozdziałach.

Dla miłośników sztuki znajdzie się osobny rozdział. Miasto Meksyk, ale także cały kraj to prezentacja wielu dzieł sztuki meksykańskich muralistów. Warto poznać tych artystów i całą opisaną historią malarstwa ściennego.

Jeśli byliście w Meksyku, to świetnie! Książka pomoże wam przywołać miłe wspomnienia z wakacji albo uzupełnić waszą wiedzę o tym kraju. Jeśli jednak wciąż marzycie o odwiedzeniu cudownego miejsca na naszym globie, to ta książka stanowić będzie zaproszenie do odbycia podróży życia. Każdy marzyciel odnajdzie też tutaj coś dla siebie, gdyż „marzenia wypowiedziane w głębi duszy sprawdzają się bardziej niż te wygłaszane”.

Gorąco polecam tę słoneczną lekturę, która z całą pewnością rozpali was w chłodne zimowe dni!

Odkryj nowe smaki

Pozycją obowiązkową dla wielbicieli dobrej kuchni i pasjonatów odkrywania nowych smaków jest książka Moje smaki znakomitego kucharza Michela Morana. Muszę przyznać, że wyróżnia się ona na tle innych książek kucharskich. Uśmiech znanego jurora programu MasterChef zachęca do zajrzenia do środka i zapoznania się z propozycją dań na każdą okazję.

Umysłowy labirynt

„Kos­mos jest la­biryn­tem zbu­dowa­nym z labiryntów” – tak brzmi myśl znanego polskiego pisarza Stanisława Lema. Gdy zdamy sobie sprawę (o ile jest to możliwe), jak ogromna jest przestrzeń, która nas otacza, dojdziemy do wniosku, że nie ma ona końca, a każda droga prowadzi nas do innego celu. Jedna z tych dróg (tym razem myślowych) przywiodła mnie do zapoznania się z Ilustrowaną krótką historią czasu.

Tytuł: Ilustrowana krótka historia czasu
Autor: Stephen Hawking
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Książki popularnonaukowe potrafią niekiedy zniechęcić czy też zanudzić czytelnika. Rzecz ma się zupełnie inaczej w przypadku tej pozycji. Poświęcony przeze mnie czas na lekturę nie okazał się zmarnowany. Przeciwnie – dzięki niej zrozumiałam, jak wiele straciłam, nie mając wiedzy na temat świata, w którym przyszło mi żyć. Jestem pod wrażeniem, że Stephen Hawking w tak prosty sposób potrafił przekazać czytelnikowi dość trudne do zrozumienia zagadnienia. Ku radości wielu osób nie znajdziemy tu skomplikowanych wzorów, lecz interesujące schematy. Dzięki nim czytany przez nas tekst staje się bardziej zrozumiały. Jeśli książki do nauki fizyki w szkołach pisałby Stephen Hawking, przedmiot ten stałaby się bardziej lubiany. Autorowi nie brakuje bowiem poczucia humoru, ciekawych pomysłów oraz finezyjnych objaśnień. Uważam, że są to niezbędne podstawy, aby zachęcić zarówno młodszych, jak i starszych odbiorców. Tymi sprytnymi zabiegami pisarskimi mistrz przybliża nas do świata fizyki kwantowej, ewolucji gwiazd, wielkiego wybuchu oraz wielu innych kwestii, które dla większości z nas są enigmą.

Moim ulubionym działem okazały się czarne dziury. I wbrew nazewnictwu wcale nie miałam ich w głowie. Wreszcie udało mi się zrozumieć, jak powstają, wyglądają, co powodują. Ponadto bardzo ciekawym pomysłem było umieszczenie osobno kilku słów na temat wielkich uczonych: Einsteina, Galileusza oraz Newtona. Co ciekawe – okazało się, że Newton wcale nie był miłym człowiekiem, a artykuły w swojej obronie pisał sam. Zachęcam do zapoznania się z informacjami na jego temat, bo warto, a dowodem na to może być mój uśmiech, który nie znikał przez dłuższy czas po przeczytaniu tych opowiastek.

Książka nie jest napisana chaotycznie. Podzielona została na konkretne działy, które stopniowo dozują nam coraz to ciekawsze i zarazem trochę cięższe informacje. Jednocześnie wraz ze wzrostem poziomu trudności poruszanych zagadnień treść pozostaje w miarę lekka, dzięki czemu czytelnik nie jest zniechęcony. Hawking jako wielki naukowiec zachowuje trzeźwość i otwartość umysłu, szukając we Wszechświecie Boga. Czy jego istnienie jest możliwe? Otrzymujemy jedynie niejasne odpowiedzi, co też podkreśla końcowe zdanie wieńczące dzieło „…dlaczego Wszechświat i my sami istniejemy. Gdy znajdziemy odpowiedź na to pytanie, będzie to ostateczny tryumf ludzkiej inteligencji – poznamy wtedy myśli Boga”.

Krótka historia czasu wymaga od czytelnika odnalezienia w sobie spokoju, wytrwałości oraz chęci samorozwoju. Nie jest to książka na jeden wieczór. Trzeba przyznać, że aby w pełni zrozumieć każdy użyty termin, wniosek lub konkretne wyjaśnienie zagadnienia, nie wystarczy przeczytanie książki raz. Sama wielokrotnie do wielu informacji wracałam, bo trudno było mi pojąć wszystko w tej samej chwili. Szkoda, że książki nie można odnaleźć w wersji kieszonkowej, jest to jednak zrozumiałe ze względu na ogrom treści i solidne wydanie. Chętnie nosiłabym ją przy sobie podczas swoich krótkich podróży, aby przypominać sobie ciekawe informacje.

Zdarzyło mi się czytać tę pozycję przed snem, co spowodowało lekkie przysypianie. I nie jest to wynik stylu autora. Po prostu uważam, że po części powołaniem tej książki jest pobudzanie wyobraźni również podczas snu. Wiadomo nie od dziś, że większość z widzeń doznanych właśnie podczas tego swoistego stanu czynnościowego układu nerwowego zabiera nas w nieziemskie podróże. Nadal pozostaję w lekkim szoku, że książka naukowa może tak mocno stymulować naszą psychikę. Jeśli ktoś z was cierpi na brak marzeń sennych, ta lektura na pewno wyrwie je z zimowego snu. Lektura i przeżyte marzenia sprawiły, że zdałam sobie sprawę ze swojej nikłości. Pozazdrościłam również kosmonautom, którzy mogli zobaczyć choć kawałek przestrzeni kosmicznej. Jakie uczucia towarzyszą im podczas spoglądania na kulę ziemską? Można się tylko domyślać, że są to fascynujące doznania.

Podsumowując, stwierdzam, że Ilustrowana krótka historia czasu to książka, którą polubi każdy czytelnik – zarówno ten bardziej wymagający, jak i ten pobłażliwy.  Z całą pewnością zaciekawi fizyka, totalnego laika, a także pasjonata nauk ścisłych. Wszyscy jesteśmy tylko gwiezdnym pyłem w ogromie przestrzeni kosmicznej. Wszechświat to my, więc podróżujmy z wybitnym profesorem, poznawajmy wielkie tajemnice i zastanówmy się nad niewiadomymi. Czy wygramy wyścig z czasem? Zachęcam do lektury!

ZyskiS-ka

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia