SPQR. Historia Starożytnego Rzumu

Nowe spojrzenie na Imperium Romanum

Nie istnieje jedna historia przedstawiająca Starożytny Rzym, a informacje, które o nim mamy, ponoć dają nam prawo sądzić, że wiemy więcej niż sami Rzymianie. Wyzwanie, które podjęła autorka, aby napisać tę pozycję, to klucz do poznania kultury, której nie wolno nam ignorować. Jak wskazuje Beard, to fundament naszej zachodniej cywilizacji.

Tytuł: SPQR. Historia Starożytnego Rzymu
Autor: Mary Beard
Wydawnictwo: Rebis

Autorka Mary Beard (angielska filolog klasyczna) wykonała ogromną pracę, pisząc tę książkę. Pozycji o tej tematyce jest bardzo dużo. Dlaczego więc macie sięgnąć właśnie po tę? Zalet jest sporo, jednak dopóki nie będziecie mieć jej w ręce, nie poznacie w pełni całego kunsztu.

SPQR, czyli Senat Populus Que Romanus – senat i lud rzymski. Sam tytuł wiele mówi o tematyce książki. Myślę, że w największym stopniu skupia się na ludziach, którzy walczą o swoje prawa. Nie znajdziemy tu listy dat i chronologii w pełnym tego słowa znaczeniu. Całość to nic innego jak odpowiedź na pytanie „jak?” i „dlaczego?”. Już od pierwszych stron przenosimy się do czasów Cycerona, gdzie poznajemy konflikt z Katyliną.

Bardzo interesujące są świadectwa życia warstw uboższych, tj. napisy na murach, nagrobkach, czyli głosy zza światów rzemieślników czy kupców. Z kolei dawne graffiti pozwala nam sądzić, co legioniści myśleli o wodzach. Autorka w dużych stopniu skupia się na ustroju republikańskim i powstawaniu państwa. Zamiast szeregu opisów rządów władców mamy tylko ogólną charakterystykę czasów, w jakich dane im było panować. Taka wędrówka przez kolejne lata wraz z komentarzem daje nam dokładny obraz sytuacji, wyjaśnia nieścisłości i zostawia pole do myślenia. Dane jest też poznać fakt, że historia pisana jest przez zwycięzców, dlatego w zależności od potrzeb jest ona np. koloryzowana.

Wydanie jest bardzo solidne. Zawiera istotne elementy dla osoby lubiącej detale, tj. indeks i bibliografię. Znajdzie się też coś dla wzrokowca – ciekawe ilustracje. Uważam, że osoby zainteresowane tematem nie poczują się zawiedzione, a wręcz usatysfakcjonowane wyborem. Na pewno każdy doceni starania autorki o ujęcie najnowszych opinii historyków czy archeologów.

Historia jest żywa i dzięki tej książce na pewno pozostanie na dłużej w myślach jej czytających. Zwieńczeniem opowieści jest rok 212, w którym cesarz Karakalla ustanowił dekret, w którym każdy wolny mieszkaniec imperium staje się obywatelem Rzymu. Jak się dowiadujemy, był to największy akt nadania obywatelstwa w dziejach ludzkości. Granica dzieląca Rzymian od poddanych została zatarta, gdy rozpoczęła się nowa epoka, będąca tylko ogniwem dalszych zmian wywołujących do dziś wiele dyskusji. Jak twierdzi autorka, to dzięki dialogowi z historią Rzymian możemy się wiele nauczyć – o sobie, ale i o przeszłości…

Nigdy nie mów nigdy – znane polskie przysłowie sprawdziło się w stu procentach. Nie byłam zagorzałą fanką historii. Wszystko jednak zależy od tego, jak kto ją przedstawi. Ciekawe ujęcie tematu i odrobina samodyscypliny wystarczyła, aby sięgnąć po kompendium wiedzy Beard. Autorka książki z pewnością jest osobą, która swoją pasją połączoną z wiedzą potrafi zarazić innych ludzi. Jedynym minusem, jaki mogę znaleźć, jest fakt, że w książce nie odnajdziemy całej historii Starożytnego Rzymu.

Włoski poeta Cesare Pavese twierdził, że nic tak nie za­bija cza­su jak książka. Mogę tylko dodać i zapewnić was, że SPQR. Historia Starożytnego Rzymu nie tylko zabija czas, ale i go cofa. Dzięki niej możemy sięgnąć do wielu ciekawych wydarzeń zupełnie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Starożytny Rzym już nigdy nie będzie taki sam, bo Rzym to nie tylko polityka, ale też społeczeństwo i kultura. Zachęcam do sięgnięcia po tę naprawdę dobrze wydaną książkę.

rebis

Sny o Jowiszu

W podróży do ludzkiej świadomości

Zgiełk, buddyzm, bieda, brud, smog, Bollywood, wielobarwność, stroje, targowiska… To tylko kilka przykładów z wielu możliwych skojarzeń dotyczących Indii. Pomimo wielu informacji, jakich możemy zasięgnąć o Indiach, wciąż dla wielu osób pozostają one dalekie i tajemnicze. W literacką podróż do głębi indyjskiego świata zabiera nas Anuradha Roy.

Tytuł: Sny o Jowiszu
Autor: Anuradha Roy
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Egzemplarz przekazany przez: Księgarnię Selkar.pl

Już od pierwszych stron zaskakujący zwrot akcji przyprawił mnie o ciarki. Nie spodziewałam się tak skrzętnie sporządzonego toku wydarzeń, co oczywiście stanowi dużą zaletę.

Nomi to młoda dziewczyna urodzona w Indiach, która w dzieciństwie przeżyła utratę swojej rodziny, a sama musiała odnaleźć się w sierocińcu – aśramie. Miejsce to zostawiło w jej psychice wiele blizn i trudnych do zrozumienia sytuacji, z którymi postanawia zmierzyć się po latach. Aśrama pozornie stwarzająca miejsce kultu Boga w rzeczywistości okazuje się miejscem wielu krzywd. Autorka ukazuje przemoc wobec dzieci i kobiet, która niezależnie od jej miejsca na świecie jest tak samo bolesna. Czytając powieść i przeżywając to cierpienie, trudno uwierzyć, że czasem ludzie zamykają umysł na złe zachowania i widzą tylko to, co chcą widzieć. Ta historia utwierdza nas w przekonaniu, że warto i należy poruszać tak ważne tematy.

Sny o Jowiszu to opowieść o teraźniejszości przeplatana elementami przeszłości. Jest to historia o ludziach oraz ich emocjach. Istotnym walorem powieści są barwne postacie. Bardzo spodobała mi się historia trzech przyjaciółek w średnim wieku, które wybrały się w  podróż pociągiem do Dżarmuli – miasta ze świątynią nad Zatoką Bengalską. Każda z nich to inna osobowość, każda ma inne podejście do życia. Gauri ma kłopoty z pamięcią, co wywołuje wiele zabawnych, ale i niepokojących dla pozostałych pań sytuacji. Wśród innych bohaterów można wyróżnić herbaciarza Johnego Troppo czy Badala zakochanego w Raghu. Dżarmula okazuje się miejscem, w którym splotą się losy wszystkich bohaterów. Gauri, Vidya i Latika napotykają w pociągu Nomi. Badal z kolei zostaje przewodnikiem podróżujących pań.

W książce odnajdujemy też bardzo interesujące opisy miejsc i zapachów – herbaty, przypraw… Można poczuć ich woń przez kartki papieru, tak jakbyśmy znaleźli się w tamtym miejscu. Współczesne Indie nie odbiegają od innych miejsc na świecie w kwestii problemów, z jakimi borykają się ludzie. Nieobce tu są rozterki miłosne, złe wspomnienia z dzieciństwa czy próba zatrzymania upływającego czasu. Autorka próbuje nam przekazać, że nawet tak barwne i egzotyczne miejsca mają swoje drugie dno. Roy zabiera nas w malownicze tereny Indii, przedstawiając zarówno kolory ciepłe, jak i zimne; jasne i ciemne. Doświadczamy tutaj niezwykłej opowieści, której karty wciąż zostają otwarte, mimo że książka dobiega końca. To takie okno na świat. Sami musimy zostać autorami epilogu.

Czytając niektóre fragmenty, miałam wrażenie, że akcja unosi się w powietrzu. Niekiedy odczuwałam zaskoczenie i zgrozę, ale były też momenty zabawne. Jednym słowem Sny o Jowiszu to przeplatanka emocji. Jak mówi przysłowie indyjskie: nawet słońce nie jest w stanie ciągle znajdować się w zenicie. Czasem po prostu trzeba trochę zwolnić, nabrać dystansu do codziennego życia i przemyśleć to, co zaprząta nasze emocje. Podczas lektury z pewnością nie zabraknie wam wrażeń.

Selkar logo tagline slogan

Dziękuję, że jesteś…

Czasem w wyniku ciężkich życiowych wydarzeń człowiek potrafi zamknąć się w sobie niczym żółw w skorupie. Nie dopuszcza do siebie nikogo oprócz najbliższych. Trudno powiedzieć, czy brakuje mu odwagi, chce odciąć się od przeszłości czy po prostu nie dopuszcza  myśli o najgorszym. Jednak jeden bodziec potrafi zmienić wszystko…

Bloody Valentine

Walentynki inaczej

Plany planami, a rzeczywistość układa swój własny scenariusz. W tym przypadku rzeczywistość kreuje tajemniczy morderca. Ten dzień bohaterowie zapamiętają na zawsze…

Tytuł: Bloody Valentine
Autor: James Patterson
Wydawnictwo: Arrow Books

Bloody Valentine to pozycja z cyklu Random Reads, czyli krótkich książek napisanych przez autorów bestsellerów oraz sławnych ludzi. Wszystko po to, aby inspirować czytelników i zachęcać do wspólnego czytania, które jest świetną zabawą.

Z racji tego, że książka jest zwięzła, jej akcja jest wartka. Rozwój wydarzeń ma idealne tempo i nie pozwala czytelnikowi odejść od lektury. Poznałam nieco twórczość Jamesa Pattersona i muszę przyznać, że po raz kolejny nie zawiodłam się na jego propozycji na walentynkowy czas. Co prawda, nie jest to typowa miłosna i sielankowa opowieść, ale zapewniam was, że warto sięgnąć po ten egzemplarz. Dodatkowym plusem, przynajmniej w mojej opinii, jest fakt, że jest to wydanie anglojęzyczne. Łatwo w ten sposób  podszkolić swoje umiejętności czytania i rozumienia w języku obcym. W moim odczuciu nie jest to trudny poziom językowy. W większości przypadków znaczenie zdań można wywnioskować z kontekstu, co idealnie wspomaga naukę. Właśnie połączenie nauki i zabawy daje podwójny efekt i korzyści.

Głównym tematem książki są walentynki czy może raczej morderstwo? Odpowiedź na to pytanie jest oczywiście jedna – to przepełniony purpurowym płynem kryminalny dzień. Walentynkowe plany Jacka i Zee zostają udaremnione, co powoduje, że ten dzień dla ich bliskich nie będzie już taki sam jak zwykle… Morderca realizuje swój skrzętnie obmyślony plan już na początku książki, przez co akcja momentalnie nabiera tempa. Na zbrodnie nie trzeba długo czekać, a ich wyjaśnienie jest zaskakujące. Morderca okazał się osobą, która „docenia” walentynki, gdyż podarek, jaki dostaje Jack, jest dany dosłownie od serca…

Książkę szybko się czyta, jest przyjemna, w sam raz na jeden wieczór. Trudno domyślić się, kto stoi za morderstwami, co dodatkowo wzmaga chęć poznania prawdy. James Patterson słynie z plecenia niezłych sieci intryg w swoich książkach, dlatego w niedługim czasie na pewno sięgnę po kolejną pozycję tego autora. Radość oczu jest początkiem miłości, jak mawiał Arystoteles. Być może właśnie ta książka pobudzi w was miłość do książek z wątkiem kryminalnym oraz zachęci do sięgnięcia po twórczość Jamesa Pattersona. Życzę udanej lektury!

p1040132

Tajemnica czarnych dziur

Czarne dziury istnieją i trwają nad nimi badania. Wiadomo o nich dużo, ale jest to jedynie garść informacji w porównaniu do tych, które zebrano o innych elementach kosmosu. Czy ludzki umysł jest w stanie wyobrazić sobie coś tak ogromnego, czego nie można dostrzec?

Tytuł: Czarne dziury
Autor: Stephen Hawking
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Trudno uwierzyć w to, że Stephenowi Hawkingowi wystarczyły tylko dwa piętnastominutowe wykłady, aby przedstawić swoje dokonania na temat czarnych dziur. Zapis wspomnianych wykładów znanego naukowca wraz z komentarzami Davida Shukmana doczekał się opublikowania przez wydawnictwo Zysk i S-ka. Jak się okazuje, wtrącenia pracownika BBC są bardzo pomocne i wyjaśniają trudniejsze pojęcia.

Ta dość niewielkich rozmiarów książka (zawiera zaledwie 80 stron) to kompendium dotychczasowej wiedzy na temat czarnych dziur. Została ona przedstawiona w bardzo prosty sposób, dlatego zarówno osoby znające temat, jak i laicy nie pogubią się w natłoku informacji. Bardzo cenię sobie podejście Hawkinga do wykładów, które prowadzi, ale także do fachowych informacji, które przedstawia w swoich książkach. Nie zapomina on bowiem, że większość odbiorców to nie naukowcy, tylko osoby niemające na co dzień styczności z nauką. Dzięki temu, że potrafi on przekazywać swoją (jakże ogromną!) wiedzę w sposób przystępny i humorystyczny, każdy z nas może w pełni cieszyć się nowo przyswojoną dawką informacji. Teraz czas, aby pochwalić się nią przy rodzinnym obiedzie lub konwersacji ze znajomymi. Na pewno nikt nie przejdzie obok czarnej dziury, bo wciąga ona wszystko na swojej drodze… Tak jak i mnie wciągnęły wykłady Hawkinga.

Niestety Einstein nie miał racji, bo gwiazdy mogą się zapadać, co udowodnił Wheeler. On też wprowadził pojęcie „czarnej dziury”. Wykład rozpoczynamy od poznania teorii czarnych dziur, dowiadujemy się, czym jest horyzont zdarzeń, osobliwość czy kwazar. Poznajemy też kilku naukowców, m.in. Oppenheimera, Heisenberga, Pierre’a Simona de Laplace’a. Jak się okazuje, teoria mówiąca o tym, że czarne dziury pochłaniają wszystko i nic nie może się z niej wydostać, została obalona. Naukowiec, obserwując materię wokół czarnych dziur, odkrył, że emitują one cząstki i promieniowanie, które oczywiście nazwał tzw. promieniowaniem Hawkinga. Niestety, jak dotąd nie ma na nie jawnych dowodów, co pewnie spędza sen z powiek autorowi. Sam też żartuje, że mógłby przecież dostać za to nagrodę Nobla. Skoro pochłonięte przez czarne dziury elementy przepadają, czy – idąc tym tokiem myślenia – giną też informacje? Obecnie wyjaśniana jest teoria kodowania informacji w horyzoncie zdarzeń. I tutaj dochodzimy do dalszych konkluzji, które pozwalają nam sadzić, że jest możliwe opuszczenie czarnej dziury: na zewnątrz albo – co bardziej interesujące – do innego wszechświata. To dość odważna i prowokacyjna teoria, na której wyjaśnienie możemy trochę poczekać. Daje nam to jednak nadzieję, że czarne dziury nie są tak czarne i możemy z nich wyjść. Ta ciekawa i dość lekka lektura jest godna polecenia i zachęcam was do zapoznania się z nią.

Nauka wymaga czasu, a czas jest potrzebny do jej zbadania. Czarne dziury to wciąż tajemnica na miarę globalną. Może nie jest nam dane jej poznać, ale cieszmy się, że możemy ją zgłębiać. Sam autor w zabawny sposób uświadamia nam: „jeżeli czujesz, że jesteś w czarnej dziurze, nie poddawaj się – zawsze jest jakieś wyjście”. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak życzyć wam, abyście się nie poddawali i dążyli do poznania tajemnic – wszechświata i nie tylko.ZyskiS-ka-3

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia