Magiczna muzyka duszy

Przenieśmy się na przedmieścia Nowego Orleanu z lat dwudziestych XX wieku. Gdzieś w krętej uliczce, starym budynku rozpoczęła się jazzowa historia. Historia, która zatacza koło i wciąż jest obecna w sercach wielu ludzi. Czy ktoś z was miał okazję czytać Ekscentryków Włodzimierza Kowalewskiego? To właśnie ta powieść wyzwoliła we mnie konieczność wsłuchania się w muzykę jazzową. Jesienny i zimowy klimat sprzyja słuchaniu muzyki lekkiej, nostalgicznej, improwizowanej, z której każdy utwór jest inny i wprawia nas w zadumę. W książce odnajdujemy poniższy fragment, który doskonale daje nam do zrozumienia, jaki jest sens jazzu:

„– No to po co, według pana, jest jazz?
– Po to, żeby wiedzieć, że życie nie jest ani złe, ani ciężkie, ani krótkie. Jeżeli człowiek zapomni, co w nim ludzkiego, to, żeby słysząc muzykę, sobie przypomniał”.

Myślę, że każdy, kto usłyszy jazzowe brzmienia wijące się z głośników radiowych, już wie, kto jest czołowym i jednym z bardziej znanych jazzmanów – Louis Armstrong. Jego charyzmatyczna osobowość i pamiętne trąbkowe solówki zostawiły trwały ślad w historii tego gatunku. To on dał zaczątek wielkim wydarzeniom, a późniejsze pojawienie się radia było kolejnym impulsem do wzrostu popularności tej muzyki na całym świecie.

Jazz to muzyka, której trzeba się nauczyć. Style jazzowe są bardzo różnorodne, aczkolwiek idea jest ta sama. Raczkującym w tej dziedzinie polecam przesłuchać Milesa Davisa – znakomitego trębacza. Osobiście uważam, że nie należy za bardzo skupiać się na całkowitym poznaniu tego gatunku. Szukanie powtarzających się schematów odrzuca pojęcie improwizacji, przez co tracimy przyjemność słuchania. W muzyce jazzowej cenię bowiem lekką nonszalancję, duży luz i dowolność interpretacyjną.

Taka muzyka to czysty relaks, gdy siedząc na fotelu, lekko przymykamy powieki; to postukiwanie nogami w rytm czy nucenie pod nosem podczas wykonywania codziennych czynności. Można to określić jako podróż w głąb ludzkiej duszy. Muzyka jazzowa jest również ciekawą propozycją taneczną – Dean Martin i jego Sway działa jak karuzela dla naszych bioder. Z kolei nasze nogi sprawnie będą poruszać się w takt Hit the Road Jack rozśpiewanego Raya Charlsa.

Polecam, abyście przesłuchali jazzowe propozycje piosenek związanych ze świątecznym klimatem. Jest ich naprawdę całkiem sporo, a każda z nich wytworzy wyjątkowy nastrój w tym wyjątkowym okresie. Przyznam, że podobnie jak Bing Crosby marzę o białych świętach! Zaprośmy do naszych domów wielkich muzyków i zaśpiewajmy razem z nimi wielkie przeboje.

Słuchając muzyki jazzowej, wpadamy do innego świata, niczym w niekończącą się przepaść. W dobie wszechobecnej muzyki popu i rocku zapominamy o klasyce. To, czego słuchamy, kształtuje naszą osobowość, a jazz z pewnością jest tym gatunkiem muzycznym, dzięki któremu zyskamy „nowe ja”. Nie da się ot tak włączyć jazzu bez aktywnego słuchania. A więc słuchajmy, podziwiajmy, wspominajmy… Jak śpiewał Armstrong – jaki cudny jest świat!

Dziedzictwo Majów w pigułce

Książka Sylwii Mróz to wyjątkowy przewodnik, dzięki któremu poczujemy się, jakbyśmy przemierzali najdalsze zakątki Meksyku w pełnym słońcu, zasłaniając twarz sombrero. Jak wspomina autorka, jest to kraj, który zadziwia i zostawia w naszej pamięci niezwykłe wspomnienia. Niewiele jest pozycji dających czytelnikowi tak prawdziwy, radosny portret i wizję życia w Meksyku. Zachęcona samą okładką i jej opisem zabrałam się do lektury i bliższego poznania tego uroczego miejsca na ziemi.

Tytuł: Pejzaż bez kolców. Meksyk słońcem malowany
Autor: Sylwia Mróz
Wydawnictwo: Muza
Egzemplarz recenzencki otrzymany od: czytam.pl

„Nie muszę jechać na żadne egzotyczne wakacje! Dlaczego? Bo cały ten Meksyk mam tutaj”. Takie właśnie odczucia towarzyszyły mi po przeczytaniu książki Sylwii Mróz. Choć w głębi duszy wiem, że gdyby trafiła się okazja podróży, na pewno bym z niej skorzystała. Przekładając kartki jedna za drugą, odsłaniałam kolejne elementy meksykańskiej układanki.  Sam tytuł daje wiele do myślenia. Pejzaż bez kolców? Przecież Meksyk to dom kaktusowatych. Jednakże to także „dom” wielu gorszych spraw mogących zaburzyć piękny obraz tego miejsca. Autorce jednak udało się przedstawić Meksyk dokładnie taki, jaki jest, nie ukrywając faktów, a przy tym nie powodując ukłucia w serce wielbicieli Meksyku, ale i osób, które chcą  go dopiero poznać.

Książka jest podzielona na rozdziały, z których każdy przedstawia szczegółowo odmienną tematykę i przepełniony jest ciekawymi informacjami. Przed lekturą myślałam, że znam Meksyk w większym stopniu, a jednak okazało się, że pomogła mi uzupełnić moją wiedzę. Myślę, że Pejzaż bez kolców zainteresować może zarówno pasjonatów przewodników, kultury innych krajów, jak i każdego, kto jest choć trochę ciekawy świata. Ciekawym uzupełnieniem książki są barwne ilustracje, które mogą pomóc nam wyobrazić sobie to, o czym czytamy.

Naszą podróż rozpoczynamy od historii Meksyku, poznania kultur Olmeków, Majów i Azteków, a potem podążamy przez czas dyktatury, rewolucji, aż znajdujemy się w czasach współczesnych. Pierwszych kilkadziesiąt stron to dość „suche” fakty i czasem mogą niektórych znużyć, ale nie zasypiajmy, bo już za chwilę przechodzimy do bardziej interesującego działu – kuchni! A tam czeka na nas wiele interesujących dań, minisłowniczek potraw i kilka prostych przepisów, które możemy przygotować w domu. Wszystko po to, aby poczuć zapach Meksyku bez wychodzenia z domu!

Jednym z bardziej interesujących dla mnie działów był ten poświęcony religii i wierzeniom. Na pewno i was wprawiłoby w osłupienie to, jakie magiczne rytuały do dziś są odprawiane przez rzesze ludzi w tamtych rejonach. Co ciekawe, to Matka Boska z Guadalupe (Czarna Madonna) jest czczona najbardziej. 12 grudnia, czyli dzień Matki Boskiej – Królowej Ameryk – jest szczególnym i największym świętem religijnym w Meksyku. O przywiązaniu do niej i jej wyjątkowości dowiadujemy się więcej z kilku podrozdziałach.

Dla miłośników sztuki znajdzie się osobny rozdział. Miasto Meksyk, ale także cały kraj to prezentacja wielu dzieł sztuki meksykańskich muralistów. Warto poznać tych artystów i całą opisaną historią malarstwa ściennego.

Jeśli byliście w Meksyku, to świetnie! Książka pomoże wam przywołać miłe wspomnienia z wakacji albo uzupełnić waszą wiedzę o tym kraju. Jeśli jednak wciąż marzycie o odwiedzeniu cudownego miejsca na naszym globie, to ta książka stanowić będzie zaproszenie do odbycia podróży życia. Każdy marzyciel odnajdzie też tutaj coś dla siebie, gdyż „marzenia wypowiedziane w głębi duszy sprawdzają się bardziej niż te wygłaszane”.

Gorąco polecam tę słoneczną lekturę, która z całą pewnością rozpali was w chłodne zimowe dni!

Odkryj nowe smaki

Pozycją obowiązkową dla wielbicieli dobrej kuchni i pasjonatów odkrywania nowych smaków jest książka Moje smaki znakomitego kucharza Michela Morana. Muszę przyznać, że wyróżnia się ona na tle innych książek kucharskich. Uśmiech znanego jurora programu MasterChef zachęca do zajrzenia do środka i zapoznania się z propozycją dań na każdą okazję.

Umysłowy labirynt

„Kos­mos jest la­biryn­tem zbu­dowa­nym z labiryntów” – tak brzmi myśl znanego polskiego pisarza Stanisława Lema. Gdy zdamy sobie sprawę (o ile jest to możliwe), jak ogromna jest przestrzeń, która nas otacza, dojdziemy do wniosku, że nie ma ona końca, a każda droga prowadzi nas do innego celu. Jedna z tych dróg (tym razem myślowych) przywiodła mnie do zapoznania się z Ilustrowaną krótką historią czasu.

Tytuł: Ilustrowana krótka historia czasu
Autor: Stephen Hawking
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Książki popularnonaukowe potrafią niekiedy zniechęcić czy też zanudzić czytelnika. Rzecz ma się zupełnie inaczej w przypadku tej pozycji. Poświęcony przeze mnie czas na lekturę nie okazał się zmarnowany. Przeciwnie – dzięki niej zrozumiałam, jak wiele straciłam, nie mając wiedzy na temat świata, w którym przyszło mi żyć. Jestem pod wrażeniem, że Stephen Hawking w tak prosty sposób potrafił przekazać czytelnikowi dość trudne do zrozumienia zagadnienia. Ku radości wielu osób nie znajdziemy tu skomplikowanych wzorów, lecz interesujące schematy. Dzięki nim czytany przez nas tekst staje się bardziej zrozumiały. Jeśli książki do nauki fizyki w szkołach pisałby Stephen Hawking, przedmiot ten stałaby się bardziej lubiany. Autorowi nie brakuje bowiem poczucia humoru, ciekawych pomysłów oraz finezyjnych objaśnień. Uważam, że są to niezbędne podstawy, aby zachęcić zarówno młodszych, jak i starszych odbiorców. Tymi sprytnymi zabiegami pisarskimi mistrz przybliża nas do świata fizyki kwantowej, ewolucji gwiazd, wielkiego wybuchu oraz wielu innych kwestii, które dla większości z nas są enigmą.

Moim ulubionym działem okazały się czarne dziury. I wbrew nazewnictwu wcale nie miałam ich w głowie. Wreszcie udało mi się zrozumieć, jak powstają, wyglądają, co powodują. Ponadto bardzo ciekawym pomysłem było umieszczenie osobno kilku słów na temat wielkich uczonych: Einsteina, Galileusza oraz Newtona. Co ciekawe – okazało się, że Newton wcale nie był miłym człowiekiem, a artykuły w swojej obronie pisał sam. Zachęcam do zapoznania się z informacjami na jego temat, bo warto, a dowodem na to może być mój uśmiech, który nie znikał przez dłuższy czas po przeczytaniu tych opowiastek.

Książka nie jest napisana chaotycznie. Podzielona została na konkretne działy, które stopniowo dozują nam coraz to ciekawsze i zarazem trochę cięższe informacje. Jednocześnie wraz ze wzrostem poziomu trudności poruszanych zagadnień treść pozostaje w miarę lekka, dzięki czemu czytelnik nie jest zniechęcony. Hawking jako wielki naukowiec zachowuje trzeźwość i otwartość umysłu, szukając we Wszechświecie Boga. Czy jego istnienie jest możliwe? Otrzymujemy jedynie niejasne odpowiedzi, co też podkreśla końcowe zdanie wieńczące dzieło „…dlaczego Wszechświat i my sami istniejemy. Gdy znajdziemy odpowiedź na to pytanie, będzie to ostateczny tryumf ludzkiej inteligencji – poznamy wtedy myśli Boga”.

Krótka historia czasu wymaga od czytelnika odnalezienia w sobie spokoju, wytrwałości oraz chęci samorozwoju. Nie jest to książka na jeden wieczór. Trzeba przyznać, że aby w pełni zrozumieć każdy użyty termin, wniosek lub konkretne wyjaśnienie zagadnienia, nie wystarczy przeczytanie książki raz. Sama wielokrotnie do wielu informacji wracałam, bo trudno było mi pojąć wszystko w tej samej chwili. Szkoda, że książki nie można odnaleźć w wersji kieszonkowej, jest to jednak zrozumiałe ze względu na ogrom treści i solidne wydanie. Chętnie nosiłabym ją przy sobie podczas swoich krótkich podróży, aby przypominać sobie ciekawe informacje.

Zdarzyło mi się czytać tę pozycję przed snem, co spowodowało lekkie przysypianie. I nie jest to wynik stylu autora. Po prostu uważam, że po części powołaniem tej książki jest pobudzanie wyobraźni również podczas snu. Wiadomo nie od dziś, że większość z widzeń doznanych właśnie podczas tego swoistego stanu czynnościowego układu nerwowego zabiera nas w nieziemskie podróże. Nadal pozostaję w lekkim szoku, że książka naukowa może tak mocno stymulować naszą psychikę. Jeśli ktoś z was cierpi na brak marzeń sennych, ta lektura na pewno wyrwie je z zimowego snu. Lektura i przeżyte marzenia sprawiły, że zdałam sobie sprawę ze swojej nikłości. Pozazdrościłam również kosmonautom, którzy mogli zobaczyć choć kawałek przestrzeni kosmicznej. Jakie uczucia towarzyszą im podczas spoglądania na kulę ziemską? Można się tylko domyślać, że są to fascynujące doznania.

Podsumowując, stwierdzam, że Ilustrowana krótka historia czasu to książka, którą polubi każdy czytelnik – zarówno ten bardziej wymagający, jak i ten pobłażliwy.  Z całą pewnością zaciekawi fizyka, totalnego laika, a także pasjonata nauk ścisłych. Wszyscy jesteśmy tylko gwiezdnym pyłem w ogromie przestrzeni kosmicznej. Wszechświat to my, więc podróżujmy z wybitnym profesorem, poznawajmy wielkie tajemnice i zastanówmy się nad niewiadomymi. Czy wygramy wyścig z czasem? Zachęcam do lektury!

ZyskiS-ka

Odkryj moc nasion chia w diecie

Chia, a właściwie szałwia hiszpańska, rośnie na licznych terenach Meksyku – od jego północno-zachodnich krańców aż po Gwatemalę. Nasiona o średnicy około 1 mm już w czasach cywilizacji Azteków stanowiły główne źródło pożywienia obok kukurydzy i fasoli. Ponadto wykorzystywano je także do produkcji leków i farb. O istotności nasion szałwi hiszpańskiej świadczy także fakt, że plemiona wykorzystywały je do składania ofiar bogom. W czasach prekolumbijskich uważano, że niewielka liczba nasion dawała dużą dawkę energii na całodobową wędrówkę. Rynek europejski został wzbogacony w nasiona chia stosunkowo niedawno, stała się ona nową żywnością (była niespożywana w UE przed majem 1997 r.). Szałwia hiszpańska zyskuje na popularności ze względu na korzystne walory żywieniowe.

Niewielkie nasiona to dobre źródło białka (15-26%), błonnika pokarmowego (26,5 g/100 g nasion) i związków mineralnych (m.in. wapnia, fosforu i magnezu). Do istotnych funkcji błonnika należy zaliczyć zdolność pęcznienia w przewodzie pokarmowym poprzez pochłanianie wody. Dzięki temu wzmaga się uczucie sytości, a w rezultacie mniej zjadamy. Szczególną uwagę należy zwrócić na obecność kwasów wielonienasyconych z rodziny omega 3 i 6, których organizm człowieka nie potrafi syntetyzować, dlatego ważne jest ich dostarczanie z pożywieniem. Nasiona szałwi hiszpańskiej zawierają również składniki bioaktywne, tj. tokoferole (witamina E) i sterole roślinne. Fitosterole umożliwiają obniżanie poziomu LDL cholesterolu we krwi, a dieta obfitująca w witaminę E przyczynia się do spowalniania procesów starzenia się organizmu.

Warto zaznaczyć, że obecność korzystnych dla zdrowia kwasów tłuszczowych może odgrywać istotną rolę w prewencji chorób sercowo-naczyniowych. Ponadto brak białek glutenowych w nasionach chia pozwala na ich bezpieczne spożywanie przez osoby dotknięte celiakią. Osoby będące na diecie bezglutenowej powinny jednak dokładnie sprawdzać etykiety, istnieje bowiem ryzyko zanieczyszczenia nasion glutenem w zakładach, które pakują także inne wyroby. Korzystny skład aminokwasowy decyduje o tym, że nasiona chia stanowią idealny produkt dla wegetarian. Nasiona szałwi hiszpańskiej polecane są również cukrzykom, gdyż opóźniają przemiany cukrów złożonych do prostych. Zalecana dawka nasion chia to 3 łyżeczki dziennie (około 15 g).

Z racji łagodnego smaku nasion i prostoty przygotowania z nich potraw są coraz częściej wykorzystywane w codziennej diecie. Stanowią dodatek do sałatek, kasz czy ziemniaków. Znany jest również olej z nasion szałwii, który należy spożywać na zimno, aby nie zostały utracone jego wartości odżywcze. Zmielone nasiona coraz chętniej wykorzystywane są w przemyśle piekarskim. Doskonale sprawdzają się także jako zagęstnik zup czy sosów. Nasiona chia świetnie komponują się z jogurtem, puddingiem czy owsianką. Idealnym pomysłem na wykorzystanie szałwi meksykańskiej latem jest przygotowanie delikatnej i orzeźwiającej lemoniady zwanej chía fresca (połączenie wody lub soku owocowego z nasionami chia). Ciekawą propozycją dla osób cierpliwych jest namoczenie nasion i rozłożenie na podłożu zapewniającym ich wzrost (gaza, lignina), a po kilku dniach zebranie kiełek. Zagraniczny rynek zapewnia ogromny wybór figurek dekoracyjnych przeznaczonych do hodowli kiełek (podobizny Shreka, Scooby-Doo czy Zombie).

Kuchnia XXI wieku zachęca do improwizacji i wdrażania nowych pomysłów. Korzystajmy więc z dobroczynnych nasion chia w każdej postaci w swojej codziennej diecie!

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia