I tak wszystko zmierza ku samotności – dwie twarze Victora Frankensteina

O tym, jak wymyśliła Frankensteina, Mary Shelley napisała przy okazji trzeciego wydania słynnej powieści. W serialu Dom grozy (2014–2016) młody Victor Frankenstein, grany przez Harry’ego Treadawaya, pojawia się jako asystent w kostnicy, gdzie dokonuje sekcji zwłok. Wciąż jest młody, zafascynowany życiem i śmiercią, mimo że swoje dzieło wzbudził z martwych już dawno. Kim jest serialowy Frankenstein? Jaki wpływ wywarło na nim jego własne odkrycie? Czy podąża tymi samymi ścieżkami, co blady student ze snu Mary Shelley?

Bałagan, wady i potencjał, czyli Shadowhunters

Porozmawiamy dzisiaj o amerykańskim serialu, który ogólnie rzecz ujmując serialem dobrym nie jest, lecz ma też dobre elementy. Ponieważ ostatnie cztery dni spędziłam na nieustannym jego oglądaniu, mam głęboką potrzebę wypowiedzenia się na jego temat. Wszyscy fani Cassandry Clare, usiądźcie wygodnie i postarajcie się na mnie nie gniewać.

Wszystkie deszcze Baby’ego

Everybody wants happiness, no one wants pain but there can’t be a rainbow without a little rain. No właśnie. Można poniekąd powiedzieć, że nowy film Edgara Wrighta upływa pod tym stwierdzeniem, wyciągniętym z piosenki Dolly Parton. Bohater, którego przedstawiają nam twórcy, nie mówi wiele, twarz zakrywa ciemnymi okularami, a od świata dźwięków dzielą go starannie ułożone playlisty na kilku odtwarzaczach, które chowa we wszystkich kieszeniach. Oprócz tego jest świetnym kierowcą, co prawda na usługach mafii, ale każdy ma jakieś wady. Jego pseudonim to Baby, a film o którym mowa to nic innego jak Baby Driver.

Diabeł jest Brytyjczykiem

A więc wydało się: diabeł jest Brytyjczykiem i nie ma ku temu żadnych wątpliwości. Co prawda ja podejrzewałam to od dawna, jednak gdybym wypowiedziała te słowa na głos, nie każdy by mi uwierzył. Śmiem twierdzić, że duża część krzyknęłaby radośnie, że w piekle na pewno mówią po niemiecku. Otóż nie. W piekle, proszę państwa, mówią głębokim akcentem prosto z walijskiego Cardiff.

Herkules Poirot się boi

Nie da się uniknąć dyskusji o Poirocie. Nie po tworzonym przez dwadzieścia cztery lata serialu z Davidem Suchetem w roli głównej, którego kreacja stała się właściwie kultowa. Na tyle kultowa, że wszystkie inne (Albert Finney, Peter Ustinov, Ian Holm) schowały się w jej cieniu i nigdy z niego nie wyszły. Tworzenie nowego Poirota jest współcześnie nie lada wyzwaniem. Wyzwaniem, na które może sobie pozwolić Kenneth Branagh, jako jeden z czołowych twórców kina brytyjskiego. Bo nawet jeśli to autor niedoskonały, mający liczną rzeszę zarówno wyznawców (to ja), jak i przeciwników (to nie ja), to jemu wolno. Po prostu. Nie można jednak ukrywać, że nadchodząca premiera Morderstwa w Orient Expressie budziła niemałe kontrowersje. Najsłynniejszy bodaj kryminał Agathy Christie był wielokrotnie adaptowany, co niektórym krytykom kazało zadać pytanie: czy w temacie Poirota można coś jeszcze dodać? Coś zmienić, namieszać, stworzyć na nowo bez powielania schematów? I co najważniejsze: czy można być Poirotem, nie będąc Suchetem?

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia