Wielki finał Endgame

Endgame nieubłaganie zbliża się ku końcowi… Uczestników ubywa, a rozgrywka z dnia na dzień staje się coraz bardziej zacięta. Każdy z Graczy wiele przeszedł i jeszcze więcej musiał poświęcić, dlatego za wszelką cenę pragnie zakończyć tę morderczą grę. Dodatkowej adrenaliny dodaje fakt, że zaangażowane zostają osoby wcześniej niewtajemniczone w rozgrywkę, a samo Endgame zyskuje wymiar globalny. Co więcej, niektórzy gracze zaczynają poddawać w wątpliwość sens i celowość całego przedsięwzięcia; zastanawiają się, o co tak naprawdę walczą i kto za tym wszystkim stoi…
 
Tytuł: Reguły gry
Seria: Endgame (tom 3.)
Autor: James Frey, Nils Johnson-Shelton
Wydawnictwo: Sine Qua Non
 
Kiedy dwa lata temu przeczytałem pierwszy tom Endgame, nie byłem przekonany, czy kontynuować tę serię. Choć przyjemnie spędzałem czas, czytając Wezwanie, to sama książka nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia. Mimo to zdecydowałem się sięgnąć po kolejny tom, i jak się później przekonałem, podjąłem dobrą decyzję, bo Klucz niebios w pełni wynagrodził mi braki i niedociągnięcia pierwszej części. Ciągle była to literatura typowo rozrywkowa, jednak w najlepszym tego słowa znaczeniu. Kiedy więc rozpoczynałem lekturę ostatniego tomu, liczyłem na podobne wrażenia, jak w przypadku poprzednich części. Czy jednak Reguły gry sprostały moim oczekiwaniom?
 
Reguły gry są bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z drugiej części. Książka zaczyna się właściwie w tym samym momencie, w którym skończyła się jej poprzedniczka, dzięki czemu ciągłość akcji jest jak najbardziej zachowana. Właśnie przez tę linearność i szczegółową chronologiczność zdarzeń cała powieść przypomina w swojej budowie serial. Wielu pierwszoplanowych bohaterów, kilka miejsc akcji i równoległe rozgrywające się wydarzenia – to wszystko sprawia, że w głowie automatycznie tworzymy obrazy i wyobrażamy sobie poszczególne sceny. Seria Endgame stanowi wprost idealny scenariusz na dobry serial akcji.
 
Tym, co nigdy nie zawodzi jeśli chodzi o tę serię, jest umiejętne trzymanie w napięciu. Szybkie tempo i odpowiednio dawkowane zwroty akcji powodują, że książkę czyta się właściwie jednym tchem. Mimowolnie chcemy wiedzieć, co wydarzy się dalej i jak potoczą się losy bohaterów. Autorzy umiejętnie rozpisali poszczególne wydarzenia i zaplanowali całą serię, dzięki czemu nieustannie przyciągają uwagę czytelnika. Nawet jeśli pod koniec trzeciego tomu ta zwarta budowa zostaje widocznie zaburzona, a sama akcja traci na wyrazistości, to całej książce nie można odmówić trzymania w napięciu. Nawet jeśli jest ono wywołane głównie przez ciekawość, jak się to wszystko zakończy…
 
Ostatni tom różni się od poprzednich przede wszystkim tym, że widać tu braki w ciągłości, logice i zbieżności fabuły. Reguły gry są zdecydowanie najmniej przemyślaną ze wszystkich części, widoczny jest tu brak pomysłu na to, jak poprowadzić akcję. Wszystkie elementy się niekontrolowanie rozmywają, a cała książka widocznie traci spójność. Cierpi na tym również sama dramaturgia, która z czasem zwyczajnie zanika; zamiast emocjonować się wydarzeniami i martwić o los bohaterów, próbujemy się zorientować, gdzie to tak właściwie zmierza i jaki jest tego cel. Zawiódł zarówno pomysł, jak i realizacja.
 
Reguły gry, mimo że wciągają i angażują czytelnika, to przede wszystkim jednak rozczarowują. Brak tu pomysłu na fabułę, odpowiedniego napięcia i logiki w postępowaniu bohaterów. Trylogia duetu Frey/Johnson-Shelton wyróżnia się oryginalnością i nietypowym podejściem do poprowadzenia fabuły, jednak w ostatnim tomie to wszystko gdzieś zanika. Co prawda książka dostarcza rozrywki i pozwala na chwilę odprężenia, jednak nie wywołuje u czytelnika żadnych emocji. Ostatecznie nie jest to książka zła, lecz jedynie rozczarowująca i zwyczajnie przeciętna. A szkoda, bo poprzednie części zapowiadały ciekawy i co najmniej widowiskowy finał.

Wysmakowana opowieść o ludzkich pragnieniach

Rok 1841. Brytyjski odkrywca sir John Franklin przeprowadza się z żoną, Lady Jane, do kolonii karnej – Ziemi van Diemena. Zachwyceni kilkuletnią Aborygenką postanawiają ją adoptować oraz wychować. Kilkanaście lat później sir John Franklin wyrusza z załogą na wyprawę morską, z której nikt nie wraca. W Anglii pojawiają się doniesienia o kanibalizmie, którego rzekomo mieli się dopuścić członkowie eskapady, w tym sam Franklin. Opinia publiczna jest wstrząśnięta, a Lady Jane, chcąc ocalić reputację męża, prosi o pomoc Charlesa Dickensa. Sławny pisarz tworzy sztukę zainspirowaną wyprawą, próbując podważyć stawiane zarzuty.
 
Tytuł: Pragnienie
Autor: Richard Flanagan
Wydawnictwo: Literackie
 
Z prozą Richarda Flanagana po raz pierwszy spotkałem się przy okazji lektury Księgi ryb Williama Goulda. Powieść zrobiła na mnie spore wrażenie oraz urzekła swoją osobliwością, delikatnością oraz ilością nawiązań i metafor. Kiedy pojawiła się okazja, by sięgnąć po Pragnienie, nie zastanawiałem się długo. Mimo że Ścieżki północy, najbardziej znaną powieść Flanagana, mam jeszcze przed sobą, nie mogłem sobie odmówić lektury tej książki. Teraz mogę powiedzieć, że nie tylko dostarczyła mi ona nowych literackich doznań, ale utwierdziła w przekonaniu, że warto poznawać twórczość tego autora.
 
Dziewiętnastowieczna Anglia, zatłoczone ulice Londynu i brudne dzielnice przemysłowe. Z drugiej strony natomiast nieodkryta Ziemia van Diemena, dzika natura i nieznający cywilizacji Aborygeni. Dwa zupełnie odmienne światy, które nijak do siebie nie przystają, a które Richard Flanagan połączył na kartach swojej powieści. Australijski pisarz umiejętnie wykorzystał te dwie scenerie, tworząc wielobarwny i multikulturowy obraz ówczesnego świata. Obraz, który jednocześnie zachwyca swoją różnorodnością i pięknem oraz przeraża okrucieństwem i niesprawiedliwością.
 
Fundamentem i najważniejszą częścią Pragnienia są emocje. Te najgłębiej skrywane, najmocniejsze i najbardziej osobiste. Pierwotne pragnienia, odruchy i zachowania, które motywują większość naszych decyzji i działań. Flanagan zastanawia się, czy mamy na nie jakikolwiek wpływ, czy jesteśmy w stanie nad nimi zapanować. W jakim stopniu sami decydujemy o własnych uczuciach, a na ile są one uwarunkowane przez nasze sumienie i podświadome zachowania. Autor zadaje sporo niełatwych pytań i zmusza nas do refleksji, jednocześnie nie sugerując żadnej odpowiedzi. Do końca mamy swobodę w osądzie oraz możliwość wyrobienia własnej opinii.
 
Pomimo sporego ładunku emocjonalnego oraz wagi poruszanych tematów, powieść czyta się niezwykle przyjemnie i stosunkowo łatwo. Nie wiem jednak do końca, na ile jest to zasługa autora, a na ile kwestia tego, że ta historia zwyczajnie mną nie wstrząsnęła. Owszem, książka zmusza do refleksji oraz wywołuje liczne emocje, jednak na stosunkowo małą skalę. Sprawia to, że kilka dni po zakończeniu lektury nie czujemy się z nią w żaden sposób związani. Jest to oczywiście moje subiektywne odczucie, jednak mam wrażenie, że można było z tej historii wydobyć jeszcze więcej. Flanagan stworzył niezwykłą, pełną uczuć opowieść, jednak niestety nie wykorzystał w pełni jej potencjału.
 
Pragnienie Richarda Flanagana to poruszająca powieść o najgłębiej skrywanych przez nas pragnieniach oraz pożądaniach. Opowieść o poszukiwaniu swojej prawdziwej natury oraz próbie zdefiniowania własnego sumienia. Pisarz zadaje sporo trudnych i nieoczywistych pytań, tym samym zmuszając nas do refleksji oraz przyjrzenia się sobie. Z niezwykłym wyczuciem i smakiem połączył przejmującą historię z wartkim tempem oraz przyjemnym stylem, sprawiając, że powieść czyta się jednym tchem. Nawet jeśli nie jest to aż tak wstrząsająca książka, jaka mogłaby być, to nie można odmówić jej emocjonalności oraz szczerości. Doskonała do rozpoczęcia przygody z twórczością Flanagana!

T-Mobile Nowe Horyzonty 2016 | Filmy warte uwagi

W dniach od 26 do 29 lipca 2016 roku uczestniczyłem w 16. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym T-Mobile Nowe Horyzonty we Wrocławiu. O moich wrażeniach po festiwalu pisałem jakiś czas temu, a dzisiaj skupię się wyłącznie na filmach, które obejrzałem. Co konkretnie widziałem? Co mi się najbardziej podobało? Na co warto czekać?
 
W ciągu czterech dni udało mi się obejrzeć jedenaście filmów. Wynik może niepowalający, ale dla mnie w pełni satysfakcjonujący. Jestem tym bardziej zadowolony, że znaczna większość produkcji, które widziałem, mi się podobała (było właściwie tylko jedno rozczarowanie…). Wiadomo, niektóre mniej, inne bardziej, jednak w ogólnym rozrachunku wyszło na plus. Postanowiłem wybrać kilka filmów, o których pokrótce wam teraz opowiem. Zapraszam!
 
 
noce4
Wszystkie nieprzespane noce
reż. Michał Marczak
 
 
Pierwszy od lat, optymistyczny polski film. Ukazujący radość oraz beztroskę życia, hipnotyzujący obraz nocnego życia towarzyskiego Warszawy. Dzięki płynnym ruchom kamery, licznym cięciom oraz dynamicznemu  montażowi, reżyserowi udało się odwzorować chaotyczny rytm miasta oraz jego unikalny, magiczny klimat. Wykorzystujący elementy dokumentu, w dużej części oparty o improwizację film, w połączeniu z genialną ścieżką dźwiękową, tworzy autentyczny i napawający optymizmem portret młodego pokolenia. Wyśmienite kino!
 
 
kni
Knives Out
reż. Przemysław Wojcieszek
  
Bardzo odważny i śmiały, odnoszący się do obecnej sytuacji politycznej Polski, film. Powstały tuż po zeszłorocznych wyborach prezydenckich, w odpowiedzi na „dobrą zmianę”. Ta całkowicie niezależna produkcja pełna jest krytyki i niepochlebnych komentarzy na temat obecnej władzy w Polsce. Niezwykle autentyczny i nieprzybierający w słowach, nie stroni od licznych wulgaryzmów i obraźliwych tekstów. Miejscami przerysowany, gdzieniegdzie zbyt naiwny, jednak niezwykle szczery. Nie jest to film wybitny, ani pozbawiony błędów, ale to film ważny i potrzebny.
 
 
jul3
Julieta
reż. Pedro Almodóvar
  
Najnowsze dzieło hiszpańskiego mistrza, Pedro Almodóvara. Po przeczytaniu opisu, mogło by się wydawać, że to gotowy scenariusz na ckliwy melodramat. Jednak dzięki niezwykłej wrażliwości i wyczuciu reżysera, powstał niezwykle wiarygodny film o wielkim bagażu emocjonalnym. Julieta mówi o poczuciu winy, rozpaczy po utracie bliskiej osoby, próbie pogodzenia się ze swoim losem. I mówi to w sposób niezwykle prawdziwy. Reżyser dotyka trudnych tematów i doskonale sobie z nimi radzi. „To jeden z niewielu twórców, który z konwencji bliskiej telenoweli potrafi wykrzesać prawdziwe emocje” (źródło).
 
 
psy2
Psychonauci, zapomniane dzieci
reż. Alberto Vázquez, Pedro Rivero
 
 
Psychonauci… to niezwykle ponura i psychodeliczna baśń o niezwykłym klimacie. Skąpana w odcieniach czerni i szarości animacja to piękna opowieść o próbie ucieczki z otaczającej nas rzeczywistości, walce z własnymi demonami oraz sile miłości. „Minimalistyczna estetyka i antropomorficzne postacie kontrastują z surowym i bezwzględnym światem oraz gorzką historią, w której myszki zabijają się w desperackiej walce o resztki pożywienia, świnki handlują substancjami odurzającymi, a ptaszki swój pierwszy lot kończą w piachu z kulą w sercu” (źródło). Film jedyny w swoim rodzaju.
 
 
neon3
Neon Demon
reż. Nicolas Winding Refn
 
 
Hipnotyzujący, szokujący, przerażający. Najnowszy film Refna to pulsujący jaskrawymi światłami, geometrycznymi wzorami oraz elektroniczną muzyką thriller o obsesji cielesnego piękna. Swoją konwencją oraz wykonaniem przywodzi na myśl bardziej teledysk niż pełnometrażowy film. Z jednej strony to piękny od strony wizualnej, mistrzowsko nakręcony i zmontowany, film z hipnotyzującym klimatem. Jednak z drugiej wyziera z niego ogromna pustka, a aktorzy częściej tu wyglądają niż grają. Przerysowany do granic możliwości, oparty o banalną fabułę, film niekiedy nawet bardziej śmieszy niż szokuje. Jest jak wydmuszka – piękny z zewnątrz, ale pusty w środku. Neon Demon to ostatecznie film, który można jednocześnie zmieszać z błotem i się nim zachwycać.
 
 
zjed3
Zjednoczone stany miłości
reż. Tomasz Wasilewski
 
Najnowszy film Tomasza Wasilewskiego, twórcy genialnych Płynących wieżowców, to rozpisana na trzy akty historia czterech kobiet oraz ich codziennych dramatów i problemów. Niezwykle pesymistyczne, jednak prawdziwe kino, z wyśmienitymi kreacjami Cieleckiej, Kolak, Nieradkiewicz i Kijowskiej. To film trudny, mocno oddziałujący na widza, w którym brak niepotrzebnych ozdobników i zabiegów stylistycznych. Można narzekać, że to kolejny smutny polski film o ludzkich dramatach, w którym brak jakiegokolwiek pozytywnego wydźwięku, a bohaterowie żyją w ciągłej rozpaczy, jednak nie można zabronić mu realizmu, bardzo dobrze wykreowanego tła społeczno-obyczajowego, świetnego scenariusza oraz genialnych ról aktorskich.
 

T-Mobile Nowe Horyzonty 2016 | Moje wrażenia

W dniach od 21 do 31 lipca odbywał się we Wrocławiu Międzynarodowy Festiwal Filmowy T-Mobile Nowe Horyzonty. Była to już szesnasta edycja, z czego po raz jedenasty miała miejsce w stolicy Dolnego Śląska. Nowe Horyzonty to jeden z największych i najbardziej prestiżowych festiwali filmowych zarówno w Polsce, jak i Europie. „Jego głównym założeniem jest prezentacja kina artystycznego, niekonwencjonalnego i bezkompromisowego. Program układany jest z myślą o publiczności wymagającej i szukającej w sztuce nowych doświadczeń i przeżyć, oczekującej od twórców własnego, oryginalnego języka” – głosi opis umieszczony na stronie internetowej organizatorów.
 
Tak się składa, że zeszłoroczny festiwal był moim pierwszym. Od dawna się nim interesowałem, jednak dopiero wtedy zdecydowałem się pojechać. Co prawda nie byłem na na całym festiwalu (tj. dziesięć dni), ale wydaje mi się, że uczestniczyłem w nim na tyle, by móc wyrobić sobie o nim jakieś zdanie. Mam kilka przemyśleń i spostrzeżeń, którymi chciałbym się z wami teraz podzielić.
 
 
Repertuar / Filmy
 
Nowe Horyzonty to festiwal „offowy”. Oznacza to, że nie zobaczymy tu blockbusterów ani hollywoodzkich superprodukcji. Króluje tu kino artystyczne, czyli wszelkiego rodzaju filmy niezależne, eksperymentalne, niekonwencjonalne. Oczywiście część z nich dociera później do multipleksów, jednak zdecydowana większość nie. Nie ma co ukrywać – jest to kino ambitne i wymagające, które nie spełnia oczekiwań masowego odbiorcy. To specyficzny rodzaj treści i nie do każdego on przemawia. Takie kino po prostu trzeba lubić.
 
Tym, co mnie pozytywnie zaskoczyło, jeśli chodzi o repertuar, była różnorodność gatunkowa. Wśród filmów, które pokazywano na festiwalu, znalazło się miejsce na dosłownie każdy gatunek. Od dramatu i komedii, przez thriller i dokument, aż po horror i sensację (a nawet musical!). Nie mówiąc już o filmach, które były tak dziwne, osobliwe lub po prostu „inne”, że nie dało ich się zakwalifikować do żadnej kategorii. Co więcej, taki festiwal jest świetną okazją, by nadrobić klasykę kina, gdyż w ramach pokazów specjalnych takie właśnie filmy (jak na przykład Blue Velvet Davida Lyncha) można było obejrzeć.
 
 
Organizacja
 
http://www.nowehoryzonty.pl/

http://www.nowehoryzonty.pl/


Byłem świadomy tego, że Nowe Horyzonty to ogromna impreza, jednak tego, co zastałem, nigdy bym się nie spodziewał. Tysiące ludzi, mnóstwo mediów, setki filmów, masa wydarzeń towarzyszących. Podczas całego festiwalu odbyło się blisko pół tysiąca seansów. Pokazane zostały 393 filmy z ponad 50 państw. Robi wrażenie, prawda? Dlatego z pełnym uznaniem muszę przyznać – organizatorzy dali radę. Wszystko było idealnie przemyślane oraz zaplanowane, a każdy najdrobniejszy szczegół dopracowany. Nie było żadnych opóźnień, niedociągnięć, niespodzianek. Obsługa, strefa gastronomiczna, sklepy, punkty informacyjne – wszystko funkcjonowało tak jak należy. Pełen profesjonalizm.
 
 
Wydarzenia towarzyszące
 
Jednak Nowe Horyzonty to nie tylko filmy. To także masa wydarzeń towarzyszących. Opera, koncerty, wystawy, spotkania z twórcami, wykłady, gry miejskie, warsztaty. Jest w czym wybierać. Wszystkie te wydarzenia urozmaicają festiwal oraz czynią go jeszcze bardziej interesującym. Myślę, że to świetna inicjatywa, ponieważ każda z tych atrakcji stanowi idealny sposób na spędzenie czasu pomiędzy i po seansach, a dzięki różnorodności, każdy znajdzie coś dla siebie.
 
Dodatkowym atutem takiego festiwalu jest bliski kontakt z twórcami. Po dużej części projekcji odbywają się spotkania z obsadą oraz „autorami” filmu, na których zawiązują się ciekawe dyskusje z udziałem publiczności. Natomiast pomiędzy seansami, w kuluarach kina, można swobodnie porozmawiać z aktorami i reżyserami. Świetna sprawa.
 
 
Co nie do końca mi się podobało?
 
Jest właściwie tylko jedna rzecz, do której mogę się przyczepić – ceny biletów. Niby 22 zł za seans to nie tak dużo, jednak gdy planuje się obejrzeć sporo filmów, robi się z tego wydatek rzędu kilkuset złotych. A to już nie tak mało. Alternatywą jest zakup karnetu (co w przeliczeniu na jeden seans daje koszt 16-17 zł), jednak tu pojawia się pewien problem. Możliwość kupienia karnetu wygasa ponad miesiąc przed rozpoczęciem festiwalu (o czym ja na przykład nie wiedziałem). Wydaje mi się, że przy takiej liczbie seansów oraz ogromnej liczbie ludzi obniżenie ceny biletów nie stanowiłoby problemu. Niemniej jednak cennika zmienić nie mogę, dlatego pozostaje mi go jedynie zaakceptować, a w tym roku odpowiednio wcześniej pomyśleć o zakupie karnetu.
 
 
A co obejrzałem?
 
http://www.nowehoryzonty.pl/

http://www.nowehoryzonty.pl/

O tym, co konkretnie obejrzałem i co mi się najbardziej podobało, planuję napisać osobny post, dlatego tu nie będę się rozpisywać. Mogę tylko zdradzić, że udało mi się zobaczyć kilka prawdziwych perełek… O tym, jakie filmy zrobiły na mnie największe wrażenie i na co warto czekać, opowiem już niebawem.
 
 
Ogólne wrażenia
 
Ogólnie festiwal oceniam bardzo dobrze. Z pewnością jest to świetna sprawa dla każdego miłośnika kina. Kilka dni spędzonych wyłącznie na oglądaniu genialnych filmów, z genialnymi ludźmi, w genialnej atmosferze… Żyć, nie umierać. To także świetna okazja, by poznać nowych twórców, nowe gatunki, zainspirować się. Organizacyjnie wszystko stoi na najwyższym poziomie, dzięki czemu mamy pełen komfort i możemy całkowicie skupić się na filmach. Warto jednak poświęcić trochę czasu, by prześledzić bogaty repertuar i wybrać te produkcje, które najbardziej nas interesują. Dzięki temu będzie dużo mniejsze prawdopodobieństwo, że się rozczarujemy. Festiwal wspominam bardzo dobrze i już się nie mogę doczekać tegorocznego wyjazdu!

Jamajka, jakiej nie znamy

Jamajka, lata 70. XX wieku. Władzę nad Kingston sprawują bossowie najbardziej liczących się gangów. Wszechobecny staje się przemyt, łapówkarstwo, prostytucja, a nawet prześladowania, gwałty czy tortury. Na ulicach miasta co chwilę wybuchają zamieszki, a wyjście z domu po zmroku jest śmiertelnie niebezpieczne. W tym czasie do stolicy Jamajki przyjeżdża sławny na całym świecie Muzyk. Ma on wystąpić podczas koncertu dla pokoju, który według planów powinien ostudzić napiętą sytuację w kraju. Sprawa jednak poważnie się komplikuje, gdy na kilka dni przed występem artysta zostaje postrzelony…
 
Tytuł: Krótka historia siedmiu zabójstw
Autor: Marlon James
Wydawnictwo: Literackie
 
Literatura Ameryki Środkowej jest dla nas wciąż czymś nieodgadnionym i niepoznanym. Niezwykle rzadko mamy okazję sięgać po książki autorów z tego rejonu świata. Jednakże jakiś czas temu na światowy rynek szturmem wdarła się Krótka historia siedmiu zabójstw – powieść prosto ze stolicy Jamajki. Wprawiając w zachwyt krytyków oraz zgarniając najważniejsze literackie nagrody, odbiła się szerokim echem wśród miłośników literatury z całego globu. Pod koniec zeszłego roku również polscy czytelnicy, w tym ja, mieli okazję poznać laureata Nagrody Bookera z 2015 roku. Jakie zrobił na mnie wrażenie?
 
Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte XX wieku to dla Jamajki niezwykle burzliwy i gorący okres. Czas dominacji gangów, powszechnego bezprawia oraz agresji i wzmożonych walk między kartelami. Zarówno na ulicach, jak i u ludzi można było zauważyć niepokój, agresję oraz strach. Doskonale to widać także w Krótkiej historii siedmiu zabójstw. Marlon James idealnie oddał ducha tamtych czasów, emocje ludzi oraz ogólną atmosferę tego okresu. Przeniósł na karty swojej książki ciężki klimat, brud oraz ówczesne realia, tworząc dzieło do bólu prawdziwe. Pokazał Jamajkę taką, jaka wtedy była. Bez koloryzowania, pomijania czy stawiania w lepszym świetle.
 
Specyfika Jamajki oraz jej mieszkańców widoczna jest również w warstwie językowej. Fabułę książki śledzimy z perspektywy kilku, zupełnie od siebie różnych, bohaterów: dzieci slumsów, baronów narkotykowych, dziennikarzy, prostytutek, gangsterów, a nawet agentów CIA. Dzięki temu mamy możliwość zaobserwowania wszystkich warstw społecznych zamieszkujących ówczesne Kingston. Możemy przyjrzeć się im od wewnątrz, zwrócić uwagę na poziom wykształcenia, warunki życia czy wzajemne relacje. Zaobserwowane cechy są doskonale widoczne w sposobie prowadzenia narracji przez każdą z osób. Marlon James, w zależności od narratora, posługuje się całkowicie innym stylem, używając przy tym m.in. gangsterskiego slangu i mowy ulicznej. Robi wrażenie.
 
Fabuła Krótkiej historii siedmiu zabójstw jest niezwykle obszerna i wielowątkowa. Mimo że oscylująca wokół jednego tematu, porusza wiele wątków oraz opowiada równorzędnie kilkanaście historii. Marlon James nie ogranicza się i rozwija dosłownie każdy przewijający się w tej historii motyw. Stworzył tym samym wielowymiarowe dzieło, które budzi podziw i uznanie, ale w którym zdecydowanie łatwo się też pogubić. Jego lektura wymaga ciągłego skupienia oraz przysparza wielu trudności. Dopiero po zakończeniu przekonujemy się, że mieliśmy do czynienia z czymś wielkim i wyjątkowym. Z czymś, co zdarza się niezwykle rzadko.
 
Największy problem z  tą powieścią jest taki, że im dłużej ją czytamy, tym coraz bardziej nas ona przytłacza. Jej lektura nie sprawia już tak dużej przyjemności, a niejednokrotnie skłania wręcz do jej odłożenia. Rozumiem zamysł autora, który pragnął jak najlepiej i najbardziej obrazowo pokazać Jamajkę, jednak wydaje mi się, że w pewnym momencie przesadził. Ubierając niemalże całą historię w myśli mieszkańców slumsów oraz ich specyficzny, trudny do zrozumienia sposób wypowiadania się, pisarz stawia czytelnika pod ścianą. W pewnym momencie ten ciężki język zaczyna po prostu przytłaczać. Przez to, że wszystko staje się zbyt dosłowne, natarczywe oraz miejscami wręcz niesmaczne, cały zabieg znacząco traci na wartości.
 
Krótka historia siedmiu zabójstw Marlona Jamesa to ciężka, robiąca wrażenie swym ogromem książka. Niezwykle klimatyczna i przebogata opowieść o Jamajce, jej mieszkańcach, kulturze i obyczajach. Marlon James pokazał swój kraj w najszczerszy możliwy sposób, wyciągając na wierzch największe brudy i nie ukrywając przed czytelnikiem nawet tych najmniej pochlebnych cech. To pozycja dla wytrawnych czytelników, którzy nie boją się specyficznej, trudnej do odbioru treści. Przygotujcie się na dużą dawkę brutalności, wulgaryzmów, brudu, ale przede wszystkim – bolesnej prawdy.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia