rzodkiewka

Królowa wiosny

Nowalijki! Kto z nas ich nie lubi. Smaczne warzywa, które można wyhodować/kupić tuż po mroźnej zimie. Są one pożądane w diecie człowieka ze względu na zawartość soli mineralnych i witamin. Królową nowalijek mianowałam rzodkiewkę!

Rzodkiewka uprawna pochodzi od rzodkwi zwyczajnej występującej w Azji. Już starożytni egipscy rolnicy zajmowali się jej uprawą. W XIII wieku zauważono, że występuje jej wiele odmian. Za najlepsze uważane są: szkarłatna z białym końcem, sopel lodu, różowa biała, ognista kula czy saxa. Stanowi dobre źródło witaminy C, a także witamin z grupy B (B1, B2, B3). Ze związków mineralnych występujących w rzodkiewce wyróżnić można: żelazo, wapń, siarka, magnez, miedź, mangan. Ze względu na zawartość żelaza, miedzi i manganu, spożywanie rzodkiewki polecane jest osobom chorującym na niedokrwistość. Dla obawiających się przypływu kilogramów, mam dobrą wiadomość – rzodkiewka posiada niską wartość kaloryczną, a więc można ją chrupać i chrupać…

Uprawa rzodkiewki przyniesie efekty na każdej żyznej glebie i nasłonecznionym miejscu. Nie trzeba jej nawozić, a odpowiednia ilość wody (brak wahań) sprawi, że część jadalna nie będzie pękać, a warzywo pozostanie delikatne. Wysiew można prowadzić od wczesnej wiosny do jesieni. Wybierając różne formy uprawy można spodziewać się różnego wzrostu. W tunelu foliowym roślina szybciej i obficiej przynosi plony. Wczesne odmiany charakteryzują się łagodnym smakiem, a późniejsze są bardziej wyraziste i ostre.

Najlepiej spożywać świeżo zerwane, bowiem przechowywanie powoduje, że roślina więdnie i staje się nieco gąbczasta. Oprócz wykorzystania do przyrządzenia surówki czy kanapek, idealnie nadaje się do zapieczenia, duszenia i sosów. Młode liście można również dodać do sałatki.

Kiełki roślin to bogate źródło składników pokarmowych. Wyhodowanie kiełek jest proste i szybkie, a efekty bardzo zadowalające. Kiełki rzodkiewki posiadają znacznie więcej witaminy C niż jej korzeń (ponad 2,5 razy). Korzystnie wpływają na stan włosów, skóry i paznokci. Działają też moczopędnie i przeciwzapalnie. Kiełki idealnie nadają się do sałatek, twarogu czy jaj. Do hodowli kiełek wystarczy zaopatrzyć się w nasiona i gazę. Nasiona wstępnie namacza się w letniej wodzie (4h) i tak przygotowane wykłada się na gazę wyłożoną na talerzu. Aby nasiona wypuściły pierwsze pędy na 2 doby przykrywamy całość drugim talerzem. Dbamy też o odpowiednie nawodnienie.

Taka domowa hodowla kiełek to również świetna zabawa, nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych! Jeśli jesteście szczęśliwymi posiadaczami przydomowego ogródka warto zostać małym ogrodnikiem i poczuć tę radość zbioru – nie tylko rzodkiewki.

lajk-5319

Detoksykacja idealna

Czy Wy też często zastanawiacie się, jak to jest żyć bez Facebooka, całej tej technologii i tego wszystkiego, co w dzisiejszych czasach jest rzekomo niezbędne do „przetrwania”? 

Ja też nie… 

Moja miłość – Michał Bajor

Michał Bajor – urodzony 13 czerwca 1957 roku, wybitny polski aktor i piosenkarz. Syn aktora-lalkarza, Ryszarda Bajora, i brat aktora Piotra. Jako uczeń występował w roli piosenkarza m.in. na festiwalach w Zielonej Górze, Opolu, Sopocie i Kołobrzegu. W 1979 roku zadebiutował na scenie Teatru Ateneum w sztuce Equus P. Shaffera. Rok później ukończył PWST w Warszawie. W latach 1980-1994 aktor Teatru Ateneum w Warszawie. Od drugiej połowy lat 80. występuje przede wszystkim z własnymi recitalami, często wzorowanymi na stylu i repertuarze piosenkarzy francuskich. Nagrał kilka płyt, występował w filmach, śpiewał w musicalach. Za wszechstronne osiągnięcia w teatrze, filmie i na estradzie otrzymał nagrodę im. S. Wyspiańskiego (1985). Quo vadis jest powrotem artysty na plan filmowy. Ostatnie filmy, w których wystąpił, powstały przed dziesięciu laty (Niemoralna historia B. Sass, Ucieczka z kina Wolność W. Marczewskiego).
 
Moja miłość do Michała Bajora rozkwitła w drugiej klasie gimnazjum. I to za sprawą nauczycielki od polskiego, a dokładniej dzięki Quo vadis. Mam na myśli oczywiście film. Książka mi się spodobała, jednak nie zdołałam jej skończyć, a ekranizację oglądałam z zapartym tchem, czekając na moment, gdy Neron znów pojawi się na wielkim ekranie.
 
Nastała ta chwila. Rudowłosy Neron gra na lutni. I śpiewa. Gdy wszyscy inni w klasie rozmawiali, słuchali tylko jednym uchem, nawet nie patrząc, ja siedziałam jak zamurowana i… pochłaniałam każdą nutę, jaka wydostała się z ust aktora. Jego głos był tak niesamowicie piękny, że moja dusza zakochała się w nim, stał się jej melodią. To on obnażył we mnie niezwykłą wrażliwość i wzbudził miłość do muzyki innej niż znany mi dotychczas pop. Wpatrywałam się w oblicze nieznanego mi wówczas Michała Bajora, wsłuchiwałam się w niespotykany ton i barwę głosu. Bardzo męskiego, a jednocześnie nieziemsko delikatnego i pięknego.
 
Wzbudził we mnie ogromną moc uczuć i łzy w oczach, które starałam się ukryć przed resztą klasy, gdy słuchałam tej iście boskiej muzyki. Moja dusza śpiewała razem z nim, choć gubiła się w tekście. I nagle koniec.
 
Ogarnął mnie niedosyt, nagle zaczęło mi czegoś tak straszliwie brakować. Ale jak to już koniec? Nie! Nie… Od razu po lekcji podeszłam do pani. Spytałam, kim jest ten aktor i czy to naprawdę jego głos. Usłyszałam z ust nauczycielki dwa słowa. Dwa słowa, które na zawsze zmieniły moje życie.
Michał Bajor. 
 
Michał.
 
Bajor.
 
Czyż nie brzmi to jak poezja? Czyż nie brzmi to jak droga dla zbłąkanej, okrytej ciemnością duszy? Czyż nie są to dwa słowa, które napawają nadzieją i miłością?
 
I tak zaczęła się moja przygoda z tym cudownym artystą. Nim się obejrzałam, śpiewałam razem z nim przepiękne ballady, nie zważając nawet na to, że brzmię, jakby mi ktoś gardło podrzynał albo jakby mi słoń nadepnął na ucho. Śpiewałam Moją miłość największą, Moją drogę, Samotnie, Balladę o brzasku, Błędnego Rycerza, a także najukochańszą Inną bajkę, do której nawet napisałam wiersz i pokazałam pani od polskiego, tłumacząc oczywiście, co (a właściwie kto) było inspiracją. Radość na twarzy nauczycielki była tym, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że Michał Bajor to osoba, z której głosem spędzę resztę życia. Bo raczej mało prawdopodobne było to, bym mogła posłuchać go kiedykolwiek na żywo. A pragnęłam tego niesamowicie mocno. Byłam zakochana po uszy, czego wyraz dawałam na każdym kroku, maniakalnie słuchając ulubionych 18 utworów.
 
Minęły cztery lata, a moja miłość ani odrobinę nie zmalała. Co prawda nie słucham ulubionych dzieł już tak często, ale nadal wprawiają mnie w iście anielski nastrój. Przychodzimy, odchodzimy – stópkami, nóżeczkami.
 
Nadal trwam w tej miłości. I ostatnio dostałam szansę. Mówiąc „ostatnio”, mam na myśli zaledwie 48 godzin temu. Dostąpiłam zaszczytu tak ogromnego dla mojej umęczonej miłością duszy, który wcale ciężaru nie ściągnął, a jeszcze bardziej obciążył.
 
A moją szansą był koncert Bajora, który odbył się w mieście obok mojej wsi. Jak tylko się dowiedziałam, że przyjedzie do nas, prawie oszalałam ze szczęścia. Chodziłam wokół plakatu, obserwując niezwykłe oblicze ukochanego artysty, nie mogąc uwierzyć, że to naprawdę się stanie! Wiedziałam, że dostałam możliwość poznania go na żywo, posłuchania głosu, który tak mnie fascynował przez cztery lata, w sali teatralnej. Michała Bajora prawdziwego, z krwi i kości.
 
Jednak także wpadłam w przerażenie. Bilet w cenie 60 lub 70 złotych, w zależności od wybranego miejsca. Wątpiłam w to, że rodzice dadzą mi taką kwotę. Może wydawać się, że to niewiele, jednak nie dla mnie. Bałam się spytać, wiem, że są nauczeni ogromnego oszczędzania. Nasze życie kilka lat temu nie było łatwe, przez co pojawiła się w ich umysłach pewna ostrożność.
 
Jednak, pomijając mnóstwo wylanych łez, gdy serce prawie mi pękało na myśl, że mogę pominąć tak wspaniałą okazję, by poznać Michała Bajora, w końcu się udało. Zamówiłam bilet online, wydrukowałam i położyłam w bezpiecznym miejscu, na półce, by czekał na tę wiekopomną chwilę.
 
Najgorsze było czekanie.
 
I w końcu nastał ten dzień. Gdy, cała drżąc, usiadłam na balkonie w sali, wokół mnie mnóstwo ludzi, a minuty dłużyły się jak godziny.
 
I nagle zgasło światło. A zza sceny wyszedł ON. Choć wydawał się niezwykle niepozorny, wiedziałam, że tak nie jest. Serce trzepotało mi w piersi, policzki miałam mokre od łez, które starałam się ukradkiem ocierać, by sąsiedzi po obu stronach niczego nie zauważyli. Nie mogłam przestać płakać przez 10 minut, denerwowało mnie to, ale po prostu nie mogłam. Wzruszenie tak mocno przejęło mą duszę, przelewało się z prawa na lewo, ujście znajdowało właśnie przez zasłonięte okularami oczy.
 
Gdy Bajor zaczął śpiewać, potok łez tylko się wzmógł. Czułam się jak idiotka, ale emocje zawładnęły mną bez reszty. To było zbyt piękne, żeby było prawdziwe. I dotąd bym w to nie uwierzyła, gdyby nie pamięć i stojąca przede mną ramka, co prawda nie ze zdjęciem, ale czymś równie cudownym. Gdy przechyliłam głowę w lewo, on, patrząc na mnie, także przechylił. Gdy przechyliłam w prawo, stało się to samo. I tak jeszcze kilka razy. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech przepełniony szczęściem, jakiego nigdy nie czułam. Może mi się wydawało, może tak naprawdę wcale się na mnie nie patrzył i był to jedynie przypadek lub wymysł mojego umysłu. Nawet jeśli, to domniemane urojenie dało mi ogromne szczęście. Dziwne? Tak, wiem o tym.
 
Michał Bajor opowiadał anegdotki, wspaniałe historie z życia swojej przyjaciółki Alicji Majewskiej, wspominał o kompozytorach piosenek, które śpiewał. Niestety, miejsce, na którym siedziałam, nie pozwalało mi widzieć go dokładnie; gdy kupowałam bilet, został tylko balkon… Ale głos brzmiał pięknie i głośno. Niesamowicie zazdroszczę tym, którzy byli w pierwszym rzędzie. Przez cały koncert mieli jego niezwykłe oblicze zaledwie metr od siebie. A skoro jego aura docierała na o wiele oddalony balkon, to jak ogromna musiała być tak blisko niego?
 
Czas minął błyskawicznie. Nim się obejrzałam, zapaliło się światło.
 
Błagałam, by nie była to prawda. I nagle usłyszałam te słowa: Oczywiście, będzie możliwość dostania autografu, jak tylko się przebiorę, to przyjdę do was.
 
Gdy stałam w kolejce, ręce trzęsły mi się niemiłosiernie, rozglądałam się dookoła, starając uspokoić tym swoje zszargane nerwy. Byłam coraz bliżej osoby, która przez cztery lata była moją ostoją, autorytetem. Ujrzałam swoją obecną wychowawczynię i w nerwach powiedziałam z ogromnym uśmiechem „dzień dobry”, nieważne, że była już 20.30. Spłonęłam rumieńcem, zdając sobie sprawę z własnej głupoty. Boże, dziewczyno, uspokój się!
 
Oczywiście, nie zdziwiłam się, gdy mój wzrok padł na uśmiechniętą od ucha do ucha nauczycielkę z gimnazjum, dzięki której zakochałam się w Bajorze. Stałam wtedy z głupim uśmiechem na twarzy, odprowadzając ją wzrokiem. Wiedziałam, że się pojawi, nie przepuściłaby takiej okazji.
 
I nagle nastała moja kolej. Rozprostowałam bilet i powiedziałam swoje imię. Chciałam powiedzieć więcej, uśmiechnąć się, szepnąć, jak bardzo go szanuję, jak bardzo go kocham, jak wielce jest ważny w moim życiu, ale nie potrafiłam. Patrzyłam tylko bezradna, jak jego pomarszczona dłoń niezwykle pięknym pismem kreśli moje imię. Marlena…
 
Pragnęłam go przytulić, objąć i nie wypuścić z ramion już nigdy. Ale nie byłam w stanie… Strach i przerażenie do granic możliwości przejęły moją duszę. Nie wolno mi prosić o coś takiego. Może i zgodziłby się, żebym go przytuliła, ale co, jeśliby się nie zgodził? Głupie rozterki nieśmiałej dziewczyny sprawiły, że straciłam tę szansę. Gdybym tylko wzięła aparat, to miałabym z nim zdjęcie. Gdybym się odważyła, to może powiedziałabym, kim dla mnie jest i jak wiele dla mnie zrobił, nie robiąc nic.
 
Ale nie potrafiłam…
 
Podziękowałam więc z nieśmiałym uśmiechem, naprędce chowając zdobyty autograf do torebki, dbając o to, żeby się nie pogniótł. A w domu z największym pietyzmem włożyłam go do ramki, czyniąc rzecz, z której mój tata dosłownie kilka minut temu się śmiał.
 
Nikt nie zrozumie tej miłości, jeśli sam jej nie pozna. I choć dla niektórych z was to, co teraz mówię, może być dziwne, a nawet szalone, to dla mnie jest czymś całkowicie normalnym. Coś, z czym żyję każdego dnia i tylko czasami na chwilę zamykam w sobie, by nie dręczyć swojej duszy za bardzo. Ale zaraz wracam i na nowo słucham ukochanych piosenek i głosu, który ogrzewa moje serce, sprawiając, że na powrót staję się prawdziwa. Tylko wtedy mogę się uzewnętrznić, śpiewając razem z ukochanym artystą.
 
Michała Bajora kochałam, kocham i kochać będę aż po kres jego i moich dni. Bo taki głos, taki artysta jak on nie trafi się więcej. Dla mnie jest to osoba niesamowicie ważna.
 
Obiecuję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. I wtedy się odważę. Może tych wszystkich słów nie wypowiem, ale spytam o to, co tym razem mi się nie udało. Dlaczego tak bardzo mi na tym zależy?
 
Nie wiem.

Na koniec pragnę zaprosić was do mojego świata! Jeśli nie znacie jeszcze Michała Bajora, to zapraszam was na muzyczną ucztę, a dokładniej: do mojej ukochanej Innej bajki.

 

 

wielkanoc_3840x2400_014_pisanki__zajaczek__kurczaczki

Nie tylko zajączek i kurczaczek

Co roku prawie o tej samej porze są święta Wielkiejnocy. Co roku przekazują tę samą prawdę: o zmartwychwstaniu Pańskim. Co roku przypominają o tym samym: o łasce, o odnawianiu w sobie postanowienia pewnej poprawy – o poszukiwaniu siebie, o poszukiwaniu czegoś w sobie i o poszukiwaniu tego, czego nam potrzeba, co da nam szczęście, w niezwykle zabieganym świecie, w którym pęd to norma, w którym obłuda i niepewność grają pierwsze skrzypce. Zatrzymajmy się…

W więziennych murach

Więzienie w Litchfield to damski zakład karny o złagodzonym rygorze. Pewnego dnia trafia tam Piper Chapman – dobrze usytuowana mieszkanka Brooklynu, która po dziesięciu latach od popełnienia przestępstwa zostaje skazana na 15 miesięcy pozbawienia wolności. Będzie musiała szybko przyzwyczaić się do panujących w więzieniu warunków oraz pozostałych osadzonych. Zamiana wygodnego życia w Nowym Jorku u boku narzeczonego na więzienny kombinezon nie będzie wcale takie łatwe…
 
Tytuł: Orange Is the New Black
Twórca: Jenji Kohan
Lata: od 2013 r.
 
Podstawą tego serialu są genialnie wykreowane postacie. Każda z więźniarek to unikatowa osobowość, które w połączeniu tworzą istną mieszankę wybuchową. Zupełnie różne, a jednak pod pewnymi względami niezwykle do siebie podobne. Tworzą fundament całej historii i są jego główną siłą napędową. Każda postać została mistrzowsko zagrana, a dzięki dobremu scenariuszowi, możemy w pełni przyjrzeć się im profilom. Ciekawym zabiegiem są retrospekcje z pozawięziennego życia bohaterów. Dzięki nim poznajemy postacie od podszewki i lepiej je rozumiemy. Poznajemy ich motywacje, ambicje, cele oraz genezę dokonywanych przez nie wyborów. Sprawia to, że z odcinka na odcinek stają nam się coraz bliższe.
 
http://www.filmweb.pl/serial/Orange+Is+the+New+Black-2013-666215

http://www.filmweb.pl/serial/Orange+Is+the+New+Black-2013-666215

Co ważne w przypadku tego typu fabuły, nie jest to teatr jednej postaci. Na początku oczywiście cała akcja skupia się na Piper. To ona jest w końcu naszą przewodniczką po więzieniu i to dzięki niej poznajemy kolejne postacie. Jednak z czasem ta granica powoli zanika. Wydarzenia nie skupiają się wokół jednego bohatera (lub grupy), ale są po równo podzielone pośród każdego. Wszystkie wątki stoją na równi, a każda osadzona i każdy strażnik dochodzą tu do głosu. Z czasem akcja wychodzi także poza mury zakładu. Widoczne jest to przede wszystkim w trzecim i czwartym sezonie, kiedy więzienie przechodzi poważne zmiany. Wtedy także najlepiej poznajemy strażników i administrację, którzy również nie są tacy jednopłaszczyznowi.
 
Liczba wątków jest ogromna, dlatego nie ma mowy o monotonii czy nudzie. Z każdym sezonem dochodzą nowe postacie, tworzą się następne historie. Poruszany zostaje tu niemalże każdy serialowy motyw: zemsta, miłość, przyjaźń, walka o władzę, rywalizacja pomiędzy bohaterami, podział na grupy i sojusze. Producenci wzięli na tapetę także trudniejsze tematy: odmienność, dyskryminacja na tle rasowym i religijnym, homoseksualizm czy wykluczenie społeczne. Okazuje się przy tym, że nie ma tu podziału na dobrych i złych. Każdy ma swoje za uszami, nawet stróże prawa, przez co nigdy nie możemy być czegoś pewni lub bezgranicznie komuś ufać. Dochodzi nawet do sytuacji, gdy zastanawiamy się, kto tu powinien być za kratkami…
 
http://www.filmweb.pl/serial/Orange+Is+the+New+Black-2013-666215

http://www.filmweb.pl/serial/Orange+Is+the+New+Black-2013-666215

 

Orange Is the New Black to słodko-gorzki serial o losach kobiet, które kiedyś dokonały złych decyzji. Z jednej strony humorystyczny, czasem wręcz komiczny, a z drugiej niezwykle dramatyczny i do bólu prawdziwy. Pod przykrywką nietuzinkowego humoru skrywają się liczne tragedie oraz ciężkie losy każdej z postaci. Serial porusza niełatwą tematykę, ale podaje ją w sposób lekki i niepozbawiający powagi jednocześnie. Na przemian śmiejemy się i płaczemy, jednak cały czas wierzymy w prawdziwość tej historii. Gorąco polecam!

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia