Kultura, młodzieży

źródło

Na spędzenie wtorkowego wieczoru miałam do wyboru kilka opcji.

Pierwszą była impreza do białego rana z hektolitrami napojów, uchodzących w środowisku studenckim za najlepszy sposób na poprawę humoru; z drugiej strony mogłam zostać w domu i ubrana w puchaty szlafrok z miską chipsów oglądać mój ulubiony serial. Jednak, mimo kuszących wizji słodkiego lenistwa albo hucznej zabawy, postanowiłam wybrać się na spotkanie z poetą i kompozytorem Lechem Makowieckim.

Dotarłszy na wernisaż, poczułam się co najmniej nieswojo wśród przeważającej liczby osób w podeszłym wieku. W mojej głowie momentalnie pojawiły się pytania: Gdzie są studenci, licealiści, młodzież? Dlaczego nie korzystają z możliwości poszerzenia wiedzy i horyzontów i to – w dodatku – za darmo? Odpowiedź nadeszła natychmiast: Ponieważ wolą iść na imprezę albo spędzić cały wieczór przed komputerem.

U nastolatków jest to zjawisko coraz bardziej powszechne, a wręcz nagminne, dlatego powoli przestaje szokować. Jednak ze zgrozą zauważyłam, że nawet wśród studentów, którzy powinni nieustannie poszerzać swoją wiedzę – również poprzez takie spotkania – zainteresowanych jest niewielu. A szkoda, bo okazji jest mnóstwo – wystarczy się rozejrzeć.
Większość pokazów, wystaw i wernisaży jest darmowa. Nie bez celu przytoczyłam ten argument jako pierwszy, ponieważ jest to główny czynnik, na który zwraca uwagę stereotypowy „biedny” student. Tematyka spotkań jest przeróżna – z pewnością każdy zainteresowany znajdzie coś, co trafi w jego gust. Godziny rozpoczęcia też są zazwyczaj na tyle przystępne, by nawet zapracowani albo przesiadujący do późna na uczelni kursanci mieli szansę wziąć udział w wydarzeniu. Nawet jeśli zdarzy się, że spotkanie odbywa się w trakcie zajęć, sam dziekan jest przychylny zwolnić studentów z niektórych obowiązkowych ćwiczeń czy konwersatoriów. Tymczasem, mimo tylu udogodnień, sale świecą pustkami, a główna aula wydziału, zdolna pomieścić czterysta osób, nie jest zapełniona nawet w połowie.

Kogo możemy za to winić? Ktoś bez wahania powie: rodziców. Owszem, powinni zachęcać, zwłaszcza młodsze dzieci, do uczestnictwa w różnych projektach bądź przedsięwzięciach. Niestety, zwykle tego nie robią – być może sami nie wiedzą, co interesującego można zobaczyć, gdzie pójść i kogo posłuchać, albo zwyczajnie nie czują ku temu potrzeby. Ale z drugiej strony spójrzmy prawdzie w oczy: inicjatywa oraz chęć ukulturalnienia się powinny wychodzić – przede wszystkim – od nas samych. Przecież nikt nie będzie mówił dorosłym ludziom, jak mają spędzić swój wolny czas, na jakie spotkanie pójść czy gdzie się zapisać.

Mimo że ten temat jest dość regularnie poruszany, a w mediach toczą się dyskusje i spory, czy powinniśmy zachęcać, a nawet zmuszać dzieci do obcowania z kulturą, statystyki są nieubłagane, a puste krzesła na spotkaniach, pokazach i wystawach mówią same za siebie. W tych czasach młodzieży imponują przede wszystkim imprezy i znajomi. Tych, których interesuje cokolwiek innego, co można uznać za wartościowe, jest coraz mniej. W takim razie, czy to znaczy, że niedługo inteligentni młodzi ludzie podzielą los dinozaurów?

Rozmowy nie do końca kontrolowane

Nietrudno sobie wyobrazić następującą sytuację: wieczór, padasz z nóg po całym dniu zajęć, marzysz tylko o tym, by jak najszybciej znaleźć się w domu. Niestety, by pokonać odległość, jaka dzieli cię od prysznica i łóżka, musisz skorzystać z komunikacji miejskiej. Pech chce, że jedyny autobus jadący na twoje osiedle pęka w szwach. Wsiadasz i wciśnięta między szybę a kobietę trzymającą na rękach psa, który wygląda jakby miał ochotę na twoją niedokończoną kanapkę z szynką, próbujesz dojechać do celu. Kiedy myślisz, że gorzej już być nie może, dziewczyna stojąca za tobą zaczyna swoim cienkim głosikiem opowiadać koleżance o najnowszych miłosnych podbojach. Oczywiście robi to w tak głośny sposób, że historię słyszy cały autobus – łącznie z kierowcą.

A pamiętasz, jak…?

Popychani ciągle i prężnie do przodu przez czas, w końcu uświadamiamy sobie rzeczywiste skutki upływu kolejnych lat.
 
Ostatnio naszła mnie pewna refleksja tuż przed odliczaniem dni do moich kolejnych urodzin – czy rzeczywiście z roku na rok będę chciała widzieć liczbę świeczek czy kremowe napisy z większymi liczbami, sugerującymi coraz to odleglejszy wiek, na własnym torcie?

Fantastyczne dzieciństwo w latach 90. … Właściwie, urodzeni w tym czasie mogą czuć się rocznikami w pewien sposób wyjątkowymi. Przeżyliśmy jedno tysiąclecie, obecnie żyjemy już w drugim; nasze życie obejmuje dwa wieki, a mianowicie XX i XXI. Niektórzy, tak jak ja, powoli dążą do drugiej dekady swojego życia. Tu następuje czas, gdy z utęsknieniem wracamy do chwil przeszłości, dziecięcego myślenia i spełnionych czy nawet niespełnionych marzeń, które naiwnie chcieliśmy realizować w przeszłości.

Dziś, już w wieku dorosłości, wracamy do tych czasów – ale po co? Uciekając przed gonitwą codziennych obowiązków, rywalizacji i zgiełku, warto czasem się zatrzymać i wspomnieć ten fantastyczny czas, gdy o nic nie trzeba było się martwić – wszystko było takie niewinne i nieskomplikowane.
 
Generalnie ludzie nie lubią przyznawać się do tego, co już przeszłe – najważniejsza jest dziś kariera, wspinanie się po sukces po jakże wysokiej drabinie.
 
Jednakże można zauważyć, że wszelkiego typu filmy czy seria fanpage’ów – powstających w ostatnim czasie bardzo licznie na portalach społecznościowych – o tematyce typu Zapomniane rzeczy z dzieciństwa, XXX rzeczy z twojej młodości etc. przyciągają ogromne rzesze odbiorców aktywnie komentujących wpisy i prześcigających się w dodawaniu własnych postów i wywoływaniu dyskusji wśród młodzieży czy dorosłych.
 
Nie jestem psychologiem, ale mam wrażenie, że w dzisiejszym świecie ludziom czegoś brakuje, skoro wracają do tego, co już było, nie cieszą się tego, co mają teraz, szukają tego, czego już nie ma.
 
Przecież powinno iść się cały czas do przodu, nie patrzeć w tył – to hasła ludzi, których słuchamy na co dzień. Wracając do filmów, chciałabym nawiązać do popularnej ostatnio serii memów związanych z pewnym chłopcem na tle biało-czarnych piłek – Typowy Seba. Niejednemu – dzisiejszemu już mężczyźnie – na wspomnienie cytatów z tychże obrazków mogła zakręcić się łezka w oku. Na ich podstawie powstał film utworzony przez popularnych youtuberów, który został niezwłocznie przyjęty przez internautów i opatrzony 3.5 milionami wyświetleń.
 
Oglądając dzisiaj telewizję, często rezygnuję w trakcie. Nie można tam już znaleźć ulubionych seriali czy chociażby bajek, które wywoływały efekt wow.
 
Duże zainteresowanie wychodzi też od strony konsumpcyjnej. Począwszy od czerwonej oranżady, po słodycze, których już dzisiaj nigdzie nie znajdziemy, gumy Turbo, czy w końcu walka o przywrócenie soku Frugo – to tylko niektóre z przypadków, które można by opisywać. Dzisiaj może się to wydać śmieszne, ale kiedyś był to naprawdę bardzo ważny element dziecięcej egzystencji. Sama często lubię rozczulać się nad swoim dzieciństwem. Przecież dzisiaj nie wypada już wspinać się na drzewa, grać w chowanego czy w gumę na placu. Bądźmy szczerzy – gdyby była możliwość, na pewno byśmy to powtórzyli. Co jest najbardziej przykre – dzisiejsze pokolenie już nawet nie wydaje się aktywne – jest to era komputerów i gier. Możliwe, że zależy to od punktu widzenia, myślę, że okaże się to po latach.
 
Wnioskując – nasza nieprzekraczalna granica to wiek i okres, który z roku na rok jest przyjmowany przez człowieka z coraz większą antypatią. 
 
Młodość to temat rzeka – warto czasem przypomnieć sobie własne dzieciństwo, odświeżyć wyobraźnię i dziecięcą wrażliwość, aby móc normalnie funkcjonować.
 
Obdarujmy się chwilą uśmiechu, porównajmy wspomnienia i tak jak Andrzej Rybiński w piosence Nie liczę godzin i lat – żyjmy pełnią życia i nie martwmy się o przyszłość!

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia