W świecie maszyn

Żyjemy na tym świecie jako jedyna dominująca rasa. To my dyktujemy warunki i podporządkowujemy sobie wszystkie żywe istoty. Mimo że nie zawsze nam się to udaje, to i tak my rządzimy. Wyobrażacie sobie, co by się stało, gdyby pojawił się jeszcze ktoś, ktoś z innej planety, kto jest o wiele potężniejszy od nas, ludzi? Trudno zaakceptować coś innego, a naszym naturalnym odruchem jest walka o przetrwanie i własne terytorium. Jednak czy w obliczu wspólnego zagrożenia jesteśmy w stanie walczyć razem?

W barwnych marzeniach

W naszym świecie istnieje pewien schemat dotyczący zawodu. Jeśli dziecko ma rodziców prawników lub lekarzy, powinno iść w ich ślady. Najczęściej rodzina i znajomi nawet nie biorą pod uwagę, że ten mały człowiek pragnie czegoś innego. Nie ma znaczenia, jakie ma talenty i czy w ogóle nadaje się, by wykonywać tę pracę. I tak wszystko załatwią rodzice, którzy chcą jak najlepiej dla swojej pociechy. Oczywiście jest wiele rodzin, które nie ulegają tej tendencji. Jednakże niewystarczająco wiele… A dzieci mają to do siebie, że ich marzenia są olbrzymie, a one są gotowe zrobić wszystko, by je spełnić. Kiedy tego nie spróbują, czują się niepewne i zranione. Czy nie powinno dawać się im wyboru?

„Miasteczko Halloween”, czyli urok świątecznej groteski

Osoby, którym tytuł Miasteczko Halloween z niczym się nie kojarzy, uznają ją za nieadekwatną propozycję na bożonarodzeniowy wieczór. Oryginalny tytuł filmu, czyli The Nightmare Before Christmas, nie pozostawia jednak złudzeń, że mamy do czynienia z pozycją świąteczną. Mroczną, ale jednak świąteczną.

Mieszkańcy miasteczka Halloween po raz kolejny obchodzą hucznie swoje święto. Jednak mistrz ceremonii, czyli Jack Skellington aka Dyniowy Król, jest znudzony tą coroczną rutyną. Błądząc po okolicznym lesie, natrafia na polanę pełną magicznych drzwi prowadzących do najważniejszych świąt. Kiedy otwiera jedne z nich, zostaje wciągnięty w świat, w którym obchodzi się Boże Narodzenie. Zachwycony panującą tam atmosferą, postanawia porwać Świętego Mikołaja i przygotować swoją własną wersję Wigilii.

 

 

Z łatwością można zostać wprowadzonym w błąd, iż Miasteczko Halloween zostało wyreżyserowane przez Tima Burtona. W końcu karta tytułowa głosi Tim Burton’s The Nightmare Before Christmas, a cały film przepełniony jest makabrycznym Burtonowskim klimatem. Reżyserem filmu był jednak Henry Selick, długoletni przyjaciel Burtona, który nad tym filmem sprawował pieczę producenta i pomysłodawcy fabuły.

Miasteczko Halloween po latach zyskało status niemalże kultowy, ale oglądanie go dzisiaj z tą świadomością nie jest najlepszym pomysłem. Zbyt wygórowane oczekiwania i zapamiętane seanse późniejszych filmów utrzymanych w podobnym klimacie mogą sprawić niewielki zawód. W tytułowym miasteczku brakuje przestrzenności, wszystkie elementy scenografii wydają się poupychane na niewielkim obszarze. Nie da się uniknąć porównań z inteligentniejszą, bardziej angażującą Gnijącą panną młodą Tima Burtona.

 

 

Na kino należy patrzeć jednak z perspektywy historycznej. Wspomniana Gnijąca panna młoda powstała dwanaście lat po Miasteczku Halloween, a w historii animacji, czy szerzej – techniki filmowej, to szmat czasu. Dzieło Selicka jest pierwszym pełnometrażowym filmem animowanym zrealizowanym w technice poklatkowej. Produkcja obrazu trwała cztery długie lata, podczas których wykonano kilkaset kukiełek i rekwizytów. W pierwszej połowie lat 90. wykonano katorżniczą pracę, której efektem stał się oryginalny, mogący zachwycać, w pewnych aspektach do dziś, film Selicka.

Miasteczko Halloween to film rozegrany na dwóch poziomach, zestawiający lukrowaną bożonarodzeniową estetykę z wywiedzionym z tradycji gotyckiej mrokiem. Na poziomie fabularnym opozycja między światłem a ciemnością odbija się w zestawieniu dwóch wspominanych miasteczek. Kraina Świętego Mikołaja to znane z naszej (pop)kultury, mieniące się żywymi kolorami miejsce radości, spokoju i wielowiekowych tradycji. Z kolei miasteczko Jacka Skellingtona zamieszkiwane jest przez istoty kojarzone raczej z horrorami niż z opowieściami dla dzieci – monstrum Frankensteina, wampirami, farmerem z siekierą wbitą w tył czaszki… Przy projektowaniu każdej z kukiełek animatorzy wykazali się niebywałą inwencją i pomysłowością, tworząc świat mroczny, ale w pewnym sensie barwny.

 

 

Główny bohater, czyli Dyniowy Król, to postać jakby wyjęta z Burtonowskiej galerii nierozumianych potworów. Znudzony rutyną Jack pragnie odmienić los wypełniony czekaniem na Halloween i przystępuje do swojego planu z zapałem. Rozdając przerażające prezenty dzieciom z „naszego” świata, wzbudza jedynie zamieszanie, a jego intencje zostają źle odczytane. Skellington cierpi z powodu samotności, czuje dystans względem halloweenowej obsesji reszty mieszkańców. To zbliża go do Sally, kolejnej z osamotnionych postaci, więzionej przez swojego twórcę, doktora Finkelsteina i pozbawionej prawa do samostanowienia. Pozszywanej z różnych kawałków Sally co rusz odpada jakiś fragment ciała, co trafnie odzwierciedla stan psychiczny bohaterki – poczucie „pokawałkowania” osobowości, braku tożsamości. W gruncie rzeczy wszyscy składamy się z różnych kawałków – odmiennych emocji i aspektów naszej psychiki. Poprzez ten dualizm twórcy ukazują, że nikt nie jest tylko jeden, jesteśmy różnymi wersjami samych siebie.

Pomimo upływu prawie piętnastu lat, Miasteczko Halloween nadal jest chętnie oglądaną, a jeszcze częściej wspominaną animacją. Zapewne dzięki swojemu dualizmowi, łączeniu makabry z dziecięcym zdumieniem i energią, odzwierciedlonych w śpiewanej przez Jacka piosence What’s This? (Co to?). Piosenki wypełnionej żywym entuzjazmem zaszczepianym ze zdumieniem poprzez słowa utworu. Uczucia te są bezpośrednio powiązane ze Skellingtonem i jego ekscytacją po odkryciu świąt Bożego Narodzenia. Ekscytacją odbijającą się na twarzach dzieci z wszystkich zakątków świata w ten szczególny czas w roku.

 

Plakat z okazji wznowienia wyświetlania filmu w kinach.

 

Świąteczne must have

Były już świąteczne perełki, była świąteczna odsłona Muzycznych inspiracji, czas na krótkie podsumowanie: filmowo-teatralno-piosenkowe must have!

Marzycielem powinno się być zawsze

Czuliście się kiedyś inni? Większość z was pewnie bez zastanowienia odpowie, że tak. W końcu każdy jest wyjątkowy i na swój sposób specyficzny. Tylko wtedy pojawia się pytanie, jak z tą innością się czujecie. Jesteście z niej dumni? Czy może właśnie uważacie za przekleństwo, które tylko przeszkadza wam w życiu? Myślę jednak, że największy problem jest wtedy, gdy szukacie swojej drugiej połówki, a przez waszą nieprzeciętność wydaje się to trudne. Kto by nie chciał znaleźć swojego ukochanego czy ukochanej łatwo i bezproblemowo. Ale wszyscy wiemy, że miłość nie wybiera. Trzeba trafić na tę odpowiednią osobę, która zaakceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy. 

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia