Nuda i banał w polskiej komedii

źródło

Dawno, dawno temu, nie za górami i nie za lasami, istniały takie czasy, w których Borys Szyc uznawany był za jednego z najlepszych młodych polskich talentów. Dziś znany jest głównie z tabloidów i występów w wątpliwej jakości komediach. Aktor nie potrafi uczyć się na własnych błędach i tak oto do kin trafiło nieśmieszne Dżej Dżej z nim w roli głównej.

Jeśli chcecie obejrzeć w kinie coś innego, do wyboru macie: baśniową Czarownicę, nową komedię twórcy Teda, czyli Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie, biograficzny Yves Saint Laurent, jeden z najlepszych debiutów 2014 r. Babadook, francuski Eastern Boys, dotykający tematu hiszpańskiej wojny domowej Gdy budzą się demony, rosyjski Gagarin oraz film o fanach motocykli Co nas kręci.

Czarownica
źródło
Czarownica była
kiedyś dobrą i piękną dziewczyną. Jej beztroską młodość przerywa brutalna
wojna, podczas której bohaterka walecznie broni własnej ojczyzny. Jednak
zdrada, której doświadcza, zmienia jej czyste serce w kamień… Spragniona
odwetu, rzuca klątwę na Aurorę, malutką córkę następcy tronu wrogiego
królestwa.
Jeśli ktokolwiek
bierze się za przeróbkę znanego wcześniej pomysłu, musi odświeżyć popularny temat, przefiltrować przez własną wrażliwość i przedstawić na nowo. Chociaż
twórcy Maleficent dość mocno
rozbudowali oryginalną historię, to oparli ją na tak wielkiej liczbie klisz i
schematów, że oczywiste staje się, że nie zamierzali stworzyć filmu
spoglądającego na bohaterkę w nowy, ciekawszy sposób. Całość zdaje się tak mało
wiarygodna i pełna nielogiczności, że z góry wiadomo, iż przeznaczona została
tylko dla najmłodszych.
Warstwa wizualna
także nie robi jakiegoś specjalnego wrażenia. Zbyt dużo tu niepotrzebnych
efektów specjalnych w scenach, które wyglądałyby tak samo bez nich. Fantastycznie
wygląda tu tylko Angelina Jolie, która, niestety, nie ma zbyt wiele do
zagrania.
Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie
źródło
Kiedy Albert, tchórzliwy
hodowca owiec, wymiguje się od udziału w strzelaninie, rzuca go jego kapryśna
dziewczyna. Tajemnicza nieznajoma, która właśnie przybywa do miasteczka, pomaga
mężczyźnie odzyskać wiarę w siebie. Kiedy bohaterowie zaczynają mieć się ku
sobie, w mieście zjawia się mąż kobiety, nałogowy przestępca, żądając zemsty. I
oto Albert zostaje zmuszony do przetestowania ledwie odzyskanego męstwa.
Komedia w
konwencji westernu to rzadki przypadek i możliwość oryginalnego wykorzystania
mitu Dzikiego Zachodu. Seth MacFarlane, opromieniony sukcesem Teda, nie wykorzystał leżącego w pomyśle
potencjału i nakręcił po prostu kolejną sprośną komedię, tyle że rozgrywająca
się wśród mężczyzn z kapeluszami i strzelbami u boku. Za dużo tu momentów, w
których śmiech (w zamierzeniu) ma być powodowany wydzielaniem z ludzkiego ciała
różnego rodzaju substancji. MacFarlane może i nigdy nie był fanem subtelnego
dowcipu, ale jego poprzednie dokonania przynajmniej śmieszyły. 
Yves Saint Laurent
źródło
Paryż, 1957 r.
Niezwykle nieśmiały i nadwrażliwy Yves Saint Laurent tworzy swoją pierwszą
kolekcję dla renomowanego domu mody Dior. Skutek jest olśniewający – cały Paryż
pada u stóp 21-letniego projektanta. Podczas pokazu Yves poznaje miłość swojego
życia; od tego momentu pasja będzie przeplatała się z cierpieniem miłosnym, a
rozkoszne momenty – z okresami zwątpienia.
Nie tylko
Francuzi kochają Yves Saint Laurenta, ale to oni ostatnio eksploatują historię
projektanta do potęgi – najpierw w filmie dokumentalnym sprzed kilku lat, teraz
w aż dwóch biografiach w tym samym roku. Niedawno temu do polskich kin wszedł Saint Laurent w reżyserii Bertranda
Bonello, wcześniej jednak mieliśmy okazję zapoznać się z wersją Jalila Lesperta. Miejmy
nadzieję, że Bonello nie powtórzył licznych błędów Lesperta. Jego Yves Saint Laurent to standardowa
biografia, realizująca jej wszystkie dawno określone schematy, jak i
powielające wciąż te same błędy. Zamiast skupić się na jednym etapie z życia
projektanta, scenarzyści kreślą jego cały życiorys, nie skupiając się dogłębnie
na żadnym z momentów jego kariery. Dodatkowo reżyser tak naprawdę nie pokazuje,
na czym polegała wielkość artysty, skupiając się na dość oklepanych perypetiach
miłosnych. Mimo wszystko dzieło Lesperta nie jest filmem bardzo złym – sprawdza
się przede wszystkim jako klasyczna biografia, z ładnymi widokami i przyjemną
dla ucha muzyką.
Babadook
źródło
Matkę oraz jej
sześcioletniego synka nawiedza nocą dziwny, tajemniczy stwór. Czy to zagadkowe
zjawisko jest realne, czy stanowi tylko wynik pogłębiającego się wyobcowania i
psychozy bohaterów?
Babadooka łatwo można nie zauważyć, przeglądając kinowy repertuar i przyjmując ten australijski horror za typowy
kiepski straszak, jakie goszczą zazwyczaj w kinach. Nie dajcie się zwieść, film ten stoi bowiem o przynajmniej kilka klas wyżej. Debiutantka Jennifer
Kent zdaje sobie sprawę, co stoi za sukcesem horroru, i tworzy sugestywną, tajemniczą
atmosferę. Najczęściej boimy się nie tego, co pokazane z detalami, ale
tego, czego nie widzimy lub jesteśmy niepewni. Zagadka, czy Babadook istnieje
naprawdę, czy jest odbiciem alienacji postaci, napędza widzom niemałego stracha.
Wspomagany jest on poprzez stare dobre sztuczki, takie jak sekretne szmery czy
odbicia nieznanego pochodzenia. Kent korzysta z klasyki kina, by wytworzyć
niepokojący nastrój i utrzymać widza w ciągłej niepewności. Wspomagana jest
przy tym doskonałą pracą operatora Radosława Ładczuka. 
Eastern Boys
źródło
Pochodzą z całej
Europy Wschodniej. Najstarszy z nich może mieć najwyżej 25 lat, wiek
najmłodszego pomińmy milczeniem. Całe dnie spędzają, włócząc się po francuskim
dworcu Gare du Nord. Mogą być męskimi prostytutkami. Daniel, mężczyzna w
średnim wieku, nie może oderwać wzroku od jednego z nich – Marka. W końcu
zaczepia chłopaka, który zgadza się przyjść do jego mieszkania. Daniel nie
zdaje sobie sprawy z tego, co się za chwilę wydarzy.
Robin Campillo dzieli swoją
opowieść na rozdziały różniące się od siebie przyjętą konwencją. Zaczyna od
niemal dokumentalnej obserwacji, przechodzi przez obrazową medytację, aby
zakończyć zwyczajowym romansem. Reżyserowi nie udaje się jednak wygrać tych
gatunków. Film przepełnia nuda, a scenariusz zapełniony jest nielogicznymi
rozwiązaniami i papierowymi postaciami, które potrafią zaciekawić tylko dzięki dobrej grze aktorskiej. Bardzo mało jak na zwycięzcę nawet
pozakonkursowej sekcji na festiwalu w Wenecji.
Gdy budzą się demony
źródło
Dziennikarz
Robert Torres wyrusza w podróż do Hiszpanii. Ma się tam spotkać ze swoim ojcem,
ale przede wszystkim będzie szukał materiału do nowej książki o Josemaria
Escriva, założycielu Opus Dei. Okazuje się, że ojciec bohatera był w
dzieciństwie najlepszym przyjacielem Escrivy. Jak to się stało, że jeden z nich
wybrał drogę kapłaństwa, a drugi zaangażował się w wojnę domową? Robert jest
bliski odkrycia zaskakującej prawdy…
Film Rolanda Joffé’a
trafił do naszych kin po trzech latach od powstania i nie wzbudził szerokiego
odzewu wśród polskiej publiczności. Ci, którzy na Gdy budzą się demony się udali, podzielili się dwa obozy:
zarzucających filmowi propagandowe zobrazowanie wojny domowej w Hiszpanii oraz
wprost nim zachwyconych. Czy film jest przerysowany i teatralny, czy wzruszający
i piękny, tego musicie dowiedzieć się sami. Uprzedzam tylko, że przeciwników
tego dzieła jest nieco więcej.
Dżej Dżej
źródło
Jerzy urozmaica
sobie życie, nadając martwym przedmiotom cechy ludzkie. Nie spodziewa się, że
dzięki temu odnajdzie miłość swego życia. Carmen jest wyjątkowa. Chce, żeby
mężczyzna był tylko jej i traktował ją jak księżniczkę. Marzą się jej dalekie
wędrówki. To ona prowadzi, zna każdą trasę na świecie i nie pozwoli, żeby ktoś
nią rządził. Do czego jest zdolny zakochany mężczyzna, jeśli jego ukochana to tak
wymagająca „kobieta”?
Wstępny opis tej
nowej polskiej produkcji przywodzi na myśl świetną Oną z zeszłego roku, stoi jednak o kilkanaście poziomów niżej od
filmu Spike’a Jonzego. Skracając: film trzyma poziom standardowej rodzimej
komedii. Mamy więc i czerstwe, od dawna nieśmieszne dowcipy, i kompletne
niewykorzystanie dobrych aktorów, i bezładną plątaninę wątków. Szkoda przede
wszystkim Borysa Szyca, który kiedyś był wielkim objawieniem polskiego kina, a teraz
jest synonimem obciachu i głupkowatości. Jego obecny wizerunek idealnie
wpasowuje się w tę naprawdę słabą i źle napisaną komedię.
Gagarin
źródło
Trwa zimna
wojna. Wyścig zbrojeniowy USA i ZSRR sięga zenitu. Dwa państwa zaciekle rywalizują
o to, które z nich pierwsze wyśle człowieka w przestrzeń kosmiczną. Spośród
dwóch tysięcy najlepszych radzieckich pilotów zostaje starannie
wyselekcjonowana dwudziestka. 12 kwietnia 1961 r. z kosmodromu Bajkonur
startuje statek kosmiczny Wostok 1. Na pokładzie przebywa Jurij Gagarin,
pierwszy człowiek, któremu udało się polecieć w kosmos.
Gagarin to film zrobiony przez Rosjan i
przeznaczony głównie dla Rosjan. Wybiera on bowiem jednego tamtejszego bohatera
i na jego podstawie ukazuje, jak szlachetnymi obywatelami są nasi sąsiedzi.
Prosty cel wzmocnienia narodowej dumy udaje się znakomicie, problem w tym, że
dla nie-Rosjan będzie to zbyt propagandowy przekaz. Owszem, kino amerykańskie
od zawsze opiera się na typowych opowieściach o herosach, ale robi to przeważnie w
lepszym tonie, w którym nie przeszkadzają pretekstowe dialogi i nieskazitelni
bohaterowie.
Co nas kręci
źródło
Film o pasji
zwykłych ludzi zakochanych w dwóch kółkach, ale także o historii motocyklizmu z
migawkami trójkołowych pojazdów, pierwszych cafe racerach i wyścigu Daytona
200. Fani motocykli opowiadają o tym, co ich kręci, niezależnie od wieku, płci
czy wykonywanego zawodu.
Reżyser Bryan H.
Carrol nie miał, niestety, dobrego pomysłu na swój reżyserski debiut. Próbował
sklecić zwarty dokument z krótkich fragmentów kilkudziesięciu wywiadów z
pasjonatami motocyklizmu. Przez ten zabieg sprowadził film do wyliczanki
banałów (co nas kręci? – wolność, pasja, wiatr we włosach), dodatkowo
wyśpiewanej w pełnym patosu, amerykańskim stylu. O ile lepiej byłoby, gdyby
autor skupił się na kilku przypadkach zapaleńców. Zamiast tego wtrąca zbyt
wiele taniego sentymentalizmu i oczywistych frazesów.

Marzenia są do spełnienia

Redakcja Essentia, Wielka Rodzina, wielkie ambicje i zobowiązania, pasja i praca… Co mają do powiedzenia redaktor naczelne po ponad roku funkcjonowania Redakcji? To i wiele innych pytań zadała im redaktorka Agnieszka Krizel, kiedy jeszcze na Essentię spoglądała z perspektywy czytelnika. A dziś, w ostatni świąteczny wieczór, możecie poznać wszystkie odpowiedzi. Zapraszamy do lektury!

Essentia,
czyli wszyscy o wszystkim. Blog, na którego forum dajecie szanse wszystkim, bez
względu na wiek, pochodzenie, wykształcenie, tym co kochają słowo pisane pozwalacie
pokazać swoje umiejętności w jednym miejscu, do oceny szerszej publiczności.
Na Essentię trafiłam przez zupełny przypadek. Pierwsze, co mi przyszło na
myśl – kurcze, sekta werbuje przez bloga. Nie wiem dlaczego, ale takie
odniosłam wrażenie. Chyba przez kontur ptaka, który widnieje jako tło bloga. Do
czego zmierzam? Chciałabym, aby panie wyraziły swój punkt widzenia na miejsce,
gdzie „rodzi się” mnóstwo talentów.

Klaudia Raflik: Uważam, że takie miejsca są jak
najbardziej potrzebne, szczególnie młodzieży, która często z nudów nie wie, co
ze sobą zrobić, i idzie na żywioł. Wiem, że są ludzie pragnący się spełniać.
Młodzi ludzie bardzo często chcą połączyć przyjemne z pożytecznym, a
przynależność do miejsca, które daje im pole do popisu, wydaje się wspaniałą
okazją do nauki przez rozrywkę.
Katarzyna Łochowska: Blogi są
w dzisiejszych czasach bardzo popularne, dlatego dają szansę ludziom, którzy
chcą pokazać swój talent. Essentia jest właśnie takim miejscem. Skąd to wiem?
Ponieważ dzięki Essentii ja dostałam taką szansę. Szansę na rozwój i dalsze
doskonalenie talentu pisania oraz współpracy. Essentia to przede wszystkim
wielka sieć przyjaźni, gdzie każdy może liczyć na pomoc. Odpowiadając na pytanie – tak, Essentia jest miejscem, gdzie „rodzą się” talenty.
Czy ludzie chętnie do was pisują?
Czy często proponują współpracę? I jaki wyrażają pogląd na temat waszego bloga?
Organizujemy sezonowe rekrutacje,
a więc liczba chętnych do nawiązania z nami współpracy stale się powiększa.
Współpracujemy też z ponad trzydziestoma wydawnictwami, które proponują nam
różnorodne akcje promocyjne oraz udostępniają naszym recenzentom egzemplarze
recenzenckie. Czytelnicy szanują nas i chętnie odwiedzają naszą redakcję, a my
niezmiernie się cieszymy z sukcesu, który wynika z naszej pracy i ogromnych
starań.
Essentia
już osiągnęła spory sukces – jest popularna wśród czytelników, którzy chętnie
komentują posty i biorą czynny udział w życiu Redakcji. Rzeczywiście, podczas
rekrutacji zgłaszają się do nas chętne osoby, w których często trafia się „perełka”. Zasila ona naszą Rodzinę Essentii, a my – jako naczelne – cieszymy
się z nawiązanej współpracy.


Essentia, czyli wydobycie
całej tej wyjątkowej esencji kulturalnej, przez duże K. Czym jest dla pani kultura? Czy w dobie mainstreamowych sensacji jest jeszcze miejsce na kulturę?
Miejsce na kulturę znajduje się
wszędzie tam, gdzie ludzkie oczy chcą ją dostrzec. Jeśli ktoś zwraca uwagę
wyłącznie na sensacje, które zasypują nas zewsząd, to jej nie widzi, ale na
szczęście na świecie istnieją ludzie kultury, którzy nie potrafią bez niej żyć,
a co za tym idzie – nie pozwalają jej zniknąć z naszego życia. Osobiście
wyróżniam dwa rodzaje kultury: z jednej strony kulturę osobistą, wynikającą z
dobrych ludzkich manier, z drugiej – kulturę „publiczną”, czyli dostępną dla
wszystkich, którzy chcą z niej skorzystać. 
Kultura…
to to wszystko, co sprawia człowiekowi przyjemność. Film, muzyka, książka…
Ale nie tylko. Jest to bardzo rozległe pojęcie, które dla większości jest
niezrozumiałe. Essentia chce ukazać choć małą cząstkę kultury, która rozjaśni
człowiekowi szare dni. Myślę, że do tej pory spełnialiśmy to zadanie.



Dwie redaktorki naczelne, spore
grono członków Redakcji. Czy istnieją jakieś konflikty, odmienne zdania na
określony temat? Czy mimo wszystko jesteście zgranym zespołem?
Jak wszędzie, zdarzają się
potyczki, ale jesteśmy w stanie je przetrwać, ponieważ nazywamy siebie Wielką
Rodziną Essentii. Zachowujemy więc relacje przyjacielskie. Pomagamy sobie
nawzajem, wspólnie redagujemy teksty i działamy, bo mamy cel – stworzenie
portalu, który da nam szansę na jeszcze większy rozwój.
Jak
wszędzie, tak i u nas zdarzają się zgrzyty i konflikty. Umiemy jednak sobie z
nimi poradzić i wyjaśnić wszelkie niesnaski. W końcu jesteśmy Rodziną.


Co inspiruje redaktor naczelne Essentii?
Co mnie inspiruje… Z pewnością
literatura. Jestem studentką filologii polskiej i klasycznej, dlatego też
zajmuje ona pierwsze miejsce w moim życiu. Ponadto moją inspirację stanowi
muzyka niosąca wraz z sobą wielkie przesłanie. Myślę też o studiowaniu
psychologii, więc z czystym sumieniem mogę przyznać, że i ona mnie inspiruje.
Inspiracja…
Nauczyłam się, że z muzą daleko się nie zajedzie. W tej pracy liczy się przede
wszystkim warsztat, który trzeba doskonalić. Owszem, coś może mnie natchnąć,
ale często podchodzę do tego sceptycznie. Jeżeli zainspirowało mnie coś, co już
powstało, to nie ma sensu powielać schematów. Liczę sama na siebie i próbuję
tworzyć od podstaw.


Każdy z was ma swoje jakieś tam
życie prywatne. Jakie jest spojrzenie bliskich, rodziny na to, co panie robią, na redagowanie bloga?
Nie „jakieś tam życie prywatne” –
jest ono bardzo ważne, bo gdyby nie to, że je mamy, determinowałaby nas
wyłącznie praca. Moi bliscy w pełni akceptują moje działania i są ze mnie
dumni, ponieważ dzięki temu się rozwijam, a przy tym daję szansę na rozwój
innym. Osobom z pasją, które pożądają nie tylko wiedzy, ale rozrywki połączonej
z kształtowaniem własnej osobowości. Z redagowaniem tekstów wiążę własną
przyszłość, ponieważ kształcę się w kierunku dziennikarstwa i edytorstwa
naukowego. Redakcja jest dla mnie swego rodzaju doświadczeniem.
W
rodzinie mam bardzo duże wsparcie. Od początku wiedziałam, co chcę w życiu
robić, i mówiłam o tym głośno. Cała moja rodzina mnie w tym wspierała, choć nie
raz i nie dwa usłyszałam, że nie wyżyję z dziennikarstwa… Chcę robić to, co
najbardziej lubię, i to jest dla mnie najważniejsze. Mogę jedynie udowodnić
niedowiarkom, że jednak moje plany mogą wypalić. I już w jakimś stopniu
zaczęłam udowadniać…


A teraz standardowy zestaw pytań.
Interesuje mnie punkt spojrzenia moich rozmówców na kino, teatr, poezję. Zacznę
jednak od literatury. Czym zaczytują się redaktor naczelne Essentii?
Miejsce pierwsze: powieści
psychologiczne, kreujące różne typy charakterów, prezentujące ludzkie trudy i
znoje, traktujące nie tylko o problemach, ale przede wszystkim o życiu, które
składa się zarówno z radosnych, jak i smutnych chwil. Zaraz za nimi „przygodówki”, a wśród nich Życie Pi Martela i fantastyka podobna do Intruza Meyer.
Hah…
Mogłabym długo wymieniać, ale na pierwszym miejscu znajdą się powieści fantastyczne,
potem literatura kobieca, następnie sensacja i… cała reszta. Nie jestem
jedynie przekonana do biografii, ale i z nimi dam sobie radę.
Poezja jest dla pań bliska
sercu, czy jednak jest to płaszczyzna znacznie odległa?
Swego czasu pisałam wiersze i
wysyłałam je na konkurs, ale przekonałam się, że wolę prozę. Jednak poezja jest
bardzo bliska mojemu sercu, ponieważ od prawie 8 lat poświęcam się recytacji.
Kocham operować słowem nie tylko pisanym, ale przede wszystkim mówionym.
Zaczynałam
od poezji, pisząc wiersze na szkolne konkursy. Teraz też czasem usiądę i
napiszę jakiegoś „rymowańca”, ale zdecydowanie bardziej jestem przekonana do
prozy. Może dlatego, że wiążę z nią swoją przyszłość.
Kino. Jeśli tak, to jakie?
Nie chodzę do kina. Nie lubię.
Wolę obejrzeć film w domowym zaciszu, choć ostatnio robię to nieczęsto. Ale z
kinem mam styczność, ponieważ moja przyjaciółka wprost je uwielbia, dlatego
siłą rzeczy wiem, co się w świecie filmu dzieje, ale nie zagłębiam się w te
nowinki, bo nieszczególnie mnie interesują.
Oczywiście,
że lubię chodzić do kina, ale film też „dobrze wygląda” na wygniecionej kanapie
ze szklanką herbaty i na ekranie domowego telewizora. Zazwyczaj lubię oglądać
ekranizacje książek, ale robię to tylko dlatego, żeby ponarzekać na
niedopracowanie i odbieganie od treści książek :).


I teatr. Przez duże T czy mimo
wszystko tylko oglądany ukradkiem przez ramię?
Miałam spory dylemat: polonistyka
czy teatrologia… Wybrałam polonistykę, ale teatrologię, zresztą tak jak
psychologię, kiedyś na pewno „dorwę”. Kocham teatr. Myślę, że to stwierdzenie jest
najpełniejszą odpowiedzią na zadane przez panią pytanie. Kolebka kultury
zaprasza mnie do siebie codziennie, ponieważ wracając do domu, przechodzę obok
Teatru Wielkiego w Poznaniu. Sztuka do mnie przemawia, i tyle w temacie.
Do
teatru lubię chodzić. Uważam, że wtedy człowiek jest najbliżej kultury. Pomaga
mi oderwać się od rzeczywistości, zatrzymać na chwilę i pomyśleć… Niestety, ostatnio nie miałam czasu na teatr. Mam nadzieję, że niedługo nadrobię
zaległości i „poobcuję” z kulturą w takiej formie.
Jak panie odpoczywają?
Odpoczywam wtedy, gdy się nie
nudzę. Jestem osobą towarzyską, choć często nieśmiałą. Po prostu uwielbiam
poznawać ludzi i spędzać z nimi czas. Ponadto daję upust emocjom i piszę, a
skoro piszę, to też czytam – ale o tym wspomniałam wcześniej. 3 w 1 – ludzie,
pisanie i czytanie = odpoczynek. Dodajmy do tego muzykę jako tło i mamy
mieszankę doskonałą.
Odpoczynek…
w moim przypadku pokrywa się on z pracą. Przyjemnością dla mnie jest pisanie i
czytanie, dlatego poświęcam temu jak najwięcej czasu. Sprawia mi to radość,
dlatego nie ma mowy o zmęczeniu. Już dawno uznałam, że wolę taki rodzaj
odpoczynku niż marnowanie czasu na bezcelowe działanie.
Czy jest coś, co chciałyby panie zrobić wbrew wszystkim konwenansom, pokonując swoje wewnętrzne słabości?
Większość działań, których się
podejmuję, wiąże się z pokonaniem moich słabości. Staram się czerpać z życia
pełnymi garściami, bo mam świadomość, że wszystko jest ulotne i żadna chwila
już nie wróci. Życie jest zbyt krótkie, żeby trzymać się schematów.
W swoim
życiu prę cały czas do przodu. Już dawno doszłam do wniosku, że nie mogę się
zatrzymać – muszę wciąż dążyć do nowego celu i doskonalić siebie. Czasem myślę,
że chcę coś udowodnić, ale nie komuś. Chcę udowodnić sobie, że stać mnie na
więcej. Zupełnie jakbym prowadziła wewnętrzną walkę. Nie ustaję w rozwoju, a
przynajmniej mam taką nadzieję.
Jakie są plany na najbliższą
przyszłość, jeśli chodzi  Essentię?
Chcemy stworzyć portal literacki
– jeśli to marzenie się spełni, reszta okaże się formalnością.
Ach,
oczywiście marzenie – stworzyć portal. Na samą myśl moje serce wypełnia się
radością. Reszta… na razie jest milczeniem :).
A teraz proszę napisać coś
zupełnie od siebie.
Nie wiem, co mogłabym dodać. Chyba tylko apel do wszystkich
czytelników – róbcie wszystko, żeby się spełniać! Idąc za Dżemem, uważam, że  w życiu
piękne są tylko chwile
, więc powinniśmy je maksymalnie wykorzystywać i ŻYĆ
pełnią życia.
Zazwyczaj mało mówię, a energię
przekładam na czyny. Chcę patrzeć, jak Essentia rośnie i się rozwija. Jestem
dumna, że mam w to jakiś wkład, choć tak naprawdę tworzymy ją razem. I mimo
sporów trwamy. Od siebie mogę jedynie dodać, że nie spocznę na laurach i będę
dalej popychać Essentię do działania. Mam nadzieję, że nasze plany i marzenia
się spełnią.

All you need is love

źródło

Prószący śnieg
za oknem, przepyszny aromat domowych wypieków dobiegający z kuchni,
niecierpliwe wyglądanie pierwszej gwiazdki… Czego brakuje w tym zestawieniu?
Oczywiście dobrego świątecznego filmu. I nie, nie mam tu na myśli Kevina po ran
enty maltretującego włamywaczy, ale jedną z najlepszych komedii wszech czasów – To właśnie miłość.
Film Richarda
Curtisa dzieli się na kilka przeplatających się historyjek. Nowo zaprzysiężony
premier Wielkiej Brytanii będzie musiał poradzić sobie nie tylko z
odpowiedzialnym stanowiskiem, ale także z zauroczeniem jedną z pracownic jego
biura. Będąca w długoletnim związku Karen zauważa, że jej mąż coraz bardziej
się od niej oddala. Jamie wyjeżdża za granicę, aby podreperować złamane serce, i
niespodziewanie odnajduje tam miłość. Młody chłopiec pragnie rozbudzić
zainteresowanie najpopularniejszej uczennicy w szkole. Przebrzmiały gwiazdor
rocka próbuje w wielkim stylu powrócić na scenę. I tak dalej, i tak dalej…
Takie natężenie
różnorodnych opowieści grozi zawsze zredukowaniem fabuły do szeregu
standardowych frazesów. Lecz Curtis przekuwa wady w zalety i dzięki nowelowej
formule unika scenariuszowej nudy, sklejając swój film z samych głównych
atrakcji. W mistrzowski sposób potrafi w zaledwie trzech scenkach (ba, niekiedy
nawet w jednym ujęciu) uchwycić esencję swoich bohaterów. W ciągu kilku minut
charakteryzuje postacie lepiej niż niejeden reżyser w dwugodzinnym filmie. Do
tego w doskonały sposób łączy wszystkie nowele, subtelnie zacieśnia je ze sobą,
tworząc zgrabną całość.
źródło
Miłość ma wiele
twarzy – zdaje się mówić Curtis, gdyż przedział wiekowy w jego filmie jest
spory. Każdy z widzów odnajdzie w którymś z bohaterów cząstkę własnych
pragnień, obojętnie czy utożsami się z szarą biurową myszką czy ze świeżo
upieczonym wdowcem. Reżyser oddaje emocje każdej z osób z wyczuciem. Nikogo nie
bagatelizuje, z empatią traktuje osobiste rozterki bohaterów. Każdy jest dla
niego ważny, bo każdy szuka miłości i bliskości drugiej osoby na swój sposób.
Lwią przysługę
oddają filmowi aktorzy. Zarówno starsi wyjadacze (Rickman, Thompson, Nighy,
Neeson), jak i nowa brytyjska śmietanka (Knightley, Freeman, Lincoln) spisują
się znakomicie. Ich naturalność dodaje całości bezpretensjonalnego uroku. Bezbłędnie
wykorzystują wszystkie zabawne bądź wzruszające gagi sytuacyjne, a tych jest w
filmie sporo. Jeśli waszych serc nie poruszy ciche miłosne wyznanie Marka czy scena
z Samem na lotnisku, to znaczy, że są one z kamienia.
źródło
Aby bańka
słodkiego świątecznego klimatu nie urosła do horrendalnych rozmiarów, Curtis
wzbogaca ją o gorzkie spostrzeżenia. Nie ukrywa, że, jak w prawdziwym życiu,
nie wszystkich czeka szczęśliwe zakończenie. To, jak na standardy komromów,
bardzo rzadki punkt widzenia. I dlatego właśnie Love Actually, mimo zaledwie 11 lat na karku, należy już do klasyki gatunku. Perfekcyjnie łączy bowiem skrajne
przeciwieństwa – to cudowny feel-good movie, ale podszyty smutkiem, obraz
słodki, ale jednocześnie gorzki, prawdziwy i bajkowy w jednym momencie.

Posłuchaj innych

źródło
Tematyka LGBT, stanowiąca w Polsce temat tabu, jest szeroko omawiana w bogatych krajach europejskich. Polscy widzowie mają okazję przyjrzeć się fińskiemu spojrzeniu na transseksualność w filmie Powiem ci wszystko lub też wybrać się na blockbuster X-Men: Przeszłość, która nadejdzie, najnowszy film Terry’ego Gilliama Teoria wszystkiego, polską Karuzelę, przenoszący do czasów PRL-u Mundial. Gra o wszystko, animację Czarnoksiężnik z Oz: Powrót Dorotki i starego bohatera z dzieciństwa w Listonosz Pat i wielki świat.

X-Men: Przeszłość, która nadejdzie
źródło

Kontynuacja
losów kultowych superbohaterów, kulisy ich zatargów i walki o akceptację.
X-Meni pojednują się, by walczyć o przetrwanie gatunków w dwóch epokach. Starzy
bohaterowie łączy siły z młodszymi wersjami samych siebie i przenoszą się w
przeszłość, aby ocalić naszą i ich przyszłość.

Namnożyły się w
kinie te X-Meny. Zaczęło się czternaście lat temu od Bryana Singera; wartę
później obejmowali Brett Ratner, Gavin Hood i Matthew Vaughn, aby historia zatoczyła
koło i wróciła ostatecznie do Singera. A on, jak nikt inny, najlepiej czuje
uniwersum mutantów. Amerykańskiemu reżyserowi udała się niebywała trudność
sprawnego połączenia kilku filmów z wieloma bohaterami w różnym wieku. To
patchwork niezwykle udany, mimo swej złożoności zaskakujący płynnością i
oryginalnością. Nietypowość Przeszłości,
która nadejdzie
kryje się w dobrze skrojonym scenariuszu, który z odwagą
usuwa sylwetkę czarnego charakteru, zamiast tego skupiając się na kilku
mniejszych, ale ważnych dylematach.
Najnowsi X-Meni to świetne kino przede wszystkim
dla fanów komiksowej serii. W końcu mogą oni obejrzeć większość swoich
ukochanych bohaterów na wielkim ekranie. Nieobeznani z poprzednimi częściami
będą czuli się zdezorientowani wielością wątków i pokomplikowaniem fabuły.
Zostanie im wprawdzie widowiskowa akcja, ale to mało, żeby czerpać pełną
przyjemność z dzieła Singera.

Teoria wszystkiego
źródło

Bliska przyszłość.
Ludzie zostali pozbawieni resztek prywatności, a odpowiedzią na każde ich
pytanie są wszędobylskie komputerowe usługi. Ukrywający się przed światem
geniusz Qouen otrzymuje od szefa potężnej korporacji sekretną misję.
Korzystając z wszelkich dostępnych środków ma odkryć sens istnienia
wszechświata. Zanim rozwiąże tę zagadkę, musi poradzić sobie ze swoimi lękami i
obsesjami.

Czuć w tym
filmie charakterystyczny sznyt Terry’ego Gilliama. Mamy tu i oryginalną formę,
i nadpobudliwych ekscentryków, i starcie bezbronnej jednostki z wszechwładną
korporacją. Choć Gilliam ma w zanadrzu parę ciekawych pomysłów, czeka go smutny
los Tima Burtona – facet po prostu za często się powtarza. Powielanie stale
tych samych schematów sprawia, że nawet najwykwintniejsze opakowanie traci ze
swojej świeżości. Teoria wszystkiego
zbliża się poziomem do przedobrzonego Parnassusa
– za mało w nim sensownej treści i jakiegokolwiek morału, by można było go
nazwać choćby dobrym kinem.

Karuzela
źródło

Czwórka głównych
postaci wchodzi właśnie w dorosłe życie. Dwójka przyjaciół zakochała się kiedyś
w tej samej kobiecie i zdaje się, że przeszła ten trudny test męskiej przyjaźni
zwycięsko. Pod powłoką pozorów istnieją jednak sekrety, które mogą przekreślić
wszystko. Kiedy skutki wyborów sprzed lat wyjdą na światło dzienne, okaże się,
jak iluzoryczne jest szczęście zbudowane na kłamstwie.

Robert
Wichrowski osiem lat po swoim kinowym debiucie i chałturach w polskich
serialach, powraca do wielkiego ekranu. Francuski
numer
był rozczarowujący, ale Wichrowski miał jeszcze szanse na rozwinięcie
swojego warsztatu, szkoda że stracił je na pracę przy telenowelach. Jego drugi
film niestety sprawia wrażenie kinowego przedłużenia któreś z rodzimej
produkcji spod znaku M jak miłość. Karuzela to splot nudnych i słabo ze
sobą powiązanych historii, które ratują chyba tylko zdjęcia Adama Bajerskiego.
Ten utalentowany operator, który odpowiadał także za oprawę Sztuczek czy
Imagine, wciąż czeka na swój wielki film, w którym będzie mógł w pełni objawić
swój talent. Karuzeli do nich nie
zaliczyć nie będzie można.

Mundial. Gra o wszystko
źródło

Dokument o
przeplatających się więzach sportu i polityki. Występ polskich piłkarzy w
Hiszpanii z 1982 r. poznajemy z perspektywy zawodników próbujących sprostać nie
tylko swoim celom, ale także wielkiej presji ze strony kibiców i komunistycznej
propagandy. Ich grę śledzą także internowani członkowie Solidarności,
dziennikarze i cenzorzy wycinający z transmisji telewizyjnych wszelkie przejawy
opozycji. Film korzysta m.in. z archiwalnych materiałów TVP i animowanych zdjęć
z obozu dla internowanych.

Podróż w
przeszłość do czasów PRL-u, gdzie wszystkie dziedziny życia skażone były
polityką. Obserwujemy zdarzenia, w których piłka nożna nie była tylko piłką
nożną, a każdy z pozoru zwyczajny gest mógł nieść wyższe przesłanie. Dokument
przedstawia mundial ’82 z dwubiegunowej perspektywy: zarówno piłkarzy
zdobywających dla Polski medal, jak i internowanych przebywających w obozach. Michał Bielawski
gładko łączy oba światy, które w rzeczywistości nie były tak odległe, jak się
na pierwszy rzut oka wydaje. To nie tylko ciekawa opowieść z czasów, kiedy
nasza reprezentacja potrafiła wygrywać z najlepszymi pomimo ogólnej biedy
sprzętu, ale także fascynujący portret wykorzystywania piłki dla własnych celów
– przez obie strony ówczesnego konfliktu.

Czarnoksiężnik z Oz: Powrót Dorotki
źródło

Dorotka ponownie
przenosi się do krainy Oz, na prośbę swoich przyjaciół – Blaszanego Drwala,
Stracha na wróble i Tchórzliwego Lwa. W tym czasie władzę w magicznym świecie
przejął Błazen, niesympatyczny i przebiegły brat Złej Czarownicy z Zachodu. Aby
pokonać przeciwnika Dorotka musi wybrać się na wędrówkę do Szmaragdowego Grodu.
W czasie podróży spotka starych przyjaciół oraz pozna nowych, niespodziewanych
sprzymierzeńców.

Twórcy najnowszego
Czarnoksiężnika z krainy Oz łatwymi
sposobami próbują przypiąć się do znanej marki, ożywionej w zeszłym roku po
dobrze przyjętym przez widzów Ozu Wielkim
i Potężnym
. Tamten film, choć nie grzeszył inteligencją, stanowił jednak
niezłą rozrywkę dla całej rodziny. Ten obraz, choć w zamierzeniu skierowany do
dzieci, najmłodsi oglądać nie powinni. Choć plastikowa animacja wygląda co
najwyżej przeciętnie, to kryjące się w niej przerażające wydarzenia mogą
odstraszyć nie tylko najmłodszych. To miało stanowić chyba jedyny wyróżnik
obrazu Dana St. Pierre’a i Willa Finna. Całość wypada bowiem wyjątkowo blado,
począwszy od kiepsko zrealizowanej animacji 3D, po nijakie piosenki.

Powiem ci wszystko
źródło

Maarit jest
transseksualistką, sprząta w gabinecie psychoterapeuty i wciąż czuje się
wyalienowana w społeczeństwie. Wszystko się zmienia, gdy pewnego dnia jej
pracodawca wyjeżdża z miasta. Kiedy kobieta sprząta jego biuro i dla zabawy
udaje psychologa, do gabinetu wkracza przeżywający kryzys małżeński mężczyzna.
Sami odnajduje bratnią duszę w osobie Maarit, a życie kobiety coraz bardziej
się komplikuje. Czy między nią a przypadkowo poznanym mężczyzną narodzi się
miłość?

Problem
osamotnienia osób homoseksualnych i transseksualnych to dość często spotykana
tematyka w kinie nowoczesnej Europy. Tej fińskiej produkcji udaje się jednak
opowiedzieć o losach głównej bohaterki unikając wciąż powtarzających się schematów.
Simo Halinen, dla którego to dopiero drugi film, zręcznie opowiada o świecie, w
którym królują etykietki i krzywdzące stereotypy. Wystarczy gdzieś zasłyszana
pogłoska, żeby obrzucić drugiego człowieka fałszywymi osądami. Choć reżyser
chwali asertywność i odważną walkę o swoje, przedstawia także drugą stronę
medalu – szczęście może być budowane na czyimś nieszczęściu i być przejawem
samolubstwa. Halinen nie osądza swoich bohaterów, przedstawia różne punkty
widzenia i zawiłe ludzkie losy.

Listonosz Pat i wielki świat
źródło

Listonosz Pat z
małego miasteczka pragnie wziąć udział w bijącym rekordy popularności show Gwiazdą być! W tym celu musi wyruszyć do
wielkiej metropolii pełnej gwiazd i telewizyjnych osobistości. Będzie to dla
niego ogromna, niebezpieczna przygoda, na szczęście Pat może liczyć na pomoc
przyjaciół z rodzinnego miasteczka, dzięki którym odkryje, że od rozgłosu,
uznania i świateł wielkiego miasta znacznie ważniejsza jest grupa bliskich, z
którymi nigdy nie można się nudzić.

Listonosz Pat był jednym z ulubieńców
naszych rodziców. Przygody flegmatycznego urzędnika uczyły i bawiły całe
pokolenie, dostarczając zarówno rozrywki, jak i czysto dydaktycznych wartości.
Brytyjska animacja to jednoczesna próba wskrzeszenia sentymentu oraz
zainteresowania Patem współczesnych dzieciaków, wychowywanych na nieco innych
filmach. I tak, zamiast dawnych kukiełek, zapanowała dość sztuczna (w tym
przypadku) animacja komputerowa. Ta zmiana dobrze odzwierciedla fabułę opierającą
się na walce ze zgubnymi pokusami wielkiego świata. O ile Pat nie zmienia się
pod wpływem telewizyjnego show, to twórcy tego obrazu zatracają gdzieś
staroświecki urok oryginału. Listonosz
Pat i wielki świat
staje się przez to kolejną animacją, którą można
obejrzeć między obiadem a zabawą z dzieckiem.

Szkolna rzeczywistość

Serialomaniacy!

Już jakiś czas temu zaczęliśmy rok szkolny. Teraz pora pośledzić losy bohaterów seriali. Jak oni radzą sobie ze szkolnymi obowiązkami i problemami?

1. Awkward

źródło
Jenna – cicha, spokojna i wstydliwa dziewczyna – staje się nagle jedną z najbardziej popularnych osób w szkole. Dlaczego? Po niegroźnym wypadku, z którego wyszła bez szwanku, wszyscy myślą, że próbowała popełnić samobójstwo. Wieczorami Jenna daje upust swoim problem i rozterkom na swoim blogu.

2. Faking It

źródło
Hester High School nie jest zwykłym liceum. Hierarchia uczniów, którzy rządzą szkołą jest odwrócona. Jak zdobyć popularność? Dwie przyjaciółki, Karma i Amy, pragną znaleźć się na szczycie. Aby to osiągnąć są gotowe zrobić wszystko. Udają więc lesbijską parę, co nie jest łatwe, gdy zaczyna darzyć się drugą osobę uczuciem.

3. The Lying Game

źródło
Dwie siostry bliźniaczki zostają rozdzielone przy porodzie. Jedna trafia do zamożnej rodziny, a drugiej szczęście nie dopisuje. Emma i Sutton odnajdują się. Postanawiają odnaleźć swoją biologiczną matkę. Zamieniają się miejscami. Wszystko zaczyna się komplikować, gdy Sutton może mieć kłopoty.

4. The Secret Life of the American Teenager

źródło
Amy podczas wakacyjnego obozu zachodzi w nieplanowaną ciążę. Ojcem dziecka jest szkolny playboy. Wieść o ciąży rozchodzi się w zaskakującym tempie. Czy dziecko może przeszkodzić w prawdziwej miłości? Jak pogodzić wychowanie potomka z nauką w liceum?

5. Greek

źródło

Rusty przeprowadza się do akademika. Chłopak chce się pozbyć etykiety kujona i próbuje dostać się do bractwa. Jego siostra Casey należy już do bractwa Zeta Beta Zeta. Bardzo otwarta i towarzyska Casey jest przeciwieństwem brata.

Jak już wcześniej wspomniałam, możecie podawać swoje sugestie, a ja chętnie poszerzę swoje horyzonty. Piszcie na adres redakcyjny: essentia_redakcja@op.pl lub w komentarzach, a w następnym artykule uwzględnię wasze propozycje.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia