Wyprawa nie z tej ziemi

źródło
Sukces finansowy filmu Niebo
istnieje… naprawdę
(kosztujący 12 milionów dolarów obraz zarobił w
Stanach 90 milionów) dowodzi, że tematyka chrześcijańska jest ostatnio
niezwykle modna, o czym zresztą wspominałam w poprzednich częściach cyklu
premier. U nas spisała się bardzo dobrze, choć siły były nierówne – produkcja
Randalla Wallace’a miała do pokonania tylko niezależny dramat Pierwszy
wschód słońca
z homoseksualistami w roli głównej.

Niebo istnieje… naprawdę

źródło
Czteroletni Colton Burpo podczas operacji
znajduje się na granicy życia i śmierci. Kiedy przeżywa, opowiada rodzicom o
swej zadziwiającej wędrówce do nieba. Twierdzi, że opuścił swoje ciało, a w
zaświatach spotkał się z ludźmi, o których z racji swojego wieku nie mógł
wiedzieć. Jego opowieść obfituje w wiele szczegółów znanych z Biblii.

Niebo istnieje – próbują przekonać nas z pełną
wiarą twórcy filmu. Problem w tym, że jest to wiara dość dziecinna, oparta na
najprostszych schematach. Nikogo nie przekona taka ugrzeczniona, słodka wizja
świata, gdzie królują papierowe postacie i dialogowe banały. Drażni szczególnie
wizja tytułowego nieba, pełnego śnieżnobiałych chmurek, słodkich aniołków i
zielonej trawy. Takie przerysowane wyobrażenie razi tandetą i traktowaniem
widza niczym małe, głupiutkie dziecko. Ateistów prędzej rozśmieszy do łez, niż
pobudzi do szczerych refleksji. Większości katolików natomiast nie usatysfakcjonuje.
Szkoda tylko Grega Kinneara, diablo zdolnego aktora, którego stać na role w
zdecydowanie lepszych filmach.

Pierwszy wschód słońca

źródło
Paul i Kurt żyją w związku już od dwóch lat.
Odkrywając nocne życie Chicago, cieszą się każdą chwilą spędzoną razem.
Przypadkowo poznany Kevin burzy sielankę i sprawia, że Kurt zrywa z ukochanym.
Korzysta z całych sił z odzyskanej wolności, lecz cały czas rozmyśla o życiu z
Paulem. Spotkanie po kilku miesiącach dwóch mężczyzn doprowadza do wspólnych
wspomnień.
W swoim debiucie reżyserskim i scenopisarskim Chris Michael Birkmeier przygląda się idei wielkiej
fatalnej miłości, ale w nowoczesnym wydaniu, w którym Julia została zastąpiona
przez mężczyznę. Zmiana ta nie wpływa znacznie na całokształt opowieści – to
smutny melodramat, w którym namiętność zostaje zniszczona. Nie przez czynniki
zewnętrzne, nieubłagany los, ale autodestrukcyjne zachowania głównych bohaterów.
Nie ma w tym nic odkrywczego, ale dałoby się bez problemu przełknąć, gdyby
tylko Birkmeier posiadał większe doświadczenie w snuciu historii. Amatorstwo szczególnie widoczne jest w wyświechtanych dialogach, których słucha się z
rosnącą irytacją.

Namiętności nie stwierdzono

źródło
Nie udał się Brianowi De Palmie powrót do kina, oj, nie udał się. Namiętność nie rozgrzała serca ani krytyków, ani widzów, i tym samym została zdetronizowana przez konkurencję: futurystyczny pociąg pełen podziałów społecznych (Snowpiercer. Arka przyszłości), Toma Hardy’ego zamkniętego w samochodzie (Locke), cynicznych kelnerów (Zaklęte rewiry), mieszkańców amerykańskich prowincji z lat 30. (Kiedy umieram), horrowego śmiałka (13 grzechów) i zagubionego polskiego nastolatka (Gabriel).

Snowpiercer: Arka przyszłości
źródło
Niedaleka przyszłość. Ziemia
uległa zagładzie, zapanowała wieczna zima. Jedynymi, którzy przeżyli, są
pasażerowie Snowpiercera – ultraszybkiego pociągu napędzonego rewolucyjnym
silnikiem. W środku pojazdu panuje określony podział – bogaci żyją na koszt
biednej większości. Wkrótce jednak dojdzie do buntu.
Snowpiercer to pierwsze amerykańskie dziecko koreańskiego twórcy
Joon-ho Bonga. W swoim ojczystym kraju tworzył świetne, ekscentryczne filmy, w
Hollywood przepadł z kretesem. Reżyser nie wyważył odpowiednio dramatu, akcji i
absurdu, przez co jego film składa się z nierównych odcinków. Scenariusz jest
napisany bardzo źle, zapełniony nielogicznymi, absurdalnymi zdarzeniami,
odbierającymi jakąkolwiek przyjemność z oglądania. Nie zawodzi jedynie oprawa
audiowizualna – piękne zdjęcia Kyung-Pyo Honga
porażają szorstką brutalnością i realizmem.
Locke
źródło
Ivan Locke wiedzie szczęśliwe
życie – ma kochającą rodzinę, świetną pracę, a wkrótce ma nastąpić ukoronowanie
jego kariery zawodowej. Jego życie zmienia się w jedną noc z Birmingham
do Londynu, podczas której odbiera telefony od: swojej żony, synów, dawnej
współpracownicy, szefa, który go zwalnia, i pracownika, mającego go zastąpić w
najważniejszym zawodowym wyzwaniu.
One man show to ciężki kawałek chleba. W końcu jeden aktor
zamknięty w ciasnym pomieszczeniu to ogromne wyzwanie dla twórcy i widza
przyzwyczajonego do filmowych podróży międzykontynentalnych. Jeśli Ryanowi Reynoldsowi udała się ta sztuka w Pogrzebanym,
to Tom Hardy zasłużył na najwyższe laury.
Historia jest prosta, ale reżyser
wyciska z niej najwięcej, ile tylko się da. Sprzeczne emocje targane bohaterem
udzielają się widzowi, który przez cały seans siedzi jak na szpilkach. Duża w
tym zasługa Hardy’ego, który posiada tyle charyzmy, aby przykuć do ekranu nawet
na dłużej niż te 85 minut. Kreuje postać zwyczajnego człowieka w ekstremalnej
sytuacji, twardziela ponoszącego konsekwencje swoich czynów, i raz jeszcze
udowadnia, jakim elektryzującym aktorem jest.
Zaklęte rewiry
źródło
Roman Boryczko, młody chłopak ze
wsi, rozpoczyna pracę w restauracji. Początkowo pracuje jako pomywacz, z czasem
przechodzi przez dalsze stopnie hierarchii. Odkrywa, że żeby awansować, musi stać się
pochlebcą i cwaniakiem, z dumą znoszącym upokorzenia podwładnych. Roman próbuje
zachować wrażliwość i nie doprowadzić siebie do moralnej klęski.
Kto by się spodziewał takiego
zdeprawowania po środowisku kelnerów? Janusz Majewski odsłonił niewygodną
prawdę i bez ogródek ukazał to, co kryje się za kurtuazyjnymi uśmiechami i
czystymi obrusami. Stworzył świetny dramat, jeden z najlepszych polskich
obrazów lat 70. Młody wówczas Marek Kondrad i Roman Wilhelmi dają popis
znakomitych kreacji, jakich dzisiaj nie zastaniemy w rodzimej kinematografii. Klasyka,
którą możemy ponownie obejrzeć w kinach, tym razem w wersji odnowionej cyfrowo.
Kiedy umieram
źródło
Południe Ameryki, lata 30. Rodzina
Addie Bundren próbuje spełnić jej ostatnią wolę i pochować jej zwłoki niedaleko
miasta Jefferson. Prości ludzie z oślim uporem dążą do wyznaczonego celu,
broniąc swoich racji oraz familii.
James Franco mierzy wysoko –
zamiast rozwijać reżyserską technikę w komediodramatach, stawia na ekranizacje
prozy Cormaca McCarthy’ego i Williama Faulknera. I wychodzi z tego zadania z połowicznym
sukcesem.
Próbując poradzić sobie z
polifonią dzieła Faulknera, stosuje wizualne sztuczki, dzieli ekran na kilka
części, nakłada na siebie dialogi. To jednak za mało, żeby uchwycić ducha
powieści. W tym natłoku sztuczek ulatuje gdzieś kwintesencja dzieła, jej
finezja i prostota w jednym. Z drugiej strony Franco umiejętnie prowadzi
aktorów, z dbałością i rozmysłem tworzy piękną oprawę audiowizualną. Widać w
nim zalążek talentu i odwagę, które odpowiednio pielęgnowane mogą w przyszłości
przynieść obfite owoce.
Namiętność
źródło
Atrakcyjna Christine za maską
pewności siebie skrywa bezlitosną i manipulatorską osobowość. Nie pozwoli, by
ktokolwiek zagroził jej wysokiej pozycji zawodowej. Kiedy nowa pracownica
Isabelle zbyt szybko wspina się po szczeblach firmowej kariery, Christine
rozpocznie z nią swoją kolejną grę. Próbuje ją oczarować, aby w końcu
skompromitować w oczach wszystkich. Kobieta nie zdaje sobie jednak sprawy, że
trafiła na godną siebie rywalkę.
Polski dystrybutor długo zbierał
się z wpuszczeniem tego filmu do kin – w końcu minęły już dwa lata od jego
powstania, podczas których najnowsze dzieło Briana De Palmy zdążyło pojawić się
w telewizji. Nie było potrzeby się starać, gdyż Namiętność to powrót do kina de Palmy, jakiego nie życzyłby sobie
żaden reżyser.
Fabuła pozostaje wierna
francuskiemu oryginałowi z 2010 r., niestety w złym tego słowa znaczeniu. Film
przypomina telenowelę i kiepskie powieści z dreszczykiem jednocześnie.
Bohaterowie to reprezentanci stereotypowej klasy wyższej, w której erotyka,
władza i bezwzględność nierozerwalnie się ze sobą łączą. Są pretensjonalni,
średnio zagrani, a ich poczynania powodują u widza tylko irytację. De Palma
miesza nieprzystające do siebie stylistyki, jakby sam nie wiedział, jaki film
chciałby nakręcić. W przypadku tak rażących błędów chęć obejrzenia jego
następnego dzieła gwałtownie spada.
13 grzechów
źródło
Elliotowi nie wiedzie się
najlepiej – jest pogrążony w długach, a niedługo bierze ślub z
miłością swojego życia. Pewnego dnia tajemniczy głos z telefonu informuje go,
że bierze udział w grze, a przez cały czas filmują go kamery. Jeżeli mężczyzna
wykona prawidłowo 13 zadań, otrzyma 6,2 miliona dolarów. Pierwsze z nich –
zabicie muchy – jest banalnie proste, ale kolejne zmuszają go do ekstremalnych
zachowań.
Amerykanie rozmiłowali się w
przenoszeniu na własny grunt azjatyckich horrorów. 13 grzechom bliżej jest jednak do Piły czy Telefonu niż The Ring – Krąg i Nieodebranego połączenia. Daniel Stamm powiela klisze jeszcze
większej liczby dreszczowców, co sprawia, że jego produkt jest nieświeży i
bardzo odtwórczy. Reżyser nie proponuje nic ponad to, co możemy oglądać w
pierwszym lepszym horrorze. Wymyślane przez niego twisty są marne i, co zabija
każdy dobry pomysł, przewidywalne. Ot, przeciętniak, niczym poprzedni film
Stamma, Ostatni egzorcyzm.
Gabriel
źródło
12-letni Tomek mieszka z
dziadkami, ale wciąż tęskni do ojca, z którym nie widział się od lat. Jego
pasją są wyścigi samochodowe, a najlepszym przyjacielem mechanik.
Chłopiec wyrusza w pełną niebezpieczeństw wyprawę, aby odnaleźć rodziciela.
Pomaga mu Gabriel, tajemniczy przyjaciel, który roztacza nad nim troskliwą
opiekę. Tomek jest coraz bliżej poznania zarówno sekretu ojca, jak i swojego anioła stróża.
W dziedzinie kina familijnego (i
nie tylko) Polacy muszą się jeszcze sporo nauczyć. Wprawdzie Magiczne drzewo wniosło świeżość do
naszego stęchłego światka i zostało docenione nawet za granicą, jednak od tego czasu
nie udało się nam nakręcić nic godnego uwagi najmłodszych. Twórcy Gabriela nie starają się nawet wypełnić
tej luki. Ich film wydaje się kręcony najmniejszym kosztem: najtańszy
scenariusz, pierwszy lepszy reżyser, budżet niski nawet jak na polskie warunki.
To nie mogło zaowocować dobrym kinem; obraz Mikołaja Haremskiego jest
pozbawiony wszystkiego, co atrakcyjne dla małoletniego widza – ciekawych
bohaterów, uroku i żwawej fabuły.

Chrystus wstąpił do kin

źródło
Sezon na Biblię trwa, niedawno mogliśmy oglądać Noego, teraz sam Jezus Chrystus próbuje zamienić wiarę w zielone banknoty. Syn Boży powalczyć musi ze sporą konkurencją: amerykańską buntowniczką (Niezgodna), byłym jeńcem japońskiego obozu (Droga do zapomnienia), polskimi młodymi gniewnymi (Hardkor Disko), ofermowatymi policjantami (Kochanie, chyba cię zabiłem), tancerzami w czasach rozkwitu AIDS (Test na życie) i Eskimosami (Sarila).

Niezgodna

źródło
Rząd próbuje stworzyć idealne
społeczeństwo poprzez selekcję. Każdy nastolatek musi przejść odpowiedni test,
dzięki któremu zostanie wcielony do określonej grupy reprezentującej jedną
cechę charakteru – prawość, altruizm, nieustraszoność lub erudycję. Młoda
Beatrice rzuca wyzwanie bezwzględnemu systemowi i przyłącza się do buntowników
żyjących w podziemnym świecie.

Moda na nastoletnie antyutopie
trwa w najlepsze. Niezgodna próbuje
podpiąć się pod sukces Igrzysk śmierci,
stając się jej klonem. Znów mamy klimat totalitarnej przyszłości i odważną
nastolatkę próbującą pogodzić walkę z systemem z miłością do tajemniczego
przystojniaka. Film Neila Burgera nie wnosi nic nowego do gatunku, stając się
kolejną opowiastką przeznaczoną tylko dla fanów książkowego oryginału. Tych
jest jednak dość sporo, obraz odniósł bowiem w kinach umiarkowany sukces.
Twórcy kują żelazo póki gorące i kręcą już następną część cyklu; w końcu
dojdzie do momentu, gdy ciągłe schematy znudzą się nastoletniej publice.

Nasza recenzja książki tutaj.

Droga do zapomnienia

źródło
Eric Lomax przeżył niegdyś piekło
w japońskim obozie jenieckim. Wyczerpująca praca i bestialskie przesłuchania
doprowadziły go prawie do śmierci. Teraz, wspierany przez swoją nową żonę,
Patti, wyrusza w celu odnalezienia swojego dawnego dręczyciela.
Niezwykła historia Lomaxa stała
się podstawą sukcesu jego książki (nasza recenzja tutaj), który niestety
nie został przełożony na wysoką jakość adaptacji jego wspomnień. Jonathan
Teplitzky obrał sobie za cel jak największe wzruszenie widzów, wykorzystując
przy tym ckliwość i naiwność. Z zajmującej opowieści
stworzył rzewną historyjkę, z bohatera z krwi i kości, figurkę z plakatu. Można
zaakceptować powściągliwą formę, jeśli tylko nie jest przejawem pójścia na
łatwiznę. Niestety o Drodze do
zapomnienia
szybko zapomnicie; to film rażący przeciętnością i zmarnowanym
potencjałem dramaturgicznym.

Hardkor Disko

źródło
Tajemniczy i osamotniony Marcin
po przyjeździe do miasta poznaje młodszą od siebie Olę. Dziewczyna zaprasza go
do swojego świata, w którym panują hedonizm, niekończące się imprezy i
nielegalne narkotyki. Mężczyzna przybył jednak z precyzyjnym planem zemsty, o
którym wie tylko on…
Hardkor Disko miał być świeżym powiewem w polskim kinie. Po części mu
się to udało – debiut reżyserski Krzysztofa Skoniecznego poziomem realizacji
bije większość polskich filmów na głowę, i to pomimo śmiesznie niskiego
budżetu. Z drugiej strony za tymi ciekawymi i pięknie skomponowanymi kadrami
kryje się pustka. Bohaterowie filmu to galeria zepsutych typów, którym używki i
balangi zastępują prawdziwe ludzkie uczucia. Młode społeczeństwo jest
wypaczone, króluje zgnilizna moralna i duchowa. Niezbyt to oryginalne, prawda? Być
może Skoniecznemu brakuje tylko porządnie napisanego skryptu, dzięki któremu
będzie mógł nam powiedzieć coś więcej oprócz oczywistych banałów.

Syn Boży

źródło
Kinowa wersja serialu Biblia prezentuje całokształt życia
Jezusa Chrystusa – od cudownych narodzin, poprzez nauczanie, aż po ukrzyżowanie
i męczeńską śmierć.
Z jakiegoś powodu tematyka
biblijna święci ostatnio triumfy. O ile dla Hollywoodu chrześcijańskie postacie to
tacy sami bohaterowie jak Superman czy Thor, ubrani tylko w starożytne szatki,
kanał History Channel podszedł do nich z konserwatywnym szacunkiem. Dla
leniwych, którym nie w smak oglądanie 10-odcinkowego miniserialu, przygotowano
wersję kinową.
Twórcy nakręcili film po bożemu, nie bawiąc się w wieloznaczne
odczytywanie postaci i kilkubarwne odcienie. Ci, którym spodobało się Ostatnie kuszenie Chrystusa, na tym
wynudzą się na śmierć. Pod względem realizacyjnym całość trzyma poziom,
starając się nie odstawać znacznie od amerykańskich superprodukcji, pod
względem treści to prostu ilustracja Biblii. Ładna, kolorowa, z Jezusem o
długich falowanych włosach i olśniewającym uśmiechu. Wielu to wystarczy.

Kochanie, chyba cię
zabiłem

źródło
Policjant Wierzbowski,
samozwańczy Brudny Harry, zostaje przydzielony przez zniecierpliwionego jego
wybrykami szefa do eksperta od papierkowej roboty, Grasia. Wkrótce duet będzie
musiał rozwiązać sprawę Jana, który przez przypadek stał się zabójcą niewiernej
żony i jej kochanka.
Polscy twórcy z niezwykłą
regularnością i precyzją najlepszego seryjnego mordercy próbują zabić gatunek
zwany komedią. Ich standardową bronią są niemrawy scenariusz pełen oklepanych,
pseudo-śmiesznych zwrotów, banalni, ciosani grubą kreską bohaterzy i aktorzy
dobrani według bardzo nudnego klucza. Jednak w tym filmie rozczarowuje przede
wszystkim postawa Arkadiusza Jakubika, który zdołał odciąć się od emploi
wioskowego głupka i grać świetne, różnorodne role, by znów wrócić do punktu
wyjścia. Tylko duże kłopoty finansowe albo brak szacunku do samego siebie
byłyby w stanie go usprawiedliwić.

Test na życie

źródło
San Francisco, połowa lat 80.,
Frankie ubiega się o rolę w przedstawieniu znanej trupy tanecznej. Pomijany
podczas prób, niepewny własnych możliwości, nawiązuje znajomość z Toddem,
popularnym ziółkiem słynącym ze swobodnego stylu życia. Tymczasem w tle szaleje
wirus AIDS, groźny i o nieznanym pochodzeniu.
Twórcy filmów o AIDS często
umieszczają swoje dzieła w burzliwym początku lat 80., kiedy to z jednej strony
wirus szalał po Ameryce, zbierając coraz większe żniwo, z drugiej wiedza o nim
była niewielka i stereotypowa. Reżyser Testu
na życie
próbuje na nowo spojrzeć na ten problem, tym razem pod bardzo
artystycznym kątem. Mamy tu i młodość, i homoseksualizm, i taniec śmierci,
wszystko mające sprawiać wrażenie głębokiego. Do tego jednak potrzeba ciekawego
ujęcia tematu, skupienia się na emocjach, a nie mnożenia banalnych metafor.
Tematyka, którą podejmuje autor, traci na powadze i staje się tylko pokazem
stereotypów.

Sarila

źródło
Złe zaklęcia sprawiają, że od
plemienia Eskimosów odwraca się szczęście. Jedynym sposobem na pokonanie czarów
jest wyprawa do legendarnej krainy Sarila, w której mieszkają podobno tylko
dobrzy ludzie. Na czele ekspedycji staje odważny syn wodza Putulik, wspierany
przez swoją narzeczoną Apik, czarodzieja Markussiego, niesfornego leminga i
zaprzęg psów husky.
Kto wpadł na pomysł, żeby
wpuszczać do kin animację rozgrywającą się wśród śniegów mroźnej krainy, kiedy
za oknem słoneczna pogoda – nie wnikam. Dystrybutorzy pragnęli chyba uszczknąć
trochę z sukcesu Krainy lodu, i
podobnie jak w przypadku Królowej Śniegu
nie osiągnęli spodziewanego rezultatu. Oprócz braku wyczucia czasu, zabrakło
chyba ciekawej fabuły. Wyraźnie zarysowani bohaterowie to jednak za mało na
coraz bardziej urozmaiconym rynku animacji komputerowych.

Witaj w XXI w., Kapitanie

Źródło

Machina Marvel & Disney pędzi
nieubłaganie i nic jej nie powstrzyma (przynajmniej przez najbliższe kilkanaście
lat), a jej kolejny produkt – Kapitan
Ameryka: Zimowy żołnierz
– zawitał już do kin. Bohater USA musi zmierzyć
się nie tylko z silnym wrogiem, ale także z Wesem Andersonem i jego bogatą ferajną
(Grand Budapest Hotel), Noem we
własnej osobie (Noe: Wybrany przez Boga),
hiszpańskim rzeźbiarzem (Artysta i
modelka
) i warszawiakami (Stacja
Warszawa
).

Grand Budapest Hotel

Źródło
Film przedstawia niezwykłe przygody portiera z hotelu z Europy Wschodniej w czasie międzywojnia. Mężczyzna zostaje
uwikłany w dwie duże afery: walkę o przejęcie wielkiego rodzinnego majątku i
kradzież bezcennego starego obrazu.
Wesa Andersona albo się kocha,
albo nienawidzi. Przeciwnicy jego specyficznego, ze wszech miar oryginalnego
stylu, niech ominą ten film szerokim łukiem, dla sympatyków to od dawna pozycja
obowiązkowa.
Reżyser daje upust swojej
nieokiełznanej fantazji i komponuje kadry z dbałością genialnego plastyka. W
inteligentny sposób bawi się zdjęciami, montażem i dialogami. I jak w
większości jego obrazów, bogata forma znajduje swoje odzwierciedlenie w pomysłowej
treści. Grand Budapest Hotel jest
niczym staromodna pocztówka znaleziona po latach, przywołująca cudownie
nostalgiczne wspomnienia. Wyidealizowane, cukierkowe, ale dzięki temu oddające
należny hołd czasom minionej kultury. Wisienką na torcie jest znakomita obsada,
wśród której bryluje szczególnie Ralph Fiennes w głównej roli.

Noe: Wybrany przez
Boga

Źródło

Zainspirowana biblijną historią
opowieść o Noem, człowieku, który dostaje od Boga niezwykłą misję uratowania
ludzkości i zwierząt. Aby ocalić siebie i swoją rodzinę przed ogromnym potopem,
musi podjąć się wybudowania wielkiej arki.

Ten film zaskakuje recenzjami,
ocenami skaczącymi z najniższych rejestrów do samego czubka skali. Jedni
twierdzą, że to ciekawe, niecodzienne widowisko. Nie będące lustrzanym odbiciem
historii znanej z Biblii, ale raczej indywidualnym (na ile pozwolili
producenci) spojrzeniem Darrena Aronofsky’ego. Inni psioczą na dziurawość scenariusza i
stawianie w pół drogi – nie jest to ani pełnoprawny blockbuster, ani przejmujący
dramat o stojącym na skraju przepaści superbohaterze. Jak jest naprawdę,
musicie się przekonać po seansie.

Kapitan Ameryka:
Zimowy żołnierz

Źródło

Kapitan Ameryka staje przed
kolejnymi zadaniami, których niepowodzenie grozi światowym zagrożeniem. Razem z
Czarną Wdową łączy siły, by ujawnić szeroko zakrojony spisek. Tym razem będzie
musiał zmierzyć się z nieoczekiwanie trudnym wrogiem – Zimowym Żołnierzem,
będącym jego dawnym przyjacielem.

Dzieła Marvela z drugiej fazy (po
Avengers) przyjmowane były z
mieszanymi bądź niezbyt pochlebnymi recenzjami; druga część Kapitana Ameryki przełamuje tę passę i wysoko
ustawia poprzeczkę przed Avengers:
Age of Ultron
.
Największą zaletą filmu jest
obranie zupełnie innej stylistyki niż w poprzedniej części. O ile Pierwsze starcie było old-schoolowym akcyjniakiem,
o tyle Zimowy żołnierz to rasowe kino
szpiegowskie. Ta zmiana tonacji zapobiegła tak częstej w przypadku sequeli
wtórności – obraz zachował świeżość, spełniając jednocześnie wszystkie założenia
blockbustera. Kapitan Ameryka nieoczekiwanie stał się najciekawszym marvelowskim herosem, jego losy emocjonują i zapewniają świetną rozrywkę nie
tylko fanom komiksów. Fabuła jest niegłupia, a dramatyczne rozterki bohaterów
doskonale wyważone.

Artysta i modelka

Źródło

Francja podczas drugiej wojny
światowej. Żona rzeźbiarza w podeszłym wieku proponuje schronienie napotkanej
młodej uciekinierce z obozu w zamian za pozowanie dla męża. Z czasem tych dwoje
ludzi zaczyna łączyć specyficzna więź składająca się z podziwu i zachwytu nad
pięknem oraz mądrością.

Znany na świecie hiszpański
twórca Fernando Trueba rozczarował. Już jego poprzedni film, Chico i Rita, pod pozorem intrygującej
formy i intelektualnego dramatu skrywał banały i pustkę; z tym dziełem jest
podobnie. Tym razem autor wykorzystał stylistykę czarno-białą i wzniosły
związek artysty i zwyczajnej kobiety. Przedstawieni bohaterowie są miałcy,
historia ich fascynacji nie ciekawi nawet przez chwilę. Postacie zbudowane są
na oczywistych kontrastach: bezpretensjonalna, radosna młoda i znużony, mądry
stary. Również pozbawienie filmu kolorów nie ma żadnego uzasadnionego sensu,
wydaje się tylko kolejną zachcianką reżysera w celu nadaniu swojemu dziełu
nutki artyzmu.

Stacja Warszawa

Źródło

Film składa się z pięciu nowel
opowiadających o współczesnych mieszkańcach Warszawy. Ich losy częściowo
przeplatają się wzajemnie.

Obrazy nowelowe to w polskim
kinie nie zjawisko niespotykane, ale z tak kiepskim rezultatem dawno nie
mieliśmy do czynienia. Nasza stolica w oczach pięciu reżyserów to miasto pełne
nieszczęść i stereotypów. Scenariuszowa mozaika ledwo się trzyma, pozlepiana
kiepskim klejem obnaża raz po raz kolejne dziury fabularne. Bohaterowie są
nudni i bardzo słabo scharakteryzowani, a to przecież oni powinni tworzyć
główny trzon akcji. Tym większa ujma dla autorów, że nawet zdolni aktorzy nie
poradzili sobie z pustką filmu.

Dobro zwycięża

Źródło
Animację
bajki o Śpiącej Królewnie zapewne każdy zna. Zaskoczy was jednak fakt,
że Czarownica
ma z nią niewiele wspólnego. Dlaczego więc o niej wspominam?
Z racji tego, iż warto podkreślić różnice między owymi ekranizacjami. Wymowa
filmu Czarownica jest inna, nieschematyczna, a przede wszystkim
bardziej życiowa.

Diabolinę
(Angelina Jolie) poznajemy, gdy jest jeszcze nastolatką. Osierocona wróżka
mieszka w magicznej krainie, w której każdy żyje ze sobą w zgodzie. Wrogiem dla
magicznych istot są ludzie, których królem jest Henry (Kenneth Cranham). Przez
laty oba światy żyją w napiętych stosunkach. Król Henry nie może oprzeć się
chęci posiadania cudzej ziemi, dlatego rozpoczyna rozpaczliwą walkę o magiczną
krainę. Równocześnie odżywa stara miłość między Diaboliną a Stefanem (Sharlto
Copley) – człowiekiem. Niestety uczucie Stefana to pułapka. Żądny władzy, gdy
słyszy rozporządzenia króla – iż ten kto zabije Diabolinę obejmie władze i
poślubi jego córkę – nie waha się i odbiera bohaterce skrzydła. 
Źródło
Czarownica
to ekranizacja przeznaczona raczej dla młodego kręgu odbiorców, niestety
dorośli mogliby się przy niej zanudzić. Jednakże ja, choć dzieckiem już dawno
nie jestem, śmiało mogę powiedzieć, że film ten zrobił na mnie pozytywne
wrażenie. 
Jak prosto
się domyślić, czołową postacią jest Diabolina. Bohaterka w filmie przechodzi
zmianę – z dobrej wróżki w żądną zemsty czarownicę. Sam fakt stanowi o tym,
że aktor musi wcielić się w dwie skrajne osobowości. Angelina Jolie świetnie poradziła sobie z tym zadaniem i jako producentka Czarownicy
zdecydowanie odniosła sukces. 
Źródło
Szczególnym
walorem tej ekranizacji jest ukazanie magicznych istot jako tych dobrych, zaś
ludzi  jako tych złych. Przedstawione jest również piękno natury, która ma
prawo rządzić się swoimi prawami. Harmonię zaburzają dopiero ludzie  przez swoją
zapalczywość i egoizm. Największym winowajcą okazuje się Stefan, którego
pragnienie posiadania władzy jest tak silne, że ten dąży po trupach do celu. Na
szczęście nie dosłownie, gdyż brakuje mu odwagi, żeby odebrać życie Diabolinie,
pomimo tego, że ma idealną do tego okazję. Haniebnie odbiera jej skrzydła,
odbierając tym samym wolność i budząc w niej niepohamowaną żądzę zemsty. Warto
zaznaczyć, iż do tego czasu serce Diaboliny zawsze było czyste – dopiero
człowiek obudził w niej złe intencje. 
Przy tym warto powrócić do wymowy utworu. Wiemy już, że Diabolina ukazana jest jako
dobra i zła osoba. Angelina Jolie pokazuje nam w ten sposób, że nic nie dzieje
się bez przyczyny i że jeżeli ktoś schodzi na złą drogę, to z pewnością ma ku
temu powody. W tym przypadku cierpienie Diaboliny sprawiło, że jej osobowość
się zmieniła. Nietrudno zauważyć symbolikę w kreacji tej postaci – posiada ona
zarówno rogi, jak i skrzydła (diabeł i anioł). Do czasu odebrania jej skrzydeł
jest postacią żyjącą w zgodzie ze wszystkimi, niedopuszczającą zła do swego
serca; gdy traci skrzydła przechodzi na złą stronę. 
Źródło
W
tle pojawiają się również trzy nieporadne wróżki, które grają Lesley Manville,
Imelda Staunton i Juno Temple. To one bardzo często rozbawiają widzów. Ich
kreacja jest zjawiskowa, na tle filmu wyglądają wspaniale! Należałoby dodać, że
również Diabolina, Aurora (Elle Fanning) – córka Henry’ego  i inne magiczne
istoty prezentują się bajkowo. Nie da się nie zachwycić, patrząc na magiczną
krainę, gdyż jest po prostu piękna – cały efekt oddaje oglądanie filmu w
wymiarze 3D. 
Czarownica
to film zdecydowanie wart obejrzenia, niekoniecznie przez te najmłodsze
dzieci, gdyż one na pewno nie wyciągną z niego żadnej nauki. Nadaje się on dla
trochę starszych widzów oraz dorosłych, w których wciąż pobrzmiewa nutka świata
baśni. Z pewnością jest to ekranizacja z przesłaniem, dobrą scenografią i nie najgorszymi efektami specjalnymi.  

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia