My chcemy walczyć!

Wielokrotnie wspominałam wam, jak bardzo ważna jest dla mnie muzyka. Nie mam żadnych ograniczeń co do niej. Jestem otwarta na każdy gatunek i uważam, że prawdziwi miłośnicy tej dziedziny sztuki tacy właśnie powinni być. Oczywiste jest, że nie każdy układ nut przypadnie nam do gustu, ale żeby to wiedzieć, najpierw powinniśmy spróbować. W innym przypadku jesteśmy uwięzieni we własnych uprzedzeniach i ograniczeni przez brak ciekawości. Może jest to dość drastyczne zdanie, ale bez wątpienia prawdziwe. Zgadzacie się? Czy nie warto czasami pokonać własną awersję i dać się ponieść nieznanemu? 

Tytuł: Gloria Victis
Zespół: Lustro

O zespole Lustro nigdy wcześniej nie słyszałam, co obecnie bardzo mnie dziwi, gdyż zespół został założony w 2003 r., więc minęło już wiele lat od jego debiutu. A ja nigdy nie unikałam polskiego rynku muzycznego. Są osoby, które uważają, że polskie zespoły nie tworzą dobrych utworów. Jest to dla mnie błędne stwierdzenie, gdyż jak każdy kraj mamy lepsze i gorsze piosenki. Jest to naturalne, więc należy szukać tych lepszych, a że od czasu do czasu trafi się na te na niewysokim poziomie, nie powinno nas dziwić. Dlatego właśnie wysłuchałam album Gloria Victis. Płyta zrobiła na mnie dobre wrażenie, choć niekoniecznie takie, jakiego się spodziewałam.

Utwory są naprawdę wyjątkowo rytmiczne, przez co łatwo wpadają w ucho i bez problemu można je zapamiętać. Jest to dla mnie duży plus, gdyż lubię coś ponucić albo razem ze znajomymi pośpiewać przy ognisku. Tym bardziej, kiedy znam teksty. Często pojawia się gitara, co daje duże pole do popisu. Zawsze byłam fanką pianina, lecz nawet ja, która niestety nie posiada słuchu muzycznego, jestem w stanie docenić pełne pasji rytmy gitary. Do tego dochodzi oryginalny głos wokalisty – Konrada Przerwy. Uwielbiam, gdy piosenkarz ma coś wyjątkowego w barwie głosu. Wtedy nie znając konkretnej piosenki, jestem w stanie powiedzieć, kto to śpiewa. Zawsze w takich momentach czuję dumę z siebie i wokalisty. Ze wszystkich utworów największe wrażenie zrobiła na mnie piosenka Święty Boże. Jest trochę przerażająca, ale to właśnie ona dotarła do mnie.

Melodia jest bardzo energiczna. Widać, że zespół włożył wiele uczucia w to, co robi i uważam, że powinno takich ludzi się doceniać. Dzięki Gloria Victis mój humor został poprawiony. Jest to wyjątkowo radosny album, co jest dość paradoksalne, biorąc pod uwagę tematykę. Poszczególne ścieżki dźwiękowe są ujmujące, ale również pełne trwogi i strachu. Ta różnorodność przypadła mi do gustu. 

Teksty są patriotyczne. Są one znane nam wszystkim, gdyż wielokrotnie słyszeliśmy je w radiu czy od babci, która robiąc obiad, nuciła je. Te wszystkie pieśni zostały zebrane w całość, ukazując całą swoją dorodność. Opowiadają o życiu żołnierzy, ich determinacji, marzeniach oraz pozostawionej miłości. Są one bardzo naturalne. Nie znajdziemy w nich szeroko rozwiniętych zagadnień filozoficznych, ale normalne życie. Jestem znana z różnorodnych refleksji, ale moim zdaniem właśnie w tym jest piękno tych utworów – nie komplikują niepotrzebnie tekstów.

Gloria Victis przypomina nam o przeszłości – o tym co utraciliśmy, ale również o tym co dzięki odwadze zdobyliśmy. Gdy słuchałam tych piosenek, cały czas miałam skojarzenia z Czasem honoru. Jest to mój ulubiony serial o bardzo podobnej tematyce co album muzyczny, dlatego połączyłam ze sobą te dwa wątki. Płyta daje motywację do życia i wiary w nasz kraj. Są to idealne melodie na piknik ze znajomymi. Podniesie morale, ale także miło się będzie słuchać wśród bliskich nam osób. 

Muszę się przyznać, że spodziewałam się całkowicie czegoś innego, ale jestem zadowolona, że przesłuchałam Gloria Victis. Myślę, że każdy Polak powinien zrobić to samo bez względu na gusta muzyczne.     

Muzycznie… o miłości

Miłość – niby jedno słowo, a ma niezwykle potężną moc, która potrafi wynieść człowieka na wyżyny szczęścia albo strącić w otchłań rozpaczy. Wywołuje tyle emocji, że czasami się zastanawiam, jak ludzie są w stanie sobie z nimi poradzić. I zauważmy, że to nie tylko motylki w brzuchu, niecierpliwie drgania serca, miękkie kolana i śmiałe marzenia. Niestety – to także łzy, ból, rozpacz i powątpiewanie. Przecież każdy zdaje sobie sprawę z tego, że życie niesie za sobą różne niespodzianki, a los jest nie tyle złośliwy, ile przewrotny.

Magiczna muzyka duszy

Przenieśmy się na przedmieścia Nowego Orleanu z lat dwudziestych XX wieku. Gdzieś w krętej uliczce, starym budynku rozpoczęła się jazzowa historia. Historia, która zatacza koło i wciąż jest obecna w sercach wielu ludzi. Czy ktoś z was miał okazję czytać Ekscentryków Włodzimierza Kowalewskiego? To właśnie ta powieść wyzwoliła we mnie konieczność wsłuchania się w muzykę jazzową. Jesienny i zimowy klimat sprzyja słuchaniu muzyki lekkiej, nostalgicznej, improwizowanej, z której każdy utwór jest inny i wprawia nas w zadumę. W książce odnajdujemy poniższy fragment, który doskonale daje nam do zrozumienia, jaki jest sens jazzu:

„– No to po co, według pana, jest jazz?
– Po to, żeby wiedzieć, że życie nie jest ani złe, ani ciężkie, ani krótkie. Jeżeli człowiek zapomni, co w nim ludzkiego, to, żeby słysząc muzykę, sobie przypomniał”.

Myślę, że każdy, kto usłyszy jazzowe brzmienia wijące się z głośników radiowych, już wie, kto jest czołowym i jednym z bardziej znanych jazzmanów – Louis Armstrong. Jego charyzmatyczna osobowość i pamiętne trąbkowe solówki zostawiły trwały ślad w historii tego gatunku. To on dał zaczątek wielkim wydarzeniom, a późniejsze pojawienie się radia było kolejnym impulsem do wzrostu popularności tej muzyki na całym świecie.

Jazz to muzyka, której trzeba się nauczyć. Style jazzowe są bardzo różnorodne, aczkolwiek idea jest ta sama. Raczkującym w tej dziedzinie polecam przesłuchać Milesa Davisa – znakomitego trębacza. Osobiście uważam, że nie należy za bardzo skupiać się na całkowitym poznaniu tego gatunku. Szukanie powtarzających się schematów odrzuca pojęcie improwizacji, przez co tracimy przyjemność słuchania. W muzyce jazzowej cenię bowiem lekką nonszalancję, duży luz i dowolność interpretacyjną.

Taka muzyka to czysty relaks, gdy siedząc na fotelu, lekko przymykamy powieki; to postukiwanie nogami w rytm czy nucenie pod nosem podczas wykonywania codziennych czynności. Można to określić jako podróż w głąb ludzkiej duszy. Muzyka jazzowa jest również ciekawą propozycją taneczną – Dean Martin i jego Sway działa jak karuzela dla naszych bioder. Z kolei nasze nogi sprawnie będą poruszać się w takt Hit the Road Jack rozśpiewanego Raya Charlsa.

Polecam, abyście przesłuchali jazzowe propozycje piosenek związanych ze świątecznym klimatem. Jest ich naprawdę całkiem sporo, a każda z nich wytworzy wyjątkowy nastrój w tym wyjątkowym okresie. Przyznam, że podobnie jak Bing Crosby marzę o białych świętach! Zaprośmy do naszych domów wielkich muzyków i zaśpiewajmy razem z nimi wielkie przeboje.

Słuchając muzyki jazzowej, wpadamy do innego świata, niczym w niekończącą się przepaść. W dobie wszechobecnej muzyki popu i rocku zapominamy o klasyce. To, czego słuchamy, kształtuje naszą osobowość, a jazz z pewnością jest tym gatunkiem muzycznym, dzięki któremu zyskamy „nowe ja”. Nie da się ot tak włączyć jazzu bez aktywnego słuchania. A więc słuchajmy, podziwiajmy, wspominajmy… Jak śpiewał Armstrong – jaki cudny jest świat!

Wśród mrocznej nocy

Czasami muszę po prostu odpocząć… To jest naturalne i nikt nie powinien się przed tym bronić. Jednak wiecie, mnie nie chodzi o relaks, który ma sprawić, że zdobędę siły i będę mogła dalej pracować. Chodzi mi o odcięcie się od świata. Coś, co uczyni, że przeniosę się do własnej rzeczywistości, gdzie wszystko odbywa się według moich zasad. Czy nie macie tak czasami? Na pewno część z was tak. Lecz musi być do tego odpowiedni nastrój… Czy muzyka nie jest idealną inspiracją? Tym bardziej, gdy ktoś tak jak ja lubi stare i mroczne klimaty, gdzie nie wiadomo czego można się spodziewać. Gdzie tym razem się przeniosłam?

W strumieniu myśli

Muzyka… Tyle razy opowiadałam wam, jak wielką rolę odgrywa w moim życiu. Jest wszędzie. Codziennie spotykam się z nią w każdym obszarze życia – droga do szkoły, odpoczynek, film… Czy da się bez niej żyć? Moim zdaniem nie. Nawet gdy przychodzą te smutne chwile, gdy nie chcemy istnieć, kiedy w naszym życiu wydarzyła się jakaś tragedia. Nawet wtedy muzyka jest ostoją, która ma moc zmieniania ludzi. Czy nie zakładacie w takich momentach słuchawek na uszy i nie udajecie, że nasza rzeczywistość nie istnieje? Liczy się tylko to, co teraz i tutaj? To jest moim zdaniem najlepszy sposób, mimo że często krytykowany. Człowiek musi zebrać siły, a na to pozwalają te dźwięki i słowa płynące z tego małego urządzenia. Wtedy życie nabiera sensu.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia