Muzyczne inspiracje

Grupa wokalna Forte Tenors – cudowni, wspaniali, genialni. Trzech tenorów o głosach niebiańskich. Wyjątkowi wśród pozostałych. Przedstawiciele nowego rodzaju pop opery. 
Grupa powstała specjalnie z myślą o ósmym sezonie amerykańskiego Mam Talent. Jej członkowie zakwalifikowali się do finału, w którym zajęli czwarte miejsce. Co ciekawe, osobiście spotkali się dopiero dwa dni przed występem. W skład zespołu wchodzą: Sean Panikkar, Hana Ryu i Josh Page. Byłym członkiem jest Fernando Varela. Po wyeliminowaniu z Mam Talent zawiązali kontrakt z wytwórnią Columbia Records. Ich debiutancka płyta została wydana w listopadzie 2013 roku. Jednym z najpiękniejszych utworów, wyciskających łzy, jest niezwykła aranżacja intra z czołówki serialu emitowanego przez HBO, Gra o Tron, w formie operetki w języku… starovalyriańskim! Praca tenorów została doceniona przez samego Davida Petersona, twórcy języków w serialu.

 

Gdy grasz w grę o tron
Wygrywasz albo giniesz
Gdy grasz w grę o tron, wygrywasz albo giniesz
Wezmę, co do mnie należy!
Co mówimy śmierci?
Nie dziś!
Tak!
Nie!
Noc jest ciemna i pełna strachów
Wszyscy muszą umrzeć!
Nie dziś!
Tak?
Nie!
Wszyscy muszą umrzeć!

 
Tekst nawiązujący do serialu Gra o tron i serii Pieśń lodu i ognia George’a R. R. Martina. Jest wykonany przez tę grupę tak pięknie, że człowiek nie może powstrzymać łez. Słowa uświadamiają wagę gry, w którą w pewnym sensie gra każdy człowiek i nikt się przed nią nie obroni. Wszystko ma swój czas i przeznaczenie, każda krzywda zostanie pomszczona, każdy los przypieczętowany. Noc jest ciemna i pełna strachów, dlatego należy się strzec. Śmierć czeka na każdego, bo valar morghulis – wszyscy muszą umrzeć!

Muzyczne inspiracje

źródło

Ten głos, czar i niesamowity wdzięk Beaty Kozidrak! Czy jest w Polsce ktoś, kto nie potrafi zanucić Józek, nie daruję Ci ten nocy albo Myśli i słowa, by znowu budować nowy dzień? Nie sądzę.
Bajm to polski zespół pop-rockowy, który został założy w 1978 roku w Lublinie, a zasłynął dzięki występowi na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu utworem Piechotą do lata. Nazwa pochodzi od pierwszych liter imion jego założycieli: Beaty Kozidrak (wokalistki), Andrzeja Pietrasa, Jarosława Kozidraka i Marka Winiarskieo. Zespół przeszedł metamorfozę na przełomie lat 70. i 80., i od tego czasu gra już kawałki typowo rockowe. W 1983 roku ukazał się debiutancki album, który rozszedł się w ponad półmilionowym nakładzie. Bajm ma na swoim koncie wiele nagród, m.in. Grand Prix na niemieckim festiwalu Ost-West Rocktreff i tytuł najlepszej wokalistki roku w prestiżowym plebiscycie magazynu muzycznego „Non Stop” 1989. W 2005 roku na międzynarodowym festiwalu piosenki Sopot Festival zespół został uhonorowany statuetką Złotego Słowika za całokształt twórczości. To polski zespół, który koncertował również za granicami naszego kraju, m.in. w Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie. 
O Tobie
Może wszystko już wiesz
Może wszystko już masz
Jesteś pewny, że to szczęście
Nie masz czasu na sen
Nie masz czasu na seks 
Wciąż od życia chcąc więcej 
Zachłanna jest ta gwiazda, 
Dla której gubisz radość chwil 
Liczy się wciąż niepewność, 
Którą przynoszą dni

Nie uciekaj od słów
Najprostszych tych – wiesz,
Które płyną, lecz nie z Tobą 
Nie uciekaj od miejsc 
Najpiękniejszych tych – wiesz, 
Które zawsze są gdzieś obok 
Zachłanna jest ta gwiazda, 
Dla której gubisz radość chwil 
Liczy się wciąż niepewność, 
Którą przynoszą dni


Ile jesteś wart?
Kto Twoją cenę zna?
Ile jesteś wart? 
Z kim o swe życie grasz?

Zapamiętaj ten sen,
Który przyśni się dziś
Nim odpłynie gdzieś swą drogą 
Musisz wiedzieć, że nic 
Nie powtórzy się już 
Otwórz oczy i patrz 
Każdy dzień jest jak cud 
Może wszystko już wiesz
Może wszystko już masz
Może to właśnie jest szczęście
O Tobie to piosenka ponadczasowa. Człowiek XXI wieku żyje w ciągłym biegu, pędzie, nie ma czasu na sen, na seks, wciąż od życia chce więcej. Czy szczęście można zdefiniować prostymi słowami? Szczęście to stan czy chwila, ułamek sekundy? Do czego w życiu dążymy? Człowieku, wiesz, ile jesteś wart? Sam o swoje życie grasz, sam kreujesz rzeczywistość i choć codzienności czasem przynosi niepewność, to pamiętaj, ile jesteś wart.

Koncentracyjny parapet, czyli o zabawie słowem w tekstach Katarzyny Nosowskiej

źródło
Związki frazeologiczne stanowią istotną część naszego języka. Realizują się nie tylko jako jego wzbogacenie i rozszerzenie, ale przede wszystkim ułatwiają ubieranie w słowa nieuchwytnych myśli, treści, których generacja nierzadko przysparza dużo problemów. Ich źródła są permanentnie wytryskające, odzwierciedlają rozwój, trendy oraz przyzwyczajenia językowe społeczności. Dlatego – wychodząc naprzeciw tym przemianom i procesom – przyjrzymy się dziś nowo powstałym zbitkom słownym, niekoniecznie silnie zakorzenionym w codziennej polszczyźnie. 


Obcowanie ze słowem pisanym nauczyło mnie, że należy przyjmować pozycję uważnego obserwatora. Trzeba zachowywać ciągłą baczność w kontakcie z tekstami kultury oraz w rozmowach z ludźmi. Należy tak robić, gdyż za każdym ciągiem wyrazów – nawet niespecjalnie interesujących, za którymi nie zawsze idzie mądrość czy garść intrygujących spostrzeżeń – kryje się język, jakaś forma. Forma, która nie tylko trzyma w ryzach, w określonej budowie treść, ale istnieje obok, być może jako osobny byt. Niekiedy bardziej frapujący, niż jej zawartość. Mam na myśli przede wszystkim sposoby opisywania, przekazywania informacji oraz obrazowania. Dlatego czytając, słuchając, oglądając, powinniśmy mieć się na baczności. Zawsze.
Wulkanem związków frazeologicznych, oryginalnie i nowatorsko połączonych wyrazów, zaraz po literaturze, są dla mnie teksty piosenek. Oczywiście nie byle jakie, rażące schematycznością, monotematycznością czy tandetnością. Wyłącznie te przemyślane, pochodzące od najlepszych, najbardziej przenikliwych tekściarzy. Od geniuszy słowa, operujących wyrazami w sposób niebanalny. Od twórców wybitnych. 
źródło
Niebywała pod tym względem jest Katarzyna Nosowska. Wokalistka zespołu Hey, znana także z solowych dokonań, ucieleśnia wszystko to, czego oczekuję i potrzebuję od artysty. Mógłbym wymieniać jej przymioty w nieskończoność, jednak, skupiając się na temacie artykułu, spocznę na jej tekstach. Wokalistka ze Szczecina – pisząca nie tylko dla siebie, ale również dla wielu artystów m.in.: Maryli Rodowicz, Justyny Steczkowskiej oraz Natalii Nykiel – bardzo często zabawia się słowem, tworząc nie tylko nowe określenia –  takie jak zi-wio-letni (O Suszeniu, Hey) – ale również łącząc poszczególne wyrazy, wydobywa z nich nowy sens bądź nadaje własny. 
źródło
Skarbnicą intrygujących zbitek słownych Katarzyny Nosowskiej są przede wszystkim jej albumy, na czele z solowym UniSexBlues oraz zespołowym Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!. Na tym pierwszym – wydanym w roku 2007 – piosenkarka traktuje słowa i utarte określenia w sposób osobliwy, bowiem odwraca ich znaczenia lub powołuje do życia nowe, tworząc wyjątkowe kompilacje. Mamy zatem do czynienia z takimi związkami frazeologicznymi jak kiszek twist czy plotki płotki, oznaczające kolejno problemy żołądkowe i plotki ludzi obcych. Co więcej, znane dotąd określenia – takie jak wolna wola czy babie lato – otrzymują nowe, mniej metaforyczne znaczenie: babie lato zostaje wykorzystane w kontekście pory roku (…babie lato daj, a dziadu ześlij mróz), wolna wola zaś nie zostaje ukazana jako nienarzucona czy dobrowolna, ale jako nieśpieszna, czy ociężała (Zamiast wolnej woli mieć wolę silną jak strzała). Nosowska wykorzystuje również proste, niezwykle mocno osadzone w codzienności określenia do opisywania problemów egzystencjalnych. Życie – oczekiwanie na śmierć –  nazywa gotowaniem się, a ciało kostiumem nurka. 

źródło
Płyta Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!, którą Hey wydał w 2010 roku, stanowi nie tylko wyraz twórczych poszukiwań zespołu, ale również źródło niebanalnych, świeżo powołanych do życia związków frazeologicznych, wyrazów oraz określeń. Nosowska serwuje słuchaczom na przykład koncentracyjny parapet, odzwierciedlający nieumiejętność utrzymywania przy życiu roślinności, określający miejsce, na którym realizuje się ich nieplanowana zagłada. Artystka formułuje myśli i obrazy, tworząc nowe wyrazy – by opisać szczecińskie rzędy dźwigów i żurawi, tworzy słowo dźwigozaur, składające się z dwóch formantów: dźwig i dinozaur. Ponadto pojawiają się takie określenia, jak gwoździe gwiazd i księżyc hak, które – w utworze Faza delta – przytrzymują niebo. 

źródło
Metaforyczność określeń i bogactwo zbitek słownych nie jest obca albumowi 8, wydanemu przez Nosowską w roku 2011. Piosenkarka na tej płycie postrzega Polskę jako patchwork uszyty z województw, a poczucie bliskości definiuje jako celsjuszy pęk. 
Powyższe przykłady stanowią jedynie punkt wyjściowy do rozważań na temat tekstów Katarzyny Nosowskiej, nie oddają w pełni ich kunsztu i wyjątkowości. Przedstawiam wyłącznie swój własny punkt widzenia, własną interpretację. Dzielę się tym, co mnie najbardziej frapuje, co uważam za najciekawsze.

Kilka słów i prostych akordów, czyli Kołysanka

źródło
Niektóre piosenki, choć nieoczekiwanie, stają się prawdziwymi hitami. Aktualne są nawet po wielu latach, wpisane w pamięć całych pokoleń. Część z nich wywołuje wspomnienia, łzy, a czasami nawet złość. To one przypominają o minionych wydarzeniach, osobach, które odeszły. Muzyka ma wielką moc. Potrafi wywrócić do góry nogami cały świat, a nawet ranić… zwłaszcza tych pogrążonych w smutnych wspomnieniach. Tych, dla których została napisana.
Tytuł: Kołysanka
Autor: Sarah Dessen
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Remy miała w swoim życiu mnóstwo chłopaków. I dzięki temu do perfekcji opanowała zrywanie. Ma nawet opracowaną specjalną taktykę, którą wykorzystuje za każdym razem. A przynajmniej do czasu, gdy przez przypadek spotyka Dextera, który jest kompletnie inny niż wszyscy. Nieco zwariowany, niezorganizowany i na dodatek do wszystkiego ma optymistyczne nastawienie. Ale Remy i tak będzie musiała odejść, gdy zrobi się zbyt poważnie. Najwidoczniej odziedziczyła to po własnej matce, która wychodzi za mąż już po raz piąty. Remy nie zna nawet własnego ojca, a jedyną rzeczą, jaka po nim została, jest piosenka, którą dla niej napisał – Kołysanka – a której Remy nienawidzi…
Ostatnio miałam jakąś fazę na czytanie powieści obyczajowych. Do tej przyciągnął mnie motyw muzyki, która jest głównym elementem książki. Najczęściej pojawiała się Kołysanka – stary hit napisany właśnie dla głównej bohaterki przez jej ojca, który był muzykiem. Dlatego też Remy tak bardzo jej nie lubiła. 
Wszystko w tej książce kręci się wokół muzyki i związków – tych mniej lub bardziej udanych, ale zawsze krótkich. Autorka sprytnie to sobie obmyśliła. Ta książka sprawia wrażenie takiej jak inne historie miłosne, jednak coś w sobie ma. Może to ta piosenka, może refleksje, które nachodzą po jej przeczytaniu. Z pewnością nieco się wyróżnia spośród innych.
Z bohaterów najbardziej polubiłam Dextera. Był niepoprawnym optymistą, artystą i wyłamywał się z ram tych wszystkich chłopaków, z którymi chodziła Remy. To właśnie on swoją osobowością i czynami sprawił, że w głównej bohaterce zaszło wiele zmian. Remy na początku nawet nie wierzyła w prawdziwą miłość. Nie była stała w uczuciach, tak samo jak jej matka – popularna pisarka, która miała wyjść za mąż już po raz piąty. 
Wątek romantyczny był ciekawie obmyślony. Z Dexterem na początku wszystko toczyło się tak jak we wszystkich związkach, w które angażowała się główna bohaterka. Dopiero potem coś się zmieniło. Tu miłość grała dużą rolę, może nawet największą. Podobało mi się to, jak autorka stopniowo uświadamiała Remy wagę jej związku z Dexterem. Pokazała dziewczynie niewierzącej w prawdziwą miłość, że to, co ją łączy z młodym muzykiem, wcale nie jest tylko przelotnym romansem. 
Kołysanka to powieść o muzyce i miłości, która przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie. To książka o odnajdywaniu samego siebie i zmierzeniu się z rzeczywistością. Niby zwykła historia miłosna, ale ma w sobie coś głębszego. Bardzo mi się spodobała i szczerze powiedziawszy, to nawet nie oczekiwałam, że będzie taka dobra. Polecam fanom lekkich historii miłosnych z muzyką w tle.

Odnaleźć piosenkę swojego życia…

źródło
Każdy z nas poszukuje w życiu czegoś idealnego… partnera, zawodu, celu, miejsca na Ziemi, książki, piosenki… Są osoby, które nigdy nie dościgają swojego ideału, ale po świecie chodzą i tacy, którym się udaje. Ja jestem jedną z takich osób. Udało mi się odnaleźć już wystarczająco wiele idealnych punktów w moim życiu, bym czuła się uszczęśliwiona. 
Muzyka ma ogromne znaczenie. Wpływa pozytywnie na zwierzęta, potrafi ukoić stres u małych dzieci, uspokaja pędzące myśli, relaksuje. Słuchamy różnych rodzajów muzyki, lokujemy swe gusta i uwielbienie w najrozmaitszych wykonawcach, dajemy się pochłonąć szeroko pojętym rytmom. Jedni wykonawcy są znani z kontrowersji, inni z pięknych i delikatnych głosów, jeszcze inni tworzą dla niewielkiego grona odbiorców. Są też tacy, którzy stają się legendami i o których pamięć nie umiera, bo pozostawili po sobie niesamowity muzyczny dorobek.
Warto zastanowić się, jakie uczucia powinny towarzyszyć człowiekowi, gdy natrafia na piosenkę swojego życia… Czy są to dreszcze? Czy łzy wzruszenia? Czy osłupienie? A może zaskoczenie? Z autopsji mogę przyznać, że jest to niesamowite uczucie. Gdy ja, kilka lat temu, dzięki jednemu linkowi przesłanemu przez kolegę z klasy na komunikatorze gadu-gadu, po raz pierwszy usłyszałam piosenkę mojego życia, straciłam kontakt z rzeczywistością. Najpierw pojawiły się dreszcze, później wstrzymanie oddechu, następnie znów dreszcze, a wreszcie łzy wzruszenia. Po pierwszym odsłuchaniu przyszedł czas na drugie odsłuchanie. Po drugim trzecie, a po trzecim tuzin kolejnych. W ciągu godziny melodia wsiąknęła pod skórę, a słowa piosenki wdarły się do umysłu. Nazwa zespołu została wpisana w wyszukiwarkę Google i na YouTube. Telefon w ciągu nocy wypełnił się piosenkami zespołu, po dwóch tygodniach na honorowej półce w pokoju zostały ustawione płyty, które postanowiłam zdobyć za wszelką cenę. Przez tę jedną, idealną piosenkę znalazłam zespół, który pochłonął mnie w całości. To było jak objawienie, stało się moją najczystszą, najgoręcej wyznawaną pasją. Wiedziałam, że to nie skończy się po kilku miesiącach. Byłam pewna, że będzie trwać. I trwa. Trzy lata temu przepadłam w miłości do głosu genialnego wokalisty, Chrisa Daughtry’ego. On i jego zespół, muzyka jaką tworzą i energia jaka od nich bije, stworzyły stały i bardzo ważny element mojego życia. Dzięki muzyce Daughtry’ego poprawia mi się humor, najgorszy dzień nabiera lepszych barw, a umysł wypełnia mi pozytywne myślenie. Sądzę, że właśnie tak to powinno działać – muzyka powinna uzdrawiać. Mnie uzdrawia ten cudowny zespół, ich melodie i słowa piosenek, które trafiają wprost do mojego serca. 
A jaka jest piosenka mojego życia? Drodzy czytelnicy, od 24 grudnia 2012 roku do dziś moją najpiękniejszą, ukochaną piosenką jest Life After You Daughtry’ego. Jeśli chcecie, zapraszam do odsłuchania, a jeśli nie macie ochoty, to w tym momencie włączcie sobie wasze ulubione, albo idealne piosenki… i uśmiechnijcie się, nawet jeśli to smutna melodia!

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia