Okrutna prawda

Życie nastolatków nie jest takie piękne, jak się wydaje. Niektóre młode osoby mają wszystko – kochających rodziców, inteligencję, przyjaciół i pieniądze. Lecz nie wszystkie… Jest wielu uczniów, którzy przeżywają w domu piekło, nie mają co jeść lub są nieakceptowani przesz rówieśników, co prowadzi do psychicznego i fizycznego znęcania się nad nimi. Takie sytuacje mogą mieć wpływ na całe życie. Dlatego trzeba sobie jakoś z tym radzić, tylko często to radzenie prowadzi do jeszcze gorszych wydarzeń.

Tytuł: Galerianki
Reżyser: Katarzyna Rosłaniec

Ala jest uczennicą gimnazjum. Jest nieśmiała i jeszcze dość dziecinna na swój wiek. Z zafascynowaniem obserwuje swoje koleżanki z klasy, które zawsze są wymalowane, ubrane w markowe ciuchy i pewne siebie. Dla nich liczą się tylko wygląd i pieniądze. Pewnego dnia Ala pomaga jednej z dziewczyn. Odtąd zaczyna spędzać z nimi czas. Przywódczyni paczki – Milena – tłumaczy jej, skąd się biorą pieniądze, a raczej drogie rzeczy. Wtedy okazuje się, że nastolatki spędzają czas w galeriach handlowych, gdzie znajdują mężczyzn, z którymi za upominki uprawiają seks. Czy Ala do nich dołączy? Ile można zrobić dla drogich rzeczy i ucieczki od prawdziwej rzeczywistości?

Minęło wiele lat, odkąd ten film wszedł do kin, lecz ja dopiero teraz postanowiłam się z nim zapoznać. Słyszałam najróżniejsze opinie o Galeriankach, więc stwierdziłam, że najwyższa pora wyrobić sobie własną. I należę do tych osób, na których produkcja zrobiła olbrzymie wrażenie. Nie jest to jakoś wyjątkowo dobry film, ani pod względem technicznym, ani fabularnym, ale problematyka jest wręcz przerażająca.

Pierwsze, co mnie od razu na początku uderzyło, to fakt, że przecież takie rzeczy się zdarzają. Na szczęście nigdy nie byłam świadkiem takich sytuacji ani nie znałam osoby, która w taki sposób wykorzystywałaby swoje ciało (przynajmniej o tym nie wiem), więc dla mnie jest to niewyobrażalne. Ale Galerianki nie powstały wyłącznie na bazie czyjejś wyobraźni, tylko opierają się na prawdziwych zdarzeniach. To jest konkretny problem i tak naprawdę o tym przecież raczej się nie mówi. To nie jest temat poruszany na co dzień, mimo że równie istotny jak zażywanie narkotyków czy spożywanie alkoholu. 

Fabuła jest bardzo szkicowa, więc pewnie dlatego wiele osób ocenia ten film negatywnie. W tym przypadku mnie akurat to nie raziło. To nie miała być historia pełna zwrotów akcji, tylko zwrócenie uwagi na pewien problem. I ta produkcja właśnie to robi. Opowieść rozwija się powoli: od nudnych początkowych scen aż do szokującego rozwinięcia akcji. Gdy zaczęłam oglądać, byłam przekonana, że to będzie coś słabego, ale końcówka zrobiła na mnie takie wrażenie, że na długo zapadnie mi w pamięć. 

Bohaterowie okazali się bardzo wyraziści i różnorodni. Jest to duży plus, tym bardziej że często ich osobowości zahaczały o karykaturalność, co spotęgowało moje odczucia. To była smutna prawda o nich. Nie przywiązałam się do nikogo – byli to dla mnie obcy ludzie i właśnie tacy mieli być. Bo to nie jest opowieść o kimś konkretnym. Takie samo rozżalenie wywołała we mnie każda postać. Było mi ich tak bardzo szkoda, ale zarazem zdawałam sobie sprawę, że są sami sobie winni, choć ich sytuacja najczęściej była trudna, czego wynikiem były okrutne zachowania. 

Podziwiam grę aktorską Anny Karczmarczyk, która perfekcyjnie poradziła sobie z tym zadaniem. Potrafiła zagrać niewinną i nieśmiałą dziewczynkę, a zarazem pewną siebie i okrutną kobietę. Nie każdy aktor umiałby odnaleźć się w takiej roli. Byłam pod wrażeniem obsady. Pojawiło się tam wiele znanych nazwisk aktorów, których bardzo cenię, np. Artur Barciś czy Izabela Kuna. 

Galerianki są naprawdę mocnym filmem, o którym pamięta się jeszcze długo po jego obejrzeniu. Nie jest to głupiutka historyjka o bandzie nastolatek, tylko przerażająca opowieść o dojrzewających ludziach, którzy nie mogą sobie poradzić z problemami w domach rodzinnych oraz brakiem akceptacji. Uderzająca produkcja. 

Jak malowany

Twój Vincent był długo wyczekiwaną koprodukcją brytyjsko-polską. Stał za nim wyjątkowy, mimo że nie zaskakujący pomysł przedstawienia historii artysty za pomocą obrazów. Autorzy filmu podjęli się niesamowitego wysiłku jakim było stworzenie animacji przy pomocy obrazów malowanych farbami olejnymi, a nie rysunków. Praca nad produkcją trwała ponad dziesięć lat i doprowadziła do ożywienia prawie setki dzieł Van Gogha. Efekt wizualny jest zniewalający – podczas pierwszych scen po prostu przeszły mnie ciarki. Obraz wibruje w duchu postimpresjonizmu.

Kanadyjski Nikifor

Niedawno do polskich kin weszła historia jednej z najwybitniejszych kanadyjskich malarek, Maud Lewis, która wbrew przeciwnościom losu postanowiła poświęcić się temu, co kochała najbardziej.

Tytuł: Maudie
Reżyseria: Aisling Walsh
Scenariusz: Sherry White

Na ekranie mamy przed sobą malutką istotę (Sally Hawkins), która uciskana jest z każdej strony – przez swoją niepełnosprawność, przez rodzinę i trudne doświadczenia życiowe, wykazuje się jednak nieszablonowym poczuciem humoru i uporem.

Film przedstawia zaskakujące losy Maud, która buntuje się przeciw rodzinie i niemalże podstępem wkrada się do życia swojego przyszłego męża (Ethan Hawke). Tam powoli zmienia swoje i jego życie, za pomocą farb, na bardziej kolorowe. Dzięki przypadkowi, a może niewzruszonemu uporowi, zostaje znaną i cenioną malarką folklorystyczną. Historia Maud Lewis odrobinę przypomina losy naszego rodzimego Nikifora. Oprócz opowieści o malarce, mamy tu też wzruszającą narrację o trudnej miłości, oschłego i gburowatego rybaka z delikatną, lecz charakterną kobietą – uczucie, które rodzi się powoli i jakby wbrew samym zakochanym, którzy odnajdują w tej relacji to, czego im całe życie odmawiano.

Maudie to nie tylko interesująca opowieść biograficzna, ale też bardzo ładnie zrealizowany film z pięknymi zdjęciami Nowej Szkocji. Pięknym plenerom towarzyszy delikatna i nienarzucająca się muzyka. Wszystko bardzo ładnie komponuje się z historią o urokach sztuki folklorystycznej.

Mimo wszystko film wydaje się zbyt cukierkowy. Mamy przed sobą kobietę, która cierpi z powodu strasznej choroby, która uniemożliwia jej w pełni sprawne funkcjonowanie, rodzinę, która gnębi ją w straszliwy sposób, traktując ją nie tylko jak niepełnosprawną fizycznie, ale też umysłowo, odbierając jej wszystko, co było dla niej ważne. Następnie trafia pod dach człowieka, który zdecydowanie ma problem z tym, jak traktować innych ludzi. Mimo wszystko film jest pogodny jak wielkanocny poranek. Myślę, że celem twórców było pokazanie, że z przeciwnościami można walczyć i nasze życie zależy od nas samych, jednak odrobinę w tym przesadzili.

Maudie to ładny film, ale odrobinę nudny. Można go obejrzeć, jeśli jest się zainteresowanym tematem. Jednak jeśli ktoś w ogóle nie czuje historii związanych z biografiami i artystami, nie znajdzie tam niczego ciekawego dla siebie.

„Tłumacz”. Pierwsze zauroczenie Yusufa

Tłumacz to 23-minutowy film dyplomowy Emre Kayişa, którego bohaterem jest syryjski uchodźca. Ten wzbudzający kontrowersje temat reżyser przedstawia, unikając sensacyjnego tonu.

Mieszczańska Polska w czterech ścianach

Od pewnego czasu w Teatrze Nowym w Poznaniu grają spektakl Prezydentki, intrygujący plakat z trzema kobietami wystrojonymi w „pawie pióra”. W sumie nie wiadomo czego się spodziewać. A spodziewać się można zdecydowanie wszystkiego!

Na scenie zasiadają trzy panie, już nie takie młode, raczej w takim momencie życia, w którym większość rzeczy już się powinno przeżyć. Rozmowę zaczynają od zwykłych codziennych trosk, o tym, że dzieci znów nie przyjechały, że chciałyby mieć wnuki, coś się zgubiło, gdzieś zaszczekał pies czy jakaś sukienka się podarła – prezentują swoje mieszczańskie problemy. Trochę się kłócą, sprzeczają, aż coś pęka – można powiedzieć, że coś się zesrało. Okazuje się, że pod maską kobiet, których już nic nie zdziwi, tkwią wrażliwe dziewczęta, które marzą. A marzą o tym, co zawsze tkwi gdzieś głęboko w każdej osobie.

Nie wiem, czy można się identyfikować z Maryjką, Ireną czy Renatą, jednak gdzieś tam tkwi bolesne ukłucie, że czy tego chcemy czy nie w każdym człowieku tkwi tęsknota za akceptacją. Renata i Irena mogą wieść swoje życiowe narracje o codzienności, Maryjka nie może, bo Maryjka nie przeżyła, pragnie jednak podzielić się ze swoimi przyjaciółkami swoją wielką pasją – kupą. Od tego drażliwego tematu nie da się uciec. Bohaterki trochę nas bawią, trochę wzruszają. Nie przebierają w słowach (uwaga! Spektakl dla widzów dorosłych), co wzbudza dodatkowe salwy śmiechu na widowni. Ale czy rzeczywiście to wszystko jest takie śmieszne, czy w ogóle jest zabawne? Możemy mieć pewne wątpliwości.

W warstwie artystycznej spektakl jest bardzo prosty, scenografia to pokój z kuchnią, muzyka pojawia się w ważnych momentach i faktycznie współgra z tym, co dzieje się na scenie, ale nie powiedziałabym, że buduje emocje. Jednak nie ten artystyczny szlif jest tu ważny. To treść oraz absolutna naturalność aktorek oraz ich otoczenia pozwala na stworzenie bardzo ciekawego spektaklu opowiadającego o tym, że ci najbardziej pokorni i spokojni mogą okazać się najbardziej niebezpiecznymi ludźmi, jakich znamy, jeśli tylko obudzą się w nich niespełnione marzenia.

Scenariusz: Werner Schwab
Reżyseria: Piotr Kruszczyński
Scenografia, kostiumy, światła: Krystyna Łagowska
Muzyka: Jacek Kita
Ruch sceniczny: Maćko Prusak
Konsultacje literackie: Michał Pabian
Inspicjent: Krzysztof Przybyłowicz

Aktorki:

Bożena Bobrowska-Kropielnicka – Irena
Małgorzada Łodej-Stachowiak – Maryjka
Daniela Popławska – Renata

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia