By odkryć wszystkie tajemnice

Zastanawialiście się, co by się stało, gdyby okazało się, że podstawy wiary, w które wierzymy, są kłamstwem? Zmodyfikowaną prawdą, która już dawno odbiegła od rzeczywistości? Dla ludzkości byłby to olbrzymi cios. Świat straciłby sens dla niektórych ludzi, a ci bardziej niecni wykorzystaliby ten fakt, aby zdobyć władzę. Prawda potrafi niszczyć. Jest jak żywioł, ale po burzy jest tęcza, więc może już pora, by prawda wyszła na światło dzienne. 

Tytuł: Kod da Vinci
Reżyser: Ron Howard

Robert Langdon jest wezwany do Paryża, a dokładnie do Luwru. Okazuje się, że w dość specyficzny sposób zostało tam popełnione morderstwo. Zwłoki kustosza muzeum  ułożone jak na szkicu Leonarda da Vinci. Morderca dla śledczego jest oczywisty. Jednak wszystko się komplikuje, gdy policja zauważa szereg zagadek pozostawionych przez zamordowanego człowieka. Wtedy Robert wraz z piękną Sophie rusza w zabójczą podróż, by odkryć zagadki z przeszłości. Czego się dowiedzą? Czy prawda nie będzie zbyt szokująca?

Myślę, że o Kodzie da Vinci słyszał chyba każdy. Sławna książka i popularna ekranizacja. Od dawna planowałam przeczytać Kod Leonarda da Vinci, jednak na razie tego nie zrobiłam. Pokusiłam się z kolei o obejrzenie filmu. Dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam. Ni więcej, ni mniej. Produkcja spełniła wszystkie moje oczekiwania, ale również niczym mnie nie zaskoczyła.

Thrillery są bardzo lubiane przez ludzi. Ich popularność bije rekordy i przyciąga największą publiczność w kinach. Nie dziwię się. Trzymają w napięciu, dają najczęściej jakąś ciekawą zagadkę i ich akcja zainteresuje prawie każdego, nawet wybrednego widza. Są to filmy typowo dla rozrywki, lecz ten fakt nie odbiera im inteligencji i zaskakujących scen. Kod da Vinci nie jest schematycznym thrillerem. Jest czymś rzadziej spotykanym, ale spełniającym wszystkie jego wyznaczniki. 

Pomysł na fabułę jest niekonwencjonalny i przede wszystkim intrygujący. Gdy pierwszy raz usłyszałam rozmowy na jego temat, a była to rozmowa mojej babci i mamy, byłam zafascynowana. Premiera produkcji przypadała na moje dziecięce lata, więc jakoś dużo nie zrozumiałam, ale wystarczająco, by zrozumieć, że jest to kontrowersyjny film, a właśnie takie historie od najmłodszych lat najbardziej lubiłam. Teraz wreszcie poznałam ją.

Sama fabuła jest bardzo wciągająca. Przyznaję się, że nie obejrzałam całego filmu naraz, ale mimo to z zapartym tchem patrzyłam na to, co tym razem się zdarzy. Nie wiedziałam, do czego to wszystko prowadzi ani jakie będą tego konsekwencje. Chciałam się tego wszystkiego dowiedzieć, tym bardziej że w Kodzie da Vinci jest wiele wątków, które zaskakują, ale zmieniają też znaczenie całej historii. Pasjonowała mnie to, choć w niektórych momentach trochę się gubiłam. Jedno wydarzenie miało wpływ na kilka, przez co tworzyła się niesamowicie rozbudowana sieć zagadek, sekretów i następujących po sobie skutków. Potencjał całej tej opowieści został w stu procentach wykorzystany,

O samej akcji nie powiem za dużo. Pojawiała się w odpowiednich momentach. Tam, gdzie powinna być szybka, właśnie taka była. Trzymała w napięciu i sprawiała, że nieraz przeszły mnie ciarki po plecach. Jednak czasami ustępowała, by można było zastanowić się nad przebiegiem tych wszystkich zdarzeń oraz wymyślić multum własnych możliwości. Pozwolić ponieść się wyobraźni, ale i tak na końcu zostać zaskoczonym.

Bohaterowie są dość różnorodni. O głównym bohaterze – Robercie – dowiadujemy się mało. Jego przeszłość jest ujawniana w niektórych fragmentach rozmów, ale to jest za mało, by stworzyć spójny wizerunek tej postaci. Natomiast sama Sophie okazała się bardzo odważną kobieta, która była gotowa na wszystko, by poznać prawdę o sobie, swoim dziadku i świecie. Nie cofnęła się przed niczym, by dostać to, czego chciała. Dzięki temu zyskała moją sympatię. Polubiłam również Leigha. Jest przeuroczy. Jego zachowanie potrafiło być niezrównoważone, z samą lojalnością też miał problem, ale mimo to zapamiętam go wyjątkowo dobrze.

Obsada filmu jest niezwykle dobra. Tak samo jak fikcyjna postać, tak i aktor przykuł moją uwagę. Mam na myśli konkretnie Iana McKellena, który wcielił się w rolę Leigha. Idealnie oddał jego fascynację historią, częstą nieporadność, ale również skrywany spryt. Jednak największe wrażenie zrobił na mnie Paul Bettany (Silas). Trzeba mieć niezwykły talent, by oddać realność tych wszystkich brutalnych scen oraz fanatyzm i zarazem przywiązanie. Poza tym w tej produkcji gra Jean Reno, którego uwielbiam i bardzo cenię za kunszt aktorski.

Kod  da Vinci okazał się wyjątkowym dobrym filmem. Jeśli lubicie mroczne zagadki i nieodkryte prawdy, zostaniecie wciągnięci do rzeczywistości, w której historia pisze własną opowieść na teraźniejszości. 

Do doskonałości

Być idealnym – to chyba marzenie większości ludzi. W końcu kto by nie chciał być doskonały we wszystkim albo chociaż w jednej dziedzinie? Jest się wtedy najlepszym i niepokonanym. Inni ludzie szanują cię oraz okazują respekt i może trochę strachu. Jednak tego nie osiąga się z dnia na dzień. Na to składają się lata ciężkiej pracy, łzy, porażki i olbrzymia motywacja oraz wytrwałość. Tu to są tylko słowa, ale w rzeczywistości żmudna i wyczerpująca droga. Trzeba wiele poświęcić. Są osoby, które są na to gotowe, lecz czy na pewno doprowadzi ich to do wymarzonej perfekcji? 

Tytuł: Czarny łabędź
Reżyser: Darren Aronofsky

Nina jest baletnicą, która bierze na poważnie swoją pracę. Chce osiągnąć mistrzostwo, więc codziennie wytrwale trenuje i na zawodowych treningach, i w domu. Każdy najmniejszy krok ćwiczy tysiące razy. Nie ma miejsca na pomyłkę. Gdy się okazuje, że zwalnia się posada primabaleriny w Jeziorze Łabędzim, dziewczyna jest gotowa o nią walczyć. Tym bardziej że tym razem jedna osoba ma zagrać białego i czarnego łabędzia. Jest to niezwykłe wyzwanie, które w pierwszej chwili ją przerasta. Na ile Nina jest gotowa, by udowodnić, że to jej należy się ta rola i przede wszystkim, że jej podoła? 

Gdy po raz pierwszy spotkałam się ze wzmianką na temat tej produkcji, byłam zaciekawiona. Na tyle, że tytuł tego filmu zapadł mi w pamięć. Usłyszałam o nim ponownie po latach i właśnie wtedy zapragnęłam go obejrzeć. Nie zrobiłam tego od razu, lecz ostatecznie się z nim zapoznałam przyznam, że jestem zawiedziona. Nie wiedziałam do końca, o czym jest, ale kiedy zaczęłam oglądać, byłam zdumiona. Mimo że Czarny łabędź mi się nie podobał, to jestem pod wielkim wrażeniem pomysłu. Sam motyw baletu jest bardzo rzadko spotykany w kinematografii, a co dopiero w takim wykonaniu. Spodziewałam się czegoś całkiem innego, ale na początku byłam z niego zadowolona. Niestety, pomysł spełzł na niczym. Według mnie ten film miał olbrzymi potencjał, który prawie wcale nie został wykorzystany, i bardzo tego żałuję. 

Na szczęście fabuła okazała się wciągająca. Chciałam dowiedzieć się, do czego prowadzi zachowanie Niny. Początkowo nie rozumiałam, o co jej chodzi. Dopiero z czasem zdałam sobie sprawę, co nią kieruje, dzięki czemu historia stała się bardziej przejrzysta. Choć do ostatnich chwil można było trochę się w niej pogubić. Nie nudziłam się, mimo że perspektywa baletnicy bardzo często mnie irytowała, co raczej zniechęcało mnie do dalszego oglądania. Ale tak bardzo chciałam się dowiedzieć, jakie będą konsekwencje tych wszystkich zdarzeń. I gdy się dowiedziałam, byłam bardzo zawiedziona. Pewnie ten fakt sprawił, że po filmie byłam rozgoryczona i ostatecznie wyciągnęłam z niego negatywnie na mnie wpływające wnioski. 

Na plakacie produkcji widzimy tajemniczą, piękną i okrutną postać. Mało kto mógłby przejść przy takiej kobiecie obojętnie. Dlatego właśnie dużo oczekiwałam od głównej bohaterki. Chciałam to w niej zobaczyć – tę wściekłość, pewność siebie i wrażliwość na muzykę. Nie doczekałam się tego, a mniemana przemiana wewnętrzna była w ogóle niewidoczna. Nina okazała się mało wyrazista i dość przewidująca. Jej przeciwieństwem była Lily – niespójna, nieokrzesana i pełna uczucia. Właśnie takie postacie przyciągają moją uwagę, więc ze wszystkich to jej losy najbardziej śledziłam. Zresztą tak naprawdę to bohaterów nie było za dużo i to wpływało negatywnie na fabułę. Większa różnorodność charakterów ubarwiłaby opowieść.

Tematyka, która jest poruszona w Czarnym łabędziu, jest niezwykle istotna i najczęściej pomijana. W życiu częściowo chodzi o to, żeby się starać, dążyć do doskonałości i osiągnąć sukces. I właśnie to się wpaja ludziom, lecz nikt nie myśli, co się stanie, gdy ktoś weźmie to zbyt dosłownie. Będzie zbyt wytrwały i nie będzie znał granic. Konsekwencje mogą być przerażające. Film daje wiele do myślenia.

Nie wiem czemu, ale bardzo nie lubię Natalie Portman. Gdy oglądam filmy z nią, choć zbyt dużo ich jak dotąd nie obejrzałam, mam wrażenie, że uroda zastępuje talent. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób ją ceni, ale według mnie nie umie wejść w rolę. Ma jedną maskę, której w ogóle nie zmienia, przez co produkcje, w których się pojawia, stają się złudnie podobne. Wyróżniła się jedynie Mila Kunic grająca Lily. Myślę, że moją sympatię do bohaterki zawdzięczam właśnie tej aktorce. Ukazała jej ekspresje oraz determinację. 

Nie żałuję, że obejrzałam Czarnego łabędzia, mimo że w ogóle nie przypadł mi do gustu. Mam teraz własną opinię, ale również pytanie: co ludzie w nim widzą? Podzielcie się swoimi spostrzeżeniami. 

Perełki filmowe

W tradycji kinowej kończący sezon letni sierpień jest uznawany za jeden z najgorszych miesięcy w roku. Skrupulatne poszukiwania pozwalają jednak odkryć, że i w tym miesiącu w kinach mogliśmy znaleźć prawdziwe perełki filmowe.

Głośny/cichy film

Nowy film Nolana z artystycznego punktu widzenia jest perełką. Piękne zdjęcia, wspaniała muzyka i cudnie dograny montaż równoległy wciskają w kinowy fotel z zachwytu.

Ukryte życie lasu

Spoglądacie przez okno i co widzicie? Słońce, drzewa, przejeżdżające samochody i przechodzących ulicami ludzi. Wszystko jest takie, jakie powinno być. A gdyby tak zajrzeć nieco głębiej? Może się okazać, że tak naprawdę nie wiemy nic. 

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia