Mieszczańska Polska w czterech ścianach

Od pewnego czasu w Teatrze Nowym w Poznaniu grają spektakl Prezydentki, intrygujący plakat z trzema kobietami wystrojonymi w „pawie pióra”. W sumie nie wiadomo czego się spodziewać. A spodziewać się można zdecydowanie wszystkiego!

Na scenie zasiadają trzy panie, już nie takie młode, raczej w takim momencie życia, w którym większość rzeczy już się powinno przeżyć. Rozmowę zaczynają od zwykłych codziennych trosk, o tym, że dzieci znów nie przyjechały, że chciałyby mieć wnuki, coś się zgubiło, gdzieś zaszczekał pies czy jakaś sukienka się podarła – prezentują swoje mieszczańskie problemy. Trochę się kłócą, sprzeczają, aż coś pęka – można powiedzieć, że coś się zesrało. Okazuje się, że pod maską kobiet, których już nic nie zdziwi, tkwią wrażliwe dziewczęta, które marzą. A marzą o tym, co zawsze tkwi gdzieś głęboko w każdej osobie.

Nie wiem, czy można się identyfikować z Maryjką, Ireną czy Renatą, jednak gdzieś tam tkwi bolesne ukłucie, że czy tego chcemy czy nie w każdym człowieku tkwi tęsknota za akceptacją. Renata i Irena mogą wieść swoje życiowe narracje o codzienności, Maryjka nie może, bo Maryjka nie przeżyła, pragnie jednak podzielić się ze swoimi przyjaciółkami swoją wielką pasją – kupą. Od tego drażliwego tematu nie da się uciec. Bohaterki trochę nas bawią, trochę wzruszają. Nie przebierają w słowach (uwaga! Spektakl dla widzów dorosłych), co wzbudza dodatkowe salwy śmiechu na widowni. Ale czy rzeczywiście to wszystko jest takie śmieszne, czy w ogóle jest zabawne? Możemy mieć pewne wątpliwości.

W warstwie artystycznej spektakl jest bardzo prosty, scenografia to pokój z kuchnią, muzyka pojawia się w ważnych momentach i faktycznie współgra z tym, co dzieje się na scenie, ale nie powiedziałabym, że buduje emocje. Jednak nie ten artystyczny szlif jest tu ważny. To treść oraz absolutna naturalność aktorek oraz ich otoczenia pozwala na stworzenie bardzo ciekawego spektaklu opowiadającego o tym, że ci najbardziej pokorni i spokojni mogą okazać się najbardziej niebezpiecznymi ludźmi, jakich znamy, jeśli tylko obudzą się w nich niespełnione marzenia.

Scenariusz: Werner Schwab
Reżyseria: Piotr Kruszczyński
Scenografia, kostiumy, światła: Krystyna Łagowska
Muzyka: Jacek Kita
Ruch sceniczny: Maćko Prusak
Konsultacje literackie: Michał Pabian
Inspicjent: Krzysztof Przybyłowicz

Aktorki:

Bożena Bobrowska-Kropielnicka – Irena
Małgorzada Łodej-Stachowiak – Maryjka
Daniela Popławska – Renata

Perełki filmowe

Piękna, słoneczna pogoda i wielkie wydarzenie sportowe, jakim są mistrzostwa świata w piłce nożnej, zniechęcają do wizyty w kinie. Warto jednak znaleźć przynajmniej dwie godziny w tygodniu i obejrzeć którąś z filmowych premier. W najnowszym odcinku Perełek filmowych przeczytacie o: filmie Romana Polańskiego, komediodramacie twórcy Zwariować ze szczęścia i wielkim, galaktycznym widowisku.

W świecie, o którym zapomnieliśmy

Jesteśmy przyzwyczajeni do naszej codzienności. W końcu jest to coś znanego nam, coś, co daje nam bezpieczeństwo i możliwość dobrego samopoczucia. Często nawet nie zwracamy uwagi, że zachowujemy się ciągle tak samo i tak naprawdę lubimy to. Przecież nie ma w tym nic złego. Ale czy czasami nie byłoby dobrze spróbować czegoś nowego i zaryzykować? Iść za ciekawością? Świat jest piękny i kryje wiele tajemnic, które ktoś musi odkryć. Czemu właśnie nie ty?
 

Operacja Kino – kostiumy

Słowo „kostium” kojarzy się głównie z halloweenowymi przebierankami, fikuśnymi balami maskowymi czy karnawałowymi zabawami, a w kontekście kina – z filmami fantastycznymi i historycznymi. W tym uproszczeniu gubią się fundamentalne znaczenia kostiumu filmowego. Służy on głównie dwóm celom: pierwszym jest wspieranie narracji poprzez tworzenie autentycznych postaci, drugim budowanie kompozycji, zapewnianie równowagi wewnątrz ram kadru dzięki odpowiedniemu zastosowaniu barwy, faktury i kształtu.

Zaklęte koło

Z roku na rok filmy Woody’ego Allena cieszą się mniejszą popularnością, może właśnie dlatego, że kręci je z roku na rok. Ostatni dobry film, który zdarzyło mu się nakręcić, to chyba Vicky Cristina Barcelona, jedyny, który nie utonął pomiędzy innymi wypuszczonymi po 2000 roku. A to, nie ukrywajmy, było w moich licealnych czasach, więc dawno. Czy Na karuzeli życia jest pozycją wartą uwagi? 

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia