Napędzani adrenaliną

źródło
Fani Formuły 1 nie są zbyt
rozpieszczani przez twórców kina. Sport ten nie cieszy się zbyt dużą estymą w
USA, a wielkie hollywoodzkie wytwórnie wolą bardziej przystępne i
efektowniejsze samochody, czego dowodzi dochodowość serii Szybcy i wściekli. Faktu nie polepsza obecny stan Formuły –
monotonia ciągłego jeżdżenia w kółko i ograniczenie ryzyka do minimum
sprawiają, że na ich transmisjach można dosłownie umrzeć w nudów. Żeby więc
wycisnąć z tego tematu emocjonujący i pełnokrwisty film, Wyścig musiał cofnąć się w
czasie.


Lata 70. Niki Lauda i James Hunt
poznają się w Formule 3 i, łagodnie mówiąc, nie pałają do siebie sympatią.
Lauda to sztywny perfekcjonista, który z konsekwentną logiką dąży do zwycięstwa;
Hunt to z kolei rzucający żartami na prawo i lewo playboy. Ich rywalizacja
zaostrza się jeszcze bardziej, kiedy obaj trafiają do pierwszej ligi i walczą o
zdobycie trofeum mistrzostw świata.
Pasjonująca rywalizacja Hunta i
Laudy to gotowy materiał na emocjonujący obraz. Ron Howard raz jeszcze
udowadnia, że nie bez przyczyny mówi się o nim jak o jednym z
najsolidniejszych rzemieślników Fabryki Snów. To, co nie mogło zostać zepsute,
nie zostało; co musiało wypaść wspaniale, wypadło. Reżyser idealnie wyważył
akcenty, dzięki czemu w jego filmie nie istnieje przesada – życie prywatne,
rodzinne i sportowe otrzymuje dokładnie tyle czasu, ile powinno. Sceny wyścigów
zostały wspaniale nakręcone, przywołują dreszczyk emocji i, przez lwią część
czasu, nie widać jak bardzo tani to film.

źródło
Ogląda się ten obraz z niebywałą
przyjemnością przede wszystkim dzięki aktorom, którzy tchnęli ducha w odgrywane
postacie. Łączenie i stykanie dwóch przeciwieństw to samograj, nie bez
przyczyny wyostrzono charaktery obu kierowców (w rzeczywistości Lauda i Hunt
nie różnili się aż tak diametralnie). Każda ich wspólna scena iskrzy się od
emocji, tarcia i niesnaski tylko podkręcają atmosferę. Daniel Brühl po raz
kolejny udowadnia, jak bardzo niedocenianym aktorem jest. Nie tylko mistrzowsko
skopiował charakterystyczną mimikę i gesty realnego Nikiego, ale także sprawił,
że jego bohaterowi, mniej swobodnemu i rześkiemu, kibicuje się z nieukrywaną
sympatią. Chris Hemsworth z kolei gra kolejną wariację na temat Thora. Idealnie sprawdza się jako
zmieniający kobiety jak rękawiczki przystojniak, ale udaje mu się nadać swojej
postaci pewien nerwowy rys, co uwidacznia się w motywie nadpobudliwego
zapalania zapalniczki. Olivia Wilde i Alexandra Maria Lara wykorzystują swoje
role pięknych dodatków do ekranu w 200%. Obie panie ogląda się z wielką przyjemnością;
podczas seansu nie wiemy tylko, którą darzyć większą miłością.
To, co nadaje rywalizacji Hunta i
Laudy szczególny rys, to powtarzane od czasu do czasu zbliżenie śmierci. Biorąc
udział w kolejnych wyścigach, kierowcy są w pełni świadomi, że następną podróż mogą
odbyć w trumnie. Żeby wyruszać regularnie z dwudziestoprocentowym
ryzykiem śmierci
(jak nielogicznie powtarza w filmie Lauda), trzeba być
ryzykantem, mającym w sobie iskrę szaleństwa. To zbliża rajdowców i pozwala
zacementować ich niełatwą przyjaźń.

źródło
Howard wykazał się tak wielkim
profesjonalizmem, iż trudno mu cokolwiek zarzucić. Jego film może i został
nakręcony nieco od linijki, widać w nim tylko solidność, jednak jest to solidność najwyższej próby. Reżyser wycisnął z tematu
100% i stworzył jeden z najbardziej ekscytujących filmów poprzedniego roku. Nie
tyle dzięki swoim niebywałym umiejętnościom, ale dlatego, że to pasjonująca
rywalizacja była.

Lata czekania…

źródło
W sobotę zebrałam się
w sobie, by siąść przed telewizorem i obejrzeć film. Od bardzo
dawna nie miałam na to czasu, ponieważ praca goni u mnie pracę. W
chwili wytchnienia postanowiłam więc zdecydować się na komedię
romantyczną, której mi ostatnio brakowało. Wybrałam film pt. Zaginiona Walentynka (z ang. The Lost Valentine) z cudowną, jak dla mnie, Jennifer Love Hewitt.

Fabuła produkcji jest dość drastyczna, jeśli chodzi o sam jej zarys.
Młoda kobieta Caroline (Betty White) poślubia żołnierza Neila Thomasa (Billy Magnussen).
Ich sielankowe życie nie trwa długo. Rok po ślubie Neil
postanawia wyruszyć, by bronić swojego kraju przed napaścią
nieprzyjaciela. Kobiecie jest ciężko pogodzić się z faktem, że
jej młody mąż ją opuszcza. Przy nadziei jego powrotu trzyma ją
dziecko, które nosi pod sercem. Kobieta, w dniu wyjazdu swego męża,
daje mu walentynkę. Od tamtego dnia ciągle czeka, aż jej ją
zwróci. Co roku siedzi samotnie na peronie i oczekuje swego Neila.

Mijają lata, Caroline się starzeje, ale nigdy nie zaniedbuje
walentynek. Jej upór i wytrwałość ściągają na nią uwagę
redaktorów pisma o społeczeństwie. Wywiad z nią ma przeprowadzić
młoda redaktorka Susan Allison (Jennifer Love Hewitt). Susan nie do
końca jest jednak przekonana, czy historia Caroline jest na tyle
dobra, by o niej pisać. Wszystkie wątpliwości znikają, gdy
poznaje przystojnego wnuka Caroline.
Jak zakończy się historia kobiety, której mąż nigdy się nie
odnalazł? Czy powróci do niej zaginiona walentynka? Jaką prawdę
kryje przeszłość?

źródło
Odkąd zaczęłam oglądać film i cieszyć się nim,
poczułam, że tego było mi trzeba w danej chwili. Wspaniała obsada
i bardzo dobrze kontrastujące otoczenie dostarczyły mi wielu
wrażeń. Nie potrafię nie wspomnieć również o uczuciach, jakie
są nader realne w tym utworze. Film wycisnął z mego wnętrza wiele
łez smutku, ponieważ jego los zakłada nie do końca szczęśliwe
zakończenie. Przeżywałam wszelakie chwile razem z bohaterem.
Najbardziej spodobała mi się wizja przeszłości opowiadana z perspektywy
teraźniejszości. Bardzo pozwoliło to unaocznić widzom to, co
kryła historia pary państwa Thomasów.
źródło
Czy uważam, że film powinno się krytykować? Osobiście jestem
sceptycznie nastawiona do produkcji. Owszem, o ile książki potrafię
ocenić, o tyle filmy nie do końca. Powiem za to jedno, tylko
nieliczne obrazy potrafią mnie w całości pochłonąć. Czy stało
się tak podczas oglądania Zaginionej Walentynki? Moja odpowiedź
brzmi NIE. Film jest bardzo dobry i relaksujący, lecz
nie aż tak wyniosły, jaki powinien być. Mnie przypadł do gustu, chodź
zasługą tego są aktorzy, jak i sama fabuła. Niekiedy jednak czułam
przy nim znużenie. Nie trwało ono jednak długo, więc potrafiłam
dotrzeć do końca.
Czy polecam spędzić z tym seansem swój wolny czas? Owszem,
polecam. Ja skusiłam się na niego ze względu na aktorkę, którą
bardzo lubię, lecz gdyby nie ona grała w nim, to myślę, że
mogłabym śmiało obejrzeć go mimo wszystko. Jest godny uwagi,
jeśli komuś podobają się od czasu do czasu ckliwe i romantyczne filmy.

 Będę czekać, będę czekać na ciebie zawsze…

Muzyczne inspiracje

źródło

Ryszard Riedel urodził się 7 września 1956 roku w Chorzowie. Rodzice Krystyna i Jan oraz siostra Małgorzata mieszkali przy ulicy Truchana, w późniejszych czasach przenieśli się do mieszkania w  Tychach, to tam Riedel spędził całe swoje życie.

W roku 1971 poznaje swoją przyszłą żonę Małgorzatę Pol. W międzyczasie odkrywa swoje pasje. Z początku jego głównym zainteresowaniem jest rysowanie, do którego miał talent, niestety nie posiadając odpowiedniej motywacji oraz kogoś, kto mógłby nim pokierować, przestaje rozwijać swoje umiejętności. Na obozie harcerskim ma miejsce pierwszy występ publiczny Ryśka,  później już daje koncerty w zespole o nieformalnych nazwach Festus i Horn, które się wymieniały. W listopadzie 1977 roku bierze ślub z Małgorzatą, zaś na przełomie lat 1977 1978 ma miejsce pierwsze zderzenie Riedla z narkotykami, które będą miały znaczący wpływ nie tylko na jego karierę, ale i życie.

Oficjalną datą rozpoczęcia działalności zespołu Dżem jest rok 1979. Grupa szybko zyskuje wielką sławę oraz rzeszę fanów, niestety u wokalisty coraz bardziej uwidocznia się problem narkotykowy, który wiele razy będzie utrudniał wspólną pracę w ekipie. Mimo tych wszystkich kłopotów zespół pnie się na wyżyny, dając koncerty poza granicami kraju. Riedel zaczyna mieć problemy również z prawem kiedy zostaje wmieszany w sprawę produkcji narkotyków. Kiedy w roku 1994 sytuacja w zespole staje się coraz trudniejsza, członkowie postanawiają rozstać się z Ryśkiem, który jeszcze tego samego roku trafia do ośrodka rehabilitacyjnego. W początkiem lipca ma miejsce ostatni koncert Ryszarda Riedla, który umiera 30 lipca 1994.

Zapal świeczkę
zespół Dżem
Na kiepskich zdjęciach okruchy dawnych dni
Czyjaś twarz zapomniana twarz
W pamięci zakamarkach wciąż rozbrzmiewa śmiech
Czyjaś twarz zapamiętana
Mijają dni ludzie natury
Wciąż nowych masz przyjaciół starych przykrył kurz
Dziewczyny ciągle piękne lecz w pamięci tkwi
Ten pierwszy dzień najgorętszych z dni


Pierwsza zwrotka utworu wskazuje na to, że czas przemija, pozostawiając po sobie okruchy dawnych dni. Przemijają również ludzie, który niegdyś byli obok nas, a nagle zniknęli, przykrył ich kurz… Większość zapomina o nich i żyje wśród nowych, jednak czyjaś twarz zostaje zapamiętana i doceniona.

Zapal świeczkę za tych, których zabrał los
Zapal światło w oknie
Zapal świeczkę za tych, których zabrał los
Światło w oknie


Sam refren skłania nas do refleksji nad tym, co było, a czego już nie ma. Wszystko, co jeszcze niedawno było prawdziwe i na wyciągnięcie, dziś znalazło miejsce w przeszłości… Los zabrał tych, których kochaliśmy… Nie możemy zapomnieć przede wszystkim o ludziach, którzy stanowili dla nas autorytet, gdyż nauczyli nas życia i wnieśli do niego coś cenniejszego niż złoto – wspomnienia, których nikt nie może nam odebrać.  

 Ludzi dobrych i złych wciąż przynosi wiatr
Ludzi dobrych i złych wciąż zabiera mgła
I tylko ty masz tą niezwykłą moc
By zatrzymać ich by dać wieczność im
Pomyśl choć przez chwilę podaruj uśmiech swój
Tym których napotkałeś na jawie i wśród snów
A może ktoś skazany na samotność
Ogrzeje się twym ciepłem zapomni o kłopotach

Fragment ukazuje nam jak w naszym życiu pojawiają się różni ludzie, ci dobrzy, ale również ci źli. Ot tak, po prostu (może przygnał ich wiatr…?), po czym odchodzą… Jednak każdy z nas ma niezwykłą moc i może zatrzymać ich wspomnieniami. Może stać się przyjacielem, który zrozumie i ogrzeje swoim ciepłem tych zbłąkanych… Może któregoś dnia i my będziemy potrzebowali wsparcia. 
Utwór Dżemu udowadnia nam, że sami kreujemy własne życie i choć nie mamy wpływu na to, jakich ludzi postawi na naszej drodze los, jesteśmy w stanie uczynić je pięknym. 
Nasze życie to pasmo sukcesów, porażek, prawd i nieporozumień, a jacy jesteśmy my? Zastanówmy się, poświęćmy chwilę temu, by zrozumieć własne życie, bo później może być już niestety za późno…

Między książką a filmem

źródło
Kilka tygodni temu miałam okazję
przeczytać książkę pt. Złodziejka książek, która
fascynowała mnie niemal od początku.
Moje odczucia z nią związane udokumentowałam idealnie w recenzji,
która została umieszczona na stronie Redakcji jakiś czas temu. Co
więcej chciałabym dziś powiedzieć? Przede wszystkim dzisiejszy
post dotyczyć będzie porównania książki z filmem, który postanowiłam obejrzeć po jej przeczytaniu. Jak
wypadł w starciu z nią?

Pierwszą zaletą, rzucającą się w
oczy już podczas oglądania samego trailera filmu, jest obsada. Główną
bohaterkę idealnie odegrała Sophie Nélisse. Posiada ona w sobie
wszystkie cechy kojarzące się z Liesel Meminger. Następnym dobrym
bohaterem w filmie, a raczej jego praktycznym brakiem, jest głos
narratora, czytaj Śmierci. Bardzo dobrze wpasowuje się w klimaty filmu. Do pozytywów zaliczam również wykorzystanie konkretnych ulic jako miejsc akcji. Idąc nimi,
scenarzyści i cała obsada filmu zapewne mieli
wrażenie, że zwiedzają dawne niemieckie miasto.
W filmie jest
również świetnie odegrana rola Żyda. Można powiedzieć, że osoba, która wcieliła się w nią, została idealnie dobrana. Ben Schnetzer jest dobrym aktorem i
pokazał to naprawdę nieźle.
źródło
Przejdźmy jednak do negatywów filmu.
Uwierzcie mi na słowo, że doszukałam się ich dużo. Zacznę od środka filmu tylko po to, by na samym początku wskazać nieco to,
co nie pasuje w nim. Pierwszym i najważniejszym jest język. W
filmie grają aktorzy posługujący się językiem angielskim. W
połączeniu z licznymi niemieckimi słówkami obraz ukazuje
kompletne zaniechanie. Nie potrafiłam skupić się bezpośrednio na
samym pokazie video, gdyż język sam w sobie był dla mnie dnem.
Muszę powiedzieć też o ogólnych uczuciach,
jakie towarzyszą podczas czytania książki, a których brak w czasie seansu. Lektura
wycisnęła ze mnie hektolitry łez i nie zrobiła tego za pomocą
tanich chwytów, ale niesamowitego klimatu i niepowtarzalnej
historii. Zachwyciły mnie postacie, tak różne, ale wiarygodne w
swoich –
często dziwnych, jak przystało na dziwne czasy –
zachowaniach. Film był dla mnie dużym rozczarowaniem, ale szczerze
mówiąc, nie spodziewałam się niczego innego. Ogólnie rzecz
biorąc, w chwilach, w których powinno się toczyć łzy podczas
oglądania, ja czułam rozdrażnienie. Zabrakło wizji
reżysera. W moim odczuciu styczności z książką nie miał on
żadnej.
źródło
Jeśli mam coś powiedzieć dodatkowo,
to przyznam, że po stokroć wolę powieść. Na filmie
się strasznie zawiodłam. Nie wiem zresztą, czego oczekiwałam. Po
prostu miałam nadzieję, że książka, która dała mi wiele dobrego,
zostanie tak samo wyreżyserowana. Niestety pomyliłam się.
Wszystko, co mogę i chcę dodać na zakończenie, tyczy się jeszcze
samego faktu, że gdyby nie to, że przeczytałam książkę, filmu bym w zupełności nie zrozumiała.

Polecam więc gorąco zapoznać się
przede wszystkim z powieścią. Film, jak dla mnie, odstawcie na boczny
tor. Nie wniesie on do waszego życia niczego dobrego. Jedyne, co wam
pozostanie, to wielki niedosyt.

Nie taka słaba płeć

źródło
Cameron Diaz, Leslie Mann, Kate Upton, Nicki Minaj – do wyboru, do koloru. Te cztery panie spróbują nas rozśmieszyć w komedii Inna kobieta; jeśli jednak komuś żadna z tych przedstawicielek płci pięknej nie przypadnie do gustu, może obejrzeć: kolejną część przygód Człowieka-Pająka (Niesamowity Spider-Man 2), Marion Cotillard jako Polkę (Imigrantka), kino akcji z nieco mniejszym budżetem (Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych), przyszłego arabskiego medyka (Medicus), poszukujących sensu życia Niemców (Oh, Boy!), słynną rzeźbiarkę (Camille Claudel, 1915), miłość okrutnego mafioza (Salvo. Ocalony) i małpkę kapucynkę (Amazonia. Przygody małpki Sai).

Niesamowity Spider-Man 2

źródło
Wielkimi krokami zbliża się
zakończenie liceum, ale Peter Parker ma ważniejsze rzeczy na głowie. Nie
potrafi sprostać obietnicy złożonej ojcu ukochanej Gwen i nadal się z nią
umawia, próbując balansować pomiędzy życiem prywatnym a łapaniem złoczyńców.
Wkrótce Człowiek-Pająk będzie musiał stanąć do walki z jeszcze trudniejszym
przeciwnikiem – Elektro.
Restart trylogii Sama Raimiego
sprzed dwóch lat wzbudził sporo dyskusji, pochwały przeplatały się z pukaniem w
czoło, a fani słynnego herosa łapiącego przestępców w sieć podzielili się na
pół. Druga część przygód Spider-Mana zebrała bardziej pozytywne recenzje –
większość jest zgodna, że w tym przypadku sequel przeskoczył pierwowzór.
O ile w pierwszym
segmencie można było mieć wątpliwości nad odpowiednim wyważeniem patosu i
zabawy, tutaj Marcowi Webbowi udało się znaleźć złoty środek pomiędzy tymi
czynnikami. Sceny akcji to popis choreografów i speców od efektów specjalnych, a
momenty zabawne są niewymuszone i dają chwilę na odetchnięcie od bardzo dobrej
pracy ekipy technicznej. Ponownie nie zawodzą aktorzy – pomiędzy Andrew
Garfieldem a Emmą Stone aż iskrzy (prywatnie stanowią oni parę), Dane
DeHaan udowadnia, dlaczego jest jedną z najlepszych nadziei kina, nawet Sally
Field dostaje swoje pięć minut. Rozczarowuje jedynie nieco przerysowany Jamie
Foxx, ale nie psuje on ogólnego pozytywnego wrażenia.

Inna kobieta

źródło
Żona i kochanka Marka Kinga
odkrywają, że ten zdradza je z tą trzecią.
Postanawiają połączyć swoje siły, by dać nauczkę niewiernemu mężczyźnie.
Nick Cassavetes nigdy nie należał
do tych reżyserów, którzy co roku zbierają nominacje do Oscarów i aplauz
krytyków. Jego filmy trafiały głównie w gusta pań, które miały wreszcie okazję
wykorzystać kupioną dzień wcześniej paczkę chusteczek. Raz z lepszym (Pamiętnik), raz z gorszym (John Q) skutkiem. Niestety Inna kobieta zalicza się do tej drugiej
grupy.
Oczekiwania nie były spore – powinna to być lekka, letnia komedia w sam raz na miłe spędzenie dnia.
Debiutująca scenarzystka Melissa Stack miała zapewnić godziwą rozrywkę głównie
dla pań. Wyszła jednak komedia nieśmieszna, 
której główną atrakcją są wdzięki głównych aktorek (nie przypadek, że w
obsadzie pojawiły się piosenkarka Nicki Minaj i słynna biuściasta modelka Kate
Upton). Zamiast krytykować szowinistycznych facetów i ukazywać siłę tkwiącą w
solidarności jajników, reżyser czyni coś całkowicie odwrotnego. Nieświadomie
prezentuje puste bohaterki, które łatwo omotać, a ich intrygi wydają się głupie i
nieprzemyślane.

Imigrantka

źródło
Początek lat 20. XX wieku. Dwie
młode siostry – Magda i Ewa – wyruszają do Ameryki w poszukiwaniu lepszego
życia. Podczas selekcji na Ellis Island chora na gruźlicę Magda zostaje
zatrzymana i poddana kwarantannie. Druga z kobiet od teraz zdana jest już tylko
na siebie. Szybko trafia na ulicę, gdzie jej przewodnikiem i opiekunem zostaje
Bruno. Mężczyzna wciąga kobietę w brudny świat prostytucji i przestępczości.
Imigrantka w początkowej fazie produkcyjnej zapowiadała się
ciekawie: znany reżyser, zdolne gwiazdy w obsadzie, premiera w konkursie
głównym Cannes. Jednak już zwiastun rozwiał wszelkie wątpliwości, a kolejne
miażdżące recenzje utwierdziły w przekonaniu – to jeden z najbardziej
rozczarowujących filmów roku. Marion Cotillard, Joaquin Phoenix i Jeremy Renner
to trójkąt, który mógłby uwieść niemal każdego kinomana, jednak w tym filmie wszyscy wypadają blado. Relacje pomiędzy nimi są nie tylko do bólu schematyczne,
ale także nieznośnie kiczowate. Interesujący z punktu widzenia Polaków był
pomysł na sportretowanie właśnie naszej rodaczki; szkoda, że Ewa to postać
przerysowana, bez wyrazu. Nawet tak dobra aktorka jak Cotillard nie dała rady w
jej wiarygodnym ukazaniu. Nie pomogło uczenie się trudnego języka polskiego,
kiedy scenariusz nie pozwalał na jakiekolwiek wybicie się ponad przeciętność.

Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych

źródło
Tajny detektyw Damien ma 24
godziny, by odszukać skradziony pocisk z głowicą nuklearną i zapobiec
katastrofie. Wszelkie wskazówki prowadzą go do okrutnego handlarza narkotyków
mieszkającego w odciętym od świata getcie Brick Mansions. W niebezpiecznej
misji Damienowi pomaga Lino, mistrz walk ulicznych, który ma własne warunki do
wyrównania.
Brick Mansions to ostatni film, w którym wystąpił zmarły w zeszłym
roku Paul Walker. Nie miał wielkiego talentu ani charyzmy, dlatego, oprócz
serii o szybkich i wściekłych, był skazany na tego typu produkcje. Debiut Camille Delamarrego to
tańszy odpowiednik mainstreamowych akcyjniaków, ale nie należący jeszcze do
kina klasy B. Mamy więc trochę walk, ale są one chaotycznie zmontowane, twardzi
bohaterzy też są, problem, że istnieją tylko na papierze. Brick Mansions brakuje lekkości, tempa i jakiegokolwiek napięcia
charakterystycznego dla kina akcji. Można obejrzeć, ale nie będzie to bardzo
przyjemnie spędzony czas.

Medicus

źródło
XI w., Anglia. Po śmierci
rodziców Rob Cole został przygarnięty przez wędrownego balwierza. Dzięki niemu
nauczył się zasad rządzących światem oraz opanował podstawy wiedzy medycznej.
Wędrowny lekarz dostrzega talent i młodzieńczy entuzjazm Roba, i namawia go na
studia medyczne pod kierunkiem słynnego lekarza perskich królów, Ibn Siby. Cole
podejmuje pełną niebezpieczeństw wyprawę do arabskiego Isfahanu.
Przenosząc na ekran słynną
książkę Noaha Gordona, reżyser Philipp Stölzl nie chciał zaniedbać żadnego z
jej licznych fanów. Dlatego nie uciął żadnego wątku, upychając w ciasnocie
przeróżne tematy: przygodę, miłość, męską przyjaźń, islam i naukę. Powstał z
tego jeden wielki miszmasz. Stölzl,
próbując opowiedzieć o wszystkim, nie mówi tak naprawdę o niczym. Chcąc nie
chcąc, powstał film pełen skrótów, przeskakujących nieskładnie wątków i słabo
zakreślonych bohaterów, szczególnie tych drugoplanowych.

Oh, Boy!

źródło
Niko to młody berlińczyk, który
porzuca właśnie studia. Spędza czas na wędrówkach po ulicach miasta, podczas
których przygląda się napotkanym przechodniom, poszukując własnego miejsca w
świecie.
Oh, Boy! można by potraktować jako męską odpowiedź na Frances Ha, gdyby tylko oba filmy nie
powstały w tym samym roku. Debiutancki obraz Jan Ole Gerstera łączy z produkcją
z Gretą Gerwig nie tylko czarno-biała taśma, ale przede wszystkim nostalgiczne
spojrzenie na współczesnych młodych ludzi około trzydziestki. Stojących na
rozdrożu, niepotrafiących odnaleźć swojego miejsca w tym poplątanym świecie, zdolnych,
ale zbyt leniwych, żeby umiejętnie wykorzystać swój talent. To nadal spojrzenie
świeże, pełne wdzięku i finezyjnego poczucia humoru. Berlin to w filmie miasto
żywe, wbrew obranej stylistyce pełne kolorów i żywiołów tkwiących w
sprzecznościach. Inteligentny portret niespełnionych współczesnych.

Camille Claudel, 1915

źródło
1915 r. Wysłana przez rodzinę do
ośrodka psychiatrycznego rzeźbiarka Camille Claudel oczekuje na wizytę brata,
Paula. Opuszczona przez krewnych, dręczona obsesjami, miota się między
obłąkaniem a marazmem. Postawa brata, zachwyconego dobrocią Boga, ale niepotrafiącego dostrzec jej bólu, napawa Claudel smutkiem. Artystka spędza w
szpitalu następne 30 lat, całkowicie zrywając ze sztuką.
Camille Claudel istniała
naprawdę. Wrażliwa i wybitnie uzdolniona, daleko wykraczała poza swoje czasy.
Skrzywdzona i osamotniona przez najbliższych, sławę i należytą część odzyskała
dopiero w czasach współczesnych. Film Bruno Dumonta to przejmujące studium
szaleństwa, stopniowego popadania w paranoję. Wspaniałej iskry życiowej
zduszonej przez zazdrosnych, pozbawionych talentu i zrozumienia ludzi. Dumont
nie zmienia swojego stylu i tka film z chłodnych obserwacji, długich sekwencji
oraz statystycznych kadrów. Nieprzyzwyczajonych do stylu Francuza ten obraz
zanudzi na śmierć, fani natomiast będą piać z zachwytu.

 

 

Salvo. Ocalony

źródło
Okrutny Salvo jest członkiem
sycylijskiej mafii. W akcie zemsty podkrada się do domu innego mafioza i go
zabija. Świadkiem mordu jest siostra ofiary – piękna, niewidoma Rita. Kiedy z
nieznanych sobie pobudek Salvo porywa dziewczynę, w jego życie nieoczekiwanie
wkracza miłość.
Salvo stanowi całkiem udane rozwinięcie Rity, krótkometrażowego debiutu Antonio Piazzy i Fabio
Grassadoniego. To kino studyjne, które należy chłonąć, w czym pomagają
wspaniałe zdjęcia. Pięknie skomponowane kadry i gra głównych aktorów,
opierająca się na subtelnej mowie werbalnej, dopełniają obrazu kochanków.
Scenariusz nie jest może zbyt oryginalny, ale autorzy z wyczuciem opowiadają o
miłości niemożliwej i trudnej.

Amazonia. Przygody małpki Sai

źródło
Sai, wychowywana w mieście małpka
kapucynka, nieoczekiwanie trafia w samo centrum amazońskiej dżungli. Zdana
tylko na siebie, będzie musiała poradzić sobie z nowymi wyzwaniami: zdobyciem
pożywienia, unikaniem niebezpieczeństw, koegzystencji z innymi zwierzętami. Sai
odkryje wkrótce różnorodny świat przyrody, o którym dotychczas nie miała
pojęcia.
Film przyrodniczy z fabułą – to
widok nieczęsty. Zwierzęta nie są zbyt dobrymi aktorami, kamera ich peszy, a
scenariusza trudno się nauczyć. Thierry Ragoberet podjął się tego karkołomnego
zadania; już dwa lata przed rozpoczęciem zdjęć oswajał zwierzątka z filmowym
sprzętem, zatrudnił profesjonalnych treserów. Efekt jest przyzwoity – Amazonia. Przygody małpki Sai to miła
dla oka produkcja dla dzieci, z pięknymi plenerami i ciekawymi bohaterami.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia