Filmy, do których wracam

źródło
Są filmy, które z jakichś powodów na zawsze pozostają w naszej głowie i niemal za każdym razem oglądamy je od początku do końca z takimi samymi emocjami, jakie towarzyszyły nam przy pierwszym spotkaniu. Obieramy sobie wówczas ulubionych aktorów, ulubione sceny walki,  pocałunku… I chociaż każdy z nas jest inny, mamy tę jedną wspólną cechę – zawsze znajdzie się film (albo filmy), które będziemy mogli nazwać ulubionymi. A jaka jest moja lista?

Pamiętnik (reż. Nick Cassavetes, 2014)

źródło

Chociaż nie czytałam pierwowzoru, film kocham całym sercem i mimo że oglądałam go z tysiąc razy, za każdym (!) kończę z opakowaniem chusteczek. Na tym filmie nie da się nie uronić ani jednej łzy. Przystojny Ryan Gosling i piękna Rachel McAdams wcielili się w rolę Noaha i Allie, pary, którą połączyła piękna, młodzieńcza miłość, a która została rozdzielona przez rodziców dziewczyny, którzy nie chcieli by ich córka popełniła mezalians. Druga woja światowa tylko przypieczętowała ich dzieło. Czy młodzi kiedykolwiek się odnajdą? I dlaczego pewien starszy człowiek opowiada ich historię kobiecie z Alzheimerem?

Film jest piękny. Wiem, że to klasyczny wyciskacz łez, ale od długiego czasu wymieniam go w czołówce moich ulubionych. Bo tak. I nikt nie ma prawa mi tego zabronić.

Bardzo długie zaręczyny (reż. Jean-Pierre Jeunet, 2004 r.) 

źródło

Gdy kończyłam gimnazjum, a dokładniej w wakacje między gimnazjum a liceum, rodzice musieli wyjechać na wesele chrześnicy taty do Krakowa, nie zabierając ze sobą swoich pociech. To znaczy zabierając najmłodszą, Agnieszkę, a mnie i mojego brata zostawili pod opieką babci, która dzwoniła co godzinę, czy aby na pewno żyjemy. Wykorzystując okazję postanowiłam na tę jedną noc przenieść się do pokoju rodziców, gdzie stał telewizor i wielkie, naprawdę wielkie łóżko. I pomimo tego, że jest wielkie, wykazywało się cechą, którą nie wszystkie łóżka się wykazują. Było wygodne.

Gdy już rozlokowałam się w łóżku z ciastkami, herbatą i czym tam jeszcze znalazłam, włączyłam telewizor. Było dość wcześnie, ale chciałam coś obejrzeć. Przeskakując kanały trafiłam na film, o którym nigdy nie słyszałam, ale po szybkim zapoznaniu się z opisem fabuły stwierdziłam że można na chwilę się zatrzymać, aż nie zacznie się coś ciekawszego. Ale nie zmieniłam kanału. Obejrzałam cały film, a towarzyszyła mi paczka chusteczek. Pod koniec filmu nie ostała ani jedna. Kolejny klasyczny wyciskacz łez, ale jak dla mnie idealny.

Mathilde (Audrey Tautou) po zakończeniu drugiej wojny światowej poszukuje swojego ukochanego Menecha (Gaspard Ulliel), chociaż wszystko wskazuje na to, że zginął. Młoda Francuzka pokonuje kolejne nieprawidłowości i przeszkody, czując, że mężczyzna żyje. Czy go odnajdzie?

Od czasu, gdy obejrzałam Bardzo długie zaręczyny, bardzo, ale to bardzo polubiłam francuskie kino, chociaż nadal nadrabiam zaległości. Jeżeli ktoś szuka na sobotni, niedzielny, poniedziałkowy, wtorkowy czy jakiś inny wieczór wyciskacza łez, to gorąco polecam Bardzo długie zaręczyny.

Ostatni samuraj (reż. Edward Zwick, 2003 r.) 


źródło

Japonia, koniec 1870 r. Do kraju przybywa weteran wojny secesyjnej – kapitan Nathan Algren (Tom Cruise). Ma on pomóc cesarzowi w przygotowaniu silnej armii. Przygotowani żołnierze muszą stawić czoła samurajom pod wodzą Katsumoto. Co drudzy nie chcą odrzucić na bok swoich mieczy, aby zastąpić je karabinami. Już podczas pierwszej walki kapitan zostaje wzięty do niewoli, podczas której pozna samego siebie.

Film po raz pierwszy pokazała mi moja chrzestna. Ja go pokochałam od pierwszego wejrzenia. Jest cudowny, chociaż niektórzy nazywają go pogardliwie hollywoodzkim patosem. Może i być, ale z tego co wiem film ma swoją wierną rzeszę fanów i ja do nich należę. Często do niego wracam i na nowo przeżywam tę historię.


Człowiek w żelaznej masce (Randall Wallace, 1998 r.)


źródło


Marzyciel (Marc Foster, 2004 r.)

źródło

Pianista (Roman Polański, 2002 r.)


źródło

Igrzyska śmierci (Gary Ross, 2012 r.)

źródło


Oszukana (Clint Eastwood, 2008 r.)

źródło


Alicja w Krainie Czarów (Tim Burton, 2010 r.) 



źródło

Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły (Gore Verbinski, 2003 r.)



źródło


Harry Potter i Więzień Azkabanu (Alfonso Cuaron, 2004 r.)

źródło


Król Lew (Rob Minkoff, Roger Allers, 1994 r.)

źródło

Jeniec: Tak daleko jak nogi poniosą (Hardy Martins, 2001 r.)

źródło

Kogel-Mogel (Roman Załuski, 1988 r.)


źródło

Teatrze! Co mi dasz?

archiwum Teatru Ole Miss – Uniwersytet Mississipi
Jak trudno zdefiniować teatr, kiedy na przestrzeni tysięcy lat ukazało nam się tyle jego obliczy! Powierzchownie uważa się go za miejsce, w którym ukazywane jest pewne widowisko, przygotowane przez grupę aktorów dla rzeszy odbiorców. Inny termin określa teatr jako rodzaj sztuki, której kwintesencją są zorganizowane na żywo przedstawienia dla zgromadzonej publiczności. Bardzo to trafne i proste, ale jakże szeroko okrojone. Więc czym w rzeczywistości jest teatr dla człowieka? Jaką rolę w jego życiu odkrywa? Co za sobą niesie?

Dzieje teatru sięgają jeszcze starożytności, gdy w Grecji odbywały się Wielkie Dionizje. Wtedy ten specyficzny rodzaj sztuki miał charakter rytualny i nie wiązał się bezpośrednio z samą rozrywką. Niemniej jednak podczas greckiego święta, każdego roku, wystawiano kilka spektakli. Nie zapominajmy, że właśnie w tym miejscu wykształcił się gatunek literacki, którego adaptacje najczęściej możemy ujrzeć w teatrze. Mowa tu o dramacie.
Idąc w inne strony, trafiamy do Rzymu. Tu również pierwsze występy miały ścisły związek z kultem religijnym i były często formą przeprosin dla bogów. Tutaj jednak prężnie rozwijającym się sposobem przedstawienia była pantomima i spektakl mimiczny. W czasach późniejszych widowiska w starożytnym Rzymie przybrały bardziej rozrywkowy charakter. Po wybudowaniu Koloseum ludzie mogli nacieszyć oko specjalnie zorganizowanymi pokazami, łączącymi formy cyrkowe i teatralne, pozbawionymi charakterystycznych dla dramatu nieustannych dialogów i zwartej fabuły. Widowiska przybrały również dużo bardziej krwawy charakter; wystarczy wspomnieć o walkach gladiatorów czy wystawianiu nagich ludzi naprzeciw wygłodniałym zwierzętom.
Trudno zaprzeczyć oczywistemu faktowi, że starożytność stanowiła podstawę teatru, który widzimy dzisiaj. Średniowiecze jednak niosło za sobą wiele ograniczeń dla tej konkretnej dziedziny sztuki, ponieważ panujące duchowieństwo chciało, aby jedyne przedstawienia miały charakter liturgiczny i odbywały się w kościele. Zresztą, czy samej mszy świętej nie można nazwać w pewnym sensie przedstawieniem pochwalnym? Ściśle zaplanowany scenariusz, śpiewy, określone ruchy, uroczyste wypowiedzi; ma to w sobie cechy bardzo charakterystyczne dla rytualnych wystąpień z czasów starożytnych, które na pierwszym miejscu stawiały uwielbienie Boga. Średniowiecze szczególnie umiłowało sobie dramat liturgiczny, którego kwintesencję stanowiło odegranie wybranych scen Pisma Świętego, do których wcześniej został napisany scenariusz. W miarę rozwijania się kultury średniowiecznej powstał również teatr świecki, aczkolwiek często spotykał się z jawną dezaprobatą, a jego twórcy zostali uznani za dusze nieczyste, gdyż w swojej sztuce nie wyrażali miłości do Boga ani nie wychwalali świętych.
Prawdziwą rewolucję w teatrze wprowadził dopiero William Szekspir, który za cel ustanowił sobie łamanie wszelkich konwencji. Za jego życia teatr zmienił się diametralnie. Zasada trzech jedności ustąpiła miejsca wielowątkowej akcji, która nie przywiązywała wagi do jednego konkretnego punktu. Sztuki były długie, postacie dynamiczne, czas i miejsca akcji ulegały zmianie. Zasadę głoszącą, że teatr ma być uwielbieniem Boga, odrzucono na rzecz nowo napisanych dramatów. Szekspir stał się głównym przedstawicielem teatru elżbietańskiego, który – jak sama nazwa wskazuje – funkcjonował za życia angielskiej królowej Elżbiety I. Powstawało wiele placówek, a ludzie byli coraz bardziej zainteresowani samą formą owej sztuki. Miała ona bowiem zarówno rozśmieszać, jak i smucić, wzruszać i znieczulać, przygnębiać i rozweselać, wywoływać uśmiech i łzy. Ważna była sensacja, mnóstwo wydarzeń, fascynująca i niezwykła fabuła, a w tym wszystkim bohaterowie, z których działania winien wynikać morał.
W miarę upływu czasu teatr niósł wraz ze sobą coraz większą wartość poznawczą i merytoryczną. Na przestrzeni wieku XIX i XX doszło do Wielkiej Reformy teatru, która ostatecznie unormowała zasady panujące do dzisiaj. Można rzec, że teatr został uwolniony spod wpływów, a każda sztuka miała być samodzielnym tworem osoby zwanej reżyserem. Spektakle stawały się coraz trudniejsze. Teraz nie tylko miały pouczać, a także dotykać ludzkich tragedii, wstrząsać psychiką, władać sercem. Poruszały tematy dla wielu osób bardzo trudne i kontrowersyjne. Złamano również konwencję fantastyczną na rzecz realizmu oraz naturalizmu i wykreowano bohaterów, którymi kierowały ciągłe rozważania o sprawach trudnych: życiu, śmierci, miłości, bólu. Pierwszoplanową rolę odgrywała psychologia.
Teatr nieprzerwanie zmieniał się od tysięcy lat. Jego definicje i funkcje nigdy nie pozostawały takie same. Może dlatego postawiona dziś definicja słowa teatr jest tak bardzo ogólna. Niemniej jednak nietrudno zauważyć, że szczególnym zmianom zostały poddane wartości, na które ten rodzaj sztuki miał wpływać. Z początku był on rytualną formą uwielbienia, która niosła za sobą rozrywkę, w czasach późniejszych zabawa ustąpiła miejsca powadze i wykształceniu w człowieku wartości duchowej i skłonności do oddawania hołdu Bogu, następnie twierdzono, iż teatr powinien wnosić odprężenie, ale z zawartym morałem, dzięki któremu widz może się czegoś nauczyć; wreszcie skierowano wszystkie drogi ku wrażliwości człowieka. Spektakl miał trafiać w jego duszę i psychikę, oddziaływać na emocje i skłaniać do refleksji.
Przyjrzyjmy się temu podsumowaniu i zastanówmy: czy przypadkiem w czasach dzisiejszych teatr nie zgromadził w sobie większości tych czynników, dając zarówno rozrywkę, jak i rozwijając wiedzę oraz wrażliwość? Czy nie stał się kwintesencją wszystkiego, o co walczyli twórcy teatru na przestrzeni wieków? A może po prostu warto pójść i zobaczyć samemu?

Muzyczne inspiracje

źródło
Elvis Aaron Presley urodził się 8 stycznia 1935 roku w Tupelo (stan Missisipi) w Stanach Zjednoczonych. Jego kariera muzyczna miała swoje początki w 1950 roku, kiedy wówczas piętnastoletni Elvis rozpoczął naukę gry na gitarze. W 1954 roku wkroczył do studia nagraniowego wytwórni Sun Records. Pierwsza nagrana przez niego piosenka była wynikiem przypadku, a jednocześnie została stworzona na specjalną okazję – jako prezent dla obchodzącej urodziny mamy Elvisa. Po wyemitowaniu utworu w radiu słuchacze zaczęli nadsyłać wiadomości z pytaniem, kto śpiewa tę piosenkę. Elvis nagrał kilka kolejnych utworów i stopniowo zdobywał coraz większą popularność. 

Z biegiem czasu zmienił menadżera, nie skupiał się tylko na muzyce, ale także na karierze filmowej. Jednak to muzyka pozostała bliska jego sercu. W 1956 roku nagrał utwór Blue Suede Shoes, a kilka miesięcy później słynne Love Me Tender
Styl Elvisa Presleya stał się niepowtarzalny, unikatowy. Wprowadził powiew świeżości na ówczesny rynek muzyczny. Nie wszyscy się nim zachwycali. Dla niektórych był zdecydowanie zbyt nowoczesny. Jednak nie umniejszało to jego popularności. Każda nowa piosenka przyprawiała mu kolejnych fanów, którzy pozostawali mu wierni na długie lata. Wiele jego singli oraz płyt pokryło się złotem, platyną i multiplatyną, przez co pozostali wykonawcy tamtych czasów pozostawali za nim daleko w tyle. Presley zdobył wiele nagród oraz nominacji, między innymi Grammy Award i Grammy.
Owa popularność nie wpłynęła na jego status podczas odbywania służby wojskowej – tę odbył bez żadnych przywilejów, a po jej zakończeniu i kilkuletniej przerwie w karierze powrócił na scenę muzyczną, gdzie osiągał kolejne sukcesy. Rozwijało się także jego życie rodzinne. W 1967 roku Elvis poślubił Priscillę Beaulieu, a rok później na świat przyszła jego córka, Lisa Marie Presley.
Elvis Presley zmarł 16 sierpnia 1977 roku w Memphis. Został pochowany 18 sierpnia w Graceland. 
Wśród fanów piosenkarza krążyła wieść, że jego śmierć została sfingowana. Natomiast 50 lat po niej, w 2027 roku, ma zostać ujawnione sprawozdanie powstałe po sekcji jego zwłok.
Always on My Mind
Maybe I didn’t treat you
Quite as good as I should have
Maybe I didn’t love you
Quite as often as I could have
Little things I should have said and done
I just never took the time

You were always on my mind
You were always on my mind

Maybe I didn’t hold you
All those lonely, lonely times
And I guess I never told you
I’m so happy that you’re mine
If I make you feel second best
Girl, I’m sorry I was blind

You were always on my mind
You were always on my mind

Tell me, tell me that your sweet love hasn’t died
Give me, give me one more chance
To keep you satisfied, satisfied

Little things I should have said and done
I just never took the time

You were always on my mind
You ware always on my mind
You were always on my mind

Maybe I didn’t treat you
Quite as good as I should have
Maybe I didn’t love you
Quite as often as I could have
Maybe I didn’t hold you
All those lonely, lonely times
And I guess I never told you
I’m so happy that you’re mine
Maybe I didn’t treat you
Quite as good as I should have
Zawsze byłaś w moich myślach
Może nie traktowałem cię
Tak dobrze jak powinienem
Może nie mówiłem, że cię kocham
Tak często jak mogłem
Tyle rzeczy powinienem powiedzieć i zrobić
Ale jakoś nigdy nie było czasu
Bardzo często żałujemy swoich czynów z przeszłości lub tego, że niektórych rzeczy nie zdążyliśmy zrobić, powiedzieć. W takich chwilach ważne jest, żebyśmy sobie to uświadomili. Nie tylko sam fakt, że coś nam w życiu umknęło, ale także to, co możemy zrobić, żeby naprawić ten błąd.
Ale zawsze byłaś w moich myślach
Zawsze byłaś w moich myślach
Usprawiedliwianie się nie do końca jest dobrym rozwiązaniem. Bo czy ono nam pomoże? Nie. Trzeba zacząć działać w taki sposób, aby sytuacja zmieniła się na lepsze, a przynajmniej zrobić wszystko, co tylko można. Bierność nic nam nie da, a może jeszcze bardziej zaszkodzić. Ale pamiętajmy, że jest to także element świadomości.
Może nie trzymałem cię w ramionach
Kiedy czułaś się samotna
I chyba nigdy ci nie powiedziałem
Że jestem bardzo szczęśliwy, że należysz do mnie
Jeżeli kiedykolwiek czułaś, że nie jesteś dla mnie najważniejsza
Wybacz – byłem ślepy
Zrozumienie, że zawiodło się drugiego człowieka, bliskiego naszemu sercu, jest trudne. Często bolesne i wstydliwe. Czy warto wtedy prosić o wybaczenie i starać się, aby relacje powróciły do swojego poprzedniego stanu, a nawet były lepsze? Oczywiście, że warto! Trzeba tylko przyjąć do wiadomości ten fakt i przypomnieć sobie moment, w którym popełniliśmy błąd. 
Ale zawsze byłaś w moich myślach
Zawsze byłaś w moich myślach

Powiedz mi, powiedz, że twoja miłość nie umarła
Daj mi, daj mi jeszcze jedna szansę
A już cię nie zawiodę
Tyle rzeczy powinienem powiedzieć i zrobić
Ale jakoś nigdy nie było czasu
Jest takie powiedzenie, że nadzieja umiera ostatnia. I to jest prawda. Gdy jest nadzieja, jest motywacja. Gdy jest motywacja, jest działanie. I właśnie ta obietnica poprawy, która będzie przestrzegana, da nam szansę na zupełnie nowe życie.
Ale zawsze byłaś w moich myślach
Zawsze byłaś w moich myślach
Zawsze byłaś w moich myślach

Może nie traktowałem cię
Tak dobrze jak powinienem
Może nie mówiłem, że cię kocham
Tak często jak mogłem
Może nie trzymałem cię w ramionach
Kiedy czułaś się samotna
I chyba nigdy ci nie powiedziałem
Że jestem bardzo szczęśliwy, że należysz do mnie

Może nie traktowałem cię
Tak dobrze jak powinienem.

Muzyczne inspiracje

źródło
Anna German, a tak naprawdę Anna Wiktoria German-Tucholska, urodziła się 14 lutego 1936 roku na terenach obecnego Uzbekistanu. Do Polski dotarła wraz z mamą i babcią w 1946 roku, kiedy zamieszkały w Nowej Rudzie. Trzy lata później przeniosły się do Wrocławia, gdzie Anna uczęszczała do liceum, a następnie na Uniwersytet Wrocławski, który ukończyła z wyróżnieniem. 

Po raz pierwszy wystąpiła w 1960 roku we wrocławskim teatrze Kalambur. W 1963 roku zdobyła swoją pierwszą nagrodę. Wydarzenie to miało miejsce podczas III Międzynarodowego Festiwalu Piosenki w Sopocie, a II miejsce zapewniła jej piosenka pod tytułem Tak mi z tym źle. Rok później, dzięki Tańczącym Eurydykom, zdobyła II nagrodę na Festiwalu Piosenki w Opolu. Ten sam utwór sprawił, że w 1964 roku zdominowała IV Międzynarodowy Festiwal Piosenki w Opolu, zdobywając nagrody w dniu polskim oraz w dniu międzynarodowym. Pierwszą nagrodę zdobyła także rok później w Opolu, tym razem dzięki piosence zatytułowanej Zakwitnę różą. Anna German była pierwszą i jedyną polską artystką, która miała szansę wystąpić na włoskich festiwalach piosenki. Jej kariera stanęła w miejscu, gdy wracając z Włoch, uległa wypadkowi samochodowemu. Powrót do zdrowia zajął jej trzy lata. Po tym czasie wróciła na scenę muzyczną i zdobywała kolejne nagrody na festiwalach w Opolu oraz innych miastach. Jej kariera w dalszym ciągu się rozwijała. Piosenkarka miała na swoim koncie występy na całym świecie – w ZSRR, Australii, we Włoszech czy Francji. Szczególnie popularna stała się na terenach rosyjskich. 
Zmarła 25 sierpnia 1982 roku w warszawskim szpitalu, gdzie przebywała z powodu walki z chorobą – dwa lata wcześniej zdiagnozowano u niej nowotwór. Anna German spoczywa na cmentarzu ewangelicko-reformowanym w Warszawie.
Człowieczy los
Człowieczy los nie jest bajką ani snem.
Człowieczy los jest zwyczajnym, szarym dniem.
Człowieczy los niesie z sobą trudy, żal i łzy.
Pomimo to można los zmienić w dobry lub zły.
Pierwsza zwrotka utworu sprowadza na ziemię. Nie można wierzyć, że życie to tylko lekkie i przyjemne chwile, które trwają wiecznie. Oczywiście oprócz nich jest też zwykła codzienność, która nie ominie nikogo. Należy także pamiętać, że pojawiają się gorsze chwile, trudne, jednak przemijające.
Uśmiechaj się,
do każdej chwili uśmiechaj,
na dzień szczęśliwy nie czekaj,
bo kresu nadejdzie czas,
nim uśmiechniesz się chociaż raz.

Należy doceniać wszystko to, co nas spotyka. Dopiero po jakimś czasie jesteśmy w stanie ocenić, co tak naprawdę było dla nas dobre, a co złe. Nie możemy być zaślepieni, cały czas czekając na te pozytywne rzeczy, ponieważ przez ciągłe oczekiwanie możemy je pominąć lub nawet ich nie zauważyć, a później narzekać, że nic dobrego nas nie spotkało.
Uśmiech odsłoni przed tobą siedem codziennych cudów świata.
Tęczowym mostem zapłonie nad dniem, co ulata.
Marzeniom skrzydeł doda, wspomnieniom urody.
Pomoże strudzonemu pokonać przeszkody.
Kolejny fragment tekstu utworu podpowiada nam, abyśmy z radością witali każdy kolejny dzień życia i chwile, które przeżywamy. Dzięki uśmiechowi będzie nam łatwiej pokonywać przeciwności losu i po prostu żyć dalej. Będziemy bardziej wszystko i wszystkich doceniać. Nie chodzi tutaj tylko o to, co dzieje się w czasie teraźniejszym, ale także o przeszłość, nasze wspomnienia oraz przyszłość – marzenia i cele, które chcemy zrealizować.
Uśmiechaj się, uśmiechaj się!



Ja, Człowiek, skorom ukrył przed światem wszelkie winy moje…

archiwum teatru Capitol
Czarny korytarz. Idę powoli, ponieważ tłum ludzi próbuje przedostać się na drugi koniec. Ta ciemność, przez którą musimy iść, ma za zadanie odseparować nas od świata materialnego i wprowadzić… tutaj. A tu już nic nie jest materialne ani przyziemne. Na tle niebieskawego światła majaczą postacie, białe niczym duchy, wykonujące uciszający gest i podchodzące do swoich widzów, aby złapać ich za rękę i pociągnąć w nieznane.

Na spektakl Agaty Dudy-Gracz pod tytułem: Ja, Piotr Riviere, skorom już zaszlachtował siekierom (!) swoją matkę, swojego ojca, siostry swoje, brata swojego i wszystkich sąsiadów swoich udałam się w ramach festiwalu Boska Komedia w Krakowie. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Do dyspozycji miałam jedynie krótki opis samej sztuki i listę z obsadą. Zaintrygował mnie tytuł. Choć długi, urzeka swoją zagadkowością, a sam spektakl zaskakuje już przy rozpoczęciu. Warto jednak wspomnieć, o czym opowiada…
Gminę Aunay dosięgła tragedia. Pierworodny syn państwa Riviere z niewiadomych przyczyn zamordował całą rodzinę i sąsiadów. Znajdujemy się na sali sądowej, gdzie wszystkie ofiary zabójcy mają prawo zeznawać, a na ławie oskarżonych zostają posadzeni jego rodzice, siostry i brat. Proces rusza. Widzowie obserwują, a co najważniejsze – biorą żywy udział w rozprawie. Jest to jeden z najbardziej niesamowitych aspektów sztuki; widz przebywa w ciągłej interakcji z aktorem już od samego początku, kiedy to właśnie on decyduje, gdzie oglądający spektakl ma usiąść. Dlatego też na owe przedstawienie zarezerwowanie konkretnych miejsc jest niemożliwe.
Tu nie ma czegoś takiego, jak scenografia, rekwizyty, kostiumy czy gra aktorska. Znajdujemy się w paradoksalnie nieistniejącym miejscu, które dla nas uchodzi za prawdziwe. Otaczają nas zmarli, którzy wydają się bardziej namacalni niż ludzie żyjący. Rozmawiają z nami, dotykają nas, czasem siadają obok. Patrzą w nasze oczy tak, jakby chcieli wydobyć z nich wszystkie tajemnice. Grają, manipulują nami, podczas procesu sądowego przedstawiając kolejno swoje własne wersje. A każda z nich inna, każda wzbogacona inną retrospekcją i każda celująca w Piotra Riviere, którego od samego początku skazujemy na potępienie. Właściwie od pierwszej opowieści jesteśmy przekonani o jego winie i złu, które nim kieruje. Choć nie poznajemy tytułowego bohatera przez większą część spektaklu, z wielką łatwością wystawiamy o nim opinię. I chyba właśnie o to chodzi. O to, aby pokazać, jak proste są ludzkie osądy, a do jakiej tragedii potrafią doprowadzić…
Tu nie ma postaci złej ani dobrej. Odziani w biel, sprawiają wrażenie czystych, ale niedługo, na tym kolorze najprościej bowiem ujrzeć grzech. Słuchając historii bohaterów, natrafiamy na kolejne wady i ułomności człowieka. Z przerażeniem odkrywamy, że w tych nieszczęsnych mieszkańcach gminy Aunay potrafimy odnaleźć siebie samych; stereotypowych i wiecznie przekonanych o własnej niewinności. Wreszcie patrzymy na to wszystko z coraz większym niepokojem, ponieważ każdy następny element wywołuje w nas dziwne poczucie winy. Dlaczego? Bo w miarę upływu spektaklu mamy coraz więcej wątpliwości. Zadajemy sobie pytanie: czy Piotr Riviere, ten, który zaszlachtował siekierom swoją matkę, swojego ojca, siostry swoje, brata swojego i wszystkich sąsiadów swoich, rzeczywiście ponosi za to odpowiedzialność? Czy naprawdę wszelkie grzechy, które zostały mu przypisane, należą do niego? Czy krew, którą ma na rękach, wylano z jego winy?
Nie znajdziemy tu odpowiedzi. Nikt nie powie nam wprost, jakie jest rozwiązanie zagadki, bo musimy ją rozwiązać sami. Zgodnie z własnym sumieniem i emocjami. Uświadamiamy sobie, że miejsce, w którym się znajdujemy, najprościej nazwać czyśćcem, z którego my jeszcze wyjdziemy, ale oni już nie. Te strapione dusze, żadna niewinna, a każda tak bardzo odrzucająca swoje błędy. I powtarza swoją wersję niczym mantrę. Raz za razem. Co, gdybyśmy byli na ich miejscu? Co, gdyby i dla nas nie było powrotu?
Spektakl w charakterze misterium był zdecydowanie doskonałym wyborem. Będąc na nim, widz odnosi wrażenie, że nie ma ani początku, ani końca. Nie spotkamy się tu z ukłonami ani wiwatami. Na nasze oklaski nikt nie zareaguje, bo na scenie nie ma aktorów. Są bohaterowie. Reżyserka spektaklu dopięła celu; w okrutny i dosadny sposób ukazała ludzkie słabości i zaniedbania, stereotypowość poglądów i wszystkie te cechy, których tak często się wypieramy. Ta tragikomedia w pewien sposób zadaje nam ból. Ból ten można nazwać inaczej – prawdą. Bo kto z nas potrafi zmierzyć się z nią, nie odczuwając cierpienia?
Kolejnym wielkim atutem przedstawienia jest oświetlenie zaaranżowane przez Katarzynę Łuszczyk. Psychodeliczna gra świateł i efekty idealnie dopełniają całokształt spektaklu, a nawet pokuszę się o stwierdzenie, że odgrywają tu bardzo znaczącą rolę. Nie można zapomnieć o muzyce Piotra Dziubka, która została uhonorowana nagrodą podczas krakowskiego festiwalu Boska Komedia. Dopracowana scenografia, kostiumy utrzymane jedynie w bieli i bardzo dobra gra aktorska. To wszystko przemawia za tym, aby zarezerwować czas i zobaczyć ten spektakl.
Ale nie jest to sztuka dla każdego. Nie jest to proste ani przyjemne. Nie patrzy się na to z zadowoleniem czy wzruszeniem. Strach, gniew, smutek, przerażenie. Wszystko, co widzimy, porusza do głębi. Skłania nas do refleksji i odpowiedzi na pytanie: kim jestem?.
Więc… kim jesteś?
Archiwum teatru Capitol
Archiwum teatru Capitol
Archiwum teatru Capitol

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia