Muzyczne inspiracje

źródło
Michael Bublè urodził urodził się 9 września 1975 roku w Kanadzie. Popularność zdobył w 2003 roku, po wydaniu debiutanckiego albumu Michael Bublè. Jest znany z ciepłej barwy głosu, która pozwala mu na wykonywanie utworów w stylu jazzowym i popowym. Na swoim koncie ma współpracę z wieloma osobami, między innymi z Nelly Furtado, Stevie Wonderem czy Robbie Williamsem. Wykonuje głównie covery (np. Franka Sinatry, Elvisa Presleya), ale jego własne utwory również są bardzo popularne.

W 2011 roku Michael Bublè wydał płytę, na której znalazły się covery najpopularniejszych świątecznych piosenek. Możemy tam znaleźć w jego wykonaniu utwory takie, jak Silent Night, All I Want For Christmas czy Have Yourself A Merry Little Christmas. Znajduje się tam także piosenka stworzona specjalnie na tę okazję, Cold December Night.
Cold December Night
Stockings are hung
with care 
Childrens sleep with one eye open 
Now there’s more than toys at stake 
Cause I’m older now but not done hoping.

The twinkling after lights 
A Santa kid who’s filled with hustle 
Old saint nick has taken flight 
With a hop on board so please be careful.

Each year I ask for many different things 
But now I know what my heart wants you to bring 
So please just fall in love with me this
Christmas 
There’s nothing else that I would need this
Christmas 
Won’t be wrapped under the tree 
I want something that lasts forever 
So kiss me on this cold December night.

A cheer that smells of pine 
A house that’s filled with joy and laughter 
The mistletoe says stand in line 
Loneliness is what I’ve captured 
Oh but this evening can be a holy night 
Lets cozy on up our fireplace 
And dim those Christmas lights 

So please just fall in love with me this
Christmas 
There’s nothing else that you would need this
Christmas 
Won’t be wrapped under the tree 
I want something that lasts forever 
So kiss me on this cold December night.

They call it the season of giving 
I’m here, your stroll of taking 
They call it the season of giving 
I’m here, I’m yours

Just fall in love with me this Christmas 
There’s nothing else that we would need this
Christmas 
Won’t be wrapped under the tree 
I want something that lasts forever 
Cause I don’t wanna be alone tonight 
I’m wearin’ our Christmas sweater 
While talking to the mistletoe tonight 
I want something that lasts forever 
So kiss me on this cold December night.

They call it the season of giving 
I’m here, your stroll of taking 
They call it the season of giving 
I’m here, I’m yours




Pończochy są wieszane ostrożnie
Dzieci śpią z otwartym jednym okiem
Teraz nie tylko zabawki są stawką
Bo teraz jestem starszy, ale nadziei nie
straciłem

Migotanie po światłach
Dziecko Mikołaja napełnione zgiełkiem
Stary święty Nick zaczął lot
Z podskokiem na pokładzie, więc proszę uważać.

Każdego roku proszę o wiele różnych rzeczy
Ale teraz wiem, co moje serce chce, byś
przyniósł
Więc proszę, tylko zakochaj się we mnie w te
święta
Niczego więcej mi nie potrzeba w te święta
Nie będzie spakowane pod choinką
Chcę coś, co trwa wiecznie
Więc pocałuj mnie w tą zimną grudniową noc.

Uśmiech, który pachnie sosną
Dom, który jest pełen radości i śmiechu
Jemioła mówi ustaw się w kolejce
Samotność to jest to co schwytałem
Oh, ale tego wieczoru może być święta noc
Siądźmy wygodnie na naszym kominku
I przyćmijmy te lampki choinkowe

Więc proszę, tylko zakochaj się we mnie w te
święta
Niczego więcej mi nie potrzeba w te święta
Nie będzie spakowane pod choinką
Chcę coś, co trwa wiecznie
Więc pocałuj mnie w tą zimną grudniową noc.

Nazywają to sezonem dawania
Jestem tu, Twój spacer brania
Nazywają to sezonem dawania
Jestem tu, jestem twój

Po prostu zakochaj się we mnie w te święta
Niczego więcej mi nie potrzeba w te święta
Nie będzie spakowane pod choinką
Chcę coś, co trwa wiecznie
Bo nie chcę być sam dziś wieczorem
Mam na sobie nasz świąteczny sweter
Podczas gadania do jemioły wieczorem
Chcę coś, co trwa wiecznie
Więc pocałuj mnie w tą zimną grudniową noc.

Nazywają to sezonem dawania
Jestem tu, Twój spacer brania
Nazywają to sezonem dawania
Jestem tu, jestem twój

Wszyscy wiedzą, że czas Świąt jest magiczny. Świat nabiera innego znaczenia, a zachowania ludzi ulegają zmianie. Jesteśmy dla siebie bardziej mili oraz przyjaźnie nastawieni. Jest to również czas marzeń, które mają wszyscy. Zastanawiamy się czy tym razem nam się uda, czy się spełnią. Każdy z nas marzy o czymś innym. Jedni skupiają się na sprawach duchowych, inni materialnych, a jeszcze inni spełnieniu marzeń kogoś innego. Z wiekiem nasze priorytety, cele, oczekiwania i gusta się zmieniają. Zmienia się także podejście do różnych spraw. Nie zmienia to jednak faktu, że w okresie bożonarodzeniowym mamy zupełnie inne podejście do spełniania życzeń. Wzrasta nadzieja na ich realizację. Czy nie powinno tak być przez cały rok? Być może, ale jak wtedy wyglądałaby magia Świąt?

Rock ma kręcone włosy

źródło
Curly Heads wydało płytę. Dziesięć mocnych, dobrych kawałków, które zapadają głęboko w pamięć i tam też pozostają, ale nie mają nic wspólnego z tymi wszystkimi piosenkami, o których mówimy: No, wpadło w ucho. Kilkuletnia praca i poszukiwanie własnego brzmienia zaowocowały naprawdę interesującym, fantastycznym debiutem. Debiutem, który jest odświeżeniem polskiej sceny muzycznej, bo wprowadza coś nowego i innego. Coś, czego nikt się nie spodziewał po kilku latach lansowania niczego i o czym zdążono już dawno zapomnieć. Jak miło wejść teraz do Empiku i ujrzeć płytę Curly Heads wśród bestsellerów! Napawa to wielką dumą. Na pewno.

Zespół tworzony przez piątkę młodych chłopaków, z których nie każdy jest tak bardzo curly, jak by się wydawało, miał trudne początki. Zgoła nieprzyjemnie podsumowani w Mam Talent i określeni jako przeciętni inicjatorzy teraz rozwinęli skrzydła, spod których wyleciał świetny krążek – Ruby Dress Skinny Dog. Mocny, pełen emocji, pożądania i niespełnionych pragnień. Loczki dokonały czegoś fantastycznego; w ich kawałkach treścią nie jest jedynie tekst, ale także muzyka. Te nagłe zmiany nastrojowości, zupełne pozbawienie monotonii, niekontrolowane wybuchy. Curly Heads opowiada nam bajkę, która nie ma być błahą, przyjemną dla ucha opowiastką, ale historią poruszającą do głębi. Dlatego naprawdę trudno się w to nie wdrożyć, mimo że nasze zmysły zostają brutalnie zaatakowane ogromem emocji. Mamy tu wszystko, co ludzkie, bo zarówno niezdecydowanie, cierpienie i tęsknotę, jak i palące pragnienie, które nie sposób zaspokoić. Między innymi dlatego tak dobrze się tego słucha. W tej muzyce wszystko jest intensywne, stworzone pełną parą, bez powstrzymywania się i zahamowań. Panuje tu chaos, ale chaos przyjemny, chaos piękny, chaos tak bardzo na miejscu, że trudno wyobrazić sobie całość bez niego.
Mamy treść. Mamy muzykę. Dziki taniec fantastycznie wykorzystanych gitar, które bez wątpienia znajdują się w rękach profesjonalistów. Często aktywny bas, z czego jestem wielce zadowolona. I bardzo dobrą perkusję. Mamy też głos… I nad tym głosem można by się rozwodzić, bo dla tych, którzy znają solową płytę Dawida Podsiadło, jego śpiew może być zaskoczeniem. Jestem pełna podziwu dla jego wszechstronności, faktu, że sprawdza się zarówno w spokojnych brzmieniach z pogranicza indie i popu, jak i w tym mocnym, bezkompromisowym rocku, który tworzy wraz z Curly Heads. Dawid jest tu nie tylko wokalistą, ale uzdolnionym aktorem, bo słuchając tych, często rozpaczliwych i przesyconych emocjami utworów odnosi się wrażenie, że przemawia do nas ktoś, kto z całą swoją mocą i pewnością przeżywa to wszystko, o czym śpiewa. I to jest godne pochwały.
Bez wątpienia mamy do czynienia z porządnym rockowym tworem, który na pewno nie jest komercyjną sielanką do posłuchania dla wszystkich. Nie każdy się w tym zakocha. Nie każdy to zrozumie i doceni. Pokuszę się o stwierdzenie, że nawet wręcz przeciwnie – zapewne pojawi się wielu słuchaczy, którzy skrytykują płytę. Jednak wszystko, co negatywne, tylko zwiększa popularność, a co jak co, ale Ruby Dress Skinny Dog bez wątpienia na tę popularność zasługuje.

Życie podporządkowane pasji…

źródło
Pasja… coś, co działa niczym motor i napędza człowieka do dalszej egzystencji. Życie bez pasji jest nudne i puste. Ona nam daje wytchnienie, przyjemność i radość. Szkoda, że często ludzie nie mogą rozwijać swoich pasji w taki sposób, w jaki by chcieli. Nie pozwala im na to czas, pieniądze lub ciężka praca. Są jednak wśród nas wyjątki, a ja jeden znalazłam.

Tomasz Loewnau, znany bardziej jako Leon Loew, ma pasję. Rap. I może nie słychać o nim w mediach i nie jest on rozchwytywaną gwiazdą, ale z dnia na dzień odnosi coraz większy sukces – rozwija swoje zdolności. A zaczęło się niewinnie. Na początku wcale nie był przekonany do rapu i gustował w zupełnie innych stylach muzycznych. Dopiero znajomi przekonali go do tego typu muzyki. Jak sam mówi – nie skłaniał się w stronę słabego rapu, który wydawał mu się prostacki. Po dwóch latach zmagań postanowił stworzyć coś swojego, bo niby czemu nie? Leon kupił sobie pierwszy mikrofon, ale jego droga była jeszcze trudna i z pewnością nie usłana różami. Dopiero gdy podjął pracę, za pierwszą wypłatę kupił sobie profesjonalny sprzęt i mógł nagrywać swoje pierwsze dobre kawałki.
Leon Loew zapytany o wartości, które przekazuje jego muzyka, zdecydowanie kręci głową. Żadnych wartości. Ja miałbym kogoś życia nauczać, tym bardziej że sam sobie ze swoim nie radzę? Wiadomo, że jego teksty są o życiu, ponieważ pisze o tym, co akurat dzieje się wokół niego. Otoczenie stanowi dla niego inspirację, dzięki temu każdy jego tekst jest prawdziwy.
Szczerze? W Olsztynie odwiedzało mnie dużo znajomych, którzy rapowali, a ja ich słuchałem. Podglądałem ich, patrzyłem, jak to robią. Jeżeli to coś było dobre, to ja następnego dnia wstawałem, potrafiłem nic nie jeść, tylko od razu pisałem. Chciałem być lepszy od nich. Chciałem sobie udowodnić, że umiem. Tak właśnie wygląda prawdziwa pasja. Człowiek potrafi nie jeść i nie spać, ponieważ napędza go coś zupełnie innego i daje energię na cały dzień.
Pytałam Leona o środowisko, w którym obracają się raperzy. Cóż… jest ono zróżnicowane. Oczywiście, są profesjonalni wykonawcy, którzy górują na polskich scenach i mają tłumy fanów. Są jednak tacy jak Leon Loew, którzy robią to dla zabawy i frajdy. Są ludzie, którzy normalnie sobie rapują dla zabawy, bo raczej nie ma co tego traktować jak jakąś szansę na sukces. 
Uczę się dopiero. Mój ruch sceniczny to drewno. Ja się wcale nie ruszam. Ja się stresuję. Występy przed publicznością to na pewno wielki stres. Zazwyczaj jak gram support przed jakimiś znanymi ludźmi, to nikogo nie ma pod sceną. Przychodzę ze swoimi znajomymi i są tylko oni. Tylko ich to interesuje. Jak widać nawet Leon Loew się stresuje, a wydawałoby się, że mógłby się już przyzwyczaić do występowania na scenie. Stres go paraliżuje, ale mimo to on potrafi przełamać wewnętrzny opór, ponieważ robi to, co sprawia mu przyjemność, i doskonale się przy tym bawi.
Jakbyś przekonał kogoś do rapu? Leon Loew uśmiecha się pod nosem, słysząc moje pytanie. Od razu poleca płytę Rasmentalism Za młodzi na Heroda. To w miarę inteligentny rap, który mógłby kogoś przekonać. Natomiast Leona i jego pojmowanie życia ukształtował album Kandydaci na szaleńców. Może warto zapoznać się z płytą?
Rap jest śmieszny. Rap to zabawa i jeśli ktoś szuka w tym jakiejś prawdy życiowej, to jest idiotą i niech lepiej przestanie. No czego może cię nauczyć jakiś koleś? Ja się na swoich błędach uczę. To jest dziwnie strasznie, że ludzie próbują znaleźć odpowiedź na prawdy życiowe w czymś tak banalnym jak rap. Rap ma bawić. Ma ci sprawiać przyjemność. Media karmią tym, że to jest wyższa prawda i tylko prawda. Ci ludzie w większości nie są prawdziwi. To jest rywalizacja. Każdy ma dążyć do tego, żeby być najlepszy.
Myślę, że Leon Loew może być najlepszym przykładem na to, że warto rozwijać swoje pasje i ciągle dojrzewać. Robiąc to dla własnej przyjemności i rozrywki. Robią to, co sprawia nam największą przyjemność, i nie przejmować się tym, co powiedzą inni. Po prostu być sobą. A Leon… Leon sam się zaprezentuje…

Posłuchaj innych

źródło
Tematyka LGBT, stanowiąca w Polsce temat tabu, jest szeroko omawiana w bogatych krajach europejskich. Polscy widzowie mają okazję przyjrzeć się fińskiemu spojrzeniu na transseksualność w filmie Powiem ci wszystko lub też wybrać się na blockbuster X-Men: Przeszłość, która nadejdzie, najnowszy film Terry’ego Gilliama Teoria wszystkiego, polską Karuzelę, przenoszący do czasów PRL-u Mundial. Gra o wszystko, animację Czarnoksiężnik z Oz: Powrót Dorotki i starego bohatera z dzieciństwa w Listonosz Pat i wielki świat.

X-Men: Przeszłość, która nadejdzie
źródło

Kontynuacja
losów kultowych superbohaterów, kulisy ich zatargów i walki o akceptację.
X-Meni pojednują się, by walczyć o przetrwanie gatunków w dwóch epokach. Starzy
bohaterowie łączy siły z młodszymi wersjami samych siebie i przenoszą się w
przeszłość, aby ocalić naszą i ich przyszłość.

Namnożyły się w
kinie te X-Meny. Zaczęło się czternaście lat temu od Bryana Singera; wartę
później obejmowali Brett Ratner, Gavin Hood i Matthew Vaughn, aby historia zatoczyła
koło i wróciła ostatecznie do Singera. A on, jak nikt inny, najlepiej czuje
uniwersum mutantów. Amerykańskiemu reżyserowi udała się niebywała trudność
sprawnego połączenia kilku filmów z wieloma bohaterami w różnym wieku. To
patchwork niezwykle udany, mimo swej złożoności zaskakujący płynnością i
oryginalnością. Nietypowość Przeszłości,
która nadejdzie
kryje się w dobrze skrojonym scenariuszu, który z odwagą
usuwa sylwetkę czarnego charakteru, zamiast tego skupiając się na kilku
mniejszych, ale ważnych dylematach.
Najnowsi X-Meni to świetne kino przede wszystkim
dla fanów komiksowej serii. W końcu mogą oni obejrzeć większość swoich
ukochanych bohaterów na wielkim ekranie. Nieobeznani z poprzednimi częściami
będą czuli się zdezorientowani wielością wątków i pokomplikowaniem fabuły.
Zostanie im wprawdzie widowiskowa akcja, ale to mało, żeby czerpać pełną
przyjemność z dzieła Singera.

Teoria wszystkiego
źródło

Bliska przyszłość.
Ludzie zostali pozbawieni resztek prywatności, a odpowiedzią na każde ich
pytanie są wszędobylskie komputerowe usługi. Ukrywający się przed światem
geniusz Qouen otrzymuje od szefa potężnej korporacji sekretną misję.
Korzystając z wszelkich dostępnych środków ma odkryć sens istnienia
wszechświata. Zanim rozwiąże tę zagadkę, musi poradzić sobie ze swoimi lękami i
obsesjami.

Czuć w tym
filmie charakterystyczny sznyt Terry’ego Gilliama. Mamy tu i oryginalną formę,
i nadpobudliwych ekscentryków, i starcie bezbronnej jednostki z wszechwładną
korporacją. Choć Gilliam ma w zanadrzu parę ciekawych pomysłów, czeka go smutny
los Tima Burtona – facet po prostu za często się powtarza. Powielanie stale
tych samych schematów sprawia, że nawet najwykwintniejsze opakowanie traci ze
swojej świeżości. Teoria wszystkiego
zbliża się poziomem do przedobrzonego Parnassusa
– za mało w nim sensownej treści i jakiegokolwiek morału, by można było go
nazwać choćby dobrym kinem.

Karuzela
źródło

Czwórka głównych
postaci wchodzi właśnie w dorosłe życie. Dwójka przyjaciół zakochała się kiedyś
w tej samej kobiecie i zdaje się, że przeszła ten trudny test męskiej przyjaźni
zwycięsko. Pod powłoką pozorów istnieją jednak sekrety, które mogą przekreślić
wszystko. Kiedy skutki wyborów sprzed lat wyjdą na światło dzienne, okaże się,
jak iluzoryczne jest szczęście zbudowane na kłamstwie.

Robert
Wichrowski osiem lat po swoim kinowym debiucie i chałturach w polskich
serialach, powraca do wielkiego ekranu. Francuski
numer
był rozczarowujący, ale Wichrowski miał jeszcze szanse na rozwinięcie
swojego warsztatu, szkoda że stracił je na pracę przy telenowelach. Jego drugi
film niestety sprawia wrażenie kinowego przedłużenia któreś z rodzimej
produkcji spod znaku M jak miłość. Karuzela to splot nudnych i słabo ze
sobą powiązanych historii, które ratują chyba tylko zdjęcia Adama Bajerskiego.
Ten utalentowany operator, który odpowiadał także za oprawę Sztuczek czy
Imagine, wciąż czeka na swój wielki film, w którym będzie mógł w pełni objawić
swój talent. Karuzeli do nich nie
zaliczyć nie będzie można.

Mundial. Gra o wszystko
źródło

Dokument o
przeplatających się więzach sportu i polityki. Występ polskich piłkarzy w
Hiszpanii z 1982 r. poznajemy z perspektywy zawodników próbujących sprostać nie
tylko swoim celom, ale także wielkiej presji ze strony kibiców i komunistycznej
propagandy. Ich grę śledzą także internowani członkowie Solidarności,
dziennikarze i cenzorzy wycinający z transmisji telewizyjnych wszelkie przejawy
opozycji. Film korzysta m.in. z archiwalnych materiałów TVP i animowanych zdjęć
z obozu dla internowanych.

Podróż w
przeszłość do czasów PRL-u, gdzie wszystkie dziedziny życia skażone były
polityką. Obserwujemy zdarzenia, w których piłka nożna nie była tylko piłką
nożną, a każdy z pozoru zwyczajny gest mógł nieść wyższe przesłanie. Dokument
przedstawia mundial ’82 z dwubiegunowej perspektywy: zarówno piłkarzy
zdobywających dla Polski medal, jak i internowanych przebywających w obozach. Michał Bielawski
gładko łączy oba światy, które w rzeczywistości nie były tak odległe, jak się
na pierwszy rzut oka wydaje. To nie tylko ciekawa opowieść z czasów, kiedy
nasza reprezentacja potrafiła wygrywać z najlepszymi pomimo ogólnej biedy
sprzętu, ale także fascynujący portret wykorzystywania piłki dla własnych celów
– przez obie strony ówczesnego konfliktu.

Czarnoksiężnik z Oz: Powrót Dorotki
źródło

Dorotka ponownie
przenosi się do krainy Oz, na prośbę swoich przyjaciół – Blaszanego Drwala,
Stracha na wróble i Tchórzliwego Lwa. W tym czasie władzę w magicznym świecie
przejął Błazen, niesympatyczny i przebiegły brat Złej Czarownicy z Zachodu. Aby
pokonać przeciwnika Dorotka musi wybrać się na wędrówkę do Szmaragdowego Grodu.
W czasie podróży spotka starych przyjaciół oraz pozna nowych, niespodziewanych
sprzymierzeńców.

Twórcy najnowszego
Czarnoksiężnika z krainy Oz łatwymi
sposobami próbują przypiąć się do znanej marki, ożywionej w zeszłym roku po
dobrze przyjętym przez widzów Ozu Wielkim
i Potężnym
. Tamten film, choć nie grzeszył inteligencją, stanowił jednak
niezłą rozrywkę dla całej rodziny. Ten obraz, choć w zamierzeniu skierowany do
dzieci, najmłodsi oglądać nie powinni. Choć plastikowa animacja wygląda co
najwyżej przeciętnie, to kryjące się w niej przerażające wydarzenia mogą
odstraszyć nie tylko najmłodszych. To miało stanowić chyba jedyny wyróżnik
obrazu Dana St. Pierre’a i Willa Finna. Całość wypada bowiem wyjątkowo blado,
począwszy od kiepsko zrealizowanej animacji 3D, po nijakie piosenki.

Powiem ci wszystko
źródło

Maarit jest
transseksualistką, sprząta w gabinecie psychoterapeuty i wciąż czuje się
wyalienowana w społeczeństwie. Wszystko się zmienia, gdy pewnego dnia jej
pracodawca wyjeżdża z miasta. Kiedy kobieta sprząta jego biuro i dla zabawy
udaje psychologa, do gabinetu wkracza przeżywający kryzys małżeński mężczyzna.
Sami odnajduje bratnią duszę w osobie Maarit, a życie kobiety coraz bardziej
się komplikuje. Czy między nią a przypadkowo poznanym mężczyzną narodzi się
miłość?

Problem
osamotnienia osób homoseksualnych i transseksualnych to dość często spotykana
tematyka w kinie nowoczesnej Europy. Tej fińskiej produkcji udaje się jednak
opowiedzieć o losach głównej bohaterki unikając wciąż powtarzających się schematów.
Simo Halinen, dla którego to dopiero drugi film, zręcznie opowiada o świecie, w
którym królują etykietki i krzywdzące stereotypy. Wystarczy gdzieś zasłyszana
pogłoska, żeby obrzucić drugiego człowieka fałszywymi osądami. Choć reżyser
chwali asertywność i odważną walkę o swoje, przedstawia także drugą stronę
medalu – szczęście może być budowane na czyimś nieszczęściu i być przejawem
samolubstwa. Halinen nie osądza swoich bohaterów, przedstawia różne punkty
widzenia i zawiłe ludzkie losy.

Listonosz Pat i wielki świat
źródło

Listonosz Pat z
małego miasteczka pragnie wziąć udział w bijącym rekordy popularności show Gwiazdą być! W tym celu musi wyruszyć do
wielkiej metropolii pełnej gwiazd i telewizyjnych osobistości. Będzie to dla
niego ogromna, niebezpieczna przygoda, na szczęście Pat może liczyć na pomoc
przyjaciół z rodzinnego miasteczka, dzięki którym odkryje, że od rozgłosu,
uznania i świateł wielkiego miasta znacznie ważniejsza jest grupa bliskich, z
którymi nigdy nie można się nudzić.

Listonosz Pat był jednym z ulubieńców
naszych rodziców. Przygody flegmatycznego urzędnika uczyły i bawiły całe
pokolenie, dostarczając zarówno rozrywki, jak i czysto dydaktycznych wartości.
Brytyjska animacja to jednoczesna próba wskrzeszenia sentymentu oraz
zainteresowania Patem współczesnych dzieciaków, wychowywanych na nieco innych
filmach. I tak, zamiast dawnych kukiełek, zapanowała dość sztuczna (w tym
przypadku) animacja komputerowa. Ta zmiana dobrze odzwierciedla fabułę opierającą
się na walce ze zgubnymi pokusami wielkiego świata. O ile Pat nie zmienia się
pod wpływem telewizyjnego show, to twórcy tego obrazu zatracają gdzieś
staroświecki urok oryginału. Listonosz
Pat i wielki świat
staje się przez to kolejną animacją, którą można
obejrzeć między obiadem a zabawą z dzieckiem.

Muzyczne inspiracje

źródło
Alicja Majewska urodziła się 30
maja we Wrocławiu. Jest absolwentką Wydziału Psychologii i Pedagogiki
Uniwersytetu Warszawskiego. Jej debiutem był występ w 1968 roku podczas
Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze. Kolejny etap życia związany z
muzyką przypada na lata 1971–1974, kiedy należała do zespołu Partita

Kariera solowa Alicji Majewskiej
rozpoczęła się w 1974 roku od wystąpienia w programie telewizyjnym, który był
złożony z piosenek Hanki Ordonówny Miłość
ci wszystko wybaczy.
Właśnie wtedy została zauważona przez osoby z branży.
Do 1977 roku brała czynny udział w działalności Teatru na Targówku.

Piosenkarka ma na swoim koncie
wiele nagród zdobytych podczas Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu,
między innymi za utwory Odkryjemy miłość
nieznaną, Jeszcze się tam żagiel bieli
czy Marsz samotnych kobiet.
Być
kobietą
Być kobietą, być kobietą – marzę ciągle będąc dzieckiem, 
być
kobietą, bo kobiety są występne i zdradzieckie… 

Być
kobietą, być kobietą – oszukiwać, dręczyć, zdradzać 

nawet,
gdyby komuś miało to przeszkadzać. 


Mieć z
pół kilo biżuterii, kapelusze takie duże 

i od
stałych wielbicieli wciąż dostawać listy, róże. 

Na
bankietach, wernisażach pokazywać się codziennie… 

Być
kobietą – ta tęsknota się niekiedy budzi we mnie. 


Ekscentryczną
być kobietą – przyjaciółki niech nie milkną, 

czas
niech płynie w rytmie walca, dzień niech jedną będzie chwilką. 

Jakaś
rola w głównym filmie, jakiś romans niebanalny… 

Być
kobietą w dobrym stylu, Boże, daj mi… 


Gdzieś
wyjeżdżać niespodzianie, coś porzucać bezpowrotnie, 

łamać
serca twardym panom, pewną siebie być okropnie… 

Może
muzą dla poetów, adresatką wielkich wzruszeń? 

Być
kobietą w każdym calu kiedyś przecież zostać muszę! 


Być
kobietą, być kobietą – marzę ciągle będąc dzieckiem, 

być
kobietą, bo kobiety są występne i zdradzieckie… 

Być
kobietą, być kobietą – oszukiwać, dręczyć, zdradzać 

nawet,
gdyby komuś miało to przeszkadzać. 


Ach,
kobietą być nareszcie, a najczęściej o tym marzę, 

kiedy
piorę ci koszule albo… naleśniki smażę…
 


Kobieta po wyjściu za mąż i założeniu rodziny staje się jej częścią. Życie żony jest zdecydowanie inne od życia kobiety wolnej. Pojawiają się inne obowiązki, a na horyzoncie inne plany. Nie sprawia to jednak, że ktoś przestaje zastanawiać się, co by było gdyby, jak wyglądałoby życie, gdyby wszystko ułożyło się inaczej, gdyby zamiast na rodzinę, wszystko zostało postawione na karierę. Jednak przecież nigdy nic nie wiadomo, Czy nie można zrobić kariery i osiągnąć sukcesu, będąc żoną i wypełniając codzienne obowiązki? Oczywiście, że można! Tajemnica kryje się w równowadze pomiędzy jednym a drugim. I wszystko da się zrobić.



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia