English Matters

źródło
W dzisiejszych
czasach coraz trudniej znaleźć magazyny przeznaczone dla osób, które chcą uczyć
się języków obcych. Wydawnictwo Colorful Media wychodzi im naprzeciw,
udostępniając własne, mające ułatwić poznawanie kultury innych krajów oraz
języka.

Na stronę
internetową Wydawnictwa trafiłam przypadkowo, gdy od pewnej blogerki
dowiedziałam się o magazynie językowym „English Matters”.  Postanowiłam zapoznać się z
jego treścią i sama ocenić jego przekaz. Moje pierwsze wrażenie było nieodparte
i niezwykle imponujące. Już pierwsze strony magazynu poruszają swoim bogactwem
i przejrzystością treści. Niemal na każdej z nich znajdziemy ciekawe artykuły dotyczące stylu życia ludzi, kultury, nauki
oraz podróżowania. Są one wzbogacone o kolorowe fotografie oraz spis słówek,
które mogą sprawiać trudność w zrozumieniu tekstu. Nie trzeba więc za każdym
razem sięgać po słownik angielsko-polski i przerywać czytania.
Magazyn zawiera
również wskazówki dotyczące komunikacji w języku angielskim opatrzone tytułem Conversation Matters, dzięki którym
czytelnik może zapoznać się ze zwrotami przydatnymi w konkretnych sytuacjach.
Porusza również kwestie sporne oraz przykłady niewłaściwego zachowania. 
 

Dzięki tabelom i
wyróżnieniom kłopotliwych słów czytelnik może łatwiej i szybciej przyswoić i
zapamiętać treść artykułów. Magazyn obfituje w wielość ciekawostek, które
umożliwiają poznanie tajników kultury oraz tradycji kraju. 
Mnie najbardziej
spodobał się artykuł z działu People and
Lifestyle,
który opowiada o dziwacznych budynkach występujących na całym
świecie. Byłam pod wrażeniem, gdy przeczytałam o bibliotece w Kansas, wybudowanej
na kształt wielkiej półki na książki. Zaciekawił mnie również artykuł o Lorde –
Queen Bee – muzycznej gwieździe – oraz szereg tekstów z działu Culture. Najdłużej zatrzymałam się
jednak przy pracach o tematyce podróżniczej. Skorzystałam również z okazji wysłuchania ich w
Internecie – to była wspaniała przygoda! Zachwyciła mnie przede wszystkim ich różnorodność oraz sposób przedstawienia w gazetce. Są one wzbogacone o przepiękne fotografie oraz opisy wielu miejsc, które szczególnie warto zwiedzić.
 
Magazyn „English Matters” polecam wszystkim
pasjonatom kultury oraz języka angielskiego. Mogą po niego sięgnąć zarówno osoby
uczące się, jak i znające go – może to być świetna okazja do wzbogacenia
własnego słownictwa. Potrafię z czystym sumieniem przyznać, że sięgnę po ten magazyn
ponownie – i to niejednokrotnie. Gratuluję Wydawnictwu pomysłu na stworzenie takiego czasopisma językowego.

Melodie ulotne – powrót do przeszłości

źródło
Cykl Melodie ulotne uważam za rozpoczęty! Na dobry początek proponuję szybką, pełną emocji i radości podróż do muzycznej przeszłości.

Poniżej znajdziecie cztery wybrane utwory zespołów tworzących współcześnie (w XXI w.), które nie zważając na panujące trendy, składają hołd minionym dekadom muzyki.

1. Blues Pills – Little Sun

Kto nie został wgnieciony w fotel/krzesło/łóżko/podłogę/blat kuchenny w chwili wejścia wokalu, ten prawdopodobnie nie słyszał Janis Joplin ani nigdy nie zachwycił się twórczością lat 60. i późniejszych.
Ten zespół o  międzynarodowym składzie doskonale wie, jak korzystać z muzycznego archiwum X.

Wnikliwy słuchacz zauważy, że nawet nagrania są lekko przybrudzone – kryształowego brzmienia raczej tu nie zaznamy, daje się usłyszeć delikatny szum. Nie jestem pewna, czy to aby na pewno przypadek.
W każdym razie klimat jest prawdziwie fenomenalny.

Gorąco zachęcam do zapoznania się z resztą dorobku Blues Pills, który zresztą nie jest na razie zbyt pokaźny. Zespół wkrótce (28.07) wyda nowy materiał – póki co w sieci możemy wysłuchać pierwszego utworu. Czekam z niecierpliwością.

2. Troubled Horse – One step closer to my grave
Zespół odkryłam kilka dni temu. Szukam odpowiedniego słowa określającego Troubled Horse i na myśl przychodzi mi jedno – uroczy. Podoba mi się swego rodzaju melodyjność utworów tego zespołu.

Przyjemny powrót do korzeni, w końcu takie granie nie jest już powszechne.

3. Witchcraft – Dystopia
Zupełnie przypadkiem udało mi się wyszperać zespół, który ma szansę pretendować do miana moich ulubionych z zespołów powstałych w tym tysiącleciu (niewiele ich jest, niewiele…).

Być może powinna pojawić się tutaj piosenka z pierwszych płyt Witchcraft, kiedy to brzmienie zespołu było wyraźnie black sabbathowo-doomowe, jednakże to właśnie poniższy utwór chwycił mnie za serce, czyniąc mój wybór oczywistym.

Dystopia pochodzi z ostatniej płyty zespołu, Legend, której przesłuchanie szczerze zalecam i polecam, szczególnie jeśli chcecie, by muzyczna przeszłość pobrzmiewała w odświeżonej już wersji, okraszonej dobrym wokalem.

4. Spiders Mad dog
Kolejna po Blues Pills gratka dla amatorów kobiecego wokalu. Nie jestem pewna, czy słusznie, ale głos Ann-Sofie Hoyles momentami przypomina mi o Joan Jett.

Porywają mnie te rytmiczne riffy, zdecydowanie. Dziwna to rzecz, ale Szwedzi wiedzą jak grać, by noga sama zaczęła podrygiwać*.

 

Przy okazji odkryłam, że trzy na cztery wspomniane zespoły są ze sobą powiązane. Członkowie Witchcraft utworzyli Troubled Horse, a były gitarzysta pierwszej z grup założył Spiders wraz z perkusistą Graveyard (o którym mam zamiar wspomnieć w przyszłości). Tego się nie spodziewałam.

Dziękuję, jeśli znalazła się choć jedna osoba, która dała szansę powyższym propozycjom. Niech wie, że ma moją wdzięczność i szacunek. Być może któryś z zespołów był wam już znany – dajcie znać w komentarzach.

Do usłyszenia za dwa tygodnie!

* Zespoły Witchcraft, Spiders, Troubled Horse pochodzą właśnie ze Szwecji, zaś Blues Pills zawiera szwedzki pierwiastek.

Muzyczne inspiracje

źródło

Anna Jantar

Urodzona w 1950 roku czołowa polska piosenkarka lat 70. Od młodości kształciła się w kierunku muzycznym, a w roku 1969 zdała egzamin do PWST w Warszawie (nie została jednak przyjęta z powodu braku wolnych miejsc). W trakcie swojej kariery zdobyła wiele nagród i wyróżnień.

Dzisiaj pragniemy zapoznać was z jednym z najpiękniejszych utworów w jej wykonaniu.

Prawie każdy z nas poszukuje w życiu piękna, czegoś, co dotknie jego duszę i zmysły. Takie zadanie spełnia sztuka, czyli między innymi muzyka i poezja. Czasem dochodzi również do ich fuzji, w wyniku czego powstają perełki, takie jak utwór, który pragniemy wam dzisiaj zaprezentować.


Radość najpiękniejszych lat została skomponowana przez męża Anny Jantar – Jarosława Kukulskiego. Możemy zatem wnioskować, że podmiotem lirycznym jest sama Anna. Autorem słów jest Janusz Kondratowicz, zmarły niedawno poeta, satyryk i dziennikarz.

To już przedmieścia gorzki smak

Autobus rusza w krótki rejs
Zdyszana biegnę z żartu w żart
Z podróży w podróż, z wiersza w wiersz
I kocham, pragnę, tracę tak
Jakby się chwilą stawał rok
Jak gdyby świat
Wymykał mi się z rąk

Żyjemy pełni zapału, a jednocześnie wiecznego pośpiechu. Pragniemy przejść swoje drogi jak najpiękniej, z drugiej strony biorąc udział w codziennym wyścigu, który nie pozwala nam skupić się na tym, co naprawdę istotne.
„Z podróży w podróż, z wiersza w wiersz” – chcemy ujrzeć, doświadczyć, zdobyć jak najwięcej, i czasem w tej gonitwie gubimy samych siebie. Tempo życia oraz mnóstwo emocji, które mu towarzyszą, sprawiają, że niekiedy tracimy nadzieję.

To, co mam

To serce, które jeszcze na wszystko stać
To, co mam

To młodość, której nie potrafię kryć
To wiara, że
Naprawdę umiem żyć – umiem żyć.

p { margin-bottom: 0.25cm; line-height: 120%; }


Mimo tego, co nas spotyka – licznych problemów, popełnianych błędów, lęków i trosk – nie poddajemy się. W refrenie wybrzmiewa optymizm, przesłanie mające przekonać słuchacza, że póki nasze życie trwa, możemy walczyć o siebie i to, co dla nas ważne. Mamy młodość, siłę, wiarę – nic nie może nas powstrzymać.

 
Zachęcamy do zapoznania się z całym utworem. Jakie jest wasze zdanie na jego temat? Podzielcie się swoją interpretacją i odczuciami w komentarzach.

Wyprawa nie z tej ziemi

źródło
Sukces finansowy filmu Niebo
istnieje… naprawdę
(kosztujący 12 milionów dolarów obraz zarobił w
Stanach 90 milionów) dowodzi, że tematyka chrześcijańska jest ostatnio
niezwykle modna, o czym zresztą wspominałam w poprzednich częściach cyklu
premier. U nas spisała się bardzo dobrze, choć siły były nierówne – produkcja
Randalla Wallace’a miała do pokonania tylko niezależny dramat Pierwszy
wschód słońca
z homoseksualistami w roli głównej.

Niebo istnieje… naprawdę

źródło
Czteroletni Colton Burpo podczas operacji
znajduje się na granicy życia i śmierci. Kiedy przeżywa, opowiada rodzicom o
swej zadziwiającej wędrówce do nieba. Twierdzi, że opuścił swoje ciało, a w
zaświatach spotkał się z ludźmi, o których z racji swojego wieku nie mógł
wiedzieć. Jego opowieść obfituje w wiele szczegółów znanych z Biblii.

Niebo istnieje – próbują przekonać nas z pełną
wiarą twórcy filmu. Problem w tym, że jest to wiara dość dziecinna, oparta na
najprostszych schematach. Nikogo nie przekona taka ugrzeczniona, słodka wizja
świata, gdzie królują papierowe postacie i dialogowe banały. Drażni szczególnie
wizja tytułowego nieba, pełnego śnieżnobiałych chmurek, słodkich aniołków i
zielonej trawy. Takie przerysowane wyobrażenie razi tandetą i traktowaniem
widza niczym małe, głupiutkie dziecko. Ateistów prędzej rozśmieszy do łez, niż
pobudzi do szczerych refleksji. Większości katolików natomiast nie usatysfakcjonuje.
Szkoda tylko Grega Kinneara, diablo zdolnego aktora, którego stać na role w
zdecydowanie lepszych filmach.

Pierwszy wschód słońca

źródło
Paul i Kurt żyją w związku już od dwóch lat.
Odkrywając nocne życie Chicago, cieszą się każdą chwilą spędzoną razem.
Przypadkowo poznany Kevin burzy sielankę i sprawia, że Kurt zrywa z ukochanym.
Korzysta z całych sił z odzyskanej wolności, lecz cały czas rozmyśla o życiu z
Paulem. Spotkanie po kilku miesiącach dwóch mężczyzn doprowadza do wspólnych
wspomnień.
W swoim debiucie reżyserskim i scenopisarskim Chris Michael Birkmeier przygląda się idei wielkiej
fatalnej miłości, ale w nowoczesnym wydaniu, w którym Julia została zastąpiona
przez mężczyznę. Zmiana ta nie wpływa znacznie na całokształt opowieści – to
smutny melodramat, w którym namiętność zostaje zniszczona. Nie przez czynniki
zewnętrzne, nieubłagany los, ale autodestrukcyjne zachowania głównych bohaterów.
Nie ma w tym nic odkrywczego, ale dałoby się bez problemu przełknąć, gdyby
tylko Birkmeier posiadał większe doświadczenie w snuciu historii. Amatorstwo szczególnie widoczne jest w wyświechtanych dialogach, których słucha się z
rosnącą irytacją.

Powrót do klasyki, czyli kilka słów o muzyce poważnej

źródło
Dzisiejszy świat nieubłaganie pędzi do przodu, a wszystko wciąż się zmienia i dąży do perfekcji. Ludzie nawet nie zauważają tych zmian, ponieważ są przyzwyczajeni do szybko upływającej codzienności. Jest jednak coś, co stale przypomina o tych spokojnych latach, kiedy damy martwiły nadchodzącym balem, a młodzi gentlemani gościli u Almaca. Aż dziw, że wciąż istnieje taki punkt zaczepienia, który spowalnia egzystencję i skłania do refleksji, odpoczynku, chwili wytchnienia. Oczywiście mowa o muzyce klasycznej, która przetrwała tyle lat nieudoskonalana, a jednak wyjątkowa i perfekcyjna.
Statystyczny Polak odwiedza filharmonię przynajmniej raz w swoim życiu. Sama nie wiem, kto przeprowadza takie badania, bo osobiście znam bardzo niewielu statystycznych Polaków i jeśli dobrze się zastanowicie, to zrozumiecie, że wy również niewielu ich znacie. Do filharmonii, opery, a nawet teatru chodzą jedynie wybrańcy lub ci, którzy zechcieli zmienić coś w swoim życiu i postawili na staroświecką nowoczesność, popularną w wyższych sferach. A reszta? Tłumaczeń jest wiele. Bilety drogie. Za długo trwa. Ale nuda. Ludzie! Przecież całej nocy nie będziecie siedzieć i słuchać skrzypcowego zawodzenia! A może warto choć trochę złagodzić obyczaje?
Rozwój muzyki nastąpił w okresie klasycyzmu między barokiem a romantyzmem. Właśnie wtedy tworzyli najwybitniejsi kompozytorzy, tacy jak Mozart, Beethoven, Haydn czy Ogiński. Warto nadmienić, że do ich utworów tańczyli nasi pradziadkowie i prababcie, a na salonach królowały śmiały kadryl i swego czasu skandaliczny walc. Nie zapominajmy również, że wielu polskich artystów tamtego okresu zostało światowej sławy kompozytorami. Chopina słucha cały świat. Bądźmy z tego dumni.
Byłabym jednak niesprawiedliwa, twierdząc, że nikt nie interesuje się muzyką klasyczną. Staje się ona coraz bardziej popularna w swojej tradycyjnej wersji oraz różnych jej interpretacjach. Rodzice coraz częściej zapisują swoje pociechy na lekcje gry na instrumentach, ponieważ rozwija ona umysł i poszerza horyzonty. Artyści czerpią inspiracje z muzyki poważnej, przetwarzają ją i wykorzystują w swoich dziełach, ukazując w zupełnie inny sposób.
A gdyby muzyka klasyczna stała się modna?
Wszyscy by jej słuchali, wszędzie widniałyby reklamy, półki w sklepach byłyby oblegane przez miłośników klasyki. Wyobrażacie sobie taki świat? Ja nie za bardzo. To, że nie jest aż tak popularna jak inne gatunki muzyczne, sprawia, że staje się wyjątkowa. Nie chciałabym widzieć ślepo oddanych wielbicieli, którzy moim zdaniem stłamsiliby wyjątkowość muzyki poważnej. Muzyki, którą najpierw trzeba zrozumieć, a dopiero później pokochać. 
W dobie Internetu można znaleźć dosłownie wszystko. Działają specjalne stacje radiowe nadające muzykę klasyczną. Można posłuchać jej, wykonując zwykłe codzienne czynności. A nuż coś wpadnie w ucho? Może między jednym kawałkiem rocka a mocną dawką metalu warto włączyć Sonatę Księżycową Ludwiga van Beethovena, by wyciszyć się odrobinę, odpocząć i odświeżyć umysł.
źródło
Ale od czego mamy wakacje? Proponuję skorzystać z okazji i wybrać się na jakiś koncert muzyki klasycznej. W tym roku festiwale organizowane są w Warszawie, Krakowie, Sopocie, Wrocławiu i pewnie w wielu innych miejscach. Może wam się nie spodoba, może uznacie, że to strata czasu i pieniędzy. A może po koncercie stwierdzicie, że coś się w was zmieniło. Że tego wam przez całe życie brakowało. A jeśli nie, to pamiętajcie, że nie jesteście osamotnieni w swoich upodobaniach. Do muzyki klasycznej trzeba dojrzeć.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia