Dziewczyna z Nowego Jorku w małym miasteczku

źródło
Serialem, który chciałam wam przedstawić, jest Hart of Dixie. To amerykański serial komediowo-dramatyczny; aktualnie można oglądać 3. jego sezon.
Serial koncentruje się wokół młodej lekarki z Bostonu – Zoe Hart (Rachel Bilson). Główna bohaterka, która skończyła nowojorską szkołę, pragnie zostać kardiochirurgiem, tak jak jej ojciec. Kiedy nie dostaje się na upragniony staż kardiochirurgiczny, postanawia przyjąć ofertę od nieznajomego doktora Harleya Wilkesa. Przeprowadza się do Blue Bell w stanie Alabama, gdzie otrzymuje w spadku połowę kliniki.

To kolejna produkcja, która podbiła moje serce. Niektórzy sądzą, że ten serial jest oklepany. Może i jest. Muszę się zgodzić z tymi osobami, gdyż historie takie jak trójkąciki miłosne pojawiły się kilka razy. Mimo to produkcja ma coś w sobie, gdyż jestem z nią od samego początku i każdego tygodnia czekam na kolejny odcinek.
A więc co takiego ma w sobie ten serial, że podbił moje i wielu innych serca? Co mają w sobie małe miasteczka w USA, że powstaje tam tak wiele produkcji?
Hart of Dixie opowiada o młodej lekarce, która próbuje się zaaklimatyzować w Blue Bell – małym miasteczku w Alabamie. Sprawy nie ułatwia fakt, że Zoe jest z Nowego Jorku i zupełnie nie jest przyzwyczajona do życia w tak małym mieście oraz że wciąż dziwią ją zwyczaje oraz zachowanie mieszkańców. Młoda doktor z początku sceptycznie nastawiona do mieszkańców, powoli zaczyna czuć się jak w domu, ale wcześniej zaliczy kilka wpadek. A jak się domyślacie w małym miasteczku wieści szybko się roznoszą, a zwłaszcza te, które dotyczą Zoe.
W produkcji nie mogło zabraknąć oczywiście miłości. Zoe wplącze się w trójkąt, który będzie rozwijał się przez dwa sezony. To chyba jedyny serial, w którym nie mogę zdecydować się, z kim powinna być główna bohaterka. Z jednej strony jest George – miejscowy prawnik, przystojny, opiekuńczy mający podobne zainteresowania do Zoe. Z drugiej strony równie przystojny, zabawny, zmieniający kobiety jak rękawiczki Wade, obojętnie podchodzący do życia. Jak potoczą się losy tej trójki? Tego możesz dowiedzieć się, oglądając serial.
Muszę przyznać, że ma on swój klimat. Blue Bell jest małą miejscowością z własną historią. Wszyscy wszystkich znają. Z jednej strony jest to fajne, ale z drugiej nie za bardzo. Wiem to z własnego doświadczenia, gdyż mieszkam na wsi i nie jest to przyjemne, gdy każdy wszystko o tobie wie i roznosi plotki. W jakich sytuacjach jest to miłe? Na przykład gdy ktoś mija się z kimś na ulicy, to wita się z tą osobą – w mieście czegoś takiego nie ma. Miasteczko zauroczyło mnie swoim pięknem. Czysto i przytulnie. Nie ma ruchu na drodze. Jakby czas płynął tam wolniej. Uroczystości, które obchodzą bohaterowie, na początku trochę mnie śmieszyły, ale potem stwierdziłam, że sama chciałabym obchodzić takie święta.
Główna bohaterka urzekła mnie od pierwszej sceny. Piękna, posiadająca styl i trochę zagubiona w swoim życiu. Mimo że niektórym nie przypadła do gustu, dla mnie jest świetną postacią. Bohaterowie drugoplanowi są cudowni. Poznajemy szczegółowe historie każdego z nich, co jest bardzo ciekawe. Lemon jest ulubienicą wszystkich. Można by ją określić jako perfekcyjną panią domu. Lavon – serdeczny burmistrz, gotowy pomóc w każdej chwili. Rose – typowa nastolatka, która zaprzyjaźni się z Zoe. To tylko niektóre postacie, bez których ten serial nie byłby taki, jakim jest.
Nie sprawi, że w twoich oczach pojawią się łzy (a trochę szkoda, bo ja uwielbiam takie fragmenty). Wręcz przeciwnie – wywoła na twojej twarzy uśmiech. Czasem możesz się popłakać, jednakże ze śmiechu. Jeśli szukać czegoś, przy czym możesz się zrelaksować, to serial stworzony dla ciebie.
Jak już wspomniałam wcześniej, fabuła nie jest oryginalna, więc jeśli szukasz czegoś nowego, co zwali cię z nóg, raczej nie rozpoczynaj przygody z tym serialem. Pozostałych zachęcam do tej produkcji, gdyż naprawdę warto. Możecie być mile zaskoczeni! 
Kilka zdjęć z serialu:
źródło

Zobacz inne posty tej autorki 

Zac Efron i spółka

źródło
W tym tygodniu Zac Efron i wschodzące gwiazdy Hollywoodu (Michael B. Jordan i Miles Tiller, którzy zagrają razem w nowej wersji Fantastycznej Czwórki, oraz Imogen Poots) spróbują nas rozśmieszyć w komedii Ten niezręczny moment.

Oprócz tego cały wysyp różnorodnych premier: najnowszy film braci Coen Co jest grane, Davis?, przygodowo-wojenni Obrońcy skarbów, thriller akcji z Liamem Neesonem Non-Stop, nominowany do Oscara dokument Scena zbrodni, holenderski Borgman, reprezentujący kino artystyczne Nieznajomy nad jeziorem i polskie Nic wielkiego.

 

Co jest grane, Davis?
źródło
Tytułowy Davis to przenoszący się
z jednej kanapy na drugą, z podrzędnego nowojorskiego baru do kolejnego,
intrygujący muzyk. Davis szuka nie tylko swojego miejsca w świecie, ale także
wciąż uciekającego mu kota. Po drodze marzy o zrobieniu wielkiej kariery
muzycznej. Gra co prawda z Justinem Timberlakiem, ale nie da się ukryć, że
muzycy mijają się w doborze repertuaru. Davis na pewno nie jest mistrzem w
podejmowaniu właściwych decyzji. Nieustająco zostawia i zabiera rzeczy od dziewczyny przyjaciela, z którą sam miał romans.
Filmy braci
Coen zawsze były doceniane i nagradzane – zarówno przez krytyków, jak i przez
widzów. Tym bardziej zaskakujący wydaje się fakt, iż ich najnowszy obraz nie otrzymał worka nagród, zdobywając jedynie kilka wyróżnień w drugorzędnych
kategoriach. Niesłusznie, gdyż Inside
Lleywin Davis
utrzymuje poziom ostatnich dzieł słynnego rodzeństwa. Film
zanurzony jest w niezwykłym klimacie sceny folkowej lat 60., a przez to wydawać się
może dość egzotyczny dla polskiego widza. Warto jednak kupić bilet do tego świata.
Coenowie zabierają nas w melancholijną podróż wzbogaconą świetnym aktorstwem
(zupełnie niedoceniony Oscar Isaac w głównej roli) i cudowną muzyką. Dodatkowo
miłośnicy amerykańskiego duetu reżyserskiego przeżyć w kinie mogą niemałą frajdę,
odnajdując kolejne smaczki i odwołania do najsłynniejszych dzieł swoich idoli.

Obrońcy skarbów
źródło
Lata II wojny światowej. Na
polecenie Hitlera naziści grabią największe dzieła sztuki, wśród nich
arcydzieła Michała Anioła i Leonarda da Vinci. Dekretem prezydenta Stanów
Zjednoczonych kilku skromnych historyków musi przekształcić się w grupę agentów
do zadań specjalnych i na własną rękę odnaleźć i ocalić zrabowane skarby
kultury. Porzucają wszystko, czym do tej pory żyli, i trafiają w wir działań
wojennych.
George Clooney wybrał się na
wojnę i zabrał ze sobą plejadę hollywoodzkich gwiazd. Szkoda tylko, że w jego
militarnym ekwipunku nie znalazło się miejsce na dobry scenariusz. Obrońcy skarbów zgłębiają modną ostatnio
tematykę kradzieży dzieł sztuki przez nazistów. Na ten temat wydano ostatnimi
czasy kilka książek, jedną z nich podjął się zekranizować Clooney. Po
ostatnich, dosyć gorzkich w wymowie, filmach zdecydował się obrać zupełnie
przeciwny kierunek. Nie zachował jednak umiaru, przez co jego dzieło stało się lukrowaną
laurką, z wyblakłymi, nudnymi bohaterami. To nie jest obraz zły, ale przede
wszystkim rozczarowujący. Mogło powstać inteligentne dzieło w duchu wojennej przygody,
ale Clooney zabłądził, a wraz z nim reszta obsady.
Non-Stop
źródło
Agent federalny Bill Marks ma za
zadanie bronić bezpieczeństwa pasażerów linii lotniczych. Nie znosi latać, a
swoją pracę traktuje jako zło konieczne. Ale dzisiejszy lot będzie daleki od
rutyny. Chwilę po starcie na jego szyfrowany telefon przychodzi wiadomość z
żądaniem 150 milionów dolarów okupu. W przypadku odmowy co 20 minut ginąć
będzie kolejny pasażer. Wkrótce okaże się jednak, że przestępcom nie chodzi o
pieniądze. Stawka jest znacznie wyższa.
Liam Neeson dał się ostatnio
zaszufladkować jako twardziel kina akcji. Szkolił Batmana, walczył z wilkami i
mroźną zimą (Przetrwanie) ganiał w
poszukiwaniu córki (Uprowadzona) i
żony (Uprowadzona 2). Tym razem jest
jedyną osobą mogącą uratować pasażerów samolotu.
Jako agent Neeson spełnia się
znakomicie, ale to wiemy już od dawna. Jest męski, wszelkie problemy rozwiązuje
starymi sposobami: pięść i broń najlepszym sposobem na przestępców, a kiedy rzuca
one-linerami, wiemy, że mamy przechlapane. Aktor całkowicie przyćmiewa nudny
drugi plan, zapełniony sztandarowymi postaciami stewardess i pasażerów
prezentujących różne typy osobowościowe. Akcyjniaki z Neesonem przyzwyczaiły
nas do prostej, żeby nie powiedzieć prostackiej, fabuły, ale tym razem
scenarzyści przesadzili. Absurdalne i nielogiczne wydarzenia skutecznie niszczą
przyjemność z oglądania filmu, co przecież ma być jego główną zaletą.

Ten niezręczny moment
źródło
Prędzej czy później każda
dziewczyna zada swojemu chłopakowi kłopotliwe pytanie: I co dalej?. Potem jest już tylko gorzej – tak przynajmniej myślą
Jason, Daniel i Mikey – trzech kumpli, którzy na własnej skórze przekonali się,
że związki na dłuższą metę nie są dla nich. Przyjaciele
zawierają pakt: będą imprezować i podrywać laski, ale żaden z nich nie
zaangażuje się na poważnie. Czy uda im się wytrwać?
Zac Efron po krótkim romansie z
kinem nieco ambitniejszym, aczkolwiek przyjętym z mieszanymi uczuciami (Pokusa, Bez względu na cenę, Parkland),
i problemach prywatnych (odwyk) powraca do korzeni. Ten niezręczny moment nie jest, rzecz jasna, kolejną komedią, w
której Efron gra słodkiego chłopca z liceum, ale to wciąż ta sama przynależność
gatunkowa. To jednak skok w górę – gagi są zabawne, aktorzy grają dobrze (Miles
Teller kradnie niemal każdą scenę reszcie obsady), a całość jest przyjemną rozrywką
pomimo zdecydowanie oklepanego motywu (młodzi podrywacze zdają sobie sprawę z
wartości stałego związku, czy już tego gdzieś nie widzieliśmy?)

Scena zbrodni
źródło
Reżyser Joshua Oppenheimer
spędził siedem lat z emerytowanymi
dowódcami brygad śmierci w Indonezji. Gdy proponuje im filmowe odtworzenie
dokonywanych zbrodni, z wigorem załatwiają aktorów, dekoracje, kostiumy i
dyskutują o możliwych scenariuszach rekonstrukcji. Praca przy filmie obiera
jednak nieoczekiwany kierunek…
Wstrząsający dokument
przeznaczony tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Razem z reżyserem na niemal
dwie godziny zagłębiamy się w historię bestialskich mordów dokonywanych
podczas indonezyjskiego puczu w latach 60. Co mają do powiedzenia niegdysiejsi
oprawcy, czy odczuwają wyrzuty sumienia? Scena
zbrodni
szalenie intryguje podjętym tematem i wstrząsa do głębi
zaprezentowanymi historiami członków brygad śmierci. Niezwykłe to przeżycie
wysłuchać, co mają do powiedzenia po pół wieku od tamtych wydarzeń.
Borgman
źródło
Camiel Borgman – mężczyzna,
którego tożsamości nie znamy – ucieka ze swojej dotychczasowej kryjówki (labiryntu
podziemnych korytarzy w lesie) przed pogonią uzbrojonych mężczyzn. Schronienie
znajduje w mieszczańskim domu na przedmieściach. Pojawienie się Borgmana
spowoduje serię niepokojących i zagadkowych wydarzeń i odkryje prawdziwe
oblicze zamożnej, przykładnej rodziny: Mariny i Richarda, trójki ich dzieci
oraz niani…
Takiego kina nam brakuje. Borgman pokazuje, że Europejczycy
potrafią kręcić filmy intrygujące i oryginalne bez uciekania się w
pseudofilozoficzny bełkot. Obraz holenderskiego twórcy Alexa van der
Warmerdama, którego możemy kojarzyć z takich filmów, jak Ostatnie dni Emmy Blank czy Grimm,
operuje tajemnicą i niedopowiedzeniami, które z każdą sekundą coraz bardziej
wciągają widza w fabułę. Tytułowy osobnik z jednej strony fascynuje, a z drugiej
budzi autentyczne przerażenie. Niezwykle ciekawie wypada spotkanie między
tajemniczym lokatorem a bogaczami, ich wzajemne stosunki pełne manipulacji i agresji.
Film nie jest pozbawiony specyficznego czarnego humoru, a więc zdecydowanie nie
spodoba się wszystkim kinomanom.
Borgman pokazywany był na
zeszłorocznym festiwalu w Cannes, został też holenderskim kandydatem do Oscara.

Nieznajomy nad
jeziorem
źródło
Podczas cruisingu po plaży dla
gejów główny bohater zaprzyjaźnia się wprawdzie z brzuchatym outsiderem, ale
jego serce zdobywa charyzmatyczny wąsacz, który okazuje się… Nagrany w jednej
lokacji film wciąż zmienia tonacje: od porno thrillera, przez parodię do
metafory.
Ze wszech miar oryginalne kino
zapierające się rękami i nogami przed zaszufladkowaniem jako typowy film
gejowski ze sztampową historią i bohaterami odczuwającymi niezrozumienie ze
strony całego świata. To przede wszystkim interesujący thriller o
fatalistycznym pożądaniu, który doprowadza bohaterów na skraj życia i śmierci,
tyle że postacie to zupełnie nadzy mężczyźni, a akcja dzieje się nad jeziorem.
Film bawi się konwencjami, gładko przechodząc w kolejne stylistyczne maski. Aż
roi się tu od niecodziennej symboliki, podczas seansu musicie
więc przygotować się na ciągłe łamanie głowy w jej odgadywanie.

Nic wielkiego
źródło
Historia rodzeństwa Zosi i
Stasia, ich wspólnego dzieciństwa, relacji z rodzicami, w końcu wejścia w
pełnoletniość i dorosłość. Okres dojrzewania to ten specyficzny czas, kiedy
podejmujemy różne decyzje, których znaczenie będziemy rozumieć dopiero za kilka
lat. To także, a może przede wszystkim, czas kształtowania charakteru i szukania
siebie. Czasami taka podróż do własnego wnętrza jest, tak jak w przypadku
Stasia, zaskakująca i kręta. Młody chłopak może nie być gotowy na to, co tam
odkryje.
Teoretycznie jest to premiera
kinowa, praktycznie Nic wielkiego nie
było pokazywane prawie nigdzie. Przyczyn takiego stanu rzeczy należy upatrywać
w kilku czynnikach. Po pierwsze – jest to debiut Jana Gazickiego, młodego twórcy,
który zajął się również napisaniem scenariusza i pracą operatorską. Film
dysponował mikrobudżetem, co rzuca się w oczy w każdej jego sekundzie. Aktorzy
albo nie mają zbyt dużego doświadczenia, albo to po prostu zwyczajni
naturszczycy, m.in. uczniowie łodzkiego ogólniaka. Rzecz jasna, nikt nie
oczekuje od młodego debiutanta dzieła na miarę Jamesa Camerona, ale zdaje się,
że całość mogła wypaść zdecydowanie lepiej. Najgorzej sprawdza się scenariusz, pełen sztywnych i niezbyt głębokich dialogów. Fabuła jest chaotyczna, a reżyserowi
nie udaje się zaciekawić widza choćby na minutę. To dosłownie nic wielkiego.

Podstarzali agenci znów w modzie

źródło
Kevin Costner nie przejmuje się tykającym zegarem i w najnowszym filmie 72 godziny wciela się w rolę emerytowanego agenta, który (jakżeby inaczej) powraca do swojego fachu, by wykonać ostatnie zadanie.

Pozostałe premiery tygodnia to: Tajemnica Filomeny z nominowaną do Oscara Judi Dench, widowisko katastroficzne inspirowane historią Pompeje, brytyjski Mam talent o zwycięzcy tegoż konkursu, niemiecka komedia Mężczyzna prawie idealny i międzygwiezdna animacja Rodzinka nie z tej Ziemi.

Tajemnica Filomeny
źródło
Filomena Lee jest prostą,
religijną Irlandką. Jako młoda dziewczyna zaszła w ciążę  i zhańbiona,
została odesłana do klasztoru. Tam urodziła dziecko, które zakonnice oddały do
adopcji. 50 lat później Filomena postanawia odnaleźć syna. Pomaga jej Martin
Sixsmith – błyskotliwy dziennikarz polityczny, zainteresowany kontrowersyjnym
tematem.
Tajemnica Filomeny jest chyba najskromniejszym, obok Nebraski, filmem nominowanym do Oscara w
kategorii najlepszego obrazu roku. To skromna historia pozbawiona
wirtuozerskiej fantazji Grawitacji czy
szalonej jazdy bez trzymanki Wilka z Wall
Street
. Ten z pozoru niewyróżniający się dramat ujmuje całkiem innymi
wartościami. Przede wszystkim poruszającą fabułą. Stephen Frears zgłębia
dawne grzechy Kościoła Katolickiego, ale bez uciekania się w antychrześcijańską
propagandę. Najważniejsze są tu losy Filomeny, jej droga do odnalezienia syna,
a przy tym do wybaczenia dawnym oprawcom i samej sobie. Całość dopełnia bardzo
dobre, standardowe dla Judi Dench i Steve’a Coogana aktorstwo. Niekiedy siła
tkwi w prostocie i Frears to udowadnia.
Pompeje
źródło
Jest 79 rok naszej ery. Rzymskie
miasto Pompeje znajduje się w rozkwicie i na pozór nic nie zapowiada
nadchodzącej katastrofy. Milo, niewolnik i gladiator, przybywa do miasta, by
stoczyć walkę, która może dać mu wolność i prawo do ubiegania się o rękę
ukochanej Flavii. Kiedy Wezuwiusz wybucha, wyrzucając z
siebie potoki śmiercionośnej lawy, Milo musi wydostać się z areny, aby uratować
życie ukochanej kobiety, podczas gdy majestatyczne Pompeje pochłania żywioł.
Ten film spodoba się niemal
wyłącznie fanom Paula W.S. Andersona, twórcy cyklu Resident Evil i najnowszych Trzech
Muszkieterów
. Ci, którzy przebrnęli przez te dzieła, rozumieją, co mam na
myśli. Anderson zawsze raczy widzów nieprawdopodobną historią, pozbawioną
jakichkolwiek zasad logiki. Wady jego filmów można wymieniać godzinami:
chaotyczny montaż, irracjonalny scenariusz czy wreszcie kiepska reżyseria nie
potrafiąca zlepić wszystkich elementów w jeden sensowny kształt.
Tym razem widzowie nie dali się
nabrać na kino klasy B ukryte za etykietką z budżetem 100 milionów i nie
ruszyli tłumnie do kin. Film ten sprzedaje się na rynku międzynarodowym bardzo
przeciętnie i najprawdopodobniej z trudem wyjdzie na zero w finansowym rozrachunku.
72 godziny
źródło
Agent CIA Ethan Runner dowiaduje
się, że jest śmiertelnie chory. Postanawia wykorzystać ostatnie miesiące życia
i odbudować zaniedbane relacje z żoną i córką. Jednak przedwczesna emerytura
nie jest mu pisana. Z Ethanem – specem od zwalczania terroryzmu – kontaktuje
się agentka CIA, która proponuje mu układ. Jeśli w ciągu 72 godzin namierzy i
zlikwiduje niebezpiecznego przestępcę o pseudonimie Wilk, dostanie eksperymentalne lekarstwo,
które ocali mu życie.
Nie tak dawno temu ganiłam Luca
Bessona za ogromny spadek formy i zajmowanie się głównie drugorzędnym kinem
sensacyjnym. Nie minęło zbyt dużo czasu i mogę powtórzyć moje słowa, gdyż na
polskie ekrany zawitał najnowszy film z jego stajni produkcyjnej. 72 godziny to obraz w stylu nowego
Bessona. Klisze gonią tu klisze, scenariusz razi przeciętnością, a aktorzy z
trudem odnajdują się w źle napisanych rolach. W założeniu wątki sensacyjne
miały zostać wzbogacone rodzinnym zapleczem – problemami z dorastającą córką i
dawno niewidzianą żoną, ale tu także scenariusz wypada schematycznie,
zdecydowanie zbyt ckliwie i melodramatycznie. Minęło sześć lat, odkąd moglibyśmy
zobaczyć Kevina Costnera w głównej roli, szkoda, że na swój powrót wybrał taki projekt.
Masz talent
źródło
Oparty na prawdziwych
wydarzeniach film opowiada historię niezdarnego Paula Pottsa, od pełnej
przeciwności losu młodości, do udziału w brytyjskiej edycji programu Mam talent. Tym występem wzbudził
absolutną sensację i wzruszył miliony widzów oraz internautów na całym świecie.
Zanim jednak Potts zdobył wielką sławę i rozpoczął
wymarzoną karierę, musiał poznać kogoś, kto uwierzy w niego na długo przed
jurorami słynnego talent show…
Wszyscy
znamy takie historie: biedny pucybut marzący o lepszym życiu, dzięki ambicji i
wytrwałym dążeniu do celu, spełnia swoje marzenia i odnosi sukces. Klasyczny
american dream tym razem można obejrzeć w wersji brytyjskiej. Niemal wszyscy
słyszeliśmy niegdyś o niepozornym grubasku, który zdobył ogromną popularność i
wygrał brytyjską edycję Mam talent,
tym razem możemy przekonać się, jak wyglądała jego droga do sukcesu. Oczywiście
nie dowiemy się z filmu kilku ciekawych smaczków, takich jak np. to, że Paul
nie był kompletnym amatorem, jak to przedstawiano w telewizyjnym show. To nie
pasowałoby do nieco przesłodzonej i optymistycznej wymowy dzieła. To ma być komedia,
której zadaniem jest bawić nas, wzruszyć i spowodować, że zaczniemy wierzyć we własne
możliwości.
Mężczyzna prawie
idealny
źródło
Henrik i Tone bardzo się kochają.
Niedawno wprowadzili się do nowego mieszkania, kupili niezły samochód, a przede
wszystkim spodziewają się pierwszego dziecka. Ale 35-letni Henrik przechodzi
kryzys tożsamości. Z jednej strony chce ignorować dorosłość, z drugiej – musi
wreszcie stać się mężczyzną i zadbać o Tone i dziecko. Niezdolność do wyrażania
własnych emocji, a zwłaszcza nieumiejętność ich
komunikowania prowadzi Henrika do dziecinnego buntu, który staje się
zagrożeniem dla jego relacji z Tone.
Niemcy nie
mają ostatnio szczęścia do produkcji komedii – po zeszłotygodniowym Jezus mnie kocha na ekrany polskich kin
zawitał produkt jeszcze mniej udany. Tytułowy mężczyzna nie jest „prawie idealny”, to wręcz wcielenie
infantylizmu, człowiek irytujący do granic możliwości. Kolejne sytuacje, które
stają się jego udziałem, budzą raczej zażenowanie niż szczery śmiech. To, że
bohater jest niedojrzały, nie oznacza, że film też musi taki być.
Rodzinka nie z tej
Ziemi
źródło
Astronauta Scorch Supernova
uchodzi za bohatera narodowego populacji planety Baab. Podczas kolejnej
kosmicznej wyprawy jego celem staje się Ziemia, z której odebrano tajemniczy
sygnał S.O.S. Międzyplanetarny podróżnik nie zdaje sobie sprawy, że jej
mieszkańcy nie zareagują przyjaźnie na widok przybysza z innej planety.
Tkwiącemu po uszy w tarapatach bohaterowi przychodzi z pomocą brat Gary, a gdy
on również wpadnie w pułapkę Ziemian, na ratunek ruszy cała rodzinna flotylla Supernowych.
Animacja debiutanta Carla
Brunkera trafiła do Polski po ponad rocznej światowej premierze. Wielu widzów
zdążyło więc Rodzinkę… obejrzeć, a
ci, którzy jeszcze tego nie zrobili, nie muszą mieć do siebie pretensji. To
miła dla oka i ucha bajka o sile rodziny oraz potrzebie tolerancji, ale
niewyróżniająca się spośród innych przedstawicieli gatunku. Można wybrać się do
kina lub też poczekać na pojawienie się na wielkim ekranie podobnej w duchu
historii, co zapewne niedługo nastąpi.

Tydzień zakochanych


źródło

Można mówić wiele o cudownym wymiarze Święta Zakochanych, jednoczenia się ludzi i celebrowania wspólnych chwil z najbliższymi. Prawda jest jednak zdecydowanie brutalniejsza – to przede wszystkim komercyjne święto mające nam wcisnąć kolejne czerwone świecidełko, na które w normalnej sytuacji nie zwrócilibyśmy uwagi. W tym roku dystrybutorzy sumiennie odrobili zadanie domowe i przygotowali widzów na różnorodne oblicza miłości – dla dorosłych (Zimowa opowieść), nastolatków (Miłość bez końca), fanów: polskich (Facet (nie)potrzebny od zaraz) i niemieckich (Jezus mnie kocha) komedii, oryginalnych historii (Ona) oraz Indii (Smak curry). Pomyślano także o singlach, którzy mogą zobaczyć argentyński dramat Anioł śmierci.

Ona
źródło
Samotny pisarz – Theodore kupuje
nowy system operacyjny, który jest tak zaprojektowany, aby spełnić wszystkie
potrzeby użytkownika. Między nim a jego systemem operacyjnym rozwija się
romans…
Spike Jonze nie często zasiada na
stołku reżyserskim, parając się przede wszystkim produkcją teledysków, ale
kiedy to robi, możecie być pewni, że zaserwuje wam produkt najwyższej jakości.
To twórca niebanalny, który zawsze tworzy ciekawą historię okraszoną
nietypowymi rozwiązaniami fabularnymi i co najmniej bardzo dobrym scenariuszem
(tym razem oscarowym), za którym podąża takież samo aktorstwo.
Dziejąca się w niedalekiej
przyszłości historia okraszona jest niezobowiązującą ramką science-fiction,
w gruncie rzeczy jest to bowiem uniwersalna opowieść o ludzkich lękach, emocjach i,
oczywiście, miłości. Jak zawsze u Jonzego – daleko jest od truizmów i banalnych
stwierdzeń. W spojrzeniu Jonzego na nas samych czuć świeżość tak bardzo
potrzebną dzisiejszemu Hollywoodowi. Naprawdę warto.
Zimowa opowieść
źródło
Film opowiada historię, która
dzieje się w mitycznym Nowym Jorku na przestrzeni ponad stu lat. To opowieść o
cudach, przeplatających się losach i odwiecznej walce dobra ze złem.
Akiva Goldsman to scenarzysta,
którego teksty od zawsze z lepszym (Piękny
umysł
) czy też gorszym (Batman i
Robin
) skutkiem przeplatały ze sobą banał i wciągającą historię. Bycie
stałym skrybą Rona Howarda mu nie wystarczyło i postanowił zająć się tym razem
reżyserią. Lepiej jednak, żeby poprzestał na pisaniu scenariuszy. Jego debiut
jest bowiem filmem wyjątkowo niespójnym, bez pomysłu łączącym kolejne wątki. Goldsman
wyszedł z założenia, że wszyscy widzowie zapoznali się wcześniej z książką,
która stanowi podstawę tej ekranizacji, i ani myśli tłumaczyć reguł, jakimi
rządzi się świat przedstawiony.
Największą wadą filmu jest jednak
przede wszystkim nuda, sprawiająca, że poczynania bohaterów będziemy śledzić z
coraz mniejszym zaangażowaniem. Pozostaną nam zupełnie obojętni, a po co nam obraz
z wyblakłymi postaciami, o których zapominamy tuż po seansie?
Miłość bez końca
źródło
Historia Jade i Davida, których
romans staje się tym bardziej intensywny, im bardziej rodzice dziewczyny
próbują ich rozdzielić.  Po ukończeniu szkoły średniej żyjąca pod kloszem
Jade zaczyna odczuwać fascynację Davidem. Młodzi zakochują się w sobie.
Spędzając ze sobą niezapomniane lato, młodzi kochankowie wbrew wszelkiej logice
pozwalają, aby wszechogarniająca namiętność stała się fundamentem ich wspólnej
przyszłości.
Miłość bez końca to melodramat stworzony z myślą o nastolatkach, co
pociąga za sobą określone konsekwencje. Podziały klasowe są maksymalnie
widoczne, na ekranie ujrzymy więc krystalicznie czystych biednych i
snobistycznych bogatych. Młodzi symbolizują nieskrępowaną wolność i namiętność,
dorośli natomiast nieustannie krygują ich staroświeckimi zakazami i poglądami. Młodym
widzom może się spodobać, starszym zdecydowanie odradzam seans, gdyż dostrzegą
oni tylko jego cukierkowość i schematyczność.
Facet (nie)potrzebny
od zaraz
źródło
Zosia rozstaje się z chłopakiem
po tym, jak nakrywa go w swoim mieszkaniu z inną dziewczyną. Zdradzona staje
przed koniecznością ułożenia sobie życia na nowo. Dodatkowo sytuację świeżo
upieczonej singielki komplikuje stary zakład, zgodnie z którym Zosia nie może
przyjść samotnie na ślub Anny – koleżanki z lat szkolnych. Za namową
przyjaciółki  Patrycji postanawia odszukać facetów,
którzy byli kiedyś ważni w jej życiu, i sprawdzić, czy gdzieś po drodze nie
przegapiła wielkiej miłości i czy któryś z byłych
nie jest tym jedynym.
Polskie
wytwory filmopodobne przeżyły wyraźny spadek zainteresowania po sromotnej
klęsce obśmianej przez wszystkich Kac
Wawy
, marnej kopii Kac Vegas.
Minęło jednak trochę czasu, rany się zabliźniły i producenci, licząc na
krótkotrwałą pamięć polskich widzów, wypuścili do kin kolejne komedie z „gwiazdorską” obsadą. Wkręceni ze stycznia tego roku bardzo dobrze poradzili sobie w box
office, a taki sam los spotkał Faceta
(nie)potrzebnego od zaraz
. I chociaż nie jest to film bardzo zły, to nie
warto oczekiwać od niego niczego nowego – ot, kolejna komedyjka na poprawę
humoru na weekend. Czyli całkiem dużo jak na rodzimy debiut.

Smak curry
źródło
Ila, wciąż młoda i piękna,
postanawia dodać trochę koloru swemu bezbarwnemu małżeństwu. Kobieta ma wielką
nadzieję, że nowa potrawa, której smak doprowadziła do doskonałości,
przyspieszy bicie serca jej wiecznie nieobecnego męża.
Specjalna przesyłka z jedzeniem, wysłana do niego do biura, przez pomyłkę
trafia w ręce innego mężczyzny. Podejrzewając, że ktoś obcy zjada przygotowane
przez nią posiłki, następnego dnia Ila wkłada do przesyłki nie tylko obiad, ale
też liścik. Wieczorem dostaje od nieznajomego odpowiedź…
Uwaga,
uwaga, film z Indii! Importując niemal wyłącznie kino amerykańskie i
brytyjskie, polscy dystrybutorzy raz na jakiś czas postarają się o film spoza
głównego nurtu kinowego. Smak curry
to nie Bollywood pełną gębą (czyli w skrócie połączenie kiczowatej historyjki i
piosenek w każdym, nawet najbardziej dramatycznym momencie), ale obraz
przesycony egzotyką, pomimo to pozostający uniwersalną opowieścią. Reżyser
Ritesh Batra z wyczuciem prezentuje kiełkującą miłość, a jego słodko-gorzki
styl opowiadania może spodobać się wszystkim bez względu na szerokość
geograficzną.
Anioł śmierci
źródło
W 1960 roku na patagońskiej
pustyni niemiecki lekarz spotyka argentyńską rodzinę i dołącza do jej obozu.
Córka Argentyńczyków, Lilith, zakochuje się w dużo starszym od siebie,
tajemniczym przybyszu. Po pewnym czasie rodzina odkrywa przerażającą tożsamość
mężczyzny.
Kiedy jest tuż po II wojnie
światowej, a ty spotykasz bogatego, inteligentnego Niemca zainteresowanego
badaniami nad bliźniakami, to wiedz, że coś się dzieje. Niestety, nie
przychodzi to do głowy bohaterom filmu. A szkoda, zaoszczędziliby sobie i
widzom cennego czasu. Anioł śmierci
stara się być zagadkowym thrillerem, ale zupełnie mu to nie wychodzi. Sama
historia ma w sobie dość spory potencjał na intrygujący dramat, lecz zupełnie
niewykorzystany. Postacie są tu zbyt czarno-białe, a  twórcom brakuje odwagi i talentu potrzebnego
do wciągnięcia widza w opowiadaną historię.
Jezus mnie kocha
źródło
Trzydziestoletnia Marie porzuca przed
ołtarzem swojego drobnomieszczańskiego narzeczonego. Nie chce skończyć jak jej
matka i pielęgnować życia w słodkiej iluzji. Postanawia szukać miłości… Ale
Marie nie idzie na łatwiznę i kandydatom na jej chłopaka stawia wysokie wymagania. Poznaje Jeshuę, który wydaje się miły i
wrażliwy. Czy to partner idealny? Marie chciałaby tak myśleć, ale niepokoi ją fakt,
że Jeshua podobno nigdy nie jadł pizzy i twierdzi, że to ona pokazała mu, jak
wyglądają pomidory…
Pomysł, by Boga i wszelkich
biblijnych zbawicieli przedstawić w tonie komediowym, nie jest może nowy, ale
nadal ciekawy i wciąż niewyeksploatowany. Biorąc pod uwagę dość luźny stosunek
Niemców do religijnych nakazów, można snuć podejrzenia, że Jezus mnie kocha to niepoprawna politycznie komedia naigrywająca
się z prawd wiary i mesjanistycznych wyobrażeń. Nic bardziej mylnego. Okazuje
się, że nasi zachodni sąsiedzi poszli po linii najmniejszego oporu i stworzyli
typowe dziełko romantyczne – nieodstające od standardowych przedstawicieli swego
gatunku.

Tajemnice, zagadki, kosmici i… trudna miłość

źródło
Wierzycie w kosmitów? Te zielone stworki pochodzące z innej galaktyki, przybyłe na Ziemię w zamiarach pokojowych lub wręcz przeciwnie – żeby zniszczyć naszą planetę. W tym momencie pomyśleliście pewnie, że oszalałam już do reszty. Dlaczego pytam o kosmitów? Ponieważ ich motyw pojawia się już od bardzo dawna w kulturze – zarówno w książkach, jak i serialach czy filmach.
W produkcji, którą wam dziś przedstawię, również występują. Jednak nie tacy, o których wspomniałam na początku, tylko bardziej podobni do nas…
Pamiętam, jak spieszyłam się ze szkoły do domu, żeby tylko zdążyć na kolejny odcinek serialu i nie zjadłam obiadu, póki się nie skończył.
Swoją przygodę z serialem rozpoczęłam, gdy miałam 12 lub 13 lat. Ta produkcja zapoczątkowała moje zamiłowanie do seriali. Pokochałam Roswell, co potwierdzić może kilkakrotne oglądanie wszystkich sezonów.

Niestety serial nie był hitem od początku. Mało tego – miał bardzo ciężki żywot, ale wiele innych produkcji mogło zazdrościć Roswell: W kręgu tajemnic jednego – ogromnej liczby fanów, którzy murem stali za produkcją. W ten sposób doczekał się trzech sezonów, choć trzykrotnie planowano go zakończyć. Wtedy fani podpisywali petycje, co za każdym razem skłaniało twórców serialu to kontynuowania prac.

Max, Isabel i Michael to na pozór przeciętni uczniowie liceum. Skrywają jednak pewien sekret – są przybyszami z innej planety, którzy ocaleli z katastrofy UFO w 1947 roku. Gdy Max używa swoich mocy, aby uratować życie Liz – koleżankę ze szkoły – ich tajemnica zostaje narażona na ujrzenie światła dziennego. Próbują więc, z pomocą nowych przyjaciół, radzić sobie z dalszym życiem jako ludzie, ukrywając prawdziwą tożsamość. Szukają przy tym własnych korzeni i drogi do domu.
Trójka filmowych kosmitów nie ma łatwego życia, gdyż muszą zmagać się z wieloma wrogami i przeciwnościami losu. Muszą dokonywać wyboru pomiędzy swoją prawdziwą naturą, a jej ciągłym ukrywaniem. Gdyby nie pomoc grupy przyjaciół, już dawno skończyliby jako eksponaty w muzeum. Ostatecznie wygrywa ich „ludzka” strona. Mimo wszystko postanawiają żyć „na walizkach” i w ciągłej niepewności . A wszystko w imię prawdziwej miłości oraz przyjaźni.
Produkcja powstała na podstawie książek autorstwa Melindy Metz, która stworzyła 10 części. W Polsce została wydana tylko połowa z nich.
Samego Roswell możecie nie kojarzyć, ale na pewno obiła się wam o uszy wyjątkowa muzyka z czołówki serialu. Mowa oczywiście o Here With Me w wykonaniu Dido. Wspomnianą czołówkę możecie obejrzeć poniżej:

Jest to stary serial, gdyż jego produkcja rozpoczęła się już w 1999 roku. W pierwszym i drugim sezonie twórcy skupiali się na efektach specjalnych, jednak w trzecim prawie całkowicie od tego odeszli, co sprawiło, że właśnie ten sezon osiągnął najmniejszą oglądalność.
Co do aktorów – mogę powiedzieć, że zagrali przyzwoicie. Największe talenty, które zyskały sławę dzięki Roswell, to między innymi Katherine Heigl (możecie kojarzyć ją również z Chirurgów) oraz Emilie de Ravin (Lost lub Twój na zawsze, gdzie zagrała u boku Roberta Pattinsona). Główne role przypadły Jasonowi Behrowi, Shiri Appleby, Katherine Heigl, Brendanowi Fehrowi oraz Majandrze Delfino.
Za co jeszcze serial otrzymuje ode mnie plus? Na pewno za ścieżkę dźwiękową.
Największą zaletą tego serialu według mnie jest fabuła – dobrze rozwinięte wątki postaci drugoplanowych. Poznajemy dokładnie ich historie. Oczywiście muszę wspomnieć o motywie miłości. Uwielbiałam dwie występujące pary: Marię i Michela oraz Liz i Maxa. Gdyby nie liczyć wątków fantasy, mogę stwierdzić, że serial opiera się na relacjach między tą czwórką.
Kosmici posiadali różne mocne, co okazało się świetnym pomysłem. Mogli na przykład zmieniać materię albo podgrzewać różne substancje. Potrafili również ratować ludzkie życie, a wtedy w miejscu, które uleczył kosmita, człowiek dostrzegał świecący odcisk dłoni, który po kilku dniach znikał.
Warto wspomnieć, że miasteczko, w którym nakręcono serial, istnieje naprawdę i posiada tę samą nazwę, czyli Roswell. Dla „UFOmanów” miasto jest czymś w rodzaju świętości. Co roku odbywają się tam uroczystości, na które przybywają tysiące ludzi. Co sprawiło, że to miasto jest miejscem dla ludzi wierzących w UFO? Mogę zdradzić, że ma to związek z katastrofą, podczas której znaleźli coś, co nazwali „niezidentyfikowanym obiektem latającym”.
Roswell: W kręgu tajemnic to na pewno pozycja obowiązkowa dla każdego fana seriali młodzieżowych. Produkcja ma w sobie pewną głębię, tajemnicę, która znacznie rozwija się na przestrzeni drugiego sezonu. Serial już kilkukrotnie emitowany był w polskiej telewizji, choćby na Polsacie.
źródło

GORĄCO POLECAM!

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia