Szkolna rzeczywistość

Serialomaniacy!

Już jakiś czas temu zaczęliśmy rok szkolny. Teraz pora pośledzić losy bohaterów seriali. Jak oni radzą sobie ze szkolnymi obowiązkami i problemami?

1. Awkward

źródło
Jenna – cicha, spokojna i wstydliwa dziewczyna – staje się nagle jedną z najbardziej popularnych osób w szkole. Dlaczego? Po niegroźnym wypadku, z którego wyszła bez szwanku, wszyscy myślą, że próbowała popełnić samobójstwo. Wieczorami Jenna daje upust swoim problem i rozterkom na swoim blogu.

2. Faking It

źródło
Hester High School nie jest zwykłym liceum. Hierarchia uczniów, którzy rządzą szkołą jest odwrócona. Jak zdobyć popularność? Dwie przyjaciółki, Karma i Amy, pragną znaleźć się na szczycie. Aby to osiągnąć są gotowe zrobić wszystko. Udają więc lesbijską parę, co nie jest łatwe, gdy zaczyna darzyć się drugą osobę uczuciem.

3. The Lying Game

źródło
Dwie siostry bliźniaczki zostają rozdzielone przy porodzie. Jedna trafia do zamożnej rodziny, a drugiej szczęście nie dopisuje. Emma i Sutton odnajdują się. Postanawiają odnaleźć swoją biologiczną matkę. Zamieniają się miejscami. Wszystko zaczyna się komplikować, gdy Sutton może mieć kłopoty.

4. The Secret Life of the American Teenager

źródło
Amy podczas wakacyjnego obozu zachodzi w nieplanowaną ciążę. Ojcem dziecka jest szkolny playboy. Wieść o ciąży rozchodzi się w zaskakującym tempie. Czy dziecko może przeszkodzić w prawdziwej miłości? Jak pogodzić wychowanie potomka z nauką w liceum?

5. Greek

źródło

Rusty przeprowadza się do akademika. Chłopak chce się pozbyć etykiety kujona i próbuje dostać się do bractwa. Jego siostra Casey należy już do bractwa Zeta Beta Zeta. Bardzo otwarta i towarzyska Casey jest przeciwieństwem brata.

Jak już wcześniej wspomniałam, możecie podawać swoje sugestie, a ja chętnie poszerzę swoje horyzonty. Piszcie na adres redakcyjny: essentia_redakcja@op.pl lub w komentarzach, a w następnym artykule uwzględnię wasze propozycje.

Dionizosie! Chwalimy Cię!

źródło
Piękny dzień panuje na górze Olimp. Bogowie schodzą się powoli, ale wszyscy pozostają w cieniu, tego dnia epicentrum stanowi bowiem Dionizos. Podczas gdy oni delektują się ambrozją, on sączy wino, nad którym ma władanie. Jest w końcu bogiem tego wspaniałego trunku, winnej latorośli, rozrywki i natury. A dziś jest jego święto.

W momencie gdy bogowie obserwują zdarzenie, tłum ludzi zbiera się w określonym miejscu, by rozpocząć misteria zwane Dionizjami. Rzeźba Dionizosa została już sowicie ozdobiona wszelkimi laurami i kwiatami, świątynia stoi otworem, miasto czeka…
Wiadomo, że owe uroczystości miały miejsce już w szóstym wieku przed naszą erą. Jest to czas szczególny, ponieważ właśnie ten okres możemy uznać za początki istnienia teatru. Wyjątkowego, bo opartego na rytuałach i boskim kulcie, nieschematycznego, zapewne pozbawionego setek szczegółów, które dziś wydają nam się nieodłączną częścią teatru, ale… nadal pięknego. Na swój własny, mistyczny, grecki sposób.
Święta na cześć Dionizosa odbywały się dwukrotnie w ciągu roku. Pierwsze, zwane Dionizjami Małymi, miały miejsce w Attyce na przełomie grudnia i stycznia. Owe uroczystości można potocznie nazwać wiejskimi, cechował je bowiem frywolny, ludowy charakter. Był to czas, w którym śpiewano wesołe piosenki, pito młode wino i organizowano pochody wszelkiej maści. Jednym z nich była procesja zwana komos. Obchodzona w beztroski, satyryczny sposób stała się początkiem gatunku zwanego komedią. Arystoteles pokusił się nawet o stwierdzenie, że określenie komedii pochodzi właśnie od nazwy sławetnej procesji.
Ostatnie dni marca i początek kwietnia, oprócz urodzajnej wiosny, niosły za sobą misteria zwane Dionizjami Wielkimi. Miały one o wiele bardziej wzniosły charakter niźli Dionizje Małe i uczestniczyła w nich większa liczba osób. Może dlatego, że te konkretne uroczystości odbywały się w samych Atenach. O mistycznej atmosferze widowiska świadczyło odśpiewywanie pochwalnych, często tragicznych, ale przy tym bardzo wyniosłych pieśni, zwanych dytyrambami. Ponoć dały one początek antycznej tragedii, choć wtedy były wygłaszane tylko podczas składania Dionizosowi ofiary. W trakcie śpiewu aktorzy przebrani za kozły odprawiali taniec wokół ołtarza, oddając w ten sposób hołd bogu winnej latorośli.
Drugiego dnia miał miejsce uroczysty pochód, będący przeniesieniem posągu Dionizosa ze świątyni do gaju Akademosa, gdzie po wzniosłym nabożeństwie wszyscy mieli prawo wziąć udział w sytej uczcie. To również miało charakter pochwalny, ponieważ samo bóstwo słynęło nie tylko z miłości do wina, ale i rozrywki. Najedzeni świętujący, tuż po zachodzie słońca, ponownie unosili posąg i nieśli go prosto do Aten, a ich twarze oświetlał jedynie blask płonących pochodni.
W tym miejscu docieramy do kwintesencji Wielkich Dionizji: części, która daje faktyczny początek teatrowi, kolejne dni grecy poświęcali bowiem na starannie przygotowane, teatralne widowiska. Całość miała charakter konkursowy. I w ten oto sposób dzień trzeci raczył uczestników uroczystości wybraną komedią, która miała za zadanie utrzymać ich radosny nastrój, tak umiłowany przez Dionizosa. W trakcie następnych trzech dób możność zaprezentowania się mieli greccy tragicy – ci, których dziś tak dobrze znamy. Między innymi Ajschylos, Sofokles czy Eurypides. Co roku do konkursu przystępowało trzech autorów. Każdy z nich miał jeden dzień, aby przedstawić własne dzieło i zdobyć uznanie publiki. To właśnie podczas Dionizji po raz pierwszy przedstawiono Antygonę, Króla Edypa i Oresteję. Sam Ajschylos zwyciężył aż pięciokrotnie.
Warto nadmienić, że już wtedy kształtowały się pierwsze zasady dotyczące teatru, co oznaczało, że ową formę sztuki planowano w przyszłości rozwinąć. I tak ustalono przepisy, według których w jednej scenie nie mogło brać udziału więcej niż trzech aktorów. Kobiety nie miały prawa występować, a sami występujący – ukazywać swojej twarzy – mieli do wyboru jedną z czterech masek, które określały dane emocje. Co ciekawe, nieodłącznym elementem kostiumu były koturny, których wysokość świadczyła o bogactwie postaci, miejscu w hierarchii społecznej, które zajmowała. Gra aktorska była bardzo ważna, gdyż publika żywo na nią reagowała. Kolejną wytyczną, która do dziś pozostaje główną cechą antycznej tragedii, była zasada trzech jedności. Według niej tragedia musiała odbywać się tylko w jednym miejscu, akcja w niej zawarta nie mogła trwać dłużej niż dobę, a całość miała skupiać się na jednym, konkretnym wątku. W skrócie: jedność miejsca, czasu i akcji. W starożytnym dramacie postać nie miała prawa doznać przemiany wewnętrznej. Jeśli przy wstępie była zła, zła musiała pozostać już do końca. Co więcej, przywdziana na początku występu maska nie mogła zostać zmieniona w trakcie przedstawienia, a sama sztuka – zawierać drastycznych scen.
Początki teatru niosą za sobą wiele tajemnic. Czas, który dzieli nas od pierwszego wystawionego spektaklu, właściwie zaprzepaścił już szanse na odkrycie czegoś nowego. Każda wiedza na temat tego, co działo się w sferze kulturowej starożytnej Grecji czy starożytnego Rzymu, jest jedynie podstawą, ale czy pozostawanie w świecie wyobrażeń i domysłów, jak wyglądał tamtejszy teatr, nie jest ciekawe? Kto pierwszy dał pomysł stworzenia sztuki teatralnej? Ajschylos pisał:  Kiedy zaś pojawiła się tragedia i komedia (…), tylko kiedy się pojawiła i w jaki sposób? Jakie miała znaczenie? Czy była czymś więcej niż rytuałem? W jakim stopniu była dopracowana i czy rzeczywiście cieszyła oko? Jeśli brak odpowiedzi wypala dziurę w sercu… trzeba zapytać Dionizosa. On przecież to wszystko obserwował ze szczytu boskiego Olimpu.

Muzyczne inspiracje

źródło
Freddie Mercury, a właściwie Farrokh Bulsara, urodził się 5 września 1946 roku w Stone Town, miejscowości leżącej w Zanzibarze. Gdy ukończył 5 lat, rozpoczął naukę w szkole podstawowej, która była prowadzona przez zakonnice, skąd został przeniesiony do brytyjskiej szkoły z internatem znajdującej się na terenie Bombaju. Właśnie wtedy otaczający Farrokha ludzie zaczęli zwracać się do niego per Freddie. W tym czasie rozpoczął naukę gry na fortepianie. Jego kolejnym krokiem ku karierze muzycznej było członkostwo w rockowym zespole – The Hectics

W 1963 roku wrócił jednak do rodzinnej miejscowości, aby kontynuować naukę w tamtejszej szkole. Rok później wraz z rodzicami i siostrą Kashmirą opuścił ogarnięty wojną domową Zanzibar i zamieszkał w Anglii. Był z tego powodu bardzo zadowolony. W tym samym roku ukończył technikum, a następnie rozpoczął studia na Ealling College of Art na wydziale grafiki. Właśnie dzięki tej uczelni poznał swoich przyszłych kolegów z zespołu Smile – Tima Staffela, Briana Maya i Rogera Taylora – do którego dołączył ok. 1970 roku, kiedy zespół borykał się z różnorakimi problemami, takimi jak brak koncertów czy nowych kawałków. Freddie zastąpił wtedy Tima Staffela i w zasadzie stworzył zespół od nowa. Powstała nowa nazwa – Queen oraz nowe logo. Artysta nie zdawał sobie wtedy sprawy, jakie znaczenie dla świata muzyki będzie miał w przyszłości jego zespół. 
Krótko po tym Freddie postanowił zmienić nazwisko z Bulsara na Mercury. Miało to związek z jego wyglądem oraz przekonaniem, że osoba, która ma tak wiele do zaoferowania i zaprezentowania światu pod względem muzyki, powinna odznaczać się nazwiskiem związanym z siłą i potęgą bogów. Wokalista wykreował swój wizerunek w najmniejszych szczegółach. Jego stroje należały do bardzo odważnych i charakterystycznych, nie bał się nowości. Często można było go zobaczyć na scenie w makijażu oraz z pomalowanymi paznokciami. 
Popularność zespołu przyszła wraz z utworem pt. Bohemian Rhapsody. Do dziś jest on znany i uznawany przez szereg osób zajmujących się muzyką rockową. Jednocześnie utwór należy do tych owianych tajemnicą. Freddie nigdy nie wyjaśnił, o czym on jest i dlaczego powstał. Ogromne uznanie zdobył także występ artysty w balecie. W 1979 roku wziął on udział w występie Royal Ballet, kiedy to tańczył i śpiewał takie utwory jak Bohemian Rhapsody czy Crazy Little Thing Called Love. Rok później nadszedł czas na zmianę wizerunku. Freddie Mercury ściął włosy i zapuścił wąsy, co zostało odebrane jako sygnał, że artysta był zainteresowany środowiskiem gejów. 
W 1983 roku członkowie zespołu postanowili na jakiś czas skupić się na karierach solowych. Freddie postanowił nagrać swój solowy album, o czym od dawna marzył. Spełnienie tego marzenia miało miejsce 29 kwietnia 1985 roku, kiedy światło dzienne ujrzał album zatytułowany Mr. Bad Guy. Niestety album nie zdobył takiej popularności, jakiej się początkowo spodziewano. Sprzedano zaledwie 160 tysięcy egzemplarzy. Jego kolejny projekt zyskał już większe uznanie. Wzięła w nim udział katalońska śpiewaczka operowa Monserrat Caballè. Ich wspólna płyta, Barcelona, osiągnęła popularność wśród słuchaczy, a przyjaźń między artystami trwała do końca życia. 
Freddie Mercury wraz z zespołem zagrał ponad 700 koncertów. Sławę przyniósł mu jego charakterystyczna barwa głosu, którego nigdy nie szkolił, oraz jego skala, wynosząca trzy oktawy. Jest autorem większości utworów zespołu Queen, między innymi Somebody To Love, We Are The Champions czy Bicycle Race. Nie ukrywał swojej biseksualności. Od 1985 roku był związany z Jimem Huttonem, później dowiedział się, że jest nosicielem wirusa HIV. W 1987 roku Freddie Mercury wiedział już, że jest chory na AIDS, jednak publicznie temu zaprzeczał, mimo widocznych objawów choroby, które starał się ukrywać pod grubą warstwą makijażu. Artysta ostatni raz wystąpił 8 października 1988 roku z Monserrat Caballè, kiedy z powodu problemów z głosem zmuszony był śpiewać z playbacku. W pewnym momencie Freddie zaprzestał przyjmowania leków, zażywał tylko te, które miały działanie przeciwbólowe. Na sześć tygodni przed śmiercią skomponował A Winter’s Tale, swój ostatni utwór. 14 października 1991 roku premierę miał The Show Must Go On, który do dzisiaj bije rekordy popularności. 
Freddie Mercury zmarł 24 listopada 1991 roku w swoim domu w Londynie. Jego śmierć spowodowana była grzybiczym zapaleniem płuc wywołanym przez osłabienie odporności, które niesie za sobą AIDS. Jego zwłoki zostały skremowane 27 listopada wraz z obrączką, którą nosił jako symbol swojego związki z Jimem Huttonem. 
We Are the Champions

I’ve paid my dues 
Time after time 
I’ve done my sentence 
But committed no crime 
And bad mistakes 
I’ve made a few 
I’ve had my share of sand 
Kicked in my face 
But I’ve come through 
And I need to go on and on and on and on 

We are the champions – my friend 
And we’ll keep on fighting till the end 
We are the champions 
We are the champions 
No time for losers 
‚Cause we are the champions of the world 

I’ve taken my bows 
And my curtain calls 
You’ve brought me fame and fortune 
And everything that goes with it 
I thank you all 
But it’s been no bed of roses no pleasure cruise 
I consider it a challenge before the whole human race 
And I ain’t gonna lose 
And I need to go on and on and on and on 

We are the champions – my friend 
And we’ll keep on fighting till the end 
We are the champions 
We are the champions 
No time for losers 
‚Cause we are the champions of the world 

We are the champions – my friend 
And we’ll keep on fighting till the end 
We are the champions 
We are the champions 
No time for losers 
‚Cause we are the champions
Jesteśmy mistrzami

Spłaciłem swoje długi
Za każdym razem
Odsiedziałem swoje
Choć nie popełniłem przestępstwa
Co do błędów,
Zrobiłem kilka
Dostałem piaskiem w oczy
Ale przeszedłem przez to
I musimy iść dalej, dalej, dalej.
Gdy człowiek coś osiągnie, czuje niewypowiedzianą satysfakcję, i o tym właśnie traktuje pierwsza część tego utworu. Autor skupia się na tym, że jest rozliczony z życiem, niczego nie nadużył i zrobił to, co miał do zrobienia. Przyznaje się do tego, że nieobce było mu popełnianie błędów, ale któż jest od nich wolny? 
Jesteśmy mistrzami – moi przyjaciele
I będziemy walczyć dalej, aż do końca
Jesteśmy mistrzami
Jesteśmy mistrzami
Precz z przegranymi
Ponieważ jesteśmy mistrzami tego świata.
Nie wolno się poddawać! Ten, kto ma na swoim koncie jakieś osiągnięcie, jest mistrzem, ale nie oznacza to, że może spocząć na laurach. Trzeba walczyć dalej i nie przestawać. Tylko wtedy będziemy mogli odczuć pełną satysfakcję i zadowolenie ze swoich działań, tylko wtedy poczujemy, że w pełni zasłużyliśmy na wszelkie dobra, które nas otaczają, ponieważ, aby coś mieć, trzeba na to zapracować. Natomiast potem nic nie stoi na przeszkodzie, aby ogłosić całemu światu swoją radość, aby podzielić się tymi wszystkimi uczuciami, które nas przepełniają.
Zbierałem ukłony
Scena wzywała
Przynieśliście mi sławę i powodzenie
I wszystko co za tym idzie
Dziękuję wam wszystkim
Lecz nie było to usłane różami, nie był to przyjemny rejs
To było wyzwanie przed całą ludzkością
I nie mam zamiaru przegrać
I musimy iść dalej, dalej, dalej.
Nie można zapomnieć o osobach, które oddziałują na sukces. W tej branży, branży muzycznej, liczą się tylko słuchacze, fani, ci wierni ludzie, którzy są gotowi czekać pod sceną kilka godzin, aby móc zobaczyć i posłuchać swojego idola. Freddie Mercury o nich nie zapomniał. W tej ostatniej piosence dziękuje ludziom, którzy przyczynili się do jego sukcesu. Zaznacza, że nie było mu łatwo. Dopadały go ciężkie chwile, chwile słabości, ale potraktował je jako wyzwanie, które pokonał. I nie zamierza się poddawać.

Jesteśmy mistrzami – moi przyjaciele
I będziemy walczyć dalej, aż do końca
Jesteśmy mistrzami
Jesteśmy mistrzami
Precz z przegranymi
Ponieważ jesteśmy mistrzami tego świata.

Świadectwo dawnych dziejów

źródło

Nieczęsto mamy okazję oglądać na ekranach polskich kin tak wiekowe produkcje, jak Pancernik Potiomkin. To dzieło uznawane za wybitne, omawiane we wszelkich leksykonach filmoznawczych, ale nie ma co ukrywać, że prawdziwy staroć. Oglądanie filmu z 1925 r. wymaga samozaparcia i prawdziwej chęci, więc jeśli nie posiadacie tych cech, możemy obejrzeć: najnowszą Godzillę, klasykę polskiego kina gangsterskiego Psy, biograficzną Grace księżnę Monako, kolejne dzieło Xaviera Dolana Tom, horror Uśpieni, pokazywanego na Berlinale Obywatela roku, polską Jaskółkę i produkcję z krowami w rolach głównych Bella Mia.


 


Godzilla

źródło
Kultowy
potwór – Godzilla mierzy się z przerażającymi stworzeniami, które
wzmocnione arogancją naukowców, zagrażają całemu światu.
Godzilla
najlepiej radzi sobie w swojej ojczyźnie. To jej stwórcy – Japończycy
wiedzieli, jak z nią postępować, żeby nakręcić świetne kino
spod znaku monster movie. Ta wersja to już druga próba Amerykanów
w zmierzeniu się z tą legendą. Potworka Rolanda Emmericha pominę
milczeniem i skupię się tylko na filmie Garetha Edwardsa. Ten dość
młody twórca to nowe ulubione dziecko Hollywoodu. Po
niskobudżetowym hicie Projekt X Edwards dostał szansę
nakręcenia wysokobudżetowych widowisk (oprócz Godzilli
także spin-off Gwiezdnych wojen). Temu pierwszemu nie do końca
podołał.
Największą
wadą filmu pozostaje to, że zawartość Godzilli w Godzilli
jest zbyt niska. To chyba jakieś specjalne upodobanie reżysera, w
końcu w jego fabularnym debiucie o oryginalnym tytule Monsters
potworów też prawie nie uświadczyliśmy. Nie byłoby w nim nic
złego – porządnych blockbusterów, skupionych na ludzkich
relacjach mamy jak na lekarstwo, o ile jednak byłyby to
charakterystyki ciekawe. Przez ekran przewija się skonstruowana na
dziwnych zasadach mieszanka znanych aktorów, ale każdy z nich
otrzymuje tak krótki wątek, że nie jest w stanie zbudować na tych
kruchych podwalinach czegokolwiek interesującego. Najwięcej czasu
ekranowego dostaje najsłabszy członek obsady. Dramatyczne
dylematy Aarona Taylor-Johnsona przyjmuje się z nudnym ziewnięciem.
Mówiąc
o tym filmie, nie sposób nie wspomnieć wspaniałej pracy ekipy
technicznej. Sceny akcji, które pozwalają wybrzmieć Godzilli w
pełnej krasie, zapierają dech w piersiach. Długi ryk potwora to
scena, za którą pokochacie dobre kinowe nagłośnienie.

 Psy
źródło
Byli
funkcjonariusze UB po weryfikacji zaczynają pracę w policji.
Skierowany do walki ze zorganizowaną przestępczością Franz
odkrywa, że jego przeciwnikami od teraz są jego byli koledzy po
fachu. W jednej z akcji nowo zaprzysiężony policjant traci trzech
ludzi i postanawia się zemścić. Chce nawiązać współpracę z
dawnym przyjacielem Olo, jednak ten po zwolnieniu z policji zdążył
już znaleźć lepszych pracodawców.
Zazwyczaj
wznowienia filmów na ekranach naszych kin dotyczą uznanych
powszechnie klasyków, np. obrazów Charliego Chaplina. Choć Psy
są o kilkadziesiąt lat młodsze od kina czarno-białego, to w
Polsce od dawna mają już status kultowy. Ten pierwszy wielki hit po
1989 r. wciąż uznawany jest za najlepszy obraz Władysława
Pasikowskiego. To szczere i bezkompromisowe kino, męskie i nie
bawiące się w sentymenty za dawną epoką. Bogusław Linda już na
zawsze wpisał się w kanon surowego twardziela, ale to znakomity
Janusz Gajos w roli Siwego spisał się najlepiej z obsady. Dla fanów
prawdziwego gangsterskiego kina pozycja obowiązkowa.

Grace księżna Monako
źródło
Życie
Grace Kelly zdaje się idealne – ogromna popularność, miejsce na
hollywoodzkich firmamencie i Oscar u boku. Kiedy zakochuje się od
pierwszego wejrzenia w monakijskim księciu Rainier, jej egzystencja
staje się jeszcze bardziej bajkowa. Kelly porzuca plany zdjęciowe
na rzecz wykwintnych salonów i zaszczytnego tytułu Księżnej.
Kiedy w 1960 r. zbliża się francuska inwazja na Monako, Grace staje
przed pierwszym poważnym wyzwaniem.
Wybór
tego filmu jako otwierającego festiwal w Cannes w tym roku był
jedną z najgorszych decyzji organizatorów z ostatnich lat. Grace
księżna Monako
to obraz dość tandetny, nie mogący się
zdecydować, jaką drogę obrać w zaprezentowaniu życiA Kelly. Mamy
tu i łzawy melodramat o zwyczajnej kobiecie coraz bardziej
nieszczęśliwej w małżeństwie, i dramat polityczny z II wojną
światową w tle, i banalny obraz bogatej europejskiej monarchii.
Olivier Dahan miesza to, co najgorsze i tworzy dzieło banalne i dość
naiwne, w którym takie hasła, jak miłość, ojczyzna, wiara
wypowiadane są zdecydowanie ze zbyt dużą częstotliwością. Aktorzy
też sobie nie radzą z odgrywanymi rolami – nabotoksowana twarz
Nicole Kidman straszy w licznych zbliżeniach niczym w najlepszym
horrorze, a Tim Roth wypada bardzo bezbarwnie i nudno.
Niestety,
księżne ostatnimi czasy (przypominam kiepską Dianę) nie
mają szczęścia do kina.

Tom
źródło
Tom
po śmierci swojego ukochanego popada w depresję. Kiedy spotyka się
z jego rodzicami, nieoczekiwanie dowiaduje się, że ci nie tylko nie
wiedzieli o jego istnieniu, ale także nie zdawali sobie sprawę z
homoseksualnej orientacji syna.
Choć
Tom odniósł nieco mniejszy rozgłos niż poprzednie filmy
Xaviera Dolana, jest niemal tak samo warty uwagi. Tym razem
utalentowany Kanadyjczyk podążył nieco mroczniejszym tropem,
rezygnując z delikatności Wyśnionych miłości na rzecz
napięcia rodem z dobrych thrillerów. Jego przedostatni film
(najnowszy to Mama) nie skupia się tak wyraziście na
plastyce, nie spowalnia obrazu, nie stylizuje z ogromną dokładnością
każdego kadru. Dolan czyni przez to dzieło naturalniejszym, tak jak
naturalniejszy staje się wielkomiejski nastolatek w kontakcie z
nieskazitelną wsią. Reżyser nie rezygnuje jednak ze swojego
ulubionego motywu relacji matka-syn. I, po raz kolejny, ma ona u
niego niezdrowy wydźwięk, podszyty erotyzmem i głęboką
zależnością. Dolan studiuje ludzkie zachowania, od krętych
manipulacji do psychicznego i fizycznego poniżania.
Pancernik
Potiomkin
źródło
Film prezentuje słynny bunt załogi okrętu wojennego Kniaź
Potiomkin Tawriczeskij. Początkiem rebelii było podanie marynarzom
na kolację zepsutego mięsa. Załoga wniosła czerwoną flagę i
próbowała rozpocząć rewolucję w odeskim porcie.
Łatwo
jest pisać, że Pancernika Potiomkina zna się i się lubi.
To w końcu klasyka kina, której znajomością lubią się chwalić
wszelkiej maści intelektualiści lub pretendujący do tego miana.
Nie da się jednak ukryć, że propagandowe dzieło Sergeija Eisensteina to kawał naprawdę
dobrej, ponadczasowej roboty. A przede wszystkim dzieło przełomowe,
szczególnie w dziedzinie montażu. Scena krwawej masakry na schodach
w Odessie stała się jedną z najczęściej parafrazowanych w
historii kinematografii, ale Eisenstein stosował także takie
rewolucyjne wtedy sztuczki jak montaż atrakcji czy kontrastów.
Uśpieni
źródło
Znany
z kontrowersyjnych metod działania profesor uniwersytecki Joseph
Coupland namawia grupkę studentów do wzięcia udziału w
niebezpiecznym eksperymencie. Coupland, dzięki skumulowaniu
odpowiedniej ilości negatywnej energii, pragnie stworzyć
poltergeista. Wkrótce przekona się, że nie można igrać z siłami
nadprzyrodzonymi.
Nie
ma co ukrywać, że studio Hammer najlepsze lata ma już dawno za
sobą. Niezła Kobieta w czerni, choć stanowiła remake ich
starego pomysłu, wybijała się jednak spośród innych
amerykańskich horrorów. Uśpieni budzili więc nadzieję na
więcej niż standardowe straszenie, szczególnie biorąc pod uwagę
udział słynnego brytyjskiego aktora Jareda Harrisa w głównej
roli. Niestety film nie tylko nie sprostał niezbyt wygórowanym
wymaganiom, ale okazał się dziełkiem zupełnie nieudanym. U fanów
gatunku wzbudza raczej politowanie niż strach. Budzenie przerażenia
u widza odbywa się tu za pomocą nieświeżych metod (gasnące
światła, niezidentyfikowane uderzenia, itp.), których reżyser
nie potrafi ograć z wdziękiem. Miejmy nadzieję, że chociaż druga
część Kobiety w czerni pozbędzie się tych prostych wad.
Obywatel
roku
źródło
W
uznaniu za swoje zasługi dla lokalnej społeczności i
przepustowości dróg Norweg Nils zdobywa tytuł Obywatela Roku.
Radość mężczyzny nie trwa długo, kiedy dowiaduje się o
przypadkowym morderstwie swego syna w przestępczych porachunkach.
Nils rozpoczyna swoje własne śledztwo. Jego nieszablonowe metody
działania wywołują niespodziewanie wojnę wśród konkurujących
gangów.
Pokazywany
w tym roku na festiwalu w Berlinie Obywatel roku to dowód na
siłę skandynawskiego kina. Wprawdzie obraz Hansa Pettera Molanda
nie jest pozbawiony wad, szczególnie w porównaniu do Fargo,
do którego stale się odwołuje, ale to nadal bardzo dobre kino. Tu
brutalny film zemsty, w którym trup ścieli się gęsto, a
otaczające zaspy śniegu przyprawiają o zimny dreszcz. Główni
bohaterowie to ludzie, których największym przekleństwem jest
niestosowanie zasady najpierw pomyśl, później działaj,
przez co na własne życzenie wpadają oni w zaklęty krąg odwetu i
przemocy. Pieprzyku dodaje czarny jak
smoła humor, choć komedią tego filmu nazwać nie można.
Jaskółka
źródło
Film
rozgrywa się na kilku płaszczyznach czasowych. W Wielkanoc 2000 r.,
piętnaście lat po ucieczce z domu, Agnieszka Jaskółka wraz w
córką powraca do rodzinnego domu. Kobieta na nowo przeżywa
wydarzenia sprzed lat – dorastanie w świecie, gdzie alkohol lał
się strumieniami, a sukienka na Pierwszą Komunię Św. była mniej
warta niż album Beatlesów. Wraz z wspomnieniami życia w czasach
PRL-u, do Agnieszki powracają też inne zdarzenia, które odcisnęły
pięto na 9-letniej wówczas dziewczynce.
Bartosz
Warwas już teraz może się chwalić kolegom ze szkolnej ławy, iż
dorównał Jerzemu Skolimowskiemu i Władysławowi Pasikowskiemu.
Jaskółka to bowiem trzeci w historii łódzkiej Szkoły
Filmowej projekt dyplomowy, który trafił do oficjalnej dystrybucji.
O ile jednak Rysopis i Kroll zasługiwały na ten
zaszczyt, lepiej żeby z filmem Warwasa nie zapoznał się nikt
oprócz promotora i najbliższej rodziny. Owszem, to film niezły,
ale tylko w kategoriach uniwersyteckich. Wystawiając swoje dzieło
całej Polsce trzeba jednak przygotować coś więcej niż ładne
zdjęcia i intrygującą fabułę.
Bella
Mia
źródło
Z
powodu obawy zapadnięcia na chorobę wściekłych krów, małe stado
ma zostać wysłane na przymusowy ubój. Wyczuwające zbliżające
się niebezpieczeństwo zwierzęta uciekają z gospodarstwa. Na ich
poszukiwania wyruszają myśliwi, ale krowom pod przewodnictwem Belli
udaje się nie raz przechytrzyć przeciwników.

Belli Mia nie udało się zawojować nawet europejskich kin.
Jej dystrybucja została ograniczona do dwóch krajów, które brały
w udział w jej produkcji, czyli Polski i Czech, a i w naszym państwie prawie
nikt dzieła Martina Duby nie oglądał. Cały świat nic na tym nie
stracił. Dystrybutorzy Belli Mii chwalili się, że w swoim
filmie połączyli przeróżne style i gatunki, sami nie wiedząc, że
strzelili sobie tym argumentem w stopę. Obraz stoi w rozkroku między
kinem familijnym a poważnym dramatem, przez co nie zadowala żadnej
z pokoleniowych grup. Dorosłym wyda się infantylną, proekologiczną
bajeczką o biednych krówkach, a dzieci przerazi kilkoma brutalnymi
rozwiązaniami. Film Duby cierpi nie tylko na niezdecydowanie. Denerwuje w nim również brak logiki i słaby scenariusz.

Comedy Central

Serialomaniacy!

Dziś mam dla was trochę inne propozycje, do których możecie zaglądać bez konieczności szukania odcinków w Internecie. Macie możliwość zobaczenia ich w telewizji, a dokładniej: na kanale Comedy Central. Wszystkie seriale są pełne humoru, więc myślę, że długo nie będzie trzeba was przekonywać, abyście zwrócili na nie swoją uwagę. 

1. Teoria wielkiego podrywu
źródło
Leonard i Sheldon mieszkają razem, a ich miłością jest fizyka. Mają problem z nawiązywaniem relacji męsko-damskich. Gdy do mieszkania obok wprowadza się Penny, Leonard otrzymuje szansę na odwrócenie swoich dotychczasowych porażek z kobietami. A Sheldon? Dalej woli spędzać czas ze swoimi najlepszymi znajomymi – kujonami.
2. Jak poznałem waszą matkę
źródło
Ted Mosby postanawia opowiedzieć swoim dzieciom historię poznania ich matki. Opowieść zaczyna się kiedy 27-letni Ted, samotny architekt, mieszkający z dwójką przyjaciół Marshallem i Aldrin, postanawia się ustatkować. W poszukiwaniu tej jedynej pomaga mu znajomy Barney Stinson.
3. Przyjaciele
źródło
Rachel ucieka sprzed ołtarza. W swojej sukni ślubnej wchodzi do kawiarni gdzie spotyka swoich przyjaciół, Monicę,  Rossa, Phoebe, Chandlera i Joeya. Rachel wprowadza się do Monici i od tej pory losy przyjaciół są ze sobą związane. 

4. Dwóch i pół
źródło
Charlie to czterdziestoletni kobieciarz, którego życie zawodowe jest równie dobre jak powodzenie u kobiet. Jego brat Alan przeżywa rozwód, traci dom i musi wprowadzić się do Charliego. Alan w połowie sprawuje opiekę nad swoim synem, Jake spędza przeważnie weekendy u ojca. Charlie ma kłopot z sąsiadką, która po nieudanym romansie wciąż go nachodzi. A Berty – pomoc domowa – nie pozwala mu na chwile wytchnienia. 
5. Jeden gniewny Charlie 
źródło
Charlie jest psychologiem. Pracuje w więzieniu, a także prowadzi terapię w swoim domu dla czwórki pacjentów: Nolana, Eda, Patricka i Lacey. Charlie jest rozwiedziony i ma nastoletnią córkę, która nie ułatwia mu życia. Na co dzień spotyka się z koleżanką po fachu, która pomaga mu w różnych sytuacjach. 

Jak już wcześniej wspomniałam, możecie podawać swoje sugestie, a ja chętnie poszerzę swoje horyzonty. Piszcie na adres redakcyjny: essentia_redakcja@op.pl lub w komentarzach, a w następnym artykule uwzględnię wasze propozycje.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia