Śmiało dążyć tam, dokąd nie dotarł jeszcze żaden człowiek

Sezon wakacyjny prawie już za nami. Nadchodzi piękna, barwna, ale też niestety chłodna i deszczowa jesień. Co robić w te ponure dni? Moja propozycja to czytanie książek, ale dla leniuszków mam również inną rozrywkę – seriale. Przygotowałam dla was zestawienie seriali, które oglądam i uważam za godne polecenia. Postanowiłam rozłożyć listę na części, żeby nie okazała się zbyt długa.

1. Pretty Little Liars
źródło
Aria, Spencer, Hanna i Emily tracą przyjaciółkę (Alison), która ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Rok po jej śmierci dziewczyny zaczynają dostawać wiadomości zza grobu z sekretami, które powierzyły wyłącznie Alison. Okazuje się, że dziewczyny skrywają straszliwą tajemnicę.


2. Jane by Design
źródło
Jane Quimby stara się o staż w domu mody, przez przypadek zostaje potraktowana jako dorosła i przyjęta na cały etat do pracy. Musi utrzymać w tajemnicy swoją prawdziwą tożsamość. Dodatkowo musi skończyć liceum z bardzo dobrymi stopniami. Czy da sobie radę?

3. Gossip Girl
źródło
Każdy kocha plotki, a już na pewno Plotkara, najgłośniejsza bloggerka Manhattanu. Na swoim blogu umieszcza nowinki dotyczące elity nastolatków. Są to wpadki na szkolnym korytarzu, ale też historie osobiste. Nikt nie chce, aby jego tajemnice wyszły na jaw. Przed Plotkarą nie ma sekretów.

 4. Glee 

źródło
W jednym z amerykańskich liceów nauczyciel Will Schuester chce przywrócić szkolny Glee Club. Chętnych i utalentowanych uczniów nie brakuje. Jednak nie wszyscy są pozytywnie nastawieni do tego pomysłu. Znajdują się osoby, które za wszelką cenę będą starały się zniszczyć marzenia młodych gwiazd.

5. Skins
źródło
Serial opowiadający o grupie dorastających nastolatków, którzy muszą zmierzyć się z czyhającymi na nich problemami. W każdym odcinku poznajemy historię i problemy innego bohatera. Mamy do czynienia z anoreksją, uzależnieniami od alkoholu, papierosów, seksu. Nastolatkowie próbują odnaleźć siebie.

Oczywiście to tylko kilkanaście zdań mających przybliżyć wam fabułę. Mogłabym pisać tu eseje na temat każdego z seriali, ale nie chcę wam za dużo zdradzać. Mam nadzieję, że pomysł stworzenia takiego cyklu wam się spodoba.

A może i wy macie jakieś ulubione seriale i chcielibyście się z nami nimi podzielić? Więc śmiało piszcie na adres redakcyjny: essentia_redakcja@op.pl lub w komentarzach, a w następnym artykule uwzględnię wasze propozycje.

Napędzani adrenaliną

źródło
Fani Formuły 1 nie są zbyt
rozpieszczani przez twórców kina. Sport ten nie cieszy się zbyt dużą estymą w
USA, a wielkie hollywoodzkie wytwórnie wolą bardziej przystępne i
efektowniejsze samochody, czego dowodzi dochodowość serii Szybcy i wściekli. Faktu nie polepsza obecny stan Formuły –
monotonia ciągłego jeżdżenia w kółko i ograniczenie ryzyka do minimum
sprawiają, że na ich transmisjach można dosłownie umrzeć w nudów. Żeby więc
wycisnąć z tego tematu emocjonujący i pełnokrwisty film, Wyścig musiał cofnąć się w
czasie.


Lata 70. Niki Lauda i James Hunt
poznają się w Formule 3 i, łagodnie mówiąc, nie pałają do siebie sympatią.
Lauda to sztywny perfekcjonista, który z konsekwentną logiką dąży do zwycięstwa;
Hunt to z kolei rzucający żartami na prawo i lewo playboy. Ich rywalizacja
zaostrza się jeszcze bardziej, kiedy obaj trafiają do pierwszej ligi i walczą o
zdobycie trofeum mistrzostw świata.
Pasjonująca rywalizacja Hunta i
Laudy to gotowy materiał na emocjonujący obraz. Ron Howard raz jeszcze
udowadnia, że nie bez przyczyny mówi się o nim jak o jednym z
najsolidniejszych rzemieślników Fabryki Snów. To, co nie mogło zostać zepsute,
nie zostało; co musiało wypaść wspaniale, wypadło. Reżyser idealnie wyważył
akcenty, dzięki czemu w jego filmie nie istnieje przesada – życie prywatne,
rodzinne i sportowe otrzymuje dokładnie tyle czasu, ile powinno. Sceny wyścigów
zostały wspaniale nakręcone, przywołują dreszczyk emocji i, przez lwią część
czasu, nie widać jak bardzo tani to film.

źródło
Ogląda się ten obraz z niebywałą
przyjemnością przede wszystkim dzięki aktorom, którzy tchnęli ducha w odgrywane
postacie. Łączenie i stykanie dwóch przeciwieństw to samograj, nie bez
przyczyny wyostrzono charaktery obu kierowców (w rzeczywistości Lauda i Hunt
nie różnili się aż tak diametralnie). Każda ich wspólna scena iskrzy się od
emocji, tarcia i niesnaski tylko podkręcają atmosferę. Daniel Brühl po raz
kolejny udowadnia, jak bardzo niedocenianym aktorem jest. Nie tylko mistrzowsko
skopiował charakterystyczną mimikę i gesty realnego Nikiego, ale także sprawił,
że jego bohaterowi, mniej swobodnemu i rześkiemu, kibicuje się z nieukrywaną
sympatią. Chris Hemsworth z kolei gra kolejną wariację na temat Thora. Idealnie sprawdza się jako
zmieniający kobiety jak rękawiczki przystojniak, ale udaje mu się nadać swojej
postaci pewien nerwowy rys, co uwidacznia się w motywie nadpobudliwego
zapalania zapalniczki. Olivia Wilde i Alexandra Maria Lara wykorzystują swoje
role pięknych dodatków do ekranu w 200%. Obie panie ogląda się z wielką przyjemnością;
podczas seansu nie wiemy tylko, którą darzyć większą miłością.
To, co nadaje rywalizacji Hunta i
Laudy szczególny rys, to powtarzane od czasu do czasu zbliżenie śmierci. Biorąc
udział w kolejnych wyścigach, kierowcy są w pełni świadomi, że następną podróż mogą
odbyć w trumnie. Żeby wyruszać regularnie z dwudziestoprocentowym
ryzykiem śmierci
(jak nielogicznie powtarza w filmie Lauda), trzeba być
ryzykantem, mającym w sobie iskrę szaleństwa. To zbliża rajdowców i pozwala
zacementować ich niełatwą przyjaźń.

źródło
Howard wykazał się tak wielkim
profesjonalizmem, iż trudno mu cokolwiek zarzucić. Jego film może i został
nakręcony nieco od linijki, widać w nim tylko solidność, jednak jest to solidność najwyższej próby. Reżyser wycisnął z tematu
100% i stworzył jeden z najbardziej ekscytujących filmów poprzedniego roku. Nie
tyle dzięki swoim niebywałym umiejętnościom, ale dlatego, że to pasjonująca
rywalizacja była.

Lata czekania…

źródło
W sobotę zebrałam się
w sobie, by siąść przed telewizorem i obejrzeć film. Od bardzo
dawna nie miałam na to czasu, ponieważ praca goni u mnie pracę. W
chwili wytchnienia postanowiłam więc zdecydować się na komedię
romantyczną, której mi ostatnio brakowało. Wybrałam film pt. Zaginiona Walentynka (z ang. The Lost Valentine) z cudowną, jak dla mnie, Jennifer Love Hewitt.

Fabuła produkcji jest dość drastyczna, jeśli chodzi o sam jej zarys.
Młoda kobieta Caroline (Betty White) poślubia żołnierza Neila Thomasa (Billy Magnussen).
Ich sielankowe życie nie trwa długo. Rok po ślubie Neil
postanawia wyruszyć, by bronić swojego kraju przed napaścią
nieprzyjaciela. Kobiecie jest ciężko pogodzić się z faktem, że
jej młody mąż ją opuszcza. Przy nadziei jego powrotu trzyma ją
dziecko, które nosi pod sercem. Kobieta, w dniu wyjazdu swego męża,
daje mu walentynkę. Od tamtego dnia ciągle czeka, aż jej ją
zwróci. Co roku siedzi samotnie na peronie i oczekuje swego Neila.

Mijają lata, Caroline się starzeje, ale nigdy nie zaniedbuje
walentynek. Jej upór i wytrwałość ściągają na nią uwagę
redaktorów pisma o społeczeństwie. Wywiad z nią ma przeprowadzić
młoda redaktorka Susan Allison (Jennifer Love Hewitt). Susan nie do
końca jest jednak przekonana, czy historia Caroline jest na tyle
dobra, by o niej pisać. Wszystkie wątpliwości znikają, gdy
poznaje przystojnego wnuka Caroline.
Jak zakończy się historia kobiety, której mąż nigdy się nie
odnalazł? Czy powróci do niej zaginiona walentynka? Jaką prawdę
kryje przeszłość?

źródło
Odkąd zaczęłam oglądać film i cieszyć się nim,
poczułam, że tego było mi trzeba w danej chwili. Wspaniała obsada
i bardzo dobrze kontrastujące otoczenie dostarczyły mi wielu
wrażeń. Nie potrafię nie wspomnieć również o uczuciach, jakie
są nader realne w tym utworze. Film wycisnął z mego wnętrza wiele
łez smutku, ponieważ jego los zakłada nie do końca szczęśliwe
zakończenie. Przeżywałam wszelakie chwile razem z bohaterem.
Najbardziej spodobała mi się wizja przeszłości opowiadana z perspektywy
teraźniejszości. Bardzo pozwoliło to unaocznić widzom to, co
kryła historia pary państwa Thomasów.
źródło
Czy uważam, że film powinno się krytykować? Osobiście jestem
sceptycznie nastawiona do produkcji. Owszem, o ile książki potrafię
ocenić, o tyle filmy nie do końca. Powiem za to jedno, tylko
nieliczne obrazy potrafią mnie w całości pochłonąć. Czy stało
się tak podczas oglądania Zaginionej Walentynki? Moja odpowiedź
brzmi NIE. Film jest bardzo dobry i relaksujący, lecz
nie aż tak wyniosły, jaki powinien być. Mnie przypadł do gustu, chodź
zasługą tego są aktorzy, jak i sama fabuła. Niekiedy jednak czułam
przy nim znużenie. Nie trwało ono jednak długo, więc potrafiłam
dotrzeć do końca.
Czy polecam spędzić z tym seansem swój wolny czas? Owszem,
polecam. Ja skusiłam się na niego ze względu na aktorkę, którą
bardzo lubię, lecz gdyby nie ona grała w nim, to myślę, że
mogłabym śmiało obejrzeć go mimo wszystko. Jest godny uwagi,
jeśli komuś podobają się od czasu do czasu ckliwe i romantyczne filmy.

 Będę czekać, będę czekać na ciebie zawsze…

Muzyczne inspiracje

źródło

Ryszard Riedel urodził się 7 września 1956 roku w Chorzowie. Rodzice Krystyna i Jan oraz siostra Małgorzata mieszkali przy ulicy Truchana, w późniejszych czasach przenieśli się do mieszkania w  Tychach, to tam Riedel spędził całe swoje życie.

W roku 1971 poznaje swoją przyszłą żonę Małgorzatę Pol. W międzyczasie odkrywa swoje pasje. Z początku jego głównym zainteresowaniem jest rysowanie, do którego miał talent, niestety nie posiadając odpowiedniej motywacji oraz kogoś, kto mógłby nim pokierować, przestaje rozwijać swoje umiejętności. Na obozie harcerskim ma miejsce pierwszy występ publiczny Ryśka,  później już daje koncerty w zespole o nieformalnych nazwach Festus i Horn, które się wymieniały. W listopadzie 1977 roku bierze ślub z Małgorzatą, zaś na przełomie lat 1977 1978 ma miejsce pierwsze zderzenie Riedla z narkotykami, które będą miały znaczący wpływ nie tylko na jego karierę, ale i życie.

Oficjalną datą rozpoczęcia działalności zespołu Dżem jest rok 1979. Grupa szybko zyskuje wielką sławę oraz rzeszę fanów, niestety u wokalisty coraz bardziej uwidocznia się problem narkotykowy, który wiele razy będzie utrudniał wspólną pracę w ekipie. Mimo tych wszystkich kłopotów zespół pnie się na wyżyny, dając koncerty poza granicami kraju. Riedel zaczyna mieć problemy również z prawem kiedy zostaje wmieszany w sprawę produkcji narkotyków. Kiedy w roku 1994 sytuacja w zespole staje się coraz trudniejsza, członkowie postanawiają rozstać się z Ryśkiem, który jeszcze tego samego roku trafia do ośrodka rehabilitacyjnego. W początkiem lipca ma miejsce ostatni koncert Ryszarda Riedla, który umiera 30 lipca 1994.

Zapal świeczkę
zespół Dżem
Na kiepskich zdjęciach okruchy dawnych dni
Czyjaś twarz zapomniana twarz
W pamięci zakamarkach wciąż rozbrzmiewa śmiech
Czyjaś twarz zapamiętana
Mijają dni ludzie natury
Wciąż nowych masz przyjaciół starych przykrył kurz
Dziewczyny ciągle piękne lecz w pamięci tkwi
Ten pierwszy dzień najgorętszych z dni


Pierwsza zwrotka utworu wskazuje na to, że czas przemija, pozostawiając po sobie okruchy dawnych dni. Przemijają również ludzie, który niegdyś byli obok nas, a nagle zniknęli, przykrył ich kurz… Większość zapomina o nich i żyje wśród nowych, jednak czyjaś twarz zostaje zapamiętana i doceniona.

Zapal świeczkę za tych, których zabrał los
Zapal światło w oknie
Zapal świeczkę za tych, których zabrał los
Światło w oknie


Sam refren skłania nas do refleksji nad tym, co było, a czego już nie ma. Wszystko, co jeszcze niedawno było prawdziwe i na wyciągnięcie, dziś znalazło miejsce w przeszłości… Los zabrał tych, których kochaliśmy… Nie możemy zapomnieć przede wszystkim o ludziach, którzy stanowili dla nas autorytet, gdyż nauczyli nas życia i wnieśli do niego coś cenniejszego niż złoto – wspomnienia, których nikt nie może nam odebrać.  

 Ludzi dobrych i złych wciąż przynosi wiatr
Ludzi dobrych i złych wciąż zabiera mgła
I tylko ty masz tą niezwykłą moc
By zatrzymać ich by dać wieczność im
Pomyśl choć przez chwilę podaruj uśmiech swój
Tym których napotkałeś na jawie i wśród snów
A może ktoś skazany na samotność
Ogrzeje się twym ciepłem zapomni o kłopotach

Fragment ukazuje nam jak w naszym życiu pojawiają się różni ludzie, ci dobrzy, ale również ci źli. Ot tak, po prostu (może przygnał ich wiatr…?), po czym odchodzą… Jednak każdy z nas ma niezwykłą moc i może zatrzymać ich wspomnieniami. Może stać się przyjacielem, który zrozumie i ogrzeje swoim ciepłem tych zbłąkanych… Może któregoś dnia i my będziemy potrzebowali wsparcia. 
Utwór Dżemu udowadnia nam, że sami kreujemy własne życie i choć nie mamy wpływu na to, jakich ludzi postawi na naszej drodze los, jesteśmy w stanie uczynić je pięknym. 
Nasze życie to pasmo sukcesów, porażek, prawd i nieporozumień, a jacy jesteśmy my? Zastanówmy się, poświęćmy chwilę temu, by zrozumieć własne życie, bo później może być już niestety za późno…

Między książką a filmem

źródło
Kilka tygodni temu miałam okazję
przeczytać książkę pt. Złodziejka książek, która
fascynowała mnie niemal od początku.
Moje odczucia z nią związane udokumentowałam idealnie w recenzji,
która została umieszczona na stronie Redakcji jakiś czas temu. Co
więcej chciałabym dziś powiedzieć? Przede wszystkim dzisiejszy
post dotyczyć będzie porównania książki z filmem, który postanowiłam obejrzeć po jej przeczytaniu. Jak
wypadł w starciu z nią?

Pierwszą zaletą, rzucającą się w
oczy już podczas oglądania samego trailera filmu, jest obsada. Główną
bohaterkę idealnie odegrała Sophie Nélisse. Posiada ona w sobie
wszystkie cechy kojarzące się z Liesel Meminger. Następnym dobrym
bohaterem w filmie, a raczej jego praktycznym brakiem, jest głos
narratora, czytaj Śmierci. Bardzo dobrze wpasowuje się w klimaty filmu. Do pozytywów zaliczam również wykorzystanie konkretnych ulic jako miejsc akcji. Idąc nimi,
scenarzyści i cała obsada filmu zapewne mieli
wrażenie, że zwiedzają dawne niemieckie miasto.
W filmie jest
również świetnie odegrana rola Żyda. Można powiedzieć, że osoba, która wcieliła się w nią, została idealnie dobrana. Ben Schnetzer jest dobrym aktorem i
pokazał to naprawdę nieźle.
źródło
Przejdźmy jednak do negatywów filmu.
Uwierzcie mi na słowo, że doszukałam się ich dużo. Zacznę od środka filmu tylko po to, by na samym początku wskazać nieco to,
co nie pasuje w nim. Pierwszym i najważniejszym jest język. W
filmie grają aktorzy posługujący się językiem angielskim. W
połączeniu z licznymi niemieckimi słówkami obraz ukazuje
kompletne zaniechanie. Nie potrafiłam skupić się bezpośrednio na
samym pokazie video, gdyż język sam w sobie był dla mnie dnem.
Muszę powiedzieć też o ogólnych uczuciach,
jakie towarzyszą podczas czytania książki, a których brak w czasie seansu. Lektura
wycisnęła ze mnie hektolitry łez i nie zrobiła tego za pomocą
tanich chwytów, ale niesamowitego klimatu i niepowtarzalnej
historii. Zachwyciły mnie postacie, tak różne, ale wiarygodne w
swoich –
często dziwnych, jak przystało na dziwne czasy –
zachowaniach. Film był dla mnie dużym rozczarowaniem, ale szczerze
mówiąc, nie spodziewałam się niczego innego. Ogólnie rzecz
biorąc, w chwilach, w których powinno się toczyć łzy podczas
oglądania, ja czułam rozdrażnienie. Zabrakło wizji
reżysera. W moim odczuciu styczności z książką nie miał on
żadnej.
źródło
Jeśli mam coś powiedzieć dodatkowo,
to przyznam, że po stokroć wolę powieść. Na filmie
się strasznie zawiodłam. Nie wiem zresztą, czego oczekiwałam. Po
prostu miałam nadzieję, że książka, która dała mi wiele dobrego,
zostanie tak samo wyreżyserowana. Niestety pomyliłam się.
Wszystko, co mogę i chcę dodać na zakończenie, tyczy się jeszcze
samego faktu, że gdyby nie to, że przeczytałam książkę, filmu bym w zupełności nie zrozumiała.

Polecam więc gorąco zapoznać się
przede wszystkim z powieścią. Film, jak dla mnie, odstawcie na boczny
tor. Nie wniesie on do waszego życia niczego dobrego. Jedyne, co wam
pozostanie, to wielki niedosyt.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia