Etatowi samobójcy

Źródło

Po długiej nieobecności powraca cykl, w którym przedstawiam
wszystkie premiery filmowe obecne na ekranach polskich kin. Komediodramat Nauka spadania próbuje nas wzruszyć i
rozśmieszyć do łez, wykorzystując do tego celu gwiazdorską obsadę. Oprócz tego
jest w czym wybierać: film akcji Need for
Speed
, ekranizacja młodzieżowej sagi Akademia
wampirów
, polski dramat z Erykiem Lubosem Zabić bobra, sequel Muppety:
Poza prawem
, oryginalne Shirley:
Wizje rzeczywistości
, chorwacki Ojciec Szpiler i produkcja o Karolu Wojtyle
Karol, który został świętym.

Need for Speed

Źródło
Kierowca
Tobey Marshall trafia do więzienia, wrobiony przez swojego wspólnika Dino
Brewstera. Po wyjściu na wolność szuka odwetu na dawnym przyjacielu i przy
okazji bierze udział w nielegalnych ulicznych wyścigach. Zostaje jednocześnie
kotem i myszką, kiedy musi uciekać przed zabójcami wynajętymi przez
Dina.
Gry z serii Need
for Speed nie trzeba nikomu przedstawiać – ta motoryzacyjna produkcja od 1994
roku obrosła już w potężny kult, sięgający niemal każdego zakątka świata (w
Polsce ponad milion nabywców). Aż dziw bierze, że dopiero teraz zdecydowano się
na realizację filmu na jej podstawie. To opóźnienie niekorzystnie wpłynęło na
jego odbiór. Need for Speed wydaje się biedniejszym bratem Szybkich i wściekłych. I choć to inna bajka,
porównania z dominującą motoryzacyjny rynek kinowy serią są nieuniknione.
Twórcy
filmu, nie dysponując tak wysokim budżetem co autorzy Szybkich…, skupili się (w zamierzeniu) na nadaniu bohaterom głębi
i udramatyzowaniu ich losów. Problem w tym, iż ich postacie nie wydają się
przez to ani o jotę ciekawsze. Są one do bólu schematyczne, nakreślone w
sposób karykaturalny. Przoduje w tym główny szwarccharakter, zupełnie
pozbawiony charakteru, choć grany przez zdolnego Dominica Coopera. Ta
nieudolność twórców może wynikać ze zwyczajnego braku doświadczenia, wszak to
debiut scenopisarski i drugi film reżysera.

Nauka spadania

Źródło
Na szczycie londyńskiego wieżowca
spotyka się kilku niedoszłych samobójców, którzy akurat na ten sam dzień
zaplanowali zakończenie swojego żywota. Postanawiają zawrzeć pakt – wytrwają z
ostatecznym rozwiązaniem do końca walentynek, czyli najbliższe półtora
miesiąca. Wśród nich są: dostawca pizzy J.J., wredna nastolatka Jess, samotna
matka Maureen oraz prezenter TV Martin, którego sława już dawno minęła.
Naukę spadania można nazwać dziełem straconej szansy. Oparty na
powieści uznanego twórcy Nicka Hornby’ego, którego książki pełne są
inteligentnych dialogów i słodko-gorzkich dylematów; w głównych rolach mniejsze i
większe gwiazdy Hollywood: Pierce Brosnan, Toni Collette, Sam Neill, Aaron
Paul, Imogen Poots. Zabrakło chyba tego najważniejszego: zdolnego reżysera,
który splótłby różnorodne wątki w zgrabną całość. Niestety Pascal Chaumeil to
wyrobnik, który nie tylko kompletnie nie czuje klimatu Hornby’ego, ale także
nie potrafi prowadzić aktorów. Gwiazdy grają tu na znanych wszystkim nutach, bez
skrupułów wykorzystując swoje charakterystyczne emploi.

Akademia wampirów

Źródło
Rose i Lissa to z pozoru
zwyczajne nastolatki, tyle że edukację pobierające w Akademii Wampirów. Ta
niezwykła instytucja grupuje Moroich (śmiertelnych wampirów) i Dhampiry
(opiekunów tych pierwszych, hybrydy wampira oraz człowieka). Dziewczęta szybko
odkrywają, iż Akademia nie jest tak bezpiecznym miejscem, jak sądziły. Będą
musiały poradzić sobie nie tylko z tajemniczym niebezpieczeństwem, ale także z
zakazaną miłością.
Nie ma bata, jesteśmy skazani na
ekranizację niemal każdego młodzieżowego bestselleru. Studia liczą na powtórkę
z rozrywki i ponowny sukces na miarę Harry’ego
Pottera
czy Zmierzchu. Wyniki
finansowe ostatnich filmów skierowanych do young
adult
nie napawają jednak optymizmem: banalne dylematy młodocianych
bohaterów i niezgrabne połączenie ckliwego romansu z horrorowymi elementami już
się przejadły. Aby zaciekawić widzów, potrzeba teraz czegoś oryginalnego,
wyróżniającego się z nijakiej papki reszty. W Igrzyskach
śmierci
było to ciekawe społeczne tło. Akademia
wampirów
idzie po linii najmniejszego oporu, serwując widzom same wytarte
klisze. Fatalny wynik finansowy w kinach nie był tu przypadkiem, ale efektem
znudzenia widzów oglądaniem ciągle tych samych historii.

Zabić bobra

Źródło
Eryk, doświadczony żołnierz
walczący w Afganistanie i Iraku, wraca do rodzinnej miejscowości. Zaszywa się w
swoim mieszkaniu, próbując jednocześnie zapomnieć o koszmarze wojny i przygotować
się do nowego zadania. Nieoczekiwanie poznaje młodą dziewczynę Bezię, z którą
zaczyna łączyć go namiętny romans.
Okazuje się, że problem z
wydaniem swojego filmu mają nie tylko młodzi twórcy, ale także doświadczone
wygi. Uznany reżyser Jan Jakub Kolski zdobył pieniądze na swe następne dzieło
dzięki pomocy znajomych; kręcił go aparatem cyfrowym, a wypuszczenie do kin
zajęło mu dwa lata starań. Szkoda jednak, że wysiłki autora nie przełożyły się
na poziom artystyczny filmu. Zabić bobra
to kino odświeżające względem melancholijnej stylistyki jego wcześniejszych
obrazów, ale na tym zalety się kończą. Scenariusz razi amatorszczyzną
przejawiającą się w sztucznie głębokich dialogach i relacjach pozbawionych grama
subtelności. Bardzo dobrze wypada jedynie Eryk Lubos, który miał tu okazję
pokazać, iż za emploi osiedlowego dresa kryje się spory talent.

Muppety: Poza prawem

Źródło
W czasie swojego tournée Muppety
zostają wmieszane w aferę kryminalną o światowym zasięgu. Okazuje się, że
wszystko jest sprawką Constantina – sobowtóra Kermita parającego się kradzieżą
diamentów.
Fani Muppetów powinni być
zadowoleni: najnowszy film Jamesa Bobina spodoba się fanom pluszowych
zwierzaków, delikatnie tylko odstając od udanej części pierwszej. Twórcy zmienili
tonację na szpiegowsko-kryminalną i dzięki temu wyszli obronną ręką z pomysłu
realizacji sequela. Starzy bohaterowie nie tracą nic ze swojej charyzmy, a
komediowy ton utrzymuje się przez cały czas trwania filmu. To obraz skierowany
głównie do fanów telewizyjnego show sprzed lat i nieco starszych dzieciaków.
Młodsze mogą nie zrozumieć żartów sytuacyjnych osadzonych w świecie korupcji i
agentów.

Shirley – wizje
rzeczywistości

Źródło
Reżyser Gustav
Deutsch próbuje opowiedzieć o Ameryce lat powojennych, ożywiając najsłynniejsze
obrazy Edwarda Hoppera. Pojawiająca się na nich tajemnicza Shirley snuje
monologi o zwykłych mieszkańcach tego kraju, w których życiu splata się
nierozerwalnie polityka, rewolucja społeczna i przemiany obyczajowe.
Za samo wpadnięcie na tak niezwykły
koncept Deutschowi należą się gromkie brawa. Hopper był malarzem ciekawym;
specyficzna plastyczność jego obrazów miała wpływ na wielu późniejszych
twórców, także tych z filmowego kręgu. Jego dzieła przedstawiały sceny-zagadki,
wycięte kadry z sytuacji mających dopiero nadejść lub tych, które się już
wydarzyły. Reżyser próbuje rozwikłać ową wielką tajemnicę, jaka w nich tkwi,
przy okazji dając szerokopanoramiczny obraz Ameryki zmieniającej się pod
wpływem biegu historii. Bardzo łatwo było cały ten wspaniały pomysł zniszczyć,
ale Deutsch pokazał, że jest twórcą świadomym i potrafi inteligentnie, bez
przesadnego hołdu czy szargania klasyka, poprowadzić fabułę. Stworzył film
ciekawy, oryginalny, o pięknych zdjęciach wyjętych niczym wprost z hopporowskich
obrazów.

Ojciec Szpiler

Źródło
Na małej
dalmatyńskiej wyspie pogłębia się niż demograficzny. Przybyły tam ksiądz
przekonuje miejscowego sprzedawcę Petera do dziurawienia kondomów. Do
konspiratorów dołącza wkrótce konserwatywny farmaceuta, który zaczyna mieszać pigułki
antykoncepcyjne z witaminami. Nagły wybuch narodzin przyciąga na wysepkę ekipy
telewizyjne i bezdzietne pary. Jednak kiedy żona Petera odkrywa przekręt, cały
plan wymyka się spod kontroli…
Pierwotnie film ten miał trafić
do polskich kin jako Dzieci księdza, wierne tłumaczenie oryginału. Obawiając
się jednak wybuchu sensacji w katolickim kraju, dystrybutor zmienił tytuł na Ojciec Szpiler. Niepotrzebnie, gdyż komedia Vinko Brešana nie ma w sobie nic
z kontrowersji. Teoretycznie zawiera krytykę klerykalnej obyczajowości i
wyświechtanych zakazów nie mających nic wspólnego z rzeczywistości, jednak jest
to atak bardzo delikatny, mający formę prztyczków w nos, a nie pełnoprawnego
potępienia. Szkoda, że autor zatrzymał się w pół drogi. Być może zabrakło mu
odwagi, być może (chorwacka) kampania reklamowa przekoloryzowała wydźwięk
filmu. Tak czy siak, to wciąż niezła komedia, powodująca bardziej uśmiechy na
twarzy niż zwijanie się na podłodze.

Karol, który został
świętym

Źródło
12-letni
Kacper, miłośnik animacji komputerowych, jest zastraszany przez grupkę
szkolnych chuliganów. Ze swoich problemów zwierza się dziadkowi, który zabiera
go na wycieczkę w Tatry. Tam starszy pan opowiada mu o przyjacielu z
dzieciństwa – Karolu – który swoim niezłomnym zachowaniem udowodnił, że przemoc
można pokonać miłością i siłą ducha. Zafascynowany Karol tworzy animacje, które
składają się na historię życia papieża.
Na koniec perełka. W 2011 roku Włosi nakręcili
animację Karol, wyglądającą jak (to
nie przesada) gra sprzed dwudziestu lat, kupiona na pobliskim bazarze. Genialny
polski dystrybutor Kino Świat wykupił produkcję, nakręcił półgodzinny materiał
aktorski i bez zażenowania sprzedał jako własny produkt. Takie praktyki
tylko u nas.
Każdy
element tego familijnego filmu o Karolu Wojtyle straszy tragicznym
wykonaniem. Począwszy od plakatu prezentującego papieża na haju, chowającego
małe dzieci pod swym habitem, przez nieszczęsną animację, skończywszy na warstwie
aktorskiej. Widać tu, iż twórcy kompletnie nie starali się przyłożyć do swej
pracy, wiedząc, że w obliczu zbliżającej się kanonizacji na film udadzą się zastępy
wycieczek z podstawówek. Efekt finalny jest katastrofalny.

Sekrety mają swoją cenę… prawda również!

źródło
Niesamowity Spider-Man 2 w reżyserii Marca Webba. Czy aby na pewno jest taki niesamowity? Zachęcona plakatem, świetnym zwiastunem oraz dobrze poprowadzoną reklamą filmu, postanowiłam się na niego wybrać.

Peter Parker (Andrew Garfield) jako Człowiek-Pająk musi ratować miasto, któremu zagrażają nowi przestępcy. Musi również znaleźć czas dla swojej ukochanej Gwen (Emma Stone). Jak to ze sobą pogodzić? Bohatera prześladują wyrzuty sumienia, ponieważ nie jest w stanie dotrzymać obietnicy złożonej ojcu dziewczyny. W mieście pojawił się groźny złoczyńca Electro (Jamie Foxx), który pragnie zemsty. Do miasta powrócił stary przyjaciel Petera, Harry Osborn (Dane DeHaan). Harry jest umierający, jego choroba jest bezlitosna, nie pozostawia mu wielu dni życia. Chłopak postanawia zwrócić się o pomoc do Spider-Mana. Czy ten mu pomoże? Ponadto Peter Parker odkrywa tajemnice swojej rodziny.
Zdecydowanie bardziej podobała mi się stara wersja Spider-Mana, w którym główną rolę odegrał Tobey Maguire.
Zacznijmy od głównego bohatera Petera Pakera. Czy super hero nie powinien być twardy lub stwarzać takich pozorów? A tymczasem przez połowę filmu biega ze łzami w oczach. Nie podoba mi się stylizowanie go na takiego płaczka. Gwen Stacy, dziewczyna Petera, według mnie zupełnie do niego nie pasuje. Nie wiem, czy to kwestia bohaterów, czy charakterów granych przez nich postaci. Wydaje mi się, że Gwen jest „twardsza” od głównego bohatera. Ich związek mnie niesamowicie irytował; ciągłe rozstania i powroty dawały uczucie dezorientacji. Można się pogubić w tym, czy w danej chwili są razem, czy nie. To miał być film akcji, a nie jakiś melodramat! Elektro to jeden z dwóch bohaterów, który mi się całkowicie spodobał. Możemy być świadkami jego wewnętrznej przemiany, od osoby, która pragnie być zauważona, aż do osoby, która pała nienawiścią do Spider-Mana. Drugim jest przyjaciel Petera, Harry Osborn, który przez pragnienie zemsty zostaje Zielonym Goblinem. Gra aktorska Dane DeHaan jest tutaj na bardzo wysokim poziomie.
Oprócz głównego wątku walki z niebezpiecznymi złoczyńcami mamy równie ważny wątek rodzinny. Peter próbuje odkryć, czym zajmowali się jego rodzice przed śmiercią i dlaczego go zostawili. Wątek ten jest świetnie wplątany w całość głównej fabuły.
W tej wersji przygód Spider-Mana postawiono na humor, co jest dużym plusem! Miło odreagować ten stres związany z walką bohaterów. Do filmu przekonała mnie również ścieżka dźwiękowa. Hans Zimmer, Pharrell Williams i Johnny Marr świetnie się spisali.
Zastanawiam się, jaki cel miała jedna z końcowych scen – ta, w której mały chłopiec stawia czoła jednemu ze złoczyńców. Miała wzruszyć widza? Nie dość, że matka niewystarczająco zajmuje się swoim dzieckiem, to jeszcze żaden ze zgromadzonych policjantów nie rusza się, żeby go stamtąd zabrać.
Byłam na wersji w 3D. Efekty w momentach, w których Spider-Man skacze po budynkach, wyglądają troszkę sztucznie. Jego akrobację są jakby wyjęte z gry. Jednak wszystkie pozostałe są przyjemne dla oka. Moje ulubione to te związane z Elektro – wybuchy, wyładowania elektryczne, BOMBA!
Mam mieszane uczucia co do filmu. Nie mogę się powstrzymać od porównywania tej wersji ze starszą. Czy warto obejrzeć ten film? O tym już musicie zdecydować sami.

Pasja, emocje, melodie…

Muzyczną przygodę w Essentii postanowiłam rozpocząć tak, by przyniosła radość zarówno Czytelnikom, jak i mnie. Poznajcie Alter Bridge!

Czy zespół ten można jasno zdefiniować i wepchnąć do konkretnej szuflady gatunkowej? Jako odpowiedź spróbujcie wyobrazić sobie skaczącą przed waszymi oczami i machającą rękoma Martę, czyli mnie, która wykrzykuje stanowcze w żadnym wypadku!.
Źródła internetowe klasyfikują Alter Bridge jako grupę czerpiącą z nurtów hard rocka, metalu alternatywnego, post grunge’u, a także heavy metalu.
Nie sposób się nie zgodzić – muzycy tworzą bardzo różnorodne utwory, każda kolejna płyta jest krokiem naprzód, okazuje się charakterystyczna. Ale o tym za chwilę.
Alter Bridge zostało wzniesione na fundamencie niesamowicie popularnego zespołu Creed. Gitarzysta, Mark Tremonti, oraz perkusista, Scott Phillips, w 2003 roku utworzyli nową formację, do której rok później dołączył ich kolega z poprzedniego zespołu, Brian Marshall (gitara basowa) oraz niesamowicie utalentowany wokalista – Myles Kennedy (Tremonti zapamiętał go z zespołu The Mayfield Four, który kilka lat wcześniej supportował Creed), myślę, że obecnie najbardziej rozpoznawalny członek Alter Bridge, o którym zresztą chciałabym kiedyś utworzyć osobny artykuł. Jego talent i umiejętności zdecydowanie zasługują na poświęcenie im więcej czasu.
Czterej muzycy zadebiutowali w roku 2004 płytą One day remains. W Stanach Zjednoczonych pokryła się ona złotem.
Na krążku znajduje się 11 utworów, w większości skomponowanych przez Tremontiego. Myles dołączył do zespołu, gdy materiał był już gotowy, więc jego wkład był niewielki. Oczywiście zmieni się to przy produkcji następnych płyt.
Który utwór z płyty mogłabym polecić? Wybór jest ciężki, ponieważ jako fanka dokonań AB w większości widzę coś interesującego.
Na dobry początek podsuwam dwie ballady – poruszające In loving memory (wersja live – wzruszenie gwarantowane, szczególnie gdy poznacie okoliczności powstania utworu) oraz gorzkie, ale i pełne nadziei Burn it down.
Drugą płytę, której jestem szczęśliwą posiadaczką, Blackbird, zespół wydał trzy lata później. To z niej pochodzi jeden z większych hitów Mylesa i spółki – Watch over you.
Piękny, szczery. Myles czaruje swoim niemal nieskazitelnym głosem. Wersje akustyczne (koncertowe) kładą mnie na łopatki i sprawiają, że trudno mi opuścić YouTube. Przynaję, że ze względów nie tylko muzycznych… 🙂
I can’t go on
And let you lose it all
It’s more than I can take
Who’ll ease your pain?
Miłością absolutną darzę piosenkę pod tytułem Brand new start. Brzmienie, brzmienie, BRZMIENIE! Słuchając jej, wyobrażam sobie sceny rodem z filmów drogi: ja, samochód, dusty road pośród spękanych słońcem gruntów i ten właśnie utwór. Autostrada prowadząca do lepszego jutra.
AB III rozpoczyna etap w historii zespołu, kiedy to staje się on jeszcze bardziej popularny. Sądzę, że jest to również związane z równoległym podjęciem przez Mylesa współpracy z jednym z najpopularniejszych gitarzystów świata, Slashem (legendarne Guns n’ Roses).
Krążek ten odcina się nieco od swoich poprzedników, odznacza się już trochę innym brzmieniem, choć oczywiście charakterystyczne brzmienie gitary Marka Tremontiego wciąż miło pieści nasze uszy, a Myles zapewnia im ucztę.
W ramach małej „prywaty” znów pozwolę sobie wskazać godne uwagi utwory.
Od pierwszej chwili oczarowało mnie Show me a sign i jego nieco… orientalne intro.
A proste, ale piękne wyznanie w Wonderful life chciałabym kiedyś wyszeptać do ucha kochanej przez siebie osobie.
Zdaje się, że AB III to płyta idealna na rozpoczęcie przygody z Alter Bridge.
Fortress to najświeższy materiał zespołu, wydany w 2013r. i niespodziewany zwrot w kierunku mocniejszych, bardziej agresywnych brzmień. Krążek niebanalny. Niekiedy słychać w nim inspiracje muzyków – choćby utwór The Uninvited o charakterystycznym brzmieniu zespołu Tool.
Podobają mi się teksty Kennedy’ego, warto zwrócić uwagę na emocjonalny, tytułowy utwór płyty. Ciekawe jest również Waters rising, gdzie na większość utworu mikrofon wpada w ręce gitarzysty (który, swoją drogą, wydał solowy album All I was).
Reasumując, myślę, że Fortress jest zupełnym oderwaniem od wcześniejszych dokonań Alter Bridge, nad którymi przez lata unosił się grunge’owy duch Creed.

źródło

Spokojnie, już kończę! : )
Czym zatem jest Alter Bridge? To eliksir na codzienność, którego ingrediencjami są pasja, umiejętności, emocje, technika, talent, szacunek do odbiorcy, radość, katharsis, ukojenie, doskonalenie kunsztu i zdolność wznoszenia się na wyżyny po rzadkich wizytacjach nizin, siła słów i… mistrzostwo.

Chce się żyć

źródło

Doczłapał się do naszych kin ostatni już obraz obsypany nominacjami do Oscarów – wzruszający komediodramat Witaj
w klubie
.

Doczekał się dość skromnej konkurencji: opowieści o amerykańskich
żołnierzach (Ocalony), polskiego filmu młodzieżowego (Obietnica)
i rumuńskiego dramatu (Pozycja dziecka).

Witaj w klubie
źródło
Życie Rona to szereg prostych
męskich rozrywek: rodeo, przygodny seks, alkohol oraz zabawa. Wszystko ulega
diametralnej zmianie, kiedy mężczyzna dowiaduje się, że jest nosicielem wirusa
HIV. Nie zamierza czekać bezczynnie na śmierć, i wyrusza do Meksyku, aby stamtąd
szmuglować skuteczne, ale nielegalne w USA leki. Po powrocie niespodziewanie
zdobywa wspólnika w osobie transseksualisty Rayona. Wspólnie zaczynają
prowadzić klub, w którym inni zarażeni szukają wybawienia od choroby.
Złota zasada Hollywoodu mówi:
schudnij kilkanaście kilogramów, a zasłużysz na Oscara. Reguła ta sprawdzała
się w ostatnich latach parokrotnie, dość wymienić Christiana Bale’a (który jest
w tej dziedzinie niezrównanym specjalistą), Natalie Portman czy Anne Hathaway z zeszłego
roku. Tym razem za mozolne gubienie kilogramów zostało nagrodzonych aż dwoje
aktorów z tego samego filmu. Trzeba jednak zaznaczyć, iż Matthew McConaughey i
Jared Leto stworzyli znakomite kreacje, które stanowią o sile tego obrazu. Przypadły
im role tak charakterystyczne, iż bardzo łatwo było o ich przerysowanie. Dzięki
wyczuciu obu aktorów Ron i Rayon to bohaterowie charyzmatyczni, przykuwający
do ekranu, ale cały czas pozostający postaciami z krwi i kości. Na tym barwnym
tle ginie trochę jedyna postać kobieca – Jennifer Garner w roli mającej coraz
większe wątpliwości lekarki wypada blado.
Nie ma wątpliwości, że motywem
AIDS twórcy grają na emocjach widzów, zmuszając ich do bardziej pobłażliwego
tonu. Czynią to jednak w sposób absolutnie profesjonalny. Historia jest zaprezentowana dynamicznie,
a obraz lawiruje pomiędzy ludzkimi dramatami podanymi bez przesadnego lukru a
krzepkim humorem. Witaj w klubie to
dzieło doskonałe pod względem filmowego rzemiosła: montaż, scenariusz,
reżyseria, a przede wszystkim aktorzy, dają tu popis swoich najlepszych
możliwości.
Ocalony
źródło
Czerwiec 2005. W ramach operacji Red Wings czterej amerykańscy komandosi z prestiżowej jednostki Navy SEALs
zostają zrzuceni na granicę między Pakistanem a Afganistanem. Niespodziewanie
trafiają w pułapkę i zostają zaatakowani przez kilkadziesiąt razy liczniejszą
grupę talibów. Żołnierze staczają niezwykle trudną i niebezpieczną walkę z
wrogiem, czasem i wyczerpaniem. Gdy przyjaciele Marcusa Luttrella giną podczas
akcji, ten, choć ranny i zdesperowany, zrobi wszystko, by ujść napastnikom.
Ten film jest taki, na jaki
kreują go zwiastuny – to kolejna opowieść o dzielnych amerykańskich wojakach, których
patetyczne poświęcenie zawsze przynosi szczęśliwe zakończenie. Tym razem jednak
jankeska propaganda nie przeszkadza tak bardzo w oglądaniu. Peter Berg to
rzemieślnik na tyle solidny, iż udało mu się nie zepsuć świetnej historii
opartej na zatrważających faktach. To kolejny dowód na to, że życie pisze
najlepsze, ale też najbardziej dramatyczne scenariusze. Dynamiczna narracja i
dobra strona wizualna sprawiają, że to solidne kino wojenne, którego seansu nie
powinniście żałować.
Obietnica
źródło
Lila i Janek to uczniowie
miejskiego liceum, przedstawiciele pokolenia, które większość czasu spędza na
portalach społecznościowych. Wraz z przyjaciółmi korzystają z życia –  imprezują, zażywają alkohol i marihuanę.
Jednak pewnego dnia Lila niespodziewanie zrywa z chłopakiem, oskarżając go o
zdradę. Janek będzie musiał zapłacić wysoką cenę za niewinny błąd. Jeśli spełni
obietnicę, jaką wymogła na nim dziewczyna, nic już nie będzie takie jak
przedtem.
Jeśli macie jeszcze jakiekolwiek
wątpliwości na temat jakości polskiego kina młodzieżowego, ten film nie zmieni
waszego zdania. Obietnica wypada
nieco lepiej niż Galerianki czy Sala samobójców, ale to wciąż ten sam
rodzaj kiczu. Mimo pozorów odmienności postacie są nadal do bólu oklepane –
film zapełniają rozchwiani emocjonalnie nastolatkowie oraz rodzice-pracoholicy,
których opiekuńcze działania ograniczają się do wypłaty kieszonkowego. Wszelkie
próby dodania oryginalności spełzają na niczym, gdyż są wdrażane z topornością
debiutanta, a nie autorki, bądź co bądź, doświadczonej.
Pozycja dziecka
źródło
Cornelia jest bogatą, zadbaną i
wpływową sześćdziesięciolatką. Ma wiernego męża-pantoflarza, znajomych z rumuńskich
elit towarzyskich, odnosi liczne sukcesy zawodowe. To wszystko nie ma dla niej
znaczenia, jeśli jej ukochany syn, 34-letni Barbu, za wszelką cenę stara od niej uniezależnić. Kiedy Cornelia dowiaduje się, że
mężczyzna uczestniczył w wypadku samochodowym, zaczyna walczyć o niego jak
lwica o swoje młode. Używa wszystkich dostępnych środków, aby uchronić jedynaka
przed więzieniem.
Niedzielnym kinomaniakom może się to
wydawać zaskakujące, ale to właśnie Bułgaria i Rumunia posiadają największą
obecnie pozycję wśród kinematografii krajów Europy Środkowo-Wschodniej,
regularnie święcąc triumfy na największych festiwalach świata. Ostatnim dużym
sukcesem było zwycięstwo Pozycji dziecka
rumuńskiego reżysera Calina Petera Netzera na zeszłorocznym Berlinale.
Nieprzyzwyczajeni do
charakterystycznej stylistyki rumuńskiej fali mogą się na tym filmie bardzo
wynudzić. Obraz dominują długie, przeciągnięte do granic możliwości ujęcia,
powolne tempo, szare barwy zdjęć podkreślające beznadziejność sytuacji, w
jakiej znaleźli się bohaterowie – to odstręczy każdego widza złaknionego
rozrywki. Pozycja dziecka to kino
nieproste, które całkowicie rezygnuje z wszelkich ozdobników na rzecz treści. A
ta jest niebanalna. Netzer bez skrupułów obnaża najgorsze cechy swoich postaci,
reprezentując dzięki temu panoramę rumuńskiej elity. Nie feruje przy tym
wyrokami, ale, niczym najzdolniejszy dokumentalista, stara się przedstawić
różne punkty widzenia.
 

Co czyni cię wyjątkowym, czyni cię niebezpiecznym

źródło
Na ekranach kin 4 kwietnia swoją premierę miał film pt. Niezgodna w reżyserii Neila Burgera. Film powstał na podstawie powieści pod tym samym tytułem autorstwa Veroniki Roth.

Beatrice Prior mieszka na ruinach Chicago. W mieście otoczonym przez wielki mur, który ma chronić mieszkańców przed „złem” zajmującym wyniszczone przez wojnę tereny. Władze państwa, by zapobiec dalszej wojnie, stworzyły nową strukturę społeczną składającą się z pięciu frakcji: Erudycji, Prawości, Serdeczności, Nieustraszoności oraz Altruizmu. Każdy mieszkaniec w wieku 16 lat przechodzi przez test, który ma za zadanie, na podstawie cech charakteru, ustalić, do której frakcji powinien należeć. Beatrice, urodzona i wychowana w Altruizmie, otrzymuje niezgodny wynik testu, co oznacza, że posiada więcej niż jedną z najważniejszych cech charakteru dla każdej z frakcji. Aby nie zostać wykluczoną ze społeczeństwa, musi się wykazać sprytem i odwagą oraz uważać na osoby, które polują na Niezgodnych. 
źródło
Dobór aktorów do filmu to strzał w dziesiątkę. Miło jest zobaczyć na ekranie nowe twarze. Młodzi aktorzy poradzili sobie świetnie z zagraniem swoich ról. Muszę pochwalić Theo Jamesa, który świetnie wczuł się w swoją postać. Miał być odważny, niebezpieczny, wytrzymały i owszem, taki był, ale oprócz tego w jego oczach możemy zobaczyć wszystkie inne emocje: miłość, wrażliwość, czułość. Chciałam pochwalić także Ashley Judd, która genialnie ukazała przemianę swojej bohaterki. Natomiast Jai Courtney i Kate Winslet, po których można się było wiele spodziewać, wypadli słabo na tle młodych aktorów. 
Wielkie brawa za dobór strojów. Wszystko świetnie ze sobą współgra i pasuje do poszczególnych frakcji. Jedynym minusem jest dla mnie jaskinia Nieustraszonych, która mi się nie podobała. Inaczej ją sobie wyobrażałam. 
Akcja w filmie jest monotonna, toczy się na jednym poziomie. Cały czas się coś dzieje, widz nie ma chwili wytchnienia. W połowie filmu staje się to po prostu nudne. Wątek miłosny pomiędzy Beatrice a Cztery został przedstawiony lepiej niż w książce. Staje się świetnym tłem dla głównej fabuły filmu. 
źródło
Ja, jako osoba, która przeczytała powieść, czuję pewien niedosyt. Uważam, że parę istotnych szczegółów pominięto. Mimo to jestem zadowolona z ekranizacji jednej z moich ulubionych książek. 
Mam nadzieję, że w kolejnych częściach zostaną poprawione te drobne mankamenty. 

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia