Witaj w XXI w., Kapitanie

Źródło

Machina Marvel & Disney pędzi
nieubłaganie i nic jej nie powstrzyma (przynajmniej przez najbliższe kilkanaście
lat), a jej kolejny produkt – Kapitan
Ameryka: Zimowy żołnierz
– zawitał już do kin. Bohater USA musi zmierzyć
się nie tylko z silnym wrogiem, ale także z Wesem Andersonem i jego bogatą ferajną
(Grand Budapest Hotel), Noem we
własnej osobie (Noe: Wybrany przez Boga),
hiszpańskim rzeźbiarzem (Artysta i
modelka
) i warszawiakami (Stacja
Warszawa
).

Grand Budapest Hotel

Źródło
Film przedstawia niezwykłe przygody portiera z hotelu z Europy Wschodniej w czasie międzywojnia. Mężczyzna zostaje
uwikłany w dwie duże afery: walkę o przejęcie wielkiego rodzinnego majątku i
kradzież bezcennego starego obrazu.
Wesa Andersona albo się kocha,
albo nienawidzi. Przeciwnicy jego specyficznego, ze wszech miar oryginalnego
stylu, niech ominą ten film szerokim łukiem, dla sympatyków to od dawna pozycja
obowiązkowa.
Reżyser daje upust swojej
nieokiełznanej fantazji i komponuje kadry z dbałością genialnego plastyka. W
inteligentny sposób bawi się zdjęciami, montażem i dialogami. I jak w
większości jego obrazów, bogata forma znajduje swoje odzwierciedlenie w pomysłowej
treści. Grand Budapest Hotel jest
niczym staromodna pocztówka znaleziona po latach, przywołująca cudownie
nostalgiczne wspomnienia. Wyidealizowane, cukierkowe, ale dzięki temu oddające
należny hołd czasom minionej kultury. Wisienką na torcie jest znakomita obsada,
wśród której bryluje szczególnie Ralph Fiennes w głównej roli.

Noe: Wybrany przez
Boga

Źródło

Zainspirowana biblijną historią
opowieść o Noem, człowieku, który dostaje od Boga niezwykłą misję uratowania
ludzkości i zwierząt. Aby ocalić siebie i swoją rodzinę przed ogromnym potopem,
musi podjąć się wybudowania wielkiej arki.

Ten film zaskakuje recenzjami,
ocenami skaczącymi z najniższych rejestrów do samego czubka skali. Jedni
twierdzą, że to ciekawe, niecodzienne widowisko. Nie będące lustrzanym odbiciem
historii znanej z Biblii, ale raczej indywidualnym (na ile pozwolili
producenci) spojrzeniem Darrena Aronofsky’ego. Inni psioczą na dziurawość scenariusza i
stawianie w pół drogi – nie jest to ani pełnoprawny blockbuster, ani przejmujący
dramat o stojącym na skraju przepaści superbohaterze. Jak jest naprawdę,
musicie się przekonać po seansie.

Kapitan Ameryka:
Zimowy żołnierz

Źródło

Kapitan Ameryka staje przed
kolejnymi zadaniami, których niepowodzenie grozi światowym zagrożeniem. Razem z
Czarną Wdową łączy siły, by ujawnić szeroko zakrojony spisek. Tym razem będzie
musiał zmierzyć się z nieoczekiwanie trudnym wrogiem – Zimowym Żołnierzem,
będącym jego dawnym przyjacielem.

Dzieła Marvela z drugiej fazy (po
Avengers) przyjmowane były z
mieszanymi bądź niezbyt pochlebnymi recenzjami; druga część Kapitana Ameryki przełamuje tę passę i wysoko
ustawia poprzeczkę przed Avengers:
Age of Ultron
.
Największą zaletą filmu jest
obranie zupełnie innej stylistyki niż w poprzedniej części. O ile Pierwsze starcie było old-schoolowym akcyjniakiem,
o tyle Zimowy żołnierz to rasowe kino
szpiegowskie. Ta zmiana tonacji zapobiegła tak częstej w przypadku sequeli
wtórności – obraz zachował świeżość, spełniając jednocześnie wszystkie założenia
blockbustera. Kapitan Ameryka nieoczekiwanie stał się najciekawszym marvelowskim herosem, jego losy emocjonują i zapewniają świetną rozrywkę nie
tylko fanom komiksów. Fabuła jest niegłupia, a dramatyczne rozterki bohaterów
doskonale wyważone.

Artysta i modelka

Źródło

Francja podczas drugiej wojny
światowej. Żona rzeźbiarza w podeszłym wieku proponuje schronienie napotkanej
młodej uciekinierce z obozu w zamian za pozowanie dla męża. Z czasem tych dwoje
ludzi zaczyna łączyć specyficzna więź składająca się z podziwu i zachwytu nad
pięknem oraz mądrością.

Znany na świecie hiszpański
twórca Fernando Trueba rozczarował. Już jego poprzedni film, Chico i Rita, pod pozorem intrygującej
formy i intelektualnego dramatu skrywał banały i pustkę; z tym dziełem jest
podobnie. Tym razem autor wykorzystał stylistykę czarno-białą i wzniosły
związek artysty i zwyczajnej kobiety. Przedstawieni bohaterowie są miałcy,
historia ich fascynacji nie ciekawi nawet przez chwilę. Postacie zbudowane są
na oczywistych kontrastach: bezpretensjonalna, radosna młoda i znużony, mądry
stary. Również pozbawienie filmu kolorów nie ma żadnego uzasadnionego sensu,
wydaje się tylko kolejną zachcianką reżysera w celu nadaniu swojemu dziełu
nutki artyzmu.

Stacja Warszawa

Źródło

Film składa się z pięciu nowel
opowiadających o współczesnych mieszkańcach Warszawy. Ich losy częściowo
przeplatają się wzajemnie.

Obrazy nowelowe to w polskim
kinie nie zjawisko niespotykane, ale z tak kiepskim rezultatem dawno nie
mieliśmy do czynienia. Nasza stolica w oczach pięciu reżyserów to miasto pełne
nieszczęść i stereotypów. Scenariuszowa mozaika ledwo się trzyma, pozlepiana
kiepskim klejem obnaża raz po raz kolejne dziury fabularne. Bohaterowie są
nudni i bardzo słabo scharakteryzowani, a to przecież oni powinni tworzyć
główny trzon akcji. Tym większa ujma dla autorów, że nawet zdolni aktorzy nie
poradzili sobie z pustką filmu.

Dobro zwycięża

Źródło
Animację
bajki o Śpiącej Królewnie zapewne każdy zna. Zaskoczy was jednak fakt,
że Czarownica
ma z nią niewiele wspólnego. Dlaczego więc o niej wspominam?
Z racji tego, iż warto podkreślić różnice między owymi ekranizacjami. Wymowa
filmu Czarownica jest inna, nieschematyczna, a przede wszystkim
bardziej życiowa.

Diabolinę
(Angelina Jolie) poznajemy, gdy jest jeszcze nastolatką. Osierocona wróżka
mieszka w magicznej krainie, w której każdy żyje ze sobą w zgodzie. Wrogiem dla
magicznych istot są ludzie, których królem jest Henry (Kenneth Cranham). Przez
laty oba światy żyją w napiętych stosunkach. Król Henry nie może oprzeć się
chęci posiadania cudzej ziemi, dlatego rozpoczyna rozpaczliwą walkę o magiczną
krainę. Równocześnie odżywa stara miłość między Diaboliną a Stefanem (Sharlto
Copley) – człowiekiem. Niestety uczucie Stefana to pułapka. Żądny władzy, gdy
słyszy rozporządzenia króla – iż ten kto zabije Diabolinę obejmie władze i
poślubi jego córkę – nie waha się i odbiera bohaterce skrzydła. 
Źródło
Czarownica
to ekranizacja przeznaczona raczej dla młodego kręgu odbiorców, niestety
dorośli mogliby się przy niej zanudzić. Jednakże ja, choć dzieckiem już dawno
nie jestem, śmiało mogę powiedzieć, że film ten zrobił na mnie pozytywne
wrażenie. 
Jak prosto
się domyślić, czołową postacią jest Diabolina. Bohaterka w filmie przechodzi
zmianę – z dobrej wróżki w żądną zemsty czarownicę. Sam fakt stanowi o tym,
że aktor musi wcielić się w dwie skrajne osobowości. Angelina Jolie świetnie poradziła sobie z tym zadaniem i jako producentka Czarownicy
zdecydowanie odniosła sukces. 
Źródło
Szczególnym
walorem tej ekranizacji jest ukazanie magicznych istot jako tych dobrych, zaś
ludzi  jako tych złych. Przedstawione jest również piękno natury, która ma
prawo rządzić się swoimi prawami. Harmonię zaburzają dopiero ludzie  przez swoją
zapalczywość i egoizm. Największym winowajcą okazuje się Stefan, którego
pragnienie posiadania władzy jest tak silne, że ten dąży po trupach do celu. Na
szczęście nie dosłownie, gdyż brakuje mu odwagi, żeby odebrać życie Diabolinie,
pomimo tego, że ma idealną do tego okazję. Haniebnie odbiera jej skrzydła,
odbierając tym samym wolność i budząc w niej niepohamowaną żądzę zemsty. Warto
zaznaczyć, iż do tego czasu serce Diaboliny zawsze było czyste – dopiero
człowiek obudził w niej złe intencje. 
Przy tym warto powrócić do wymowy utworu. Wiemy już, że Diabolina ukazana jest jako
dobra i zła osoba. Angelina Jolie pokazuje nam w ten sposób, że nic nie dzieje
się bez przyczyny i że jeżeli ktoś schodzi na złą drogę, to z pewnością ma ku
temu powody. W tym przypadku cierpienie Diaboliny sprawiło, że jej osobowość
się zmieniła. Nietrudno zauważyć symbolikę w kreacji tej postaci – posiada ona
zarówno rogi, jak i skrzydła (diabeł i anioł). Do czasu odebrania jej skrzydeł
jest postacią żyjącą w zgodzie ze wszystkimi, niedopuszczającą zła do swego
serca; gdy traci skrzydła przechodzi na złą stronę. 
Źródło
W
tle pojawiają się również trzy nieporadne wróżki, które grają Lesley Manville,
Imelda Staunton i Juno Temple. To one bardzo często rozbawiają widzów. Ich
kreacja jest zjawiskowa, na tle filmu wyglądają wspaniale! Należałoby dodać, że
również Diabolina, Aurora (Elle Fanning) – córka Henry’ego  i inne magiczne
istoty prezentują się bajkowo. Nie da się nie zachwycić, patrząc na magiczną
krainę, gdyż jest po prostu piękna – cały efekt oddaje oglądanie filmu w
wymiarze 3D. 
Czarownica
to film zdecydowanie wart obejrzenia, niekoniecznie przez te najmłodsze
dzieci, gdyż one na pewno nie wyciągną z niego żadnej nauki. Nadaje się on dla
trochę starszych widzów oraz dorosłych, w których wciąż pobrzmiewa nutka świata
baśni. Z pewnością jest to ekranizacja z przesłaniem, dobrą scenografią i nie najgorszymi efektami specjalnymi.  

Książka kontra film

Źródło
Każdy człowiek na Ziemi szuka pewnego rodzaju rozrywki dla siebie. Trudy życia, codzienny stres powodują, że wypełnia on sobie chwile relaksu. Takimi odskoczniami są dla niego zarówno książki, jak i filmy. Na początku człowiek zadowalał się książką, lecz w chwili gdy nastąpił postęp wiekowy, zaczęto większą uwagę przykładać do filmów. Czy można za to kogoś winić? Książkę czyta się dla relaksu duchowego. Posiada ona bowiem bardziej rozwinięty świat, który postrzegany jest przez każdego inaczej. Przy książce należy spędzić więcej czasu niż tylko 1,5-3 godzin. Wszystko jednak da się inteligentnie połączyć. W dzisiejszych czasach książka potrafi stać się filmem, jak i na odwrót. Skupmy się jednak na tym, co jest lepsze: książka czy film?

Wiele produkcji filmowych oferuje teraz na rynku filmy, które są adaptacjami książki. Wymienić pragnę te, które w ostatnich latach zrobiły niebywałą furorę na świecie. Oto one: saga Zmierzch, Igrzyska śmierci, Harry Potter, Trzy metry nad niebem, Niezgodna, Duma i uprzedzenie, Piękne istoty, Dary Anioła, Wichrowe Wzgórza, Władca Pierścieni, Opowieści z Narnii, Zielona mila, Ostatnia piosenka, Szkoła uczuć, Intruz, Hobbit, Wilkołak, Akademia wampirów, Gra o tron etc.
Jak widzicie, filmów stworzonych na podstawie książki ciągle przybywa. Co jest tego winą? Osoby, które chcą zaistnieć w branży filmowej, wiedzą, że dla czytelników wyreżyserowanie filmów opartych na ich ukochanych książkach to spełnienie marzeń. Tak właśnie jest. Przypatrują się badaniom, które sugerują, jakie książki są najlepiej sprzedawane, które cieszą się popularnością wśród ludzi, i później starają się zebrać jak najwięcej opinii na ich temat. Oceniają, czy książka oparta na filmie ma szansę się wybić. Jeśli tak, to ją tworzą. 
Powstaje jednak pytanie wśród fanów danej książki: czy dana adaptacja spełnia ich wyobrażenie o książce? Większość osób mówi ‚nie’. Powodów jest wiele: źle dobrani aktorzy, za mało akcji, złe przedstawienie niektórych ważnych elementów.
Źródło
Mogę też śmiało powiedzieć, że filmy przyczyniają się niekiedy do tego, że książka, a nawet cała  seria, staje się bardziej rozpoznawalna. Ponownie mogę wymieniać dane tytuły, lecz chciałabym bardziej skupić się na dwóch seriach. Po pierwsze, kultowy i niezapomniany Zmierzch. Miliony widzów obejrzało nie raz tę historię i wiem, że niektórzy uważają ją za dno. Owszem, może być tak postrzegana, aczkolwiek nie należy zapominać, że od Zmierzchu zaczęło się wszystko na poważnie. Mówi się, że odkąd odkryto, ile pieniędzy dystrybucja filmowa zarobiła dzięki tej serii, inne książki otrzymały szansę, by je pokazać na ekranie. Tak właśnie się stało z Igrzyskami Śmierci. Seria ta, owszem, była znana, lecz nie na tyle, by mówić o niej głośno. Przykuwała uwagę nielicznych. Teraz nie da się o niej zapomnieć. Można więc rzec, że filmy promują książki. Teraz też nasuwa się pytanie, co jest lepsze?
Jeżeli chodzi o filmy powstałe na podstawie książek, mówię zawsze ‚tak’. Jestem zachwycona, gdy mogę obejrzeć film, który zawiera historie z mojej ulubionej książki/serii. Uważam, że taki jest rynek. Na świecie książki i filmy się łączą, dając ponownie próbkę tej samej ekscytacji co podczas pierwszego czytania książki. Nie należy z tego rezygnować. 
Każdemu zostawiam pytanie indywidualne, które kończy mój wywód na ten temat:
Czy preferujesz oglądanie filmu, który powstał na podstawie książki?

Etatowi samobójcy

Źródło

Po długiej nieobecności powraca cykl, w którym przedstawiam
wszystkie premiery filmowe obecne na ekranach polskich kin. Komediodramat Nauka spadania próbuje nas wzruszyć i
rozśmieszyć do łez, wykorzystując do tego celu gwiazdorską obsadę. Oprócz tego
jest w czym wybierać: film akcji Need for
Speed
, ekranizacja młodzieżowej sagi Akademia
wampirów
, polski dramat z Erykiem Lubosem Zabić bobra, sequel Muppety:
Poza prawem
, oryginalne Shirley:
Wizje rzeczywistości
, chorwacki Ojciec Szpiler i produkcja o Karolu Wojtyle
Karol, który został świętym.

Need for Speed

Źródło
Kierowca
Tobey Marshall trafia do więzienia, wrobiony przez swojego wspólnika Dino
Brewstera. Po wyjściu na wolność szuka odwetu na dawnym przyjacielu i przy
okazji bierze udział w nielegalnych ulicznych wyścigach. Zostaje jednocześnie
kotem i myszką, kiedy musi uciekać przed zabójcami wynajętymi przez
Dina.
Gry z serii Need
for Speed nie trzeba nikomu przedstawiać – ta motoryzacyjna produkcja od 1994
roku obrosła już w potężny kult, sięgający niemal każdego zakątka świata (w
Polsce ponad milion nabywców). Aż dziw bierze, że dopiero teraz zdecydowano się
na realizację filmu na jej podstawie. To opóźnienie niekorzystnie wpłynęło na
jego odbiór. Need for Speed wydaje się biedniejszym bratem Szybkich i wściekłych. I choć to inna bajka,
porównania z dominującą motoryzacyjny rynek kinowy serią są nieuniknione.
Twórcy
filmu, nie dysponując tak wysokim budżetem co autorzy Szybkich…, skupili się (w zamierzeniu) na nadaniu bohaterom głębi
i udramatyzowaniu ich losów. Problem w tym, iż ich postacie nie wydają się
przez to ani o jotę ciekawsze. Są one do bólu schematyczne, nakreślone w
sposób karykaturalny. Przoduje w tym główny szwarccharakter, zupełnie
pozbawiony charakteru, choć grany przez zdolnego Dominica Coopera. Ta
nieudolność twórców może wynikać ze zwyczajnego braku doświadczenia, wszak to
debiut scenopisarski i drugi film reżysera.

Nauka spadania

Źródło
Na szczycie londyńskiego wieżowca
spotyka się kilku niedoszłych samobójców, którzy akurat na ten sam dzień
zaplanowali zakończenie swojego żywota. Postanawiają zawrzeć pakt – wytrwają z
ostatecznym rozwiązaniem do końca walentynek, czyli najbliższe półtora
miesiąca. Wśród nich są: dostawca pizzy J.J., wredna nastolatka Jess, samotna
matka Maureen oraz prezenter TV Martin, którego sława już dawno minęła.
Naukę spadania można nazwać dziełem straconej szansy. Oparty na
powieści uznanego twórcy Nicka Hornby’ego, którego książki pełne są
inteligentnych dialogów i słodko-gorzkich dylematów; w głównych rolach mniejsze i
większe gwiazdy Hollywood: Pierce Brosnan, Toni Collette, Sam Neill, Aaron
Paul, Imogen Poots. Zabrakło chyba tego najważniejszego: zdolnego reżysera,
który splótłby różnorodne wątki w zgrabną całość. Niestety Pascal Chaumeil to
wyrobnik, który nie tylko kompletnie nie czuje klimatu Hornby’ego, ale także
nie potrafi prowadzić aktorów. Gwiazdy grają tu na znanych wszystkim nutach, bez
skrupułów wykorzystując swoje charakterystyczne emploi.

Akademia wampirów

Źródło
Rose i Lissa to z pozoru
zwyczajne nastolatki, tyle że edukację pobierające w Akademii Wampirów. Ta
niezwykła instytucja grupuje Moroich (śmiertelnych wampirów) i Dhampiry
(opiekunów tych pierwszych, hybrydy wampira oraz człowieka). Dziewczęta szybko
odkrywają, iż Akademia nie jest tak bezpiecznym miejscem, jak sądziły. Będą
musiały poradzić sobie nie tylko z tajemniczym niebezpieczeństwem, ale także z
zakazaną miłością.
Nie ma bata, jesteśmy skazani na
ekranizację niemal każdego młodzieżowego bestselleru. Studia liczą na powtórkę
z rozrywki i ponowny sukces na miarę Harry’ego
Pottera
czy Zmierzchu. Wyniki
finansowe ostatnich filmów skierowanych do young
adult
nie napawają jednak optymizmem: banalne dylematy młodocianych
bohaterów i niezgrabne połączenie ckliwego romansu z horrorowymi elementami już
się przejadły. Aby zaciekawić widzów, potrzeba teraz czegoś oryginalnego,
wyróżniającego się z nijakiej papki reszty. W Igrzyskach
śmierci
było to ciekawe społeczne tło. Akademia
wampirów
idzie po linii najmniejszego oporu, serwując widzom same wytarte
klisze. Fatalny wynik finansowy w kinach nie był tu przypadkiem, ale efektem
znudzenia widzów oglądaniem ciągle tych samych historii.

Zabić bobra

Źródło
Eryk, doświadczony żołnierz
walczący w Afganistanie i Iraku, wraca do rodzinnej miejscowości. Zaszywa się w
swoim mieszkaniu, próbując jednocześnie zapomnieć o koszmarze wojny i przygotować
się do nowego zadania. Nieoczekiwanie poznaje młodą dziewczynę Bezię, z którą
zaczyna łączyć go namiętny romans.
Okazuje się, że problem z
wydaniem swojego filmu mają nie tylko młodzi twórcy, ale także doświadczone
wygi. Uznany reżyser Jan Jakub Kolski zdobył pieniądze na swe następne dzieło
dzięki pomocy znajomych; kręcił go aparatem cyfrowym, a wypuszczenie do kin
zajęło mu dwa lata starań. Szkoda jednak, że wysiłki autora nie przełożyły się
na poziom artystyczny filmu. Zabić bobra
to kino odświeżające względem melancholijnej stylistyki jego wcześniejszych
obrazów, ale na tym zalety się kończą. Scenariusz razi amatorszczyzną
przejawiającą się w sztucznie głębokich dialogach i relacjach pozbawionych grama
subtelności. Bardzo dobrze wypada jedynie Eryk Lubos, który miał tu okazję
pokazać, iż za emploi osiedlowego dresa kryje się spory talent.

Muppety: Poza prawem

Źródło
W czasie swojego tournée Muppety
zostają wmieszane w aferę kryminalną o światowym zasięgu. Okazuje się, że
wszystko jest sprawką Constantina – sobowtóra Kermita parającego się kradzieżą
diamentów.
Fani Muppetów powinni być
zadowoleni: najnowszy film Jamesa Bobina spodoba się fanom pluszowych
zwierzaków, delikatnie tylko odstając od udanej części pierwszej. Twórcy zmienili
tonację na szpiegowsko-kryminalną i dzięki temu wyszli obronną ręką z pomysłu
realizacji sequela. Starzy bohaterowie nie tracą nic ze swojej charyzmy, a
komediowy ton utrzymuje się przez cały czas trwania filmu. To obraz skierowany
głównie do fanów telewizyjnego show sprzed lat i nieco starszych dzieciaków.
Młodsze mogą nie zrozumieć żartów sytuacyjnych osadzonych w świecie korupcji i
agentów.

Shirley – wizje
rzeczywistości

Źródło
Reżyser Gustav
Deutsch próbuje opowiedzieć o Ameryce lat powojennych, ożywiając najsłynniejsze
obrazy Edwarda Hoppera. Pojawiająca się na nich tajemnicza Shirley snuje
monologi o zwykłych mieszkańcach tego kraju, w których życiu splata się
nierozerwalnie polityka, rewolucja społeczna i przemiany obyczajowe.
Za samo wpadnięcie na tak niezwykły
koncept Deutschowi należą się gromkie brawa. Hopper był malarzem ciekawym;
specyficzna plastyczność jego obrazów miała wpływ na wielu późniejszych
twórców, także tych z filmowego kręgu. Jego dzieła przedstawiały sceny-zagadki,
wycięte kadry z sytuacji mających dopiero nadejść lub tych, które się już
wydarzyły. Reżyser próbuje rozwikłać ową wielką tajemnicę, jaka w nich tkwi,
przy okazji dając szerokopanoramiczny obraz Ameryki zmieniającej się pod
wpływem biegu historii. Bardzo łatwo było cały ten wspaniały pomysł zniszczyć,
ale Deutsch pokazał, że jest twórcą świadomym i potrafi inteligentnie, bez
przesadnego hołdu czy szargania klasyka, poprowadzić fabułę. Stworzył film
ciekawy, oryginalny, o pięknych zdjęciach wyjętych niczym wprost z hopporowskich
obrazów.

Ojciec Szpiler

Źródło
Na małej
dalmatyńskiej wyspie pogłębia się niż demograficzny. Przybyły tam ksiądz
przekonuje miejscowego sprzedawcę Petera do dziurawienia kondomów. Do
konspiratorów dołącza wkrótce konserwatywny farmaceuta, który zaczyna mieszać pigułki
antykoncepcyjne z witaminami. Nagły wybuch narodzin przyciąga na wysepkę ekipy
telewizyjne i bezdzietne pary. Jednak kiedy żona Petera odkrywa przekręt, cały
plan wymyka się spod kontroli…
Pierwotnie film ten miał trafić
do polskich kin jako Dzieci księdza, wierne tłumaczenie oryginału. Obawiając
się jednak wybuchu sensacji w katolickim kraju, dystrybutor zmienił tytuł na Ojciec Szpiler. Niepotrzebnie, gdyż komedia Vinko Brešana nie ma w sobie nic
z kontrowersji. Teoretycznie zawiera krytykę klerykalnej obyczajowości i
wyświechtanych zakazów nie mających nic wspólnego z rzeczywistości, jednak jest
to atak bardzo delikatny, mający formę prztyczków w nos, a nie pełnoprawnego
potępienia. Szkoda, że autor zatrzymał się w pół drogi. Być może zabrakło mu
odwagi, być może (chorwacka) kampania reklamowa przekoloryzowała wydźwięk
filmu. Tak czy siak, to wciąż niezła komedia, powodująca bardziej uśmiechy na
twarzy niż zwijanie się na podłodze.

Karol, który został
świętym

Źródło
12-letni
Kacper, miłośnik animacji komputerowych, jest zastraszany przez grupkę
szkolnych chuliganów. Ze swoich problemów zwierza się dziadkowi, który zabiera
go na wycieczkę w Tatry. Tam starszy pan opowiada mu o przyjacielu z
dzieciństwa – Karolu – który swoim niezłomnym zachowaniem udowodnił, że przemoc
można pokonać miłością i siłą ducha. Zafascynowany Karol tworzy animacje, które
składają się na historię życia papieża.
Na koniec perełka. W 2011 roku Włosi nakręcili
animację Karol, wyglądającą jak (to
nie przesada) gra sprzed dwudziestu lat, kupiona na pobliskim bazarze. Genialny
polski dystrybutor Kino Świat wykupił produkcję, nakręcił półgodzinny materiał
aktorski i bez zażenowania sprzedał jako własny produkt. Takie praktyki
tylko u nas.
Każdy
element tego familijnego filmu o Karolu Wojtyle straszy tragicznym
wykonaniem. Począwszy od plakatu prezentującego papieża na haju, chowającego
małe dzieci pod swym habitem, przez nieszczęsną animację, skończywszy na warstwie
aktorskiej. Widać tu, iż twórcy kompletnie nie starali się przyłożyć do swej
pracy, wiedząc, że w obliczu zbliżającej się kanonizacji na film udadzą się zastępy
wycieczek z podstawówek. Efekt finalny jest katastrofalny.

Sekrety mają swoją cenę… prawda również!

źródło
Niesamowity Spider-Man 2 w reżyserii Marca Webba. Czy aby na pewno jest taki niesamowity? Zachęcona plakatem, świetnym zwiastunem oraz dobrze poprowadzoną reklamą filmu, postanowiłam się na niego wybrać.

Peter Parker (Andrew Garfield) jako Człowiek-Pająk musi ratować miasto, któremu zagrażają nowi przestępcy. Musi również znaleźć czas dla swojej ukochanej Gwen (Emma Stone). Jak to ze sobą pogodzić? Bohatera prześladują wyrzuty sumienia, ponieważ nie jest w stanie dotrzymać obietnicy złożonej ojcu dziewczyny. W mieście pojawił się groźny złoczyńca Electro (Jamie Foxx), który pragnie zemsty. Do miasta powrócił stary przyjaciel Petera, Harry Osborn (Dane DeHaan). Harry jest umierający, jego choroba jest bezlitosna, nie pozostawia mu wielu dni życia. Chłopak postanawia zwrócić się o pomoc do Spider-Mana. Czy ten mu pomoże? Ponadto Peter Parker odkrywa tajemnice swojej rodziny.
Zdecydowanie bardziej podobała mi się stara wersja Spider-Mana, w którym główną rolę odegrał Tobey Maguire.
Zacznijmy od głównego bohatera Petera Pakera. Czy super hero nie powinien być twardy lub stwarzać takich pozorów? A tymczasem przez połowę filmu biega ze łzami w oczach. Nie podoba mi się stylizowanie go na takiego płaczka. Gwen Stacy, dziewczyna Petera, według mnie zupełnie do niego nie pasuje. Nie wiem, czy to kwestia bohaterów, czy charakterów granych przez nich postaci. Wydaje mi się, że Gwen jest „twardsza” od głównego bohatera. Ich związek mnie niesamowicie irytował; ciągłe rozstania i powroty dawały uczucie dezorientacji. Można się pogubić w tym, czy w danej chwili są razem, czy nie. To miał być film akcji, a nie jakiś melodramat! Elektro to jeden z dwóch bohaterów, który mi się całkowicie spodobał. Możemy być świadkami jego wewnętrznej przemiany, od osoby, która pragnie być zauważona, aż do osoby, która pała nienawiścią do Spider-Mana. Drugim jest przyjaciel Petera, Harry Osborn, który przez pragnienie zemsty zostaje Zielonym Goblinem. Gra aktorska Dane DeHaan jest tutaj na bardzo wysokim poziomie.
Oprócz głównego wątku walki z niebezpiecznymi złoczyńcami mamy równie ważny wątek rodzinny. Peter próbuje odkryć, czym zajmowali się jego rodzice przed śmiercią i dlaczego go zostawili. Wątek ten jest świetnie wplątany w całość głównej fabuły.
W tej wersji przygód Spider-Mana postawiono na humor, co jest dużym plusem! Miło odreagować ten stres związany z walką bohaterów. Do filmu przekonała mnie również ścieżka dźwiękowa. Hans Zimmer, Pharrell Williams i Johnny Marr świetnie się spisali.
Zastanawiam się, jaki cel miała jedna z końcowych scen – ta, w której mały chłopiec stawia czoła jednemu ze złoczyńców. Miała wzruszyć widza? Nie dość, że matka niewystarczająco zajmuje się swoim dzieckiem, to jeszcze żaden ze zgromadzonych policjantów nie rusza się, żeby go stamtąd zabrać.
Byłam na wersji w 3D. Efekty w momentach, w których Spider-Man skacze po budynkach, wyglądają troszkę sztucznie. Jego akrobację są jakby wyjęte z gry. Jednak wszystkie pozostałe są przyjemne dla oka. Moje ulubione to te związane z Elektro – wybuchy, wyładowania elektryczne, BOMBA!
Mam mieszane uczucia co do filmu. Nie mogę się powstrzymać od porównywania tej wersji ze starszą. Czy warto obejrzeć ten film? O tym już musicie zdecydować sami.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia