Magia w szkle zaklęta

Magia jest wszędzie (…) W muzyce, w książkach, w każdej innej sztuce. Wystarczy się tylko trochę rozejrzeć. A czasem magia sama nas znajduje (…) – te piękne słowa pozwalają nam uświadomić sobie, że każda chwila naszego życia jest przepełniona cudami i magią. Niezależnie od tego, jaki mamy stosunek do nadnaturalnych zjawisk i czarów musimy przyznać, że nawet same narodziny człowieka mają w sobie coś z magii, nie mówiąc już o tak wyjątkowych chwilach, jak pierwszy pocałunek czy powiew wiatru na rozgrzanej słońcem twarzy. Niestety nie każdy potrafi dostrzegać wyjątkowość pewnych momentów czy drobnych rzeczy obecnych w naszym otoczeniu, a tym bardziej zdarzeń, w które zamieszana jest prawdziwa magia.

Szamański blues

Czasami przeznaczenie potrafi upomnieć się o człowieka w najmniej odpowiednim momencie i zmusza do podjęcia szeregu decyzji, które nie tylko są w stanie zaważyć na jego dalszej egzystencji, ale również zmieniają jego życie o sto osiemdziesiąt stopni. Jak wiadomo, ludzie są różni i jedni są w stanie się z tym zmierzyć i nie robi to na nich żadnego wrażenia, drudzy natomiast (ci wrażliwsi) najpierw odchorowują zmiany i w taki czy inny sposób próbują się do nich przystosować. Jedno jest pewne – są to bardzo trudne wybory wymagające nie tylko dużego samozaparcia, lecz także mocnej psychiki, by się z nimi zmierzyć.

TytułSzamański blues
Cykl: Szamańska seria (tom 1)
Autor: Aneta Jadowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów

O Piotrze Duszyńskim można powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to, że jest zwyczajnym, do bólu nudnym przedstawicielem męskiego gatunku. Tak po prawdzie, to ostatnim, na co może narzekać, jest nuda, a powód tego jest dość niezwykły – otóż Witkacy (jak zwracają się do niego właściwie wszyscy) prowadzi podwójne życie. Cóż w tym takiego niesamowitego? Oficjalnie jest śledczym w toruńskim wydziale zabójstw, a nieoficjalnie – szamanem odsyłającym dusze zmarłych w Zaświaty. Gdy na progu jego mieszkania staje była miłość i prosi o pomoc w wyjaśnieniu tajemniczych zgonów noworodków, Witkacy nawet nie podejrzewa, że przyjdzie mu się zmierzyć ze złem jeszcze gorszym niż to dotychczasowe, a także z przeszłością wiążącą jego losy z losami Konstancji.

Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że Aneta Jadowska jest dla mnie mistrzynią, jeśli chodzi o polską literaturę fantastyczną, a pierwszy tom Szamańskiej serii przeczytałam w takim tempie, że pod koniec książki żałowałam, że nie rozłożyłam jej sobie na -naście lub -dziesiąt dni.

Szaman od zawsze kojarzył mi się z drobnym człowieczkiem pochodzenia indiańskiego, który w stroju adamowym lub w wersji dla mniej tolerancyjnych – przepasce na biodrach – tańczy wokół ogniska, wydając z siebie dziwne dźwięki. Witkacy, jako współczesny łącznik między światem żywych i umarłych, doskonale wpisuje się w ten zawód – mimo że nie gania nago (chociaż to byłoby ciekawe) i na pewno nie przypomina niskopiennego Indianina (całe szczęście!), nie wyobrażam sobie na tym miejscu nikogo innego. Pewnie dlatego, że pod warstwą małomównego i skrywającego swoje emocje gbura kryje się mężczyzna troskliwy, poważnie podchodzący do swoich obowiązków i z niezwykłym poczuciem misji. Poza tym policjant nie może być ciepłą kluchą, a Piotr to zdecydowanie młodsza wersja porucznika Colombo.

Ważna jest również historia, która doskonale łączy ze sobą to, co rzeczywiste i nierzeczywiste. Wszystko jest jak najbardziej zrozumiałe, a czytelnik nie ma poczucia, że coś się w historii nie zgadza czy jest nie na miejscu – tu wszystko ma swoje miejsce. I chociaż w pierwszej połowie książki troszeńkę brakuje mi akcji (no cóż, apetyt rośnie w miarę czytania), to druga w zupełności wynagradza cierpliwość czytelnika (osobiście parę razy złapałam się na tym, że wstrzymywałam oddech, gdy główny bohater znalazł się w sytuacji, w której żaden normalny człowiek znaleźć by się nie chciał, ale czy Witkacy jest normalny?).

Oczywiście ze względu na przynależność do grupy #teamWitkacy muszę przyznać, że na najdrobniejszą wzmiankę o Konstancji otwierał mi się nóż w kieszeni. Pojawiła się taka po piętnastu latach, jak gdyby nigdy nic, i z tym swoim dziewczęcym „Piotrze, potrzebuję pomocy” postanowiła zburzyć to, co z takim trudem udało się stworzyć Szamanowi. Nie, nie lubię jej i pewnie już nie polubię, o!

Liczę na to, że autorce szybko nie skończą się pomysły, a Szamańska seria będzie liczyć co najmniej tyle tomów, ile liczy seria o Dorze Wilk (kiedy ja ją w końcu przeczytam?).

Przykry początek wspaniałej serii

Jestem pewna, że każdy z was, przeglądając YouTube, oglądając telewizję albo po prostu korzystając z social mediów, np. Snapchata bądź Facebooka, choć raz natrafił na jakąś reklamę. Spogląda z niej na nas trójka uroczych dzieci i dziwnie wyglądający mężczyzna mający tylko monobrew. Coś czuję, że już wiecie, o czym mówię. Mocno reklamowany, stworzony przez Netflixa serial, który ostatnio miał swoją premierę. Tak, mówię o Serii niefortunnych zdarzeń. A wiecie, że została ona stworzona na podstawie książek?

Siostra

Opis tej książki bardzo mnie zainteresował, a że jest to bestseller, to musiałam czym prędzej zabrać się do lektury. Ale czy na pewno jest to tak dobra książka, jak wszyscy mówią?

Tytuł: Siostra
Autor: Louise Jensen
Wydawnictwo: Burda Książki

Grace i Charlie były najlepszymi przyjaciółkami. Wszystko zmienia się w chwili, gdy Charlie umiera, a Grace nie potrafi pogodzić się ze śmiercią przyjaciółki. Pewnego dnia odkrywa, jak wielu rzeczy o niej nie wiedziała. Niedługo później pojawia się Anna, która podaje się za siostrę zmarłej dziewczyny. A to dopiero początek… 

Tym, co mogę powiedzieć o tej książce już na początku, jest z pewnością to, że trzyma w napięciu do samego końca. 

Grace, która musi jakoś pozbierać się po śmierci przyjaciółki, wzbudza głównie litość. Jest tak naprawdę cieniem siebie z dawnych lat. Ciągle odczuwa niepokój, a żeby zasnąć, musi brać tabletki nasenne. 

Prawdę powiedziawszy, ta bohaterka jest dla mnie kompletnie neutralna i nie poczułam się z nią w jakikolwiek sposób związana. Zazwyczaj udaje mi się nawiązać z głównymi bohaterami jakąś więź, ale tym razem tego po prostu nie było. Z pewnością należy ona do takich postaci, o których nie pamięta się zbyt długo. 

Zdecydowanie więcej mojej sympatii zyskała Charlie, która (jak można się domyślić) jest całkowitym przeciwieństwem głównej bohaterki. Jest, a raczej była, szaloną, szczerą i pełną życia młodą kobietą, która miała swoje marzenia i cele do spełnienia. 

Ale, ale… Co z tą Anną?

No cóż. Chyba nie mogę powiedzieć o niej nic więcej ponadto, że jest… dziwna, a jej niektóre zachowania są bardzo niepokojące. Od początku wydaje się taką zołzą, która coś ukrywa. I to coś naprawdę przerażającego. 

Jest to moje pierwsze spotkanie z Louise Jensen i muszę powiedzieć, że jestem mile zaskoczona. Nie spodziewałam się, że ta powieść będzie tak dobra i pochłonie mnie na długie godziny. Choć przewidziałam kilka wydarzeń, które były dość istotne dla całej fabuły, to i tak jestem zafascynowana stylem i umiejętnościami pisarskimi autorki. Od jakiegoś czasu uwielbiam czytać thrillery i choć nie mam w tym temacie zbyt dużego doświadczenia, to wiem, że jest to jedna z tych lepszych książek. Już teraz jestem pewna, że sięgnę po kolejne książki pani Jensen i to z czystą przyjemnością. 

Podsumowując, jest to ciekawa i dobra książka, która z pewnością zadowoli wszystkich miłośników lekkich thrillerów oraz poszukiwaczy lektury na długie, jesienne wieczory. Tajemnice, przerażające sytuacje, które sprawiają, że na ciele pojawiają się ciarki to coś, co uwielbiam w takich powieściach. Jestem zdecydowanie na tak. 

Istotny szczegół

Czasami wystarczy jeden szczegół, aby poznać zagadkę. Niekiedy nawet nie dostrzegamy go na drodze prowadzącej do prawdy. Kryminalna zagadka Horsta wydaje się nie do rozwiązania, ale nie ma rzeczy niemożliwych. Debiut norweskiego pisarza oparty na autentycznej historii ciekawi na tyle, że chce się poznać tajemnicę morderstwa, które na pierwszy rzut oka jest doskonałe…

Tytuł: Kluczowy świadek
Cykl: William Wisting (tom 1)
Autor: Jørn Lier Horst
Wydawnictwo: Smak Słowa

Larvik to malownicze miasto leżące w południowej Norwegii. Tutaj też swoją pracę wykonuje William Wisting, policjant zajmujący się różnymi śledztwami – od prostszych po bardziej wymagające. Kluczowy świadek to pierwszy tom cyklu o Williamie Wistingu, którego autor również związany był z policją, a dokładnie wydziałem śledczym w Vestfold. Debiutancka powieść nie jest jednak pierwszą, którą wydano w Polsce. Swoje premiery miały już bowiem te powstałe znacznie później. Nie rozumiem, dlaczego promocja książek tego autora nie wystąpiła w porządku chronologicznym. Popularność J.L. Horsta w ostatnim czasie jednak znacznie wzrosła i zdecydowano się na publikację większej liczby jego powieści. Co oczywiście jest dużym plusem, bo warto zapoznać się z jego twórczością.

Jak na dobry kryminał przystało – mamy morderstwo, które zostało bardzo skrupulatnie opisane. Poznajemy miejsce zbrodni z wieloma detalami. Brakuje jednak odpowiedzi na pytanie, dlaczego denat (70-letni mężczyzna) musiał zostać pozbawiony życia w brutalny sposób. Historia wydaje się nad wyraz ciekawa, dlatego że akcja opiera się na głośnych wydarzeniach mających miejsce w 1995 roku. Dochodzenie prowadził sam Horst, ale do dziś nie wiadomo, kto popełnił zbrodnię na Ronaldzie Rammie. Nic dziwnego, że autor pokusił się o poprowadzenie swojego minionego śledztwa innymi torami i o jego rozwikłanie. Gdy przyjrzymy się bliżej komisarzowi Wistingowi, nie odnajdziemy w nim cech osoby nadużywającej alkoholu czy leków ani wykazującej dziwne zachowania. Nie ma w nim nic szczególnego, a jednak – to policjant oddany pracy i inteligentny. Często aż za bardzo zdarza mu się poświęcać pracy, przez co nieco zaniedbuje swoją rodzinę.

Rozwiązanie zagadki policjantom zaangażowanym w śledztwo nie przyjdzie z łatwością. Po nitce do kłębka docierają do kolejnych informacji, które mogą pomóc w rozwikłaniu sprawy. Niekiedy okazuje się, że nowy trop nie jest tym, który uważali za istotny, ale wskazówka jest na wyciągnięcie ręki…

Praca policjanta to nie tylko gonitwa za przestępcami, ciągła adrenalina i duże emocje. Można się o tym przekonać dzięki tej książce. Pewne fragmenty niektórzy mogą uznać za nudne, z kolei dla pozostałych mogą okazać się ciekawe. Mimo zmiennego napięcia kryminał czyta się przyjemnie i szybko. Nie brakuje kilku pamiętnych zwrotów akcji, które mogą odmienić tok myślenia niejednego czytelnika. Trzeba jednak przyznać, że jedno kluczowe wydarzenie mające wpływ na dalszy ciąg wydarzeń spowodowało, że bystry umysł czytelnika (czyt. śledczy) jest w stanie domyślić się końcowych kwestii.

W mojej ocenie dużą zaletą jest przedsmak dla spragnionych dalszych losów komisarza Wistinga w postaci fragmentu kolejnej książki – Felicja zaginęła. Trzeba przyznać, że zapowiada się interesująco! Zachęcam do sięgnięcia po Kluczowego świadka, aby w następnej kolejności chwycić po dalsze części norweskich kryminałów z Wistingiem w roli głównej.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia