Wybory Niny

Mam nadzieję, że jesteście gotowi na dawkę humoru, miłości oraz tajemnic, bo dzisiaj mam dla was recenzję książki Anny Kekus Wybory Niny.

Wspomnienia sprzed pojawienia się ludzkości

Wszyscy znamy zasady panujące w naszym świecie. Są nam wpajane od najmłodszych lat do tego stopnia, że nawet nie zdajemy sobie sprawy, że cały czas jesteśmy im posłuszni i na każdym kroku zwracamy uwagę, czy ktoś ich przypadkiem nie łamie. A co robimy, gdy ktoś to jednak robi? Od razu staramy się doprowadzić go do porządku i dać mu jasno do zrozumienia, że więcej razy nie może się to powtórzyć. Brzmi to trochę jak antyutopia, a przecież to my sami się na to zgodziliśmy. Dlaczego? Bo dzięki temu możemy czuć się bezpiecznie, możemy zapanować nad chaosem, który w innym przypadku byłby naszą domeną, możemy wierzyć, że świat przynajmniej w małej części stara się być sprawiedliwy. Jest to godna cena. Ale czy na pewno?

Tytuł: Kłamca
Cykl: Kłamca (tom I)
Seria: Kuźnia Fantastów
Autor: Jakub Ćwiek
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Dawno, dawno temu odbyła się wielka bitwa pomiędzy aniołami boskimi i bogami nordyckimi. Archaniołowie pełni mocy zmietli z rzeczywistości świat mitologii skandynawskiej, by już nigdy nie mieszał ludziom w głowach. Chrześcijaństwo wygrało i właśnie wtedy wszystko powinno stać się dobre. Tylko nikt nie przewidział, że nasze wymarzone Niebo wygląda całkowicie inaczej niż nam się przedstawia obecnie. Aniołowie poza mocą okazują się tak samo ludzcy, co oznacza, że mają swoje pragnienia, wady, zalety i identycznie ulegają pokusom. Czasami też nie do końca grają fair. W tym momencie wkracza nie kto inny, jak sam bóg kłamstwa – Loki. Ta mityczna postać zawsze wygrywa, więc mimo tego, że nie powinna istnieć, nadal jest i to na całkiem zaskakujących warunkach. Kłamca jest człowiekiem archaniołów, człowiekiem od brudnej roboty. Co to naprawdę oznacza?

Myślę, że autora tej książki nie trzeba wam przedstawiać. Od wielu lat zyskuje popularność na polskim rynku, a jego dzieła zbierają same pozytywne opinie. Ostatnio stwierdziłam, że uważam się za taką wielką fankę fantastyki, a prawie w ogóle nie znam polskiej prozy fantasy. Przygoda z Wiedźminem okazała się jedną z najlepszych w moim życiu, więc dlaczego nie miałoby tak być z pozostałymi naszymi rodakami. W końcu nie tylko Sapkowski jest pisarzem. Tak doszłam między innymi właśnie do Jakuba Ćwieka i jego Kłamcy. Nie miałam pojęcia, czego się spodziewać, dlatego z olbrzymią fascynacją zaczęłam czytać tę książkę. Przyznam wam się na wstępie, że w ogóle mi się nie podobała – do czasu…

Sam pomysł jest po prostu tak olbrzymim plusem, że tak naprawdę chyba pozostałych aspektów książki nie trzeba wam opisywać, choć i tak to zrobię. Dotychczas nigdy nie spotkałam tak oryginalnego połączenia najróżniejszych wątków, motywów. Jest to cieniutka powieść, ale zawiera w sobie wyjątkowo dużo. Byłam tym zaskoczona. Zadawałam sobie pytanie, jak to możliwe. Żałuję tylko trochę, że pisarz jednak nie do końca wykorzystał potencjał. W końcu wyobraźcie sobie – wojna między religiami, mitologiami, odwrócone postrzeganie chrześcijaństwa i przede wszystkim aniołów. Wielkie pole do popisu i tyle możliwości.

Jakub Ćwiek pisze w sposób wyjątkowo lekki i przyjemny, co pozwala przeczytać książkę bardzo szybko i wynieść z tego wiele satysfakcji – czasami miałam wrażenie, że to wszystko to jedna olbrzymia ironia, dlatego trzeba było się skupiać na tym, co się czyta. Uwielbiam właśnie takie powieści. W dodatku język, jakim operuje pisarz, jest bardzo charakterystyczny, dzięki czemu z przyjemnością będę zapoznawać się z kolejnymi jego dziełami i mam nadzieję, że będę się czuła wtedy tak, jakbym wracała do domu.

Kłamca ma chyba tylko jedną wyraźną wadę, a jest nią totalny chaos. Wspomniałam wcześniej, że książka na początku w ogóle mi się nie podobała i to wynika właśnie z tego. Nie mogłam zrozumieć, o co chodzi, co się dzieje. A akurat na mitach dość dobrze się znam, więc nie wyobrażam sobie, jakby mogła połapać się w tym wszystkim osoba, która raczej nie posiada wiedzy na ten temat. Wydarzenia działy się w zastraszającym tempie, imiona przeplatały się z najróżniejszymi mitologiami. Naprawdę to dość skomplikowane. Jednakże ostatecznie historia składa się w jedną spójną całość i ukazuje sprawy, na których zazwyczaj się nie skupiamy.

I jedno trzeba przyznać całej opowieści – jest niezwykle zabawna. Wielokrotnie śmiałam się, czytając niektóre fragmenty, a jeszcze częściej uśmiechałam, patrząc, co tym razem Loki kombinuje wraz z archaniołami. A potrafili czasem całkiem nieźle zaskoczyć. W dodatku jest to humor czarny, który wprost ubóstwiam, więc to dla mnie była przednia rozrywka. Aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że nie każdemu może przypaść do gustu.

Uniwersum jest dla mnie pełnowymiarowe, choć ma tę wadę, że nie do końca jest teraz przedstawione, ale tak naprawdę nie uznaję tego za wadę, gdyż mam przeczucie, że w kolejnych tomach pozostałe wymiary całego tego świata są lepiej ukazane i razem tworzą spójną całość. W dodatku cały czas będę się zachwycać tymi nietypowymi i dość odważnymi połączeniami.

I dochodzimy do bohaterów, którzy są wprost niesamowicie wykreowani. Są to postacie o niepowtarzalnych charakterach i w pewnym sensie karykaturalnych. Ćwiek powołał do życia osoby, które są z krwi i kości, mimo że zarazem są legendami dla większości z nas. Loki mnie zaskoczył, ponieważ spodziewałam się całkowicie innej postaci. Nie zwróciłam uwagi, gdy brałam książkę do ręki, kto jest tytułowym Kłamcą i właśnie przez to byłam zaskoczona. Jednak nie jest to negatywne odczucie. Teraz go uwielbiam i nie wyobrażam sobie, że kto inny mógłby się odnaleźć w tej roli. Polubiłam też trochę Gabriela, który również jest specyficzny i czasami szokowało mnie jego zachowanie. Wiedział zawsze, jak się zachować w odpowiednim momencie, ale umiał też się bawić. Natomiast Rafael jest kimś, kto wprost mnie urzekł. Prawie się nie pojawia w tym tomie, ale te krótkie epizody są tak tajemnicze, że dla mnie nie ma wątpliwości, że to wielka zapowiedź bliższej znajomości z tym archaniołem.

Tematyka wbrew pozorom jest wyjątkowo poważna i warto spojrzeć na całą historię jak na jedną wielką metaforę mówiącą o naszym świecie. Uderza to w różne religie, więc gorliwym chrześcijanom odradzam tę książkę, gdyż mogliby poczuć się urażeni, delikatnie mówiąc. To właśnie ta najlepiej znana nam religia jest wyciągnięta na pożarcie rekina. Ale mam odczucia, że tu nie chodzi o to, kto w co wierzy albo nie wierzy, tylko o to, jak nasze zachowania wpływają na losy innych i całego naszego świata. Kłamca to również historia o skomplikowanych losach przyjaźni i miłości. Pewnie już sami poczuliście na własnej skórze, że w końcu świat nie jest tylko czarno-biały.

Powieść Jakuba Ćwieka mimo mojej początkowej niechęci okazała się naprawdę wspaniałym początkiem mojej przygody z polską fantastyką. Jest kontrowersyjna i rozbudowana, a przy tym pełna delikatności. Polecam ją wszystkim fanom tego gatunku i innym czytelnikom również.

Trochę pikanterii

Gdy życie dokopie, można udawać, że nic się nie stało, że wszystko jest tak samo, że tak naprawdę wcale nie legło w gruzach. Możemy to sobie wmawiać i zarazem wierzyć, że tak jest. Jednak możemy też rezygnować z wielu rzeczy, by uniknąć kolejnej tragedii. Nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie i sprawi, że nasze życie stanie się piekłem. To przerażająca wizja, której nikomu nigdy nie życzę. Jednak pojawia się pytanie – jak sobie poradzić w takiej sytuacji? Czy to w ogóle możliwe?

Tytuł: Dominic
Cykl: Bracia Slater (tom I)
Autor: L.A. Casey 
Wydawnictwo: Kobiece

Bronagh jako dziecko straciła oboje rodziców, została jej tylko siostra. Dla niej to traumatyczna sytuacja. Mimo że prawie nie pamięta swojej mamy i taty, i tak za nimi tęskni. Ich śmierć nauczyła ją, żeby nie przywiązywać się do nikogo, a najlepiej, żeby ignorować ludzi. Dlatego właśnie Bronagh poza swoją siostrą nie chce dopuścić do siebie nikogo. W szkole jest dziwadłem i często inni uczniowie znęcają się nad nią psychicznie. Sytuacja tylko się pogarsza, gdy w klasie pojawiają się bliźniacy – Damien i… Dominic. Czy można oceniać ludzi po pierwszy wrażeniu? Czy zaborczość może się równać miłość?

Dominic zyskał w ostatnim czasie olbrzymią popularność. Słyszałam na jego temat niezliczoną liczbę najróżniejszych opinii. Zwykle nie przepadam za takimi książkami, ale ta mnogość recenzji mnie zaciekawiła. Chciałam sama dowiedzieć się, na czym polega fenomen tej powieści. Literatura erotyczna to często książki (dla kobiet), które są mocne i bardzo niegrzeczne, że tak się wyrażę. Niektórych to pociąga i pozwala wyzwolić się z monotonnego świata. Ja wobec erotyków mam ambiwalentne odczucia. Spotkałam się z takimi, które wywołały w stu procentach negatywne emocje, ale czytałam i takie, które okazały się pasjonujące, pełne akcji i prawdziwej miłości. Do jakiej kategorii należał pierwszy tom Braci Slater?

Zacznijmy od tego, że pomysł nie jest bardzo oryginalny. Raczej nie zaskoczył mnie od pierwszych stron, ale nie odbieram tego jako wady, ponieważ tego właśnie oczekiwałam, a nawet się spodziewałam. Jest to typowa romantyczno-erotyczna opowieść, która ma nam dostarczyć rozrywki i wielu emocji. Pod tym względem sprawdza się idealnie. Mimo konwencjonalności ma powiew świeżości w postaci pięciu wysportowanych mężczyzn, w dodatku braci. Kto by się spodziewał, że autorka nie ograniczy się tylko do bliźniaków? Ja na pewno nie, dlatego jestem ciekawa pozostałych tomów. Chciałabym lepiej poznać całe rodzeństwo.

Styl jest lekki i przyjemny, dzięki czemu książkę czyta się w zaskakująco szybkim tempie. Jeśli czytacie moje recenzje, to dobrze wiecie, że najczęściej na to narzekam. Ale w Dominicu konieczny był właśnie taki styl i doceniam, że pisarka nie kombinowała z bardzo skomplikowanym językiem. Ostatnio czytałam wiele ambitnych lektur i byłam już nimi zmęczona. Dlatego właśnie doceniam całokształt tej powieści. Właśnie czegoś takiego potrzebowałam, choć przyznaję, że miejscami jest dla mnie zbyt wulgarnie. Te wszystkie wulgaryzmy miały dodać pikanterii i właśnie to zrobiły, ale czasami było ich wręcz za dużo i psuły pojedyncze sceny, które idealnie wkomponowałyby się w całość.

Fabuła jest dla mnie ciężkim tematem, ponieważ mam problem z ubraniem w słowa swoich odczuć. To jest prawie pięćset stron o niczym, co zapewne większość z was mogłoby irytować. Nie dziwię się, jednakże wiem, że na tych stronach jest też opowiedziana historia wielu ludzi ukryta między wersami, dlatego mimo prostoty należy się skupić i przejrzeć wszystkie możliwości. Mimo to momentami książka była całkowicie niepotrzebnie przedłużana i w ogóle nie mogłam zrozumieć dlaczego. Bardzo się wciągnęłam i podobała mi się ta nutka pikanterii zawarta w całej opowieści. Choć może lepiej zabrzmi olbrzymia nuta… Zmusza do oderwania się od codzienności i pozwala na rozrywkę i brak jakiejkolwiek kontroli. Każdy potrzebuje czegoś takiego. Tym bardziej że momentami fabuła naprawdę mnie zaskakiwała.

Chyba największym minusem całej książki jest główna bohaterka – Bronagh. Autorka chciała z niej zrobić ofiarę losu, ale przy tym pewną siebie i taką, która nie pozwala sobą pomiatać. Wszystko pięknie, ale w efekcie dziewczyna nie miała żadnego charakteru. Jej temperament nie nadawał żadnych charakterystycznych cech osobowościowych, więc ostatecznie Bronagh okazała się zwykłą książkową postacią, która momentami wręcz do siebie zniechęcała. Na szczęście nadrabiał Dominic. Nie będę go wychwalać pod niebiosa, jak robi to większość osób, bo momentami byłam sfrustrowana przez jego zachowanie. Okazał się zaborczy i zbyt chamski. Niech każdy mówi, co chce, ale mnie taka mniemana miłość nie przekonuje. Jednak jego temperament ubarwiał całą książkę. On miał po prostu cechy ludzkie i dzięki temu darzyłam go sympatią. Ale jego brat… To jest już całkiem inna historia. Damien miał bardzo rozbudowaną psychikę, co dało się odczuć za każdym razem, gdy tylko się pojawiał. Takich właśnie postaci potrzebuje ta seria. I patrząc na pozostałych braci, widać że cykl Bracia Slater ma na to olbrzymie zadatki.

Dominic nie jest wyjątkowo ambitną i wybitną książką. Przypuszczam, że wiele osób bardzo ją krytykuje i w tym momencie dziwi się, że mogłam tak pozytywnie ją ocenić. Jak to się stało? Ta powieść nie jest po prostu dla wszystkich. Jest mocna, wulgarna i pikantna. Nie każdy poradzi sobie z takim połączeniem. Jednak dla tych, którzy potrzebują rozrywki i nie boją się sięgać po tak kontrowersyjne pozycje, jest to idealny wybór, który na pewno przypadnie im do gustu.

Historia trofeów…?

Już niedługo swoją premierę będzie obchodziła najnowsza powieść Colleen Hoover wydana w Polsce, a mianowicie: Without Merit. Po raz pierwszy dane mi jest recenzować ją przedpremierowo, co wywołuje we mnie naprawdę ogromną radość. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że choć nie mam już 18 lat, uwielbiam powieści Hoover i czytam je wręcz nałogowo. Dlatego i tym razem nie mogło być inaczej. Poznajcie Merit i… Without Merit

Maj 2018 r. w wydawnictwie Feeria

Maj 2018 r. w wydawnictwie Feeria upłynął pod znakiem dwóch powieści młodzieżowych: Miłości i innych zadań na dziś znanej czytelni(cz)kom Feerii Young Kasie West i Broken Silence, drugiego tomu cyklu Silence.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia