Słowem…

źródło
Niedawno
na stronie Redakcji ukazała się informacja o konkursie, w którym nagrodą było
właśnie Słowo o słowie. Każdy z uczestników odpowiedział na pytanie,
czym jest dla niego słowo. W tej recenzji i ja postaram się poruszyć tę
kwestię, choć konkurs zakończył się już dawno. Trzymam w ręce egzemplarz
recenzencki i swobodnie mogę posługiwać się wszystkim tym, co w nim zawarte. 

Jerzy Bralczyk
należy do grona najbardziej znanych językoznawców (piszą do niego nie tylko
Polacy, ale również obcokrajowcy uczący się języka polskiego na własną rękę).
Oprócz wykładania na Uniwersytecie Warszawskim i w Szkole Wyższej Psychologii
Społecznej zajmuje się również redagowaniem porad językowych – m.in. w
internetowej Poradni Językowej PWN – oraz prac naukowych z zakresu semantyki, pragmatyki,
języka reklamy i propagandy politycznej. W książce znajdziemy sporo wywodów
dotyczących właśnie tych dziedzin. Moim zdaniem profesor Bralczyk wykonał swoją
pracę niezwykle skrupulatnie, a samo Słowo o słowie to publikacja
staranna i pomocna (mimo że nie jest książką obszerną zawiera wiele przydatnych
porad, w których rozwiązano problem dogłębnie). 
Słowo o
słowie
powstało na podstawie
audycji radiowej prowadzonej przez Profesora w wielu rozgłośniach radiowych. W
finalnej części publikacji można znaleźć listę rozgłośni radiowych, które
nadawały ów program. 
Poradnik został
podzielony na siedem autonomicznych części, w których profesor Bralczyk porusza
podstawowe problemy językowe i rozwiewa wątpliwości związane z popełnianiem
błędów. Materiał spisany w tej książce uporządkowany został tak, aby
czytelnik z łatwością odnalazł ten temat, który go interesuje, a po części
tematycznej umieszczono spis haseł, które omówione zostały na poszczególnych
stronach publikacji. 
Co nieco o
języku i stylu, który niesamowicie przypadł mi do gustu swoją prostotą i
zwięzłością. Profesor Bralczyk posługuje się własnym, charakterystycznym
stylem; jego odpowiedzi mają charakter dowcipny, dzięki czemu czytelnikowi
wydaje się, że nie zwraca się do niego profesor (ten tytuł kojarzy nam się z
osobą poważną, posługującą się językiem, którego nikt z nas nie rozumie), ale
zwyczajny człowiek, który zgłębił tajniki polszczyzny i pragnie podzielić się
własną wiedzą z innymi. Czytając porady, można odnieść wrażenie, że Profesor
bawi się słowem, traktuje język z lekkością – i to urzeka najbardziej, a co za
tym idzie – sprawia, że czytelnik coraz bardziej zagłębia się w temat poradnika
i nie może odłożyć go, zanim nie przewróci jego ostatniej strony. 
Początkowo
miałam wrażenie, że nie rozumiem, o czym pisze autor w konkretnych
odpowiedziach, jednak po dłuższym zastanowieniu dotarłam do sedna sprawy. Język
poradnika nie jest trudny. Po prostu niektórych kwestii nie można w żaden
sposób wyjaśnić prościej. Toteż niekiedy należy czytać dwa razy tę samą poradę,
by po drugim czytaniu zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi.
Czytałam już
wiele publikacji językoznawców. Oczywiście miały one w sobie to coś, co
mnie do nich przyciągało, jednak ta zajmuje czołowe miejsce w mojej biblioteczce,
odkąd wzięłam ją do ręki… I odpowiadając na pytanie konkursowe (czym jest dla
mnie słowo), wyrażę się krótko, ale treściwie. Słowo jest dla mnie tym, czym
powietrze do życia. Bez słowa nie podejmiemy rozmowy, nie uzewnętrznimy
własnych uczuć, wreszcie: bez słowa nie jesteśmy w stanie żyć, bo co to za
życie, w którym pozostajesz w kontakcie jedynie z samym sobą? 
Uważam, że jest
to publikacja obowiązkowa dla osób, które interesują się językiem polskim,
pragną odkrywać jego sekrety i dowiadywać się coraz więcej, by udoskonalać
własną polszczyznę. Polecam gorąco! 
A tych, którzy
już wcześniej zapoznali się z tym poradnikiem, proszę o słowo na jego
temat w komentarzu 🙂

Podróż tam i z powrotem

źródło
Lubię bajki i kocham fantastykę. Hobbit, na moją uciechę, to połączenie tych gatunków. Więc czy mogłabym sobie wymarzyć lepszą lekturę na wakacyjny okres? Wątpię. Dlatego zapraszam was do bajkowego świata, w którym bohaterowie stoczą straszliwą walkę ze smokiem. Zagłębcie się w niesamowitą historię Bilba – ja pochłonęłam ją jednym tchem. 

Bilbo Baggins jest porządnym hobbitem, spokojnie żyje w swojej norce, a za przyjaciela ma w pełnej krasie czarodzieja Gandalfa. Takie przyjaźnie różnie się kończą, bo jak każdy wie, przyjaciele mają zazwyczaj na siebie ogromny wpływ. Dlatego pewnego razu pan Baggins, mimo swej wielkiej niechęci, wyruszył na wyprawę swego życia, a polegała ona na zabiciu potężnego smoka Smauga i przejęciu jego bogactw. Niewielki hobbit wybrał się z trzynastoma krasnoludami w wędrówkę, można by powiedzieć: niemającą szans na powodzenie. A jednak wykazał się on wielką odwagą oraz mądrością, bez której podróż nie miałaby prawa się dobrze skończyć.

W przypadku twórczości Tolkiena najpierw miałam przyjemność zaznajomić się z Władcą pierścieni, potem zetknęłam się z Silmarillion, a na Hobbita przyszła pora dopiero teraz. Na początku byłam niesamowicie zdumiona, gdyż książka jest napisana zupełnie inaczej niż poprzednie, które czytałam. Tamte były dużo trudniejsze, w niektórych opisach sama się gubiłam, wiele rzeczy musiałam wnikliwie analizować, a większość szczegółów i tak mi umykało, o czym dopiero dowiadywałam się, czytając wypowiedzi osób na przeróżnych forach. Tym razem, o dziwo, spotkałam się z bardzo prostą historią. Teraz już nie będę łapała się za głowę, gdy ktoś będzie wspominał o tym, że Hobbit jest lekturą dla dzieci w pierwszej gimnazjum. Niestety przyznam, że brakowało mi obszernych opisów plemion i przyrody. Jednak z drugiej strony podobała mi się prostota tej książki w dobrym tego słowa znaczeniu – należy zauważyć, że mimo wszystko żaden szczegół nie został tu zaniedbany, Tolkien jest perfekcjonistą w każdym calu. 
Żałuję jednej rzeczy, mianowicie, że wcześniej zapoznałam się z ekranizacją tej lektury. Przyznam, że przez to przygody traciły zaskakujące momenty (film w porównaniu z książką jest wręcz identyczny) – a ja nie lubię wiedzieć, co wydarzy się dalej. Całe szczęście, że chociaż końcówka pozostała dla mnie zaskoczeniem; teraz będę mogła odwiedzić kino bez wyrzutów sumienia. 

Hobbit, czyli tam i z powrotem to wspaniała książka, której nigdy nie zapomnę, która znajdzie honorowe miejsce na mojej półce i którą najpewniej w nieskończoność opowiadać będę swoim dzieciom. Tolkien jak zwykle zawarł w niej wiele wartości, takich jak przyjaźń, odwaga, honor, oraz na milion różnych sposobów pokazał, jak być dobrym człowiekiem i jak walczyć z wewnętrznymi słabościami. Nie dziwię się, że książka została dołączona do kanonu lektur szkolnych, gdyż niesie głębokie przesłanie. Modlę się tylko, żeby nigdy, przenigdy nie została przez to znienawidzona. A teraz hej, ho! Ruszcie na wyprawę z hobbitem!




Grzeczność wszystkim należy, lecz każdemu inna…

źródło
Pan czy pan, Ona czy ona, Mąż czy mąż? Kiedy należy powiedzieć do widzenia, a kiedy do zobaczenia, oraz wiele innych kwestii tłumaczy poradnik językowego savoir-vivre’u wydany przez Wydawnictwo Naukowe PWN.
Mówimy uprzejmie to publikacja, która powinna znaleźć się w każdym domu, gdyż niekiedy może okazać się niezwykle przydatna.

Zapewne każdy z nas wie, czym jest savoir vivre. Staramy się spełniać zasady grzecznego zachowania się przy stole czy w towarzystwie, a jak sprawa wygląda w przypadku grzeczności językowej?

W dobie technologii trudno stwierdzić, jak należy mówić uprzejmie, gdyż język polski został znacznie zdominowany przez zapożyczenia. Ponadto coraz rzadziej mówimy dziękuję, zastępując je zdecydowanie zgrabniejszym dzięki, a Kazimierza Wielkiego najchętniej nazwalibyśmy KW, gdyż nie chce nam się używać pełnej wersji. Grzeczność obowiązuje nas niemal wszędzie – nie tylko w urzędzie, ale w sklepie, w szkole, na ulicy, a nawet w autobusie. Nietrudno dostrzec, że coraz częściej stosujemy formy nieuprzejme, gdyż nie wiemy, jak mówić poprawnie i uprzejmie. Naprzeciw wychodzi nam książka Mówimy uprzejmie, który w bardzo prosty sposób wyjaśnia, jak wypowiadać się w różnych sytuacjach i miejscach. 

Publikacja Mówimy uprzejmie, choć należy do serii poradników językowych PWN, wyróżnia się spośród nich. Porusza kwestie, które pozornie wydają się proste, a bynajmniej takie nie są. Małgorzata Marcjanik, autorka wielu książek o grzeczności językowej, postanowiła zebrać wszelkie wątpliwości językowe w jednej publikacji i w ten sposób je wyjaśnić, tak aby nie były nam obce.

Mówimy uprzejmie nie jest poradnikiem łatwym, należy się bardzo skupić, by zrozumieć kwestie poruszane przez autorkę, co nie oznacza, że nie mogą z niego korzystać wszyscy. Wystarczy poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z tekstem, wówczas czytanie go okaże się przyjemnością, nie drogą przez mękę.

Autorka nie podaje jedynie zwrotów grzecznościowych, ale tłumaczy je w sposób przystępny każdemu użytkownikowi języka polskiego. Czytając poradnik, poznamy zasady grzeczności językowej oraz zapoznamy się z konkretnymi przykładami uprzejmego zachowania się. Małgorzata Marcjanik, tworząc kompendium wiedzy dotyczące poprawnego i grzecznego wypowiadania się, zdawała sobie sprawę, że niemal każdy Polak ma problem z określeniem, który zwrot jest odpowiedni, oraz zastosowaniem tych, które niekiedy są dla niego niejasne.

Poradnik ten został podzielony na cztery działy: najobszerniejszy – Podstawy grzeczności językowej – oraz pozostałe, nieco mniej – Formy adresatywne, Łamanie norm grzeczności w wypowiedziach publicznych i medialnych. Ostatni dział został poświęcony poradom językowym zaczerpniętym z internetowej Poradni Językowej PWN, jak każda książka z tej serii. Językoznawcy wyjaśniają, w jaki sposób należy zwracać się do osób hierarchicznie wyższych od nas, jak rozpoczynać i kończyć listy i maile, i wiele innych kwestii, które nie należą do najłatwiejszych.

Jak można dostrzec, jeden z działów został poświęcony grzeczności językowej w mediach, a właściwie łamaniu jej norm. Nie dziwi nas to, że dziennikarze coraz częściej wyrażają się niepoprawnie i niegrzecznie, choć nie są tego świadomi. Świadczy to z jednej strony o niezbyt dobrym przygotowaniu do wykonywania tego zawodu, a z drugiej – o nieznajomości podstawowych zasad wypowiadania się. Wielu językoznawców skrupulatnie przygląda się temu zjawiskowi i komentuje je, lecz to nie sprawia, że sytuacja się polepsza. Wręcz przeciwnie – mamy wrażenie, że język polski jest kaleczony przez osoby, dla których powinien on być skarbem; w końcu kto, jak nie dziennikarz, którego zadaniem jest takie dobieranie słów, by ułatwiały one komunikację, powinien posługiwać się ojczystym językiem z honorem? Autorka, za pomocą Poradnika, wskazuje korelację między poprawnością a grzecznością językową i tłumaczy, jak ważna jest rozwaga w stosowaniu niektórych zwrotów w komunikacji międzyludzkiej, by wyrazić się jasno i nie urazić przy tym odbiorcy.

Poradnik polecam każdemu, komu zależy na poprawnym i uprzejmym mówieniu w języku polskim, ale przede wszystkim osobom przygotowującym się do wykonywania zawodu dziennikarza. Może on posłużyć jako podsumowanie wiedzy dotyczącej języka.

Mówmy uprzejmie, jeśli chcemy, by inni również zwracali się do nas w uprzejmie. To niezwykle istotne w dzisiejszych czasach, w których język został zdominowany przez zapożyczenia.

Życie to wędrówka w nieznane cz. V

źródło
Lepiej podróżować z nadzieją niż przybyć do celu.

Robert Louis Stevenson

Dzisiaj ostatni artykuł, w którym obowiązuje motyw podróży. W obliczu tego wszystkiego, co obserwujemy za oknem, tego, co nas spotyka i co musimy przeżywać każdego kolejnego dnia, niewiele jest chyba słów, jakie mogłabym jeszcze napisać. Wędrówka ma to do siebie, że dla każdego z nas oznacza zupełnie coś innego. Ile istot na świecie, tyle o niej wyobrażeń. Stąd tak wiele różnorodnych obrazów, jakie zostały przedstawione w poezji. Z niektórymi udało nam się już zapoznać, kolejne będziemy mieli przyjemność przeczytać dziś. Należy jednak pamiętać, że kilka utworów – choć bardzo znaczących – jest tylko kroplą w ogromnym morzu poezji.

Pozwolę sobie dzisiaj przytoczyć znane wielu osobom wiersze, rzec można nawet, że klasyczne. Przykre bywa, że tak ciekawe dzieła przestają poruszać emocje, ponieważ wielu kojarzą się tylko z egzaminami gimnazjalnymi lub maturalnymi. Jeśli jednak poświęcimy im chwilę, pozwolimy sobie na wyciszenie i przeczytamy je z otwartym umysłem, bez komisyjnych ograniczeń, to na pewno nie pozostaniemy wobec nich obojętni.





Artur RimbaudStatek pijany

Nurtem rzek obojętnych płynąc w ujścia stronę,
Nie czułem już nad sobą władzy holowników:
Do pstrych słupów przybiły ich Skóry Czerwone
I obnażonych wzięły na cel wśród okrzyków.


Nie dbałem o załogę, ładunek i trasy,
Ja – tragarz zbóż flamandzkich, angielskiej tkaniny.

źródło

Gdy się z holownikami skończyły hałasy,
Kazałem rzekom nieść się nad morskie głębiny.


Do wściekłego chlupotu przypływów, odpływów,
Ostatniej zimy, głuchszy od mózgów dziecięcych,
Biegłem! Z odcumowanych przybrzeżnych masywów
Żaden nie widział większych triumfów fal tysięcy.


W błogosławieństwie burz na morzu się ocknąłem
Dziesięć nocy jak korek tańczyłem na fali
Którą zowią odwiecznym ludzkich ofiar kołem,
I nie dbałem, czy głupia latarnia się pali!


Słodsza niż miazga cierpkich jabłek dla dzieci,
Zielona woda weszła w jodłową łupinę,
Niebieskie plamy wina, wymioty i sieci
Zmyła, ster i kotwicę unosząc w głębinę.


Odtąd mnie obmywały Morza poematy,
Nasyconego w gwiazdy, mlecznie spienionego,
Pożerałem lazury, gdzie szczątki fregaty
Wabią czasem topielca rozmyślającego.


Gdzie nagle barwią szafir zwidów mętne wiry
I rytmy wolno pełzną pod słońca promienie,
Mocniejsze niż alkohol i większe nad liry,
Fermentują gorzkie miłości czerwienie!

źródło

Znam niebo rozdzierane ostrzem błyskawicy,
Wiry powietrzne, prądów nurt, fale kipieli
Świt nad tym wzlatujący lotem gołębicy,
Widziałem to, co ludzie widzieć pragnęli!


Widziałem słońce nisko, w plamach zgróz mistycznych,
Oświetlające fioletu długimi skrzepami,
Podobne do aktorów w sztukach praantycznych,
Fale kryjące drżenia swe za zasłonami!


Marzyłem noc zieloną, wokół śniegów lśnienie,
Na oczy mórz wschodzące pocałunki rzewne,
Soków niesamowite, miarowe krążenie,
Żółtosinych fosforów przebudzenia śpiewne!


Miesiącami śledziłem podobną do krowy
Nerwowej, martwą falę bijącą o skały,
Nie marząc, że stóp Marii poblask księżycowy
Może łeb Oceanom zetrzeć zadyszałym!


Potrącałem, czy wiecie?- Florydy nietknięte,
Gdzie mieszają się kwiaty z lampartów oczami
Na ludzkiej skórze. Tęcze kierują napięte,
Pod horyzontem morza, modrymi trzodami!


Widziałem wielkie bagna, sieci w wód zastoju,
Gdzie cielsko Lewiatana pośród trzcin osiadło,
Zapadanie się wody w momentach spokoju,
Odległość od otchłani w katarakty padłą!


Lodowce, srebrne słońca, blask fali perłowej,
Ohydne wraki na dnie brunatnej zatoki,
Gdzie żarte przez robactwo węże kolorowe
Spadają z drzew ugiętych od czarnej posoki.


Chciałbym dzieciom pokazać kiedyś te dorady
Fal modrych, ryby złote, ryby śpiewające.
Kwietna piana huśtała mego dryfu ślady,
Uskrzydlały mnie czasem wiatry sprzyjające.

źródło



Gdy zmęczyłem się stref i biegunów zmianami,
Me kołysanie morze koiło płaczące,
Kwiaty cienia mi niosło z żółtymi ssawkami
I przyjmowałem je jak kobiety klęczące…


Jak wyspa na swych brzegach gościłem odchody
I kłótnie ptaków gwarnych o jasnych źrenicach
I żeglowałem, gdy przez me więzy do wody
Na odpoczynek nowa zeszła topielica…


Otóż ja, wepchnięty pod zatok szczecinę,
Miotany przez huragan w etery bez ptaków,
Ja, w którego pijaną od wody łupinę
Nie wejdzie Monitora moc i Hanzy haków;


Wolny, dymiący, strojny w opary fioletów,
Ja, co przebiłem nieba czerwonego mury,
Które kryje słodycze dla dobrych poetów,
Niesie światła liszaje i w skrzepach lazury,


Ja, co w skrach elektrycznych biegłem oszalały,
Koników morskich czarne prowadząc zastępy,
Kiedy lipce ciosami swych kijów strącały
Ultramaryny niebios w ogniste rozstępy;


Ja, co drżałem słyszawszy o sto mil odległy
Ryk Behemotów w rui i wielkich Maelstromów,
Niebieskiego bezruchu przędziwa tkacz biegły,
Ja tęsknię dziś do starych europejskich domów!


Archipelagi gwiezdne widziałem i kraje,
Których nieba są zawsze otwarte dla gości:
– Czy w bezdennych śpią nocach twe wygnane zgraje
Milionie złotych ptaków, o siło przyszłości?


Lecz za dużo płakałem, smutne są jutrzenki,
Okrutny każdy księżyc, w gorzkim słońcu płonę:
Cierpka miłość mi tchnęła bierności udręki.
O, niechaj kil mój pęknie! Niech w morzu zatonę!


Jeśli chcę jakiej wody w Europie, to chłodnej
Czarnej kałuży leśnej, gdzie pełne prostoty
I smutku dziecko schyla się nocy pogodnej
I puszcza łódkę kruchą jak majowy motyl.


Skąpany w waszej tęsknocie nie mogę, o fale,
Doścignąć już tragarzy bawełnianych plonów,
Ani kroczyć w płomieniach, w chorągwianej chwale,
Ani płynąć pod strasznym spojrzeniem pontonów.

tł. Maciej Chrapkiewicz

Leopold Staff Odys
źródło

Niech cię nie niepokoją
Cierpienia twe i błędy.
Wszędy są drogi proste
Lecz i manowce wszędy.

O to chodzi jedynie,
By naprzód wciąż iść śmiało,
Bo zawsze się dochodzi
Gdzie indziej, niż się chciało.

Zostanie kamień z napisem:
Tu leży taki i taki.
Każdy z nas jest Odysem,
Co wraca do swej Itaki.
Mogłabym podsumować nasze miesięczne spotkanie z motywem poezji w wylewny i melancholijny sposób. Nie stanowi dla mnie problemu rozczulanie się i zadawanie egzystencjalnych pytań. Postanowiłam jednak, że skoro już rozpoczęłam dzisiejszy artykuł od cytatu, to mogę również pozwolić sobie na takie samo podsumowanie całości.
Choćbyśmy cały świat prze­mie­rzy­li w poszu­kiwa­niu Piękna, nie znaj­dziemy go nig­dzie, jeśli nie nosimy go w so­bie.

Ralph Waldo Emerson

Dlatego czytajmy poezję! Ona uwrażliwi nawet najbardziej zgorzkniałą duszę.

Jak napisać idealną powieść

źródło

Oczywiście nikt dokładnie nie może określić, co taka idealna powieść musi w sobie zawierać. Wszystko zależy od pomysłu, głównej idei autora oraz najważniejszego – gustu samego czytelnika. Istnieją jednak pewne szczegóły, na które warto zwrócić uwagę, by udoskonalić swój tekst i zyskać zainteresowanie czytającego. A przecież o to właśnie chodzi pisarzowi.


Najważniejszą i nieodłączną częścią każdej powieści jest oczywiście główny bohater. Postać połączona z powieścią trwałą symbiozą – jedno nie może istnieć bez drugiego. Dlatego na samym wstępie należy dokładnie poznać swojego bohatera, zgłębić jego przeszłość, charakter i sposób myślenia. To bohater będzie napędzał akcję i budował napięcie. Wcale nie należy ułatwiać mu zadania, a wręcz przeciwnie: rzucać mu kłody pod nogi i zmuszać do walki lub pogodzenia się z sytuacją. Wszystko będzie miało wpływ na końcowy efekt. Ale o tym trochę później…
Jeżeli dopracujemy głównego bohatera, trzeba dokładnie wiedzieć, co może się wydarzyć w naszej książce, a co niekoniecznie. By nie popełnić jakiegoś błędu, autor musi dobrze zapoznać się z otoczeniem i światem przedstawionym – w szczególności gdy odwzorowujemy otaczający nas świat. Diabeł tkwi w szczegółach. Jeżeli napiszemy, że bohaterka wróciła po długiej podróży i miała na sobie ciepły kożuch, to nie możemy pisać w kolejnej scenie, że beztrosko zbierała jabłka w sadzie. Z pewnością wyda się to bardzo nienaturalne, co może zniechęcić czytelnika. Przyjechała z daleka, opatulona w kożuch? Pewnie jest zmęczona po podróży, chętnie napije się gorącej herbaty i odpocznie w ulubionym fotelu, patrząc na pierwsze płatki śniegu. Nie spodziewa się jednak, że w mieszkaniu czekają na nią dwaj mafiosi jakuzy, którzy posądzają ją o kradzież cennego przedmiotu. Akcja nabiera tempa, bohaterce udaje się uciec, i tak zaczyna się prawdziwa walka o przetrwanie. No dobra. Z jakuzą może trochę przesadziłam, ale czytelnik z pewnością nie spodziewa się takiego obrotu sprawy. Chyba że wcześniej damy mu jakąś wskazówkę.
To kolejny bardzo ważny szczegół tworzący idealną strukturę powieści. I wiem, że każdy pisarz chciałby zaskakiwać czytelnika na każdym kroku nieprzewidywalnymi zwrotami akcji, ale bohater też potrzebuje chwili wytchnienia – o ile nie jest herosem. Trzeba traktować go jak człowieka. Nie należy się martwić tym, że czytelnik odłoży książkę i pójdzie spać, nawet nie wiedząc, że za kilka stron wydarzy się coś naprawdę ważnego. Musimy tylko obiecać mu to trochę wcześniej. Delikatnie zasugerować czytającemu, co będzie dalej, a z pewnością nie oderwie się od książki, dopóki nie zgłębi jej sekretów. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest to, by wywiązywać się z danych obietnic. Inaczej czytelnik będzie rozczarowany i może więcej nie sięgnąć po książkę. A to już poważny problem.
Bardzo ważną częścią każdej powieści jest zawsze występujący kryzys głównego bohatera. Katastrofa, na którą nie ma żadnego wpływu, nie można jej powstrzymać, a tym bardziej zapobiec wcześniej. Ona zwyczajnie musi nastąpić i diametralnie zmienić życie bohatera. Pierwszy kryzys zawsze określa dalszą drogę naszej postaci, ponieważ traci ona coś, do czego przywykła. To właśnie kryzys popycha ją do działania, a działanie buduje napięcie. Każda kolejna szpila wbijana w bohatera nie będzie miała już takiego wpływu jak ta pierwsza, ale będzie nakręcać akcję. Należy jednak pamiętać, że kryzysu nie można przewidzieć, więc nie próbuj obiecywać go czytelnikowi. Niech przyjdzie on niespodziewanie i zasieje zamęt nie tylko w życiu bohatera, ale również w umyśle czytelnika.
Istnieją dwa rodzaje konfliktów – wewnętrzny i zewnętrzny. Dobrze, jeżeli nasz bohater nie tylko walczy z całym światem i próbuje pokonać wszelkie przeciwności losu, ale również toczy bitwę z samym sobą. Oba konflikty łączą się, czasem wynikają z siebie, ale muszą doprowadzać bohatera do desperacji, a czytelnika do coraz większego zaangażowania. Droga bohatera do całkowitego zwycięstwa nie może być usłana różami, a nawet jeśli… niech róże mają duże kolce. Ciągłe zwycięstwa są najzwyczajniej w świecie nudne.
Każda powieść posiada punkt kulminacyjny, na który z utęsknieniem czeka każdy czytelnik, a niewiedza doprowadza do pasji. Mianowicie bohater dokonuje ważnego odkrycia, które przybliża go do rozwiązania konfliktów i całkowitego pokonania kryzysu. Po drodze może dokonywać innych odkryć, ale nie mogą one aż tak intensywnie wpływać na jego życie. To, co robi, jest ściśle powiązane z ostatecznym wynikiem jego walki.
I najważniejszy punkt każdej powieści, czyli przemiana głównego bohatera. Składają się na nią wszystkie poprzednie działania, konflikty, odkrycia i kłody rzucane pod nogi. Dlatego są one ze sobą nierozerwalnie połączone. To, co przeżył nasz bohater, musi zmienić go pod jakimś względem. Może on zrozumieć coś bardzo istotnego, nauczyć się innego postępowania lub… zmienić się na gorsze. Przecież nikt nie powiedział, że przemiana zawsze musi być dobra, najważniejsze żeby zaistniała w naszej powieści i przemówiła do czytelnika, który sięgając po książkę, chce oderwać się od codzienności.
Obietnice, kryzysy, odkrycia i przemiany mogą zagwarantować, że książka wciągnie czytelnika, a ten nie będzie mógł się od niej oderwać. Dobrze jednak popracować również nad postaciami drugoplanowymi. Sama lubię poczytać książkę, w której interesują mnie losy nie tylko głównego bohatera, ale przykładowo historia tajemniczego odludka, o którym nic nie wiadomo. Czytelnik jest zainteresowany, czy temat zostanie rozwinięty i czy postać odegra znaczącą rolę w powieści. Nie można go zawieść!
Podsumowując, każda powieść jest idealna pod innymi względami, ale zawsze można ją dopracować, stosując cztery wyżej wymienione zasady. Od nas zależy, jak poprowadzimy bohatera i przyciągniemy czytelnika. Wiadomo, że każdy ma inny gust, każdemu podoba się co innego i każdy pracuje w inny sposób. Warsztat trzeba doskonalić. Najważniejsze, żeby nasza powieść wydała się autentyczna, dlatego musimy poniekąd wcielić się w rolę naszego bohatera i uczłowieczyć go.

Na koniec dam od siebie coś, co może przysłużyć się początkującym pisarzom. Podstawowy plan powieści, z którego sama korzystam, bo pomaga ułożyć wszystkie myśli we właściwym miejscu i porządkuje wewnętrzny chaos – problem chyba każdego pisarza.

I OBIETNICA
Jak wygląda naturalne środowisko bohatera, w którym występuje?
Jaka jest przyczyna konfliktu, który popycha bohatera do całkowitej zmiany jego życia?
Jak wyglądała jego przeszłość?
Jakie są sytuacje, będące obietnicami złożonymi czytelnikowi? Np. zwykły psikus może wywołać prawdziwą burzę.

NIE PISZEMY np. Bohater położył się spać, nie wiedząc, że jutro przyjdzie mu zawalczyć o prawdziwe szczęście. Niech czyny obiecują, a czytelnik trochę pogłówkuje i sam wyciągnie wnioski.
II KRYZYS
Jakie wydarzenie wpłynęło na zmianę życia bohatera?
Jaką wewnętrzną walkę toczy bohater i co jest jej przyczyną?
Jakie są poboczne konflikty i jak wpływają na zmianę natężenia akcji?
W jaki sposób jest połączony konflikt zewnętrzny i wewnętrzny?
III ODKRYCIE
Jakie są poboczne odkrycia, doprowadzające do rozwiązania konfliktu?
Jakie jest najważniejsze odkrycie, stanowiące punkt kulminacyjny powieści?
Jak wpływa na dalsze losy bohatera? Czy go zmienia?
IV PRZEMIANA
Jaka przemiana nastąpiła?
Co doprowadziło do przemiany głównego bohatera?
Jak zmieniło się jego życie?
Jak zmieniły się jego relacje z innymi bohaterami?
Jakie postanowienia podjął bohater?
Przedstawiony wyżej plan może być rozbudowywany praktycznie pod każdym względem, ale zasada pozostaje ta sama. Oczywiście można dowolnie zmieniać kolejność punktów, ale główne odkrycie i przemiana muszą iść ze sobą w parze, ponieważ z logicznego punktu widzenia jedno wynika z drugiego. Z początku zasada czterech punktów może wywołać chaos w głowie pisarza, ale nie należy się tym zrażać. Wystarczy usiąść, porządnie pomyśleć, zastanowić się nad problemem, a wówczas okaże się, że wszystko układa się tak, jak powinno. Dlatego gorąco zachęcam do pogłębiania swojej wiedzy dotyczącej pisania tekstów i zerwania z amatorszczyzną. Młodzi pisarze! Polski rynek na was czeka, więc na co czekacie wy? Do roboty!

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia