Pośród miliona świateł…

Komik, błazen, niewolnik? Poznajcie Arlekina – arlekina innego niż ci znani z dziejów teatru, a dokładniej: śmiałej komedii dell’arte. Ten arlekin przekona was, że czasami trzeba założyć maskę i zyskać opinię dziwaka, aby nie rozczarować siebie i innych. A co tak naprawdę kryje się pod tą maską – przekonacie się sami. 

Ta szalona Barcelona

Barcelona brzmi dumnie i jeszcze dumniej się prezentuje – szczególnie w przewodnikach turystycznych. Turyści uwielbiają ją i jej mieszkańców za niepowtarzalną atmosferę, styl życia i mentalność. Nikt nie zagląda głębiej, bo po co? Przecież Hiszpania jest taka wspaniała, wręcz idealna, a Polska – szkoda gadać… 

Blask miłości

Money, money, money
must be funny
in the rich man’s world

Abba – Money, money, money

Nie ma nic w złego w chęci bycia bogatym. To normalne, że człowiek wciąż chce mieć więcej, sięgać dalej i na nowo pokonywać ograniczenia. To wszystko jest zupełnie zwyczajnym elementem naszej egzystencji… dopóki nie staje się obsesją.

Tytuł: Lśnienie księżyca
Autor: Edith Wharton
Wydawnictwo: MG

To była idealna umowa. Wręcz biznesowa! Oboje pragnęli bogactwa, ale też siebie nawzajem. A ta miłość mogła stanąć na drodze w zdobyciu fortuny. Każde z nich było biedne jak mysz kościelna. Postanowili więc pobrać się i żyć na koszt znajomych. Tak długo, jak tylko da się ciągnąć miesiąc miodowy. A potem… potem zwyczajnie się rozejść. Ale nie tylko. Jeśli jedno będzie miało szansę „upolować” lepszą partię, drugie ma obowiązek zejść mu z drogi. Idealny plan, prawda? Sprawdźmy!

Wydawnictwo MG pięknie wydaje książki. A do tego wynajduje takie, które pomimo sporego stażu… wciąż nie zostały przetłumaczone na język polski. Tak jest w przypadku Lśnienia księżyca powieści, która swoje pierwsze wydanie miała w 1922 roku! Nic dziwnego, że napisania jest odmienny sposób. A jaki?

Przede wszystkim historia dzieje się w opisach. Mniej jest dialogów, mniej korespondencji, więcej relacji z wydarzeń. Przyzwyczailiśmy się, że powieści wizualnie coraz bardziej przypominają scenariusze, raz na jakiś czas przecinane drobnym opisem. W Lśnieniu księżyca proporcje są odwrócone. Długaśne opisy i raz na jakiś czas rozmowy. Ma to swoje plusy, w naszych czasach ta historia staje się wręcz prehistoryczna. No dobrze, może trochę przesadzam (trochę), jednak warto podkreślić warstwę historyczną tej opowieści. Za jej sprawą poznajemy sekrety życia towarzyskiego wyższych sfer na początku XIX wieku. Nie tylko jego zalety, ale przede wszystkim wady. Okazuje się, że czasy księży i hrabiów wcale nie były takie łatwe. Towarzyskie obowiązki i pełne obłudy otoczenie potrafiły skutecznie uprzykrzyć nawet najbardziej bogate życie.

Najciekawsze jest jednak to, że pomimo upływu czasu… wszystko jest po staremu. Ludzkie pragnienia, namiętności, przedmioty, których pożądają… Zasady gry pozostały niezmienione. Może już nie chodzi o futro z szynszyli (chociaż niektórym wciąż), ale o inne rzeczy podkreślające status, jednak sposoby na ich zdobycie są takie same. I to jest w zasadzie smutny przekaz.

Sam pomysł na wątek główny był bardzo oryginalny. Nieczęsto zdarza mi przeczytać książkę opartą na niespotkanym wcześniej motywie, a tym razem tak było. Spodziewałam się, jak potoczy się akcja, a jednak śledziłam ją z zapartym tchem. To kolejna zaleta tej pozycji. Lśnienie księżyca jest romantyczne w klasyczny sposób – prosty, nienachalny, pozbawiony „przypadkowych” i sztucznych scen. Zdecydowanie bliższy prawdziwemu życiu niż większość współczesnych powieści.

Czasami niektóre sytuacje budziły moje zdziwienie. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego bohaterowie postępują w określony sposób. Przykładowo: często zastanawiałam się, dlaczego odmawiają drobnych przysług za pełne utrzymanie. Te wątpliwości jednak rozwiał bieg wydarzeń.

Lśnienie księżyca to pozycja dla dojrzałego czytelnika, pragnącego wczuć się w klimat, w akcję, pomyśleć i cieszyć się pięknym słownictwem. Ta powieść napisana jest bowiem bardzo bogatym językiem, czasem wręcz archaicznym. I wymaga od czytelnika trochę uwagi, zrozumienia i cierpliwości. Warto jednak zanurzyć się w tej romantycznej i wbrew pozorom bardzo współczesnej opowieści.

friendzone_banner

Wszystko zaczęło się od sceny na balu, czyli wywiad z Sandrą Nowaczyk

Urodziłam się w 2000 roku w Szczecinie. Książki od zawsze były moją pasją, więc postanowiłam stworzyć coś, co sama chciałabym przeczytać. Prywatnie jestem stuprocentowym zodiakalnym skorpionem, interesuję się psychologią, sportem i ezoteryką. Do pisania potrzebuję jedynie muzyki i dobrej mocnej kawy. 

– Sandra Nowaczyk

Fabuła Twojej książki jest oryginalna. Rzadko bywa, że wątek miłosny jest ułożony w ten sposób. A jednak takie historie zdarzają się w życiu. Czy Friendzone zostało zainspirowane jakąś sytuacją z Twojego życia? Jeśli nie, to skąd taki pomysł?

Nie, historia z Friendzone jest w stu procentach fikcyjna. Skąd się narodziła? Szczerze mówiąc – nie mam pojęcia. U autorów to dość dziwna sprawa. Nikt do końca nie wie, w jaki sposób konstruuje się historie opisywane w książce. Ja tak samo. Wszystko zaczęło się od sceny na balu, kiedy Griff i Tate tańczyli ze sobą. I potem jakoś cała historia złożyła się w całość.

Czy utożsamiasz się z którąś z postaci z Friendzone?

Wydaje mi się, że Tatum jest podobna do mnie w wielu aspektach, ale też nie utożsamiałabym się z nią. Tak samo jak mam w sobie kilka cech Paige. Ostatecznie uznałabym siebie za osobliwy miks Tate, Paige i może… Kita.

Czy postacie wzorowałaś na swoich znajomych?

Nie. Nie mogłabym pisać o bohaterach jako o znajomych. Wydaje mi się, że gdybym tak zrobiła, to ciągle bym się zastanawiała, co powiedziałby ten znajomy w danej sytuacji… Więc moim zdaniem to bardzo kiepski pomysł, by  projektować postacie na wzór samego siebie albo kogoś z otoczenia.

Skąd pomysł na imiona dla bohaterów?

Chciałam wybrać imiona dla bohaterów, które by trafiały w mój gust i były jednocześnie  dość rzadkie. Miałam takie podejście, by nazwać bohaterów tak, jak nazwałabym dzieci.

Czy czytasz dużo książek? Jakie gatunki i których autorów preferujesz?

Kiedyś był taki czas, że potrafiłam przeczytać nawet 12-15 książek miesięcznie, czyli naprawdę dużo. Teraz czytam znacznie mniej z tego względu, że znaczną część wolnego czasu poświęcam na pisanie.

Aby pisać, trzeba mieć pasję i wyobraźnię. Skąd one wzięły się u Ciebie i jak się rozwijały?

Wszystko zaczęło od zafascynowania słowami. Intrygowało mnie to, w jaki sposób pisarz może oddziaływać na czytelnika, sprawiać, że zacznie płakać albo śmiać się wraz z bohaterami. I jestem zdania, że pisarzem może zostać tylko osoba, która kocha nad życie książki. Natomiast jeśli chodzi o moją wyobraźnię – to nie mam pojęcia. Po prostu jest. Mogę twierdzić, że urodziłam się z nią, ale o tym też nie mogę być do końca przekonana.

Piszesz tylko prozę czy zdarza Ci się bawić również poezją?

Piszę głównie prozę. Poezja… Lubię ją czytać (tylko polską) i sama nawet coś piszę, ale nie uważam tego za coś, co jest dość dobre, by pokazać to innym, a tym bardziej, by to wydać.

Jak to się stało, że wydałaś książkę? Myślałaś o jej wydaniu, kiedy zaczęłaś pisać, czy dopiero potem?  Sama postanowiłaś to zrobić czy może ktoś Cię zauważył?

Mówiąc krótko – wydanie książki od zawsze było moim marzeniem. A jestem osobą, która uważa, że na spełnianie marzeń nigdy nie jest za wcześnie ani za późno. Czas zawsze jest dobry. Dlatego zaczęłam pisać Friendzone, ale nie myślałam, że będzie na tak wysokim poziomie, by go wydać. Pomyślałam sobie, że jeśli nie uda mi się go wydać, to napiszę kolejną książkę i wtedy spróbuję jeszcze raz.

Jak Twoi znajomi podchodzą do tego sukcesu? Coś się zmieniło w relacjach z Twoim środowiskiem?

Znajomi lubią powtarzać, że są ze mnie dumni. Ale starannie pracuję nad tym, by nic nie zmieniło się w naszych relacjach, w końcu dalej jestem tą samą osobą. Nie ma powodu, by traktować mnie inaczej. I też obserwuję ludzi, którzy chcą na siłę się przypodobać, by móc się potem chwalić, że mnie znają (chociaż nie jestem nikim sławnym), i szybko takich ludzi odsuwam od swojego życia.

Planujesz nową powieść? Jeśli tak, to jaką? Zamierzasz ją osadzić wśród tych samych bohaterów czy może to definitywny koniec przygód Tate i Griff i czas na coś nowego?

Jestem w trakcie pisania nowej powieści. Na razie nie chcę zdradzać za dużo, powiem tylko tyle, że będzie bardzo kontrowersyjnie i jeszcze bardziej emocjonalnie niż we Friendzone. To całkowicie nowy świat. Nowi bohaterowie. Jeśli chodzi o Tate i Griffina – to koniec ich historii. Na samym początku z góry sobie ustaliłam, że ich historia będzie opisana tylko w jednym tomie, a dostaję o to wiele maili od czytelników. Jednak nie wykluczam, że kiedyś napiszę historię Paige… Bo nad tym też bardzo się zastanawiam.

Życie jest piękne!

Uwaga!!!
Jeśli ktoś powie ci,
że życie piękne jest,
a mówiąc to, wzruszon będzie,
na pograniczu drżenia głosu,
to zaopiekuj się nim,
bo on chyba, kurwa, przybył z kosmosu.

A. Poniedzielski, Dla duszy gram

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia