Cicho sza, słowiku mój, cicho sza

źródło
Antonia
Michaelis jest twórczynią publikacji o tytule Baśniarz. Książka ta podbiła serca wielu czytelników; dwa lata po
jej polskiej premierze na rynku wydawniczym dzięki Wydawnictwu Dreams ukazuje
się kolejna obiecująca pozycja literacka o tytule Dopóki śpiewa słowik. Tajemnicza okładka oraz atrakcyjny opis
powieści działają niczym przynęta na młodego czytelnika.
Do określenia
miejsca, w którym rozgrywa się fabuła powieści, doskonale pasuje stwierdzenie tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Toteż pisarka
przenosi nas, wraz z Jarim (główną postacią), do leśnego pustkowia. Akcja rozgrywa
się za sprawą Jaschy – tajemniczej dziewczyny – której chłopak miał pomóc donieść
ciężkie obrazy do domu. Po mozolnej wędrówce w końcu docierają na miejsce,
gdzie Jari zostaje odpowiednio ugoszczony. Wszak kolejny dzień niesie za sobą
wiele powodów, by pozostać u pięknej nieznajomej. Bohater szybko przestaje
liczyć mijające dni i próbuje odkryć sekret, który skrywa Jascha…
Ogólny
zarys utworu to zaledwie namiastka tego, co czeka nas w jego treści.
Zagłębiając się w opowieść, dostrzeżemy, jak bardzo nietypowa jest jej fabuła.
Wiele pisarek może tylko pomarzyć o tak wybujałej fantazji, jaką z pewnością
posiada Antonia Michaelis. Sukces jednak tkwi w tym, by odpowiednio wykorzystać
swoje predyspozycje, z czym nie do końca poradziła sobie autorka tejże
powieści. Do określenia akcji, oprócz słowa nietypowa,
doskonale pasuje również przesadzona
i niekiedy męcząca
Pierwsze
skrzypce, wyjąwszy Jariego, gra również Jascha. Jej kreacja jest bardzo
zagadkowa. Chęć poznania tajemnicy, którą skrywa,
jest powodem, przez który ciężko odłożyć książkę po przeczytaniu jednego
rozdziału. Akcja łapie nas w swoje sidła i nie chce wypuścić, dopóty dopóki nie
doczekamy rozwiązania utworu. Przy czym niektóre wydarzenia sprawiają, że
otwieramy usta ze zdziwienia i czujemy się, jakbyśmy właśnie, wraz z głównym
bohaterem, zjedli trującego muchomora. Niestety niejednokrotnie tak jak Jari traci
orientację w lesie mgieł, tak i my gubimy się w gąszczu niewyjaśnionych
zdarzeń. 
Czymś,
co wyróżnia tę powieść spośród innych tego gatunku, jest oryginalny styl autorki.
Antonina posługuje się znakomitym piórem, nie mamy problemu z wyobrażeniem
sobie przedstawionej historii. Mroczny las, pustkowie, dziewczyna skrywająca
tajemnicę, wszystko przedstawione niezastąpionym stylem sprawia, że klimat tego
utworu jest nie do podrobienia. Pisarce bezbłędnie udało się wykreować postać
Jariego, a w szczególności proces zmian, które w nim zachodzą. Od momentu, gdy
poznajemy bohatera, do chwili, gdy przewracamy ostatnią stronę książki, Jari
nabiera wielu nowych cech, które sprawiają, że możemy dostrzec w nim kogoś
innego.
Zakończenie
to swoista dawka szoku i niedowierzania, w pełni potwierdzająca zjawiskowość
lektury. Po przeczytaniu mętlik w głowie jest nieunikniony. Autorka dobrze to
sobie wymyśliła, ponieważ dzięki temu historia zostaje na dłużej w pamięci. Po
odłożeniu książki myślami jeszcze długo przebywałam w świecie przedstawionym w Dopóki śpiewa słowik, próbując zrozumieć
wymowę tej powieści.
Niestety,
utwór posiada swoją wadę, której nie można pominąć. O tyle, o ile styl pisarki
zasługuje na aplauz, to nie mogę powiedzieć tego samego o dobitnym przesadzeniu
w akcji. Jest ona bardzo pogmatwana, zdecydowanie niektóre momenty można by
wyrzucić z utworu, co nadałoby mu większą wartość. 
Dopóki śpiewa słowik, pomimo niektórych
potknięć, jest rarytasem wśród młodzieżówek. Aczkolwiek odniosłam wrażenie, że
autorka nie do końca wykorzystała swoje możliwości. Polecam osobom, które cenią
mroczny klimat w książce, oraz tym, którzy lubią odkrywać tajemnice. Ja z
pewnością sięgnę po Baśniarza tej samej
autorki.

Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie, czyli Tam, gdzie spadają Anioły

źródło
Czarny Anioł trzymał Avego zakrzywionymi szponami i uśmiechał się. Drugą ręką wyrwał mu puszyste, złotobiałe pióra. Ave spadł na Ziemię w głębi lasu dokładnie w tej samej sekundzie, w której mała Ewa wpadła do głębokiego kłusowniczego dołu. Jeszcze jedna ludzka Istota, tracąc Anioła Stróża, została skazana na kaprysy losu.

Tę książkę znalazłem w bibliotece przez przypadek i od razu urzekła mnie swoim tytułem i opisem z tyłu. Niedawno skończyłem czytać ją drugi raz, gdyż nie tak łatwo rozstać się z Ewą, jej rodzicami, babcią i jej Aniołem Stróżem.
Poruszająca powieść Doroty Terakowskiej mówiąca o problemach dzieci i dorosłych.
Pięcioletnia Ewa widzi na niebie czarne i białe Anioły. Zachwycona tym zjawiskiem, biegnie za nimi do ciemnego lasu. Wpatrując się w ten widok jak w obrazek, nie zauważa kłusowniczego dołu, do którego wpada. Jej rodzice, ciągle zajęci pracą, nie dostrzegają, że dziecko potrzebuje opieki i wsparcia. Od tego momentu życie Ewy obraca się o sto osiemdziesiąt stopni.
Dziewczynka dorasta. Rodzicom wydaje się, że połamane kości to czyste przypadki, że dzieci mają tak w zwyczaju. W szpitalu bohaterka widywana jest bardzo często. Gdy rodzice Ewy dowiadują się o jej chorobie, w końcu zaczynają traktować ją jak swoje dziecko. Babcia odkrywa, że Ewa straciła swojego Anioła Stróża.
Rozpoczyna się wyścig z czasem. Próbują odnaleźć jej Anioła. Jej ojciec, który wierzy tylko w to, co da się zmierzyć i  zważyć, wkrótce zmienia pogląd. 
Tam, gdzie spadają Anioły to wzruszająca i pełna niespodzianek książka, która stała się fenomenem. Każdy w tej lekturze odkrywa coś innego, dlatego też mogą przeczytać ją dzieci, młodzież, a nawet dorośli. Ja w tej powieści odkryłem, że anioły jednak istnieją i czuwają nad ludzkimi istotami. Może ktoś z nas spotkał go już jako człowieka, lecz nie wiedział, że to on.

Z małej poczwarki w pięknego motyla, frunącego z lekkością, radością, otulonego wolnością!

źródło

Życie płata nam różne figle. Upadki i loty w górę, prosto w otchłań lub do gwiazd są jego nieodłącznym elementem.     

Lecz co tak naprawdę liczy się w życiu?
Czy zawsze jest piękne, kolorowe i kończące się happy endem jak w filmach?

Z poczwarek w motyle prawdę ci powie!

„(…) Bo łatwo jest pójść na łatwiznę, poddać się, po prostu odpuścić i płynąć z prądem. Nie myśleć, nie czuć i tylko patrzeć jak raz po raz, po kolei, mijają dni, zamieniając się w przeszłość…”

Zuzanna żyje w swoim małym, czarno-białym świecie, w którym miejsce szczęścia i poczucia własnej wartości zostały zastąpione bólem oraz czarną rozpaczą. Jej myśli dążą do samobójstwa. Zmaga się z chorobą i depresją, które powoli staczają ją na dno. Analizowanie dramatycznych przeżyć z przeszłości tylko napawa jej głowę rozprzestrzeniającym się bólem migreny, doprowadzającym ją do szału. Każdy dzień staje się rutyną: śniadanie, sprzątanie, przygotowanie obiadu, drzemka, obiad, spacer, zabawy, gry, czytanie i wreszcie upragniony sen. Typowa „Matka Polka”. Zuza zaniedbała się nie tylko psychicznie, lecz także fizycznie. Nie spogląda w lustro – czesze się na pamięć, przybrała na wadze, nie wspominając już o włosach, które wyglądają, jakby wylano na nie butelkę oleju rzepakowego.
Gdzie podziała się kobieta z marzeniami o wielkim życiu?

Jej mąż Paweł próbuje wyciągnąć ją z otchłani i przełamać ten mur, lecz bez sukcesu. Nieoczekiwanie w drzwiach Zuzy pojawia się jej przyjaciółka Sylwia, która na widok Zuzki i jej mieszkania dostaje „lekkiego” szoku. Jakim cudem ta sama kobieta, która pisała jej w mailach, że wszystko jest pięknie, ma taki bałagan?

Sylwia wraz z Pawłem pomagają jej wyjść na prostą – zmienić postrzeganie świata. Wtedy Zuza dowiaduje się prawdy o życiu Sylwii, które według niej było i jest jak z bajki. Jednak to tylko pozory. Lecz na tym nie koniec, bo gdzieś na horyzoncie gaśnie płomień miłości, rodzą się nowe uczucia, ktoś się rodzi, a ktoś umiera… Po prostu toczy się życie…

Czy Zuza otrząśnie się i zacznie żyć jak nowo narodzona? Jaki sekret wyjawi Sylwia?
Czy uda się jej naprawić błędy i żyć szczęśliwie? 
Co pokaże los obu przyjaciółkom?

Z poczwarek w motyle czeka na ciebie!

„…Rano nie umiała znaleźć sensu życia. Rano było zawsze najgorzej. Nie umiała znaleźć żadnego powodu, by wstać i cieszyć się kolejnym dniem, by walczyć. Poddała się już dawno…”

Z poczwarek w motyle to niezwykła powieść wypełniająca nasze serca każdą emocją, zaczynając od:
  • bólu przeszywającego nasze ciało, 
  • strachu, który nas obezwładnia,
  • miłości, która daje nam siły,
  • śmierci niosącej drugie życie,
  • kłótni, rozterek,
  • na sztuce dawania szansy, kończąc.

Kiedyś, w wywiadzie przeprowadzonym na moim blogu, Patrycja powiedziała, że dla niej inspiracją do pisania jest samo życie. Ta piękna książka, którą widzicie na zdjęciu obok, ze stokrotkami w tle, w środku zawiera miliony literek, w których skrywa się prawdziwe życie!
Być może i TY przeżyłeś choć jedną podobną sytuację jak bohaterowie? 
Książka ta ukazuje nas samych, to, w jaki sposób zachowujemy się nie tylko pod wpływem choroby, ale też w normalnych sytuacjach. Pokazuje, jak kształtujemy swoją przyszłość.  Mówi, jak przeszłość może wpłynąć dogłębnie na teraźniejszość. Niektórych ran nie da się wyleczyć od tak, trzeba je zrozumieć z czasem, aby we właściwym momencie odłożyć kolorowe okulary na bok i spojrzeć na to z innej perspektywy, bo nie można całe życie stać w miejscu, trzeba iść przed siebie. Lecz tak jak w przypadku Zuzanny i Sylwii, nie jest to łatwe, ale w każdym z nas, gdy gaśnie płomień, trzeba znów go rozniecić i nadać mu barw!
W tej książce, można by rzec, nie ma dosłownie jednego, głównego bohatera, wokół którego toczy się historia, bo każdy odgrywa tutaj zasadniczą rolę. Ważnym elementem, którego nie sposób pominąć, jest sytuacja wielkiej miłości matki do serduszka, które biło przez 9 miesięcy w jej brzuchu. Czasem wystarczy jedna chwila, jeden moment, aby stracić ten cudny dar, dlatego ze wszystkich sił kochajmy dzieci.
W każdym małżeństwie, nawet w tym Zuzy, pojawia się kryzys, gdy płomyk miłości przygasa… Kiedy jedna strona czuje się odrzucona, szuka pocieszenia u drugiej osoby. Niekiedy mężczyzna wpada jak śliwka w kompot i przeżywa rozkoszne chwile u boku innej. Czy w przypadku małżeństwa Zuzy i Pawła okaże się on wyjątkiem wierności? Jeden głupi błąd, jedno kłamstwo może ważyć więcej niż milczenie, dlatego nie zawsze danie drugiej szansy jest dobrym wyborem. 
Zawsze uwielbiam, gdy śmiało mogę rozgryźć tytuł książki. Także w tym przypadku okazało się to ciepłym uczuciem w sercu. Kochani, niezależnie od sytuacji, każdy z nas jest na początku jak poczwarka, która później przeobraża się w pięknego motyla, frunącego z lekkością, radością, otulonego wolnością…

Z poczwarek w motyle czyta się szybko, a akcja przyjemnie wciąga! Książka uczy, jak żyć, wzrusza i bawi, dlatego naprawdę polecam, bo dla niektórych z nas może stać się małym „kluczem do życia”.

Szukając siebie

źródło

Dzisiaj trochę inaczej. Zaproponuję wam, tak jak w tytule, arcydzieło
fantastyki. Szczerze powiedziawszy, nie znałem wcześniej ani Le Guin,
ani jej cyklu Ziemiomorze; książka ta trafiła do mnie przypadkowo
podczas wycieczki do biblioteki, a gdy tam przeczytałem opis wydawcy,
zdecydowałem, że zapoznam się z publikacją autorki.

Pierwsze wydanie Czarnoksiężnika ukazało się w 1968 roku jako
klasyczna opowieść o dojrzewaniu i znajdowaniu własnego siebie.
Czytelników urzekł nie tylko świat wykreowany przez pisarkę, ale i bohaterowie,
ludzko autentyczni, z takimi samymi problemami, lękami, słabościami i
pasjami.

Na malutkiej wysepce Gont rodzi się Duny, syn kowala. Nie ma typowego
dzieciństwa, matka umiera po porodzie, a ojciec częściej go bije, niż
darzy ciepłym słowem. Opiekuje się nim siostra jego matki, czarownica,
która nie zwraca na niego większej uwagi. Wszystko się zmienia, gdy
odkrywa w chłopcu zdolności magiczne. I tak, mały pięciolatek rozpoczyna
swoją magiczną edukację. Nie jest to jednak typowa magia, bazująca na
potężnych zaklęciach i cennych artefaktach. Ciotka jest miejscową
czarownicą, niezbyt potężną, której wiedza kończy się na wiejskich
gusłach i zielarstwie. Nie zdaje sobie sprawy, jaka moc drzemie w Dunym, a
ta okazuje swoją potęgę podczas ataku barbarzyńców, kiedy to chłopak
ratuje całą wioskę przed najeźdźcami, sam nieomal tracąc życie. Od
śmierci ratuje go Ogion, czarnoksiężnik, który wraca mu zdrowie i w
dniu imienia nadaje mu imię Ged. Zabiera chłopaka do swojego domu,
chcąc go nauczyć, jak panować nad magią i rozwinąć jego wiedzę w tym zakresie.

Jednak Ogion nie docenia chłopaka. Krogulec, bo takie imię użytkowe
nosił Ged, wykazuje nieprawdopodobny głód wiedzy, wścieka się na powolne
tempo nauki zaproponowane przez nauczyciela i decyduje się na podróż na
wyspę Roke – do szkoły czarnoksiężników. Tam, po wielu tygodniach
ciężkiej nauki, zaczepiany przez jednego z uczniów, postanawia udowodnić
wszystkim, że jest z nich najlepszy, i przywołuje mroczną istotę – cień,
który stanie się jego utrapieniem i przekleństwem.

Od razu muszę zaznaczyć, iż nie jest to typowa powieść fantasy. Nie zobaczymy
tutaj magicznych pojedynków, wojen, głównego czarnego bohatera czy realnego
zagrożenia dla świata. To swoista opowieść o dorastaniu, o
pozbywaniu się młodzieńczej buty, pychy, chciwości, nienawiści do
świata, odkrywaniu siebie, swoich zdolności, kreowaniu charakteru,
postrzeganiu świata. I właśnie na tym autorka się skupia – Duny, z syna
kowala, staje się najpotężniejszym czarnoksiężnikiem w Ziemiomorzu. Aby
tego dokonać, musi pokonać przeciwności losu i odmienić siebie. To
bardziej psychologiczne spojrzenie na odmianę młodzieńca, spojrzenie na
jego czyny z perspektywy dorosłej osoby.

Co ciekawe, akcja nie pędzi przed siebie niczym rozpędzony pociąg.
Pisarka leniwie opisuje nam wszystko krok po kroku, zaczepiając o każdy
szczegół, chcąc pokazać nam jak wygląda świat oczami małego dziecka,
które staje się odpowiedzialnym mężczyzną. Mamy tutaj mnóstwo opisów,
przemyśleń, czynów, i wiem, że niektórych może to nudzić. Jednak to jest
fenomen Le Guin; spojrzała na literaturę fantasy przez pryzmat naszego
realnego świata – pozwoliła każdemu nastolatkowi poczuć się jak Ged, bo
przecież on jest zwykłym młodzieńcem z niezwykłymi talentami, które musi
w sobie rozwinąć.

Świat stworzony jest dopracowany w każdym szczególe. Od razu rzuca się
nam w oczy jego drobiazgowość. Ale najważniejsze jest magiczne podejście do
tego wszystkiego. Cała fauna i flora, góry, wiatr, każde jezioro, rzeka,
wzgórze mają swoje własne ukryte imiona, które znają tylko nieliczni, a
w większości zostały zapomniane. Tylko znając jego imię,
czarownik może zapanować nad daną istotą. I do tego sprowadza się magia –
aby czarować, trzeba znać imiona. To oryginalne podejście do czarów
sprawia, że i my zostajemy wciągnięci do świata pisarki, chcąc zgłębić
jego tajniki.

Nawet jeśli nie lubisz fantasy, nie czytasz takich książek, to i tak
namawiam cię, byś sięgnął po tę pozycję. Zostaniesz wciągnięty w
Ziemiomorze – krainę pełną życia, magii, cudownych istot, groźnych
smoków i potężnych czarnoksiężników. To opowieść o dojrzewaniu, po lekturze której sam sobie odpowiesz na pytanie: czy niedojrzały młody adept
sztuk magicznych może udźwignąć na barkach losy całego świata?

Barwa strachu i zatracenia…

źródło
Co jeden z najwspanialszych barokowych malarzy ma wspólnego z tajemniczymi morderstwami?
 
Czy błękit to naprawdę kolor samego szatana?

Cornelis Suythof to zwykły holenderski malarz-amator zmuszony zarabiać na życie w Rasphuisie – więzieniu, gdzie wtrącani są ludzie biedni, począwszy od kieszonkowców, a na zabójcach skończywszy. Niezbyt wytworne miejsce dla artysty, ale cel uświęca środki; nasz bohater przecież kiedyś się wybije!

Pewnego dnia do celi trafia jeden z najbardziej cenionych mistrzów farbiarskich – Gijsbert Melchers. Okazuje się, że mężczyzna w potworny sposób zamordował swoją żonę i trójkę dzieci, z których najstarsze miało zaledwie trzynaście lat. Więzień tłumaczy się rzekomym opętaniem przez obraz, który został przyniesiony do zakładu razem z farbiarzem. Gdy Cornelius następnego dnia zagląda do celi, Gijsbert już nie żyje…

Niedługo później kolejna osoba ze środowiska naszego bohatera, tym razem mu bliższa, popełnia zbrodnię pod pretekstem wyjątkowego obrazu. Cornelis postanawia oczyścić przyjaciela z zarzutów, lecz nie zdąża…

Tak właśnie zaczyna się nasza historia. Młody malarz postanawia rozwikłać zagadkę zabójczego malowidła. W tym celu na własną rękę rozpoczyna śledztwo i trafia do pracowni uwielbionego przez siebie artysty – Rembrandta von Rijn. Niestety nie przewiduje tego, że obraz zniknie…

Czym jest ta książka? Bardzo dobrym połączeniem kilku gatunków: kryminału, romansu i zwykłej „przygodówki”. Według mnie wątek kryminalny został w pełni rozwinięty, choć miejscami stawał się dość monotonny. Naszemu bohaterowi ciągle ktoś przeszkadza w jego poczynaniach. Kilka razy zostaje przyłapany na niecnym uczynku dokładnie w tym samym miejscu Amsterdamu. Po pewnym czasie zaczyna się to stawać nużące.

Myślę, że dużo lepiej prezentują się dwa pozostałe wątki. Zwroty akcji są rzeczywiście niespodziewane, momentami nie nadążałam już czytać, gdyż chciałam wiedzieć, co stanie się za chwilę. Temat miłości również mnie mile zaskoczył. Nie jestem wielką zwolenniczką romansów, a nawet powiedziałabym, że staram się ich unikać. Jednakże w Zabójczym błękicie szczerze kibicowałam bohaterom w ich miłosnych poczynaniach i nie mogłam doczekać się, aż między nimi zaiskrzy.

Trafiłam na tę pozycję przypadkiem, gdy po raz setny grzebałam w stertach powieści wyłożonych na gigantycznych stołach w miejscu z tanimi książkami. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że był to naprawdę dobry wybór! Publikacja nie jest wybitna, zostawia po sobie uczucie niedosytu, którego nie powinniśmy zaznać po przyjemnej lekturze. Ma specyficzny klimat, który sprawia, że czyta się ją jednym tchem. Niestety innej pozycji Jörga Kastnera, autora Zabójczego błękitu, w Polsce nie uświadczymy. A szkoda, bo chętnie zapoznałabym się z pozostałymi książkami tego pisarza.

Reasumując, nie jest to książka dla osób chcących przeczytać porywający, wielowątkowy kryminał. Jednakże jest to bardzo przyjemna pozycja, która na długo utkwi w pamięci!

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia