Dalszy ciąg historii o życiu najsłynniejszej ćpunki świata

źródło
Czy ktoś jeszcze nie słyszał o
najsłynniejszej narkomance z Berlina Zachodniego? Christiane Vera Felscherinow
trzydzieści pięć lat po opublikowaniu książki My, dzieci z dworca ZOO ujawnia światu dalsze szczegóły z jej życia,
wydając publikację Życie mimo wszystko.
Parę lat temu historia młodej narkomanki wstrząsnęła mną do tego stopnia, że
wracałam do niej kilkakrotnie. Gdy na rynku wydawniczym pojawiła się zapowiedź książki
opowiadającej o dalszych jej losach, wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać.
Nigdy nie spodziewałam się, że będę mogła poznać dalsze wydarzenia z życia tej kobiety,
że Christiane powróci na scenę, choć jak sama twierdzi, nigdy z niej nie
zeszła. 


W utworze My, dzieci z dworca ZOO poznałam Christiane jako młodziutką osobę,
przyczyniło się to do tego, w jaki sposób odebrałam jej historię. Ponieważ
bohaterka patrzyła na świat oczami piętnastolatki, a i ja byłam w podobnym
wieku, świetnie rozumiałam jej uczucia, problemy i rozterki. Tym razem autorka
opowiada o swoim dawnym życiu z perspektywy dojrzałej kobiety, która przeszła
przez wiele trudów. Poznajemy ją również jako matkę, dla której rodzicielstwo
okazało się najcenniejszą wartością w życiu. Nie jest to już jednak tak wstrząsające jak w
jej pierwszej książce. Nie uszło mojej uwadze, że wiele spraw Christiane
przemilczała, lecz nie dziwi mnie to. Smutne wydawało mi się to, że największa
miłość do Detlefa teraz jest dla niej tylko młodzieńczym zakochaniem, nic nieznaczącym. Kiedyś postać Christiane była pełna silnych emocji i w jej ponurym
świecie ta miłość odgrywała istotną rolę, była w jej życiu priorytetem.
Odniosłam wrażenie, że teraz to wszystko jest dla niej małostkowe, a jedyną
osobą, która wzbudza w niej głębokie emocje, jest jej syn. Przez to, że
Christiane nie wyraża już tak dosadnie swoich uczuć, ta książka traci na
wartości. Jako młoda osoba, była pełna nadziei, że jej życie stanie się lepsze,
teraz niestety już tej nadziei nie ma. 
Gdy czytałam tę książkę, to
miałam wrażenie, że autorka się tłumaczy, Wielokrotnie wspominała o swoim ojcu
i o tym, że bardzo żałuje, że pokazała go w takim świetle w publikacji My, dzieci z dworca ZOO. Odkąd
Christiane urodziła syna, jej życie kręci się wokół niego. Z tej książki
wyniosłam najwięcej również o nim. Muszę przyznać, że jestem znacznie
zawiedziona. Odważyłabym się powiedzieć, że ta książka wydana jest niejako pod
przymusem, być może autorce zaczęło brakować pieniędzy. Choć sama w jednym z
wywiadów wspomniała, że ma nadzieję na to, że ta książka będzie większą przestrogą
dla młodych osób, które chciałyby sięgnąć po narkotyki. Niestety ta lektura nie wywołuje już takich
emocji i nie zawładnie czytelnikami tak jak My, dzieci z dworca ZOO. 
Biografia napisana jest prostym
językiem, czyta się ją jednym tchem. Zapewne uwadze wielu osób nie umknie fakt, że
książka ma nienaturalnie dużą czcionkę… Mamy jednak sposobność obejrzeć wiele
zdjęć, które przedstawiają Christine z lat jej młodości, jak i dzisiaj, kiedy
ma pięćdziesiąt lat. 
Polecam tę książkę osobom, które
wciąż pamiętają o młodej ćpunce. Osobom, które są ciekawe, co dalej działo się
z Christiane F. po opublikowaniu książki My,
dzieci z dworca ZOO.
Życie mimo
wszystko
otworzy wam oczy na wiele spraw, niewątpliwie zdacie sobie sprawę
z tego, że wszystko wygląda nieco inaczej, niż każdy by chciał. Nie należy
jednak stawiać tej książce zbyt wysokich wymagań.

Dokonać wyboru

źródło

W dzisiejszym poście chciałabym nakreślić wam moją
ocenę na temat publikacji Wybór autorstwa Nicholasa Sparksa
–  popularnego amerykańskiego pisarza, autora licznych światowych
bestsellerów, takich jak: Jesienna miłość, Ostatnia piosenka czy Pamiętnik.

Pomimo
że to moje pierwsze zetkniecie z twórczością tego pisarza, słyszałam o nim już
wielokrotnie. Między innymi dlatego zdecydowałam się zakupić książkę Wybór
Sparks
przedstawia nam historię młodego weterynarza – Travisa. Wspaniałego
przyjaciela, pozornego lekkoducha, którego nie interesują poważne związki. Cała
sytuacja zmienia się, gdy mężczyzna poznaje nową sąsiadkę – Gabby.  Gabby
jest piękną dziewczyną zaangażowaną w pozornie poważny związek. Bohaterka
początkowo odrzuca zaloty przystojnego sąsiada, jednak para szybko się
zaprzyjaźnia. Czy Gabby będzie  w stanie oprzeć się chemii, która ich do
siebie przyciąga?
Nie istnieje coś takiego jak przyjaźń między mężczyzną a
kobietą w naszym wieku. To po prostu niemożliwe, chyba że mówisz o kimś, kogo
znasz od wielu, wielu lat. Zwłaszcza niemożliwe w przypadku nieznajomych.
Pierwszą
rzeczą, o której napiszę, jest to, że zarówno na książce, jak i autorze się
zawiodłam. Po tak rozpoznawalnym i zbierającym pozytywne opinie pisarzu
spodziewałam się powieści zwalającej z nóg. Książka napisana jest bardzo
schematycznie. Akcja jest przewidywalna i miejscami nudnawa. Gdy czytałam, nie
mogłam oprzeć się wrażeniu, że niektóre przedstawione przez autora sytuacje są
sztuczne i wymuszone. Poszczególne dialogi wręcz irytowały. Jednak tym, co
najbardziej rzuciło mi się w oczy, jest fakt, że autor praktycznie pominął opis
relacji, która łączyła Gabby z jej partnerem.  Czytelnik może liczyć na
zaledwie kilka opisów postaci oraz rozmów telefonicznych między nimi.
Każde z nich miało świadomość, że siedzi naprzeciwko osoby,
która może zmienić bieg życia na zawsze, jeśli nie zachowają ostrożności

Książka składa
się z dwóch części. W każdej z nich jeden z bohaterów musi dokonać wyboru,
który może całkowicie zmienić jego życie. Na plus autora działa to, że druga
część książki jest znacznie ciekawsza. Jednakże w połowie miałam ochotę po
prostu książkę odstawić. Cieszę się, że tego nie zrobiłam, ponieważ dopiero w
tym miejscu autor zdradza przesłanie utworu. Porusza ważne tematy, a przede
wszystkim pokazuje, jak ciężko dokonać wyboru w obliczu śmierci oraz jak
egoistyczna bywa miłość. Niestety, nawet jeśli pomysł na książkę był dobry,
jego realizacja pozostawia wiele do życzenia. Myślę, że tego typu historie
powinny poruszać uczucia czytelnika – w tej powieści tego zabrakło.
Pomimo
że książki nie mogę uznać za bardzo słabą, to po przeczytaniu jej odczuwam
pewien niedosyt. Zabrakło mi tego czegoś, co czyni książki
wyjątkowymi albo chociaż dobrymi. Myślę jednak, że autorowi dam jeszcze jedną
szansę i sięgnę po którąś z jego popularniejszych książek.

Rozkoszna historia miłosna

źródło
 Paullina Simons to autorka, którą pokochałam, jeszcze zanim powstał mój blog; została jedną z pierwszych, które urzekły moje serce. Stało się tak naturalnie dzięki znakomitej trylogii Jeździec miedziany. Gdy tylko zauważyłam, że pisarka wydała powieść mówiącą o losach Giny i Harry’ego – rodziców Aleksandra, głównego bohatera Jeźdźca miedzianego – od razu postanowiłam ją przeczytać.

Lada moment rozpocznie się XX wiek. Dla piętnastoletniej Giny oznacza to wiele zmian. Po śmierci ojca przenosi się wraz z rodziną z Włoch do Bostonu, do Ameryki, w której ma ją czekać lepsze życie, tak jak chce tego ojciec. Tam rozpoczyna się najpiękniejsza historia miłosna. Biedna i młodziutka imigrantka poznaje przystojnego i uczonego Harry’ego pochodzącego z bogatej rodziny. Nie może im wyjść od razu, jednak gdy spotykają się po latach, gdy Gina stała się kobietą, zakochują się w sobie. Niestety wszystko układa się niczym w dramacie Szekspira. Ich pochodzenie nie pozwala na wspólną przyszłość. Musieliby wyrzec się wszystkiego i kochać się mimo wszystko, aby stworzyć rodzinę – a nie są to łatwe wybory. 
Powieść ta przedstawia losy osób żyjących na przełomie XIX i XX wieku oraz wielką miłość między nimi. Nie raz byłam rozbawiona, czytając o zwyczajach panujących w Bostonie sto lat temu. Łapałam się za głowę, gdy matka Giny skrzyczała ją za uszycie sukienki, w której było widać pół obcasa! Toż to nie do pomyślenia, taka krótka sukienka. Śmiałam się również, gdy okazało się, że mężczyźni nie mogą nazywać części ciała kobiety – dlatego, gdy Gina się potknęła, Harry nie spytał jak twoja noga? tylko jak twoja kończyna?. Takie sytuacje zdarzały się doprawdy często i polecam przeczytać tę książkę choćby po to, by dowiedzieć się, jakie panowały wtedy zwyczaje. Pomyśleć, że teraz w Bostonie nosi się spódniczki ledwo zakrywające pupę, a sto lat temu nawet ladacznice nie były tak odważne. 
Jeśli czytelnicy spodziewali się historii na miarę Tatiany i Aleksandra, niestety będą zawiedzeni. Paullina Simons stworzyła tylko jedną tak niepowtarzalną trylogię, i nic jej nie dorówna. Jednak jeśli nie nastawiamy się na kolejne arcydzieło, śmiało możemy sięgnąć po Dzieci wolności. Pisarka ma talent do tworzenia historii miłosnych. Świetnie przedstawia swoich bohaterów i łapie czytelnika za serce. Akcja toczy się wolno, nie jest niezwykle zaskakująca, jednak wątek miłosny poprowadzony został fenomenalnie. 

Paullina Simons po raz kolejny podarowała czytelnikom historię pełną wiary, nadziei i miłości. Znów pokazała mi, że nie ma nic ważniejszego od miłości, że życie lepiej jest budować na solidnym fundamencie uczucia, a nie niszczyć je tym, co powinniśmy robić i co nam każą. Jak zwykle autorka zaskoczyła mnie głębią swej książki. Teraz niecierpliwie czekam na kolejną powieść o losach Giny i Harry’ego – Bellagrand. Z trylogii Jeźdźca miedzianego wiem, że przed tą dwójką jeszcze długa i ciężka droga życia. 

Ech, ty ofiaro losu

źródło
Camilla Läckberg to mistrzyni skandynawskiego kryminału. Jej debiutem jest pierwsza część z cyklu o Fjällbace, czyli Księżniczka z lodu. Od lat jej powieści zajmują czołowe miejsca na listach bestsellerów. Jej książki przetłumaczono na ponad 35 języków. Napisała także książeczki dla dzieci oraz dwie książki kulinarne.

Ofiara losu to powieść kryminalna. W Tanumshede jest kręcony reality-show Fucking Tanum. Obecność kamer podsyca tylko konflikt między aktorami a mieszkańcami. Dwa podobne wypadki samochodowe budzą podejrzenia policjantów z komisariatu w tymże mieście. Patrik Hedstrom staje wobec największego dotąd wyzwania detektywistycznego w swojej karierze, a przy tym musi zmierzyć się z bolesną przeszłością.
Książkę, dzięki użyciu licznych środków stylistycznych, czyta się łatwo, szybko i przyjemnie. Brak trudnych, niezrozumiałych wyrazów sprawia, że jej płynne konsumowanie sprawia dużą radość. Na własne oczy możemy zobaczyć miasteczko i bohaterów.
Potencjalnego czytelnika może zachwycić rozległa fabuła oraz intrygujący i zaskakujący bohaterowie. Poprowadzony wątek historii rodziny jest bardzo ciekawy i rzadko spotykany w książkach.
źródło
Patrik Hedstrom to policjant z komisariatu w Tanumshede. Wraz z narzeczoną mieszka w małej i malowniczej Fjällbace. Jest obdarzony dużym talentem dedukcji. Rozwiązuje wiele trudnych spraw kryminalnych, które przypisuje sobie jego przełożony.
Bertil Mellberg to szef komisariatu. Marzy o powróceniu na to samo stanowisko w Goteborgu. Jest ohydnym i wstrętnym chamem, wyśmiewanym przez kolegów z pracy. Nic nie robi, a przed kamerami kłamie, że to dzięki niemu wszystko się udaje, choć nawet nie wie, jak przebiegało śledztwo.
Erika Falck to pisarka powieści biograficznych, chociaż potem pisze także książki innych gatunków. Często pomaga swojemu narzeczonemu w rozwikłaniu spraw, nie do końca o tym wiedząc. Ma duże poczucie humoru, wielkie zapasy cierpliwości i smykałkę do pomagania.
Książka wywarła na mnie duże wrażenie. Tak jak inne części zachwyciła mnie swoją oryginalnością. Jedyne, co mnie dziwi, to że w małej wiosce dzieje się dużo różnych i niepowtarzalnych morderstw. 
Książkę polecam wielbicielom sensacji. Głównie dedykuję ją młodzieży, dla której może okazać się bardzo wartościowa.

Po co są słowa?

fot. Klaudia Raflik
Twórczość Markusa Zusaka jest znana czytelnikom na całym świecie. Nic więc dziwnego, że z zapałem sięgają oni po każdą publikację wychodzącą spod jego pióra. Zaczęło się od Moje tak zwane życie… I tym razem nie było inaczej. Złodziejka książek stała się bestsellerem, a na jej podstawie stworzono film, który również spotkał się z ogromnym rozgłosem.

Poznajcie Liesel – małą dziewczynkę skazaną wyłącznie na siebie już od dzieciństwa. Zaczyna się od śmierci jej braciszka. Podczas pogrzebu Liesel odnajduje Podręcznik grabarza i postanawia zabrać go ze sobą. Po pewnym czasie, w wyniku trudności życiowych ludzi pod rządami Adolfa Hitlera, matka porzuca dziewczynkę, a ta trafia do rodziny zastępczej na Himmelstrasse. Początkowo Liesel traktuje Hubermannów z dystansem, podporządkowuje się im, jednak z czasem jej obojętność zamienia się w sympatię, a co za tym idzie – potrzebę miłości i bliskości. Liesel obdarza uczuciem ojca, który co noc sprawia, że ta pokonuje własny lęk. Bohaterka odkrywa tajemnice nowego domu; jedną z nich staje się przetrzymywanie w piwnicy Żyda…

To opowieść przepełniona walką o życie, nadzieją, miłością, przyjaźnią, a przede wszystkim… słowami. 

To nie jest skomplikowana historia. Składa się z:
– dziewczynki
– pewnej liczby słów
– akordeonisty
– niemieckich fanatyków
– żydowskiego boksera
– licznych kradzieży.
Najważniejszym aspektem, którego nie sposób poruszyć, mówiąc o Złodziejce książek, jest sposób prowadzenia przez autora narracji. Ku zaskoczeniu czytelników ta diametralnie różni się od pospolitej, stosowanej w każdej powieści – pierwszo- bądź trzecioosobowej. Narratorem jest bowiem Śmierć w całej okazałości. To ona wprowadza nas w świat hitleryzmu, życia podczas II wojny światowej, ciągłej walki, w końcu nadziei na lepsze jutro. Choć ta ostatnia wcale nie jest taka oczywista, gdyż, jak na samym początku uprzedza: na pewno umrzemy. Śmierć została wykreowana tak, aby z jednej strony zachwycała, a z drugiej budziła strach. Przychodzi ona po to, by opowiedzieć nam tę historię z jej perspektywy, aby wskazać nam drogę. To ona staje się zbawicielką ludzi, którzy giną z rąk hitlerowców, tuli ofiary do wiecznego snu…
Złodziejka książek nie jest książką tylko o śmierci; wskazuje przede wszystkim destrukcyjną siłę wojny i jej wpływ na życie ludzi. Pokazuje, czym jest reżim polityczny zwany totalitaryzmem i na czym polega jego wprowadzanie. Wreszcie – to opowieść o słowie, które potrafi niekiedy zdziałać cuda. Liesel wkracza w niezrozumiały świat słów wraz ze swoim przybranym tatą – akordeonistą. Krok po kroku poznaje go z każdej strony i stara się pojąć jego skomplikowaną budowę. Dzięki temu wszystko w jej oczach staje się o wiele prostsze. Liesel uczy się życia, które zaskakuje, jest niepojęte, ale piękne… Pomimo wszystko. 
Bohaterowie wykreowani przez autora są niezwykle wyraziści; poznajemy ich od podszewki. Zusak skupił się na pogłębieniu psychologizacji Liesel, która poszukuje swojej życiowej drogi. Przedstawił świat oczami dziecka, które wkracza w rzeczywistość i dowiaduje się, czym ono jest. Taki zabieg wzmacnia wiarygodność całej opowieści. Świat dziecka jest  przerażająco prawdziwy, w żaden sposób nie zakłamany. Dlatego też uczynienie dziewczynki główną bohaterką ma na celu skłonienie nas do refleksji nad otaczającym nas światem, do dogłębnego poznania tego, co nim rządzi, w końcu – do odnalezienia w sobie cząstki nadziei, tej, która umiera ostatnia… 
Świat przedstawiony jest skupiony wokół czasów II wojny światowej, które poznajemy w zupełnie inny sposób niż przez podręczniki do historii. Została ona ukazana w sposób niezwykły, dogłębnie, bez retuszu. Czytelnik staje się nie tylko obserwatorem, ale również uczestnikiem tych zdarzeń i pragnie poznać Liesel w rzeczywistości. To wspaniałe uczucie zjednoczenia z bohaterem, darzenie go współczuciem, swego rodzaju zaprzyjaźnienie się z nim – poznanie wszystkich jego rozterek, smutków, radości… 
Złodziejkę książek polecam przede wszystkim czytelnikom wrażliwym na cierpienie człowieka. Takie osoby zapewne doskonale odnajdą się w tej lekturze i uronią niejedną łzę – dopełniając tym samym ponadczasowość tej historii. Pozostałym również sięgnięcie po tę książkę nie zaszkodzi. Zdecydowanie radzę zapoznać się z nią tym, którzy nie lubią historii i nigdy jej nie zrozumieli – tutaj staje się zrozumiała, może dlatego, że nie pokazuje nam się w datach, pojęciach i suchych faktach. Wojna jest tłem, determinuje życie ludzi, tworzy obraz życia z wszechobecnym okrucieństwem i brutalnością – obraz niezwykle naturalistyczny, ale zachwycający, bo wiarygodny. 
Podsumowując, Zusak ma niesamowity talent. Nie dziwię się, że zyskał tak wielką sławę. Pozostaje mi tylko życzyć wam przyjemnej lektury (jeśli ktoś z was zdecyduje się sięgnąć po Złodziejkę). 
Pamiętajcie: świat bez słów byłby niczym; bez słów wszędzie panowałaby pustka. Słowa to wszystko, dosłownie wszystko, co możemy ludziom dać oraz co możemy od nich brać. To niesamowity dar, który nic nie kosztuje. Lecz wypowiedziane z ust nieodpowiedniej osoby stają się bolesnym piętnem odciśniętym na naszej psychice, na wieki…
Wyrwała stronę z książki i przedarła ją na pół.
Potem cały rozdział.
Po niedługim czasie otaczały ją strzępy podartych na małe kawałeczki
stron i słów. Słowa. Po co są słowa? Świat bez słów wyglądałby inaczej.
Bez słów Führer byłby niczym. Nie byłoby kulejących więźniów, nie byłoby
potrzeby pocieszania się oszukańczymi słowami.
No więc na co są właściwie słowa?
Liesel powtórzyła to jeszcze raz na głos, mówiąc do ścian oświetlonej na pomarańczowo biblioteki:
– Po co są słowa?

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia