Jeden telefon – i całe Twoje życie zmienia się nieodwracalnie…

Źródło

Chichot losu to jedna z
niewielu książek Hanki Lemańskiej. Autorka była psychologiem oraz trenerem
umiejętności menadżerskich i psychologicznych. Prywatnie mężatką, matką dwójki
dzieci i macochą dwóch pasierbów. Pozostałe jej książki to Aneczka oraz Jak będąc
kobietą w dowolnym wieku zepsuć życie sobie i innym
. Na podstawie powieści Chichot losu stworzono ekranizację w
postaci serialu obyczajowego pod tym samym tytułem.


Czy wiesz, że
odbierając telefon w środku nocy, możesz przewrócić całe swoje życie do góry
nogami?


Jest
to przesłanie powieści zawarte w jednym pytaniu, które doskonale zgłębia
tematykę książki. Ogólnie rzecz biorąc, przedstawia ona historię matki dwójki
dzieci – Elżbiety – i jej przyjaciółki. Jednak już po kilku stronach
obserwujemy życie tylko tej drugiej. Pewnej nocy odbiera ona telefon od Elżbiety,
która prosi ją o kilkudniową opiekę nad jej dziećmi – Asią i Łukaszem. Ta na
pozór błaha sytuacja z czasem przeradza się w życiową tragedię. Elżbieta bowiem
w drodze powrotnej ginie w wypadku samochodowym. Wielkie zniecierpliwienie
dzieci sięga zenitu, gdy matka nie wraca po trzydniowym pobycie do domu, jednak
punktem kulminacyjnym jest wizyta policjanta. Jak toczą się dalsze losy Joanny
i dwójki sierot? O tym dowiecie się podczas czytania poszczególnych kart
książki.

Muszę z wielką szczerością przyznać, że powieść ta wzruszyła mnie na
tyle, że podczas przekładania kartek łzy spływały mi po policzkach jak deszcz
po szybie w czasie ulewy. Książka przybiera formę pamiętnika,
którego narratorem jest Joanna. Powieść ta została napisana w tonie dość
pesymistycznym, choć momentami możemy dostrzec elementy „przejaśnień” fabuły,
co wpływa na jej ciekawość. Każde zdanie książki ma swoją historię, każde
czegoś uczy, w jakiś sposób sprowadza czytelnika na dobrą drogę. Wielość
subiektywnych opisów, odczuć wzbogaconych o dialogi dodaje książce dynamizmu,
choć zdecydowanie zdominowana jest ona przez stateczność. Wszystkie te elementy
stawiają powieść w jasnym świetle, przez co obfituje ona w wiarygodność.

Przyznaję,
że i książka, i film są na swój sposób ciekawe, jednak – jak to zwykle bywa – książka zawiera wiele wątków, które dodatkowo ją urozmaicają, i chociażby dlatego jest
o wiele lepsza od ekranizacji.

Autorka
posługuje się językiem prostym, przystępnym dla czytelnika, bez żadnych
zakrętów, przez które mógłby się on pogubić. Poszczególne wątki splata
umiejętnie, tak by tworzyły spójną całość. I za to ją cenię.

Książka
przekazuje pewne przesłanie, które każdy może interpretować na swój sposób.
Między innymi jest to powieść o kruchości życia, przyjaźni czy też o problemach
sierot i pomocy im w trudach codziennego życia. Powieść o wychowaniu „przez
przypadek”, o staniu się z nieznajomej matką.

Polecam
tę książkę wszystkim, przede wszystkim ludziom, którzy w jakiś sposób mogą
utożsamiać się z bohaterami, gdyż będzie im o wiele prościej zrozumieć pełne
przesłanie. Nie usiłuję zawężać grupy odbiorców, choć nie radziłabym sięgać po
tę książkę wczesnej młodzieży, ponieważ może się ona okazać dla nich
niezrozumiała czy po prostu nieciekawa. Jest to również świetny poradnik dla
przyszłych psychologów lub osób, które o tym zawodzie marzą.

Powieść
okazała się moją ulubioną głównie dzięki przesłaniu psychologicznemu oraz
swobodzie formy. Nie jest to książka, w której autorka próbuje zabłysnąć stylem
za wszelką cenę, tworzy dzieło proste. I myślę, że właśnie tą lekkością
intryguje najbardziej.

Człowiek na ziemi, anioł w niebie

Źródło

Bycie aniołem na ziemi wydaje się
abstrakcyjne. Nikt z nas tak naprawdę nie wie, co znajduje się ponad nami –
tam, gdzie nie dosięgają nasze zmysły. Czy istnieje tam wieczne życie, a każdy
człowiek zostaje oczyszczony z grzechu, czy rzeczywiście tam można odnaleźć
szczęście?

Susie Salmon (Saoirse Ronan) to
czternastolatka, której losy w fabule sięgają samego dzieciństwa. Wraz z dziewczynami
zakopuje w lesie skarby, które po 14 latach stają się dowodem ich wciąż
trwającej przyjaźni. Jej rodzice stwarzają pozory szczęśliwego małżeństwa, ona
sama, odczuwając samotność, zajmuje się fotografią. Pewnego razu nieopodal domu zatrzymuje
ją sąsiad, który już od dawna śledził ją, gdy oddawała się pasji. Zaprasza
dziewczynkę do zbudowanego przez siebie domku pod ziemią. Nikt nie spodziewałby
się jednak, że pod płachtą niepozornego spotkania kryje się głębsze znaczenie. Zgwałcona Susie opuszcza ziemię,
wędrując do czyśćca. Pozostaje w nim sama, spoglądając na ziemię z perspektywy
anioła. Tęskni za ziemskim życiem…

Film oglądałam dwa razy, jednak już po
pierwszym wstrząsnął mną i moimi emocjami. Fabuła obfituje w wielość
nakładających się na siebie wątków. Jednak spośród nich można wyróżnić dwa
podstawowe: życie i śmierć. Przesłanie wyłaniające się z głębi każdego z nich
przedstawia się bardzo przejrzyście, dzięki czemu możemy dostrzec
najdrobniejsze elementy.

Peter Jackson, dostrzegając ogromny
kontrast pomiędzy dwoma momentami ludzkiego istnienia, stworzył coś tak
wspaniałego jak Nostalgia anioła. Mimo że nie wzbudził w widzach
emocji targających nimi, oprowadził ich po dwóch światach, zwracając
jednocześnie uwagę każdego z nich na najistotniejsze aspekty. Jego dzieło jest jednak zbyt
schematyczne. Można streścić fabułę za pomocą jednego zdania: Sąsiad, człowiek
optymistycznie patrzący na świat i ludzi, stwarza kryjówkę, w której dokonuje
zbrodni, dziewczyna umiera, on zaciera ślady i staje się niewinny.
Historia
wzorowana na stereotypowym obrazie przedstawionego zdarzenia. W tym filmie
zachwyca jednak nie historia, ale sposób jej przekazania. Tutaj – nie ma co
polemizować – należy mu się pokłon do samych stóp.

Efekty specjalne zawładnęły schematem,
okryły go królewską szatą. Gdyby nie one, kto wie, może nie pisałabym w tej
chwili tej recenzji, gdyż nie uważałabym filmu za godny aż takiego poświęcenia.

Kobieca dusza (Ronan) tchnęła w film
ducha wrażliwości, nieskazitelności, prostoty. Stanley Tucci zburzył fundament,
i budulcem dla fabuły stał się z jednej strony przeraźliwy spokój, z drugiej
dawka napięcia, które umiejętnie umieścił w poszczególnych scenach. Saoirse
Ronan została nominowana do Nagrody BAFTA 2009 jako najlepsza aktorka
pierwszoplanowa, jej filmowy partner (Tucci) natomiast jako najlepszy aktor
drugoplanowy, a w 2010 roku do Oscara w identycznej nominacji.

Przejdźmy do scenografii. Tutaj na
szczególny podziw zasługuje przewaga treści nad formą. Kostiumy pospolite,
niczym się nie wyróżniające (jak np. wełniana czapka, w której Susie wstydzi
się wyjść do szkoły) – co świadczy o naturalności, a dekoracje… na dobrą sprawę
tworzą tło dla akcji dopiero w drugiej części filmu. Wszystko to, co ubogaciło
obraz, jest zasługą Frana Walscha, Petera Jacksona oraz Philippa Boyensa.

Podsumowując, film zasługuje na uwagę.
Jest doskonałym wyciskaczem łez oraz swego rodzaju przewodnikiem życiowym. Nie
chcę nakłaniać nikogo do obejrzenia, broń Boże, jest to osobista sprawa każdego
z ulubieńców żywego obrazu; jednak jeśli mogę podsunąć pewną sugestię, z
pewnością nie polecam oparcia na opiniach komentatorów. Zresztą chyba każdy z
nas zdążył się przekonać, że o gustach się nie dyskutuje. Pomimo że film
stanowi kalkę utartych schematów, warto spojrzeć na niego obiektywnie.

Historia o miłości, o tym, że nawet na prostej drodze zdarzają się zakręty…



 ~ Niewątpliwie jest to historia o miłości, o tym, że nawet na prostej drodze zdarzają się zakręty… 
Dotychczas wiodła szczęśliwe życie u boku Denny’ego, który był jej bezpieczną przystanią.
Później poznała mężczyznę, który obudził w niej nieznane uczucia.


Bezmyślna” udowadnia, że prawdziwa miłość nigdy nie jest łatwa.
Idealna para – Kiera i Denny – przeprowadza się do Seattle. Wynajmują pokój od przyjaciela Denny’ego – Kellana – który okazuje się szalenie przystojnym, „kapryśnym artystą”, liderem zespołu D-Bags. Jednak ich szczęśliwe chwile przerywa nagły służbowy wyjazd Denny’ego do Tucson, aż na 2 miesiące!
Kiera jest załamana, nie wyobraża sobie tak długiej rozłąki. Przez pierwszy tydzień łzy nie opuszczają jej oczu. Gdyby nie praca w pubie, czuwałaby całe dnie przy telefonie, czekając na rozmowę z Dennym.
Podczas tej rozłąki Kiera zyskuje nowego przyjaciela, którym okazuje się Kellan. Piją razem poranną kawę, spędzają wspólnie czas na kanapie przed telewizorem, wyruszają na wycieczki. Dziewczyna uwielbia słuchać śpiewu Kellana podczas jego występów w pubie. Lecz z czasem w ich znajomość wkracza nie tylko pożądanie, ale także uczucie, które okazuje się bardzo trudne do opanowania.
Pewnej nocy tłumione lęki, nadzieje i uczucia dochodzą wreszcie do głosu…
Od tej pory życie żadnego z bohaterów nie jest już takie jak dawniej. Miłość i zdrada, szczęście i tragedia, nadzieja i rozpacz… Po prostu życie.
„Bezmyślna” to dopiero początek wielkiej trylogii! Po niej nadchodzi: „Swobodna” i „Niepokorna”.

Książka posiada ciekawą fabułę, choć może pierwsze 80 stron nie sprawia wrażenia, że jest to coś innego niż dotychczas znane nam trójkąty książkowe. Autorka, dzięki opisom rozmyślań, rozterek, uczuć i wątpliwości, sprawia, że identyfikujemy się z bohaterami, z których każdy posiada własny bagaż wcześniejszych (nie zawsze przyjemnych) doświadczeń.

Jesteś moim sercem.

Urzekła mnie postać Kellana – nie dlatego, że został wykreowany na przystojnego bohatera (ale to także doceniam), lecz z tego powodu, iż poruszyła mnie jego historia i sposób, w jaki widział miłość i szukał jej po przyjeździe Kiery i Denny’ego oraz wcześniej. Zostało to tak opisane, że nie sposób nakreślić tego w kilku słowach..

Każda kobieta ma twoją twarz. Widzę tylko Ciebie i tylko Ciebie chcę.

„Bezmyślna” pokazuje, że dokonany wybór nigdy na 100 % nie jest ostateczny i nieodwołalny. To powieść o podejmowaniu trudnych decyzji, o walce rozumu z sercem, a także o odwadze, gdyż wielu ludzi boi się miłości i zmian w swoim życiu. Gdy nie wyjdziemy temu naprzeciw, czas i życie ucieknie nam przez palce, a pozostanie jedynie żal za tym, czego nie zrobiliśmy.


Było, co było. Wszystko między nami naznaczyło piękno i nigdy tego nie zapomnę. Będziesz cierpieć, ja też, ale wszystko się kończy, więc oszczędź mi łez.
Podsumowując, mądry czytelnik „wyciągnie” z tej książki wiele dobrych rad oraz przesłań. Dostrzeże, jak łatwo jest zranić ludzi. Doceni szczerość i mam nadzieję, że już nigdy nie pomyśli, iż rozmowa o uczuciach jest oznaką słabości!

Nie musisz nigdy przepraszać za to, że chcesz powiedzieć, co czujesz… albo czego się obawiasz.

Powiedzieć czy nie?

Książka „Musisz to komuś powiedzieć” wpadła w moje ręce właściwie przez przypadek, podczas standardowego szwendania się po bibliotece któregoś słonecznego popołudnia. Sięgnęłam po nią, bo już kilka razy miałam styczność z powieściami serii „Plus minus szesnaście” i zawsze czytało się bardzo miło. Akcja rozpoczyna się po uroczystym zakończeniu roku szkolnego, co gwarantuje nam lekką wakacyjną atmosferę. Z nie do końca jasnych przyczyn w drzwiach Mileny pojawia się tajemniczy Łukasz, mający pomieszkać kilka tygodni z jej rodziną. Sympatyczny chłopak zaburza rutynę dnia, a to dopiero początek. Los niejednokrotnie przetestuje Milenę podczas tych wakacji: czy to w domu, na wsi u dziadków przyjaciółki, czy też na obozie literackim poświęconym Marii Konopnickiej.
Początek książki na moje oko wypadł słabo. Opisów było jak na lekarstwo, a postacie przedstawiono w niezbyt ciekawy sposób. Jednak po jakimś czasie akcja się rozkręciła, a my nie możemy już przerwać lektury. Sama spędziłam z książką większość wolnych – a czasem i zajętych – chwil Wielkanocy i wieczorem, po przeczytaniu ostatniej strony nie bardzo wiedziałam, co ze sobą zrobić.
Nie wiem, czy to za sprawą sympatycznych i barwnych postaci, lekkiego pióra autorki, niespodziewanych zwrotów akcji, wakacyjnej atmosfery czy poruszaniu wielu aktualnych problemów książkę czyta się tak szybko. A może dzięki wszystkiemu na raz? Czasem wrażenie psują tylko lekko sztuczne dialogi. No i jest jeszcze Konopnicka. Autorka w sprytny sposób wplotła ją do fabuły i ujawniła wiele ciekawych historii z jej życia. Główna bohaterka patrzy na problemy swoje i swoich znajomych przez pryzmat biografii Marii. Po przeczytaniu „Musisz to komuś powiedzieć” wiemy o wiele więcej o poetce słynącej z „Roty” i wierszy dla dzieci, niż reszta Polaków. Absolutnie nie jest to jednak grzeczne zapoznanie kolejnej nudnej i do bólu poprawnej poetki rodem ze szkoły! Postać tę autorka przedstawiła wielowymiarowo, ukazując zarówno jej zalety, jak i wady, których Konopnicka wcale miała wcale niemało.
Muszę jednak wspomnieć o zbyt nagłym zakończeniu. Epilog właściwie nic nie wyjaśnił, a ja, po ostatecznym zamknięciu książki nie mogłam uwierzyć, że ta już się skończyła. Tyle spraw pozostało niewyjaśnionych! Tyle wątków niedokończonych! Książka jakby się urwała. Co ja mam zrobić ze swymi pytaniami odnośnie bohaterów? Ech, to niemal okrucieństwo zostawić tak czytelnika z niczym.
W powieści poruszone zostały jak najbardziej ważne i aktualne problemy nie tylko dzisiejszych młodych. Bohaterzy stykają się z narkotykami, niezrozumieniem, homoseksualizmem, doznają zawodów na tle miłości i przyjaźni. Mnie książka bardzo się podobała i wiem, że spodoba się też wielu innym nastolatkom. Polecam sięgnąć po „Musisz to komuś powiedzieć”, zwłaszcza teraz, kiedy suwalskie słońce z książki jeszcze pozytywniej nastraja nas na zbliżające się wielkimi krokami wakacje szkolne.

Nie bój się. Nie pozwól, by to zauważyli

Źródło
Mam na imię Ruby. Potrafię wedrzeć się do twojego umysłu, a nawet wymazać wspomnienia. Jako dziecko zostałam wysłana do obozu „rehabilitacyjnego” dla takich jak ja. Zieloni, Niebiescy, Żółci, Pomarańczowi, Czerwoni. Mroczne umysły. Zostałam przydzielona do Zielonych, ale w rzeczywistości jestem ostatnią z Pomarańczowych. Ukrywam to, żeby przetrwać.

Myślę, że po takim początku wiele osób postanowi sięgnąć po tę książkę, jednak postaram się was jeszcze bardziej zachęcić, bo naprawdę warto.





Nie,
oni nie lękali się o dzieci, które mogły umrzeć. Nie martwili się
pustką, którą miały po sobie pozostawić.  Oni bali się nas – tych, którzy
przeżyli
.

W całym kraju dzieci umierają na tajemniczą chorobę zwaną OMNI. Te, które przeżyły, są uznawane za zagrożenie i wysyłane do obozów, gdzie mają zostać zrehabilitowane. Prawda jest jednak inna. Dzieci posiadają niezwykłe umiejętności i są dzielone na grupy. Każdej z nich odpowiada jeden z pięciu kolorów: zielony, niebieski, pomarańczowy, czerwony i żółty. Ruby trafia do obozu, mając zaledwie 10 lat. Zostaje zidentyfikowana jako Zielona, choć tak naprawdę jest Pomarańczową. Przez 6 lat udaje jej się ukrywać swoją tożsamość, jednak pewne zdarzenie ją zdradza. Musi uciekać, bo inaczej spotka ją śmierć.
Ruby udaje się uciec i w tym momencie zaczynają się jej przygody. Poznaje Liama, Zu i Pulpeta – dzieciaki, które również miały okazję uciec z innego obozu. Za cel obierają sobie znalezienie East River, czyli obozu dla dzieci, które pod wodzą tajemniczego Uciekiniera mogą żyć w spokoju, i dotarcie do niego. Ruby oprócz walki z niebezpieczeństwem, które zagraża jej ze strony żołnierzy SSP (Siły Specjalne Psi), musi walczyć z samą sobą, nie mogąc pozwolić na to, aby potwór, który się w niej kryje, nią zawładnął.
Bardzo dużym plusem jest to, że autorka nie idealizuje bohaterów. Posiadają oni swoje wady i zalety, dzięki czemu możemy łatwo się z nimi identyfikować. Podoba mi się ich rozwaga i podejście do życia; to, że cenią sobie takie wartości jak przyjaźń, rodzina, miłość i wolność. Książka jest pełna niezwykle barwnych postaci. Polubiłam główną bohaterkę. Z jednej strony wydaje się bezbronna, ale z drugiej – drzemie w niej wiele mocy.
Jesteśmy wyjątkowi nie ze względu na to, kim jesteśmy, ale ze względu na to, kogo mogą z nas zrobić.
Autorka nie oszczędza nam brutalnych momentów. Jesteśmy świadkami życia obozowego dzieci, ich walki o wolność, która często kończy się tragicznie. Na swojej drodze główni bohaterowie niejednokrotnie spotykają się z niebezpieczeństwem.
Zakończenia nie można przewidzieć. Czytając, stworzyłam własną wizję, jednak pani Bracken tak pokierowała akcją, że moje wyobrażenie się rozpadło. To nie może się tak skończyć. Muszę dowiedzieć się, jakie dalsze losy czekają moich ulubionych bohaterów.
Oczywiście książka nie jest idealna i ma swoje maleńkie minusy. Jak dla mnie 6 lat, które Ruby spędziła w obozie, jest opisane powierzchownie. Oprócz paru zdarzeń przywołanych przez bohaterkę i opowieści dzieciaków, którym udało się uciec, nie dostajemy żadnych szczegółów na temat funkcjonowania obozu.
Wątek miłosny pozostawia pewien niedosyt. Jest lekkim tłem całej historii, jednak wolałabym, aby miłość rodząca się między bohaterami była jednym z głównych wątków.

Nie można odbudować zniszczonego życia ani odzyskać straconego człowieka.

Jeżeli lubicie dystopijne klimaty, to ta pozycja jest dla was. Nie wahajcie się przed sięgnięciem po Mroczne umysły.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia