Czy jest się czym zachwycać?

fot. Kamil Czubek
Ależ była promocja tej książki! Zewsząd krzyczały na nas reklamy i
banery promujące powieść nowego mistrza skandynawskiego kryminału.
Recenzje posypały się niczym letni deszcz, a zachwytom i peanom na jej
cześć nie było końca. Styl i język autora porównywane były do króla
kryminału, czyli Jo Nesbø, którego miałem okazję spotkać dwukrotnie, z
różnym skutkiem – recenzje do wyszukania. Wracając do meritum, autor
duńskiego pochodzenia próbuje pokazać nam zepsucie Danii i Szwecji, w
naszym wyobrażeniu krain mlekiem i miodem płynących. Wszystko to
sprawia, że rodzi się pytanie, a raczej pytania, na które nie będzie tak
łatwo odpowiedzieć: czy Wykolejony naprawdę jest tak dobry, jak
piszą o nim czytelnicy? Czy faktycznie mamy do czynienia z najlepszym
kryminałem ostatnich lat? O mojej próbie odpowiedzi przeczytacie w
dalszej części recenzji.


Głównym
bohaterem i tytułowym wykolejonym jest wysłany na przymusowy urlop członek duńskiej policji Thomas Ravnsholdt. Chłop stoczył się na samo
dno, jego życie skupiło się na wypadach do baru Wydra i trzeźwieniu na
jachcie, pod czujnym okiem sympatycznego mopsa Moffego. Jednak droga, jaką wybrał (w sumie to ona wybrała jego) nie była spowodowana jego
widzimisię, a tragedią, której nikt z nas nie chciałby doświadczyć.
Thomas jest wrakiem człowieka – wrakiem rozżalonym i żałującym
wszystkich złych uczynków dotychczasowego życia. Autor umiejętnie przedstawia
nam psychologiczny opis człowieka, który nie jest zdolny do wyjścia z
piekła, w którym znalazł się poprzez nałóg i tęsknotę. Najgorszy w tym
wszystkim jest brak bratniej duszy, która mogłaby go pocieszyć i dać nadzieję byłemu funkcjonariuszowi. To właśnie analiza psychologiczna gra
tutaj pierwsze skrzypce – my, jako czytelnicy, mamy dowiedzieć się jak
najwięcej o policjancie, nie osądzać go zbyt pochopnie, ale dostrzec w nim
również kilka dobrych pierwiastków. A taką okazję mamy, gdy
Ravn zgadza się pomóc Nadii – zaniepokojonej matce, która nie miała
kontaktu ze swoją córką od blisko 3 lat. Dla Thomasa to szansa na
wyrwanie się z życiowej stagnacji, a dla kobiety – na kontakt z pierworodną.
Nie
będę wam zdradzał fabuły – nie ona jest najważniejsza. Tak, nie
przesłyszeliście się – w tym kryminale historia jest zepchnięta na drugi
tor, by ustąpić miejsca psychologii. Krefeld skupia się na pokazaniu nam
przestępczego świata – to brudna i szara rzeczywistość, pełna brutalnych
przestępców, świrów i egoistycznych psychopatów. Człowiek jest tutaj
zabawką, traktować go jak przedmiot to zbawienie, a tajemnicza
Arizona to miejsce określane jako piekło. I to nie bez powodu, o czym
będzie mógł przekonać się nasz główny bohater. Przedstawiony świat jest
wyrazisty i mocno zarysowany; szarość ustępuje czerni, a kluby ze
striptizem i speluny pełne pijaków dopełniają obraz rozpaczy i nędzy.
Plus dla autora za stworzenie niesamowicie klimatycznej powieści, w
której roi się od świetnie wykreowanych bohaterów, i wodzenie
czytelnika, stopień za stopniem, wprost do najgorętszych czeluści
piekła.
Wad jest, niestety, trochę więcej. Kryminał
Krefelda nie jest świeżym pomysłem. Cały czas miałem wrażenie, że to już
gdzieś było, że to już gdzieś czytałem. Spójrzcie – mamy staczającego
się policjanta, któremu nie zależy na niczym, a po tragedii, jaka go
spotkała, stał się obojętny na cały świat. Topi smutki w alkoholu, gdy
nagle ktoś daje mu szansę na nowe życie. Nie macie takiego wrażenia, że
jego postać jest ciut przereklamowana? Następny schemat, jaki możemy
wyłapać, to narracyjna strona powieści. Autor prowadzi nas przez lata
1979–2013 tylko po to, by wszystkie wątki – zabójcy, ofiary i Thomasa – połączyć w jedną opowieść. Najlepiej w tym zestawieniu wypada historia
Maszy, która przez swojego kochającego faceta nagle dostaje się do samego
mafijnego piekła. Świat rządzony przez mafiozów i alfonsów jest do bólu
przerażający. Czytając kolejne kartki powieści, mamy wrażenie realności
opisywanych zdarzeń, co prowadzi do sensownego wniosku – czy taka książka nie mogłaby być opisana na faktach? Kuleje, i to bardzo, wątek
zabójcy, który początkowo jest poprowadzony niesamowicie dobrze –
mamy małego szkraba, który przez rodzinną tragedię decyduje się na
straszny krok, co skutecznie rujnuje jego przyszłe lata – poprzez pasję
ojca staje się psychopatą doskonałym. Nie nastawiajcie się na szalone
śledztwo z udziałem pół-komisariatu policji, brawurowych pościgów,
strzelanin i ucieczek. W tej książce chodzi o coś innego.
Autor
chce nam pokazać mroczny i brutalny świat, w którym rządzi pieniądz i
od niego zależy twój jutrzejszy dzień. Tutaj zabrakło mi głębszej
analizy głównego alfonsa – to naprawdę ciekawa postać, budująca swój
szacunek powoli i stopniowo, wyzbyta empatii i szczęścia, zagrażająca
wszystkim dokoła. To mógł być naprawdę świetny wątek, szkoda, że
Krefeld nie zdecydował się na jaśniejsze nakreślenie jego postaci, bo ma
talent do kreacji bohaterów lubujących się w mrocznych i plugawych
brudach tego świata.
Od książki nie można się oderwać.
Koniec i kropka. Gdy już zasiądziesz do lektury, nagle dotrze do ciebie, że czytasz już kilkadziesiąt minut, a stronice przewracają się
jak szalone, po to, by za chwilę dotrzeć do końca powieści. Styl i język
autora są niebanalne, ale łatwe w odbiorze i skutecznie przyciągają
uwagę czytelnika. Nie mamy tutaj żadnych wzniosłych frazesów ani
patetycznych myśli – wszystko jest jasne i klarowne, a przy okazji
szare i mroczne. Krefeld skutecznie opisuje nam wszystkie przestępstwa,
brutalne pobicia, mordy i, co najgorsze z tego wszystkiego, przedmiotowe podejście do kobiet – one nie mają żadnych praw, są
zabawkami, które każdy może wykorzystać.
Moje pierwsze
spotkanie z duńskim autorem było udane, lecz spodziewałem się czegoś
innego, a raczej bardziej innowacyjnego, z lekkim powiewem świeżości.
Jak akcja i atmosfera są naprawdę dobre, tak schematy i
lekka powtarzalność psują ogólną opinię. Wykolejony jest dobrym
przykładem lektury zabierającej nas w podróż przez mroczne zakamarki
przestępczych umysłów, powodującej ciarki przy niektórych opisach i
dającej wyraz zepsucia Skandynawii. Książka jest pierwszą częścią
przygód Ravna i mam nadzieję, że kolejne będą coraz lepsze, tak by
finalna stanowiła prawdziwą bombą i jazdę bez trzymanki. Ach, byłbym
zapomniał – okładka jest jedną z lepszych, jakie miałem ostatnio okazję
zobaczyć.

Do czego jest w stanie posunąć się kobieta, kiedy w grę wchodzi jej urażona duma?

źródło
Dzisiejsza
ludzkość już niemalże zapomniała, że istnieje coś takiego jak
korespondencja listowa. Obecnie osób, które wciąż utrzymują kontakty w
ten sposób, tylko ze świecą szukać. Publikacja Niebezpieczne związki wyróżnia się spośród innych tym, że utrzymana jest w formie listów, które wymieniają między sobą bohaterzy.


XVIII-wieczny Paryż. Szanowana markiza de Marteuil i jej przyjaciel
wicehrabia de Valmont w ramach zemsty knują miłosną intrygę. Pionkami w
ich grze stają się: młodziutka Cecylia i kawaler Danceny. Cecylia jako
naiwna dziewczyna wkracza w dorosłe życie arystokracji. Nie zna
okrutnego świata. Obdarza zaufaniem osobę, która umiejętnie to
wykorzystuje, wyciągając dla siebie korzyści…

Ciemne strony charakterów głównych postaci Pierre Choderlos de Laclos
nakreślił znakomicie. Relacja pomiędzy markizą a wicehrabią de Valmont
wydaje się niejednokrotnie trudna do rozszyfrowania. Jednakże
zgrzeszyłoby się, określając ich nudnymi i tuzinkowymi postaciami, które
możemy znaleźć na kartach przeciętnej powieści.  Markiza de Marteuil to
urodzona intrygantka. W przypadku jej osoby mamy do czynienia z ogromną
manipulacją i rzadko spotykanym wpływem na ludzi. Do głosu dochodzi jej
urażona duma wobec człowieka, który niegdyś odrzucił jej zaloty, jak
można się domyślić – nic dobrego z tego nie wyniknie.
Istotnym
walorem tej powieści, o którym należy wspomnieć, jest odmienny styl
pisarza. Książka ta liczy już sobie ponad dwieście lat, co wiąże się z
tym, że jej treść utrzymana jest w dawnej estetyce. Wiele osób policzyłoby
to jako minus tej powieści i zapewne przeszłoby koło niej obojętnie.
Warto podkreślić, że pióro autora jest bogate w metafory. Styl można
określić jako kwiecisty oraz płomienny. 
Gdy
czytałam tę powieść, byłam pod wrażeniem twórczości pisarza.
Potrafił on napisać coś zaskakującego, wciągającego i na dodatek
odmiennego. Forma, w jakiej wydana jest ta książka, czyli zbiór listów,
które piszą do siebie bohaterzy, w żadnym wypadku nie utrudnia odbioru
historii. Nie miałam problemu z poznaniem postaci oraz śledzeniem ich
losów. Wszystko jest przedstawione klarownie. Pomimo tego, że niektóre
sytuacje zostały niejako przemilczane bądź wycięte z książki (wydawca
zaznacza, że niektóre listy zostały pominięte ze względu na nużącą
treść). 
Nie
przesadzając, mogę stwierdzić, że ten romans został napisany po
mistrzowsku. Jako kobieta lubię czasami sięgnąć po coś z tego gatunku.
Szkoda, że na rynku wydawniczym jest niewiele takich powieści. Dramat, który opisał Pierre Choderlos de Laclos, znacznie
się wyróżnia. Listy utrzymane są w górnolotnym stylu. Co ważne,
przesycone zostały emocjami i uczuciami. Być może właśnie to sprawiło, że
książka jest tak przyjemna w odbiorze. Czytałam ją z zapartym tchem,
ponieważ koniecznie chciałam dowiedzieć się, czym uraczy mnie pisarz na
samym końcu. To właśnie forma tej książki jest plusem nie do podważenia.
Dzięki listom poznajemy myśli i uczucia wszystkich bohaterów. 

Polecam
tę książkę kobietom, jak i mężczyznom. Zapewne wielu mężczyzn zmieniłoby
zdanie, które sobie wyrobili na temat powieści romantycznych. Problemy,
które porusza pisarz w Niebezpiecznych związkach, są wciąż aktualne. Do
perfekcji Lacos przedstawił
skutki urażonej dumy kobiecej oraz jej dwulicowość. Jestem
przekonana, że osoby, które sięgną po tę powieść, nie zostaną
zawiedzione.

Świat to nie tylko widok z okna

źródło
Żeby zrozumieć głębokie pragnienie podróżowania w mentalności Polaków, warto jest sięgnąć do przeszłości naszego narodu. Przez lata wojen i okupacji możliwości podróżowania dla naszych przodków były bardzo ograniczone. Jeśli już wyjeżdżali, robili to z przymusu. Musieli uciekać, emigrować, porzucać swoją piękną ojczyznę. Na możliwość swobodnej wędrówki czekali Mickiewicz, Borowski, nasi dziadkowie i ojcowie. Wreszcie po upadku komunizmu przyszedł czas. Naród polski zachłysnął się zewem wolności. I ruszył w drogę…

Nieważne jak – autostopem, samolotem czy rowerem – postanowiliśmy zaznaczyć światu, że jesteśmy ludźmi otwartymi i żądnymi przygód. Własną historię opowiedział debiutujący Karol Lewandowski w książce Busem przez świat. Wyprawa pierwsza, którą zredagował Łukasz Orbitowski.


Około 20-letni chłopcy – choć lepiej brzmi mężczyźni – również zapragnęli zaznać uroków świata. Mieli jedno marzenie – pojechać z rodzinnej Świdnicy do Gibraltaru. A co ciekawsze, chcieli tego dokonać busem. Ludzie uznawali ich za szaleńców, przekonywali, że stary bus może popsuć się, nawet zanim przekroczą granice Polski. Karol, Wojtek, Michał, Marek i Krzysiek nie należą jednak do tych, którzy szybko się poddają. Odłożyli pieniądze, niemal cudem kupili starego busa, którego odremontowali, i przygotowali do wyjazdu; zapewnili sobie prowiant, pożegnali się z rodzinami i świat stanął przed nimi otworem. Nie było łatwo, wszystko to zajęło im pół roku, ale wreszcie kolorowy bus wyjechał podbijać drogi Europy. Ta książka opowiada o wszystkich ich przygodach, radościach, smutkach, zrządzeniach losu i problemach.
W lusterku widziałem ludzi, którzy przyszli nas pożegnać. Wylegli na ulicę i machali co sił, przekrzykując się nawzajem. Marek przekręcił kluczyk w stacyjce, bus zakołysał się na dziurawym asfalcie i ci wszyscy ludzie zaczęli raptem maleć, zlewać się ze sobą, by w końcu zniknąć za zakrętem.
Słów kilka o języku. Historia opowiadana jest z perspektywy jednej osoby, więc mamy do czynienia z relacją subiektywną. Język jest prosty i przejrzysty. Książkę czyta się z ogromną przyjemnością, opisy nie przytłaczają, a dialogi są rozbudowane i bardzo dobrze uzupełniają opowiadanie. Nie jest to literatura wysokich lotów, ale nie zapominajmy, że sięgamy po pozycję typowo podróżniczą. Gdyby autor próbował pisać stylem pełnym patosu, to pewnie zanudzilibyśmy się na śmierć. W tym przypadku mamy do czynienia z językiem gawędziarskim, który jak najbardziej odpowiada rodzajowi treści. Opisy miejsc są naprawdę plastyczne, a przy tym urzekające. Nie jestem pewna, czy pochwały należą się autorowi, a jednocześnie uczestnikowi wyprawy Karolowi Lewandowskiemu, czy redaktorowi Łukaszowi Orbitowskiemu. W każdym razie bardzo interesujący sposób prowadzenia narracji.
Ostatnie zdanie powiedział tak cicho, że ledwo je usłyszałem. Uśmiech na twarzy Davida sugerował, że nie ma na myśli dokładnie takiego mechanika, jakiego potrzebujemy.
–  Co to za mechanik? – zapytał Marek.
–  Pan Bóg – odpowiedział David poważnym tonem. – Wrócę do kościoła i pomodlę się w intencji waszej wyprawy. A wam radzę zrobić to samo. Możecie nabijać się ze mnie do woli – dodał nieco smutniej, jakby nawykł do szyderstw. – Modlitwa naprawdę działa.
O kwestiach wizualnych i formacie książki. Całość podzielona jest na krótkie rozdziały, co ułatwia czytanie i porządkuje fabułę. Mnie taki sposób prezentowania treści bardzo odpowiadał i muszę się przyznać, że po każdym rozdziale stwierdzałam, że przeczytam następny i kolejny, a dzięki temu, że były krótkie, nie miałam przynajmniej wyrzutów sumienia. Jak przystało na literaturę podróżniczą i zgodnie z obowiązującą modą, w książce znajdziemy również kilkanaście stron z wkładką zdjęciową. Nie muszę chyba informować, że to prawdziwa gratka i niezmiernie ciekawie przegląda się te fotografie. Do tego dołączona została jeszcze mapka podróży oraz niezbędne informacje dla przyszłych czytelników, takie jak kosztorys, lista przydatnych akcesoriów, tabelki informacyjne, np. gdzie nocować, jak wykąpać się za darmo itd.
Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała, że na specjalne wyrazy uznania zasługuje wydawnictwo SQN. Książka wydana jest z sercem, tekst został dobrze wyjustowany, szata graficzna jest bardzo ciekawa. Naprawdę dobra robota.
Ekipa Busem przez świat zakończyła swoją wyprawę. Jak? Dowiecie się, czytając książkę. Zdradzę wam jednak, że na tym ich przygoda z podróżowaniem się nie zakończyła; przez kolejne miesiące zwiedzili Stany Zjednoczone, Ukrainę, Wielką Brytanie i wiele innych krajów. Na ich stronie busemprzezswiat.pl możecie śledzić poczynania ekipy, oglądać zdjęcia i filmiki z różnych miejsc świata, a także wysłać własne zgłoszenie na kolejną przejażdżkę. Kto wie, może to wy dołączycie do chłopaków?
W Varigotti zaspani właściciele otwierali kawiarnie. Turyści zasiadali przy stolikach albo od razu zasuwali z parasolami na plaże. Pozostawiliśmy po sobie czysty piasek. Trzeba było jechać dalej.
Nie mam najmniejszych wątpliwości, jeśli chodzi o polecenie tej książki. Wydaje mi się, że może po nią sięgnąć każdy, chyba, że należy do zrzeszonych przeciwników literatury podróżniczej. Busem przez świat pobudza wyobraźnię, skłania do ruszenia swoich czterech liter z fotela. Po przeczytaniu tej historii nawet największy domator westchnąłby w stronę horyzontu.
źródło
A co mam do powiedzenia o nas – Polakach? Chyba naprawdę nie byliśmy jeszcze tylko na Słońcu, a dzień dobry można usłyszeć w najmniej spodziewanym momencie, na samym krańcu Ziemi.

Dokąd zmierzasz?

źródło
Pomysł na Quo Vadis powstał podczas czytania annałów Tacyta, który był jednym z ulubionych pisarzy Sienkiewicza (1894 rok). Jednak to dzięki pobytowi w Rzymie autor, natknąwszy się na pewną kapliczkę, podjął decyzję o napisaniu powieści historycznej osadzonej w czasach panowania cesarza Nerona. Dzięki posiadaniu wiedzy dotyczącej powstania kościoła w sposób rzeczywisty oddał obraz opisywanej epoki.

Główną zasługą powstania Quo Vadis było ogromne zainteresowanie pisarza tematyką starożytności, o czym wielokrotnie wspominał w swoich listach do przyjaciół – o przeczytanych lekturach z twórczości starożytnych historyków oraz pisarzy. Do tych najbardziej szczególnych należą Roczniki Tacyta, ze względu na obiektywny sposób, w jaki zostało przedstawione panowanie cesarzy, począwszy od Tyberiusza, na Neronie skończywszy.
źródło
Trzeba również nadmienić o inspiracji czerpanej z malarstwa i rzeźbiarstwa, które były obecne podczas tworzenia powieści. Jako że Sienkiewicz wielokrotnie przebywał w Rzymie, zwiedzając ze swym wiernym przyjacielem, polskim malarzem Henrykiem Siemiradzkim, za sprawą jego obrazów Uczta Nerona oraz Pochodnia Nerona powstały końcowe rozdziały Quo vadis.
Na uwagę zasługuje również sytuacja polityczna, która odegrała spore znaczenie w tworzeniu scen związanych z prześladowaniem chrześcijan. Uważano, że zostały wzorowane na sytuacji narodu polskiego pod zaborami pruskim i rosyjskim oraz prześladowaniach na Podlasiu. Za najciekawszą z inspiracji postrzegano pożar Puław, mający miejsce w roku 1875, którego świadkiem był Sienkiewicz pracujący jako reporter w Gazecie Polskiej. Jego wrażenia z obrazu płonącego miasta były tak silne, że posłużyły mu do napisania sceny spalenia Rzymu.

źródło

Sienkiewicz czerpał wiele inspiracji, starając się, aby Quo Vadis stało się wyjątkowe i niepowtarzalne. Dzięki wykorzystaniu wiedzy dotyczącej starożytności pisarz stworzył powieść docenioną przez odbiorców oraz wartościową literacko, która zyskała sławę ogólnoświatową (1905 rok) i została przełożona na wiele języków, więcej niż poprzednie dotąd wydane.

Czasami warto spróbować zmienić swoje przeznaczenie…

Czy aby na pewno temat dotyczący wilkołaków został wyczerpany i wiemy już o nich wszystko?

I czy miłość nastolatków zawsze jest błaha i szczeniacka, czy może jednak potrafi być przepełniona rozterkami, troską o najbliższych, konfliktem własnego ja?

„Cień Nocy” to nowa, gorąca, mocna seria, kipiąca walką, akcją i potężną zakazaną miłością, która ma przeciwstawić się przeznaczeniu.

Bohaterką jest siedemnastoletnia Calla – alfa klanu Cień Nocy, która swoje przeznaczenie znała od momentu urodzenia. To właśnie ona w dniu swoich osiemnastych urodzin ma poślubić Rena – alfę Kary Nocy – i tym samym zawrzeć oczekiwaną przez Opiekunów unię, w wyniku której połączeniu mają ulec młode wilki z obu klanów.

Ren jest przyjacielem Calli. Darzą się wzajemną sympatią i oboje cieszą się na nadchodzące zaślubiny. Jednak na drodze do – wydaje się najlepszej przyszłości, jaką można sobie wymarzyć – staje Shay, nowy chłopak w szkole, któremu Calla ratuje życie, łamiąc tym samym zasady, które ją obowiązują, za co grozi surowa kara. To właśnie po części za sprawą Shaya, a także okropieństw, których dopuszczają się Opiekunowie względem wilków, dziewczyna zaczyna podawać w wątpliwość zasady rządzące jej światem, a także wpajane fakty oraz słuszność sprawy, której jest częścią.

Kłamstwa, jakimi karmione są wilki od wielu lat, zaczynają wychodzić na światło dzienne. Jak się okazuje, cała prawda znajduję się w starej księdze Opiekunów, której czytanie jest zakazane. Kluczem do sukcesu okazuje się Shay, przy pomocy którego udaje się przetłumaczyć część księgi dotyczącej również przyszłości i święta Samhain, z którym wiąże się niepokojące składanie ofiar i tajemnicze obrzędy.

W głowie dziewczyny tłumią się różne myśli; księga nie została w całości przetłumaczona, tak wiele elementów nie pasuje do układanki, a ona sama za chwilę ma poślubić Reniera…

Czy Calla odkryje prawdę, tak długo tuszowaną przez Opiekunów?
Czy dojdzie do zaślubin, biorąc pod uwagę fakt, iż dziewczyna, początkowo nieświadomie, zakochuje się w Shayu?
Kim jest Potomek?
I czy w konsekwencji dojdzie do rozlewu krwi?

Cień Nocy definitywnie nie jest kolejną książką o miłości i wilkołakach. Andrea Cremer zwraca szczególną uwagę na zażyłości pomiędzy wilkami, ich wzajemną lojalność, oddanie oraz miłość, jaką się darzą. Tworzy to obraz rodziny, pomimo że poszczególni członkowie klanu nie są rodzeństwem.

Kolejnym pozytywem tej książki jest ciągłość akcji. Nie ma tutaj miejsca na nudę. Spokojniejsze chwile pojawiają się po to, aby po chwili na nowo wróciło napięcie.

Znajdziemy w tej książce momenty, które nagrodzimy śmiechem, a także takie, które zasługują na nasze wzruszenie. Nie brak także chwil przepełnionych pożądaniem, namiętnością, choć nie pojawia się tutaj ani jedna scena seksu.

Cień Nocy czyta się z wielką przyjemnością. Jak wiemy, jest to pierwszy tom całej opowieści, zatem wszystko jeszcze przed nami.

Duży plus ode mnie za zakończenie książki, ponieważ urwanie akcji w momencie trzymającym w napięciu sprawia, że musimy sięgnąć po jej następną część (Blask Nocy), ponieważ przegrywamy z naszą ciekawością.

Pochwalić muszę również pomysł autorki na obdarowanie czytelnika małą niespodzianką, którą jest dodanie fragmentu I rozdziału kolejnego tomu. Dla mnie było to miłe zaskoczenie. Co prawda na końcu książki tom drugi, do którego zachęca autorka, jest zatytułowany Kara Nocy, lecz my znajdziemy w księgarniach lub bibliotekach tom II jako Blask Nocy, zaś część III jako Karę Nocy – tom ten nie został przetłumaczony na język polski, lecz znaleźć możemy tłumaczenia nieoficjalne.


Szata graficzna nie podlega dyskusji, przypadła mi do gustu. Dodatkowo Cień Nocy zdobył uznanie wśród tak znanych pisarek jak Becca Fitzpatrick (Szeptem) czy Cynthia Leitich Smith (Wieczni wygnańcy).

Pragnę polecić książkę KAŻDEMU. Nie jest to zwykły romans paranormalny ani kolejny cykl o wilkołakach rodem z sagi Zmierzch. Jest to książka, której bohaterka chce decydować o swoim życiu, chce mieć wolny wybór w miłości i poszukuje prawdy, żeby odnaleźć swoje prawdziwe ja.

Czyli tego, czego my obecnie również chcemy. Bo kto z nas nie chciałby decydować sam o sobie? Czym staje się człowiek, gdy nie ma własnego zdania, nie wierzy w siebie, jego los toczy się według zachcianek innych? Odpowiedź brzmi: MARIONETKĄ.

Kilka słów o autorce

źródło

Andrea Cremer miała dzieciństwo pobudzające wyobraźnię – puszczała wodze fantazji, włócząc się po lasach i wśród jezior malowniczego północnego Wisconsin. Uczyła się tak pilnie, że zabrakło szkół, do których mogłaby chodzić. Skończyła więc edukację na doktoracie, specjalizując się w historii nowożytnej. Ale od zawsze fascynowały ją czary i walka. Cień Nocy został ogłoszony na portalach czytelniczych w USA najlepszą książką młodzieżową 2010 roku.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia