Postawić czy nie postawić – oto jest pytanie!

źródło
Zapewne wielu z was niejednokrotnie zastanawia się, gdzie należy postawić przecinek, a gdzie okaże się on zupełnie zbędny. Na pomoc przychodzi wam poradnik językowy Gdzie postawić przecinek, który pozwoli wam rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące pułapek interpunkcyjnych. Nie dajcie się zwieść błędnym zasadom, sięgnijcie po tę książkę i poznajcie tajniki przecinka i nie tylko…

Profesor Jerzy Podracki wraz z redaktor Aliną Gałązką opracowali przyjazny poradnik, który podaje wam ważne zasady polskiej interpunkcji jak na tacy. Dzięki temu, że został on podzielony na trzy kluczowe części, jest publikacją, obok której nie można (i nie warto) przejść obojętnie, gdyż okazuje się ona najlepsza spośród tych, które dotychczas pojawiły się na polskim rynku wydawniczym. 
Nie jest to zwykły słownik interpunkcyjny, jaki możemy napotkać na każdym kroku, to przede wszystkim książka bogata w zasady i porady. Zagłębiając się w treść tego poradnika, dochodzimy do wniosku, że przecinek w języku polskim ma ogromne znaczenie, a jego brak nie jest tylko drobnym, nic nieznaczącym błędem… 
Redakcja we wstępie porusza właśnie niezmiernie ważną kwestię podejścia przeciętnego Polaka do błędów ortograficznych i interpunkcyjnych
Napisać zdanie z błędem ortograficznym – to wstyd; napisać zdanie z błędem interpunkcyjnym to, wydawałoby się, rzecz nieważna i nieszkodliwa.
Właśnie: wydawałoby się. Co się dzieje, gdy jednak popełnienie błędu interpunkcyjnego może zaważyć nad naszym losem? 
Ułaskawić, nie można powiesić – Ułaskawić nie można, powiesić? 
Nadal uważacie, że nie potrzebujecie żadnego słownika, by wyrazić się jasno? Moim zdaniem właśnie w tej chwili przyznajecie mi całkowitą rację, potakując. Ale na to pytanie niech każdy z was odpowie sobie sam. 
Muszę przyznać, że do niedawna uważałam, że również nie potrzebuję żadnego słownika i poradnika, gdyż od samej podstawówki byłam uważana za osobę, która mimo że przecinki stawia na wyczucie, nie popełnia błędów interpunkcyjnych. Ludzie, rozmawiając ze mną, pytali: Jak ty to robisz? A ja, nie wiedząc, co właściwie powinnam odpowiedzieć, mówiłam: Nie mam pojęcia, bo naprawdę nie miałam zielonego pojęcia, dlaczego przychodzi mi to z taką łatwością. W sumie – do tej pory nie wiem, skąd mi się to wzięło. 
Jednak trzymając ten poradnik w rękach, zaczęłam uważać, że tak naprawdę nie posiadłam wszelkiej wiedzy i wciąż popełniam drobne błędy – tym razem naprawdę drobne i zupełnie nieszkodliwe! 
Gdzie postawić przecinek udowodni wam, że podstawowe reguły, które wynieśliście z pierwszych lekcji języka polskiego w szkole podstawowej nie do końca są prawdziwe. Owszem, przed że przeważnie stawia się przecinek, ale nie zawsze. Istnieją wyjątki. Jakie? Sięgnijcie po ten poradnik, a przekonacie się sami. 
Jak już wspomniałam, książka została podzielona na trzy części: zasady przestankowania, słowniczek oraz porady językowe. Każda z nich jest odpowiednio wyróżniona, dzięki czemu możemy swobodnie poruszać się między nimi, nie musząc wertować go w poszukiwaniu tego, co w danej chwili jest nam potrzebne. W każdej części dogłębnie wyjaśnione zostały wszelkie reguły, wyjątki oraz kwestie, które – wydawałoby się – są dla nas jasne jak słońce. Otóż autorzy tego poradnika postanowili stworzyć publikację, w której zawarte są nie tylko podstawowe zasady, i wnikliwie przyjrzeć się tym przykładom, które mogą stanowić problem i budzić jakąkolwiek wątpliwość językową bądź interpunkcyjną. Słynne: co autor miał na myśli jest więc aktualne nie tylko w tekstach literackich, ale też w zwykłych zdaniach, które z pozoru wydają się proste – a w rzeczywistości wyłącznie dla tego, kto je pisze. 
Zadziwiające jest to, że taka skromnych rozmiarów książeczka może pomieścić wszystkie zasady interpunkcji, przedstawione niezwykle wnikliwie, bez zbędnych słów – zwięźle i prostym językiem, takim, jaki używa każdy z nas. 
Każdy wyraz pociąga za sobą użycie określonego znaku interpunkcyjnego, dlatego też ważne jest, by je poznać i postarać się zapamiętać jak najdłużej. Słowniczek interpunkcyjny będący częścią tej publikacji ułatwi wam wykonanie tego zadania.
Poradnik ten jest niezwykle przystępny dzięki spisowi treści oraz przejrzystości. Ważniejsze zasady i wszelkie uwagi zostały wyróżnione kursywą, pogrubioną czcionką czy wielkimi literami, tak by czytelnik z łatwością mógł odnaleźć to, czego szuka. 
Może was to zaskoczyć, ale wszystkie wątpliwości, które mieściły się w mojej głowie, rozwiałam w mig, sukcesywnie przewracając strony książki. Dla mnie – jako przyszłej polonistki – poprawna polszczyzna jest tym, czym woda dla ryby. Nie uważam, że jestem nieomylna, wręcz przeciwnie – nie raz zdarzyło mi się popełnić błąd. Mimo wszystko twierdzę, że dzięki tej książce wzbogacę swoją wiedzę i zredukuję liczbę błędów, które popełniam, do minimum. 
Ostatnia część tej książki wydaje mi się najciekawsza. Zostały w niej zawarte porady językowe dotyczące interpunkcji zaczerpnięte z Poradni Językowej PWN. Profesorowie udzielili wyczerpujących odpowiedzi dotyczących przecinka, kropki, średnika i innych znaków interpunkcyjnych, których użycie stanowi problem dla Polaka i nie tylko.
Gdzie postawić przecinek to poradnik, który polubi każdy z was – czy tego chce, czy nie. Jest to publikacja niezwykle przyjazna, dzięki której spojrzycie na interpunkcję z zupełnie innej perspektywy; nie będzie już tą mało ważną kwestią, okaże się równie istotna jak i inne językowe zasady. 
Pamiętajcie: nieważne, czy popełniacie błąd ortograficzny, interpunkcyjny czy językowy – jedno jest pewne: popełniacie go. Może wam się wydawać, że któryś z nich jest mniej lub bardziej istotny (przecinek jest tak mały, że łatwo go nie zauważyć, więc pewnie dlatego jego niepostawienie uważane jest za nieszkodliwy błąd), jednak wszystkie są błędami, których – jako Polacy – powinniśmy unikać.

O Aniele Stróżu, który pił piwo i jeździł harleyem

źródło
Po wielkim bum na powieści paranormalne, kiedy czytanie o zakochanych wampirach przestało już być fascynujące, przyszedł czas na anioły. Temat ten był odgrzewany na milion różnych sposobów i można pomyśleć, że nie ma już nic, o czym można napisać. Okazuje się jednak, że to błędne stwierdzenie. Na rynku wydawniczym jest taka autorka, której niestraszne wszelkie konwenanse, a łamanie stereotypów to jej ulubione zajęcie. J. R. Ward ma na swoim koncie kilkunastotomową serię paranormal romance dla dorosłych, opowiadającą o wampirach, z niebanalnym tytułem Bractwo Czarnego Sztyletu. Książki z tej serii sprzedały się w ogromnym nakładzie i dzięki nim autorka zdobyła kilka znaczących nagród literackich zarówno w Ameryce, jak i w Europie.


Anioły i demony prowadzą odwieczne walki. Wojna dobra ze złem już im się znudziła. Postanawiają rozwiązać spór w inny sposób. Ogłaszają rozgrywkę, której boiskiem będzie Ziemia. Reguły gry są proste: jeden człowiek ma uratować siedem dusz. Jeśli mu się to uda, zarówno na Ziemi, jak i w niebie zapanuje niezachwiane szczęście. Jeśli nie, świat ogarnie mrok. Pozostaje tylko jedno: wybrać odpowiedniego gracza. Po wielu rozmowach obydwie strony dochodzą do porozumienia i na plac boju zostaje wystawiony człowiek, który odpowiada zarówno aniołom, jak i demonom. Jim Heron nie jest wzorem cnót. Lubi pić, palić, nie pogardzi także bójką w barze. Gdyby tego było mało, jego poprzednie zajęcie opierało się na zabijaniu ludzi. Dla demonów jest idealnym kandydatem, anioły natomiast mają nadzieję, że w tym z pozoru zimnym twardzielu drzemią pokłady dobroci. Gra się rozpoczyna. Do uratowania wyznaczona zostaje pierwsza dusza, a zadanie wcale nie jest proste. Głównym celem okazuje się biznesmen bez skrupułów, który ma na swoim koncie trudną przeszłość, pakt z diabłem i romans. Niestety, to droga bez powrotu. Rozgrywka się rozpoczęła, ważą się losy Piekła i Nieba, a demony bynajmniej nie planują działać zgodnie z zasadami. Siedem dusz, siedem rozgrywek i tylko jeden zwycięzca. W tej walce niczym nie rządzi przypadek.
Zaufanie, to nie jest coś, czego można ot tak sobie żądać. Na zaufanie trzeba sobie zasłużyć.
Książkę zalicza się do fantastyki, ponieważ trudno określić jej treść mianem rzeczywistej. Nie odbiera jej to jednak bardzo ludzkiego wydźwięku. W historii zostają poruszane takie tematy, jak śmierć, nienawiść, zdrada. Autorka – jak sądzę – celowo zestawia ze sobą pozytywne oraz negatywne aspekty życia. Nietrudno także zauważyć, że książka adresowana jest do dorosłego czytelnika i nie należy tutaj mylić pojęcia dorosły z dojrzałym. Jedną z postaci jest prostytutka, inną boss narkotykowy. Ich losy opisane są bardzo szczegółowo i niektóre sceny nie nadają się do czytania przez młodych odbiorców.
Bywa, że znajdujemy to, czego nam trzeba, bez szukania.
Tym, co najbardziej lubię w tej historii, są właśnie bohaterowie. Każda z postaci jest wykreowana bardzo skrupulatnie i mimo że poznajemy ją w pewnym momencie jej życia, to nietrudno nam dopowiedzieć sobie, jak wyglądało ono wcześniej. Do tego każdy bohater posiada całkiem odrębne cechy charakteru, zachowania, których nie sposób pomylić z nikim innym.

Anioły kojarzą mi się z tymi opisanymi w Siewcach wiatru Mai Lidii Kosowskiej. Przez wieki istnienia w otoczeniu ludzi przejęły wiele naszych cech. Lubią wypić piwo, śpiewać, żartować, a jak trzeba, to obiją komuś twarz. Choć do kwestii przeklinania podchodzą z umiarem, to zdarza się, że kiedy sytuacja wymyka się spod kontroli, wymsknie im się jakieś niecenzuralne słowo. Tego typu zabiegi sprawiają, że do każdej postaci podchodzi się z nieskrywaną sympatią i niemal ma się wrażenie, że mimo iż jest to absurdalne, to może jednak te osoby istnieją naprawdę.
Tak właśnie działa śmierć. Człowiek zastyga pośrodku wiru codzienności, zaklęty w milczącym bezruchu.
Jeśli chodzi o język, to nie znam zbyt wielu pisarzy, którzy tak swobodnie kierowaliby narracją. J.R. Ward jest mistrzynią plastycznych opisów i humorystycznych dialogów, a wszystko to sprawia, że czytelnik ma wrażenie, że autorka jest świadkiem tych wydarzeń i po prostu poczuła obowiązek spisania ich na kartkach książki. Kolejnym ważnym elementem, który potwierdza, że historia kierowana jest do dorosłego czytelnika – co ponownie zaznaczam z całą mocą i stanowczością – są sceny erotyczne. Nie jest to jakaś inna wersja 50 twarzy Greya (której nota bene nie czytałam, ale wnioskuję po licznych opisach i recenzjach), ale występują momenty, które zasługują na miano +18. Pojawiają się również słowa i sformułowania, które przez niektórych mogą zostać uznane za wulgarne. Dla mnie jest to kolejny zabieg, który uwiarygodnia postacie. Nikt nie oczekuje, że budowlaniec będzie posługiwał się elokwentnym i wyszukanym słownictwem ani że dama zacznie kląć jak szewc. Autorka w ten sposób skategoryzowała postacie i może nam się to podobać lub nie. Mnie osobiście nie razi użycie ostrzejszego języka.

Rozstaje dróg są jednoznaczne z decyzją o wyborze kierunku […]. Dotarłszy do skrzyżowania, musisz zdecydować, czy chcesz wjechać na autostradę, czy zostać na drodze lokalnej. Czy przekraczasz przerywaną linię i wymijasz samochód przed tobą, czy bezpiecznie jedziesz za nim dalej. Przejeżdżasz na żółtym świetle czy zaczynasz hamować. Część decyzji nie ma większego znaczenia, a część bez twojej wiedzy stawia cię na drodze pijanemu kierowcy lub nie.
Kilka słów o świecie przedstawionym, ponieważ warto o nim napisać. Rzadko kiedy tło zdarzeń jest tak maksymalnie kompletne. Wszystko, co zostaje opisane, ma jakieś znaczenie, a w fabule nie ma żadnych dziur.
Akcja toczy się szybko i jest bardzo ciekawa. Coś, co początkowo uważaliśmy za pewnik, okazuje się zupełnie inne. Jedna historia przeplata się z drugą, nawet osoba, którą postać mijała na ulicy, może mieć kluczowe znaczenie w kolejnych rozdziałach. Narracja jest utrzymana w trzeciej osobie i została poprowadzona z różnych punktów widzenia, co sprawia, że ostatecznie opowieść ma kompozycję klamrową.
Co mi nieco przeszkadzało? Wszystkie wydarzenia opisane w książce zostały zamknięte w przedziale czasowym trzech dni. Nie lubię tak dużego nagromadzenia zdarzeń w tak krótkim okresie. Do tego ogrom emocji towarzyszących tym sytuacjom oraz rozwijające się relacje pomiędzy bohaterami są raczej niemożliwe. Musimy jednak pamiętać, że cała historia skupia się na grze dobra ze złem, a wiele rzeczy jest po prostu wynikiem przeznaczenia. Kiedy przyjmiemy takie rozwiązanie za słuszne, to uda nam się przymknąć oko na niuanse.
Polecam tę powieść dorosłym czytelnikom, którzy lubią taką tematykę ze szczyptą typowo męskiego humoru, niezmiernie intrygującej akcji i domieszką erotyki. Wszyscy, którzy mieli okazję zapoznać się z serią o Bractwie Czarnego Sztyletu, będą mogli spotkać kilka postaci z tamtej historii, ponieważ akcja rozgrywa się w tym samym mieście i otoczeniu.
Czy warto po nią sięgnąć? Tak. Ta książka wciągnie cię do świata, w którym każdy znajdzie swoje miejsce.

Życie w dwóch rzeczywistościach

źródło
Żyjemy w świecie, w którym nic nie jest do końca jasne. Nasze przeznaczenie jest znane tylko losowi. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że w otaczającym nas wszechświecie istnieją sprawy dotyczące nielicznych. Dopiero gdy los zadrwi z ludzkiego życia, wszyscy odkrywają swoje jestestwo. Sebastian Pitt żył jak każdy z nas, niepewny własnego przeznaczenia. Wszystko się jednak zmieniło, gdy chłopak przekroczył linię łączącą dwa równoległe światy. Odkrył, że połączenie ich może doprowadzić do prawdziwej katastrofy.
Wszystko się dzieje tu i teraz, i TAM! ONI posiedli moc przenoszenia się do innych rzeczywistości! 

Szesnastoletni Sebastian żyje w przekonaniu, że jest niechcianym dzieckiem. Odrzucony przez ojca, opuszczony przez nieżyjącą matkę, sam musi stawić czoło rzeczywistości. Niestety los obraca się przeciw niemu. Przez nagłą śmierć swego dziadka powraca do Poznania na jego pogrzeb. Tam, już na samym początku, poznaje tajemniczą dziewczynę, która ratuje go z opresji. Sebastian nie wie jednak, że wszystko ma swój czas i swoje miejsce.
Zawiedziony przez ojca, sam próbuje odkryć tajemnice i zagadki. Mnogość pytań wciąż pozostaje bez odpowiedzi, do czasu pojawienia się w życiu chłopaka Mistrza. Jaki to będzie miało wpływ na Sebastiana? Kim jest tak naprawdę Luna? Dlaczego ojciec postanowił odesłać chłopca z dala od Poznania? Jakie przeznaczenie jest mu pisane? Jedno jest pewne – Sebastian sam musi odkryć drogę do drugiego świata. Tam wszystko ukaże się przed nim dokładnie. Z pomocą chłopakowi przyjdą stwory z poznańskich kamienic.
Joanna Jodełka po raz kolejny zachwyca swoim piórem. Tym razem, tworząc książkę dla młodzieży, ukazuje wszystko to, co drzemie w jej wyobraźni. Z wielkim zaciekawieniem sięgnęłam po jej nową powieść, gdyż zainteresowało mnie to, co ona za sobą niesie. Już sam tytuł wskazuje ewidentnie na to, że ma się do czynienia z lekturą tajemniczą i intrygującą. Cały kunszt wytworności dopełnia niesamowita oprawa utworu.
Autorka stworzyła dzieło, od którego trudno jest się oderwać. Pomimo tego, że po raz pierwszy miałam styczność z utworem, w którym istnieją dwa równoległe światy, stwierdziłam, że lektura ta jest jak najbardziej porywająca. Cała akcja rozwija się już na samym wstępie. W tle króluje Poznań. Można wyodrębnić z tego miasta główne ulice, gdzie Sebastian odkrywa swoją rodową tajemnicę. Wszystko dzieje się za sprawą grupy ludzi Ars Dragonia, którzy niegdyś żyli w Poznaniu. Odmienia ona losy osób, które są jej wybrańcami.
Wielość informacji zawartych w książce bardzo przykuwa uwagę. Muszę jednak powiedzieć, że na początku bardzo męczy to czytelnika. Osobiście podczas zagłębiania się w lekturze musiałam maksymalnie skupić się tylko na niej, by dokładnie ją zrozumieć. Myślałam już, że książkę sobie odpuszczę, jednak tego nie zrobiłam, ponieważ coś mnie do niej niesamowicie ciągnęło, i bardzo się z tego cieszę. Pozycję tę naprawdę warto przeczytać, choć na początku nieco nuży. Później jednak cała zagadka i tajemnica tworzą niesamowitą fabułę.
Nie jest najgorsze to, co się zdarzy. Najgorszy jest strach. Strach przed tym, co się może zdarzyć! Ten strach zabija.
Bardzo polubiłam świat, jaki wykreowała autorka. Jest on naprawdę niezwykły. Z jednej strony żyjący normalnie ludzie, zaś z drugiej pojawiają się takie osoby jak Sebastian, które widzą podwójnie. Dostrzegają świat, jego fundamenty w kamienicach poznańskich i ich freskach. Wszystko ożywa. Czytelnik może poczuć się, jakby znajdował się w baśni, gdzie żyją liczne stwory. Poznajemy m.in. gryfa o niesamowitym ubarwieniu, smoki czy nawet wielkiego kota o obojętnym nastawieniu do każdego.
Pragnę jeszcze dodać, że bardzo podoba mi się zakończenie książki, którego się nie spodziewałam. Namieszało mi ono w głowie, w jak najbardziej pozytywny sposób. Jestem pod wrażeniem tak oryginalnego pomysłu na książkę. Autorka posłużyła się niewiarygodną precyzją, by zachwycić czytelnika. Jej styl i dobrze rozwinięty warsztat pisarski również odegrały tu wielką rolę. Z niesamowitym przejęciem oczekuję kolejnej części przygód Sebastiana. Mam nadzieję, że pojawi się ona na rynku dość szybko.
Podsumowując, polecam tę pozycję zapaleńcom, którzy kochają fantastykę i tego typu tematykę. Fanów takich książek ta pozycja nie zawiedzie. Należy jedynie dać jej szansę i przeczekać kilka chwil zawirowań z lekturą, a później rozkoszować się nią. Gdy już was porwie, nie zauważycie, kiedy ją przeczytacie. Dodatkowym plusem są, dobrze oddające podobieństwo istot ukazanych w lekturze, rysunki znajdujące się na końcu. Te kilka stron pokazuje, jak należy wyobrazić sobie dane stwory. Polecam!
Vita brevis, ars longa, occasio praeceps, experimentum periculosum,iudicum difficile.
Życie krótkie, sztuka długa, okazja ulotna, doświadczenie niebezpieczne, sąd niełatwy.

Czasem przed okrutną teraźniejszością ratują jedynie słowa…

źródło
Gdy dochodzi do próby czasu, a życie przestaje mieć znaczenie, pozostaje mieć tylko nadzieję, że wszystko się ułoży. Kiedy świat daje się terroryzować przez jedną osobę, zaś wszystko inne przestaje istnieć, jedno zaczyna kwitnąć: chęć posiadania odrębności. Czasy wojny dla nikogo nie są dobre. Nawet wielkie dzieła sztuki odgrywają w nich poważną rolę. Te, które uważane są za obrazę kraju, zostają niszczone. Lecz co, jeżeli pojawia się ktoś, kto rozumie dostatecznie wszelakie słowa? Czy jedna osoba potrafi zmienić świat na lepsze? Jakie próby musi przejść i jakie cierpienie, by żyć tak, jak powinien każdy człowiek?

Książki w życiu małej Liesel Meminger, Niemki z pochodzenia, zaczynają odgrywać ważną rolę w tragicznych okolicznościach. Jej młodszy brat ginie w pociągu z powodu choroby. Podczas jego pogrzebu mała Liesel znajduje Podręcznik grabarza. To właśnie ta książka budzi w niej pasję czytania, wkrótce też żądzę posiadania innych książek.
Wojna dla dziewczyny wiąże się z różnymi zmianami. Hitlerowskie rządy powodują, że jej biologiczna matka decyduje się oddać ją w ręce innych ludzi. Choć na początku mała Liesel nie pała sympatią do nowych rodziców, wkrótce odkrywa, że Hubermannowie stają się jej prawdziwą rodziną. Jej nowy dom, który znajduje się przy ulicy Himmelstrasse, gwarantuje jej wiele niesamowitych przygód. Jedną z nich okazuje się przetrzymywanie w piwnicy Żyda, który staje się dla Liesel kimś bardzo ważnym.
Dorastająca Liesel podejmuje się różnych kradzieży i przeżywa wiele przygód, w których głównym obiektem są książki. Lecz czy słowa w nich zapisane nie są kłamstwem? Dziewczyna odkrywa, że to, co piękne w czasach jakich żyje, staje się zbyteczne. Wojna zbiera swe żniwo tak niespodziewanie, jak niespodziewanie przychodzi. Co na to Złodziejka Książek?
Gdy czasy Hitlera, okrutnego wodza Niemiec, jak i narracja Śmierci, która widzi wszystko, staje się w książce głównym tłem, wiedz, że niosą one w sobie coś innego. Gdy zaczęłam czytać tę książkę, z taką właśnie myślą doszłam do wniosku, że w czasy wojny wkraczam po raz kolejny, choć wcale tego tematu nie lubię. Nic dziwnego, że zawsze omijam tę tematykę w książkach. Wojna niesie bowiem za sobą wiele bólu i śmierci. Złodziejka książek już od początku jest tego przykładem.
W momencie gdy przekładamy kartki, zauważamy, jak główna bohaterka angażuje w swe życie nowe cele. Jej pasją i obsesją stają się książki, zaś chęć, by je zrozumieć i przeczytać, jest jej manią. Bowiem Liesel to specyficzne dziecko. Ma dojrzałą naturę pomimo tego, że posiada młode serce. Wszystko to zauważa Śmierć, która przenosi dusze zmarłych. Nie należy jednak bać się tej istoty. Wręcz przeciwnie. Wraz z czytaniem tej lektury Śmierci zaczyna się szczerze współczuć.
Złodziejkę  książek pokochały miliony osób, a sam autor stał się ulubieńcem historyków. Odkrywa on bowiem, własnym stylem pisania, że warto niekiedy naginać reguły. Jego powieść łamie stereotypy zwyczajnych książek. Jest bardzo specyficzna, ponieważ zawiera nie tylko słowa, lecz też rysunki. Mało jest takich lektur na rynku, zwłaszcza tych poruszających dodatkowo tak ważne tematy. Ponadto należy wspomnieć raz jeszcze, iż autor uczynił narratorem istotę, którą niekoniecznie każdy pragnie poznać bliżej. On za to wiedział, że nikt tak dobrze nie opowiedziałby całej historii Liesel, jak właśnie uczyniła to postać Śmierci. 
Zabił się, bo kochał życie.
Jeśli chodzi o sam pomysł, to pan Zusak jak najbardziej dał popis swojej fantazji. Przyznam jednak, że początek książki niezbyt przypadł mi do gustu. Wydawał mi się niezbyt ciekawy. Akcja posuwa się naprzód dość powoli, przez co często podczas czytania odczuwałam nudę. Cieszyłam się jednak, gdy fabuła się rozwinęła. Być może stało się to za sprawą bohaterów, którzy pojawili się, urozmaicając akcję.
Tym, co jeszcze bardziej posuwa akcję naprzód, jest sam fakt, że gdy przyzwyczaiłam się do stylu autora, to zauważyłam, że jego historia wniosła wiele do mego serca. Przede wszystkim przybliżył mi on widmo wojny i tego, jak zmieniła ona życie ludzi. Zusak udowodnił także, że nie tylko narody, które były przez Hitlera atakowane, go nienawidziły. Bohaterowie książki są przykładem na to, że jako zwykli cywile również nie pałali do niego sympatią. To pozwala mi inaczej spojrzeć na ludność Niemiec.
Biorąc pod uwagę całość, jestem pewna, że nie sposób jest porzucić tę książkę niedoczytaną. Jak wspomniałam, autor przekazuje przez nią wiele pozytywnych uczuć, które później gnieżdżą się w sercu czytelnika. Dzięki temu możemy docenić to, jak wiele mamy w życiu dobrego na co dzień. Podsumowując, pragnę podkreślić, że jeśli sam początek wyda się niektórym nijaki, nie należy się zniechęcać. Akcja rozwija się i przyciąga. Pozytywem działa jest też samo zakończenie książki, które wyciska z oczu łzy wzruszenia.

Był sobie raz dziwny mały człowieczek… powiedziała, zaciskając pięści.   I była strząsaczka słów. (…) Czy to ty? spytała. Czy to z twojego policzka wzięłam nasionko?

Polecam książkę zarówno fanom historii, jak i prawd o życiu w czasie wojny. Znajdą w niej miejsce również ci, którzy potrafią otworzyć się na cierpienie innych. Znalezienie tego w sobie nie wszystkim jest pisane. Polecam gorąco.

Przejmujące świadectwo o miłości ukrytej

źródło
Czy wciąż jest człowiekiem ten, którego ciało posiada głębokie rany? W jaki sposób powinniśmy patrzeć na ułomne, okaleczone ciało? Kto jest w nim uwięziony?

Te pytania są jak smagnięcia biczem, które ścinają z nóg zarówno osobę głęboko upośledzoną, jak i najbliższego świadka jej tragedii. Te pytania zadaję sobie, patrząc na moje cierpiące dziecko.
Z powyższego cytatu nie trudno wywnioskować, o czym opowiada książka Niewidoczne dla oczu. Sophie Lutz napisała przeszywające na wskroś serce świadectwo o swojej córce – głęboko upośledzonym dziecku – Philipine. Nie myślcie sobie jednak, że ta niewielka książka zawiera strony przepełnione żalem matki, która uważa się za niesprawiedliwie potraktowaną przez Boga. Nic z tych rzeczy! Sophie stara się pokazać, jak takie dziecko można kochać i jak zmienia ono ludzi, jak otwiera ich na miłość, mimo że nic teoretycznie nie robi – tylko żyje. Ta historia pokazuje prawdziwe życie, trudne życie, które i tak może być piękne.

Pewnego dnia matka Philipine została zapytana, jak postrzegała osoby niepełnosprawne, zanim urodziła swoją córkę. Obraz, jaki przedstawiła, niewiele różni się od mojego – chore osoby mijała biegiem, nie robiąc nigdy kroku w ich stronę, bo może chciałyby otrzymać od nas więcej, niż my pragniemy im dać. Naturalnie nie czuła do nich pogardy, zawsze była życzliwa, jednak nic ponad to. Teraz ta matka, obdarzona trudem wychowawczym chorego dziecka, mówi, że córka całkowicie zmieniła jej spojrzenie na świat. Utraciła wygodę, jednak zyskała osobę kruchą jak lód, która nauczyła kochać mimo wszystko, nauczyła doceniać ludzkie życie.
W Polsce jest to niemożliwe, ale w innych krajach dzieci takie poddaje się często eutanazji. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym głębiej, a po tej lekturze zaczęłam. Przede wszystkim autorka pokazała mi jedną niesamowicie ważną rzecz. Philipine, mimo swego wielkiego upośledzenia, nadal miała uczucia. Gdy spędzała połowę dnia w ośrodku, każda pielęgniarka mogła powiedzieć, co dziewczynka lubi, a czego nie. Philipine uśmiechała się na przykład podczas masażu stóp, a gdy jej bracia śpiewali przy stole, zdarzało jej się wydać nawet jakiś dźwięk! Trudno sobie wyobrazić, jakie to szczęście dla pozostałych członków rodziny, gdy widzą, że ich córka, mimo choroby, jest szczęśliwa. 
Nie da się słowami określić mojego wzruszenia podczas czytania tej książki. Skoro kilka słów na papierze potrafi tak człowieka wzruszyć, skoro te kilka kartek potrafi zmusić do ogromnych refleksji, to do jakich uczuć może zmusić choćby spotkanie z Philipine, a co dopiero życie z nią? Książka ta pokaże nam, jakimi my sami jesteśmy ludźmi, pozwoli spojrzeć w głąb siebie. Polecam ją każdemu, kto pragnie zapoznać się z historią pobudzającą uczucia, która również do naszego życia może wiele wnieść. Odkryjcie to, co niewidoczne dla oczu…

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia