Powiedzieć czy nie?

Książka „Musisz to komuś powiedzieć” wpadła w moje ręce właściwie przez przypadek, podczas standardowego szwendania się po bibliotece któregoś słonecznego popołudnia. Sięgnęłam po nią, bo już kilka razy miałam styczność z powieściami serii „Plus minus szesnaście” i zawsze czytało się bardzo miło. Akcja rozpoczyna się po uroczystym zakończeniu roku szkolnego, co gwarantuje nam lekką wakacyjną atmosferę. Z nie do końca jasnych przyczyn w drzwiach Mileny pojawia się tajemniczy Łukasz, mający pomieszkać kilka tygodni z jej rodziną. Sympatyczny chłopak zaburza rutynę dnia, a to dopiero początek. Los niejednokrotnie przetestuje Milenę podczas tych wakacji: czy to w domu, na wsi u dziadków przyjaciółki, czy też na obozie literackim poświęconym Marii Konopnickiej.
Początek książki na moje oko wypadł słabo. Opisów było jak na lekarstwo, a postacie przedstawiono w niezbyt ciekawy sposób. Jednak po jakimś czasie akcja się rozkręciła, a my nie możemy już przerwać lektury. Sama spędziłam z książką większość wolnych – a czasem i zajętych – chwil Wielkanocy i wieczorem, po przeczytaniu ostatniej strony nie bardzo wiedziałam, co ze sobą zrobić.
Nie wiem, czy to za sprawą sympatycznych i barwnych postaci, lekkiego pióra autorki, niespodziewanych zwrotów akcji, wakacyjnej atmosfery czy poruszaniu wielu aktualnych problemów książkę czyta się tak szybko. A może dzięki wszystkiemu na raz? Czasem wrażenie psują tylko lekko sztuczne dialogi. No i jest jeszcze Konopnicka. Autorka w sprytny sposób wplotła ją do fabuły i ujawniła wiele ciekawych historii z jej życia. Główna bohaterka patrzy na problemy swoje i swoich znajomych przez pryzmat biografii Marii. Po przeczytaniu „Musisz to komuś powiedzieć” wiemy o wiele więcej o poetce słynącej z „Roty” i wierszy dla dzieci, niż reszta Polaków. Absolutnie nie jest to jednak grzeczne zapoznanie kolejnej nudnej i do bólu poprawnej poetki rodem ze szkoły! Postać tę autorka przedstawiła wielowymiarowo, ukazując zarówno jej zalety, jak i wady, których Konopnicka wcale miała wcale niemało.
Muszę jednak wspomnieć o zbyt nagłym zakończeniu. Epilog właściwie nic nie wyjaśnił, a ja, po ostatecznym zamknięciu książki nie mogłam uwierzyć, że ta już się skończyła. Tyle spraw pozostało niewyjaśnionych! Tyle wątków niedokończonych! Książka jakby się urwała. Co ja mam zrobić ze swymi pytaniami odnośnie bohaterów? Ech, to niemal okrucieństwo zostawić tak czytelnika z niczym.
W powieści poruszone zostały jak najbardziej ważne i aktualne problemy nie tylko dzisiejszych młodych. Bohaterzy stykają się z narkotykami, niezrozumieniem, homoseksualizmem, doznają zawodów na tle miłości i przyjaźni. Mnie książka bardzo się podobała i wiem, że spodoba się też wielu innym nastolatkom. Polecam sięgnąć po „Musisz to komuś powiedzieć”, zwłaszcza teraz, kiedy suwalskie słońce z książki jeszcze pozytywniej nastraja nas na zbliżające się wielkimi krokami wakacje szkolne.

Nie bój się. Nie pozwól, by to zauważyli

Źródło
Mam na imię Ruby. Potrafię wedrzeć się do twojego umysłu, a nawet wymazać wspomnienia. Jako dziecko zostałam wysłana do obozu „rehabilitacyjnego” dla takich jak ja. Zieloni, Niebiescy, Żółci, Pomarańczowi, Czerwoni. Mroczne umysły. Zostałam przydzielona do Zielonych, ale w rzeczywistości jestem ostatnią z Pomarańczowych. Ukrywam to, żeby przetrwać.

Myślę, że po takim początku wiele osób postanowi sięgnąć po tę książkę, jednak postaram się was jeszcze bardziej zachęcić, bo naprawdę warto.





Nie,
oni nie lękali się o dzieci, które mogły umrzeć. Nie martwili się
pustką, którą miały po sobie pozostawić.  Oni bali się nas – tych, którzy
przeżyli
.

W całym kraju dzieci umierają na tajemniczą chorobę zwaną OMNI. Te, które przeżyły, są uznawane za zagrożenie i wysyłane do obozów, gdzie mają zostać zrehabilitowane. Prawda jest jednak inna. Dzieci posiadają niezwykłe umiejętności i są dzielone na grupy. Każdej z nich odpowiada jeden z pięciu kolorów: zielony, niebieski, pomarańczowy, czerwony i żółty. Ruby trafia do obozu, mając zaledwie 10 lat. Zostaje zidentyfikowana jako Zielona, choć tak naprawdę jest Pomarańczową. Przez 6 lat udaje jej się ukrywać swoją tożsamość, jednak pewne zdarzenie ją zdradza. Musi uciekać, bo inaczej spotka ją śmierć.
Ruby udaje się uciec i w tym momencie zaczynają się jej przygody. Poznaje Liama, Zu i Pulpeta – dzieciaki, które również miały okazję uciec z innego obozu. Za cel obierają sobie znalezienie East River, czyli obozu dla dzieci, które pod wodzą tajemniczego Uciekiniera mogą żyć w spokoju, i dotarcie do niego. Ruby oprócz walki z niebezpieczeństwem, które zagraża jej ze strony żołnierzy SSP (Siły Specjalne Psi), musi walczyć z samą sobą, nie mogąc pozwolić na to, aby potwór, który się w niej kryje, nią zawładnął.
Bardzo dużym plusem jest to, że autorka nie idealizuje bohaterów. Posiadają oni swoje wady i zalety, dzięki czemu możemy łatwo się z nimi identyfikować. Podoba mi się ich rozwaga i podejście do życia; to, że cenią sobie takie wartości jak przyjaźń, rodzina, miłość i wolność. Książka jest pełna niezwykle barwnych postaci. Polubiłam główną bohaterkę. Z jednej strony wydaje się bezbronna, ale z drugiej – drzemie w niej wiele mocy.
Jesteśmy wyjątkowi nie ze względu na to, kim jesteśmy, ale ze względu na to, kogo mogą z nas zrobić.
Autorka nie oszczędza nam brutalnych momentów. Jesteśmy świadkami życia obozowego dzieci, ich walki o wolność, która często kończy się tragicznie. Na swojej drodze główni bohaterowie niejednokrotnie spotykają się z niebezpieczeństwem.
Zakończenia nie można przewidzieć. Czytając, stworzyłam własną wizję, jednak pani Bracken tak pokierowała akcją, że moje wyobrażenie się rozpadło. To nie może się tak skończyć. Muszę dowiedzieć się, jakie dalsze losy czekają moich ulubionych bohaterów.
Oczywiście książka nie jest idealna i ma swoje maleńkie minusy. Jak dla mnie 6 lat, które Ruby spędziła w obozie, jest opisane powierzchownie. Oprócz paru zdarzeń przywołanych przez bohaterkę i opowieści dzieciaków, którym udało się uciec, nie dostajemy żadnych szczegółów na temat funkcjonowania obozu.
Wątek miłosny pozostawia pewien niedosyt. Jest lekkim tłem całej historii, jednak wolałabym, aby miłość rodząca się między bohaterami była jednym z głównych wątków.

Nie można odbudować zniszczonego życia ani odzyskać straconego człowieka.

Jeżeli lubicie dystopijne klimaty, to ta pozycja jest dla was. Nie wahajcie się przed sięgnięciem po Mroczne umysły.

Cicho sza, słowiku mój, cicho sza

źródło
Antonia
Michaelis jest twórczynią publikacji o tytule Baśniarz. Książka ta podbiła serca wielu czytelników; dwa lata po
jej polskiej premierze na rynku wydawniczym dzięki Wydawnictwu Dreams ukazuje
się kolejna obiecująca pozycja literacka o tytule Dopóki śpiewa słowik. Tajemnicza okładka oraz atrakcyjny opis
powieści działają niczym przynęta na młodego czytelnika.
Do określenia
miejsca, w którym rozgrywa się fabuła powieści, doskonale pasuje stwierdzenie tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Toteż pisarka
przenosi nas, wraz z Jarim (główną postacią), do leśnego pustkowia. Akcja rozgrywa
się za sprawą Jaschy – tajemniczej dziewczyny – której chłopak miał pomóc donieść
ciężkie obrazy do domu. Po mozolnej wędrówce w końcu docierają na miejsce,
gdzie Jari zostaje odpowiednio ugoszczony. Wszak kolejny dzień niesie za sobą
wiele powodów, by pozostać u pięknej nieznajomej. Bohater szybko przestaje
liczyć mijające dni i próbuje odkryć sekret, który skrywa Jascha…
Ogólny
zarys utworu to zaledwie namiastka tego, co czeka nas w jego treści.
Zagłębiając się w opowieść, dostrzeżemy, jak bardzo nietypowa jest jej fabuła.
Wiele pisarek może tylko pomarzyć o tak wybujałej fantazji, jaką z pewnością
posiada Antonia Michaelis. Sukces jednak tkwi w tym, by odpowiednio wykorzystać
swoje predyspozycje, z czym nie do końca poradziła sobie autorka tejże
powieści. Do określenia akcji, oprócz słowa nietypowa,
doskonale pasuje również przesadzona
i niekiedy męcząca
Pierwsze
skrzypce, wyjąwszy Jariego, gra również Jascha. Jej kreacja jest bardzo
zagadkowa. Chęć poznania tajemnicy, którą skrywa,
jest powodem, przez który ciężko odłożyć książkę po przeczytaniu jednego
rozdziału. Akcja łapie nas w swoje sidła i nie chce wypuścić, dopóty dopóki nie
doczekamy rozwiązania utworu. Przy czym niektóre wydarzenia sprawiają, że
otwieramy usta ze zdziwienia i czujemy się, jakbyśmy właśnie, wraz z głównym
bohaterem, zjedli trującego muchomora. Niestety niejednokrotnie tak jak Jari traci
orientację w lesie mgieł, tak i my gubimy się w gąszczu niewyjaśnionych
zdarzeń. 
Czymś,
co wyróżnia tę powieść spośród innych tego gatunku, jest oryginalny styl autorki.
Antonina posługuje się znakomitym piórem, nie mamy problemu z wyobrażeniem
sobie przedstawionej historii. Mroczny las, pustkowie, dziewczyna skrywająca
tajemnicę, wszystko przedstawione niezastąpionym stylem sprawia, że klimat tego
utworu jest nie do podrobienia. Pisarce bezbłędnie udało się wykreować postać
Jariego, a w szczególności proces zmian, które w nim zachodzą. Od momentu, gdy
poznajemy bohatera, do chwili, gdy przewracamy ostatnią stronę książki, Jari
nabiera wielu nowych cech, które sprawiają, że możemy dostrzec w nim kogoś
innego.
Zakończenie
to swoista dawka szoku i niedowierzania, w pełni potwierdzająca zjawiskowość
lektury. Po przeczytaniu mętlik w głowie jest nieunikniony. Autorka dobrze to
sobie wymyśliła, ponieważ dzięki temu historia zostaje na dłużej w pamięci. Po
odłożeniu książki myślami jeszcze długo przebywałam w świecie przedstawionym w Dopóki śpiewa słowik, próbując zrozumieć
wymowę tej powieści.
Niestety,
utwór posiada swoją wadę, której nie można pominąć. O tyle, o ile styl pisarki
zasługuje na aplauz, to nie mogę powiedzieć tego samego o dobitnym przesadzeniu
w akcji. Jest ona bardzo pogmatwana, zdecydowanie niektóre momenty można by
wyrzucić z utworu, co nadałoby mu większą wartość. 
Dopóki śpiewa słowik, pomimo niektórych
potknięć, jest rarytasem wśród młodzieżówek. Aczkolwiek odniosłam wrażenie, że
autorka nie do końca wykorzystała swoje możliwości. Polecam osobom, które cenią
mroczny klimat w książce, oraz tym, którzy lubią odkrywać tajemnice. Ja z
pewnością sięgnę po Baśniarza tej samej
autorki.

Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie, czyli Tam, gdzie spadają Anioły

źródło
Czarny Anioł trzymał Avego zakrzywionymi szponami i uśmiechał się. Drugą ręką wyrwał mu puszyste, złotobiałe pióra. Ave spadł na Ziemię w głębi lasu dokładnie w tej samej sekundzie, w której mała Ewa wpadła do głębokiego kłusowniczego dołu. Jeszcze jedna ludzka Istota, tracąc Anioła Stróża, została skazana na kaprysy losu.

Tę książkę znalazłem w bibliotece przez przypadek i od razu urzekła mnie swoim tytułem i opisem z tyłu. Niedawno skończyłem czytać ją drugi raz, gdyż nie tak łatwo rozstać się z Ewą, jej rodzicami, babcią i jej Aniołem Stróżem.
Poruszająca powieść Doroty Terakowskiej mówiąca o problemach dzieci i dorosłych.
Pięcioletnia Ewa widzi na niebie czarne i białe Anioły. Zachwycona tym zjawiskiem, biegnie za nimi do ciemnego lasu. Wpatrując się w ten widok jak w obrazek, nie zauważa kłusowniczego dołu, do którego wpada. Jej rodzice, ciągle zajęci pracą, nie dostrzegają, że dziecko potrzebuje opieki i wsparcia. Od tego momentu życie Ewy obraca się o sto osiemdziesiąt stopni.
Dziewczynka dorasta. Rodzicom wydaje się, że połamane kości to czyste przypadki, że dzieci mają tak w zwyczaju. W szpitalu bohaterka widywana jest bardzo często. Gdy rodzice Ewy dowiadują się o jej chorobie, w końcu zaczynają traktować ją jak swoje dziecko. Babcia odkrywa, że Ewa straciła swojego Anioła Stróża.
Rozpoczyna się wyścig z czasem. Próbują odnaleźć jej Anioła. Jej ojciec, który wierzy tylko w to, co da się zmierzyć i  zważyć, wkrótce zmienia pogląd. 
Tam, gdzie spadają Anioły to wzruszająca i pełna niespodzianek książka, która stała się fenomenem. Każdy w tej lekturze odkrywa coś innego, dlatego też mogą przeczytać ją dzieci, młodzież, a nawet dorośli. Ja w tej powieści odkryłem, że anioły jednak istnieją i czuwają nad ludzkimi istotami. Może ktoś z nas spotkał go już jako człowieka, lecz nie wiedział, że to on.

Z małej poczwarki w pięknego motyla, frunącego z lekkością, radością, otulonego wolnością!

źródło

Życie płata nam różne figle. Upadki i loty w górę, prosto w otchłań lub do gwiazd są jego nieodłącznym elementem.     

Lecz co tak naprawdę liczy się w życiu?
Czy zawsze jest piękne, kolorowe i kończące się happy endem jak w filmach?

Z poczwarek w motyle prawdę ci powie!

„(…) Bo łatwo jest pójść na łatwiznę, poddać się, po prostu odpuścić i płynąć z prądem. Nie myśleć, nie czuć i tylko patrzeć jak raz po raz, po kolei, mijają dni, zamieniając się w przeszłość…”

Zuzanna żyje w swoim małym, czarno-białym świecie, w którym miejsce szczęścia i poczucia własnej wartości zostały zastąpione bólem oraz czarną rozpaczą. Jej myśli dążą do samobójstwa. Zmaga się z chorobą i depresją, które powoli staczają ją na dno. Analizowanie dramatycznych przeżyć z przeszłości tylko napawa jej głowę rozprzestrzeniającym się bólem migreny, doprowadzającym ją do szału. Każdy dzień staje się rutyną: śniadanie, sprzątanie, przygotowanie obiadu, drzemka, obiad, spacer, zabawy, gry, czytanie i wreszcie upragniony sen. Typowa „Matka Polka”. Zuza zaniedbała się nie tylko psychicznie, lecz także fizycznie. Nie spogląda w lustro – czesze się na pamięć, przybrała na wadze, nie wspominając już o włosach, które wyglądają, jakby wylano na nie butelkę oleju rzepakowego.
Gdzie podziała się kobieta z marzeniami o wielkim życiu?

Jej mąż Paweł próbuje wyciągnąć ją z otchłani i przełamać ten mur, lecz bez sukcesu. Nieoczekiwanie w drzwiach Zuzy pojawia się jej przyjaciółka Sylwia, która na widok Zuzki i jej mieszkania dostaje „lekkiego” szoku. Jakim cudem ta sama kobieta, która pisała jej w mailach, że wszystko jest pięknie, ma taki bałagan?

Sylwia wraz z Pawłem pomagają jej wyjść na prostą – zmienić postrzeganie świata. Wtedy Zuza dowiaduje się prawdy o życiu Sylwii, które według niej było i jest jak z bajki. Jednak to tylko pozory. Lecz na tym nie koniec, bo gdzieś na horyzoncie gaśnie płomień miłości, rodzą się nowe uczucia, ktoś się rodzi, a ktoś umiera… Po prostu toczy się życie…

Czy Zuza otrząśnie się i zacznie żyć jak nowo narodzona? Jaki sekret wyjawi Sylwia?
Czy uda się jej naprawić błędy i żyć szczęśliwie? 
Co pokaże los obu przyjaciółkom?

Z poczwarek w motyle czeka na ciebie!

„…Rano nie umiała znaleźć sensu życia. Rano było zawsze najgorzej. Nie umiała znaleźć żadnego powodu, by wstać i cieszyć się kolejnym dniem, by walczyć. Poddała się już dawno…”

Z poczwarek w motyle to niezwykła powieść wypełniająca nasze serca każdą emocją, zaczynając od:
  • bólu przeszywającego nasze ciało, 
  • strachu, który nas obezwładnia,
  • miłości, która daje nam siły,
  • śmierci niosącej drugie życie,
  • kłótni, rozterek,
  • na sztuce dawania szansy, kończąc.

Kiedyś, w wywiadzie przeprowadzonym na moim blogu, Patrycja powiedziała, że dla niej inspiracją do pisania jest samo życie. Ta piękna książka, którą widzicie na zdjęciu obok, ze stokrotkami w tle, w środku zawiera miliony literek, w których skrywa się prawdziwe życie!
Być może i TY przeżyłeś choć jedną podobną sytuację jak bohaterowie? 
Książka ta ukazuje nas samych, to, w jaki sposób zachowujemy się nie tylko pod wpływem choroby, ale też w normalnych sytuacjach. Pokazuje, jak kształtujemy swoją przyszłość.  Mówi, jak przeszłość może wpłynąć dogłębnie na teraźniejszość. Niektórych ran nie da się wyleczyć od tak, trzeba je zrozumieć z czasem, aby we właściwym momencie odłożyć kolorowe okulary na bok i spojrzeć na to z innej perspektywy, bo nie można całe życie stać w miejscu, trzeba iść przed siebie. Lecz tak jak w przypadku Zuzanny i Sylwii, nie jest to łatwe, ale w każdym z nas, gdy gaśnie płomień, trzeba znów go rozniecić i nadać mu barw!
W tej książce, można by rzec, nie ma dosłownie jednego, głównego bohatera, wokół którego toczy się historia, bo każdy odgrywa tutaj zasadniczą rolę. Ważnym elementem, którego nie sposób pominąć, jest sytuacja wielkiej miłości matki do serduszka, które biło przez 9 miesięcy w jej brzuchu. Czasem wystarczy jedna chwila, jeden moment, aby stracić ten cudny dar, dlatego ze wszystkich sił kochajmy dzieci.
W każdym małżeństwie, nawet w tym Zuzy, pojawia się kryzys, gdy płomyk miłości przygasa… Kiedy jedna strona czuje się odrzucona, szuka pocieszenia u drugiej osoby. Niekiedy mężczyzna wpada jak śliwka w kompot i przeżywa rozkoszne chwile u boku innej. Czy w przypadku małżeństwa Zuzy i Pawła okaże się on wyjątkiem wierności? Jeden głupi błąd, jedno kłamstwo może ważyć więcej niż milczenie, dlatego nie zawsze danie drugiej szansy jest dobrym wyborem. 
Zawsze uwielbiam, gdy śmiało mogę rozgryźć tytuł książki. Także w tym przypadku okazało się to ciepłym uczuciem w sercu. Kochani, niezależnie od sytuacji, każdy z nas jest na początku jak poczwarka, która później przeobraża się w pięknego motyla, frunącego z lekkością, radością, otulonego wolnością…

Z poczwarek w motyle czyta się szybko, a akcja przyjemnie wciąga! Książka uczy, jak żyć, wzrusza i bawi, dlatego naprawdę polecam, bo dla niektórych z nas może stać się małym „kluczem do życia”.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia