Detektyw na tropie

źródło

Zatrute pióro – przeczytawszy tytuł za pierwszym razem, na moim ciele poczułam ciarki i zimny pot. Trzymałam w dłoniach kryminał, zupełnie nowe dzieło Agaty Christie – autorki, która i tym razem mnie nie zawiodła. Kto by pomyślał, że z zupełnie niewinnego i spokojnego wstępu może rozwinąć się taka historia…



Jerry Burton jest lotnikiem, który po wielkiej katastrofie samolotowej zostaje poważnie kontuzjowany. Po długiej hospitalizacji dowiaduje się, że może już chodzić, ale na zlecenie lekarza przeprowadza się na małą wieś, aby wypocząć, powdychać świeże powietrze, poznać nowych ludzi i po prostu – wieść spokojne życie. Pilot wraz ze swoją siostrą – Joanną –  wynajmują od panny Emilii Jałowcowy Domek, który okazuje się być ślicznym i przytulnym schronieniem. Rodzeństwo dość łatwo przywyka do miejscowych obyczajów, panującego klimatu i plotkarskich nawyków swoich sąsiadów. Wydawać by się mogło, że wszystko powoli się układa i że na rodzinę nie spadnie już żadne niebezpieczeństwo. Jednak życie stawia przed nimi kolejne wyzwanie. Po niedługim czasie pobytu Burtonów w wiosce Joanna dostaje obraźliwy anonim, który traktuje ze śmiechem, zupełnie niczym się nie przejmując. Wkrótce okazuje się, że owe rozsyłane anonimy są już od dłuższego czasu zmorą Lymstock, a mieszkańcom spędzają sen z powiek. Nie wiadomo, kto je rozsyła, nikt nigdy nie trafił na odpowiedni ślad sprawcy. Nadawca działa bowiem bardzo sprytnie – nie ma określonych odbiorców, rozsyła je prawie każdemu z wioski. Każdy z listów jest obraźliwy, pisany nieprzyzwoitym językiem i sprawiający przykrość odbiorcy. Anonimy są jednym z głównych tematów, o jakich mówi się w miasteczku, nic w sumie dziwnego, ponieważ czytając coś podobnego, można nieźle się przecież wystraszyć. Sprawa zaczyna robić się coraz bardziej poważna, gdy nagle swój żywot kończy pani Symmington, żona jednego z tamtejszych prawników. Wszyscy zgodnie stwierdzają, iż było to samobójstwo, ponieważ obok ciała leżał anonim, informujący o tym, że nadawca wie, że jedno z dzieci nie ma za ojca pana Symmingtona. Przy kobiecie widnieje również karteczka napisana jej charakterem pisma, z treścią już dłużej nie mogę. Autora anonimów nazwano „zatrutym piórem”, a policja z Lymstock próbuje jak najszybciej schwytać sprawcę, by nie doszło do kolejnych nieszczęść. W tajemniczym śledztwie pomaga także Jerry Burton, którego cała sprawa niesamowicie zainteresowała i sprawiła, że wreszcie przestał się nudzić.

Czym kierowałam się podczas wyboru tej pozycji? Przede wszystkim tytułem, który od razu mnie zainteresował. Dodatkowo książka oparta jest na anonimach, a jeszcze nie miałam okazji przeczytać czegoś podobnego, więc był to dodatkowy plus. Bardzo podobało mi się opisanie każdego z bohaterów – ich charakterystyka była przejrzysta, konkretna, dawała do myślenia, a żadna ze wzmianek nie była zbędna. Każda z postaci ma indywidualną osobowość, nie ma tutaj miejsca na szare, puste osoby, pojawiające się w powieści tylko poprzez podanie imienia i nazwiska.



Jedyną osobą, która irytowała mnie wśród tej barwnej całości była Megan – dziewczyna prawie pełnoletnia, zachowująca się jak rozkapryszone dziecko. Jej sposób patrzenia na świat oraz niektóre poglądy związane z rzeczywistością były niestety infantylne i mocno przesadzone. Bardzo mi to przeszkadzało i zwróciło moją uwagę na tyle, że doskonale udało mi się zapamiętać każdy denerwujący szczegół bohaterki. 
Jak zwykle – jeśli chodzi o dzieła Agaty Christie – nie udało mi się odgadnąć, kto jest prawdziwym sprawcą całego opisywanego zdarzenia. W Zatrutym piórze rozwiązanie i odkrycie winowajcy wydaje się pod koniec wręcz banalne, jednak – nie wiedzieć zupełnie czemu – bardzo trudno jest samemu wpaść na pomysł, kogo utożsamić z nadawcą anonimów. Książka również bardzo dobrze ukazuje i obrazuje klimat, jaki panuje w małym miasteczku, przedstawia jego mieszkańców znakomicie i bardzo łatwo wszystko można sobie wyobrazić.
Przyznam jednak, że czytając pierwsze rozdziały powieści, nie byłam do niej zupełnie przekonana, wydawała mi się bowiem nudna, mało interesująca i kompletnie nietrafiająca w styl pisania Agaty Christie. Moje obawy powoli zmywały się z każdą kolejną stroną i zaczynałam dostrzegać w nich moją ulubioną autorkę. Jednak z przykrością stwierdzam, że czytałam już lepsze pozycje tej wybitnej pisarki, a Zatrute pióro nie pobudziło do końca mojej ciekawości i zainteresowania dalszą historią tajemniczych anonimów.
Czy wam uda się od razu odgadnąć, kto stoi za przykrymi liścikami? Przekonajcie się sami. Zobaczymy, ile płynie w was detektywistycznej krwi.
Zobacz inne posty tej autorki
Zobacz podobne posty

Trzydziestka to dobry czas na miłość

źródło
Becky Wade to autorka powieści romantycznych ze szczęśliwym
zakończeniem. Już od dziecka lubiła wymyślać takie historie, a 
ten talent pozwolił jej na wybicie się. Tym 
oto sposobem Uparte serce – pierwsza powieść autorki – zostało okrzyknięte
najlepszym debiutem roku 2012 przez CBA. Dziś pisarka jest szczęśliwą mamą ze słabością
do czekolady.
Tytuł: Uparte serce
Autor: Becky Wade
Wydawnictwo: Święty Wojciech
Chapel Bluff to zachwycająca posiadłość w miasteczku Redbud
w Pensylwanii. Sama siedemdziesięciosześcioletnia właścicielka domu uważa, że
jest to najbardziej urokliwe miasteczko, jakie kiedykolwiek widziała. W tym
uroczym miejscu główna bohaterka Kate oraz jej babcia spędzą kilka miesięcy,
aby odrestaurować gniazdko, służące kiedyś przez wiele lat jako ciepły,
rodzinny dom. Młoda kobieta od razu zakochała się w tym miejscu, które
wyglądało jak żywcem wyjęte z angielskiej wsi. Nawet nie przypuszczałaby, że w
tym magicznym zakątku
mogłoby
się spełnić marzenie jej życia.
Kate marzenie miała ogromne i prawie żadnego wpływu na to,
czy się spełni. Od dzieciństwa modliła się o swego przyszłego męża. Teraz, gdy
ma już trzydzieści lat, zaczęła wątpić, czy Bóg w ogóle ma dla niej w planach
jakiegokolwiek małżonka. Nawet koleżanki babci zwracają jej uwagę, że jeśli
pragnie mieć dzieci, to najwyższy czas. Bohaterka ukrywa, jak bolesne są dla niej
takie słowa, przecież tak bardzo tego pragnie, jednak na jej drodze nigdy nie stanął
odpowiedni mężczyzna. Nie wie jeszcze, że poprzez przyjazd do Chapel Bluff Bóg
zamierza wypełnić swój wielki plan.
Matt był kiedyś hokeistą. Dla niego były to wieki temu i do
tego okresu w życiu nie chce wracać.
Dlaczego? Bo te tematy wiążą się ze zdumiewająco wielkim bólem. Miał wszystko:
piękną i kochaną żonę, mnóstwo pieniędzy, świetlaną przyszłość. Wiele jest
jednak historii o tym, jak człowiek w jednej chwili traci wszystko – i tak stało
się z Mattem. Nie uwierzylibyście, czym teraz zajmuje się ten słynny człowiek –
stał się zwykłym budowniczym, zamkniętym w sobie, odseparowanym od wszystkich
ludzi, nawet rodziny. W ten właśnie sposób trafił na Kate. Pytanie tylko, czy
boski plan to miłość dla tych dwojga? Być może Kate ma za zadanie tylko pomóc
Mattowi uwierzyć w siebie i powrócić do pasji.
Kate jako uparta kobieta niepoddająca się po porażkach
spodobała mi się niesamowicie. Dzięki tej zaciętości zyskała naprawdę wiele, a
dzięki jej dobremu sercu czytelnik nie może jej nie polubić. Matt ze swoim skrzywdzonym
sercem  również
wzbudzał we mnie współczucie (choć na pewno by sobie tego nie życzył) i sama
miałam ochotę dotrzeć do niego, ponownie rozpalić w nim pasję do hokeja. Całe
szczęście Kate zrobiła to za mnie, dzięki czemu mogłam z zapałem śledzić, jak
powoli kiełkuje między nimi przyjaźń, a później nawet piękne uczucie zwane
miłością.
Becky Wade być może nie stworzyła niesamowicie oryginalnej
historii o miłości, jednak opowieść ta
jest piękna i niejednej czytelniczce się spodoba. Każda kobieta lubiąca takie
powieści znajdzie tu coś dla siebie. Przede wszystkim odkryjemy w tej książce
dwie prawdy. Po pierwsze: bycie upartym to nie taka zła cecha, choć zdarza się,
iż doprowadza wszystkich wkoło do szału. Po drugie: po trzydziestce na miłość
też jest dobry czas, trzeba tylko zaufać Bogu.

Jeśli nie kultura, to…

Przed wami druga część niesamowitego kulturalnego wywiadu z redaktor eKulturalni.pl!
A więc… Czym jest kultura i czy istnieje jakiś sensowny zamiennik?

5. Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła – tak twierdziła Wisława Szymborska. W jaki sposób możesz odnieść się do jej słów? 
Mogę się z nią tylko zgodzić.
6. Jak dokończyłabyś zdanie: Jeśli nie kultura, to…?
To kiepsko.
7. Czy uważasz, że jednostka w społeczeństwie jest w stanie zdziałać cuda?
Znacie tę myśl: Jeśli jedna kropla powiedziałaby: „nie jestem potrzebna”, nie byłoby oceanu? To działa w dwie strony. Nie byłoby wielkich rzeczy, gdyby nie jednostka, ale nie byłoby ich również, gdyby nie współpraca. Często coś, co może się wydawać sukcesem jednej osoby, jest wynikiem pracy wielu ludzi. Weźmy na przykład film: to nie jest tylko dzieło reżysera, swój udział ma w tym wiele innych osób: od aktorów, operatorów i montażystów, poprzez stylistów i charakteryzatorów, po stażystę, który parzył i przynosił kawę. Może właśnie po jej wypiciu reżyser dostał olśniewającej myśli i zmienił coś, co miało wpływ na sukces produkcji? Tak samo jest w przypadku literatury, muzyki oraz innych dziedzin kultury i życia. Ale to z kolei nie oznacza, że jedna osoba nie jest w stanie nic osiągnąć – wręcz przeciwnie. Jednak musi pamiętać, że sukces jest wynikiem wytrwałej pracy, wielu wyrzeczeń oraz wiary, że się uda.
8. Czy są użytkownicy portalu, których cenisz najbardziej? 
Cenię wszystkich, cieszę się, że chcą być częścią tej społeczności. Lubię, gdy są aktywni, gdy publikują wpisy, dzielą się twórczością. Staram się, na ile mogę, nagrodzić ich zaangażowanie – pisząc o nich, promując ich treści i talenty. To są świetni ludzie, niech świat się o nich dowie. Jesteśmy po koncercie laureata Wyszukiwarki Talentów – plebiscytu organizowanego na łamach portalu. W walentynki podczas specjalnego pokazu w kinie Światowid zwycięzca konkursu wystąpił przed publicznością i zaprezentował ludziom swoją twórczość. Materiał z koncertu można zobaczyć tutaj:http://ekulturalni.pl/Stronag%C5%82%C3%B3wna/Artyku%C582wgazecie/tabid/87/IndexID/2453/Default.aspx Zapraszamy!
Chcemy wspierać ludzi utalentowanych – to jedno z naszych zadań.
W kwestii działań na samym portalu cieszy mnie, gdy użytkownicy podejmują dyskusję, gdy rozmawiają o tym, co zamieścił jeden, co napisał drugi. Wiem, że to ważne, bo nikt przecież nie zamieszcza swojego tekstu po to, by nikt inny go nie przeczytał.
9. Co według Ciebie składa się na kulturę?
To bardzo trudne pytanie i mogło być tematem osobnej rozmowy. Najprościej mówiąc, kultura jest dla mnie tym, czym jest z definicji: zbiorem wytworów i zachowań ludzi. Ale to bardzo uogólniona definicja. Jest kultura materialna i duchowa, jest twórczość. To też tradycja, wierzenia i przekonania oraz sposób, w jaki się zachowujemy – czyli kultura osobista. Jest kultura języka, o której warto mówić teraz w dobie Internetu. Jest kultura wysoka i popkultura. 
Ostatnio rozmawiałam z koleżankami o tym, że słowo kultura jest nadużywane, że zrobiło się modne. To słowo, które ma pozytywny wydźwięk. Jak coś jest kulturalne, to jest dobre. To się sprzeda: jesteśmy kulturalni, bo sprzedajemy kolorowe farby do elewacji; a my do opakowania karmy dla psa dodajemy gratis płytę. To oczywiście wyolbrzymienie i wymyślone przypadki, ale chciałam w ten sposób zwrócić na to uwagę.
Czytałyście lub oglądałyście Kwiat pustyni? Waris Dirie opowiadała tam o pewnej tradycji, o obrzędzie będącym częścią ich kultury, któremu poddawane są dziewczynki w jej rodzinnym kraju. Ale to, co im się robi, nie ma nic wspólnego z kulturą, to barbarzyństwo.
To brutalny przykład, ale myślę, że kultura to słowo, które zasługuje na to, by używać go w uzasadnionych przypadkach.
Z jednej strony słowo ‘kultura’ przewija się wszędzie, z drugiej tak naprawdę nie może doczekać się należytej uwagi. W polityce ważniejsza jest gospodarka i ekonomia. W gazetach, serwisach informacyjnych newsy sensacyjne i tzw. kryminałki mają tysiące odsłon i setki komentarzy, a rubryka „kultura” często jest, bo jest…
10. Jak wyobrażasz sobie dalszą działalność portalu? Masz jakieś plany czy podejmujesz raczej spontaniczne kroki? 
Jak wspomniałam na początku, portal należy do CSE ŚWIATOWID i wiele naszych działań jest związanych z planami instytucji.
Jednym z naszych redakcyjnych założeń jest przenoszenie działań z Internetu do świata rzeczywistego. Niebawem zamierzamy realizować projekt w zakresie edukacji medialnej. Chcemy przekonać seniorów do mediów elektronicznych, młodzieży zwrócić uwagę na jakość udostępnianych przez nich treści, na kreowanie wizerunku w sieci, a rodziców uświadomić, co ich pociechy robią, siedząc przed komputerem. Będziemy o tym pisać na bieżąco na łamach portalu – więc już teraz zapraszam do śledzenia strony.
Natomiast w kwestii działań na samym portalu trzeba przyznać, że dużo w nich spontaniczności. To, co robimy, w dużej mierze zależy od trendów panujących w sieci i od naszych użytkowników, ich aktywności. Chcemy poruszać tematy i organizować akcje, które ich zainteresują. I często są to spontaniczne kroki, działania, do których inspirują nas właśnie eKulturalni, publikując swoje wpisy, artykuły, twórczość. Chcemy, żeby to było ich miejsce – więc jeśli macie jakieś pomysły – czekamy na Wasze propozycje. A wszystkich tych, którzy to czytają, a o portalu nie słyszeli lub nie zdążyli jeszcze do nas dołączyć – zapraszamy. Twórzcie z nami tę społeczność. Bądźcie eKulturalni!
Rozmawiały
Monika Zaremba
Klaudia Raflik

Może: okay będzie naszym: zawsze?

źródło
Kiedyś
wszyscy umrzemy. O niektórych będziemy czasem pamiętać, ale inni wyparują
niczym dotknięci czarodziejską różdżką. Śmierć jest jak granat – przychodzi
nagle i niespodziewanie. Każdy z nas umrze. Tylko nieliczni dożywają stu lat, a
teraz coraz więcej osób choruje.
– Może „okay” będzie naszym „zawsze”?

– Okay.

Trochę
dziwnie się czuję, pisząc o książce życia. Nie wiem, jak bym funkcjonowała bez Gwiazd naszych wina. Gdybym nie przeczytała tej historii, moim ulubionym
słowem nie byłoby okay. Za mało liter jest w naszym alfabecie, żeby wyrazić,
jak wielkie jest to dzieło, ale może zacznę od początku…
Główną
bohaterką jest szesnastoletnia Hazel Grace Lancaster. Ma raka tarczycy z
przerzutami do płuc. Jej nieodłącznym przyjacielem jest aparat tlenowy Phillip.
Żyje dzięki „wielkiemu cudowi”, cały czas oglądając American’s Next Top Model
i czytając jedną książkę – Cios udręki. Bohaterka żyje dzięki pewnemu
wynalazkowi. Phanlanxifor, trudna nazwa, ale to on sprawił, że guzy w jej płucach
przestały się powiększać. I tak pewnego dnia jej mama zapisuje Hazel do grupy
wsparcia, która spotyka się w Dosłownym Sercu Jezusa, gdzie poznaje Augustusa
Waltersa. I właśnie on zmienia jej życie na zawsze.
Gwiazd
naszych wina
autorstwa Johna Greena podsunęło mi zwrot okay, a siedemdziesiąta
ósma strona zmieniła moje życie. Czasem staję, mówię „okay? okay” i od razu
poprawia mi się humor. Tę historię będę kojarzyć z radością i smutkiem zarazem.
A koniec… Ach, ten koniec…
Rak…
Przy tej powieści poczułam, jakie mam szczęście, że jestem zdrowa. Nie muszę
się codziennie borykać z problemami takimi jak utrudnione oddychanie. Czytając,
czułam pogodę ducha, która czasem się jednak nieco oziębiała. Emocje targają
czytelnikiem jak statkiem wśród fal na morzu w czasie sztormu.
Ta
historia była przeraźliwie prawdziwa i realistyczna. Czułam, jakby autor usiadł
na ulicy, gdzieś w kawiarni, z kawałkiem papieru w lewej ręce, a w prawej trzymał
ołówek i zaczął pisać – pisać o tym, jak ludzie zachowują się każdego dnia.
Reakcje Augustusa i Hazel nie są idealne ani perfekcyjne. Zachowują się oni jak
normalni ludzie. Niestety, albo raczej stety, Johnowi Greenowi udało się
stworzyć bohaterów ciekawych, barwnych i prawdziwych. Czasem miałam wrażenie,
jakby autor obserwował mnie samą. Za to zakończenie sprawiło, że… płakałam…
co przy książkach rzadko mi się zdarza. Ale lubię to robić.
Język
używany przez autora jest niezwykle plastyczny i co za tym idzie, „płyniemy”
przez strony. Nie pochłaniamy ich, ale falujemy między nimi, gdy akcja i
dialogi wpływają w nas.

powieść pewnie będę sobie odświeżała co jakiś czas, bo czuję, że nigdy mi się ona
nie znudzi.
Niezwykle
ważnym aspektem jest miłość i rak, które zazwyczaj nie idą ze sobą w parze.
Oboje powoli skradają się do drzwi głównych bohaterów, a gdy ci nie otwierają,
te dwie udręki wyważają je z podwójną siłą. Czujemy, jak początkowo niewielka miłość
przemienia się w uczucie na całe życie, które niestety nie może trwać wiecznie.
Książka Gwiazd naszych wina jest ponadczasowa. Zajmuje drugie miejsce w rankingu
najlepszych książek dla młodzieży KIEDYKOLWIEK wydanych. Wyprzedza ją jedynie Harry Potter. Komu mogę ją polecić? Sprawdzi się na 100% jako prezent
gwiazdkowy zarówno dla osób nieczytających, jak i dla moli książkowych. Czuję,
że trafi ona kiedyś do kanonu lektur. Barwny język, wspaniała fabuła – po prostu
trzeba to przeczytać. Na pewno jest moim numerem jeden i na pewno będę chciała
poznać więcej dzieł pana Greena.

Propozycja nie do odrzucenia

źródło
Mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia.
Powyższy cytat to słynne powiedzenie tytułowego Ojca chrzestnego. Jest on usytuowany na najwyższej pozycji mafijnego świata i mogłoby się zdawać, że jest to osoba bezwzględnie okrutna i niezdolna do współczucia. Ja właśnie tak wyobrażałam sobie przywódcę familii. Jakież wielkie było moje zdziwienie, gdy Mario Puzo przedstawił mi zupełnie inną osobę, a ponadto przekonał, że prawidła rządzące mafią mogą być lepsze od prawa społeczeństwa, w które wielu ślepo wierzy.
Tytuł: Ojciec chrzestny
Autor: Mario Puzo
Wydawnictwo: Albatros

Główny bohater, czyli Don Vito Corleone, ma niesamowicie silną osobowość. Wyróżnił swą familię na tle pozostałych sześciu mafijnych rodzin nowojorskich i sprawił, że jego ród był najważniejszy i najpotężniejszy. To on kieruje wieloma sprawami w kraju, choć oczywiście nie w sposób bezpośredni. Sam wymierza sprawiedliwość, wzbudza nawet w najbliższych ogromny respekt. W pewnym momencie został jednak postawiony w ciężkiej sytuacji i mimo swej ogromnej inteligencji nie przewidział skutków swej decyzji.

Cosa Nostra proponuje ojcowi chrzestnemu pewien interes, który im obydwu przyniesie miliony. Niestety bohater nie ma ochoty pakować się w akurat ten rodzaj łamania prawa (narkotyki), woli zajmować się hazardem, który również przynosi ogromne zyski. Cosa Nostra zdaje sobie sprawę, że przez odmowę Dona nie może sam wystartować z interesem, ponieważ nie ma tak wielkiego poparcia i tylu wpływów co Vito Corlone. W tym momencie zaczyna się ogromny konflikt między tymi bohaterami. Przeciwko najsilniejszej rodzinie postawią się inne, sprzymierzone ze sobą. Pozycja ojca chrzestnego zacznie słabnąć, w niebezpieczeństwie jest cała jego rodzina. Uratować sytuację może tylko syn Dona, Michael, który do tej pory nie utrzymywał z nim większych kontaktów, nie akceptując stylu życia ojca i nie chcąc mieć nic wspólnego z mafią. Czy Michael mimo wszystko wtrąci się w ten konflikt? 

Cóż mogę wam powiedzieć o słynnym Ojcu chrzestnym? Dla mnie, tak jak dla wielu innych, jest to książka perfekcyjna, dopracowana we wszystkich szczegółach, genialna. Podeszłam do niej dość sceptycznie, bo często okazuje się, że książki tak bardzo zachwalane zwyczajnie nie trafiają w mój gust i nie potrafię ich docenić. Tym razem jest zupełnie inaczej. Mario Puzo wykonał kawał dobrej roboty – i nie dziwię się, że książka została sprzedana w ponad 20 milionach egzemplarzy. Ta powieść pokazała mi nienawiść, ale i honor, szacunek, jak również pogardę.
Co tak bardzo urzekło mnie w tej powieści? Nie był to wcale ten główny wątek, który opisałam w drugim akapicie. Największe wrażenie zrobiły na mnie rozdziały, w których poznawałam przeszłość bohaterów książki, a przede wszystkim samego ojca chrzestnego – reakcje stały się dla mnie oczywiste, złe czyny usprawiedliwione. Bohaterowie są moim zdaniem najmocniejszą stroną tej książki, a tego głównego nie zapomnę do końca życia, bo od teraz będzie należał do grona moich ulubionych, a do jego historii powrócę nie raz.
Na koniec jeden z moich ulubionych cytatów: Wielcy ludzie nie rodzą się wielkimi, tylko się nimi stają. Polecam wam z całego serca tę książkę, myślę, że spodoba się prawie każdemu. Oprócz genialnych bohaterów, z książki można wynieść siłę do działania, a może nawet inne spojrzenie na świat. Czytajmy klasyki, bo naprawdę warto!

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia