Literacki błękit

Z pewnością wielu z Was kojarzy Lucy Maud Montgomery dzięki Ani z Zielonego Wzgórza. Być może wy uważacie inaczej, ale we mnie ta lektura wzbudziła niesamowite emocje i nawet dziś, słysząc o rudowłosej i nieco szalonej Ani, robi mi się ciepło na sercu. Autorka była bardzo ambitną osobą. Już wówczas, gdy miała piętnaście lat, jej pierwsze dzieło znalazło się w gazecie. Bardzo mnie zdziwiło, że jej debiutancka powieść początkowo została odrzucona przez wielu wydawców.

Valancy Striling pomimo swoich dwudziestu dziewięciu lat wciąż żyje na garnuszku matki. Ciotki ciągle pouczają ją, jak powinna postępować, nawet w kwestii ubioru. Zbyt głębokie dekolty i sukienka bez halki nie przystoją prawie trzydziestoletniej, samotnej kobiecie. Bohaterka, chcąc uciec od szarej rzeczywistości, udaje się do Błękitnego Zamku, w którym wszystko jest takie, jak sobie wymarzyła. Pewnego dnia dowiaduje się, że jej stan zdrowia sukcesywnie się pogarsza i że niedługo umrze. Wiadomość ta staje się dla niej motywacją do rozmów z innymi i rozpoczęcia życia na własną rękę. Czy jej się to uda?

Do książki podeszłam bardzo pozytywnie, gdyż wiedziałam, że nazwisko Montgomery to gwarancja niepowtarzalnej historii i świata pełnego ciepłego klimatu. Oczywiście, nie pomyliłam się. Wyobraźnia autorki po raz kolejny wprawiła mnie w zachwyt. W powieści szczególnie zaskoczyła mnie postać Valancy – początkowo nie mogłam uwierzyć, że jest w stanie pozwolić innym ingerować w jej życie. Teraz jednak stwierdzam, że na co dzień możemy zaobserwować miliony podobnych przypadków – i choć dla mnie jest to nie do pomyślenia, to takowe istnieją. W miarę rozwijającej się akcji bohaterka uzewnętrzniła również swoje pozytywne cechy charakteru. Przykładem jest jej poczucie humoru, które sprawia, że gdy czytamy, uśmiech nie schodzi z naszych twarzy.

Historia Valancy jest doskonałym przykładem na to, że w każdym momencie można zmienić swoje życie, jeśli się tego naprawdę pragnie. Każda chwila spędzona z tą książką gwarantuje mile zagospodarowany czas. Z racji tego, że czytałam ją już dość dawno, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że pozostaje w pamięci na dłużej. Być może w opinii wielu z was akcja okaże się zbyt przewidywalna, jednak to nie zniechęca, gdyż lektura ma w sobie coś, co nie pozwoli nam oderwać się od niej, dopóki nie zaszeleści jej ostatnia karta. Błękitny zamek to powieść wyjątkowa i niepowtarzalna, podnosząca na duchu jak wiele książek Montgomery. Pozostawia po sobie uśmiech na twarzy i wspomnienie magicznego, niestety nierealnego, świata, który czytelnik ma ochotę odkrywać wciąż na nowo. Polecam w szczególności tym osobom, które podziwiają autorkę za Anię z Zielonego Wzgórza – znajdą tu równie niesamowity styl, oryginalnych bohaterów oraz urokliwość, która wyróżnia twórczość tejże pisarki.

Obywatel-konsument czy konsument-obywatel?

Zastanawialiście się kiedykolwiek, jak będzie wyglądał świat za sto lat? Czy zmieni się wszystko? A może będzie tak jak dzisiaj? Zamknij na chwilę oczy i wyobraź sobie świat, w którym żyjemy w roku 2112. Co widzisz?

 

Quo Vadis. Trzecie tysiąclecie to pierwsza książka z nowej współpracy recenzenckiej. Na początku miałam obawy co do powieści, bo zazwyczaj nie czytam takiej literatury. Staram się od czasu do czasu eksperymentować z książkami i czytać coś, po co sama nigdy bym nie sięgnęła. Co sądzę o książce Martina Abrama? Czy eksperyment z tą pozycją był udany, a może wręcz przeciwnie? Tego dowiesz się, czytając moją recenzję. 

 

 
Kryzys gospodarczy 
– pomysł rządzących na podporządkowanie sobie ludzkości 
 
Obywatel 
– pojęcie, które raz na zawsze zastąpiono słowem „konsument”
 
Stany Zjednoczone Świata
– supermocarstwo, które podporządkowało sobie świat 
 
Zepsucie moralne 
– nie mniejsze niż w czasach Imperium Rzymskiego 
 
Chrześcijanie 
– przeznaczeni na śmierć 
 
Wielka miłość 
– mężczyzny do kobiety i człowieka do… Boga. 
 
 
Martin Abram w swoim dziele przedstawia nam wizję dotyczącą świata w roku 2112. Jest ona wstrząsająca. Czasami, czytając, nie mogłam uwierzyć, że tak mogłoby być naprawdę. Jednakże, gdy przewijałam kolejne strony, zdałam sobie sprawę, że uniwersum przedstawione w książce może stać się rzeczywistością. 
 
Już dziś możemy oglądać pierwsze oznaki nadchodzącego świata. W telewizji jest coraz więcej reklam, które mówią: kup ten produkt, a będziesz…. A jak my na to reagujemy? Idziemy do sklepu i kupujemy. Media manipulują nami. Technologia ciągle się rozwija, więc pomyśl – skoro dziś tak wygląda świat, to co będzie za jakiś czas? 
 
Za 100 lat słowo obywatel będzie zastąpione słowem konsument. Najważniejszymi wartościami będą: liczba kupionych rzeczy i ciągłe wzbogacanie się, aby znów móc kupić. Miłość, przyjaźń, szacunek do drugiego człowieka już nie będą miały znaczenia. Religia stanie się niepotrzebna, bo po co wierzyć w kogoś, kogo się nigdy nie widziało na oczy, skoro można kupić nowe rzeczy, które są prawdziwe? 
 
Czy dziś ludzie daliby radę bez mrugnięcia okiem skazać na śmierć kilka tysięcy ludzi za nieudowodnione oskarżenia rządu? Czy daliby radę patrzeć na zagładę tych ludzi? Uważam, że w dzisiejszych czasach nie jesteśmy do tego zdolni, ale zmieniamy się. Z każdym dniem chcemy mieć więcej – i to nas zniszczy. 
 
W powieści wstrząsnęło mną to, jak ludzie spędzają czas. Na porządku dziennym były bale do rana, gdzie piło się do upadłego, ćpało, rozbierało się przy wszystkich, a nawet uprawiało seks publicznie. 
 
 
Quo Vadis. Trzecie tysiąclecie to historia upadku chrześcijaństwa na tle miłości chrześcijanki i poganina. Jak potoczą się ich losy? Czy dwoje zakochanych w sobie ludzi znajdzie siłę, aby walczyć? Kto zaryzykuje dla tej miłości? Ona, wyrzekając się swojej wiary, a może on – nawracając się?


 
Powieść wzorowana jest na dziele Henryka Sienkiewicza. Ci, którzy czytali książkę pisarza, mogą domyślać się zakończenia dzieła Martina Abrama. Jednak autor powieści Quo Vadis trzecie tysiąclecie przedstawił śmierć chrześcijan w ciekawy sposób. O ile śmierć może być ciekawa. 
 
Minusem książki są długie opisy. Zostały przedstawione historie bohaterów, którzy nie mieli dużego wkładu w historię książki. Wtedy powieść dla mnie, jako czytelniczki, stała się nużąca. 
 
Spodobał mi się sposób wydania książki. Okładka i jej barwy wzbudziły we mnie pozytywne pierwsze wrażenie. Gdy zajrzymy do środka, widzimy dużą czcionkę, co na pewno ułatwia czytanie. 
 
Warsztat autora jest bardzo dobry. Czytając, przeżywałam tragedie bohaterów razem z nimi, bo ja również jestem chrześcijanką. Autor gra na uczuciach czytelnika. Sprawił, że kibicowałam zakochanym, znienawidziłam niektórych bohaterów i miałam nadzieję, że książka skończy się inaczej. 
 
Przyjaźń, miłość wymagająca poświęcenia, wybaczenie, nawrócenie, ale także nienawiść i egoizm władz – o tym właśnie jest ta powieść. Zachęcam wszystkich do przeczytania jej, bo naprawdę warto.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia