Błądzę, lecz wierzę – motyw nadziei cz. I



źródło
Jeszcze zanim ukazał się ostatni artykuł z motywem podróży w lipcu, ja myślałam o tym, co chciałabym, aby towarzyszyło nam w kolejnym miesiącu. Szukałam inspiracji, sprawdzałam tematy, jakie właśnie w sierpniu są kluczowe. Przez pewien czas skłaniałam się ku założeniu, że odpowiedni będzie motyw alkoholu, ponieważ jak wiemy, sierpień jest miesiącem trzeźwości. Znam niemal na pamięć dwa utwory, które powinny wam się spodobać. Szkic był już prawie gotowy, rozpiska czterotygodniowa dopięta na ostatni guzik i wtedy zmieniłam koncepcję. Stwierdziłam, że w tak słonecznym i radosnym czasie nie powinnam przytłaczać kogokolwiek ciężkim tematem uzależnień. Uznałam, że ten będzie świetnie współgrać z jesienno-zimowym przesileniem. Tak oto prezentuję wam dzisiaj – po wielu zmianach i wewnętrznych dyskusjach – motyw nadziei w polskiej oraz zagranicznej poezji.

Czego możecie się spodziewać po nadchodzących czterech artykułach z dzisiejszym włącznie? Utworów artystów znanych i nieznanych, pięknych wierszy pisarzy anonimowych, wyszukanych w zakamarkach Internetu, którzy być może nigdy się nie dowiedzą, że ich praca kogoś poruszyła. Wszystko to tutaj, w moim cyklu. Jan Kochanowski obok wierszy nieznanego nikomu nastolatka. Dlaczego? Wierzę, że poezji nie powinno dzielić się ze względu na prestiż.
Jedni powiedzą: nadzieja matką głupich, inni, że życie bez niej nic nie znaczy. W nas – ludzkich istotach jest pewna sprzeczność. Często obserwujemy jakieś sytuacje, przyglądamy się im i mamy pewność, jaki będzie ich finał, ale mimo to wierzymy, że może być inaczej. Nadzieja jest więc czymś dziwnym, nieodpowiednim, biorąc pod uwagę tempo dzisiejszego świata. Nie wiadomo skąd rodzi się w nas to uczucie i nie umiera do samego końca. Bez niego bylibyśmy tylko maszynami, bez wpływu na własny los. Nikt dotąd nie wyparł się nadziei. Może mówił inaczej, twierdził, że ją utracił, ale prawda jest taka, że jej światło gaśnie w tym samym czasie, w którym odchodzi nasza dusza.
Co ma na ten temat do powiedzenia liryka? Zacznijmy od klasyki.

źródło
Czesław MiłoszNadzieja
Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.

Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.
Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.

Niektórzy mówią, że nas oko łudzi
I że nic nie ma, tylko się wydaje,
Ale ci właśnie nie mają nadziei.
Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,
Cały świat za nim zaraz być przestaje,
Jakby porwały go ręce złodziei.

źródło

Maria KonopnickaContra spem spero

(tł. Wierzę wbrew nadziei)
Przeciw nadziei, co stoi na chmurze
Łez, prędkim wichrom rzuciwszy kotwicę,
I obrócony wzrok trzyma na burze
I nawałnice,
W niezgasłe gwiazdy ufam wśród zawiei
Przeciw nadziei.

Tak pieśniarz ślepy, gdy noc go otoczy,
Choć wie, że rankiem nie wzejdzie mu słońce;
Podnosi w niebo obłąkane oczy
I dłonie drżące
I mroki pije źrenicą zagasłą,
Wierząc w dnia hasło.
Wiem, odleciały te ptaki daleko,
Co nam na skrzydłach niosły chwały zorze,
I z rzek już naszych te wody nie cieką,
Które szły w morze…
I syn się karmi kłosami gorzkiemi
Z ojców swych ziemi.

Sam Bóg zagasił nad nami pochodnię
I na mogiły strząsnął jej popioły.
Idziem, jak idą bezdomne przechodnie.
Z zwiądłymi czoły,
A stopy nasze zasypuje ślady
Wicher zagłady…
źródło
Wiem, niech mi smętne echo nie powtarza
Tego, co wstydem pali i co boli,
Bom ja też rodem z wielkiego cmentarza
I z krwawej roli…
I ja też lecę jak ptak obłąkany
I wichrem gnany.

Przecież o zmierzchy skrzydłami bijąca
I piekieł naszych ogarniona sferą,
Oczyma szukam dnia blasków i słońca
Contra spem – spero…
I w mogił głębi czuję życia dreszcze,
I ufam jeszcze…

Przeciw nadziei i przeciw pewności
Wystygłych duchów i śmierci wróżbitów
Wierzę w wskrzeszenie popiołów i kości,
W jutrznię błękitów…
I w gwiazdę ludów wierzę wśród zawiei,
Przeciw nadziei!
Dwa wiersze, które ukazują prawie sprzeczne obrazy.
Na zakończenie kilka słów od Stanisława Barańczaka o poezji:

Poez­ja po­win­na być nieuf­nością. Kry­tycyz­mem. De­mas­ka­tor­stwem. Po­win­na być tym wszys­tkim aż do chwi­li, gdy z tej Ziemi znik­nie os­tatnie kłam­stwo, os­tatnia de­mago­gia i os­tatni akt przemocy.

Życie to wędrówka w nieznane cz. V

źródło
Lepiej podróżować z nadzieją niż przybyć do celu.

Robert Louis Stevenson

Dzisiaj ostatni artykuł, w którym obowiązuje motyw podróży. W obliczu tego wszystkiego, co obserwujemy za oknem, tego, co nas spotyka i co musimy przeżywać każdego kolejnego dnia, niewiele jest chyba słów, jakie mogłabym jeszcze napisać. Wędrówka ma to do siebie, że dla każdego z nas oznacza zupełnie coś innego. Ile istot na świecie, tyle o niej wyobrażeń. Stąd tak wiele różnorodnych obrazów, jakie zostały przedstawione w poezji. Z niektórymi udało nam się już zapoznać, kolejne będziemy mieli przyjemność przeczytać dziś. Należy jednak pamiętać, że kilka utworów – choć bardzo znaczących – jest tylko kroplą w ogromnym morzu poezji.

Pozwolę sobie dzisiaj przytoczyć znane wielu osobom wiersze, rzec można nawet, że klasyczne. Przykre bywa, że tak ciekawe dzieła przestają poruszać emocje, ponieważ wielu kojarzą się tylko z egzaminami gimnazjalnymi lub maturalnymi. Jeśli jednak poświęcimy im chwilę, pozwolimy sobie na wyciszenie i przeczytamy je z otwartym umysłem, bez komisyjnych ograniczeń, to na pewno nie pozostaniemy wobec nich obojętni.





Artur RimbaudStatek pijany

Nurtem rzek obojętnych płynąc w ujścia stronę,
Nie czułem już nad sobą władzy holowników:
Do pstrych słupów przybiły ich Skóry Czerwone
I obnażonych wzięły na cel wśród okrzyków.


Nie dbałem o załogę, ładunek i trasy,
Ja – tragarz zbóż flamandzkich, angielskiej tkaniny.

źródło

Gdy się z holownikami skończyły hałasy,
Kazałem rzekom nieść się nad morskie głębiny.


Do wściekłego chlupotu przypływów, odpływów,
Ostatniej zimy, głuchszy od mózgów dziecięcych,
Biegłem! Z odcumowanych przybrzeżnych masywów
Żaden nie widział większych triumfów fal tysięcy.


W błogosławieństwie burz na morzu się ocknąłem
Dziesięć nocy jak korek tańczyłem na fali
Którą zowią odwiecznym ludzkich ofiar kołem,
I nie dbałem, czy głupia latarnia się pali!


Słodsza niż miazga cierpkich jabłek dla dzieci,
Zielona woda weszła w jodłową łupinę,
Niebieskie plamy wina, wymioty i sieci
Zmyła, ster i kotwicę unosząc w głębinę.


Odtąd mnie obmywały Morza poematy,
Nasyconego w gwiazdy, mlecznie spienionego,
Pożerałem lazury, gdzie szczątki fregaty
Wabią czasem topielca rozmyślającego.


Gdzie nagle barwią szafir zwidów mętne wiry
I rytmy wolno pełzną pod słońca promienie,
Mocniejsze niż alkohol i większe nad liry,
Fermentują gorzkie miłości czerwienie!

źródło

Znam niebo rozdzierane ostrzem błyskawicy,
Wiry powietrzne, prądów nurt, fale kipieli
Świt nad tym wzlatujący lotem gołębicy,
Widziałem to, co ludzie widzieć pragnęli!


Widziałem słońce nisko, w plamach zgróz mistycznych,
Oświetlające fioletu długimi skrzepami,
Podobne do aktorów w sztukach praantycznych,
Fale kryjące drżenia swe za zasłonami!


Marzyłem noc zieloną, wokół śniegów lśnienie,
Na oczy mórz wschodzące pocałunki rzewne,
Soków niesamowite, miarowe krążenie,
Żółtosinych fosforów przebudzenia śpiewne!


Miesiącami śledziłem podobną do krowy
Nerwowej, martwą falę bijącą o skały,
Nie marząc, że stóp Marii poblask księżycowy
Może łeb Oceanom zetrzeć zadyszałym!


Potrącałem, czy wiecie?- Florydy nietknięte,
Gdzie mieszają się kwiaty z lampartów oczami
Na ludzkiej skórze. Tęcze kierują napięte,
Pod horyzontem morza, modrymi trzodami!


Widziałem wielkie bagna, sieci w wód zastoju,
Gdzie cielsko Lewiatana pośród trzcin osiadło,
Zapadanie się wody w momentach spokoju,
Odległość od otchłani w katarakty padłą!


Lodowce, srebrne słońca, blask fali perłowej,
Ohydne wraki na dnie brunatnej zatoki,
Gdzie żarte przez robactwo węże kolorowe
Spadają z drzew ugiętych od czarnej posoki.


Chciałbym dzieciom pokazać kiedyś te dorady
Fal modrych, ryby złote, ryby śpiewające.
Kwietna piana huśtała mego dryfu ślady,
Uskrzydlały mnie czasem wiatry sprzyjające.

źródło



Gdy zmęczyłem się stref i biegunów zmianami,
Me kołysanie morze koiło płaczące,
Kwiaty cienia mi niosło z żółtymi ssawkami
I przyjmowałem je jak kobiety klęczące…


Jak wyspa na swych brzegach gościłem odchody
I kłótnie ptaków gwarnych o jasnych źrenicach
I żeglowałem, gdy przez me więzy do wody
Na odpoczynek nowa zeszła topielica…


Otóż ja, wepchnięty pod zatok szczecinę,
Miotany przez huragan w etery bez ptaków,
Ja, w którego pijaną od wody łupinę
Nie wejdzie Monitora moc i Hanzy haków;


Wolny, dymiący, strojny w opary fioletów,
Ja, co przebiłem nieba czerwonego mury,
Które kryje słodycze dla dobrych poetów,
Niesie światła liszaje i w skrzepach lazury,


Ja, co w skrach elektrycznych biegłem oszalały,
Koników morskich czarne prowadząc zastępy,
Kiedy lipce ciosami swych kijów strącały
Ultramaryny niebios w ogniste rozstępy;


Ja, co drżałem słyszawszy o sto mil odległy
Ryk Behemotów w rui i wielkich Maelstromów,
Niebieskiego bezruchu przędziwa tkacz biegły,
Ja tęsknię dziś do starych europejskich domów!


Archipelagi gwiezdne widziałem i kraje,
Których nieba są zawsze otwarte dla gości:
– Czy w bezdennych śpią nocach twe wygnane zgraje
Milionie złotych ptaków, o siło przyszłości?


Lecz za dużo płakałem, smutne są jutrzenki,
Okrutny każdy księżyc, w gorzkim słońcu płonę:
Cierpka miłość mi tchnęła bierności udręki.
O, niechaj kil mój pęknie! Niech w morzu zatonę!


Jeśli chcę jakiej wody w Europie, to chłodnej
Czarnej kałuży leśnej, gdzie pełne prostoty
I smutku dziecko schyla się nocy pogodnej
I puszcza łódkę kruchą jak majowy motyl.


Skąpany w waszej tęsknocie nie mogę, o fale,
Doścignąć już tragarzy bawełnianych plonów,
Ani kroczyć w płomieniach, w chorągwianej chwale,
Ani płynąć pod strasznym spojrzeniem pontonów.

tł. Maciej Chrapkiewicz

Leopold Staff Odys
źródło

Niech cię nie niepokoją
Cierpienia twe i błędy.
Wszędy są drogi proste
Lecz i manowce wszędy.

O to chodzi jedynie,
By naprzód wciąż iść śmiało,
Bo zawsze się dochodzi
Gdzie indziej, niż się chciało.

Zostanie kamień z napisem:
Tu leży taki i taki.
Każdy z nas jest Odysem,
Co wraca do swej Itaki.
Mogłabym podsumować nasze miesięczne spotkanie z motywem poezji w wylewny i melancholijny sposób. Nie stanowi dla mnie problemu rozczulanie się i zadawanie egzystencjalnych pytań. Postanowiłam jednak, że skoro już rozpoczęłam dzisiejszy artykuł od cytatu, to mogę również pozwolić sobie na takie samo podsumowanie całości.
Choćbyśmy cały świat prze­mie­rzy­li w poszu­kiwa­niu Piękna, nie znaj­dziemy go nig­dzie, jeśli nie nosimy go w so­bie.

Ralph Waldo Emerson

Dlatego czytajmy poezję! Ona uwrażliwi nawet najbardziej zgorzkniałą duszę.

Życie to wędrówka w nieznane cz. IV

źródło
Kiedy mówimy o podróży, często nie zdajemy sobie sprawy, jaka jest jej istota. Ostatnio szukałam grafiki do tego posta i trafiłam na demotywator, który możecie zobaczyć po lewej stronie. Wybaczcie mi samowolkę wydawniczą, ale kiedy zobaczyłam to zdjęcie, na początku zaczęłam się śmiać, ale później byłam bardzo poruszona. Pozwólcie, że wytłumaczę, skąd taka reakcja i dlaczego uznałam, że warto opowiedzieć wam pewną historię w kontekście obowiązującego motywu.

Moi przyjaciele są z zamiłowania i wyboru podróżnikami. Ja, w przeciwieństwie do nich, nie jestem fanką tego rodzaju spędzania czasu. Fakt, lubię gdzieś być, w jakimś nowym miejscu, ale żeby tam dotrzeć jest już sprawą odrębną. Martwi mnie pakowanie, korki i trzęsienie ziemi w kraju oddalonym o tysiące kilometrów. Taka jestem, nic na to nie poradzę. Dlaczego zanudzam was szczegółami z mojego życia? Otóż – jak już wspomniałam – moi przyjaciele bardzo lubią podróżować. Jeden z nich jest jednak podróżnikiem – nazwijmy to – szerszego pojęcia. Nie zadowala go polskie morze albo Bieszczady, chce zwiedzić cały świat. Zobaczył już wiele krajów i ciągle odwiedza nowe. Kilka lat temu, kiedy byliśmy jeszcze nastolatkami, podczas jednego z licznych w tamtym czasie spotkań, zaczęliśmy rozmawiać na temat przyszłości. Zastanawialiśmy się, gdzie będziemy za te parę lat, i chyba jak każdy mieliśmy wiele wątpliwości. Mój przyjaciel powiedział wtedy: Widzisz, ja po prostu chcę gdzieś się zatrzymać i poczuć, że to tutaj – to jest właśnie moje miejsce. Minął czas liceum i musieliśmy podjąć decyzje, rozjechaliśmy się w cztery strony świata, każdy podjął własną wędrówkę. Niezmienna pozostała chęć wspólnego kontaktu. Co jakiś czas dostaję od mojego zaprzyjaźnionego podróżnika pocztówki. Czytam je zawsze z nieskrywanymi emocjami, sprawdzam, co widział i przeżył, próbuję dowiedzieć się, czy miejsce mu się spodobało. Do tej pory każda pocztówka kończyła się jednak bardzo ładnie wykaligrafowanym zdaniem: To jeszcze nie tutaj. Kiedy zobaczyłam wspomniany demotywator, pomyślałam, że najwyraźniej w swoich dążeniach nie jesteśmy osamotnieni. Przecież przeważnie nie podróżuje się dla samej idei przemieszczania się, ale dla dotarcia do celu. Któż z nas nie chciałby wreszcie odnaleźć swojego miejsca, poczuć się jak w domu? Nie potrafię wskazać choćby jednej osoby.
Po tym niezmiernie interesującym wstępie – mówię z sarkazmem – zapraszam do zapoznania się z kolejnymi utworami, które przygotowałam dla was w symbolice homo viator.
W nowej odsłonie bardzo doceniany przeze mnie poeta, z którym mieliście już przyjemność się spotkać.

Robert Frost Droga nie wybrana

źródło

Dwie drogi w żółtym lesie szły w dwie różne strony:

Żałując, że się nie da jechać dwiema naraz
I być jednym podróżnym, stałem, zapatrzony
W głąb pierwszej z dróg, aż po jej zakręt oddalony,
Gdzie widok niknął w gęstych krzakach i konarach;

Potem ruszyłem drugą z nich, nie mniej ciekawą,
Może wartą wyboru z tej jednej przyczyny,
Że, rzadziej używana, zarastała trawą;
A jednak mogłem skręcić tak w lewo , jak w prawo:
Tu i tam takie same były koleiny,

Pełne liści, na których w tej porannej porze
Nie znaczyły się jeszcze śladów czarne smugi.
Och, wiedziałem: choć pierwszą na później odłożę,
Drogi nas w inne drogi prowadzą-i może
Nie zjawię się w tym samym miejscu po raz drugi.

Po wielu latach, z twarzą przez zmarszczki zoraną,
Opowiem to, z westchnieniem i mglistym morałem:
Zdarzyło mi się niegdyś ujrzeć w lesie rano
Dwie drogi; pojechałem tą mniej uczęszczaną-
Reszta wzięła się z tego, że to ja wybrałem. 

Stephen Crene

źródło

Młodzieniec w błyszczących szatach

Przechadzał się po ponurym lesie.
I napotkał mordercę
W stroju minionej epoki,
Co ważąc w dłoni sztylet,
popatrywał groźnie z zarośli,
By zaraz na niego ruszyć.
„Panie – rzecze młodzieniec-
Wierz mi, jestem oczarowany,
Że jest mi dane umrzeć
W tym średniowiecznym stylu,
Jak tego chcą legendy
Ach co za radość!”
Potem przyjął ranę z uśmiechem
I rad umarł.

Liczę, że wszyscy miłośnicy polskiej poezji wybaczą mi, że w dzisiejszej odsłonie zaprezentowałam tylko wiersze pisarzy zagranicznych. Zdaję sobie również sprawę, że drugi wiersz przy pierwszym czytaniu wydaje się niepasujący do tematyki. Zachęcam jednak do ponownego zapoznania się z treścią, bo nie wybrałam go przypadkowo.

A czy wy lubicie podróżować? Czym dla was jest idea wędrówki? Pamiętajcie! Idziemy własnymi drogami, a każda z nich jest nieznana i nieodkryta dotąd przez nikogo. Nic dziwnego, że czasem zdarza nam się zbłądzić.

Życie to wędrówka w nieznane cz. III

źródło
Prawdziwa podróż odkrywcza nie polega na szukaniu nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu.
Kilka dni temu te słowa Marcela Prousta przytoczył w rozmowie ze mną ktoś, kto zapewne do teraz nie wie, jak mnie urzekły. Jeśli mocniej się w nie zagłębić, zapewne dostrzeżemy ich niezachwianą słuszność. Podróżujemy, aby poznać prawdę o sobie, ale najwięcej lekcji uzyskujemy niekiedy nawet nie wychodząc z domu. Właśnie poezja jest tym środkiem przekazu, który mówi o podróży nie tyle ciała, co duszy.


Mamy środek lipca. Jedni pewnie już są po letnim wypoczynku, inni dopiero zaczynają. My niezmiennie od pierwszego dnia miesiąca pozostajemy w podróży, a ściślej: wędrówce po różnych obszarach poezji. Kontynuując rozważania na temat motywu homo viator, zaglądamy dzisiaj do dwóch niezmiernie interesujących wierszy, przy czym jeden został napisany przez naszego rodzimego poetę, a drugi przez mniej znanego obcokrajowca, który jest zarazem jednym z moich ulubionych twórców.
Zacznijmy jednak od głosu polskości.
Jonasz Kofta
Rozmyślania na dworcu
źródło
źródło
Na wszystkich dworcach świata
W poczekalniach, na peronach
Każda rozmowa o życiu
Zostaje niedokończona

Podróżni różni
Nic się nie różnią
Na dworcach każdy
Staje się próżnią

Jest tak jak wszędzie
Szczęście, nieszczęście
Tylko, że w pędzie
Tylko, że częściej

Na wszystkich dworcach świata
Daleką drogą olśnienie
Toczysz się losu koleją
Po swoje przeznaczenie

Suma powrotów i pożegnań
Daje w efekcie zero
Niektórym życie jak pociąg
Niektórym życie jak peron
Wsiadają, wysiadają
W bufetach piwem się raczą
Przyjeżdżają, odjeżdżają
Płaczą

Gubią się, odnajdują
Walizy taszczą
Zjadani, wypluwani
Dworców studrzwiową paszczą

Niech wszystko działa
Zgodnie z rozkładem
Pociąg odchodzi
Ja, nie pojadę


I niech ktoś mi powie, że ten wiersz nie jest piękny! Wyślę go wtedy na dworzec albo lotnisko i poproszę, żeby poobserwował pasażerów. Ich rozstania i powroty, pożegnania, przywitania i nadzieje. A później niech jeszcze raz przeczyta powyższy wiersz. Jeśli znowu mi powie, że ten utwór nie jest urzekający, przyjmę jego opinię do wiadomości.
Drugim dziełem, jakie chciałabym przedstawić, jest to napisane przez Stephena Cranea. Kilka słów o autorze, ponieważ może nie każdy go zna. Ur. 1 listopada 1871, zm. 5 czerwca 1900 – pisarz amerykański, tworzył powieści, nowele, poezję i reportaże wojenne. Był pionierem naturalizmu w literaturze amerykańskiej. Zbiór jego wierszy, The Black Rider, został wydany w 1895. Po ich wydaniu autor szukał doświadczenia jako korespondent wojenny. Podróżował do Grecji, Teksasu, Meksyku oraz na Kubę, opisując wojenne zdarzenia. Twórczość Crane’a zapoczątkowała realizm w amerykańskiej literaturze, choć jego innowacyjna technika i styl oparty na symbolach bardziej pasują do romantyzmu niż do naturalizmu.
To tak w ogromny skrócie, jeśli chodzi o informacje o poecie. Polecam przeczytać więcej, ponieważ jego biografia jest bardzo ciekawa.

Stephen Crane
***
źródło


Rzesza wielka szła w bezładnej procesji
A nie wiedziała dokąd.
To wiedziała, że zwycięstwo czy klęska
Przypadnie wszystkim jednako.

Jeden tylko szedł własną drogą,
Ten pobłądził w straszliwym gąszczu.
Ostatecznie zmarł w opuszczeniu,

Ale mówią, że był odważny.

Zawsze, kiedy czytam dzieła tego autora, przed oczami mam obrazy Zdzisława Beksińskiego i nic nie mogę na to poradzić.

Tutaj kończymy naszą dzisiejszą przygodę z poezją, ale do motywu podróży zajrzymy jeszcze przez dwa kolejne tygodnie.

Życie to wędrówka w nieznane cz. II

źródło
Zapewne jest sposób na rozróżnienie motywu podróży ze względu na odmienne metody jego prezentowania. Choć zajęłoby to trochę więcej czasu, mogłabym się podjąć takiego wyzwania. Można nawet rzec, że już to zrobiłam. W przypadku motywu dziecka analiza była o tyle prostsza, że przesłanie było raczej jednoznaczne. Po głębszym namyśle postanowiłam jednak odejść od zamierzonych planów i po wyłożeniu odpowiednich utworów ostateczną interpretację pozostawić Wam. Dlaczego?

Na pewno nie dlatego, że jest piękna pogoda, a mnie złapał wakacyjny leń.
Obawiam się, że skategoryzowanie motywu podróży w obrębie takich tematów, jak podróż na emigrację, w głąb siebie albo do Boga, mogłaby Wam odebrać prawo własnego zdania i zmienić kierunek myślenia. Wiersz, który w moim odczuciu opowiada o szukaniu własnej drogi, w Waszym rozumieniu może oznaczać coś skrajnie innego. Czy zatem moja interpretacja jest zła? Nie. A Wasza? Też nie. Głównym założeniem poezji powinna być próba przekazania odbiorcy dokładnie tego, czego w danej chwili potrzebuje. Ja nie będę tą osobą, która spróbuje was ograniczyć.
Dzisiaj prezentuję Wam kolejne utwory, które mieszczą się w symbolice homo viator. O czym opowiadają? Jeśli macie ochotę się uzewnętrznić, to podzielcie się swoimi opiniami w komentarzu. Jestem ciekawa, czy Wasze myśli są podobne do moich.
Zaczniemy od czegoś z klasyki. Ona jest nieśmiertelna.
źródło

Adam Mickiewicz  Pielgrzym

(z Sonetów krymskich)
XIV
U stóp moich kraina dostatków i krasy,
Nad głową niebo jasne, obok piękne lice;
Dlaczegóż stąd ucieka serce w okolice
Dalekie, i niestety! jeszcze dalsze czasy?

Litwo! piały mi wdzięczniej twe szumiące lasy
Niż słowiki Bajdaru, Salhiry dziewice;
I weselszy deptałem twoje Trzęsowice
Niż rubinowe morwy, złote ananasy.

Tak daleki! tak różna wabi mię ponęta;
Dlaczegóż roztargniony wzdycham bez ustanku
Do tej, którą kochałem w dni moich poranku?

Ona w lubej dziedzinie, która mi odjęta,
Gdzie jej wszystko o wiernym powiada kochanku –
Depcąc świeże me ślady czyż o mnie pamięta?

źródło

Edward Stachura – Wędrówką życie jest człowieka

Wędrówką jedną życie jest człowieka;
Idzie wciąż,
Dalej wciąż,
Dokąd? Skąd?
Dokąd? Skąd?

Jak zjawa senna życie jest człowieka;
Zjawia się,
Dotknąć chcesz,
Lecz ucieka?
Lecz ucieka!

To nic! To nic! To nic!
Dopóki sił
Jednak iść! Przecież iść!
Będę iść!

To nic! To nic! To nic!
Dopóki sił,
Będę szedł! Będę biegł!
Nie dam się!


Wędrówką jedną życie jest człowieka;
Idzie tam,
źródło
Idzie tu,
Brak mu tchu?
Brak mu tchu!

Jak chmura zwiewna życie jest człowieka!
Płynie wzwyż,
Płynie w niż!
Śmierć go czeka?
Śmierć go czeka!

To nic! To nic! To nic!
Dopóki sił
Jednak iść! Przecież iść!
Będę iść!

To nic! To nic! To nic!
Dopóki sił,
Będę szedł! Będę biegł!
Nie dam się!
Na zakończenie zachęcam Was do zapoznania się z piosenką w brawurowym wykonaniu zespołu Stare Dobre Małżeństwotutaj.
Życie to ciągła wędrówka. Któż z nas się z tym nie zgodzi? To jednak, jaka będzie nasza droga – wyboista czy prosta – zależy przede wszystkim od nas. Mimo, że otacza nas 7 miliardów ludzi, to i tak życia nikt za nas nie przeżyje.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia