Definicja miłości

Zdarzyło się wam czasem pomyśleć, choćby przez chwilę, że wolelibyście urodzić się w innych czasach? Że nie pasujecie do XXI wieku? Że to ze światem jest coś nie tak albo z wami? Jak brzmi odpowiedź? Jak można tęsknić za nieznanym dniem wczorajszym?

Całujesz mnie przez szybę.
Kochasz już nawet nie na papierze.
Wspierasz, gdy masz na to ochotę.

Miłość – powiadasz – ona też ewoluuje.
Miłość  – mówisz – nie zawsze w godzinę.
Miłość  – powiadasz – nikt dziś nie całuje.
Miłość – mówisz – nie ma czasu na rodzinę.

Dajesz mi codziennie nadzieję,
że ja i ty razem stworzymy jutro,
dlatego dzielnie znoszę ewolucję.

Miłość – w duszy krzyczę – rozpala mnie,
choć nie smakowałam Cię tak dawno.
Miłość – z bólu się wiję – prowadzi mnie,
choć nie wiem, czy drogą właściwą.

Tak bardzo niecierpliwa,
choć przez szybę łatwiej o cierpliwość.
Chcę uciec, gdy słyszę:
– Kochać? Masz czas? – zapytała, gdy spałeś.
– Miłości, nie teraz! – surowo odpowiedziałeś.

Ewolucja.
Nie, nie rozumiem.
I nie chcę rozumieć!

Kreacja samobójstwa u Szymborskiej

Wisława Szymborska
Pokój samobójcy

Myślicie pewnie, że pokój był pusty.
A tam trzy krzesła z mocnym oparciem.
Tam lampa dobra przeciw ciemności.
Biurko, na biurku portfel, gazety.
Budda niefrasobliwy, Jezus frasobliwy.
Siedem słoni na szczęście, a w szufladzie notes.
Myślicie, że tam naszych adresów nie było?

Brakło, myślicie, książek, obrazów i płyt?
A tam pocieszająca trąbka w czarnych rękach.
Saskia z serdecznym kwiatkiem.
Rado iskra bogów.
Odys na półce w życiodajnym śnie
po trudach pieśni piątej.
Moraliści,
nazwiska wypisane złotymi zgłoskami
na pięknie garbowanych grzbietach.
Politycy tuż obok trzymali się prosto.

I nie bez wyjścia, chociażby przez  drzwi,
nie bez widoków, chociażby przez okno
wydawał sie ten pokój.
Okulary do spoglądania w dal leżały na parapecie.
Brzęczała jedna mucha, czyli żyła jeszcze.

Myślicie, że przynajmniej list wyjaśniał coś.
A jeżeli wam powiem, że listu nie było –
i tylu nas – przyjaciół, a wszyscy się pomieścili
W pustej kopercie opartej o szklankę.

Myślicie pewnie, że pokój był pusty, a to pusta była koperta oparta o szklankę. Tak wiele zainteresowań, tak mało adresów w sercu. Tak wiele oznak życia, a jednak on już nie żyje. Samobójstwo to zawsze wynik wewnętrznej walki, rozdarcia serca na czworo, jak dzieli się włos. Pokój sam w sobie byłby przytulny, gdyby tylko znalazł się ktoś, z kim można by tę przytulność dzielić…

Tak bardzo skromny

Skromność… Cóż za dziwna sprawa! Mówią o niej rodzice, księża, nauczyciele. Czym ona jest? Uczuciem? Cechą charakteru? Wrodzoną czy wyuczoną? Nikt tak naprawdę nie wie. Jedno wydaje się pewne – wszyscy twierdzą, że człowiek powinien być skromny. Jak bardzo skromne jest jednak mówienie o swojej skromności, wychwalanie jej, stawianie na piedestale, gloryfikowanie?

Kącik poetycki – alergia cz. II

Nie chcę być wilkiem dla moich braci, nie chcę w ogóle być wilkiem. Pozwólcie mi być… człowiekiem. 

alergia
 
choruję okropnie.
majaczę.
lunatykuję
 
pomiędzy niewłaściwymi ludźmi.
 
nocami gorączkuję.
mam dreszcze.
wypluwam
 
zgniłe od nieszczerości słowa.
 
oblewają mnie zimne poty.
tatuuję sobie żyletką ciało
na wzór waszych kwaśnych min.
 
przewracam się o leżącą
na podłodze niepogodę,
o zamiecione pod dywan problemy.
 
wypijam szklankę aspiryny
wymieszaną z fałszywymi spojrzeniami.
 
omdlała z bólu padam.
obudzę się jutro.
 
katar sienny – pomyślisz.
roztocza kurzu
codzienności.
 
alergia z powodu antygenu.
nadwrażliwość.
na świat.
                                                           alergiczna hipochondryczka.

 

Zacznę i skończę pospolicie. Dziwny jest ten świat. Jak człowiek łatwo popada w schematy, jak człowieka łatwo ogarnia znieczulica, jak łatwo poddaje się presji otoczenia i skażonej duszy (choć nie wiem, czy słowo ‚dusza’ jeszcze dziś istnieje). Sytuacja z życia: zimowym późnym wieczorem na parkingu przed supermarketem (tak bardzo nowoczesnym) siedzi nastolatka (tak bardzo nowoczesna) i krzyczy w niebogłosy: „pomocy! mamo! pomocy!”. Mijają ją ludzie – jakaś zakochana para spacerująca z psem, starszy pan, mężczyzna w średnim wieku (tak bardzo nowocześni), obok na przystanku siedzą ludzie (tak bardzo nowocześni) i żaden z nich nawet nie zapytał, czy coś się stało, nie skinął nawet palcem, nie wykazał zainteresowania. Najbardziej irytuje jednak zakochana, szczęśliwa para, uśmiechająca się jak gdyby nigdy nic. Ci nawet nie próbują udawać, że jej nie widzą. Skowyt wydaje się na tyle głośny, że siedząc w bloku, dokładniej w mieszkaniu znajdującym się na czwartym piętrze cztery naiwne dziewczyny postanawiają pomóc i ruszają na akcję ratunkową.
 
Okazuje się, że kwiląca dziewczyna płacze z zimna, bólu i chce po prostu, żeby ktoś pomógł jej dotrzeć do domu. Nie interesuje mnie w tym momencie, że prawdopodobnie jest pijana albo odurzona jakimiś środkami, że prawdopodobnie uciekła z imprezy. Ważne, że potrzebuje pomocy. Tu i teraz. Że tu i teraz nie panuje nad sobą skazana przez własną głupotę lub głupotę innych na zamarzanie na tym cholernym parkingu. Niestety, żaden z przechodniów nie wyciągnął ciepłej pomocnej dłoni. Ona zamarzała na parkingu, podczas gdy ich serca zamarzły już dawno w ich zmarzniętych od apatii osobowościach. Nie trzeba było wiele: zadzwonić po taksówkę. Dziewczyna miała pieniądze, żeby zapłacić taksówkarzowi, wskazała adres, pozwoliła pomóc sobie wstać. Potrzebowała odrobiny człowieka.
 
I pytam: przechodnie zdali celująco egzamin z człowieczeństwa, a cztery dziewczyny zaliczyły na najwyższą notę egzamin z naiwności czy może odwrotnie? Przecież one też się bały. Patrząc z okna w to miejsce, uświadamiam sobie, że żyjemy w skażonym świecie. Mało tego – sami ten świat zatruwamy. Egzystujemy? Marna ta egzystencja, gdy „człowiek człowiekowi wilkiem”. Czasem wystarczy tylko cząstka człowieczeństwa. Gdyby każdy z nas dał cząstkę siebie… Nie chcę być wilkiem dla moich braci. Dziwny jest ten świat. Od lat. Bardziej. Tak bardzo nowoczesny. Pospolicie.

 

Jak zapomnieć mam?

Usłyszałam kiedyś, że z labiryntu w życiu można wyjść na dwa sposoby: za ręce albo po prostu obok siebie. Każda z tych dróg powinna gwarantować przynajmniej czyjeś życzliwe ramię. Tymczasem coraz częściej muszę tłumaczyć, czym jest życzliwość. Na drodze ewolucji słowo altruizm przeszło do słownika archaizmów albo raczej na drodze rewolucji przeskoczyło tam bezpowrotnie. Każdy z nas podąża jakimś labiryntem – jedni dłuższym, inni krótszym; jeden jest pełen ślepych uliczek i mrocznych zakątków, w drugim już na początku drogi widać jasne światło prowadzące do wyjścia. Sprawiedliwości na razie nie ma. Życzliwe ramię – tyle potrzeba, by droga stała się lżejsza. Labirynt nigdy nie będzie archaizmem. Nawet jeśli zabijemy wszystko, co ludzkie, to będziemy cierpieć, cierpieć jak zwierzęta. Instynktów nic nie zabije. A jednym instynktów jest opieka nad drugim stworzeniem, chęć przetrwania RAZEM.

 

to ciągle zaskakujące
jak niewiele znaczyć może
pocałunek
ciepła dłoń
życzliwe ramię

to wciąż niewiarygodne
jak szybko zapomnieć można
miłe słowa
nieme obietnice
blask oczu

nie rozumiesz
ja tak nie potrafię

i choć mówię
że ja tak nie potrafię
to uwierz
nie jestem egoistką

życzę ci wszystkiego

chcę tylko powiedzieć
że nie umiem zapomnieć
nawet kiedy nie ma cię

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia