Zapraszam do lektury artykułów z nowego cyklu Oczami polonistki, w którym będę prezentować najciekawsze tematy z dziedziny literatury, kultury i języka polskiego.

Jesteśmy Polakami, ale liczba błędów, które popełniamy, często przekracza wszelkie granice. Jakie są przyczyny tego stanu rzeczy i co ze sobą niosą?

źródło

Błądzić jest rzeczą ludzką – to fakt. Ale co jeśli w natłoku błędnych przekonań gubimy tę poprawność, która wynika z naszej przynależności do narodu polskiego? To wstyd i hańba, że nie potrafimy posługiwać się słownikami i nie znamy najprostszych zasad, nawet ortograficznych. To, że w tekście pojawi się literówka, nie zwiastuje jeszcze tragedii, ale co zrobić, gdy na literówkach się nie kończy, a sprawa staje się znacznie poważniejsza?

Pamiętacie zapewne stanowisko Krystyny Pawłowicz w sprawie poprawności słowa „wziąść”, od którego w internecie aż wrzało. To jeden z przykładów „kwiatków”, których używamy na co dzień. Co prawda nikomu nie stanie się krzywda od popełnienia błędu. Problem pojawia się w momencie, gdy osoby wykształcone, inteligentne nie znają poprawnej polszczyzny. 
Słownik stoi na półce, pokryty kurzem, nieużywany. Po prostu jest. Bo POWINIEN być, bo tak WYPADA… Dlaczego my, Polacy, zarzekamy, że poprawnie posługujemy się swoim ojczystym językiem, a na każdym kroku popełniamy podstawowe błędy? Wytłumaczeniem nie jest ani rozkojarzenie, ani złe samopoczucie – my po prostu stoimy w miejscu. Nie chcemy się uczyć, bo naszym zdaniem to, co powinniśmy wiedzieć, już wiemy. Absolwenci studiów uważają, że wszystkiego nauczą się w budynku uczelni, bez najmniejszego nakładu pracy. Inteligenci twierdzą, że mają ważniejsze sprawy na głowie… Kto zatem ma dbać o naszą polskość, skoro sami nie jesteśmy w stanie o nią zadbać?

Nie muszę – chyba – przypominać, że nawet (wydawałoby się) zwykły przecinek może zmienić sens zdania, wprowadzić odbiorcę w błąd. Na Facebooku utworzono już gros stron dotyczących stawiania ich w nieodpowiednich miejscach.

O poprawnej polszczyźnie ogólnie też poczytamy sporo. Co ciekawsze – możemy nabyć wiele gadżetów z nią związanych – kubki, koszulki, torby… Jest tego tyle, że nie sposób nie zauważyć. Wystarczy… otworzyć oczy.

W dzisiejszych czasach nie zwracamy uwagi na najważniejsze kwestie, bo uznajemy je za „drobiazgi”, podczas gdy to one stanowią podstawę naszej wiedzy. Nawet ekonomista powinien wiedzieć, że „na pewno” pisze się rozdzielnie, a „nieprawda” łącznie. Nie mam na myśli żadnych zawiłości językowych, w które wtajemniczani są najczęściej studenci polonistyki, którzy język polski traktują jako podstawę swoich studiów. Nie musimy znać definicji fonemu, morfemu, leksemu czy paradygmatu. Mamy TYLKO (a może: AŻ) znać podstawy. Nie da się ukryć, że niemożliwe jest zapamiętanie wszystkich zasad. Z pomocą przychodzi słownik, w którym znajduje się zbiór zasad, których powinniśmy przestrzegać, zarówno mówiąc, jak i pisząc (o tym w następnym artykule z cyklu).

Pomocny okazuje się także internet jako ŹRÓDŁO INFORMACJI. Na wielu stronach poświęconych polszczyźnie znajdziemy szczegółowe wyjaśnienie zasad, wraz z przykładami i radami. Jedną z takich stron jest poradnia językowa PWN, o której z pewnością słyszał każdy.

Dostęp do poprawnej polszczyzny mamy wszyscy. Wystarczy tylko znaleźć odrobinę czasu, sięgnąć po słownik czy poradnik i poczytać. Nie od razu Kraków zbudowano – nauka może trwać latami, zanim uznamy, że dotarliśmy już do większości zakamarków języka polskiego, ale satysfakcja gwarantowana. Z doświadczenia wiem, że efekty są zadowalające. A ile możemy zyskać w oczach innych… Bezcenne!

W następnym artykule będziecie mogli poczytać o… literaturze. Już dziś was zapraszam!