Ciąg dalszy nastąpił…

Znacie to uczucie, kiedy oglądacie ostatni odcinek waszego ulubionego serialu? Czujecie jakąś pustkę. Jakby coś właśnie bezpowrotnie się kończyło. Na szczęście nie zawsze koniec serialu oznacza definitywny koniec historii ulubionych bohaterów. Tak właśnie jest z Magdą M. Po 10 latach od emisji serialu Radosław Figura znów zabiera nas w świat uroczej prawniczki i przystojnego prawnika. Jak tym razem potoczą się ich losy?

Diabeł jest Brytyjczykiem

A więc wydało się: diabeł jest Brytyjczykiem i nie ma ku temu żadnych wątpliwości. Co prawda ja podejrzewałam to od dawna, jednak gdybym wypowiedziała te słowa na głos, nie każdy by mi uwierzył. Śmiem twierdzić, że duża część krzyknęłaby radośnie, że w piekle na pewno mówią po niemiecku. Otóż nie. W piekle, proszę państwa, mówią głębokim akcentem prosto z walijskiego Cardiff.

Orange is the new black

Czy mieliście kiedyś tak, że wszyscy mówili wam, żeby obejrzeć jakiś serial, ale jakoś nie wychodziło? W końcu się udało i jakimś szalonym ciągiem obejrzeliście cztery sezony w dwa tygodnie (albo jednej weekend) i okazało się, że wasze życie do tej pory było smutne i puste, bo tego, czego wam brakowało, to właśnie ten serial?

Rizzoli & Isles

Bostoński duet

Seriale kryminalne to gratka dla fanów zagadek śledczych. Partnerki to podwójna przyjemność dla miłośników książek Tess Gerritsen. Serial ten opiera się na cyklu thrillerów medycznych, których bohaterkami są Maura Isles i Jane Rizzoli.

Tytuł: Rizzoli & Isles (Partnerki)
Twórca: Janet Tamaro
Lata: 2010-2016

Tytułowe partnerki to zgrany duet przebojowej detektyw Rizzoli i cierpliwej patolog Isles. W bostońskim wydziale zabójstw bohaterkom towarzyszą inni detektywi i technicy. Serial opiera się na seryjnych zabójstwach ChirurgaBardziej wtajemniczeni w świat książek Gerritsen szybko zrozumieją korelacje występujące między zabójcą zwanym Chirurgiem a Jane.

Na serial natknęłam się zupełnym przypadkiem parę lat temu, kiedy moja przygoda z książkami Tess Gerritsen kwitnęła w najlepsze… Byłam zaskoczona! Tak, zupełnie inaczej wyobrażałam sobie główne bohaterki. Mój szok jednak nie trwał długo i szybko polubiłam wykreowane przez producenta postacie. Trzeba się liczyć z tym, że wyobraźnia czytelnika i wyobraźnia osób zaangażowanych w produkcję jest odmienna. Mogę jednak zapewnić, że serial jest świetny, a aktorzy dobrze dobrani do swoich ról. Serial należy do kategorii kryminalnych, ale odnajdziemy w nim także elementy komedii. Błyskotliwe dialogi mogą przyprawić o nowy zasób wiedzy, ale też o lekki zawrót głowy. Wszystko zostało skonstruowane tak, aby zaciekawić widza. I to się udało. Bezdyskusyjnie!

Tytułowy bostoński duet to dwa różne ogniwa. Dwie kobiety, dwa charaktery i podwójnie efektywne umysły tropiące przestępców. Bohaterowie serialu to także przyjaciele, którzy wspierają się w trudnych, czasem dramatycznych chwilach. Na przestrzeni lat obsada nieco się zmieniła ze względu na samobójstwo jednego z głównych aktorów, tj. L.T. Younga grającego partnera Jane Rizzoli. Co ciekawe, mimo że akcja dzieje się w Bostonie, zdjęcia do serialu kręcono w Los Angeles, w stanie Kalifornia.

Tess Gerritsen w jednym z wywiadów wspomniała, że sama ogląda serial, choć znacznie odbiega on od książek. Przyznała, że jest bardziej humorystyczny, a patolog Maura Isles ma zupełnie inny charakter. Podobnie jest z przyjaźnią wykreowaną przez producentów – jest bardziej przerysowana i o wiele większa niż w rzeczywistości. Myślę, że zmiany wprowadzone przez producentów w dużej mierze przyczyniły się do dużego sukcesu, jaki odniósł serial. Zyskał wiele przychylnych opinii. Cytuję jedną z nich: „Doskonałe policyjne kino, ma w sobie to coś!”. Trudno się z tym nie zgodzić.

Myślę, że fanom Kryminalnych zagadek CSI, Punktu Krytycznego czy Mentalisty z pewnością spodoba się propozycja nadawana przez stację TNT. Żałuję, że serial ma zaledwie 7 sezonów. To według mnie stanowczo za mało, ponieważ Partnerki są jednym z lepszych, jakie obejrzałam. Z pewnością będę powracać do niektórych odcinków. Polecam!

„Comrade Detective” – Towarzysz Milicjant, czyli o tym, jak patrzy na nas Zachód

W sierpniu tego roku nakładem Amazon Studio wyszedł serial Comrade Detective stworzony według scenariusza Briana Gatewooda i Alexa Tanaki. Jest to serial w pewien sposób eksperymentalny, ponieważ oglądając go, jesteśmy przekonani, że faktycznie widzimy na ekranie oryginalny rumuński serial z lat 80. Jednak czy tak jest w rzeczywistości?

Serial składa się z sześciu odcinków, których akcja przypomina typowe „Buddy Cops”, fabuła koncentruje się wokół poszukiwania zabójcy jednego z partnerów. Oczywiście śledztwo prowadzi do amerykańskiej ambasady. Świat przedstawiony w tej historii jest czarno-biały, jak przystało na porządne socrealistyczne dzieło (twórcy chyba nie wiedzą jeszcze, że socrealizm skończył się w 1956 roku), istnieje tylko dobry komunista i zły kapitalista, a wszystko, co złe, kojarzy się ze Stanami Zjednoczonymi. Między innymi zabójca nosi maskę Ronalda Reagana, młodzieży mąci się w głowach dżinsami, a gangsterzy szmuglują pepsi colę. Najpiękniejszym chyba momentem w całym serialu jest fragment, gdy jeden ze „złych” modli się do flagi USA. Strona komunistyczna jest za to przedstawiona w sposób bardzo prosty: cytaty z Lenina serwowane przy każdej okazji, nienawiść do Zachodu i proste serce oraz wieczne wybieranie dobra większości. Efekt jest taki, że środowisko rumuńskie zostaje przedstawione w sposób ironiczny.

Kolejna ciekawostka związana z serialem to fakt, że zostaje on nam przedstawiony jako oryginalny serial z czasów komunizmu w Rumuni, odnaleziony i odnowiony cyfrowo. Niestety tak nie jest. Nie jest nawet kręcony według oryginalnego scenariusza z tamtych lat, to całkowicie nowa produkcja inspirowana czechosłowackim serialem 30 spraw Majora Zemana oraz wschodnioniemieckim Polizeiruf 110. Za to widzowie oszukani są w sposób mistrzowski, bo przez większość czasu możemy czuć się przekonani, że oglądamy oryginał, mimo że od niektórych bardzo jasnych w przekazie treści propagandowych nawet Lenin przewróciłby się, może nie w grobie, ale w mauzoleum.

Myślę, że serial warto obejrzeć, może nie ze względu na warsztat i niesamowitą fabułę, ale jako nowe doświadczenie i ciekawostkę. A przy okazji ze względu na ciekawe treści, bo to, z czego śmieją się amerykanie, wcale może tak nie bawić kogoś, kto żyje i wychował się w Europie Środkowej. Dzięki temu mamy też pojęcie o tym, jak patrzy na nas szeroko pojęty Zachód.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia