978-83-8083-539-9

Wszystko przez kota

Tak, właśnie: wszystko przez pewnego kota Jamesa, któremu zachciało się wylegiwać w łóżku sąsiada swojej pańci… 

O dwóch dzikusach

źródło
Bo czasami życie to bajka, w której też występują złe czarownice, wredne charaktery i pełne zawiści przyjaciółki. Ale jest coś, co może dać temu radę, co ma szansę stawić czoło złu i zwyciężyć wszelkie przeciwności losu. Jest to miłość. W nią warto wierzyć.
Zaczęło się niepozornie. Od jednego telefonu. Wydawałoby się, że to nic takiego. Po prostu telefon. A jednak… 

Tytuł: Jesteś moja, dzikusko
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res

Kiedy w twoim życiu coś się kończy, panicznie boisz się przyszłości. Widzisz ją jakby za mgłą, a myśl o samodzielnym życiu przyprawia cię o dreszcze. 
Ale kiedy w twoim życiu coś się kończy, to tylko po to, żeby coś innego mogło się rozpocząć. 
Natalia straciła matkę. 17-letnia dziewczyna została sama, a jedyną podporą jest dla niej ciotka. Antoni nie wyobraża sobie życia bez możliwości skopania komuś tyłka (żeby tylko). Ci dwoje są jak ogień i woda. Kiedy rodzice chłopaka decydują się przyjąć nastolatkę pod swój dach, rozpoczyna się walka. Walka między rozumem a sercem. Walka z samym sobą…
Nie potrafię stwierdzić, co sprawiło, że sięgnęłam po tę książkę. Dotychczas nie przeczytałam ani jednej książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. I choć w środowisku blogerskim aż wrzało na wieść o nowej powieści tej autorki, żadna siła nie popchnęła mnie do wzięcia w dłonie którejkolwiek z nich. Aż do teraz. Gdy przeczytałam opis fabuły, zauroczyłam się. Byłam przekonana, że czas spędzony podczas lektury Dzikuski nie okaże się czasem straconym. Nie wiem dlaczego. Tak po prostu się stało. I nic nie było w stanie zniechęcić mnie do niej. Klamka zapadła. 
Nie jest to powieść w żaden sposób wyróżniająca się spośród innych tego typu. Ot, zwyczajna historia obyczajowa z gatunku, którym od jakiegoś czasu młodzież zaczytuje się nałogowo. Każda kolejna – choć oparta na jednym schemacie – wzbudza pewien zachwyt. Każda jest niemal taka sama, a jednak inna. A inność jest piękna.
Jesteś moja, dzikusko to przede wszystkim powieść, która coś w sobie kryje. Ma niezwykły potencjał. Kiedy po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów wydawało mi się, że przewidziałam, jak potoczą się losy bohaterów, miałam ochotę odłożyć książkę na półkę i zaliczyć ją do grona „szablonowych”. Coś jednak pchało mnie do przodu i do przodu. Aż w końcu przewróciłam ostatnią kartkę i przyłapałam się na pomyłce. Książka tylko na pozór jest jedną z wielu przewidywalnych i opartych na pewnym szablonie. Początkowo rzeczywiście można tak przypuszczać, jednak im dalej w las, tym więcej drzew. Akcja zaczyna przyspieszać, a każdy kolejny rozdział zdaje się zapowiadać przełomowe wydarzenie, do którego desperacko dążymy.

Spodobał mi się zabieg, który zastosowała autorka na samym początku książki. Cała historia to… opowieść, którą snuje dwoje starszych ludzi. Mówią o sobie, o tym, jak się poznali i jak rozwijała się ich znajomość, aż do momentu, w którym zrozumieli, że to nie jest przyjaźń – to JUŻ jest kochanie… Taki wstęp sprawił, że poczułam się tak, jakbym jako mała dziewczynka siedziała na kolanach dziadka i wsłuchiwała się w to, co szepcze mi na ucho. Bajeczne!

Teraz trochę o bohaterach, którzy są ciekawi, bo niezwykle różni. Antek to typowy facet, który może wszystko. Niespecjalnie interesuje się Natalią – ta zdaje się mu przeszkadzać, mimo że nie robi nic, co mogłoby go w jakiś sposób zdenerwować. Dziewczyna jest bardzo wrażliwa, skryta, ale silna. Potrzebuje kogoś, kto się nią zaopiekuje i spędzi z nią choć odrobinę czasu. I trudno się jej dziwić – straciła matkę, a po ojcu ani śladu… Musi zatem przystosować się do nowego środowiska, do którego bądź co bądź nie pasuje, i nauczyć się żyć nieco inaczej. Tony jej tego nie ułatwia. Do czasu.

Muszę przyznać, że początkowo Antek bardzo mnie irytował. Wydawał się taki… sztuczny i pusty. Sądziłam, że przyjdzie mi aż do końca czytać o tym, jakim to on nie jest wspaniałym chłopakiem. Żenada. Na szczęście moja irytacja zaczęła słabnąć i słabnąć, aż w końcu zamieniła się w szczerą sympatię. Pomyślałam sobie: no, w końcu się ogarnął! i cieszyłam się w duchu, że być może okaże się nawet przyjazny. Nie pomyliłam się. Rzeczywiście się „ogarnął”. Mało tego – I TO JAK! Stał się troskliwy i kochający, a Natalia… Cóż, ta to dopiero pokazała, na co ją stać. Zdaję sobie sprawę z tego, że najczęściej nieśmiałe osoby prędzej czy później pokazują pazurki, ale – uwierzcie mi – nie spodziewałam się czegoś takiego. Prawdziwa dzikuska. Co ja mówię – dzikuska i dzikus!

Agnieszce Lingas-Łoniewskiej udało się stworzyć historię, która nie nuży czytelnika, wręcz przeciwnie – pobudza go niczym dobra kawa o poranku (wiem, co mówię, bo czytałam tę książkę w autobusie o 6.00 rano!). Potrafi sprawić, że będziemy jej łaknęli, a po skończeniu błagali o więcej. Nie wiem, jak jest w przypadku innych książek tej autorki, ponieważ, jak już wspomniałam, ta jest pierwszą, po którą sięgnęłam, mam jednak nadzieję, że są równie dobre. Z przyjemnością je przeczytam, tak żeby poznać styl naszej rodzimej pisarki, która udowadnia, że polskie książki również są bardzo dobre i warte uwagi – trzeba tylko ją na nie zwrócić, a nie błądzić w chaosie samych tłumaczeń, te umiejętnie omijając.

Autorce zdecydowanie nie można zarzucić braku talentu i literackiego polotu. Wie, gdzie postawić przecinek (nie dosłownie, bo przecież nie nad interpunkcją się rozwodzę), jak poprowadzić wątki, żeby składały się w dopracowaną całość, i jak zaciekawić czytelnika, który z pewnością ma ogromne wymagania co do książki reprezentującej powszechnie znany i lubiany gatunek. To duże wyzwanie dla autora: napisać coś, co nie będzie zaledwie kopią tego, co już dawno pojawiło się na rynku wydawniczym. Lingas-Łoniewskiej się to udało, czego jej serdecznie gratuluję.

Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale w każdej recenzji rozwodzę się nad głębszym sensem każdej książki, którą miałam okazję przeczytać. Zastanawiam się, co wniosła do mojego życia, czy w jakiś sposób na mnie oddziałała… Coraz częściej dochodzę do wniosku, że chyba nie sposób mnie NIE zadowolić, a trzeba przyznać, że mam dość specyficzny gust czytelniczy. Dziwnym trafem cenię sobie każdą książkę, którą czytam, i staram się w każdej zauważyć co najmniej kilka zalet i jakieś wady – bo nie ma takich bez wad. Niemal wszystkie coś po sobie zostawiają. Wywołują emocje (te złe i te dobre), wpływają na nasze postrzeganie świata. Wielu twierdzi, że trudno mówić o jakimkolwiek sensie powieści New Adult. Ot, takie czytadła. A jednak. Gdyby były to zwyczajne „czytadła”, nie cieszyłyby się taką popularnością wśród czytelników. I to nie tylko młodzieży, bo czytają je nawet osoby po czterdziestce.

Każda powieść o czymś mówi. I nie jest to tylko banalna historyjka ze szczyptą seksu. W przypadku Jesteś moja, dzikusko była to niesamowita relacja dwóch skrajnie różnych osób, które pod wpływem uczuć stają się dla siebie kimś więcej, a nie tylko złem koniecznym, jak wydaje się na początku. Osamotniona dziewczyna i dziwny chłopak… Dziwne? Niekoniecznie.

Autorka udowodniła, że ze zwykłego szablonu można stworzyć coś ciekawego. Z pozoru lekka opowieść staje się emocjonalnym rollercoasterem, w dodatku ubarwioną wątkami sensacyjnymi! Będziecie zadowoleni z tej lektury. Zachęcam was do sięgnięcia po tę książkę. Ja już biegnę do biblioteki po pozostałe powieści Lingas-Łoniewskiej. Najwyraźniej potrzebowałam porządnego wstrząsu, żeby to w końcu zrobić.

Szukaj mnie wśród lawendy. Zofia. Tom II – Agnieszka Lingas-Łoniewska

źródło

Irytacja. Rozczarowanie. Totalna złość. Zmarnowany czas. Poczucie, że potencjał został zduszony w zarodku. Nieuczciwe zagrania stosowane dla osiągnięcia korzyści materialnych, rozmienianie się na drobne. Moi drodzy, jestem taka rozczarowana…

Dlaczego to tak krótko trwało? Trzy godziny to stanowczo za mało, by rozkoszować się książką, na którą czekałam tak długo.

Tytuł: Szukaj mnie wśród lawendy. Zofia. Tom II
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Premiera: 25 lutego 2015 r.
Zirytowanych uspokajam, wstęp nie opisuje moich wrażeń z lektury, a część doznań, które wzbudza drugi tom trylogii lawendowej. Autorka po raz kolejny udowadnia, że pisze świetnie, perfekcyjnie operuje słowem budując nasycone emocjami sceny. Stopniuje napięcie, dręczy i wkurza z pełną świadomością. Pokazuje relacje tak bliskie, że ma się wrażenie uczestniczenia w wydarzeniach. Po raz kolejny nie zawodzi, choć nadal prezentuje łagodną twarz. Tym razem zapraszam was w podróż do Frankfurtu nad Menem oraz na wakacje do Chorwacji.
Trylogia opowiada losy trzech sióstr Skotnickich. Pierwszy tom przedstawia losy najstarszej siostry i mam nadzieję, że większość z was już je poznała. Zofia zawładnie waszymi sercami w części drugiej i dobrze by było, gdybyście czytając zachowali chronologię.
Zielonooka i rudowłosa Zosia prowadzi ustabilizowane życie. Ma dwójkę uroczych dzieciaków oraz troskliwego męża, który z sukcesem prowadzi firmę. Kobieta nie narzeka na brak obowiązków, zajmuje się domem, spotyka z przyjaciółmi i znajduje czas na hobby. Z pozoru szczęśliwa oraz spełniona, nie ma powodów do narzekań. Czy tak jest w istocie? Gdy do jej drzwi puka dawny ukochany, Maks Krall, życie Zosi staje na głowie. Czy dawna namiętność umarła? Jaką wspólną tajemnicę skrywają Maks i Adam? Przeczytajcie.
Będę się powtarzać, ale fundamentem kolejnego tomu lawendowej trylogii ponownie jest miłość. Autorka udowadnia, że skrywana namiętność oraz dawne niewyjaśnione do końca sprawy zawsze powracają i komplikują życie bohaterów. Pierwsza miłość ma wielką siłę rażenia, a dokonywanie wyboru dla czyjegoś dobra nikomu nie pomaga. Szkodliwe jest życie w otoczce pozorów i brak odwagi do jasnego przedstawienia własnych pragnień. Fałszywa miłość nigdy nie zastąpi pełnowartościowej relacji, może na chwilę oszuka potrzeby, ale prędzej czy później okaże się marnym substytutem. To dlatego Zosia i Adam Faber… a zresztą, nie powiem wam, po prostu musicie przeczytać.
Agnieszka Lingas-Łoniewska jak zwykle stawia na grę uczuciową, zapewnia czytelnikowi emocjonalną huśtawkę i wprawia w stan swoistego odrętwienia. Tworząc postać Zofii skradnie niejedno serce, wszak nieszczęśliwych mężatek z poczuciem zmarnowanej szansy jest wokół tak wiele. Kobiety zazwyczaj wybierają to, co pewne i przewidywalne, zamiast walczyć o prawdziwą miłość. Poddają się, załamują i przyjmują los taki, jakim jest, zamiast spróbować go kształtować. I taka właśnie jest Zosia – ciepła, dobra, krucha, zamknięta w klatce pozorów. Kocham moment, gdy odżywa, gdy podejmuje decyzję dobrą dla SIEBIE zamiast trwać w zastałym układzie. Współczuję jej, ale podziwiam postawę w obliczu nieoczekiwanej prawdy. Brawo za stworzenie postaci, która żyje i sprawia, że żyć się chce!
Pozostali bohaterowie również zasługują na uwagę. Trio sióstr sprawia, że ciągle mocno wierzę w siłę rodzinnej miłości. Czuli mężczyźni, lojalni dla przyjaciół, mają wiele cech, które chciałybyśmy widzieć u partnerów, a wszyscy razem stanowią dowód na to, że bliscy ludzie nawet po latach są w stanie tworzyć zgraną paczkę.
Przyznam szczerze, że w tym tomie spodziewałam się większej ilości akcji, więcej namiętności, więcej niegrzecznej autorki i na tym polu czuję się lekko zawiedziona. Gdzie te obiecane porywy serca? Intrygi? Sensacje? Tajemnicę z przeszłości odkryłam w połowie tomu i nie była dla mnie szokiem, ale być może to po prostu zbieg okoliczności. Mam wrażenie, że autorka jaką znam i uwielbiam nadal gdzieś tam się chowa i nie pokazuje pełni swoich twórczych możliwości. Mam nadzieję, że to znów cisza przed burzą. A burzy spodziewam się w tomie trzecim…
Podsumowując: Szukaj mnie wśród lawendy. Zofia. Tom II to powieść ciepła i lekka, pozwalająca docenić głębię ludzkich relacji oraz wagę podejmowanych decyzji. Jest obyczajową opowieścią o przyjaźni, lojalności, namiętności i miłości, która jest największą siłą ludzkości. Autorka na niespełna dwustu trzydziestu stronach po raz kolejny udowadnia, że życie jest bardziej zaskakujące od wszelkich scenariuszy, a wsparcie bliskich ludzi pozwala na pokonanie największej przeszkody. Lektura pozostawiła mnie z niedosytem, choć wątki zostały zamknięte. Wierzę, że moja ulubiona autorka pozbawi mnie tchu w tomie trzecim, o Gabrieli (przedsmak tego, co będzie, jest zwieńczeniem historii o Zosi).
I jeszcze jedno, Lingas-Łoniewska jest idealnym materiałem na scenarzystkę. Twórcy seriali obyczajowych – czas zacząć się bać.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia