Sherlock Holmes w nowym wydaniu

Kto nie zna Sherlocka Holmesa? Jest to pytanie retoryczne. Kultowa postać wykreowana w XIX wieku nadal wzbudza zainteresowanie, podziw i kreatywność. Na podstawie opowieści Arthura Conan Doyle’a powstały adaptacje filmowe i serialowa (ta druga umieszczona we współczesności, co dawało autorom wielkie pole do popisu – w pełni wykorzystane!). Muszę przyznać, że moje spotkanie z Sherlockiem odbyło się właśnie dzięki filmowi, a następnie serialowi. Tak bardzo zachwyciła mnie ta postać, że postanowiłam przeczytać wszystkie opowiadania Doyle’a, żeby poznać te niesamowite historie u źródła. Cieszę się, że klasyki przenikają do popkultury.

Sherlock Holmes. Studium w szkarłacie. Znak czterech. Pies Baskerville’ów.

W książce mamy do czynienia z trzema sprawami detektywistycznymi. Zaczynamy od jednej, bardzo prostej z punktu widzenia naszego bohatera, gdzie poznajemy również Watsona. Następny przypadek jest ciut trudniejszy, ale również i jego dało się jakoś rozwiązać. Aż docieramy do trzeciego zadania, wybitnego morderstwa. Tutaj wspólnymi siłami pokonują bydlę z piekła. Techniki, jakich używa Sherlock, są dość ciekawe i bardzo logiczno-teoretyczno-praktyczne. Ostatnia sprawa jest naprawdę niezła. Ale dlaczego?
 
Tytuł: Sherlock Holmes. Studium w szkarłacie. Znak czterech. Pies Baskerville’ów.
Autor: Arthur Conan Doyle
Wydawnictwo:Zysk i S-ka
 

Gdy książki stają się obsesją

źródło
Świat jest okrutny – powie wam to wiele ludzi. Nie zastanowią się nad odpowiedzią, nie zawahają się ani przez chwilę. Po prostu stwierdzą fakt, który według nich jest niepodważalny. Ale czy nie można tego zmienić? Peter urodził się w szczęśliwej rodzinie. Jego rodzice kochali się, mieli dobrą pracę, piękną przyszłość przed sobą, tylko… Te tylko zmienia wszystko w ciągu jednej chwili. Ojciec Pete’a traci pracę. Jest jednym z wielu osób, które straciły wszystkie dochody przez kryzys. Jednak człowiek nie pozbywa się tak łatwo nadziei. Po prawie roku bezowocnego poszukiwania stanowiska wybiera się na targi pracy. Pamiętacie je? Tysiące ludzi pełnych nadziei na zmianę swojego losu, matki z dziećmi trzymające się niezachwianie ostatniej deski ratunku i szaleniec za kierownicą mercedesa… 

Tytuł: Znalezione nie kradzione
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
I tak oto po raz pierwszy w swoim życiu przeczytałam powieść sławnego Stephena Kinga. Czekałam na tę chwilę wiele lat, a teraz rozkoszuję się pisaniem tej recenzji. Mam multum słów, którymi chcę się z wami podzielić. Tyle spostrzeżeń, tyle uwag… Dlaczego zaczynam od najnowszej powieści Kinga, jego drugiego kryminału i zarazem kolejnej części przygód Billa Hodgesa? To jest bardzo dobre pytanie, na które nie umiem odpowiedzieć. Większość z was stwierdzi, że to największa zbrodnia jaką mogłam popełnić. Zgadzam się, ale czy nadal pozostaje zbrodnią, jeśli dzięki niej na pewno zapoznam się z innymi dziełami tego wybitnego pisarza?
To nie jest tak, że nigdy wcześniej nie miałam żadnej książki Kinga w ręku. Kiedyś, jeszcze jako dziecko, zaczęłam czytać Cujo, które poleciła mi bibliotekarka. Jest to jeden z najsławniejszych horrorów pisarza, ale niestety ciężki styl autora okazał się dla mnie (w wersji kilka lat młodszej) o wiele za trudny. Biorąc Znalezione nie kradzione do ręki, miałam wiele obaw. Bałam się, że styl nadal okaże się dla mnie za ciężki i nie pozwoli na zapoznanie się z tą lekturą. W końcu nie każdy musi lubić Kinga. Na szczęście moje obawy okazały się złudne. Przyznaję, że według mnie język autora nie jest łatwy i na początku miałam duże trudności ze skupieniem się. Musiałam przebrnąć przez te pierwsze kilkadziesiąt stron i przyzwyczaić się do wcześniej mi nieznanego pióra. Dopiero wtedy zaczęłam doceniać kunszt twórcy. Choć nie zmienia to faktu, że nadal uważam, że potrzebuję odpowiedniego miejsca, by zrozumieć tekst. Nie może być to zatłoczony autobus czy spotkanie rodzinne.
Znalezione nie kradzione zyskało moją sympatię do tego stopnia, że stało się częścią mojego życia. Nie odczuwałam gwałtownego pragnienia czytania dalej powieści, jednakże przyzwyczaiłam się do niej i przez kilka dni zapoznawanie się z jej treścią okazało się moim zwyczajem. Na pewno gdy wracacie z pracy, szkoły macie jakiś zwyczaj, czynność, która pozwala wam odpocząć, a przy tym nie nudzi się mimo codziennego powtarzania jej. Dla mnie taką czynnością jest słuchanie muzyki, ale przez te kilka dni właśnie ten kryminał stał się częścią mojego życia. 
Zawsze zakładałam, że w książkach Kinga najpierw jest wprowadzenie, które pozwala nam poznać bohaterów, przywiązać się do danego miejsca, a dopiero później pojawia się ten moment zaskoczenia, który staje się jeszcze straszniejszy, gdyż wiemy, kogo dotknął, a to najczęściej postać nam bliska. Ta książka potwierdza moją małą teorię (nie wiem, jak inne). Nie powiem, że na początku nic się nie działo, bo to byłoby kłamstwo, ale akcja była powolna i mozolnie nabierała tempa. Dla mnie jest to bardzo duża zaleta. Gdy wszystko rozgrywa się za szybko, nie mam czasu, by przejąć się czymkolwiek, a dzięki temu mogłam poświęcić odpowiednią ilość czasu na przeżywanie tych wszystkich zdarzeń. 
Również przypadła mi do gustu fabuła, a w szczególności wątek mordercy, który stał się nim wyłącznie przez fanatyczną miłość do książki. Widziałam w nim siebie. To wszystko zaczęło się tylko od pytań, pragnienia poznania większej liczby informacji, a zakończyło desperacją, która prowadziła do zniszczenia życia wielu ludzi. Natomiast wielopoziomowość powieści dodała realności tym wydarzeniom. Nie pojawili się tylko bohaterowie, którzy mieli coś wspólnego z całą opowieścią. Byli również ci epizodyczni, którzy mają własną historię do opowiedzenia.
Jak przeczytaliście, jestem bardzo szczęśliwa, że nareszcie zapoznałam się z twórczością Stephena Kinga. Przede mną wiele jego książek. Mam nadzieję, że nie zawiodę się. Znalezione nie kradzione polecam fanom kryminału, choć radziłabym zacząć od Pana Mercedesa. Druga część nie nawiązuje do niego prawie wcale, ale nie ukrywa zakończenia pierwszego tomu.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia