Blisko Ciebie

Sam na sam w bibliotece

Chyba każdy książkoholik chociaż przez chwilę marzył o tym, żeby „przypadkiem” dać się zamknąć w jakiejś wyjątkowo imponującej bibliotece. Najlepiej na całą noc! Czytanie do białego rana, tysiące książek i… seksowny towarzysz. Czyż nie jest to połączenie idealne?

Chłopak z innej bajki

Bajka o pewnym chłopaku

Ile razy słyszeliście, że życie… to nie bajka? Pewnie całe mnóstwo. I coś w tym jest. Ale czasem, raz na jakiś czas, dzieje się coś zupełnie niezwykłego i bardzo nieżyciowego. I do tej krainy zaprasza nas Chłopak z innej bajki.

Tytuł: Chłopak z innej bajki
Autor: Kasie West
Wydawnictwo: Feeria

Fajnie być bogatym. Nie bać się o pieniądze, praktycznie o nich nie myśleć. Taka sytuacja jednak nie zdarza się często. I akurat… nie przydarzyła Caymen. Dziewczyna ma 17 lat i pomaga matce prowadzić sklep z lalkami. Z miesiąca na miesiąc jest coraz ciężej. Kobieta jest jednak zbyt dumna, żeby prosić o wsparcie finansowe nawet najbliższe osoby. Kiedy więc wokół Caymen zaczyna się kręcić bogaty wnuk klienta… nie jest zachwycona. A dziewczyna sama nie wie, co o nim myśleć. Może powinna zgodzić się na zaloty chłopaka z jej klasy społecznej. Takiego, który z pewnością przypadłby do gustu mamie. Tylko… czego w tym wszystkim tak naprawdę chce Caymen? Czy ktokolwiek ją o to zapyta?

To była moja druga z rzędu książka West, przeczytana krótko przed Bez ciebie. Z jednej strony podobna, a z drugiej… zupełnie inna. Nadal jest lekko, młodzieżowo i romantycznie, wciąż pojawiają się tematy trudniejsze, jednak uwaga czytelnika skupiona jest na zupełnie innych szczegółach życia. Tym razem większy nacisk położono na relacje z rodzicami i stosunki z mamą. Dodatkowo, wraz z rozwojem akcji, pojawia się coraz silniej sygnalizowana tajemnica. Sekret ukryty w zachowaniu mamy i jej przeszłość to chyba najlepszy wątek Chłopaka z innej bajki.

Nie mniej ciekawy, a nawet pod pewnymi względami ważniejszy, jest temat odszukiwania własnego powołania. Wiele osób zapisuje się na kolejne etapy edukacji… praktycznie bezrefleksyjnie. Nikt nie zachęca nas do rozwijania swoich pasji. Bo w końcu to tylko hobby. Czy tak musi być? To jest pytanie otwarte, jednak powieść West zachęca, by młody czytelnik samodzielnie udzielił sobie odpowiedzi i przy podejmowaniu tak ważnych decyzji jak studia czy staż; kierował się własnymi preferencjami, a nie presją otoczenia.

Dużą zaletą tej powieści jest główna bohaterka. Jest zabawna, zadziorna, trochę aspołeczna i sypie absurdami jak z rękawa. Wykapana ja! Uwielbiałam czytać jej teksty, balansujące niebezpiecznie na granicy sarkazmu i złośliwości. Nie przypadł mi za to do gustu główny chłopak tej historii. Był zbyt słodki, taki… aż nadto bajkowy.

I tak lekkim, młodzieżowym stylem jawi się przed oczami czytelnika bardzo przyjemna w odbiorze opowieść. Pełna wyczekiwanych zwrotów akcji, słodkich scen i romantycznych ujęć. Tym razem w fabule sporo się dzieje, a finałowe rozwiązanie, chociaż może nie było wielkim zaskoczeniem, wprawiło mnie w bardzo pozytywny nastrój.

Jeśli zastanawiacie się, czy możecie sięgnąć po Chłopaka z innej bajki bez znajomości innych… chłopaków (tj. Chłopaka z sąsiedztwa czy Chłopaka na zastępstwo), to muszę rozwiać wasze wątpliwości. Jak najbardziej! Mimo że seria tych książek utrzymana jest w podobnej wizualnie stylistyce, są to w pełni niezależne opowieści.

Podsumowując, uważam że Chłopak z innej bajki to przyjemna odskocznia od codzienności. Na złą pogodę, na zbyt dobrą, na upały, chłody czy chandrę. Taki kawaler… zawsze poprawi humor 🙂

Feeria

4

„W życiu nie wszystko kończy się dobrze”, czyli wywiad z Magdaleną Majcher

Autorka, która nie boi się trudnych tematów i, jak sama podkreśla, nie pisze bajek dla dzieci. Uwielbia wystawiać swoich bohaterów na próbę, a jej powieści to książki, które sama z chęcią by przeczytała. Do tej pory spod jej pióra wyszły Jeden wieczór w Paradise, Stan nie! błogosławiony i Matka mojej córki. Zapraszamy na rozmowę z Magdaleną Majcher.

W swoich książkach porusza Pani trudne tematy. Czy nie boi się Pani, że czytelnikom może się to nie spodobać, gdyż wolą lżejsze wątki?

Moja droga do pisania i wydawania była długa i wyboista. Pierwsza napisana przeze mnie powieść nie została wydana. To była historia rozpadu małżeństwa po śmierci ich kilkutygodniowej córeczki. Dostałam sporo odpowiedzi w stylu: „To się nie sprzeda, ma pani dobry styl, proszę spróbować z czymś lżejszym”. No i spróbowałam, ale Jeden wieczór w Paradise to nie do końca było TO, co chciałam pisać. Dopiero pisząc Stan nie! błogosławiony i Matkę mojej córki, czułam się w pełni usatysfakcjonowana. Nie umiem i nie lubię lekko, cóż począć? Nie zrezygnuję z trudnych tematów, mogę jedynie podać je w lekki sposób, aby czytelnik nie czuł się przytłoczony. Dostaję mnóstw sygnałów, że mi się to udaje, że mimo iż podejmuję w powieściach trudne tematy, te książki czytają się same.

Fabuła zarówno Matki mojej córki, jak i Stanu nie! błogosławionego skupia się głównie na temacie macierzyństwa. Dlaczego zdecydowała się Pani właśnie na taką tematykę? Czy z jakichś względów te relacje są Pani najbliższe?

Miłość macierzyńska jest według mnie najpiękniejszym, ale i wymagającym najwięcej wyrzeczeń rodzajem miłości. To temat rzeka. Sama lubię czytać książki o takiej tematyce, ostatnio zachwyciła mnie powieść Trzy i pół sekundy Amandy Prowse. Kieruję się prostą zasadą: piszę to, co sama chciałabym przeczytać. Czy wątki związane z macierzyństwem są mi bliskie? Na pewno. Mam dwóch synów, w pewnym stopniu mogę identyfikować się z moimi bohaterkami.

Skąd czerpie Pani inspiracje? Odpowiedź na to pytanie szczególnie interesuje mnie w kontekście Pani ostatniej książki. Główny wątek Matki mojej córki to naprawdę niełatwy temat.

To nie jest tak, że konkretna osoba, dzieło czy miejsce mnie inspirują. Pomysły przychodzą znienacka. Myję zęby, jestem z dziećmi na placu zabaw, spacerze, gotuję obiad, a tu nagle… bam! Jest zamysł i już wiem, że to jest historia warta opisania. Czasem zainspiruje mnie zasłyszana historia, dramat, który toczy się gdzieś w sąsiedztwie, ale nigdy nie jest tak, że opisuję życie innych ludzi. Nie piszę o znanych mi osobach, wszystkie moje postacie są fikcyjne, tak jak i opisywane przeze mnie wydarzenia.

Bohaterkami Pani książek targają bardzo silne emocje, każe im Pani mierzyć się z trudnymi doświadczeniami. To, że uczucia udzielają się czytelnikowi, sama wiem najlepiej, a co się dzieje z pisarzem? Czy również tak przeżywa to, o czym pisze?

Bywało tak, że płakałam, pisząc ostatnie sceny, ale to nie tak, że mierzę się z doświadczeniami moich postaci. Obserwuję je całkiem z boku, ale czasem rodzą się we mnie wspomnienia, przypominam sobie podobne sytuacje z mojego życia. Wtedy zdarzy mi się wzruszyć. Na co dzień jednak przypatruję się chłodno moim bohaterom. Uwielbiam wystawić ich na próbę, sprawdzać w ekstremalnych sytuacjach, ale nie czuję się po tym skonana. Ja to nie oni, oni to nie ja, chociaż, proszę mi wierzyć, to są ludzie z krwi i kości, a nie tylko papierowe postacie, czego najlepszym dowodem jest to, że często dochodzą do głosu i całkowicie mieszają mi w fabule…

A wracając do tych traumatycznych przeżyć… Czy nie kusiło Pani, żeby nagle wszystko odkręcić? Zaskoczyć wszystkich bardzo szczęśliwym zakończeniem?

Mnie nie kusi. W życiu nie wszystko kończy się dobrze, a ja tworzę realistyczne fabuły, a nie bajki dla dorosłych. Ale wiem, że czytelniczki chciałyby szczęśliwego zakończenia, więc może w końcu im je dam? Oczywiście nie stuprocentowo szczęśliwe, bo nie byłabym sobą, ale może chociaż w osiemdziesięciu procentach? 🙂

Czy myślała Pani o tym, żeby spróbować swoich sił w zupełnie innym gatunku? Na przykład… erotycznym kryminale? To teraz bardzo modne.

Mam w planach flirt międzygatunkowy, chociaż na stałe pozostanę wierna obyczajom. Erotyczny kryminał? O ile ta druga część nie brzmi najgorzej, o tyle erotyki w ogóle mnie nie kręcą.

Czy ma Pani w planach spotkania autorskie? Czy w najbliższym czasie Pani wierni czytelnicy będą mogli spotkać Panią osobiście?

Oczywiście! Proszę obserwować moją stronę internetową i fanpage’a. Uwielbiam spotkania z czytelnikami. Już 20 lipca spotkam się z nimi w Ustroniu Morskim. 3 sierpnia w Bielsku-Białej, 27 września – w Czeladzi, 12 października – w Sosnowcu, a 19 października – w Kędzierzynie-Koźlu. Szykuje się więcej spotkań, ale ich daty będę mogła podać po potwierdzeniu.

Czy mogłaby Pani zdradzić coś na temat swojej kolejnej książki? Są już plany? A może nawet cała powieść? I przede wszystkim… kiedy. I dlaczego tak długo musimy czekać? 🙂

Kolejna książka jest już ukończona, a do księgarni trafi jesienią, więc myślę, że nie każę moim czytelnikom długo czekać. Już pracuję nad kolejnymi projektami. Nie umiem nie pisać.

Serdecznie dziękuję za rozmowę!

Ja również dziękuję!

Recenzje książek Magdaleny Majcher znajdziecie tutaj 🙂

 

matka mojej córki

Jeden błąd…

Błądzić jest rzeczą ludzką, jednak czasem jedna zła decyzja może zmienić całe nasze życie. Chwila nieuwagi, podszepty nieprzyjaciół czy po prostu moment słabości – to wystarczy, by podjąć niewłaściwą decyzję. A potem w myślach odtwarzać ten dzień, wciąż od nowa, i wyobrażać sobie, że postąpiło się inaczej. Ale czy nasze błędy… to wyłącznie nasza wina? Może nawet złe decyzje mogą nieść za sobą coś dobrego?

Tytuł: Matka mojej córki
Autor: Magdalena Majcher
Wydawnictwo: Pascal

Nina jest młodą kobietą odnoszącą ogromne sukcesy w życiu zawodowym. Czas wolny, którego ma przecież tak niewiele, spędza w swoim luksusowym apartamencie. Brak jej tylko jednego: szczęścia. Wiele lat temu, jako nastolatka, była w ciąży i podjęła złą decyzję. Do tej pory nie jest w stanie sobie tego wybaczyć. Tymczasem jeden telefon z rodzinnego domu zmuszą ją do skonfrontowania się z demonami przeszłości. Czy jednak Nina znajdzie w sobie dość siły?

Uwielbiam Magdalenę Majcher za to, że nie boi się podejmować trudnych tematów. W Matce mojej córki jest ich naprawdę dużo, a wzruszenie nieraz ściskało mi gardło. Tematy codzienne, niezwykłe, błahe, a zaraz potem bardzo poważne… To opowieść o życiu, ze wszystkimi jego blaskami i cieniami. Szczera, pełna intensywnych emocji i niesamowicie poruszająca. Nie należę do osób, które łatwo się wzruszają, jednak tym razem nie potrafiłam opanować wzruszenia. Te tematy były momentami tak bliskie moim osobistym doświadczeniom, że całą sobą przeżywałam opisywaną historię.

Również sama opowieść składa się z nieszablonowych wątków: od głównego po poboczne. Nie znalazłam w nich wiele elementów, o których czytałabym już wcześniej. Literatura lubuje się w prostych rozwiązaniach, typowych tematach, zagadnieniach wałkowanych tysiąc razy przez inne osoby. To już druga powieść tej autorki, którą przeczytałam, dlatego uważam, że ona nie decyduje się na „zgrane tematy” czy rozwiązania „pod publikę”. Doświadczenia jej bohaterów bliższe są życiowym doświadczeniom niż innym powieściom.

1

Ta książka zawróciła też moją uwagę na to, jak łatwo osądzamy innych ludzi. Po przeczytaniu opisu fabuły sama miałam w głowie pewien schemat, oceniałam, robiłam to automatycznie. Tymczasem okazało się, że zupełnie nie mam racji. I chociaż bohaterowie powieści z pewnością nie poczuli się urażeni, zaczęłam zastanawiać się, jak często robię to w prawdziwym życiu. Matka mojej córki to powieść, którą czyta się na jednym wdechu, w moim przypadku był to jeden wieczór. Ale to tylko pozorna łatwość. Bo poruszane problemy zostają w czytelniku na dłużej, zmuszają do refleksji, zastanowienia. Powieść jest prosta w odbiorze, ale nie w przekazie.

Po przeczytaniu książki zwykle klasyfikowałam bohaterów. Wiedziałam, czy ich lubię, czy nie, czy potępiam ich zachowaniem, a może w zupełności popieram wszystko, co zrobili. I w tym zakresie było inaczej. Nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania. Dlatego, że w tej opowieści nic nie jest czarno-białe. To historia złożona z odcieni szarości, z różnych perspektyw, z okoliczności łagodzących i obciążających.

Nie brak też łamiących serce zwrotów akcji i emocji poruszających ukryte w zakamarkach duszy problemy czy kompleksy. To chyba dla czytelnika idealne połączenie: intensywne uczucia plus dynamiczny bieg wydarzeń. Ten miks gwarantuje udaną lekturę.

Na uwagę zasługuje też piękna, jasna okładka. Wybrana grafika idealne pasuje do poruszanych tematów. Z mniejszym optymizmem odebrałam za to sam tytuł powieści. Owszem, jest zachęcający i intrygujący, jednak moim zdaniem za dużo zdradza. Tak samo zabrakło mi „kropki nad i” w wątku ojca. Chyba do samego końca spodziewałam się dokładniejszego wyjaśnienia, może nawet intrygi?

Matka mojej córki to bardzo dobra powieść obyczajowa. Poruszająca, refleksyjna i przemyślana. To książka, która odciśnie piętno na czytelniku, zmusi go do chwili zastanowienia, złamie serce, a potem poskleja je na nowo. I właśnie dlatego naprawdę warto po nią sięgnąć.

pascal

A już wkrótce… wywiad z autorką 🙂 Obserwujcie nas!

1

Jeden wszechświat to za mało

Czy zdarzyło wam się myśleć o tym, co by było, gdyby…? Rozważać, jak potoczyłoby się wasze życie na skutek innej decyzji? Z pewnością! Każdy miewa takie myśli. Tak samo większość z nas słyszała teorię o istnieniu nieskończonej ilości wszechświatów zakładającą, że każdy jest innym wariantem naszej rzeczywistości. A co wy na to, żeby trochę je pozwiedzać? Zabieram was teraz na niesamowitą wycieczkę gdzieś pomiędzy fizyką, nauką a… gorącymi uczuciami!

Tytuł: Tysiąc odłamków ciebie
Cykl: Firebird (tom 1) 
Autor: Claudia Gray
Wydawnictwo: Jaguar
Nowość

Rodzice Marguerite Caine to wybitni naukowcy. Po latach kpin, złośliwych uwag i krytyki wreszcie dokonali niemożliwego: wynaleźli maszynę do przemieszczania się między alternatywnymi rzeczywistościami. Rodzina jednak niedługo cieszyła się z sukcesów. Nagła śmierć ojca Meg przekreśla całą radość. Dziewczyna postanawia pomścić tatę. Sprawa jednak nie jest prosta – Paul, morderca, a zarazem uczeń rodziców, zniszczył całą technologię i uciekł do innej rzeczywistości. Nie wie jednak, że nie był to jedyny egzemplarz wynalazku. Dziewczyna wraz z przyjacielem rusza w szalony pościg. Czy uda jej się dokonać zemsty? Czy pokona niebezpieczeństwa, a przede wszystkim… czy zapanuje nad własnym sercem?

Uwielbiam literaturę SF, a wszystkie teorie na temat czasu i przestrzeni sprawiają, że mam gęsią skórkę. Dlatego temat przewodni tej powieści to dla mnie strzał w dziesiątkę. Zwłaszcza początek, kiedy główna bohaterka niby od niechcenia wprowadza nas w podstawowe zasady teorii podróżowania pomiędzy rzeczywistościami, był dla mnie niezwykle interesujący. Od razu uprzedzam: to nie tak, że znam się na temacie. Nie powiem wam, czy autorka ściśle popiera określoną teorię albo czy w książce pojawiają się błędy. Ta powieść nie jest traktatem naukowym, a wszystkie „ścisłe tematy” opisywane są w sposób przystępny i ciekawy. Jeśli więc lubicie takie zagadnienia, będziecie zachwyceni. Ale nie przejmujcie się, jeśli do tej pory nie byliście zwolennikami SF. Te wątki, chociaż niezwykle ciekawe, są raczej dodatkiem do fabuły, tłem dla biegu wydarzeń.

I to nie byle jakiego biegu wydarzeń, bo pełnego zwrotów akcji i niespodziewanych zawirowań. Często domyślam się, jak potoczy się historia. Tym razem jednak byłam zaskoczona, i to nie raz! Intrygi, wątpliwości, kłamstwa… Czasami miałam wrażenie, że nawet głównej bohaterce nie można wierzyć. Bo chociaż jej prawdomówność nie budziła wątpliwości, to ocena wydarzeń już jak najbardziej.

Podróże między wymiarami sprawiły, że część z nich oferuje nam prawie samodzielną historię – z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem. Ponieważ jednak wybudowanie i zamknięcie oddzielnych wątków wymaga czasu, samych podróży jest mniej, niż można by oczekiwać. Po książce tego typu można się spodziewać ciągłych „skoków” i zmian, tak się jednak nie dzieje, ale dzięki temu Tysiąc odłamków ciebie zapewnia nam ciekawie skonstruowane wątki.

Dużą rolę odrywają też emocje i relacje bohaterów. Strata, ból i tęsknota za ojcem są wręcz namacalne. Meg mocno przeżywa nagłą śmierć ojca, a fragmenty poruszające ten temat bardzo przemawiają do empatii czytelnika. Tak samo jak miłość. Od napięcia aż iskrzy w powietrzu, chociaż ten temat nie był poprowadzony aż tak dobrze. Trochę w nim było za dużo cukru i słodyczy. Niektóre zachowania bohaterki były dla mnie nie do pojęcia.

Dużym plusem tej powieści jest fakt, że stanowi ona prawie samodzielną cześć. Owszem, główny wątek będzie kontynuowany w drugim tomie, ale wszystko, co teraz mnie zaintrygowało, zostało wyjaśnione. Całe szczęście, ponieważ ostatnio wiele razy natykałam się na historie, które urywały się w połowie akcji. A tego się nie robi! Zwłaszcza gdy data wydania kolejnego tomu nie jest znana. Ale… i tu jest inaczej. Jeśli tak jak ja zakochacie się w tej powieści, nie będziecie musieli długo czekać. Kolejna część będzie miała swoją premierę już we wrześniu.

Jeśli więc szukacie książki lekkiej, ale nie głupiej, jednocześnie pomysłowej i intrygującej, w klimacie SF, ale ze sporą porcją romantyzmu, koniecznie sięgnijcie po Tysiąc odłamków ciebie!

tania_ksiazka_kod_rabatowy_logo_kupon

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia